GRY 12/2003  Poradnik « 35 »  


Trafiłem do domu Mamy Dority. A dokładniej przed dom. Przywitał mnie tam olbrzym o imieniu Oscar. Nie jest chyba zbyt bystry i nic nie wie o wiosce Indiańskiej. Za to jest bardzo sympatyczny. Dowiedziałem się od niego, że Mama Dorita jest uzdrowicielką i kapłanką voodoo. Wyznał mi również, że uwielbia miętowy tytoń do żucia. Po rozmowie z nim podniosłem naczynie leżące pod drabiną. Wracając zauważyłem koło studni śmieszny kamień. Wziąłem go, bo wyglądał naprawdę oryginalnie. Wróciłem do Joshuy, ale on dalej nie założył pasa. Okazało się, że trochę się pospieszyłem. Ponieważ zszyłem pas, żeby go założyć trzeba ściągnąć koło. A do tego potrzebny jest klucz dziesiątka. Joshua takiego nie ma. Chcąc naprawić swój brak wyobraźni obiecałem, że załatwię klucz. Poszedłem do Saturno. Po drodze zauważyłem tragicznie brudne poidło. Poprosiłem Saturno o klucz, a on pozwolił mi go sobie pożyczyć. Nie znalazłem go na tablicy z narzędziami. Okazało się, że jeszcze ma go przy sobie. Rzucił mi go, ale efekt był taki, że klucz wylądował na ulicy. No to biegiem na dół. Jak można było łatwo przewidzieć trafił wprost do poidła. Nie ma mowy, żebym wyciągną go rękami. Idąc z powrotem do niego zauważyłem pod schodami doniczkę. Wziąłem ją i zrzuciłem z balkonu celując w poidło. Miałem nadzieję, że od siły upadku doniczki klucz wyskoczy na zewnątrz. Przed zejściem na dół pociągnąłem jeszcze za dziwną dźwignię na środku pracowni. Okazało się, że uruchamia katapultę i nowa puszka farby poszybowała gdzieś w kierunku banku. Saturno nie był zbyt szczęśliwy. Żeby jakoś załagodzić sytuację zapytałem go jak transportuje do pracowni te wielkie kamienie. Okazało się, że to Oscar, w zamian za mentolowy tytoń do żucia przynosi mu te kamienie. Musi być strasznie silny. A ja już chyba wiem, jak dostać się do kopalni. Muszę tylko skombinować tytoń. Wyszedłem od Saturno i zabrałem z ulicy klucz. Poszedłem jeszcze do banku, i obejrzałem sobie, gdzie wylądowała puszka farby. A potem w kierunku krateru.



Joshua był mi niezmiernie wdzięczny za klucz, ale z montażem musiał poczekać, bo właśnie odbierał kolejną „transmisję”. Ponieważ w ogóle mnie to nie interesowało poszedłem oglądnąć demona zniszczenia, czyli lokomotywę. Obejrzałem sobie wszystko: komin, wlew zbiornika na wodę, gwizdek, a także wnętrze kabiny maszynisty. Wróciłem do Joshua’y z nadzieją, że wprowadził już mój pomysł w życie. Założył pas, ale okazało się, że nie ma benzyny. Dobra, załatwię i benzynę.

 

»

Index GRY 12/2003   Magazyn Profesjonalnego Gracza « 35 »