GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Historie straszne, ale prawdziwe...

14.05.2009
22:13
smile
[1]

szuZZ [ Pretorianin ]

Historie straszne, ale prawdziwe...

Godzina robi się już późna, a co za tym idzie klimacik na takie wątki jest w sam raz :) Czytam sobie różna fora na których ludzie piszą różne, niestworzone rzeczy, które rzekomo stały się naprawdę... Ale mniejsza o to... Teraz kolej na was :) Co wy przeżyliście w życiu strasznego? Na dobry początek wstawię jedną historyjkę zaczerpniętą z gola:

Wydarzyło się to dobrych parę lat temu i ja już o tym powolutku zapominam, jednak na Nimce wywarło to naprawdę ujemne doznania :( Mieszkam na 13 piętrze... Była imprezka, troszkę zabalowaliśmy (bez alkoholu) no i trzeba było odprowadzić niewiastę do domu. Gdy czekaliśmy na windę z piętra wyżej zszedł mały chłopczyk. Miał góra 6 lat. Był ubrany w coś na wzór dzisiejszych habitów dla dzieci, które idą do Pierwszej Komunii Świętej. W ręce trzymał krzyż... No widok dziwny, bo i pora późna i dziecko same, ale może i rodzice gdzieś w pobliżu... Chłopczyk stanął koło nas. W ogóle na nic nie reagował. Animka do niego mówiła, pytała się gdzie rodzice, ale dzieciak ani mru mru. Ciągle patrzył przed siebie. Ja zwróciłem uwagę, że nie mrugał. Przyjechała winda... Animka wsiadła, a ja jeszcze raz zagadałem do malca i spytałem się czy jedzie znami. Wtedy spojrzał na mnie i zaczął głośno krzyczeć. Jeden ciągły przeraźliwy krzyk... Czegoś takiego wtedy nigdy w życiu nie słyszałem. Wystraszyłem się i wsiadłem do windy. A teraz najgorsze... Zjeżdżaliśmy na parter... Na 10 piętrze winda zatrzymała się i Animka zwróciła mi uwagę, że na tym piętrze stoi ten dzieciak. Nie krzyczał, ale jak tylko winda ruszyła, ponownie zaczął. Od tego piętra dzieciak stał na każdym na wprost windy i przeraźliwie wył... Widzieliśmy go, bo windy w moim bloku mają wąskie szyby. Gdy dotarliśmy na parter dziecka nie było. Odporwadziłem Animkę do domu. Gdy wróciłem do domu z ciekawości poszedłem na 14 piętro zobaczyć skąd ów brzdąc mógł przyjść, ale jedyne co znalazłem, to jego krzyżyk... Puściłbym to wszystko w niepamięć, właściwie już to robię, ale najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że 10 pięter w dół to kawał drogi, a taki dzieciak nie byłby w stanie zbiec równo z windą i w dodatku krzyczeć. Okropne...

14.05.2009
22:16
smile
[2]

Angel_Of_Pain [ Pretorianin ]

Dzieci są złe

14.05.2009
22:18
smile
[3]

Azerko [ Alone-in-the-wild ]

boje sie...:(

14.05.2009
22:18
smile
[4]

simson__ [ Generał ]

Loon też słyszał głosy i tajemniczo znikł

14.05.2009
22:19
[5]

Victor Sopot [ Generał ]

Widzę że zamiast alko było LSD.

14.05.2009
22:19
[6]

Orlando  [ Pretorianin ]

Właśnie:
Kto pamięta wątek z GOLa sprzed paru lat, w którym właśnie ta historyjka, wraz z innymi fajnymi, była?

14.05.2009
22:22
smile
[7]

szuZZ [ Pretorianin ]

Może to?

https://forumarchiwum.gry-online.pl/S043archiwum.asp?ID=6715722

Nawet we wstępniaku jest ta historia...

14.05.2009
22:22
[8]

ppaatt1 [ Trekker ]

Orlando --> Może w któraś z karczm paranormalnych? Tam też kilka historii było.

14.05.2009
22:23
[9]

Orlando  [ Pretorianin ]

szuZZ, to prędzej było koło '05.

ppaatt, karczmy te to chyba dopiero jakoś niedawno były (ale mylić się moge).

14.05.2009
22:24
smile
[10]

mariaczi [ Alone ]

https://forumarchiwum.gry-online.pl/S043archiwum.asp?ID=6410906&N=1

https://forumarchiwum.gry-online.pl/S043archiwum.asp?ID=1573361 stare ale warto przejrzeć:)

14.05.2009
22:25
[11]

ppaatt1 [ Trekker ]

Orlando --> Na początku 2008
https://forumarchiwum.gry-online.pl/S043archiwum.asp?ID=7356341

14.05.2009
22:27
smile
[12]

Orlando  [ Pretorianin ]

mariaczi, o, drugi link to chyba to.

Kurde, jak ja się tego bałem.

14.05.2009
22:28
[13]

Glob3r [ Tots units fem força ]

Kiedyś przeczytałem wszystkie, albo przynajmniej prawie wszystkie wątki Kompoholika z tej serii ;D. O ile dobrze pamiętam, to nawet próbowałem reaktywować ją.


mariaczi, o, drugi link to chyba to.
Na pewno to :).

14.05.2009
22:28
[14]

szuZZ [ Pretorianin ]

Czytam historie i niektóre akcje ryją banie...

14.05.2009
22:34
[15]

mariaczi [ Alone ]

Chyba na pewno:)

Nie chce mi sie teraz specjalnie czytać wszystkich ale pamiętam jedna ciekawą. Była to chyba dziołszka z forum. Pamiętam, że obudziła się rano wyszła z domu a potem jak wróciła to ojciec był zdziwiony bo przecież była w pokoju i z nią rozmawiał. Coś w tym stylu ale historia ta mroziła krew w żyłach:)

14.05.2009
22:36
smile
[16]

Orlando  [ Pretorianin ]

Oj tak.

14.05.2009
22:39
[17]

Kozi89 [ Legend ]

Pamiętam te wątki. Był klimat:)

14.05.2009
22:41
[18]

Jamkonorek [ Jandulka ]

Ehh .. Czytałem sobie jakieś 2-3 lata temu to się przestraszyłem niektórych ...
Pamiętam jedną. Chłopak się budzi i idzie od mamy/taty a rodzic otwiera oczy które są całe czerwone ...
Z windą to GOL'owy klasyk.
Bałem się spać :D

14.05.2009
22:47
smile
[19]

mariaczi [ Alone ]

Znalazłem :) Niezła jazda.

---------------------------------------------------------------------------------
19 grudnia 2000...
Impreza u koleżanki trwa. Jest wręcz zajebiście. Pełno ludzi, świetnamuzyka, przepyszne jedzonko. Ja kto już bywa na takich młodzieżowych imprezkach, nie brakowało także trawki... :) Była jedna lufka, potem druga i trzecia... Nawet znalazło się coś na czwartą. Nabombieni byli wszyscy... Nad ranem jednak wszystkich wzięło na spanie i imprezka dobiegła końca...

20 grudnia 2000, 6.00 nad ranem...
Obudził mnie przeraźliwy dźwięk budzika... Głowa ciężka, ciało ciężkie, ale jakoś jeszcze zebrałam siły na to by go wyłączyć. Jednak nie byłam jeszcze na tyle trzeźwa aby pozbierać się z łóżka. Zasnęłm ponownie...

20 grudnia 2000, 6.00 nad ranem...
Ponownie obudził mnie przeraźliwy dźwięk budzika... No teraz yto już trzeba się pozbierać i w końcu iść do domu. Jednak już na samym początku dnia doznałam szoku... na zegarku ponownie widniała godzina 6.00. Hmmm... No dobra, może kumpela ma zepsuty budzik, ale ważne że budzi...Jednak nie zapomnę jej zdziwienia gdy stanęła naga w drzwiach do pokoju.

- Co ty tu robisz ?? - zapytała.
- No jak to co... Właśnie wstaję 0 odparłam dosyć głośno, bo i jej ton wypowiedzi nie nastrajał optymistycznie do wymiany słów...
- No ja widzę, że wstajesz, ale z tego co wiem to wyszłaś ode mnie godzine temu.
- Godzine temu ?? - zapytałam mocno zszokowana...
- No godzinę temu !! Nie wiem jak weszłaś popnownie i nie wiem co ci jest, ale rób wypad, bo za chwilę wparują tutaj moi starzy i skończy się dla nas dzień dziecka...

No to już widziałam, że coś jest nie tak... Nie chciałam też przeciągać niemiłej rozmowy, szybko się ubrałam i wyszła. Przez całą droge zastanawiałąm się o co chodziło mojej koleżance. Jak mogłam od niej wyjść godzine temu, skoro zrobilam to raptem przed chwilą. Nie ważne... Całe to zajście rzuciłam w niepamięć jadnak nie na długo.

20 grudnia 2000, godzina ok. 7.30...
W drodze do domu przypomniałam sobie aby kupić karton mleka. Nigdy nic nie wiadomo jak będę się czuć za jakieś 2-3 godziny, a kaca przez cały dzień nie miałam ochoty ze sobą tarmosić. Weszłam do Biedronki... Wsadziłam do koszyka, to co potrzebowałam i skierowałam się w stronę kasy. A przy niej czekała na mnie kolejna dziwna przygoda. Gdy kasierka mnie zobaczyła, od razy się ucieszyła, mówiąc...

- Jak to dobrze, że pani się wróciła. Zapomniała pani swojego portfela...
- Że co proszę ?? - zapytałam...
- Tutaj jest pani portfel, no i prosze dać mleko... skasuję je...
- To nie może być mój portfel, bo ja mam swój w...

... w plecaku. Niestety w plecaku go nie było, a ten który dostałam od kasjerki faktycznie okazał się moją własnością. Wpakowałam go razemz mlekiem do plecaka i wybiegłam ze sklepu. Chciałam jak najszybciej znaleźć się domu... Całe to poranne zamieszanie u koleżanki i ta historia z portfelem troszeczkę mnie przybiła. Już nie wiedziałam co mam myśleć. A najbardziej bałam się spotkać kogoś znajomego, aby nie dowiedziećsię, że już dziś miało miejsce nasze spotkanie. Całe szczęście aż do samego bloku nikogo nie spotkałam... Niewiedziałam jednak, że najgorsze jest jeszcze przde mną.

20 grudnia 2000, ok 9.00...
Zanim wsiadłam do windy, zerknęłam do szkynki i odziwo nic w niej nie było. Mam bardzo dobrą pamięć i wiem, że jak wychodziłam na imprezkę, to coś w niej było. Nikt z rodziców nie mógł tego wyciągnąć, bo to właśnie ja miałam właściwy kluczyk. Zalałam się łzami... W głowie miałam potforny mętlik... Miałam uczucie, jakby ktoś lub coś chciało się wydrzeć ze srodka na zewnątrz. Ciężko to opisać słowami, ale było to coś okropnego... W windzie miałam problemu wcisnąć guzik, moje ręce odmawiały psłuszeństwa. Gdyby ktoś mnie wtedy widział, pomyślał by, że jestem na głodzie od tygodnia. W końcu dojechałam na siódme piętro. Czułam, że to jeszcze nie koniec...

20 grydnia 2000, ok. 10.15...
Weszłam do domu. Pierwsze co zwróciło moją uwagę, to mój pokóju. Zazwyczaj gdy mnie nie ma, jest pusty, a drzwi otwarte... Tym razem było inaczej. Drzwi były zamknięte, a w środku koś był. Z początku myślałam, że ktoś do mnie przyszedł i na mnie czeka, ale gdy zobaczyłam swoją matkę, nie wiedziałam co mam myśleć. Kobiecina stała i patrzyła na mnie tak, jakby zobaczyła ducha... próbowała coś powiedzieć, ale nie była w stanie nic z siebie wydusić. Podeszłam do niej i spytalam...

- Co ci jest mamo... ??"
- A ona ciuchutko szepnęła.. - "to z kim ojciec jest w pokoju ??

W tym momencie ugięły sie pode mną kolana. Ogarnął mnie potforny wewnętrzny strach... Zaczęło mi się zbierać na wymioty. Moja matka rozpłakała się... Z pokoju dochodziły nas dziewczęce śmiechy i głos mojego ojca. Złapalam matkę za rękę i powolutko podąrzałyśmy w stronę mojego pokoju. Im bliżej byłyśmy tym ciszej śmiała się owa dziewczyna, a ojcieć zupełnie zamilkł. Stanęłyśmy przed drzwiamy... Przez szybę było widać, że kobiecą sylwetkę poruszającą się po pokoju. BVałyśmy siez matką tak bardzo, że naszych rąk nic na świecie wtedy nie byłoby w stanie rozlączyć. Nawet "uścisk smierci" przy tym, to chwyt noworodka... Złapalam klakę i po woli zaczęła uchylac drzwi... Naszym oczom zaczęła ukazywac się owa tajemnicza dziewczyna. Stała tyłem do mas, miała ręce uniesione do góry w geście jakiejś modlitwy czy czegoś podobnego i ubrana była tak samo jak ja... Ojciec leżał na łóżku w pozycji, w jaką układa się zmarłych w trumnach... Było widać, że śpi. Matka nie wytzrymała, chwyciła za klakę i zamknęłą drzwi... Pobiegła do łazienki i zamknęła się od środka. Ja nadal stałam przed drzwiam... Jednak nikt już po pokoju nie chodził. Ponownie otworzyłam drzwi... Ojciec już nie spał. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i powiediałm...

- Mialem bardzo dzinwy sen. Chesz... opowiem ci...

Rozpłakalam się i rzuciłam na jego szyję. Ojciec nie miał pojęcia, co przed chwilą przeżyłam z matką. Dopiero gdy zobaczył w jakim stanie ona jest nalegał byśmy mu opowiedziały co się stało. Zaczęłam opowiadać od momentu gdy poraz pierwszy obudziłam się u koleżanki... Cały czas gdy opowiadałam, mój ojciec przytakiwał i mówił - "zupełnie tak samo jak w moim śnie...".
---------------------------------------------------------------------------------

To by było na tyle...


by Anime Valis(?)Sorry jak przekręciłem ale wątek już mi umknął i nie chce mi się szukać ponownie.

14.05.2009
22:51
smile
[20]

Orlando  [ Pretorianin ]

O Dżizys, nie zasne.

14.05.2009
22:51
[21]

Mr_Baggins [ Consigliere ]

Było to 9 lat temu. Obudziłem się w środku nocy czując jakiś dziwny niepokój. Na drugi dzień zadzwonili ze szpitala, że w nocy umarła moja babcia...

14.05.2009
22:52
smile
[22]

*_*Cypriani [ White Trash ]

[1] Czy tylko mnie się skojarzyło??

od ok. 5:30

14.05.2009
22:56
[23]

szuZZ [ Pretorianin ]

Ja kto już bywa na takich młodzieżowych imprezkach, nie brakowało także trawki... :) Była jedna lufka, potem druga i trzecia... Nawet znalazło się coś na czwartą. Nabombieni byli wszyscy...

14.05.2009
22:56
[24]

Kozi89 [ Legend ]

A widzę, że jednego wątku nie znałem. Niezła schiza:) Na szczęście wyrosłem ze strachliwosci bo bym nie spał pewnie.

Brat opowiadał jak to jego koleżanki wywoływały ducha w mieszkaniu. W efekcie zaserwowały sobie nawiedzoną chatę z której uciekły w środku nocy i wróciły dopiero z księdzem. Akcja był chora, ale nie chce mi się jej opisywać o tej porze.

Napisze tylko, że jak próbowały odmawiać różaniec to rozpadły im się one w rękach.

14.05.2009
22:58
smile
[25]

Glob3r [ Tots units fem força ]

[19] -> Ooo... *Nie wie co napisać*... :O

14.05.2009
23:00
[26]

ppaatt1 [ Trekker ]

Takie opowieści są lepsze niż filmy. Mocno działają na wyobraźnie, nawet jeśli są wyssane z palca :P

Kozi --> Brakuje trochę starego wątku o z. Paranormalnych? :P

14.05.2009
23:02
[27]

remekra [ Horonrzy ]

20 grudnia 2000, ok 9.00...
Zanim wsiadłam do windy, zerknęłam do szkynki i odziwo nic w niej nie było. Mam bardzo dobrą pamięć i wiem, że jak wychodziłam na imprezkę, to coś w niej było. Nikt z rodziców nie mógł tego wyciągnąć, bo to właśnie ja miałam właściwy kluczyk. Zalałam się łzami... W głowie miałam potforny mętlik... Miałam uczucie, jakby ktoś lub coś chciało się wydrzeć ze srodka na zewnątrz. Ciężko to opisać słowami, ale było to coś okropnego... W windzie miałam problemu wcisnąć guzik, moje ręce odmawiały psłuszeństwa. Gdyby ktoś mnie wtedy widział, pomyślał by, że jestem na głodzie od tygodnia. W końcu dojechałam na siódme piętro. Czułam, że to jeszcze nie koniec...

20 grydnia 2000, ok. 10.15...
Weszłam do domu.


Winda jechała godzinę? To strasznie wolne te windy tam mają.;)

14.05.2009
23:03
[28]

Kozi89 [ Legend ]

ppaatt1 ---> Ja wiem:) Już trochę mniej mnie to interesuje. Nadal lubię takie historie, ale tylko takie naprawdę konkretne. UFO mnie całkiem przestało interesować, końce świata, przepowiednie.

A wątek seryjny z historiami nie ma sensu bo nikt tyle historii na GOLu nie zna by to pociągnąć:)

14.05.2009
23:06
[29]

ppaatt1 [ Trekker ]

Kozi --> Stare karczmy były dobre, później wszystko zjechało na UFO i się skończyło (Włodzix dalej ciągnie "nieznane"). Aha, i nie sugerowałem tworzenia nowego wątku tylko tak mnie naszło na wspomnienia z przed roku.


Winda jechała godzinę? To strasznie wolne te windy tam mają.;)
A tak czepiasz się :P Szczegóły :)

14.05.2009
23:12
[30]

mariaczi [ Alone ]

Może miało być 9.15 :)

14.05.2009
23:16
[31]

PatriciusG [ pink floyd ]

A ja cały dzień komórkę ładowałem i teraz po odłączeniu mi bateria pada. To jest dopiero dziwne :O

Ja takiego hardkorowego zdarzenia nie miałem, ale chyba kiedyś pisałem co moja matka przeżyła. ło...

Mr_Baggins -> Twardo. Takie rzeczy lubię.

14.05.2009
23:42
[32]

Awerik [ Carioca ]

Historia Animy Vilis wywołała u mnie dreszcze. W zasadzie to obie historie.

Swoją drogą, to ta sama forumowiczka która zmarła w tragicznych okolicznościach? Czy też może ksywki mi się pokręciły?

15.05.2009
00:08
[33]

mautrix [ Foo Fighter ]

szuZZ ---> bez urazy, ale twoja historia do strasznych raczej nie należy. Niech ktoś zamieści coś naprawdę mocnego ;)

15.05.2009
00:13
[34]

PatriciusG [ pink floyd ]

Awerik -> Faktycznie, było coś. A jakie to były okoliczności?

15.05.2009
00:31
[35]

Vegetan [ Bździągw ]

To i ja napiszę historię mamy mojej byłej :) (celowo zmienione imiona)


Moja była nich nazywa się Anna, jej mama Katarzyna, a babcia Antonina.


Pani Antonina ma syna i córkę (panią Kasię), a przed p.Kasią była jeszcze córka jedna (nazwijmy ją Edyta) ale zmarła jakoś jak była jeszcze bardzo mała. Pani Kasia bawiła się kiedyś z przyjaciółką w chowanego w klatce (są to takie komunistyczne wieżowce z wielkiej płyty, gdzie winda staje co trzy piętra i te piętra są takie długie przez dwie klatki, a każdy segment bloku jest jakby wydzielony taką dużą "futryną" bez drzwi. Idzie bawić się w chowanego. No i kiedyś pani Kasia bawiła się w tego chowanego, schowana siedziała w jednym z zaułków i czekała na swoją koleżankę, ale ta nie przychodziła. Wychyliła się więc zza winkla i zobaczyła na końcu korytarza małą dziewczynkę ubraną na biało (a kiedyś tak najczęściej ubierało się małe dzieci). Przestraszona uciekła w drugą stronę, zbiegła z 6 piętra na sam dół (inaczej nie idzie przejść), na dole dobiegła do schodów prowadzących do ich mieszkania (5 piętro) i tak wbiegła do domu. Przestraszona chwilę odsapnęła i podeszła do mamy swojej pytając, jak wyglądała Edyta. Pani Antonina spojrzała na panią Kasię i zapytała z pewnością w głosie:
-Widziałaś Edytkę?
Pani Kasia nie miała zamiaru kłamać, odpowiedziała, że tak.
Zawsze jak późnym wieczorem, gdy było już ciemno, odprowadzałem Anię do babci, to musiałem ją odprowadzać pod same drzwi, bo się bała. A potem ja pomontowany wracałem przez ten straszny korytarz. Nigdy jednak nic nie zobaczyliśmy. Co ciekawe, Ania też miała siostrzyczkę (z tym, że młodszą), która umarła parę dni po urodzeniu. Był taki okres w moim życiu, że dowiadywałem się od moich znajomych, że oni również mieli młodsze rodzeństwo, które umarło po urodzeniu. Dziwne bardzo.

15.05.2009
16:07
[36]

Dj_Mazurski_kartofel_123 [ Pretorianin ]

u wlodzixa takie rzeczy są codziennie

15.05.2009
16:28
[37]

Boroova [ Gwiazdka ]

Jakies te wszystkie historie w ogole nie straszne. Tym bardziej te od Animy.

Mnie za to tylko jedna rzecz w zyciu raz przestraszyla. Jedna, ale za to konkretna. Do dzisiaj jak sobie pomysle, to wydaje sie wrecz surrealistyczna.

To bylo latem 2004 roku, z moja owczesna dziewczyna (teraz juz zona) pojechalismy dorobic na wakacje w Londynie. Pracowalismy na nocki i zawsze wracalismy okolo 3-4 rano ze stacji Hammersmith na wschod az do Bow Church. O tej godzinie w Piatki, autobusy sa pelne nawalonych imprezowiczow i innych dziwnych ludzi. Siedlismy na pietrze w drugim rzedzie. Przed nami siedziala starsza kobieta i (chyba) jej corka - okolo trzydziestki. Starsza kobieta wygladala normalnie - jak kazda starsza pani, natomiast jej corka wygladala jak czarownica. Dokladnie tak - jak czarownica. Ubranie, fryzura, twarz - wszystko kojarzylo sie z typowym wygladem czarownicy jaka znamy z bajek. Wiele w zyciu widzialem i tego typu ludzi tez pare razy spotkalem(glownie jacys Gothci na Camden), wiec az tak bardzo mnie nie zdziwila.

Nagle ta "czarownica" obrocila sie do nas i zagadala. W reku trzymala mala szmaciana lalke z typu tych z powydlubywanymi oczyma (jest taka seria martwych lalek, gdzie powieki maja zaszyte nitka). No wiec obraca sie i pyta czy podoba nam sie jej lalka i czy chcemy ja moze dotknac. Normalnie jak to powiedziala to az nas zamurowalo. A ja jak ten debil wyciagnalem reke i poglaskalem ta lalke po glowie. Czarownica sie odwrocila i juz sie wiecej slowem nie odezwala.

Nawet nie potrafie wyobrazic sobie tego uczucia ktore mi towarzyszylo w momencie, gdy ta wariatka sie odezwala. Normalnie nawet teraz, po tylu latach, czuje ciary jak pomysle o tamtej sytuacji. Moja zona bala sie, ze moze ta baba rzucila na nas jakas klatwe czy cos, ale odpukac wszystko jest w porzadku.

NIGDY w zyciu nie uwierzylbym w takie brednie, gdyby ktos mi to opowiedzial. Ale ta sytuacja wydarzyla sie naprawde i jestem gotowy przysiadz na wszystko co mi drogie, ze nie klamie. Na szczescie nie bylem sam i moja zona moze poswiadczyc wszystkie moje slowa - inaczej moglbym pomyslec, ze mi odbija.

15.05.2009
16:32
smile
[38]

InterPOL [ Majster ]

Ale z dupy są te wasze historie. To ma być straszne w ogóle? Nikt kto jest normalny nie uwierzy w takie pierdoły.

15.05.2009
16:33
[39]

ppaatt1 [ Trekker ]

Boroova --> W UK jest wielu wyznawców Wicca może akurat trafiłeś na jedną :P

15.05.2009
16:36
[40]

Boroova [ Gwiazdka ]

ppatt --> kto wie? To moze akurat jedna z tych "satan-wannabies". W mojej historii nie bylo NIC PONADNATURALNEGO czy paranormalnego, ale samo uczucie i klimat tamtego autobusu byl nie do opisania.

Na 100% byla to jedna z walnietych osob jakich w Londynie pelno, ale akcja z laleczka mnie rozlozyla totalnie. Do dzisiaj pamietam - autobus linii 9 chyba.

15.05.2009
16:39
[41]

Vegetan [ Bździągw ]

InterPOL -> W takim razie, najnormalniejszy w świecie człowieku, wyjdź.
Boroova -> Po Twoich wszystkich kłamstwach nie wiadomo już, czy Ci wierzyć czy nie :) Ale moim zdaniem niepotrzebnie dotykałeś jej lalki, miała potem na niej Twoje DNA i mogła się bawić (jak z włosem ofiary u laleczek Voodoo)

15.05.2009
16:43
[42]

Boroova [ Gwiazdka ]

Vegetan -> wiem, ze teraz ciezko bedzie mi kogos przekonac, ze pisze prawde, wiec niestety nic nie moge z tym zrobic. Historia jest prawdziwa i najlepsze jest to, ze moja zona byla wtedy ze mna i zawsze moze ja potwierdzic (nie na forum, ale przy normalnym spotkaniu).

A ze dotkniecie lalki nie bylo dobrym pomyslem, to wiem, bo sam mialem potem takie same mysli "voodoo" "klatwa" i takie tam pierdoly. Na szczescie to byl tylko wymysl mojej chorej glowy i nic sie nie stalo, ale musze przyznac, ze sytuacja byla dziwna...

15.05.2009
19:50
[43]

Nieporęki [ Chorąży ]

up

15.05.2009
20:11
[44]

Andrewlee [ Crossroads ]

Boroova --> Jak to nic sie nie stalo? Moze to ta czarownica za twoim posrednictwem zaklada Twoje slynne watki :P. To by tlumaczylo dlaczego nie do konca maja sens :P.
No offence oczywiscie :).

15.05.2009
20:19
smile
[45]

Jedziemy do Gęstochowy [ Racjonalista ]

Świetny watek, historia Animki mnie zmiotła...

czytałem ja wczoraj o północy i bałem się odejsc od kompa no i jeszcze dobiła mnie ta z tym chłopcem i windą.

naprawde watek swietny.

interpol - nawet jak to bzdury, to fajne bzdury!

15.05.2009
20:32
[46]

123456789max [ Wujek MAX ]

Wątek genialny!!!Uwielbiam takie historyjki.Nawet do zakładek dodałem:)

15.05.2009
21:00
[47]

kubinho12 [ Gooner ]

Lubię takie historie, a raczej się ich boję i ogarnia mnie dziwne uczucie gdy je czytam. Tak, wkręcam się w nie strasznie - najbardziej przerażają mnie te z małymi dziećmi (takie jak te Vegetana i Goozysa z archiwalnego wątku podanego tutaj), nie wiem dlaczego.
Czy faktycznie to jest kwestia naszych umysłów, karmionych horrorami czy jednak coś w tym jest? Nieważne...za bardzo się wczuwam w takie rzeczy żeby myśleć racjonalnie, ja wierzę (czy naiwnie to już osobna kwestia), że niektóre osoby mogą widzieć rzeczy, których inni ludzie nigdy nie zobaczą/poczują.

Bym zapomniał - nie miałem okazji doświadczyć podobnych historii, ale czasem przerażają mnie moje sny - najgorsze są te, które się spełniają (zazwyczaj tylko częściowo). Dwa razy zdarzyła mi się taka sytuacja, raz sen był straszny, a wydarzenie raczej było czymś miłym. Za drugim razem spełniło się już w tą straszniejszą stronę...
Cieszę się tylko (jeśli można tak powiedzieć), że nie miało to związku z czyjąś śmiercią, bo takich rzeczy nie zapomina się do końca życia.

15.05.2009
21:22
[48]

Kozi89 [ Legend ]

No to dziś opowiem dokładnie historie która wspomniałem wczoraj. Tak jak mówiłem wątek seryjny nie ma szans z racji małej ilości materiału.

Koleżanki brata ze studiów wpadły na genialny i podniecający pomysł wywołania ducha w mieszkaniu. Przygotowały się odpowiednio i przystąpiły do zabiegu. Już nie pamiętam co działo się w czasie seansu, ale działy się dziwne rzeczy przez które dziewczyny potwornie się przestraszyły i przerwały całą akcje. W domu zaczynały latać przedmioty, dźwięki jakieś czy coś. Najgorsze było to, że po skończeniu wszystkiego to wcale nie ustało. Nie pamiętam czy następnego dnia, czy jeszcze później poszły do faceta który zajmował się takimi sprawami paranormalnymi. Powiedział by odmawiały w domu różaniec. Zrobiły jak kazał. Wzięły w dłonie różaniec i nie zważając na niepokojące odgłosy zaczęły odmawiać różaniec. Te w czasie modlitwy zwyczajnie rozpadły im się w rękach. Nie wiem już czy tej czy następnej nocy, ale z jakiegoś powodu (nie wiem z jakiego, ale to musiało być coś naprawdę strasznego) uciekły z domu pozostawiając wszystko i wróciły następnego dnia z księdzem tylko po to by zabrać swoje rzeczy.

15.05.2009
21:30
[49]

Tasak221 [ Pretorianin ]

Ok teraz moja kolej muwie teraz całą prawdę i nie mam zamiaru nic dodawac....

A więc pewnego wakacyjnego dnia (wieczorem) grałem z chłopakami w piłkę nie
mieszkam na spokojnym osiedlu klatki są popisane i często widuje naje****** ludzi
ale trudno wracałem juz o godzinie 9.00 wieczorem bo mniełem gości szedłem spokojnie i wchodzac
na klatkę poczułem zimny chłód i smród jakby zgniłego już od tygodnia szczura zatkałem nos i powędrowałem na górę nie martwiąc sie idąc patrzałem sie na schody a nie przed siebie na 3 pietrze stojąc w ty przedsiku tam gdzie jest okno popatrzałem sie wgórę na górze stała kobieta
w podartej białej sukni wyglądała na pijaną na klatce nikogo nie był i panowała zupełna cisza wystraszyłem sie miałem ochote zbiec na duł i zadzwonić na domofon żeby tato wyszedł na klatke byłem mały więc nie am się czemu dziwić jednak coś sie wemnie wzbudziło i przebiegłem obok kobiety która cały czas się na mnie patrzyła mieszkam na 4 piętrze wieć czując dreszczyk na plecach szybko pogoniłem na wyrzsze piętro i etraz najdziwniejsze wchodzac do domu dokładnie w tym momecie gdy zamknołem drzwi na klatce rozległ sie straszliwy chuk szyba leżała na gurze znaczy całe okno muj tato wybiegł odrazu ale tam już nikogo nie było

15.05.2009
22:16
[50]

KapCioch [ Generał ]

Tasak221 - Twoja ortografia też nadaje się na kolejną straszną historię... Polecam FF.

15.05.2009
22:45
smile
[51]

Qverty [ Generał ]

Przez was na serio nie usne...miałem iść nakarmic psa bo zazwyczaj chodze tak o 22:00 - 23:00. Po tych historiach nigdzie nie ide...

15.05.2009
22:46
smile
[52]

Kozi89 [ Legend ]

Qverty ---> Pies umrze z głodu i będzie cie straszył w nocy. Lepiej idź.

15.05.2009
22:48
[53]

Jałokim [ Siewca ]

Z dupy te historie. Chcecie przeczytać o czymś naprawde strasznym? No to macie:
27 maja 1987 - narodziny dziewczynki, Moniki, mojej siostry. Wszystko jest niby wporządku, nie licząc jej pierwszego podpalenia jakiego dokonała w 1 klasie podstawówki. Mamcia wyszła wtedy do sklepu, tuż obok bloku. Zwykle zajmowało jej to 15min i tak też było wtedy. Ja byłem wówczas w 4 klasie podstawówki i pamiętam, że była sobota, około 14:00, wracałem ze szkoły. Gdy byłem pod blokiem, to z kumplem zauważyliśmy, że na mojej klatce, w całym pionie są pootwierane okna. Wszedłem na klatkę i gdy dotarłem na 1 piętro, to nad drzwiami swojego mieszkania zobaczyłem czarną smugę sadzy ciągnącej się aż do ostatniego piętra. W mieszkaniu było gorzej, wszystko było czarne. W moim pokoiku nie było mebli i szyb w oknach. Był czarny jak smoła, jak tusz do rzęs rozmazany na twarzy mojej zapłakanej Mamy. Siostra, gdyby nie otworzyła okna w drugim pokoju i gdyby przez nie się nie wychyliła, to najpewniej by szybko się udusiła. Myślcie sobie o mnie co chcecie, ale pisząc to teraz, szczerze żałuje, że do tego nie doszło. Niby nic, dziecko dorwało zapałki, zdarza się. Niby nic, ale tylko do jej 2 klasy podstawówki, kiedy to jej problemy z nauką okazały się być bardzo poważne. Powtarza klasę, a gdy nie zdaje kolejny raz, to Mamcia przenosi ją do szkoły specjalnej. Stwierdzono, że Monika jest 'upośledzona umysłowo w stopniu lekkim'. Warto dodać, że ojciec zostawił nas około 4 lala wcześniej i Mama wychowywała nas sama. Siostra uczyła się w nowej szkole i niestety zapoznawała się tam z różnymi elementami. Najgorszą z jej znajomych była Żaneta. Już wcześniej nie zdawała wielokrotnie i była już prawie dorosła gdy poznała Monikę. To ona uświadamiała ją seksualnie i ona prowadzała Monikę po menelniach. Przez wiele lat działy się różne rzeczy. Już teraz nie chce mi się rozkminiać i przypominać sobie różnych 'drobiazgów', bo wszystkie wypadają słabo przy ostatnich 2 latach. Warto napisać, że siostra podłapała ode mnie, że można za darmo podróżować po świecie autostopem. Tak więc trzeba było często odbierać ją ze szpitali w Augustowie, Wysokim Mazowieckim, Białymstoku, Łomży, Ostrowi Mazowieckiej, Warszawie i w paru innych, ale mniejsza z tym. Fakt faktem, że trzeba było za nią często ganiać, bo zdarzało się jej uciekać, a potem ktoś ją znajdował leżącą gdzieś na chodniku, czy ulicy. Co było z jej strony cwaną prowokacją, bo ona zwyczajnie lubi szpitale. Jest w nich masa ludzi, którzy jeszcze jej nie znają i którzy dzięki temu, że jeszcze nie zalazła im za skórę, są dla niej mili. Niecałe 3 lata temu zniknęła na dłużej. W sumie nie było jej ponad miesiąc. Szukała jej policja i agencja, którą Mamcia zatrudniła. Oczywiście to ona odnalazła Monikę, a nie policja. Była w Warszawie, w jakimś ośrodku dla bezdomnych. Wychudzona i ogolona na łyso. Domyślam się, że to ze względu na wszy. Zabrałem ją do domu i przez jakieś 2, 3 miesiące wszystko było tak jak zawsze, niestety. Chociaż w sumie to tęsknię za tym 'niestety'. Okazało się że jest w ciąży. Byłem załamany, a Matka jeszcze bardziej. Zawsze przeżywała wszystko ze zdwojoną siłą, a to ją zdruzgotało. No nic, stało się, na skrobankę było już za późno. Pozostało tylko liczyć na to, że siostra zostawi dziecko w szpitalu. Niestety, nie była ubezwłasnowolniona, a jako osobie pełnoletniej, dawało jej to możliwość podejmowania samodzielnych decyzji, niezależnie od jej stanu umysłowego. Urodziła cureczkę, Maję - tak ją nazwała. Monika zawsze bała się brać do rąk takie maleństwa, więc łudziłem się, ze i teraz tak będzie, że strach jej nie pozwoli opiekować się Mają. Jednak gdy przyszliśmy z Mamcią do szpitala i zobaczyłem, ze siostra karmi swoje dziecko mlekiem, to totalnie mnie zniszczyło. Nigdy w życiu nie spodziewałbym się, że matka karmiąca dziecko może być tak strasznym widokiem. To była zapowiedź koszmaru. Doskonale to wiedziałem i dlatego zapytany o najgorszą chwile w moim życiu, bez zastanowienia odpowiem, że to była właśnie ta. Jeszcze na totalną dobitkę moja Mama stwierdziła wtedy, że Maja jest słodka... Jeszcze mi Jej akceptacji brakowało do szczęścia... Wkrótce cała wesoła rodzinka przeniosła się powrotem do naszych słodkich 36m^2. Przyzwyczaiłem się do tego, że w domu codziennie wisiała chmura nerwów przez siostrę, ale teraz nie byłem w stanie w nim wysiedzieć. W robocie trzepałem tyle nadgodzin ile się dało, a po niej szedłem na piwo z kumplami, albo, co rzadziej, jechałem do panny. Jeszcze wtedy mogłem se pozwolić na odizolowanie się od tego wszystkiego. Wtedy i Mamcia i Monika chciały się opiekować Mają, a każda o opiece nad dzieckiem wiedziała swoje. Rzecz jasna to Monika wygrywała w tym sporze, bo ona wie najlepiej, a przecież z rąk jej dzieciaka nikt nie wyrwie. Było rzecz jasna sporo ekscesów, jednym z ważniejszych była afera w szpitalu. Byłem wtedy w robocie. Mamcia podejrzewała, że jej wnuczka jest chora, więc namawiała Monikę, by poszły do przychodni. Oczywiście sporo przy tym nerwów i motania, bo Monika to-to, to-tamto. Jakoś doszła do szpitala, ale po minięciu pierwszych drzwi, nie wyszła z przedsionka i nie przekroczyła drugich. Oczywiście wielka afera - jak to ona lubi, połowa personelu namawia by dała dziecko do badania, albo zrobiła cokolwiek, a ona nic, siedzi w kącie na ziemi i tuli dziecko do siebie. Oczywiście policji też tam nie mogło zabraknąć. W końcu po wielu godzinach udało się przemówić do jej (nazwijmy to) rozsądku i oddała dziecko do badania. Oczywiście chapi end i znów jesteśmy szczęśliwą rodzinką. Maja miała... hmm... sam nie wiem, może ze 4 miesiące. Tak, to był jakoś maj, albo czerwiec. Było ciepło, więc Mamcia z Mają udała się na spacer. Nie potrzebne było jej do tego pozwolenie Moniki, bo tej od 2 dni nie było w domu, uciekła przez balkon.
Zanim zacznę pisać dalej, to przyponę (Mozę zapomniałeś drogi czytelniku), że Monika jest upośledzona umysłowo, a dzieciaka spłodził najprawdopodobniej jakiś menel, albo ktoś jej pokroju, bo widać na pierwszy rzut oka po niej, że coś z nią nie tak i nikt normalny by jej patykiem nie tknął, a co mówic o ruch***u. Jak gówno z gównem połączysz to wyjdzie z tego mieszanka gówien, nic więcej. Myślcie sobie co chcecie, że jestem okrutny, ze nie mam serca, ale po tym ile moja Matka się wycierpiała, nie mam już żadnego sumienia mówić tak o siostrze i jej bękarcie, który w przyszłości będzie taki sam, albo i gorszy od Moniki. Nie życzę nikomu przeżywać tego co przezywała moja Matka i tego co obecnie przeżywam ja. I tak nie zrozumiecie, ale potrzebne jest to wyjaśnienie, byście znali moje podejście do sprawy.
Wracając do historii: Jak już pisałem Mamcia z wnuczką były na spacerze, ja siedziałem w domu. Byczyłem się przed kompem, w ciszy - jak mało kiedy. Oczywiście za długo to trwało, bo nagle dzwoni Mama. Zadyszana prosi mnie o pomoc, bo siostra zabrała dziecko i gdzieś właśnie ucieka. Było to całkiem niedaleko domu. Mógłbym wstać i spokojnie ją dognać. Słucha się mnie, tylko przede mną czuje respekt, bo gdy byliśmy mali, to nie raz dostała wpierdziel jak mi jakąś zabawkę zepsuła. Jednak nie zrobiłem tego, nie podniosłem dupy. Powiedziałem coś w stylu: 'Skoro szpitalna psycholog stwierdziła, że Monika jest zdolna do samodzielnego wychowywania dziecka, to nie mnie, szaremu robolowi, kwestionować zdanie profesjonalisty. Niech weźmie Maje i się nią opiekuje.'. I rozłączyłem się. Jeszcze kilka razy dzwoniła, ale nie odbierałem. Uznałem to za idealną sytuację do pozbycia się obu problemów i byłem z siebie zadowolony gdy okazało się, że przynajmniej w przypadku Mai osiągnąłem swój cel. Siostrze odebrano prawa rodzicielskie, a Maję zabrano do rodziny zastępczej. Moje zadowolenie trwało jednak krótko, bo depresja Mamci z każdym dniem się pogłębiała. Praktyczne nie wychodziła z domu, nie spotykała się ze znajomymi. Gdy tylko ktos zadał jakieś pytanie, albo chociażby patrzył na nia litościwie, to się natychmiast rozklejała. To dziecko, jakie by nie było, pokochała je - co jest tragedią i dla mnie i dla niej. Mama wiele w życiu już przeżyła, rozstanie z mężem, upośledzenie córki i związane z tym akcje, ale zawsze potrafiłą się podnieść i walczyć. Troche to przewrotne, ale w całej swej słabości jest cholernie silna. Mało znam tak silnych osobowości jak ona. Właściwie to chyba nie znam nikogo, kto miałby aż takie problemy i potrafił wciąż znajdować siły by walczyć dalej. Jest bardzo szczupłą kobietą (47kg), mało jada, ale w tamtym okresie nie zauważałem by cokolwiek znikało z lodówki. Trwało to jakiś czas, ciężko powiedzieć jaki, bo nienawidze wracać do tego. Narodziny Mai były w moim życiu dniem najgorszym, ale tylko ten okres jest tym, który ściska mnie za gardło, gdy o nim wspominam.
Tak jak pisałem, jest silna i po raz kolejny to udowodniła. Złożyła w sądzie 2 wnioski. Jeden o ubezwłasnowolnienie Moniki, a drugi o przyznanie jej opieki nad wnuczką. Ubezwłasnowolnienie siostry było warunkiem, który należało spełnić, by umieścić ją w ośrodku zamkniętym. Stanowi ona zagrożenie dla Mai, wiec Mamcia musiała wybrać między córką, a wnuczką. Mame znają już od wielu lat wszyscy w tutejszym sądzie i bardzo ją lubią, bo obrotna i mimo wszystko, wesoła z niej kobieta. Znają tam też doskonale całą sytuację w jakiej się znajduje. To pomogło w znacznym przyspieszeniu sprawy i już w bodaj listopadzie Mamcia przeprowadziła się na inne osiedle, a Monika teraz mieszka ze mną. W sprawie umieszczenia jej w ośrodku nic się niestety nie zmienia. Już odwołujemy się 2 raz. Jest podobnie jak z przyznaniem jej renty. Uważają, że skoro zdrowa manualnie, to znaczy, żę mozę pracować. I tak co 2 lata sprawdzają czy przypadkiem jej się nie polepszyło... Ale mniejsza z tym. Biegły lekaż też uważa, że nie nadaje się do ośrodka, bo generalnie jest sprawna, jej upośledzenie jest lekkie. Dla niego nie jest istotne, że nie potrafimy sobie z nią radzić, że sąsiedzi w klatce się boją, że następnym razem się nei obudzą, jak znów coś podpali. Nawet jeśli biegły stwierdzi, że powinna trafić do ośrodka, to jeszcze ostateczny wyrok należy do sądu, a jak ten wyrok już w końcu będzie prawomocny, to pozostaje jeszcze kwestia wolnych miejsc w ośrodku i jeszcze nei wiem jak to jest z dofinansowaniem z opieki społecznej. Bo sam nie dam rady płacić 1000zł miesięcznie (tyle mniej wiecej do spłaty zostanie po odjęciu renty Moniki).
Nie ważne. Nim się ociepliło to kończąc robote o 16:00, u siebie w domu bywałem około 19:00. W drodze z roboty musiałem wpaść do Mamci, pogadać chwilę, zrobić zakupy dla niej i dla siebie i dopiero wtedy wracałem do domu. Mama nie mogła wychodzić, bo wnuczki nie dało się zostawić, a 9-cio miesięcznego dziecka na taki ziąb wyciągać też nie mogła. To siostrze dawało niestety dużo czasu na zdumywanie się, czego efekty były różne i w różnym stanie znajdowałem sprzęty w domu po powrocie.
Raz uciekła jakoś przed sylwestrem, przez okno w kuchni, na balkon i do ogórka sąsiadów z dołu. Wcześniej na balkon wychodziła zwyczajnie, przez drzwi balkonowe, ale obecnie, by się do nich dostać, trzeba przejść przez mój pokój, a w tym wstawiłem drzwi. Tak czy siak, w nowy rok odebrałem nieprzyjemny telefon i od tamtej pory sąsiedzi czują realne zagrożenie ze strony Moniki.. Obecnie z większością już mało rozmawiam. Do tej pory byłem lubiany, teraz jestem wręcz niechciany. Siostra podpaliła meble, które stały w piwnicy. Stało się to około 8:00, a w Nowy rok mało kto nie śpi o tej porze. Na szczęście ktoś nie spal, bo przed momentem jedna z rodzin wróciła z imprezy. Poczuli dym i wszystkich pobudzili. Klatka oczywiście cała czarna, a i w mieszkaniach w całym pionie na przedpokojach było co czyścić. Wiem, że toczyła się sprawa w tej kwestii, bo spółdzielnia nie chciała instalować na swój koszt instalacji kablowej, której główne elementy spłonęły. Nie chciała też rzecz jasna płacić za pozostałe szkody. Wcale im się nie dziwię, ale jeśli ktos za to jest odpowiedzialny, to najprędzej powiedziałbym, że sąd, który uważa, że jestem w stanie zaopiekować się siostrą. Póki co na szczęście nikt ode mnie nie żąda żadnych pieniędzy. Po tej ucieczce zmajstrowałem blokadę w oknie kuchennym, którą da się zwolnić wyłącznie od strony zewnętrznej, z balkonu.
Wdać dla Moniki to wyzwanie, ale o następnej akcji nie muszę już opowiadać, pisano o tym:

i szerzej:
Minął miesiąc od poprzedniej wielkiej afery i już miałem następną. Można dodać, żę zostałem wyrwany z roboty, oczywiście jak zwykle od gorma sprzątania i długie zeznania. Można też dodać, że z otwartą raną, przez którą bez specjalnego przyglądania się widać piszczel, siostra uciekła ze szpitala. Szukałem jej i dzięki pomocy znajomych znalazłem. Doprowadziłem do szpitala, a tam rzeźnia. Chyba z 1,5h jej to zszywali. Gdyby mnie tam nie było to nic by nie zdziałali. 11 szwów. Po tej akcji już cos drgnęło w sądzie. Zaraz odezwały się telefony do Mamci z zapytaniami "Jak tam ta sprawa z Moniką? Z umieszczeniem jej w ośrodku zastępczym?". Siostra, teraz jak sobie, albo komuś coś zrobi, to polecą głowy. Bo o Monice zawsze było w mieście głośno, ale jak już do akcji wchodzą media, to zaczynają trząść się portki. Jak coś się poważniejszego stanie, to zaczną szukać winnych, a tych znajdą najprędzej w sądach i polecą głowy. Mam nadzieję, zę to ich troche zmotywuje do szybkiego ruszenia sprawy, bo jakieś 2, 3 tygodnie temu, gdy wszedłem do domu, to zastałem taki widok: A obok leżało kilka połamanych i pogiętych noży kuchennych, plus młotek do mięsa. Siostrę znalazła policja w Białymstoku. Miała przy sobie portfel znajomych Mamci. Wpadła do nich w odwiedziny, a gdy ci nie patrzyli, zwinęła portfel. Na szczęście pusty. Znają ją i nie angażowali policji w sprawę. Ja mimo wszystko chyba bym zgłosił, bo były tam wszystkie dokumenty. Ale na szczęście nie zginęły. Siostra trafiłą do Choroszczy, do specjalistycznego szpitala. Często tam bywała. Byłem cholernie wkurzony, ale lubie majsterkować, wiec ukojeniem dla mnie była naprawa i wzmacnianie drzwi: Za możliwość ich modernizacji totalnie wybaczyłem siostrze.
Po tej akcji była w szpitalu 3 tygodnie. Piękne dni dla mnie. Piękne dni, bo bez Moniki. W środę ją odebrałem, a dzisiaj to pisze, bo srodze się wku****em, jak w drodze z roboty dowiedziałem się, ze mam wybitą szybę w oknie kuchennym. W sumie to moje wkurzenie było jeszcze w granicach normy, dało się to opanować, ale jak usłyszałem, że przez balkon wlazłą do sąsiadów obok i ukradła 2 medale z ich mieszkania, to jadąc do domu myślałem, że rozpieprze rower. Zapieprzałem jak dziki, szukałem jej prawie godzinę. Znów dzięki informacjom znajomych odnalazłem ją. Szamotanina na oczach gapiów i doprowadziłem ją w końcu jakoś do domu. Myślcie co chcecie ale spuściłem jej wpierdol, żeby wycisnąć od niej te medale. Wierzcie lub nie, ale jestem niesamowicie spokojnym człowiekiem. Każdy kto mnie dosknalne zna to stwierdzi, jednak ona raz na pare lat potrafi mnie doprowadzic do takiego stanu, że cały dygoczę, zęby chrzęszczą ocierając się o siebie, a dłonie zaciskają się w pięści samoczynnie. Wątpię byście znali ten stan bezwarunkowego gniewu. Nie macie pojęcia jak to jest, możecie co najwyżej sobie wyobrażać, ale czuje, że ci, co będą na tyle wytrwali by to wszystko przeczytać, uznają historię za wiarygodną (w przeciwieństwie do powyższych) i zgodzą się, że TO jest prawdziwy koszmar.

15.05.2009
23:04
smile
[54]

.: Veron :. [ Phoenix Knight ]

A co do strasznych historii to jest ciekawy sposób żeby wystraszyć kumpli :) Sprawdza się jedynie wieczorami, najlepiej usiąść w kółku chyba że jest was 2 to na przeciwko siebie :D
Wymyślamy sobie jakąś historyjkę, przykładowo:
Był 4 grudnia 2001 roku, tego dnia była rocznica śmierci jej syna. Miał on amputowaną prawą nogę, i niedługo po tym zmarł. Chodził on zawsze o kulach lecz i tak przy każdym kroku stękał. Obudziłam się o godzinie 24:30, z kuchni dochodziły pewne hałasy, zeszłam na dół, i usłyszałam jakby stękanie syna. Cała się trzęsłam, nigdy wcześniej się tak nie bałam lecz odważyłam się tam wejść (najlepiej w tym momencie zacząć mówić nieco wolniej) weszłam a na środku... AAAARAAAAHAAARA I nagle wyskakujecie zaczynając się drzeć :D efekt murowany, wszystko zależy od tego jak opowiadacie, ale zazwyczaj się udaje :P

15.05.2009
23:12
[55]

promyczek303 [ sunshine ]

Nie wiem, czy moja historia się kwalifikuje do potrzeb wątku (nie czytałam całego ale widzę, ze tutaj takie bardziej "niewirygodnie ale prawdziwe")

Więc jakies 300-400metrów ode mnie wprowadzili się ludzie, mieszkali tutaj z rok po czym koleś zabił żonę. Zarąbał ją siekierą. Po dziś jak tamtędy przechodzę to mam ciarki :P

15.05.2009
23:20
[56]

Awerik [ Carioca ]

Jałokim ==> Przeczytałem całe, to jest masakra jakaś.

15.05.2009
23:41
[57]

.: Veron :. [ Phoenix Knight ]

A mi się zdawało że to ja mam problemy O.o
Naprawdę czytając to różne myśli przychodziły mi do głowy, nie mogę wyobrazić sobie jak ty i twoja mama przez to przeszliście/przechodzicie. Jedyne co mogę to wam ostro współczuć, i dziękować bogu że ja nie musiałem przez to przejść. Naprawdę Szacunek :O

15.05.2009
23:59
[58]

Qverty [ Generał ]

Jałokim --->byłem na tyle wytrwały że przeczytałem całośc i cieszę się że jestem jedynakiem a tobie stary serdecznie współczuje...

16.05.2009
00:08
[59]

Api15 [ dziwny człowiek... ]

Jałokim - Nie moc jest najgorsza. Trzymaj się.

16.05.2009
00:10
[60]

Glob3r [ Tots units fem força ]

Jałokim -> Szczerze, to kompletnie nie wiem co powiedzieć. Pozostaje mi oklepane, ale szczere: trzymaj się.

16.05.2009
00:12
[61]

miki5 [ Senator ]

Jałokim -> Masakra, współczuję...

16.05.2009
00:17
[62]

rogalinho [ Illmatic ]

Jałokim ---> Szacunek chłopie. A ja myślałem że mam źle z moją siostrą...

16.05.2009
00:34
smile
[63]

VildWolf [ Centurion ]

Jałokim - szczerze mówiąc zazdroszczę ci cierpliwości bo gdybym ja miał taką siostrę to dawno wypierdoliłbym ją za drzwi.

Aż trudno uwierzyć ,że ona jest tylko lekko upośledzona :/

16.05.2009
00:40
[64]

MoherrBerett [ Chorąży ]

Jałokim -> szczere współczucia :(, ja bym nie wytrzymał.

16.05.2009
00:46
[65]

Glazer [ Dux Limitis ]

@Jałokim

Mocna rzecz. Musisz mieć chłopie anielską cierpliwość i nerwy ze stali.

16.05.2009
00:46
smile
[66]

ronn [ moralizator ]

ja to tylko sny miałem, opisałem z 5 lat temu na forum :)

Chcialem w tym miejscu opisac moje dwa sny, ktore chyba jako jedyne klasyfikuja sie do takich, jakie czesto ogladamy w filmach, gdy bohater budzi sie zlany potem :)

Pierwszy z nich mialem ~2lata temu na kilka tygodni (dni?) przed matura. Musze dodac, ze nie przejmowalem sie tym egzaminem. Nie mialem wybitnych ocen, ale czulem sie dosyc mocny z przedmiotow, ktore musialem zaliczyc. Watpie rowniez, zebym bal sie matury podswiadomnie.

Przez cale LO czesto wychodzilem w weekendy do pubow na miasto i czesto wracalem z niego w nocy do domu na piechote, czasami sam i pierwsze co pamietam z tego snu, to wlasnie ta drogra.
Byla zupelnie standardowa, taka sama jak za kazdym innym razem. Gdy bylem okolo 5minut od mieszkania zaczalem spotykac rozne osoby. Nie byly to osoby specjalnie dla mnie wazne, jednak kazda z nich znalem przynajmniej z widzenia. Pamietam, ze ze wszystkimi rozmawialem, nie wiem o czym, ale byly to raczej pojedyncze zdania. Kazda z tych osob byla jakas 'inna' za wysoka, za niska albo posiadala jakies dziwne 'deformacje' badz kurczyla sie i mala w trakcie rozmowy. Po tym wszystkim doszedlem do domu i zamiast tak jak zwykle robie, gdy jestem nietrzezwy, isc prosto do lozka, poszedlem do pokoju obok (nie wiem czy we snie bylem pijany). Zwykle nikt w nim nie spi, tym razem spala tam moja matka w taki sposob, ze rece miala rozlozne po bokach a glowe 'w poduszce'. Wtedy stala sie jakas dziwna rzecz. Jak pisalem wczesniej matury sie nie balem, ale podnioslem matke, ktora sie nie obudzila i zaczalem krzyczec, ze nie zdam matury bo jestem na cos (nie pamietam na co) chory. Nie obudzila sie, trzymalem ja za ramiona i potrzasalem ale jedynym efektem byla glowa latajaca bezwiednie z gpry na dol. Dzialo sie tak kilkakrotnie, az do chwili gdy glowa zatrzymala sie na mojej wysokosci i matka otworzyla oczy, ktore byly cale czerwone (takie jakie ma czasami szatan na filmach) i spojrzala nimi prosto w moje oczy, w kacikach ust pojawil sie jej minimalny drwiacy, cyniczny usmiech.Wtedy sie obudzilem. Nie moglem dojsc do siebie, lezalem nie chcialem otworzyc nawet oczu. Gdy probowalem zasnac po glowie 'latalo mi' mrowie najrozniejszych mniej lub bardziej dziwnych mysli, byly ich chyba dziesiatki. Otworzylem oczy spojrzalem za dzrzwi i autentycznie mialem wrazenie (bo jestem przekonany, ze to bylo tylko wrazenie) jakby cos za nimi przemknelo. Po wielu probach i tysiacu mysli w koncu zasnalem.

Rano cale wrazenie 'ulecialo'

Minely 2 lata, i kilka dni temu ponownie mialem przykre doswiadczenie senne (moze byl to swiadomy sen? nie mam pewnosci). W nocy z niedzieli na poniedzialek w ogole nie spalem bo musialem napisac program. W poniedzialek po pow
rocie z uczelnie od razu poszedlem spac, wstalem o 20 i poszedlem ponownie spac ~3 w nocy. Zawsze mam otwarte okno w pokoju, zawsze spie w samych slipkach. Bylo zimno, ale nie mialem na nic sily, wiec wzialem zwykly koc i polozylem sie na materacu.

Przyszedl sen.. znajdowalem sie wlasnie w tym pokoju i spalem w tym samym miejscu, bylo mi zimno, czulem ze spie, ale nie potrafilem sie obudzic. Wiedzialem tez, ze ktos jest w pokoju, ale nie widzialem postaci. Troche to dziwne, bo we snie, spalem - mialem zamkniete oczy, ale jednoczesnie widzialem cale otoczenie. Czulem jak juz wspominalem kogos w mojej obecnosci, i nagle cos zaczelo mi zadawac jakis dziwny, nieokreslony bol. Naplywalo falami, i dosyc systematycznie co kilkanascie sekund. Bol byl przeszywajacy czulem jak poruszam sie, wyginam na materacu, ale nie potrafilem sie obudzic. Bylem prawie pewien, ze snie, wiedzialem to, ale nie moglem otworzyc oczu. Bol powtarzal sie co kilkanascie sekund i trwal rowniez kilkanascie sekund. Nie wiem co go zadawalo i w ktore miejsca ciala, ale na pewno jednym z nich byl kark. Wiedzialem, ze ktos byl w pokoju ale to nia ta osoba (osoby?) zadawaly mi ten bol, one tylko biernie staly, mozna powiedziec, ze obserwowaly cale to zdarzenie. Pokoj byl takim samym stanie w jakim go pamietam z tamtego dnia. Nie potrafilem po ciemku wszystkiego obejrzec, ale nie zauwazylem zadnej roznicy. Zaczalem myslec o tym, zeby sie obudzic, zeby byc gdzies indziej i.. udalo mi sie. Przenioslem sie na.. politechnike. Bylem niesamowicie przestraszony.. ogladajac sie na wszystkie strony, poszedlem do metra. Jechalem jak zawsze na dworzec gdanski. Byl dzien, ale nie wiem czemu wracalem do pokoju, z ktorego wczesniej chcialem uciekac? Wysiadlem na dworcu gdanskim i zaczalem wspinac sie po skarpie na gore. W pewnym momencie, zobaczylem, ze jestem w jakichs trzcinach, uswiadomilem sobie, ze nic takiego tam nie rosnie i.. sie obudzilem, dokladnie w tym miejscu, na tym materacu na jakim dzial sie moj sen. Bylo mi przerazliwie zimno, byla 4:30, wzialem cokolwiek co lezalo pod reka, przykrylem sie i ponownie poszedlem spac..

16.05.2009
00:53
smile
[67]

Sorcerer [ Konsul ]

Jałokim - szacunek i zarazem brak zrozumienia dla wyroku sądu. Mniej trzeba niż Twoja siostra robi, żeby kogoś zamknąć czasowo w psychiatryku.

16.05.2009
01:09
[68]

Nimreh [ Pretorianin ]

Historia Animy Vilis wywołała u mnie dreszcze. W zasadzie to obie historie.

Swoją drogą, to ta sama forumowiczka która zmarła w tragicznych okolicznościach? Czy też może ksywki mi się pokręciły?


Awerik ----> Mógłbyś rozwinąć tę historię? Bo w sumie jestem tu od paru lat, ale nigdy nie słyszałem o forumowiczce, która zmarła w tragicznych okolicznościach.

16.05.2009
01:25
[69]

Vegetan [ Bździągw ]

Ach, jakbym ja miał swoje sny opisać i to jak się spełniały...powieść można ułożyć :P

16.05.2009
01:31
[70]

Briereos [ Pretorianin ]

Też mi się jedna przypomniała.. Co prawda nie moja ale bliskiej mi osoby bo mojej matki, nigdy nie przepadała za wdawanie się w szczegóły ale parę rzeczy udało mi się wyciągnąć.. Działo się to dość dawno temu bo w 1965, miała wtedy 12 lat i mieszkała w miejscowości Jastrowie. Mieścina która liczy kilka tysięcy mieszkańców, w zasadzie wiele do roboty nie ma, remiza, kościół, mały posterunek, złóbek, trzy sklepy na krzyż, większość zabudowań to domy mieszkalne - wszystkie tak samo ponure, odchodzący tynk, wyblakła farba, nisko osadzone okna. Brukowane drogi, nieopodal od miasteczka bo kilkadziesiąt metrów za budynkami granicznymi na średniej wielkości usypisku przechodziły wzdłuż tory kolejowe - w powietrzu czuć było zapach palonego drewna i węgla który unosił się z większości kominów.

To co udało mi się zapamiętać z historii matki :

Była zima, dość zaawansowana bo historia działa się na krótko przed Bożym Narodzeniem, śnieg lekko pruszył, godzina była koło 9 wieczorem, na dworze z racji pory roku było już ciemno i jedynie blada poświata księżyca w otoczeniu złowrogich ciemnych chmur wisiała na niebie. Matula z koleżanką wracały do domu, chichotały, opowiadały sobie pierdoły mijającego dnia, przestały opowiadać w momencie w którym zbliżyły się do graniczącego z drogą cmentarza, niby nic wielkiego ale lekki strach je ogarnął, przeszły jakieś 200-300 metrów w milczeniu, tu się rozstały bo tu mieszkała koleżanka. Matce zostało do przejścia jakieś 150 metrów prostą drogą wzdłuż zabudowań po czym skręciła w swoją uliczkę gdzie miała jeszcze 60-70 metrów do przejścia żeby dotrzeć do swojej bramy. Księżyc blado oświetlał tutaj drogę, na końcu ulicy paliła się jedyna latarnia. Matka przeszła może 5-6 kroków po tym jak weszła w ulice jak usłyszała za sobą cięższy tupot i chrypiący głos " Dziewczynko, podejdź no na chwilę, chciałbym Ci coś dać " , matka się momentalnie odwróciła, nie dalej jak 2-3 metry od niej stał facet, w zniszczonym brunatnym poplamionym płaszczu, miał na sobie jakiś znoszony sweter i takie same lichawe spodnie, na nogach gumiaki.. Ale to co matke naprawdę przeraziło to fakt że w jednej ręce trzymał zgniłozieloną dośc pokaznych rozmiarów torbę z dwoma uchwytami która przy każdym kroku jaki robił na brukowanej drodze lekko pobrzękiwała. Twarz miał naznaczoną jakimiś bruzdami i blizną na lewym poliku, oczy mgliste, zarost co najmniej kilkudniowy, brudną skórę i sczerniałe od papierosów zębiska. Matula chciała uciekać ale tak ją sparaliżowało ze strachu że nie mogła kroku zrobić stała tam jak wryta, dziad do niej doskoczył, wyciągnał brudną łapę i przytrzymał za rękaw kurtki. Drugą ręką zaczął rozpinać torbę i wtedy moja matka zobaczyła coś co sprawiło że poczuła emocje tak przykre i smutne że kłują w samo serce, a do oczu łzy się cisną.. Rozpacz, smutek, strach, obawa.. Z torby błysnęło - były tam noże. Masa noży. Część z nich zabrudzona jakąś mazią, część umazana, z zaschnięta krwią. Matka zaczęła się wyrywać, szarpać będąc szczerze przerażona ale on ją trzymał w takim uścisku że czuła jak jego brudne długie pazury zaczynają się wpijać w jej ramię. Udało jej się wyszarpać dopiero gdy rękaw nie wytrzymał, puściły szwy. Facet na to nie był przygotowany stracił równowagę i upadł, chwycił się jeszcze rączki tej torby i mu się kilka noży z niej wysypało wydając przerażający dźwięk. Matka zaczęła co sił w nogach uciekać do domu, do bramy, śnieg się wzmógł i sypał już dość okazale, facet te noże powrzucał do środka i zaczął ją gonić ona dotarła do bramy ale zdała sobie sprawę że w drzwiczkach zamek zamarzł i nie mogła wejść do środka, łzy jej ciekły z policzków już strumieniami, trzęsła się jak osika ale zaczęła przechodzić górą przez metalowe ogrodzenie - udało jej się przeskoczyć na drugą stronę niemalże w tym samym momencie w którym facet chwytał ja za nogę tak że spadając na dół rozdarła przód kurtki.. Pobiegła już potem prosto do domu dokąd miała jakieś 10-15 metrów i.. Tego dnia dostała od swojej matki ( a mojej babci ) manto jakich mało za doszczętnie zniszczoną kurtkę - w brednie o facecie z nożami nikt nie chciał jej uwierzyć.

16.05.2009
01:38
[71]

Kogee [ Kogi ]

Jałokim - mocne

16.05.2009
01:51
[72]

Speed_ [ Mąka ]

Strach iść spać po tych historyjkach i z tego i z tamtych wątków z 2003. Takie rzeczy przerażają niesamowicie bardziej niż flaki w horrorach.

16.05.2009
03:02
[73]

Vegetan [ Bździągw ]

Speed -> Bo jednak używając swojej wyobraźni i próbując wczuć się w klimat, bardziej się na tym koncentrujesz, oglądając film masz wszystko podane na tacy, dlatego często horrory nie straszą. Nie mają klimatu, który pozwala Ci się wkręcić w film.

16.05.2009
11:06
[74]

Kamiot [ Tajniak ]

Zdarzyły mi się cztery takie historie.

1. Było to trzy temu , gdy jak zwykle o godzinie 23 grałem na kompie , to moja mama przyszła do pokoju i powiedziała żebym wyłączył komputer , no to go wyłączyłem , ok idę do łóżka się położyc spać , no i zasnołem , obudziłem sie o godzinie pierwszej w nocy , z niewiadomych przyczyn jak zwykle przy łóżku zawsze mam wodę , więc gdy chciałem się jej napić to oświeciłem lampke i zauważyłem dwa cienie w pokoju , a byłem w nim tylko ja , był to mężczyzna w kapeluszu , ale później zniknął.

2. 3 mieśiące później znów się to zdarzyło , tylko że tym razem zobaczyłem kobietę z dzieckiem , no to postanowiłem powiedziec o tym rodzicom , ale mi nie uwierzyli.

3. 2 miesiące później ta historia przydażyła się mojej mamie , była godzina 22 moja mama się czesała przed lustrem , tata spał , ja grałem na kompie , i nagle usłyszałem krzyk mojej mamy , zawołała nagle Mariusz obudź się , Odrazu pobiegłem do sypialni rodziców , nad mamą unosiły się te same dwa cienie które widziałem ja , lecz gdy ja podbiegłem do mamy one znikły.Rano mama opowiedziała mi że kiedyś w naszym domu zmarło tragicznie małżeństwo , ale co z dzieckiem ???

4. Kiedyś , rok przed moim narodzeniem mialem brata , który zmarł 3 miesiące po narodzinach , kidyś o godzinie drugiej w nocy się obudziłem i czułem obecnośc mojego brata , ucieszylem się z tego powodu i nagle usłyszałem śmiech który dał mi znać ze to był mój brat ,niestety później zniknął.

16.05.2009
11:43
[75]

Jedziemy do Gęstochowy [ Racjonalista ]

Jałokim --- ja na twoim miejscu bym ją zastrzelił bez chwili zwatpienia.

16.05.2009
12:03
[76]

_D_R_A_G_O_N_ [ eS eM O Ka ]

Ja znam taką historię, którą opowiedział mi mój ojciec. Kiedy jeszcze nie był po ślubie z moja obecną matką, to jak wszyscy się spotykali. Tata mieszkał na wsi, mama też. Tyle tylko, ze jedną wieś od drugiej dzieli bardzo duży las. Mój tata najczęściej chodził po moją mamę i później wracali przez ten las. Było to kilka dni po tym, jak ojciec mojej matki utopił się. Mój tata szedł po mamę i nagle zaczął odprowadzać go pies, który zdechł 2 miesiące wcześniej. Ale to jeszcze nic. Gdy ten pies zniknął gdzieś w krzakach, tata przestraszył się ale się nie wrócił do domu. Poszedł po moją mamę i wrócili się do domu mojego taty. Szli z powrotem przez ten las. I wtedy zdarzyło się coś bardzo dziwnego. Gdy szli, to nagle tata się odwrócił i na wielkim kamieniu siedziała postać bez głowy w garniturze. Gdy to zobaczył, od razu powiedział mamie, żeby się nie odwracała. Ale mama go nie posłuchała. Obróciła się, ale nic nie widziała.

Tata twierdzi, że mógł być to duch ojca mojej matki.

16.05.2009
16:28
[77]

power gracz [ Cwaniak ]

u mnie podobno jest dom,w ktorym straszy
u mnie w miescie
nigdy tam nie bylem,ale moj kolega kiedys tam mieszkal,i mowil,ze okropne przezycie
dom nie byl stary,taki przecietny jedno rodzinny
w dzien podobno nic nie bylo,ale noca sie zaczelo
jakies huki,swiatla,jakby rozjasnienie na scianach(takie plamy,ale jednej nocy byly,drugiej juz nie)
po tygodniu tam mieszkania sie wyprowadzil( a wlasciwie jego rodzice,wiec on tez)
jego rodzice wyszli na tym najlepiej,za to kumpel ladny miesiac musial do psychologa chodzic,bo jak zobaczyl cos,co chodzby przypominalo tamte rzeczy,to wpadal w panike
poprostu krzyczal,i staral sie nie patrzec na to,co przypomina mu tamten dom
dzisiaj jest juz spoko,ale wciaz pamietam,jak strasznie sie darl,kiedy wracalismy z nim od kumpla,i zauwazyl tam w tle goscia,a lampa akurat nie dzialala...krzyk na cala ulice

16.05.2009
18:22
[78]

Nieporęki [ Chorąży ]

piszcie jakies historie ja chce sie bac :)

16.05.2009
18:31
[79]

jagged_alliahdnbedffds [ Rock'n'Roll ]

Nie jarajcie tyle na następny raz...

16.05.2009
20:02
[80]

Game Over [ Generał ]

To może i ja dodam historie, chyba urban legend, ale słyszałem ją od kilku osób to może trochę prawdy w tym jest.

Zdarzenie miało miejsce na weselu, odbywała się za bawa polegająca na tym, że panna młoda siedzi na krześle i podrzucają ją faceci do góry. Było to tak niefortunne, że kobieta uderzyła głową w sufit i skręciła kark, wtedy pan młody w rozpaczy powiesił się w stodole, a na koniec gdy ojciec pana młodego dowiedział się o samobójstwie syna to dostał zawał i umarł.

Może nie o ten rodzaj "straszności" chodzi, ale jak to pierwszy raz usłyszałem to zrobiło mi się strasznie żal tej rodziny.

16.05.2009
20:04
smile
[81]

Mazio [ Mr Offtopic ]

tu masz straszną i prawdziwą historię - rodzi się nowa, polska arystokracja...
z ogłoszeń na jednym z emigracyjnych portali w Wielkiej Brytanii:


potrzebna housekeeperka. oferuje mieszkanie w zamian za sprzatanie i gotowanie. cena - 80f za miesiac. do twoich obowiazkow bedzie nalezalo sprzatanie i gotowanie - zadnych wegetarian! :)
cena obejmuje wszystkie oplaty (prad, internet, tv, inne ciekawe rzeczy na mieszkaniu, np wielka kolekcja filmow i gier), pokoj to niestety strych bez okna, ale wielkosci calego mieszkania (2 double bedroom, lvroom, kuchnia, lazienka). cena do negocjacji.
I tak, te 80 funtow to placisz za pokoj. zeby nie bylo niedomowien.

16.05.2009
20:27
[82]

Azerko [ Alone-in-the-wild ]

Jałokim -->no szacunek dla ciebie i za te twoje stalowe nerwy

16.05.2009
20:31
[83]

ksips [ Senator ]

Historia Animy Vilis wywołała u mnie dreszcze. W zasadzie to obie historie.

Swoją drogą, to ta sama forumowiczka która zmarła w tragicznych okolicznościach? Czy też może ksywki mi się pokręciły?


Mógłby ktoś rozwinąć??

16.05.2009
20:36
smile
[84]

pao13(grecja) [ Silkroad Fan ]

Dzwonie dzisiaj do rodzicow i powiedzieli , ze gdy spali wlaczyla sie suszarka do wlosow :/

16.05.2009
20:54
[85]

Kamiot [ Tajniak ]

Niech nam ktoś wytłumaczy o co chodzi z tą Animą Vills.

22.06.2009
19:23
[86]

KaRzInA [ Junior ]

Historia jest jak najbardziej prawdziwa. Wydarzyła się w rodzinnym miasteczku mojej mamy. Uwielbiam tajemnicze historie wiedząc, że wydarzyły się naprawdę, a więc z chęcią jej wysłuchałam, a teraz opisuję.

Podobno jest taki przesąd, iż pohukiwanie sowy oznacza śmierć człowieka, który mieszka w pobliżu tego ptaka.
Było to dawno. Wczasach młodości mojej matki, więc ludzie nadal podatni byli na takie zabobony, tak też i w tym przypadku nie mieli wątpliwości co do zachowania sowy. Ptak ten pewnej nocy zawitał na osiedlu i od tego dnia już nic nie było tak jak dawniej.
Zaczęło się niewinnie. Buszowanie po pobliskich drzewach, polowania na gryzonie. Nikt na początku nie kojarzył zwięrzęcia z wydarzeniami, które niedługo nastąpiły. Sowa nie dawała spać mieszkańcom przez kilka następnych nocy. Pohukiwania stawały się coraz donośniejsze i coraz bardziej męczące. Lecz stało się. Pierwsza ofiara. Staruszek pozostawił na tym świecie żonę oraz dwie córki opiekujące się nim do końca. Niby nic wielkiego, bo jego śmierć i tak była jedynie kwestią czasu, ale mieszkańcy zaczęli obserwować dalsze zachowania sowy uważniej. Co dziwne, ptak zaraz po pogrzebie mężczyzny przeniósł się w głąb osiedla.
Sowa znów rozpoczęła swe nocne rytuały, pozostawiając mieszkańców w niepewności i przerażeniu. Kolejna ofiara. Dziewczyna dosyć młoda. Powodem jej śmierci było zatrucie dwutlenkiem węgla. Faktycznie. Po sprawdzeniu stanu rur gazwoych okazało się, iż rzeczywiście od dłuższego czasu w mieszkaniu dziewczyny ulatniał się gaz. Sowa i tym razem przeniosła się w inne miejsce - blok, w którym mieszkała moja matka. I w tym momencie dowiedziałam się w jaki sposób tak młodo umarła moja babcia, a następnie wujek, brat mojej mamy.
Tajemniczy ptak osiedlił się w koronie drzewa rosnącego naprzeciw kamienicy. Warto wspomnieć, że drzewo zasadził m.in mój dziadek wraz z kilkoma innymi lokatorami. Wszystko stało się tak szybko. Rodzina nie potrafiła otrząsnąć się po utracie bliskich. Babcia zmarła na zawał, wujek natomiast złamał kręgosłup spadając z drzewa (zgadnijcie którego). Obydwa te wydarzenia nic na pozór nie łączyło, prócz faktu, że miały miejsce tego samego dnia, zaraz po sobie.
W ten spośób w ciągu niespełna dwóch tygodni, odbyły się 3 pogrzeby. Nikt już nie był pewny co do swojej przyszłości. Sowa jednak po niedługim czasie uwolniła mieszkańców od swych właściwości. tak naprawdę to nikt nie był pewny czy ptak w jakimś stopniu przyczynił się do śmierci tych 4 osób, czy jedynie przepowiedział te zgony. Myślę, że coś w tym jest. Sowa jest przecież symbolem mądrości, zatem wie wszystko...

22.06.2009
20:18
[87]

TrueGevo [ Centurion ]

Mi sie taka historia przydarzyla:

Wracalem z rodzicami (chyba z wesela albo z innej imprezy) bylo po 24. Z jakiegos podworka ok. 300m przed nami wiszedl czlowiek. Byl on ubrany w dlugi ciemny plasz, a co najdziwniejsze w ręku trzymal kose. Bylo ciemno ale widac bylo kontury. Po drodze jechal jeden samochod i akurat wtedy on zaczal przechodzic na druga strone, ale nawet sie nie rozejrzal. Poźniej wszedl do kosciola.

25.06.2009
21:52
smile
[88]

KaRzInA [ Junior ]

Popytam jeszcze mamy bo ona opowiadała mi kilka takich historii jeszcze. Tylko, że ona tak fajnie opowiada. Wczuć się można po prostu, a ja tak nie potrafię ^^ Ale próbować można.

25.06.2009
22:07
smile
[89]

KaRzInA [ Junior ]

O! Mamcia ma w zanadrzu jeszcze parę opowieści ^^ jak znajdę czas to opiszę (czyli za niedługo mam nadzieję)

25.06.2009
22:15
[90]

Wuuuuf [ Ciekawy & Leniwy FRYZJER ]

A ja kiedyś przegryzłem super glu i miałem wargi sklejone.

26.06.2009
12:30
[91]

KaRzInA [ Junior ]

A ja kiedyś jak kleiłam sobie szafkę (bo rozwaliłam) Kropelką to potem jakoś tak oczy przetarłam i od razu do szpitala :D
Ale do rzeczy!

Listopadowa noc. Moja mama jako mała dziewczynka także i tym razem musiała iść spać bardzo wcześnie. Wieczór poprzedzający tę noc zapowiadał się jak każdy inny. Kolacja, paciorek, siusiu i spać. Jednak sen, który wyśniła tej pamiętnej nocy nie był już taki zwyczajny. Mroczny, owiany tajemnicą sen pamięta doskonale jak rzeczywistość. Dlaczego? Zaraz się dowiecie. Wieczorowy rytuał jak zawsze. Gdy położyła się do łóżka usłyszała pukanie do drzwi. Schodząc na dół z przerażeniem odkryła, że jest w domu sama. Gdzie podziali się rodzice? Gdzie rodzeństwo? Zignorowała ten fakt, jak to mamy zwyczaj robić we śnie. Otworzyła drzwi. Na progu stały trzy ubrane na czarno osoby. Trzy siostry z czwórki rodzeństwa. Przyszły z wiadomością o śmierci ich brata - wuja mojej mamy, a kuzyna babci. Zamknięcie za nimi drzwi jak za pstryknięciem palców wybudziło moją mamę ze snu. Pobiegła na dół. Wszystko w jak najlepszym porządku. Rodzina w komplecie. Opowiedziała o swoim śnie mamie (mojej babci). Nie uwierzyła, bo kto by uwierzył? Dorośli zawsze wierzą w nie to powinni, w nie to co naprawdę istotne, a więc tym bardziej nie kryła szoku, w którym była po otrzymaniu telegramu o śmierci kuzyna. Widząc minę babci, moja mama już nic więcej nie mówiła. Słowa nie były już potrzebne. Po trzech dniach odbył się pogrzeb. Mimo, że nikt nie wspominał o proroczym śnie mojej mamy, wszystkie trzy ciotki podczas całej ceremonii wciąż spoglądały na przerażoną dziewczynkę. Na stypie zapytały jedynie czy jej także przyśniły się tej pamiętnej nocy...

© 2000-2021 GRY-OnLine S.A.