GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Tym razem moje wypociny :)

02.01.2009
22:45
[1]

Konrad Wallenrod [ Pretorianin ]

Tym razem moje wypociny :)

- No chłopcy ! Dzisiaj zdaje się wypijemy sobie tęgo w „Misiu Kudłaczu”!- warknął gruby osiłek, gdy dostrzegł wyłaniający się zza rogu cień. Był to cień wysokiego mężczyzny. Człowiek ten, ubrany był w zwykłą czarną kurtkę. Jego głowę osłaniał, stary, wytarty kapelusz. Plecy nieznajomego chronił długi ciemny płaszcz, który podobnie jak kapelusz, pamiętał lepsze czasy. Koloru jego włosów dojrzeć nie sposób było tej nocy.
- No, zapuszczać się do dzielnicy klasztornej o zmierzchu to niebywale odważny czyn. Opasły łotr uśmiechnął się zjadliwie. – Jak również niebywale głupi. No łachmaniarzu wyskakuj szybciutko ze wszystkiego co tam chowasz za pazuchą albo ja i moi znajomi staniemy się niemili. Bardzo niemili.
Dwóch pozostałych zbójów wyszczerzyło swoje niekompletne uzębienie, jednocześnie wyciągając z pochew miecze.
- Język ci ze strachu w gardle stanął, czy też może jesteś niemową ? – wycharczał gruby bandyta, wpatrując się w znieruchomiałego nieznajomego. - Czekaj no, już my ci się do gardła dobierzemy i ci język rozplączemy dokładnie. Dytryk ! Hefas ! Bić go ! – krzyknął głośno i po chwili dodał – Powoli, tak żeby czuł, że zdycha.
Gruby oprych, licząc na to że przeciwnik jest sparaliżowany strachem, wyprowadził natychmiast mocny prawy prosty. Ku jego zdziwieniu chybił. Nie tracąc czasu, składał się już do kolejnego ciosu ale w tym samym momencie coś chlasnęło go przez obie nogi. Upadł na ziemię, wprost pod nogi obcego. Sapiąc, i łapiąc zachłannie powietrze, podniósł głowę by spojrzeć w oczy obcego. Z jego niebieskich oczu nie wyczytał nic. Zupełnie nic. Zaraz potem błysnęło ostrze, a głowa oprycha, świsnęła w powietrzu i turlając się po ziemi, spoczęła parę metrów od reszty ciała.
Dytryk i Hefas mimo widoku swojego rozdartego kompana, rzucili się na nieznajomego jak wściekłe psy. Mężczyzna szepcząc coś pod nosem, wykonał w powietrzu nieznany im, dziwny gest. Fala magicznej energii runęła na nich jak tajfun i odrzuciła ich daleko w tył wtapiając ich praktycznie w ścianę. Odbili się od niej, wydając z siebie jednocześnie jęk bólu i po chwili, bez ducha, padli na ziemię. Nieznajomy, wcale się nie spiesząc, szedł w ich kierunku. Czuli że się zbliża i po raz pierwszy od wielu lat poczuli uczucie, które mieli czuć tylko inni - strach. Nadaremnie próbowali się podnieść, gdyż ich zgruchotane, połamane kości odmawiały im posłuszeństwa. Ostatnią rzeczą jaką ujrzeli były jego wysokie jeździeckie buty oraz szybkie cięcia metalowej klingi. Głowy oby zbójów potoczyły się wzdłuż ulicy zostawiając za sobą mnóstwo krwi.
- Dziękuję za okazaną mi troskę, ale nic mi nie dolega. – powiedział nieznajomy pakując głowę Hefasa do worka.


Jest wstęp do opowiadania. Tak - dzieje się w świecie wykreowanym przez Sapkowskiego :)

02.01.2009
22:46
smile
[2]

Orl@ndo [ Blade Runner ]

To pozwol, ze sie wepchne na trzeciego. Poczatek: my friend. Reszta: ja.
Inspirowane CoD2 i Szeregowcem.

Na szarym niebie, między ciężkimi granatowymi chmurami wciąż migały serie z działek myśliwców i czerwone smugi płonących samolotów. W dziób barki ciągle siekł deszcz, a uderzające o kadłub fale przyprawiały o mdłości. Wszyscy moi towarzysze broni byli zziębnięci, przygnębienie i na pewno zmęczenie po nieprzespanej nocy. W pewnym momencie ktoś na przedzie zwymiotował za burtę w mroczną toń oceanu. Po nim kolejna osoba i kolejna. Żaden z nas nie miał w sobie ani krzty nadziei, że przeżyje. To będzie sukces, jeśli choć połowy ludzi ze wszystkich barek dotrze do klifów, a garstka wejdzie na nie. Już nie wspominając o czołgach, które mają dopłynąć na plaże, one na pewno utoną.
Przez mgłę zacząłem dostrzegać zarys klifów.
- Zbliżamy się, 30 sekund! Bóg z Wami! - usłyszałem za mną.
- Wspinamy się po kolei, dwa metry odstępu między sobą! Uważajcie, żeby piasek się nie dostał do broni! - wołał porucznik Marshall. Nie, nie ten Marshall, nawet nie spokrewniony z tym sławnym. Po prostu przypadek.- Pamiętajcie, mamy zniszczyć działa i zrobić tyle hałasu ile się da. Nasi ludzie od Utah po Sword na nas liczą.
Siła wybuchu sąsiedniej barki omal nie przewróciła naszej. Słychać było krzyki i odgłosy gaszonego ognia. Sądzę, że ci, którzy się palili żywcem wskakiwali do wody, by w niej utonąć.
Szybko wstałem, z twarzą pokrytą czyimiś żygowinami. Już mieliśmy wychodzić, a połowa z nas dopiero wstawała. Usłyszałem dźwięk pokrętła łodzi, sternik nas wypuszcza. Już czas.

Po tym momencie mało pamiętam. Jedynie kojarzę jak przez mgłę ktoś mnie podniósł z ziemi i pociągnął pod sam klif. Pamiętam, że gdy spojrzałem w lewo widziałem człowieka z wnętrznościami na wierzchu. Ten fragment pamiętam wyraźniej. Trzymał je rękoma, by nie wylądowały na piasku. Wołał po mamę. Nikt mu nie pomógł. Potem znów pustka.

- Wstawaj żołnierzu!
Pewnie jakaś większa część barki go uderzyła w brzuch.
- Wstawaj do cholery!
Ciekawe, czy przebiło go na wylot czy rozgrzany metal palił go od środka.
- Przestań się na mnie gapić tylko wstań i się wspinaj.
Ciekawe co napiszą do jego matki. Pewnie to, że umarł "walcząc za ojczyznę w wojnie z nazistowskim złem" a nie, że umarł z flakami na zewnątrz wołając ją ostatkiem sił. Do tego dołączą pięknie zwiniętą flagę.
Mocne uderzenie w twarz mnie obudziło.
Przede mną stał porucznik Marshall, trzymał mojego Thompsona w jednej ręce, w drugiej swojego. Podniosłem głowę i głupio się spytałem:
- Co?
Marshall się lekko uśmiechnął.
- W końcu kontaktujesz. Bierz gnata i się wspinaj.
Do dziś mnie zastanawia, wokół jest piekło, ludzie giną, palą się żywcem i topią, a on się uśmiecha, bo ja podniosłem głowę i się odezwałem. Niesamowity człowiek.

Cały obolały dźwignąłem się na nogi, wziąłem swojego Thompsona i idąc do liny szybko sprawdziłem czy piasek nie dostał się do mechanizmów. Bo jeśli tak, to szybciej będzie zabrać komuś, kto już nie potrzebuje się bronić, niż rozłożyć i wyczyścić.
W momencie gdy przeładowałem, dosłownie metr przede mną, ktoś wylądował. Z dziurą w czole i pustym spojrzeniem w oczach. Szybko się odwróciłem i zacząłem się wpsinać, bo wiedziałem, że jeśli teraz nie przestanę to już nigdy nie dam rady odwrócić wzroku.
Wiedziałem, że umre. Nawet jeśli nie dziś to jutro. Ale w końcu jakiś szkop mnie ustrzeli.
Chciałem jedynie zabrać jak najwięcej tych skurwysynów ze sobą.

02.01.2009
23:36
smile
[3]

Konrad Wallenrod [ Pretorianin ]

This is the Up

02.01.2009
23:50
[4]

Porucznik Baker [ Chor��y ]

Dobre słownictwo, ale masz drobne problemy z interpunkcją i stylem.
Coś się ludziom udzieliło na to pisanie, mnie też. Wczoraj, gdy czytałem gazetę, nagle we mnie coś strzeliło, rzuciłem gazetę, otworzyłem zeszyt i zanotowałem parę rzeczy do zapamiętania. Potem włączyłem komputer i zacząłem pisać, ochłonąłem dopiero po jakiejś godzinie. Dziś też pisałem, tekst już parę razy przechodził fabularne modyfikacje, ale myślę że całość zmierza w dobrym kierunku. Na razie mam tego 1 i 2/3 strony w a4, mam nadzieję że będzie chociaż z 8. :) Pisanie jest jakieś dziwne- sam nie wiem, co będzie dalej, znam tylko drobny zarys fabuły, ale nie wiem w jakim kierunku to poprowadzić. A kiedyś myślałem, że pisarze od początku wiedzą, jak się to wszystko skończy.
Chciałbym pokazać to na Golu, ale nie wiem czy publikacja całego tekstu jest bezpieczna i czy przypadkiem ktoś sobie tego nie przywłaszczy...

03.01.2009
01:06
[5]

DiabloManiak [ Karczemny Dymek ]

Konrad Wallenrod przykro mi ale cienkie i to bardzo, nie będę wymieniał wszystkiego dam tylko kilka przykładów co jest źle :
miejsce - dzielnice kapłańskie zwykle były rozlokowane w lepszych dzielnicach miast, chronione zarówno przez straż miejską jak i strażników (zdobienia świątyń, kapłani i akolici którzy zaliczali się do elity (umieli czytać i pisać) więc napady w tamtej okolicy to kiepski pomysł wręcz samobójczy

Mentalność i zachowanie bandytów oraz ich wyposażenie - trupy przyciągają uwagę rozpoczyna się niewygodne węszenie więc o ile nabicie kilku guzów i pozbawienie dobytku rzeczą normalną to o tyle mord w dobrej dzielnicy miasta...
kolejną sprawą jest to że bandyci widząc porażkę spieprzali by gdzie pieprz rośnie a ptaki latają tyłem - oni chcą żyć ;)
"uczucie, które mieli czuć tylko inni - strach. " przeciętny bandyta czuje często strach i nie jest to sprawa krepująca , wystarczy strach o to że dostaną się w ręce okolicznego małodobrego..
następna sprawa - broń - miecze są DROGIE i to cholernie to nie jest gra gdzie idziesz do sklepu i kupujesz miecz za kilka symboli, bandyta mający miecz prędzej by się uchlał za jego wartość (i to solidnie przez długi czas) niż napadał (nie licząc faktu że noszenie broni otwarcie po mieście zwłaszcza jako chłopstwo to pewna metoda na zainteresowanie wśród wszystkich obecnych). Do napadów służa pałki i to jest najpopularniejsza broń bandytów. W ramach cen miecz zważ ze biedna polska szlachta posługiwała się kijami bo nie było ich stać na zakup szabli/miecza)

Czas - piszesz zmierzch widać cień - więc idąc od strony światła kolory i szczegóły są trudno widoczne , ZA CHWILE PISZESZ NOC ! :P

Walka - osoba która dostała mieczem po nogach ma albo kikuty albo pocięte kości (chyba ze to lekkie trafienie) stan szoku i bólu jest tak duży że prędzej niż patrzenie w oczy jest szansa na puszczenie zwieraczy i wycie z bólu.. (zwłaszcza w nocy - co on kurde kot żeby widziec kolor oczu? ;) )
"Ku jego zdziwieniu chybił. Nie tracąc czasu," zdziwienie oznacza stratę czasu - bo nie jesteś na coś przygotowany musisz zmienić plan działania
"rozdartego kompana" chyba pociętego - a może miecz zamienił się w kleszcze katowskie, albo pazury bestii że rozdarło a nie pocięło? :)
"głowa oprycha, świsnęła w powietrzu i turlając się po ziemi, spoczęła parę metrów od reszty ciała" głowa swoje waży (i to trochę), dwa nie świszczy lot jest raczej marny, trzy kręgosłup wyhamowuje siłę uderzenia w przypadku słabszego cięcia jest w stanie zatrzymać broń albo spowodować ugrzęźnięcie więc loty i długie turlanie raczej wykluczone ;)
Szok po uderzeniu o przeszkodę zwłaszcza jak połamał kości ;]

słownictwo i zbyt wyniosłe popularne/bezsensowne zwroty -
Co to jest w tamtych (i nawet obecnych) "zwykłą czarną kurtkę"
"zgruchotane, połamane kości " albo tak albo tak to jak masło maślane ;)
"zwykłą czarną kurtkę." a za chwile "Plecy nieznajomego chronił długi ciemny płaszcz" :)
"zmierzchu" a za chwilę "było tej nocy. "
"Fala magicznej energii" zwrot piękny ale sam zwrot "fala energii" jest opisem - jak używasz słowa magiczna to automatem związane jest z czarowaniem :)

i jeszcze trochę

Przykro mi 2/10

Orlando - tu już ciut lepiej ale nie powiem że do kilku fragmentów (o odmianie i błędach nie wspomnę) można się przyczepić solidnie (choćby barka, samoloty, etc ):)


Szczyt hardcoru - ja poprawiający komuś błędy ;]

03.01.2009
10:07
[6]

konr23m [ Konsul ]

dam 3,5/10

03.01.2009
10:14
[7]

Konrad Wallenrod [ Pretorianin ]

Diablomaniak

Dzielnica Klasztorna Wyzimy - pełnią rolę slumsów ... opowiadanko piszę do fanfiction ( ta, opowiadanie dzieje się w świecie wykreowanym przez Sapkowskiego) więc jeśli chodzi o Wyzimę to nie ma podlejszego miejsca ... no może poza Starą Wyzimą ale tam mieszkają tylko zasymilowani nieludzie i trędowaci :P

Co do spójności - ok nie pasuje zbyt zmierzch/noc.
Ci bandyci nie są zwykłymi bandytami. Prawdopodobnie na ich wyposażeniu były również motyki ale woleli używać czegoś konkretniejszego.

03.01.2009
15:24
[8]

Kentril [ fechmistrz ]

DiabloManiak napisał już chyba wszystko. Od siebie tylko dodam:

- No chłopcy ! Dzisiaj zdaje się wypijemy sobie tęgo w „Misiu Kudłaczu”!- warknął
Nie używaj słowa "warknął" w rozmowach - ani to nie pasuje, ani logiczne nie jest - nie można wywarczeć całego zdania. Starczą najprostsze określenia: powiedział, rzucił itp.

Następnie - za dużo powtórzeń - wpadły mi w oko słowa "cień" i "czuć, poczuć", musisz tego unikać. Do tego interpunkcja.
Aha - jeśli chcesz przyspieszyć akcję, wtrąć czasem krótsze zdania, szczególnie, kiedy opisujesz walkę.
Dużo czytaj, ale to chyba oczywiste.

© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.