logicznyalek [ Konsul ]
Wodnista substancja
Kiedys w PRLu mama mi robila na deser taka fajna biala, wodnista substancje. Nie wiem jak to sie nazywalo, ale pamietam, ze potrzebne bylo tam białko i cukier. Ktos kojarzy? Bylo to bardzo slodkie i gęste, jadlo sie łyżką.
M'q [ Schattenjäger ]
kogiel-mogiel
logicznyalek [ Konsul ]
Oooo, dzieki!

M'q [ Schattenjäger ]
mariosprinter [ Konsul ]
Lukier?
Ach, niedoczytałem.

ES_Lechu [ Piw Paw Elo 320 ]
dokładnie, wbijasz do szklanki białko i dodajesz cukier i napierdzielasz lyzeczka az Ci odpadnie reka :D wersja brazowa wymaga dodania kakao :D
logicznyalek [ Konsul ]
mariosprinter -> Niee, chodziło o kogiel-mogiel.

rzaba89nae [ WTF!? ]
Ne kogiel-mogiel, tylko pianka z białka jajek, potrzeba z 2 białka, cukier i chyba trochę soli, by się białko ścięło . Kogiel jest z żółtek, a pianka z białek właśnie :)
Tylko trzeba wiedzieć, jak je ubijać, bo może Ci nigdy nie wyjść.
remekra [ Horonrzy ]
Według wikipedii nie wbija się białka, tylko żółtko
logicznyalek [ Konsul ]
rzaba89nae -> moze bylo z zoltek albo calych jajek, nie pamietam. Nazwa zgadza sie.
remekra -> to zdecydowanie to, dziekuje!
M'q [ Schattenjäger ]
Niekoniecznie. Ja np znam wersje zoltko+cukier/zoltko+cukier+kakao.
To bylo do [6] ;p
Łysack [ Przyjaciel ]
ktoś tu chyba myli białko z żółtkiem:)
tak swoja drogą, moja dziewczyna ma taki sweterek w kolorze dobrze ubitego kogla-mogla - na sam widok tego koloru mam ochotę sobie utrzeć to pyszne co nieco:P
maviozo [ Man with a movie camera ]
U mnie mówi się na to kogel-mogel a nie kogiel-mogiel:) i zazwyczaj dodaje do smaku jakiejś wódeczki, kapinkę. Ew. jakiś likierek. O i kakao też.

Volk [ Legend ]
Kurcze a ja nigdy jeszcze nie probowalem tego slawnego specyfiku. Za to obowiazkowo surowe jajeczko do tatara :)
Łysack [ Przyjaciel ]
maviozo -> tylko i wyłącznie łyżeczkę spirytusu :)
Volk -> ostatnio się dowiaduję, że znam osoby, które nie wiedza jak smakuje kebab i paprykarz szczeciński:) Choć sam jestem wegetarianinem, to dania mięsne, które byłem w stanie zjeść mogłem policzyć na palcach jednej ręki - wśród nich są własnie paprykarz i kebab:)

Volk [ Legend ]
Akurat paprykarz i kebab to jedne z najpopularniejszych dan na studiach :)
NewGravedigger [ spokooj grabarza ]
w PRLu to Ci się dopiero palce kształtowały w matce
Pan P. [ 022 ]
Za to obowiazkowo surowe jajeczko do tatara :)
O fuj. Toż to właściwie otwarte zaproszenie dla salmonelli, albo innego cholerstwa pokarmowego. Surowe tylko warzywa i owoce, ale to też po dokładnym umyciu. Surowego mięcha - nigdy, jajka - tym bardziej.
Kogel-mogel raptem z raz w życiu jadłem. Dobre to, ale nie warte ryzyka.

Kłosiu [ Senator ]
Pan P. --> wlasnie z takiej szkoly "mycia wszystkiego" wyrastaja ludzie, ktorzy wystarczy, ze wyjada na drugi koniec Polski, albo co gorsza za granice, i tydzien sraja dalej niz widza ;). Zero odpornosci.
Pan P. [ 022 ]
Kłosiu --> Chyba mnie to nie dotyczy. Kiedyś miałem sranie po owocach morza w Hiszpanii. Po powrocie do kraju okazało się, że dostępne u nas "smakowitości" tego typu powodują u mnie podobne rewelacje żołądkowe.
Wszelkiej maści chińczyki i inne ping-pongi również, choć w Chinach akurat jeszcze nie byłem, by mieć porównanie z tamtejszą wersją.
Poza tym? Przetrwałem dwa tygodnie na typowej, biednej wschodnioukraińskiej diecie domowej. Czytaj, tłuszcz, tłuszcz, tłuszcz i polany jeszcze tłuszczem. A do tego hektolitry gorzały co dzień.
Bez efektu. :-)
Kłosiu [ Senator ]
Pan P. --> no, nie uogolniam. Wiadomo, kazdy ma inna odpornosc, po prostu kilka takich przypadkow widzialem, i na Mazurach, i na Ukrainie wlasnie. Wszyscy jedli to samo, a niektore osoby dwa dni z kibla nie wychodzily ;).

Pan P. [ 022 ]
Kłosiu --> Wiem, wiem. Jeden znajomy również potwornie przeżył Ukrainę. Całe szczęście, że oni panimajet "sraczkę", bo za cholerę nie wiedzieliśmy jak jest rozwolnienie po rosyjsku. :-)