GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Problem z przyjaciółką i ogólnie, przyjaciółmi

02.06.2009
14:03
[1]

Szejk [ Legionista ]

Problem z przyjaciółką i ogólnie, przyjaciółmi

Potrzebuję pomocy obiektywnych ludzi...

Mam przyjaciółkę (tak, z mojej strony to coś więcej). Przyjaciółka ma ostatnio problemy z facetem. Spędza z nią mało czasu, nie przyjeżdża na umówione spotkania, mówi o sobie, że nie potrafi się zmienić, jest kiepskim chłopakiem. Ona przeżywa.

Sobota, proponowałem jej wypad na juwenalia z moimi znajomymi. Telefon wieczorem, chce jechać. Spotykamy się, ma podły humor, który widać na około wszędzie. Ale z upływem czasu się poprawia, włącza się do rozmów, śmieje się, pijemy piwo. Zaczynamy zbierać się do wejścia na koncert, ona idzie do wc, wraca ze łzami w oczach, nie odzywa się, ciągnie się z tyłu. Pytam, co się stało, odpowiada, że rozmawiała z facetem. I płacz. Znajomi ciągną na koncert, odmawiam, idziemy usiąść, pytam, czy chce pogadać, bez odpowiedzi. Siedzi i przeżywa, ja obok, fajek za fajkiem. Pytam, czy nie chce się pobawić i zapomnieć, mówi, że chce wracać do domu. Mówię, że ją odwiozę, odpowiada, że nie ma potrzeby, poradzi sobie, ja się sprzeciwiam, w końcu mieliśmy wracać razem, nie chciałem, żeby wracała sama po północy do domu, chociaż wiem, że pewnie by sobie poradziła. Mówię jej, że ją odwiozę, a potem wrócę pewnie do znajomych. Wracamy w milczeniu, dojeżdżamy do pewnego miejsca na mieście, skąd ona chce wracać na piechotę do domu, z godzina drogi. Mówi, że wolałaby zostać sama, ja odpowiadam, że nie zostawię jej w środku miasta samej. Idziemy 10 minut w milczeniu, nagle zaczyna ryczeć, przytulam, siadamy gdzieś, opowiada, co się stało zdawkowo (na jej prośbę o rozmowie odpowiedział "nie mam o czym z tobą gadać, nie kumam cię" plus gdzieś tam umieścił rozdzierające jej serce "kocham cię i bardzo mi na tobie zależy"), ja tłumaczę, że gościowi nie zależy tak samo, jak jej, i trzeba to skończyć, bo będzie to tylko pasmo udręk dalszych, wolałem szczerość niż mówić to, w co nie wierzę. Idziemy dalej, czasem rzuca jakąś myśl, ja odpowiadam, ale generalnie milczymy. Czuję się źle, że nie potrafię zbytnio jej pomóc, nie wiem, co robić. Proponuję rozmowę, nie odpowiada. W pewnym momencie, już niedaleko celu, wkurza się, mówi, że dalej idzie sama i koniec. Na mój sprzeciw (brakowało 300 metrów do celu) podnosi na mnie głos, w końcu odwraca się i idzie. Ja proszę ja o telefon, kontaktuję się ze znajomymi, których zostawiłem, i rozstajemy się. Do dziś się nie odezwała, a kontakt mamy raczej codzienny.

Mam problem. Nie potrafię przestać się denerwować i martwić, stresuje mnie, że się nie odzywa. A z drugiej strony słyszę z różnych stron, że super, że tak się zachowałem, że byłem przy niej i że powinna być wdzięczna, a nie się na mnie wściekać. Mówią, żebym zapomniał o problemie i poczekał, póki sama się nie odezwie, ale kłóci się to z moim postrzeganiem przyjaźni: chciałbym odezwać się i chociaż spytać, jak się czuje, a nie urządzać swojego focha.

Ogólnie mam z tym problem. Ktoś robi mi przykrość (w szczególności chodzi o nią), a ja po 1 dniu mam ochotę o tym zapomnieć byle znów się z nią spotkać i pogadać, mogę jej wybaczyć wszystko. A jednocześnie mam trochę żal, że chyba tego nie ceni nic a nic, który w emocjach czasem wychodzi i pogarszam nim tylko sytuację.

Sytuacja jest przykładem, a potrzebuję obiektywnej pomocy: jak układać sobie relacje z ludźmi, których uważam za przyjaciół? Na ile im pozwalać, co wybaczać, kiedy relacje ochładzać, kiedy robi się nieprzyjemnie (nie do końca z mojej winy)? Uważam, że jestem człowiekiem, który daje dużo z siebie, rzadko kiedy mogę powiedzieć, że tyle samo otrzymuję. Wiem, że nie powinienem nic oczekiwać, ale jednak tkwi we mnie pewien żal. I pojawia się przeczucie, że powinienem stać się większym egoistą, bardziej myśleć o sobie, ale to jest akurat coś, do czego czuję lekki wstręt. Rozsądek mówi, nie odzywaj się, jeśli jej zależy na tej relacji, odezwie się sama, jeśli nie, pozbędziesz się "przyjaciółki". Emocje mówią, dzwoń, pokaż, że ci zależy, że się interesujesz.

Dzięki za lekturę i mam nadzieję, że bardziej doświadczeni ludzie będą w stanie troszkę mi pomóc, za co też z góry dziękuję...

02.06.2009
14:13
[2]

Tołstoj [ Kukuruźnik ]

Szczerze mówiąc, na Twoim miejscu nie wtrącałbym się za bardzo w jej sprawy, przynajmniej dopóki sama nie będzie chciała o tym otwarcie porozmawiać. A w odbijanie też nie warto się bawić, bo to nieczysta gra - bardzo lubi się na nas mścić. Jeśli się nie odzywa, to warto poczekać. Lepiej się nie narzucać, bo może to zostać źle odebrane.
Do każdego człowieka należy podejść indywidualnie - trzeba wyczuć, z kim można sobie pozwolić na większą poufałość, a wobec kogo należy zachować odpowiedni dystans. Tyle ode mnie.

Tak, kontakty ludzkie to coś potwornie złożonego... i nieźle pochrzanionego. Ale nikt nie mówił, że życie jest lekkie. ;)

02.06.2009
14:16
[3]

Sanchin [ Orchid Samurai ]

Nie wiem co poradzić, ale tylko pochwalę Twój wybór - wg mnie dobrze postąpiłeś, że zostałeś z nią i sam zrobiłbym to samo. Z jej strony trochę dziwna reakcja, może dać jej więcej czasu na ochłonięcie?

Co do samej przyjaźni - ja duuuużo wybaczam...czasem pewnie za dużo. Po Twoich pytaniach sądzę, że masz podobnie

02.06.2009
14:16
[4]

Bzyk [ Offensive ]

pamiętaj, że bycie miłym wobec drugiej osoby bywa z reguły odwrotnie proporcjonalne do szacunku wobec nas. Grunt,
to umieć zachować w relacjach dystans. Oczywiście można pozwolić na jego zmniejszanie, ale nigdy tak do końca, bo
to się na nas tylko zemści.

Paradoks "im bliżej tym dalej" jest zresztą całkiem słuszny. Spójrz na siebie np. czy wobec najbliższych osób nie jesteś
częściej oschły, niż wobec np. kumpli ? Wiesz, że do ojca możesz odezwać się chamsko bo i tak Ci wybaczy a w przypadku
zwykłych znajomości często jesteś bardziej ostrożny, z drugiej strony na to co mówi kumpel/kumpela reagujesz mniej
emocjonalnie, niż te same informacje wypowiedziane ze strony bliskiej Ci osoby.

02.06.2009
14:17
[5]

pablo397 [ sport addicted ]

jest taka zasada - nie wpier...ć sie w czyis zwiazek, zwlaszcza, jesli to jacys przyjaciele. jesli bedzie chciala zerwac to zerwie sama. a jak nie to wroca do siebie i Ty oberwiesz rykoszetem, jako ten co mącił im w zwiazku. zostaw sprawy niech sie tocza swoim torem. a jak Ci zalezy na dziewczynie - cierpliwosc to podstawa.

02.06.2009
14:18
[6]

persik_ [ medyk bez papierow ]

A z drugiej strony słyszę z różnych stron, że super, że tak się zachowałem, że byłem przy niej i że powinna być wdzięczna, a nie się na mnie wściekać.

Z trzeciej strony powiem Ci, że zachowałeś się egoistycznie. Ty nie chciałeś być dla niej, a z nią - to jest różnica. Dziewczyna daje Ci wyraźny sygnał, że chce zostać sama, przemyśleć sobie pewne rzeczy, kłótnia z chłopakiem to jest absolutnie jej prywatna sprawa. Odwieźć - w porządku, ale na spacer trzeba było pozwolić. Ewentualnie jeśli okolica faktycznie jest tak strasznie niebezpieczna, to może zmienia nieco postać rzeczy, ale i tak w niewielkim stopniu.

02.06.2009
14:29
[7]

DaDek szuka klucza [ Konsul ]

Chłopie jak kobieta mówi po raz 4 ,że chce iść sama znaczy to ,że tak jest ...
zachowałeś się super :P

02.06.2009
14:31
[8]

Bullzeye_NEO [ Happy Camper ]

Ty nie chcesz przypadkiem być na miejscu tego kolesia?

02.06.2009
14:35
[9]

Loiosh [ Senator ]

Dokladnie, do kazdego czlowieka trzeba stosowac osobna miare. Sa tacy, ktorzy potrafia byc wdzieczni za nawet najdrobniejszy gest pomocy, a sa tacy, wobec ktorych musisz uwazac na wszystko co mowisz i robisz, bo jak pozwolisz sobie na zbyt duzo, to Ci wejda na glowe.

W tym przypadku, na podstawie tego co napisales i swoich wlasnych doswiadczen, moge powiedziec - wyluzuj,bo wydaje mi sie, ze za bardzo jej nadskakujesz. Jak mowi Ci spadaj, to spadaj, bo tak zachowujesz sie jak pies, ktorego mozna walnac kijem, a on i tak potem wroci. Zreszta widze, ze swietnie zdajesz sobie z tego sprawe.

Dwa, bardzo dobrze Persik zauwazyl, ze wbrew pozorom - jestes troche egoista. Wydaje mi sie, ze swiadomie czy nie, zweszyles slabszy moment w ich zwiazku i chciales wykorzystac szanse. Myslales, ze pojdziesz z nia, ona Ci sie wyplacze, zobaczy jaki jestes fajny i bedziecie zyli dlugo i szczesliwie. Nie bedziecie. Nawet jezeli by sie cos wydarzylo, to bylbys pewnie tylko "poduszka powietrzna" po nieudanym zwiazku,a za kilka tygodni/miesiecy, puscilaby Cie w trabe. Widzialem juz kilka takich przypadkow.

Zeby nie bylo totalnie pesymistycznie - moze nie odzywa sie,bo mysli. Jak sama dojdzie do tego,ze jej obecny chlopak to lajza, to BYC MOZE bedziesz mial swoja szanse. Ale wtedy tez radzilbym bardzo ostroznie stawiac kroki, a nie "kocham cie, zawsze cie kochalem i zrobie dla ciebie wszystko".

Ale tak jak mowie - to tylko moje zdanie, nie biore zadnej odpowiedzialnosci jak ktos z glownych bohaterow sie powiesi:)

02.06.2009
14:38
[10]

Szejk [ Legionista ]

Bzyk, tak, masz 100% racji. Tylko ta zasada, jak pisałem, jest ciężka do zastosowania w życiu. Schładzanie relacji z kimś, z kim chce się spedzać dużo wolnego czasu... Sprzeczność, ale może dla zdrowia warto... Hardkor jakiś.

pablo, ograniczam to do minimum, ale masz rację, może nawet minimum to za dużo. Przyznam szczerze, że nie wiedziałem, jakiego zachowania może oczekiwać. Zamiast milczeć, że niby nic mnie to nie obchodzi, chciałem coś powiedzieć. Ale w ogólności staram się być tylko słuchaczem, a że serce mi pęka, jak słucham, jak ją gość traktuje, to mi emocje w końcu puściły.

persik, być z nią w tym momencie dla niej. Mogłem ją zostawić, nawet o tym myślałem, ale gdyby jej się coś stało, zaczepiał by ją jakiś praski dres (miejsce akcji Warszawa okolice Pragi), to bym sobie nie darował, że nie było mnie obok. Łatwo powiedzieć, zostaw ją samą :/

Bullzeye, napisałem, powinieneś wiedzieć. Co by zresztą zmieniło to w sytuacji, gdybym nie chciał? Może tyle, że nie przeżywałbym tak teraz...

Loiosh, oczywiście, w pewnym sensie widziałem tu miejsce, ale może niekoniecznie dla siebie, ale szansę na udowodnienie jej, że ma kogoś, kto ten czas dla niej zawsze ma, że nie wszyscy jesteśmy takimi złamasami. Wiem, że jej nadskakuję, wiem... Z roli poduszki powietrznej też się bym nie cieszył, jestem tego świadomy i na pewno podjąłbym decyzję po bardzo głębokim namyśle... Co do liny, nie śpieszy mi się :) Dzięki za pomoc.

02.06.2009
14:40
[11]

grish_em_all [ Legend ]

Szejk --> mówi się, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. Właśnie odczułeś to na własnej skórze. Rozumiem jakie miałeś intencje - same w sobie były bardzo słuszne i godne naśladowania - ale po prostu chciałeś za bardzo, stąd jej reakcja. Trudno jej się dziwić, ewidentnie chciała zostać sama, ale Ty z uporem maniaka chciałeś jej dotrzymać towarzystwa. Co możesz teraz zrobić, najlepiej daj jej trochę czasu, niech ochłonie, przemyśli to na spokojnie.

P.S. Kiedyś byłem w podobnej sytuacji. Też miałem przyjaciółkę (zresztą mam do dzisiaj), też chciałem czegoś więcej (na dzień dzisiejszy dzięki Bogu już nie chcę) a ona byłą zajęta. W pewnym momencie jej chłopak zaczął stosować olewatorstwo - słowem identyczna sytuacja. Wtedy warto jest po prostu się spytać, czy chce pogadać, czy nie; czy chce być sama czy może z nią posiedzieć. Jeżeli odpowie że nie, wystarczy parę słów w stylu "ok, nie ma sprawy, ale gdybyś zmieniła zdanie, to wiesz że możesz na mnie polegać i gdzie mnie szukać". Moim zdaniem jest to optymalne rozwiązanie, z jednej strony nie jesteś natrętny, z drugiej mimo wszystko jesteś przy niej.

Co by zresztą zmieniło to w sytuacji, gdybym nie chciał? Może tyle, że nie przeżywałbym tak teraz...

Przeżywałbyś jeszcze bardziej, bo nie byłaby dla Ciebie potencjalną partnerką życiową, ale byłaby jak własna siostra. To o wiele głębsza i silniejsza więź. Wiem po sobie, jak było póki byłem w Twojej sytuacji, a jak jest teraz.

02.06.2009
14:43
[12]

Bzyk [ Offensive ]

szejk, nie masz schładzać relacji. Po prostu nie masz być na każde zawołanie i po prostu nie przekraczać pewnej granicy (dystans), chyba że laska zostanie Twoją żoną. Ale wtedy to jeszcze bardziej się komplikuje : w końcu nie od dziś wiadomo, że często łatwiej się rozmawia z koleżanką z pracy, niż z własną żoną. Tak jak pisałem wcześniej, kluczem tutaj jest to, jak odbieramy czyjeśc wypowiedzi itd, jakie emocje się z tym wiążą.

02.06.2009
14:43
smile
[13]

Api15 [ dziwny człowiek... ]

Twój największy problem to to, że nie traktujesz jej jak przyjaciółkę. Sam napisałem "to coś więcej"
Dlatego trudno Ci z emocjami walczyć. Nie popełnij błędu i nie bądź dla niej odskocznią, bo co będzie gdy Cię już "wykorzysta", a jej facet obieca poprawę? Stracisz przyjaciółkę, serce złamane. Zachowaj dystans. Ona musi sama przecierpieć, nauczyć się, każdego to w życiu czeka. Ciebie też.

Życzę powodzenia.

02.06.2009
14:47
[14]

Bullzeye_NEO [ Happy Camper ]

Co by zresztą zmieniło to w sytuacji, gdybym nie chciał?

Wiele. Byłbyś po prostu troskliwym przyjacielem, a nie gościem, który chce odbić pannę jej obecnemu facetowi.

02.06.2009
14:49
[15]

miszteI [ Legionista ]

Zrobiłeś dobrze, teraz tylko cierpliwości, ona nie myśli logicznie, tylko ślepo wierzy w te swoje serce, mam jedną uwagę:

Ale z upływem czasu się poprawia, włącza się do rozmów, śmieje się, pijemy piwo. (...)Pytam, czy nie chce się pobawić i zapomnieć, mówi, że chce wracać do domu. Mówię, że ją odwiozę

Piłeś - nie jedź!

02.06.2009
14:55
[16]

Szejk [ Legionista ]

Bzyk, z dystansem sobie nie radzę, ale może teraz jest dobra okazja, żeby ten dystans stworzyć. Życzę sobie powodzenia...

Api15, dzięki :)

Bullzeye, zapewniam cię, że oprócz słów "daj sobie z nim spokój, on nie zasługuje na ciebie" nie zrobiłem nic w kierunku odbicia. To powiedziałby jej każdy, matka, siostra, koleżanka. To jeszcze nic nie znaczy. W każdej sytuacji nie chciałbym jej też zostawiać samej w środku miasta, choćby chciała się pouczyć na kolosa w samotności. Bo właśnie taka była umowa, wracamy razem, tak powiedziała w domu, czułem się odpowiedzialny nie tylko wobec siebie, wobec niej.

miszteI, możliwe... Ale o tym myśli się zawsze przed piciem :/ Nie było tego dużo zresztą.

02.06.2009
15:03
[17]

Bullzeye_NEO [ Happy Camper ]

Bullzeye, zapewniam cię, że oprócz słów "daj sobie z nim spokój, on nie zasługuje na ciebie" nie zrobiłem nic w kierunku odbicia.

Tak to wygląda na papierze. Ale Ty wiesz, że chcesz z nią być, a ona pewnie wie, że dałeś jej taki sygnał. IMO to kwestia czasu aż się w końcu przyznasz, świadomie czy nie, bo Cię to będzie od środka zżerać.

Zresztą co ja tam wiem, w końcu po to się przyjaźnię z kumplami, a nie kumpelami, by nie mieć takich problemów jak Ty. :D

02.06.2009
15:06
[18]

paciorus [ Annius Verus ]

problem z zachowaniem wlaściwego dystansu/ odpowiedniego poziomu wybaczania jest IMHO taki, że rzeczy, które wybaczają przyjaciele nie wybacza partner. I jesli stosujesz miarę "przyjacielską" do relacji z dziewczyną, która cię interesuje to sam się stawiasz w paskudnej sytuacji.
Ja to widze tak jesli zależy ci na relacji przyjacielskiej to powinienes zadzwonic z pytaniem czy wszystko ok, ale ryzykujesz ze zaprzepascisz szanse na cos wiecej.
jezeli zalezy ci na tym cos wiecej bardziej niz na przyjazni to nie dzwon - panna sama musi dojśc do tego ze brakuje jej twojego towarzystwa - serce nei sluga do niczego nie zmusisz a tylko odstraszysz swoim natrectwem

© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.