Lukis' [ POZnanska Pyra ]
Powraca sprawa parytetu
Ponownie powraca sprawa parytetu dla kobiet. Dwa razy zostałem zaczepiony przez osoby które zbierają podpisy pod tym. Do tego jedna z nich na moją negatywną odpowiedź powiedziała do mnie "No tak, płeć męska władzy nie odda".
Mam odczucie że cały ten zagorzały feminizm i walka o prawa dodatkowe dla kobiet, sprytnie nazywane równouprawnieniem, prowadzą kobiety które są samotne i złe na facetów bo się im nie podobały, mówiąc trywialnie. Bo kto się wypowiada w TV? Sami widzicie.
Sama sprawa "równouprawnienia" czyli dodatkowych praw dla kobiet. Idea parytetu jest dla mnie jednoznaczna. Na siłę upchajmy 180 kobiet do sejmu, bo jak nie to kobiety są dyskryminowane.
Gdzie tu demokracja? Istnieje Polska Partia Kobiet a jakoś progu wyborczego nie przekracza, a z tego co mi wiadomo kobiety nie mają odebranych praw wyborczych. No to skoro kobiety na siebie nie głosują, to dlaczego mój kandydat ma się nie dostać do sejmu tylko z tego powodu że miał poparcie które dawało mu 182 miejsce w sejmie? (założenie teoretyczne i uproszczone).
Dlaczego walczy się o równość w pracy, ale co ciekawe równość ta dotyczy tylko pracy na wysokich oplacalnych stanowiskach. No to może dorównajmy także możliwość pracy na budowie. I z biura pośrednictwa pracy bezrobotne kobiety będą kierowane do mieszania cementu? Nie, o tym się nie powie, bo to nie podchodzi pod "równouprawnienie".
Dużo jest takich "równych" sytuacji jak choćby sprawa rodzicielstwa. W wyniku rozwodu matka ma większą szansę na otrzymanie dziecka tylko z tego powodu że jest matką. Ile razy się zdarzyło że kochający ojciec musiał oddać dzieci schlanej matce, która co rusz przyprowadzała innego faceta, a sąd nie widział przeciwności. Sam taki przypadek znam.
Zachęcam do dyskusji, szczególnie to małe grono kobiet które są na forum. Jestem za równouprawnieniem, ale za mądrym, za równouprawnieniem w dwie strony a nie za wykorzystywaniem tego hasła przez kobiety, by wreszcie dostać się do sejmowego koryta, bo cały czas miały za mało głosów a teraz wejdę z urzędu.
Attyla [ Legend ]
Ależ ten marksizm jest namolny... Byt kształtuje świadomość, co znaczy, że istnienie konfliktu z definicji prowadzić musi do owego konfliktu świadomości. Tak marksiści widzą rzeczywistość. Tyle, że jest to bzdura kosmiczna i odwrócenie wszystkiego do góry nogami.
Jest dokładnie na odwrót. Świadomość kształtuje byt (a przynajmniej daje bodziec do kształtowania rzeczywistości wedle wskazań mniemań ideologicznych. Kobieta i mężczyzna nie są konkurującymi ze sobą gatunkami. To dwa rodzaje tego samego, przy czym żadne z nich nie jest w stanie osiągnąć spełnienia bez uzupełnienia w drugim: kobieta mężczyzną a mężczyzna kobietą. Dopiero małżeństwo tworzy istotę pełną - człowieka.
Przedstawianie relacji damsko męskich jako konfliktu płci bazującego na "nierównościach" czy innych emocjonalnie naładowanych bzdur rodzi ten konflikt i uniemośliwia albo przynajmniej wyraźnie utrudnia zjednoczenie i uzyskanie spełnienia.
Konflikt rodzi poczucie przynależności. Poczucie przynależności eskaluje konflikt i tworzy wrogość lub przynajmniej nieufność.
Nie ma słów dostatecznie obelżywych na określenie tych, którzy to robią.

Regis [ ]
Szkoda się irytować ;) Mnie tylko interesuje dlaczego pomysł parytetów dający kobietom dodatkowe miejsca np. we władzach jest OK, natomiast parytet, który zwiększa ilość nauczycieli w stosunku do nauczycielek (których obecnie jest statystycznie dużo więcej), jest już "be" ;P
smalczyk [ Senator ]
Mam odczucie że cały ten zagorzały feminizm i walka o prawa dodatkowe dla kobiet, sprytnie nazywane równouprawnieniem, prowadzą kobiety które są samotne i złe na facetów bo się im nie podobały,
Mówiąc trywialnie - mylisz się :)
Dlaczego walczy się o równość w pracy, ale co ciekawe równość ta dotyczy tylko pracy na wysokich oplacalnych stanowiskach
Mylisz pojęcia. Kobiety nie walczą o równość na wysoko opłacanych stanowskach, ale o równe traktowanie niezaleznie od stanowiska - czy to sekretarki czy to dyrektora. Wierz lub nie, ale uśredniając faktem jest, ze kobiety zarabiają o kilkanascie procent mniej niż mężczyźni wykonując tę sama prace na tym samym stanowisku. W firmach się o tym głośno nie mówi bo można 'polecieć'. Oczywiście rozumiem powód - kobiety sa obarrczone 'ryzykiem' zajścia w ciążę. Tyle, ze ryzyka tego z przyczyn oczywistych wyeliminowac nie można - dlatego zamiast karać kobiety za to, że to one rodzą dzieci, powinno się im to wynagradzać, choćby przez zrównanie zarobków (osobiście byłbym za zwiększeniem w stosunku do części męskiej).
W wyniku rozwodu matka ma większą szansę na otrzymanie dziecka tylko z tego powodu że jest matką.
To akurat koronny przykład dla facetów na dyskryminację w druga stronę :)
Niestety faktem jest, że polskie sądy (i nie tylko polskie) w zadziwiająco naiwny i nierzetelny sposób traktują problemy władzy rodzicielskiej, przyznając ją w razie rozwodu niemal wyłącznie kobietom, niezaleznie od statysu majątkowego, ew. uzależnień i całego szeregu innych, które powinny, a nie wpływają, na ostateczną decyzję.
A co do głównego tematu wątku - uważam, że parytet (jakikolwiek) to nie jest droga do wywalczenia sobie własnych praw. Co doskonale pokazuje przyklad USA.

Regis [ ]
Oczywiście rozumiem powód - kobiety sa obarrczone 'ryzykiem' zajścia w ciążę. Tyle, ze ryzyka tego z przyczyn oczywistych wyeliminowac nie można - dlatego zamiast karać kobiety za to, że to one rodzą dzieci, powinno się im to wynagradzać, choćby przez zrównanie zarobków (osobiście byłbym za zwiększeniem w stosunku do części męskiej).
Wszystko fajnie, ale istotne w takim wypadku jest jedno: kto Twoim zdaniem powinien ten koszt ponosić?
smalczyk [ Senator ]
Regis ---> o jakim koszcie mówisz bo nie rozumiem? Przeciez mowa o wyrónaniu zarobków - a to jest sprawa pracodawców tak? Pomyśl sobie jakie larum podniosłoby się ze strony mężczyzn, gdyby np. w ramach 'zadośćuczynienia' kobietom obcięto im częśc pensji i przyznano jobietom./ A de facto tak sprawa obecnie wygląda, tyle że w drugą stronę. Dziwisz się więc, ze kobiety protestują? Bo ja nie.
Inna sprawa jest, że pracodawcy nikt niczego nie narzuyci - stąd nalezy szukac zastępczych środków 'wyrownywania szans'. Trudne to zadanie, ale niestety konieczne - bo do sytuacji powrotu pań li tylko w domowe pielesze powrotu nie będzie, i to nie tylko z powodu zmian światopoglądowych kobiet, ale z czysto ekonomicznego punktu widzenia. Mężczyźni choćby sie na pół rozpękli sami pań i dzieci nie utrzymają (przykro tylko patrzeć na takich, ktorzy nie potrafia przyjąć tego do wiadomości:)
Btw - tak od siebie powiem ci, że często męski punkt widzenia zmienia się gdy naocznie mają do czynienia z sytuacją gdy ich małżonka 'nie wiedzieć czemu' nie zarabia tyle ile kolega na tym samym stanowisku (mnie na szczęście ta wątpliwa przyjemność ominęła jak narazie:)

Regis [ ]
Twoje rozumowanie jest dla mnie absurdalne, albo nie zrozumiałem tego, co chciałeś przekazać pisząc "Przeciez mowa o wyrónaniu zarobków - a to jest sprawa pracodawców tak?". Nie dość, że pracodawca ponosi w związku z ciążą kobiety (i urlopem macierzyńskim) realne straty, to jeszcze ma dokładać z własnej kieszeni, żeby kobieta nie była poszkodowana tym, że nie pracuje, bo wychowuje dziecko? Pracodawca to nie jest dobry wujek, który sypnie kasą, "bo trzeba". Pracodawca oferując pracownikowi pensje uwzględnia wszystkie korzyści i problemy, jakie wynikają z faktu zatrudnienia pracownika i to, że kobiety zarabiają mniej wynika m.in. (nie mylić z "tylko" ;) ) z tego, że w pewnym momencie "znikają" wychowywać dzieci, co jest dla pracodawcy, szczególnie w mniejszych firmach, dużym problemem. Dlaczego więc Twoim zdaniem ten zupełnie obcy, Bogu ducha winny człowiek, ma jeszcze do tego interesu dokładać? Rozumiem argumenty kobiet, ale w żadnym razie nie zgadzam się, że to na pracodawcę powinien być przenoszony ten koszt. Jeśli Państwo uważa, że ma za mały przyrost naturalny, to niech dotuje pracodawcom zatrudnianie młodych kobiet - jestem za (w końcu ktoś będzie musiał kiedyś pracować, na moją emeryturę ;) )! Ale jeśli Państwo tak nie uważa, to dlaczego "sponsorami" wzrostu naturalnego w Polsce mają być pracodawcy? Poza tym bądźmy realistami - jeśli ktoś mi, jako pracodawcy, narzuciłby, że mam zatrudniać po 50% kobiet i mężczyzn, a ja nie uważam, żeby tyle kobiet/mężczyzn nadawało się do danej pracy (np. zatrudniam opiekunki i opiekunów do przedszkola), to owszem, z przymusu zatrudnię tyle, ile muszę (zakłądam, że znajdę tylu chętnych facetów ile trzeba), ale tym, których uważam za "zbędnych" dam pensję minimalną, bo niby z jakiej paki mam dawać więcej? Sytuacja odwrotna - jeśli ktoś narzuci mi zrównanie pensji kobiet z mężczyznami, to porachuję sobie szybko co się stanie, jak niewiasta zajdzie w ciąże i nie zatrudnię jej. W wyniku tego może i pensje będą równe, ale kobiety będą stanowić 5-10% zatrudnionych. A jeśli zostaną mi narzucone oba wymagania? To pakuję walizki i opuszczam ten kraj ;P
Tak jak mówiłem - rozumiem argumenty kobiet, nie jestem też za tym, bo "dyskryminować" je dlatego, że rodzą dzieci (wręcz przeciwnie), ale pracodawca jest ostatnią osobą, jaka powinna być obciążana finansowo wszystkimi tego konsekwencjami. Albo się bawimy w opiekuńcze państwo, albo w wolny rynek. A przekładanie obowiązków opiekuńczego Państwa na pracodawców w jeszcze większym stopniu, niż ma to miejsce teraz, jest kompletnym nieporozumieniem.

kali93 [ Isildur ]
-->
smalczyk [ Senator ]
Regis ---> po dwakroć tak. Tak - zgadzam się z tym co napisałes o pracodawcy. I tak - nie zrozumiałeś mojego 'przesłania' :))
Oczywistym jest, że dla pracodawcy jedynym wyznacznikiem jest zysk i bilans. Tego nie trzeba tłumaczyć. Ale równie oczywistym jest, że kobiety nie zgadzają się na badź co bądź nierównomierne ich traktowanie z uwagi na 'obdarowanie' przez naturę możliwością posiadania potomka. Przeciez zdarza się, że kobieta nie ma zamiaru zachodzić w ciążę bo taką ścieżkę życia wybrała - a mimo to nadal nie będzie równo traktowana. Powiesz - ale przecież ciąża może się zdarzyć tak czy owak. Racja - ale równie możliwa jest przewlekła chorba męskiej częsci personelu - a jakoś pracodawca nie obniża mu pensji biorąc pod uwagę tę potencjalną możliwość.
Rozumiesz teraz o co mi chodziło? Kobiety z racji uwarunkowań swoich organizmów traktowane sa tak a nie inaczej - i to jest fakt. A przecież jak już wspomniałem karanie ich za to, ze są zdolne do urodzenia dziecka jest w moim przekonaniu głupie i niepotrzebne.
Ps. może nie zwróciłeś uwagi, ale wspomniałem w poprzednim poście, że z uwagi na oczywistą niemożność narzucenia czegokolwiek pracodawcom powinny pójść w zamian inne udogodnienia dla kobiet. Czy to w postaci dłuższych urlopów, czy ułatwień w posyłaniu dzieci do przedszkoli itd itp.

Caine [ Legend ]
"Jednak w moim przekonaniu wszystkie te kobiety [...] są ofiarami chorego systemu koedukacyjnego.
Nie ma bowiem gorszej zbrodni niż wspólne kształcenie dojrzewających kobiet jakimi stają się dziewczynki między dziesiątym, a szesnastym/osiemnastym rokiem życia z rozdokazywanymi w tym samym wieku piekielnikami płci męskiej. Dzieli ich w tym czasie siedem lat dojrzałości, a dystans ten tak naprawdę wyrównuje się nie wcześniej niż po dwudziestym pierwszym roku życia - przyjmowanym zresztą przez społeczeństwa dość naturalnie za próg np. biernego prawa wyborczego. Wychowywane między dziesiątym, a osiemnastym rokiem życia dziewczynki uczą się dominacji, a nawet pogardy i lekceważenia mężczyzn. Jeszcze mi w uszach brzmi, jak coś szesnastoletni opowiadam, a z ust Justynki słyszę staromalutki tekst wypowiadany tonem zapożyczonym od matki: - Boże, jaki on zabawny. Ten Kijoszczak. Chowane wraz z chłopcami panienki dochodzą do oczywistego w tym okresie wniosku, że są od chłopców czystsze, pilniejsze, zdolniejsze. Że słowem ród męski jest pomyłką ewolucyjną, a ideałem byłoby życie w babskiej republice.
Gdy po szesnastym roku życia hormony podpowiadają, co innego - szkody psychologiczne mogą już być nieodwracalne.
Tym bardziej, że wpajany w społeczeństwach industrialnych system wartości utrudnia kontakt z mężczyznami dojrzalszmi. Kobiety wchodzące w związki ze swymi szefami czy akademickimi nauczycielami traktowane bywają często jak karierowiczki; na dodatek odbijające mężczyznę ich rówieśniczkom, które przeważnie zaopiekowały się nimi we wczesnej młodości. W tych związkach będących skutkiem przedwczesnej koedukacji. Opartych na rzekomym partnerstwie i wyścigu, w którym nagle z niepojętych powodów, zmieniają się reguły gry, gdy po dwudziestym piątym roku życia mężczyznom sukcesy zawodowe zaczynają dużo łatwiej przychodzić. Kobietom zaś zdarza się - rodzić. Ileż nagle pretensji i poirytowania. Nawet pretensji do Pana Boga lub Natury, że to na nie, z niepojętych przyczyn został nałożony dopust płodności. I tak w coraz większym procencie ( zastraszająco już wysokim w kręgach inteligencji) około czterdziestki Hermiony bądź to pozostają same, bądź - jak te najzdolniejsze - nigdy za mąż nie wychodzą. Całą energię wczesnej młodości poświęcając mało twórczej rywalizacji z mężczyznami. Rywalizacji, ku której sposobi szkoła, studia, a także praca zawodowa."
skopiowane z
Lukis' [ POZnanska Pyra ]
Smalczyk --> co do tego zatrudnienia. Sam znam sytuacje z firmy mojej mamy (nie jest szefową a pracowniczką), gdzie jej koleżanka z pracy zaszła w ciążę. Dla pracodawcy trudna sytuacja, musi zatrudnić kogoś na zamianę + płacić tej co w ciąży. Potem przyszło dłuuugie macierzyńskie no i następnie nagle kolejna ciąża. I co w takiej sytuacji? Prawo jest po stronie kobiety, do końca umowy płacić trzeba, a do końca jeszcze troche było.
Ale to tylko taki przykład. Z drugiej strony. Ciąża to tylko 9 miesięcy z tego kobiety, zależnie od wykonywanego zawodu, pracują gdzieś nawet do 4 miesiąca. No a potem przychodzi macierzyńskie. Ciekawe dlaczego ostatnia przypadkiem oglądając w tej sprawie program na TVN Style, gdy padło pytanie "To może zamiast tak długie macierzyńskiego stworzyć możliwość "tacierzyńskiego" i dzielić obowiązki przy dziecku jak i zawodowe pomiędzy matke i ojca którzy mogliby się wymieniać przy dziecku?". Niestety ale Pani Feministka która była w studiu zanegowała ten pomysł broniąc się uczuciami matki i schodząc na inny temat, a facet zaaprobował coś takiego.
A przecież to by było wyjście. Po 9 miesiącach kobieta wraca do pracy z możliwością ustalania grafiku razem z ojcem dziecka którzy przykładowo co tydzień się przy dziecku zmienają (zależne oczywiście od trybu pracy, ale wszystko dałoby się ułożyć). Okazuje się dla kobiet macierzyńskie jest wygodne. Więc ta nizsza pensja dla nich też jest w jakiś sposób uargumentowana.
smalczyk [ Senator ]
Lukis ---> nie wiem co za osóbka odpowiadała w tym programie, ale gwarantuję ci, że przeważająca część kobiet z wielka radością powitałaby możliwość przertzucenia choć części ciężaru zajmowania się dzieckiem na mężów.
Powtórze po raz kolejny - oczywistym jest, że dla pracodawcy nie jest komfortowa sytuacja posiadania pracownika 'na akord'. Dlatego ten problem jhest tak skomplikowany bo w zasadzie nie sposob zaspokoic obu stron, z ktorych każda ma swoje słuszne racje.
Twoj pomysl jest bardzo dobry - ale tu własnie pojawia sie problem braku odpowiednich unormowań, które pozwalałyby ojcom na wspólna, wymienna opiekę nad dzieckiem.
Tylko niestety - prawdą jest, że dla dużej części facetów wygodną jest sytuacja gdy mogą się skupić na pracy zwalając na żonę całość obowizków opiekuńczych. Przykre, ale prawdziwe.

Attyla [ Legend ]
Lukis'
A przecież to by było wyjście
Nie sądziłem, że ktoś może przyjąć takie banialuki za sensowne... Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę na czym polega różnica - a zatem i nauralna rola - kobiety i mężczyzny???
Lukis' [ POZnanska Pyra ]
Attylaa -> zdaję sobie sprawę. Mój punkt widzenia na ten temat jest diametralnie inny niż twój i zapewne nie zgodny z Pismem Świętym ale mnie to nie obchodzi tak jak twoje zdanie. Tyle.
Smalczyk --> wracając jednak do sprawy parytetu. Czy nie uważasz że prowadzenie do tego przez kobiety m.in. z PPK jest doprowadzeniem do tego by w końcu się do sejmu dostały? Skoro nawet poparcia kobiet nie mają? :)

smalczyk [ Senator ]
na czym polega różnica - a zatem i nauralna rola - kobiety i mężczyzny???
Aaaaand here it goes!!!
Lukis ---> co do parytetów to już się wyżej wypowiedziałem :)
bereszka [ Panacea prola ]
Lukis
Ciąża to tylko 9 miesięcy z tego kobiety, zależnie od wykonywanego zawodu, pracują gdzieś nawet do 4 miesiąca.
Nawet do 4 m-ca? Kobiety pracuja do 9 m-ca o ile dobrze znosza ciaze.
Po 9 miesiącach kobieta wraca do pracy z możliwością ustalania grafiku razem z ojcem dziecka którzy przykładowo co tydzień się przy dziecku zmienają (zależne oczywiście od trybu pracy, ale wszystko dałoby się ułożyć). Okazuje się dla kobiet macierzyńskie jest wygodne. Więc ta nizsza pensja dla nich też jest w jakiś sposób uargumentowana
Macierzyński - to nie chorobowe.
Od razu wyplacany jest przez ZUS, nie przez pracodawce. Trwa 6 m-cy a nie 9.

Attyla [ Legend ]
tak jest... Kobiety na traktory! A jeżeli są przy nadziei (ach - wy uwielbiacie brzmienie tego obrzydliwego określenia "ciężarne")? Też! Niech się małe wprawiają! Wyścig szczurów od najwcześniejszych chwil życia (och przepraszam - do urodzenia dziecko to nie dziecko a flak)!
Właściwie, to zgodnie z komuliberalnym bełkotem kobiety powinny zawsze poczynać co najmniej dwójkę na raz, by przy urodzeniu okazało się, które było "lepsze" (oczywiście ocena według ekonomicznych kryteriów - tj. "wygrywa to, które wyprodukowało więcej). W ten sposób drugie - to "przegrane" - "looser" - zgodnie z neomaltuzjanizjańskim neoliberalizmem, można spokojnie ukatrupić! Najlepiej złapać za nóżki (kończyny tylne) i rozbić główkę (zdekompresować puszkę mózgową) o ścianę (to bardzo "humanitarne", bo to "nieludzkie życie" będzie najmniej cierpiało).
Zaraz mnie zemdli...
W_Z__ [ Generaďż˝ ]
Z tego co wiem to sprawa parytetu należała do jednego z najważniejszych postulatów kobiet w czerwcu na Kongresie Kobiet Polskich, a zebrane tam osoby to głównie dobrze wykształcone kobiety, które nie koniecznie są radykalnymi feministkami, a raczej obywatelkami walczącymi o swoje prawa. W Polsce liczba osób obu płci jest mniej więcej równa, a w polityce słyszy si ę o zaledwie kilkunastu kobietach i nie wynika to z tego, że nie mają one odpowiednich kwalifikacji, ale z przekonania jakie panuje w naszym społeczeństwie. Istnieje Polska Partia Kobiet a jakoś progu wyborczego nie przekracza- owszem istnieje, ale nie ma większego znaczenia, bo przecież niemożliwym byłoby, by wszystkim kobietom podobał się ich program i postulaty. Dla mnie niezrozumiałe jest dlaczego w dużych i liczących się partiach politycznych rola kobiet jest tak ograniczona, gdyby to właśnie w nich zwiększyła się ich ilość i znaczenie to walka o parytet byłaby niepotrzebna. Ja również uważam, że wprowadzenie go to przesada, dlatego że większość kobiet nie interesuje się polityką i wpychanie ich do niej tylko dla idei równości mija się z celem, ale mimo to udział kobiet w życiu politycznym powinien być większy.
Lukis ---> nie wiem co za osóbka odpowiadała w tym programie, ale gwarantuję ci, że przeważająca część kobiet z wielka radością powitałaby możliwość przertzucenia choć części ciężaru zajmowania się dzieckiem na mężów.
Zgadzam się, mnie również wydaje się, że większość kobiet a szczególnie feministki popierają urlop"tacierzyński" i podział obowiązków przy dziecku.
Aen [ Anesthetize ]
Attyla - Rzadzisz. Nikt na swiecie nie potrafilby w kazdym poscie pluc slowami komuliberalizm, wieczni WY czy takim pierdoleniem jak:
"Najlepiej złapać za nóżki (kończyny tylne) i rozbić główkę (zdekompresować puszkę mózgową) o ścianę (to bardzo "humanitarne", bo to "nieludzkie życie" będzie najmniej cierpiało)."
Masz ze soba powazne problemy. Naprawde. Jak mozna w ogole wyciagnac takie porownania i jeszcze znalezc punkt wspolny z dyskusja o parytecie? Glodnemu chleb...? Czlowieku, udaj sie do specjalisty i rozpocznij leczenie, bo wydajesz sie tak naladowany frustracja ze nie zdziwilbym sie gdyby szanowna malzonka i corka chodzily posiniaczone.
Nie powiaz tylko wzmianki o specjaliscie i leczeniu z eutanazja czy zabojstwem nienarodzonych dzieci, tak typowymi dla komunoliberalnej holoty...
Kłosiu [ Legend ]
WZ --> ale parytety sa sprzeczne z demokracja! Bedzie sie wybierac poslow nie dlatego ze maja kwalifikacje, tylko dlatego ze sa kobietami. Przeciez w tej chwili nie ma zakazu wybierania kobiet. Niech ta polowa kobiet - wyborcow zmobilizuje sie i glosuje na swoich przedstawicieli, kto im broni? Ale najwyrazniej wola glosowac na mezczyzn. A ja nie mam zamiaru byc zmuszony do wybrania kobiety, nawet jesli mam watpliwosci co do jej kwalifikacji, tylko dlatego ze trzeba limity wypelnic.
Maziomir [ Generaďż˝ ]
Attyla - udało Ci się tak osłabić przymioty swojego intelektu, że nikt przy zdrowych zmysłach nie czyta już twego bełkotu chyba, że chce się do czegoś przyczepić. Gratuluję. High Five.
sebu9 [ O_o ]
Jak to jest, że kobiety (feministki) wojują o wolność i równości (tzn. tak im się wydaje) a jednocześnie, w ich głowach rodzą się takie pomysły. Toż to absolutne zaprzeczenie idei feminizmu. Parytet byłby czymś cholernie krzywdzącym dla każdej kobiety. Utrwalałby przekonanie, że bez takich chorych regulacji, kobiety nie są w stanie ubiegać się o najwyższe stanowiska na równych zasadach. Potrzebują takich dodatkowych praw żeby mieć szanse w konkurencji z mężczyznami (pomijam kwestie: o jakiej my konkurencji mówimy ? :).
[17] - Ktoś Ci za to płaci ?
Maziomir [ Generaďż˝ ]
Kwestia parytetu to przesada. Mniejsza ilość kobiet w polityce nie wynika z ich intelektualnej słabości i nie trzeba jej sztucznie rownać. Wynika z innych potrzeb jakie mają same kobiety. Spora część z nich uważa za najlepszą samorealizację posiadanie rodziny i dzieci. W tym znajdują swoją drogę i szczęście nie dla tego, że narzuca im to społeczeństwo, a z prostej przyczyny - w tym schemacie są najszczęśliwsze. Te, ktore chcą realizować się w biznesie czy polityce mają wszelkie możliwości by to osiągnąć. Czasem muszą być bardziej przebojowe i bystrzejsze od mężczyzn by wygrać w wyścigu szczurow, ale przecież takich kobiet jest mnostwo. Nie wszystkim po prostu się chce w nim uczestniczyć.
smalczyk [ Senator ]
Aen ---> do tej pory nie wiesz, że brednie A. można rozpatrywac w katoegorii dowcipu? Przeciez biorąc pod uwage jego szlachetne dążenia do zrównania kobiety z samica rozplodową w konfrontacji z faktem, ze sam posiada aktywną zawodową małżonkę i zaledwie jedno (jakże nie po krześcijańsku) dziecię, wystawia na posmiewisko sam siebie bo imie jego Hipokryzja :)))
Już daaawno temu jednostka ta została zdiagnozowana jako osobnik dążący do przekazania werbalnie tego czego w życiu realnym spełnić nie zdołał - i stąd te wszelkie wywody na naszym ciekawym forum.
Już dawno mu mowiłem by przenigdy nie pokazywal swojej lepszej polowie tych dyrdymałów bo jak nic rozwód gwarantowany (a że A. rozwodów nie uznaje musiałby swą małżowinę zapewne uśmiercić:)

raphunder [ Legend ]
Mamy debilizm w rządzie, ciemnotę wśród obywateli, ograniczenia w internecie, jeszcze nam tu k*rwa feminizmu brakuje...