Recenzje filmów [1]
kiub@ [ Zagubiony ]
Recenzje filmów [1]
W tym wątku będziemy dawać recenzje ostatnio obejrzanych przez siebie filmów (oczywiście nikogo nie zmuszam ;)) A to po to,żeby łatwiej było się zdecydować co obejrzeć ;-)
Kilka zasad:
1. Nie wklejamy recenzji z różnych stron (co najwyżej czytamy je tam)
2. Dodajemy swoje recenzje
3. Pod koniec recenzji podajemy ocenę w skali 1-10
4. Plan recenzji:
a) opis fabuły
b) własne odczucia
c) ocena
5. Stosujemy spoilery
6. Nową część zakładamy w każdy piątek
Przydatne linki:
-
-
Premiery na 29.02.08.r:
- Step Up 2
- Mała Wielka miłość
- Gdzie jesteś Amando?
- Aż poleje się krew
- Chłopiec z latawcem
- Najpierw strzelaj,potem zwiedzaj
Hity tygodnia według kiuby:
- poniedziałek (03.03.08.r) - Lara Croft:Tom Raider - Polsat 21:00
- wtorek (04.03.08.r) Leon Zawodowiec - Polsat 21:00
- środa (05.03.08.r) - Kod dostępu - TVN 22:30
- czwartek (06.03.08.r) - Zabójcza Broń 4 - TVN 21:30
UWAGA!!!
Osoba,która założy nową część ( w piątek oczywiście) aktualizuje listę premier i hity tygodnia od
piątku do czwartku (tam gdzie pisze kiuby zamienić na swój nick)
kiub@ [ Zagubiony ]
Wzgórza Mają Oczy (2006)
Na wstępie podam,żebyście się nie śmiali,ponieważ to moja pierwsza recenzja ;-) A jak już to piszcie co poprawić w przyszłości ;))
Facio z CPN-u na odludziu ma układ z mutantami. A dokładniej co jakiś czas podsyła im ludzi,a oni no wiecie... ;)) A w filmie przyjrzymy się dokładniej rodzinie Carterów (mama,tata,2x siostra,brat,zięć i wnuczka ;)). Została i polecona droga polna przez wzgórza. I ją wybrali. Po pewnym czasie przybijają się im opony i dupa.. trza czekać na pomoc. Ale niw wiedzą co czai się w tytułowych wzgórzach.. Nie wiedzą,że były tam przeprowadzone próby bomby jądrowej..
Film na dobre rozkręcił się w 45-50 min. Wtedy pierwszy raz pokazały się mutanty(mutanci??). Dla mnie w horrorze trzeba się bać. A tutaj się ani razu nie wystraszyłem- co najwyżej "obrzydziłem" ale to też małooo. I było baaaardzo mało akcji (takich większych to może 3)). Końcówka też zjechana:
spoiler start
Gościu zabił jednego mutanta i THE END ;-/
spoiler stop
Ogólnie film zbyt ciekawy nie był. Jakby się postarali to by ten film trwał 2,5h. Przynajmniej były ładne aktorki (Claire i tamta druga),chociaż wszystkiego nie pokazały ;PP. Jak dla mnie 5+/10.
Proszę bardzo.. :)
Łyczek [ Legend ]
Tutaj masz receznję filmu "To nie jest kraj dla starych ludzi". Porównaj recenzję swoją z podaną przeze mnie.
spoiler start
Pościgów przez połowę stanów w kinie widziałem już stanowczo za dużo. Podobnego znużenia nie czuli jednak bracia Cohenowie tworząc „To nie jest kraj dla starych ludzi”. W opinii wielu stworzyli najlepszy film XXI wieku, arcydzieło czy dzieło sztuki. Bzdura.
Niejaki Llewelyn Moss na środku pustyni znajduje miejsce nieudanej transakcji narkotykowej oraz dwa miliony dolarów. Jak każdy prawy obywatel Texasu (albo innego południowego stanu USA graniczącego z Meksykiem) widział w życiu tyle trupów, że widok kilkudziesięciu zamordowanych mężczyzn nie wzbudza w nim najmniejszego zainteresowania, więc jak gdyby nigdy nic wraca do
domu z pieniędzmi. Narkotykowi bossowie nie dają jednak za
wygraną i najmują psychopatycznego mordercę w celu odzyskania zguby. Przypomina mi to fabułę co najmniej kilkudziesięciu filmów.
Zacznijmy jednak od zalet. „To nie jest kraj…” to naprawdę fantastycznie stonowany thrillero-film drogi-film sensacyjny-komedio-dramat etc. I tyle.
Przejdźmy do wad. Przedstawione postacie są skonstruowane w fizycznie wręcz bolesny sposób. Główny zły zdaje się być potomkiem homoseksualnego trójkąta Hannibala Lectera („Milczenie Owiec”), Corkiego Thatchera („Dzień za dniem”) oraz wieśniaka z głębokiego Teksasu. Czasem zdarzy mu się filizować (o tym za chwilę), czasem sprawiać wrażenie głęboko cofniętego w rozwoju lecz zawsze nosi ze sobą butlę ze sprężonego powietrza do zabijania krów. Widziałem wielu fikcyjnych seryjnych morderców którzy swą indywidualność zabawnymi narzędziami, lecz muszę przyznać, że powietrze to naprawdę coś nowego. Głupiego i śmiesznego, ale z pewnością nowego. Główny dobry bohater z kolei w apatyczności nie ustępuje Georgowi Bushowi. Potyka się o trupa i ma to gdzieś, znajduje dwa miliony dolarów i nie okazuje zupełnie niczego, ktoś próbuje go zabić powietrzem i zachowuje się jakby przeżył to setki razy, dziwaki w turbanach rozwalają budynek samolotem i nie
przestaje czytać dzieciom bajek. Równie ciekawe (jeśli nie bardziej
emocjonujące) co ich trwający makabryczne dwie godziny pojedynek zdaje się być oglądanie jak żywica przemienia się w bursztyn. Ustalmy jedno: jeśli fabułę opiera się na postaciach to powinno się uczynić je choć w ogromnym przybliżeniu realnymi. REALNYMI, czyli dającymi widzowi możliwość wczucia się w ich pozycję.
Jeszcze gorsze okazują się być dialogi. Nie mam nic przeciwko wymuszonemu humorowi (w końcu lubię Monty Pythona), ale wszystko ma swoje granice. Już w „American Pie” wszystko wydawało się być naturalniejsze. Niekiedy trwająca kilka minut wymiana zdań zdaje się być jedynie pretekstem do ciętego komentarza. Z równą delikatnością - godną młota kowalskiego - w rozmowy wpleciono pseudo-psychopatyczne groźby. Chigurh (bo tak uroczo brzmiące nazwisko dali mu scenarzyści) plecie, plecie i końca tej błazenady nie ma. Tak, srogie przemowy są fajne. Tak, Anthony Hopkins ględzący o niczym stojąc nad otwartym mózgiem należącym do nadal żywego faceta był uroczy. Udało się to jakoś umiejętnie wpleść w skomplikowaną postać. Cohenowie po prostu zrobili zlepek dziwnie brzmiących frazesów wpakowanych w losowe momenty scenariusza. Owszem, niektóre dialogi są fajne, ale ich obecność w zasadzie ogranicza się do samej końcówki filmu. Przez jakieś półtorej godziny z niesmakiem patrzyłem na początki ruchu warg, bo wiedziałem że zaraz zostanę zaatakowany kolejną bzdurą i znowu wróci niesmak lekko zatarty dłuższą chwilą bez dialogu.
Fatalne jest także aktorstwo psujące do reszty dialogi (albo dialogi
psują do reszty nienajlepsze aktorstwo. Efekt ten sam). Główne skrzypce grają tu Javier Bardem oraz Josh Bralin. Oboje grają w sposób nudny, sztuczny, wydumany, manieryczny i denerwujący. Czysty teatr TV w wykonaniu studentów pierwszego roku. Utalentowanych jak jasna cholera, ale bez żadnej wprawy czy ambicji. Gdy się nie odzywają da się to jakoś zdzierżyć, ale i tak nie jest prosto. Lincoln Burrows ze „Skazanego na Śmierć” miał bardziej rozbudowaną mimikę. Czasem akcja ucieka od głównych bohaterów przenosząc się do szeryfa będącego na ich tropie. Miało to chyba ratować fatalny wątek główny i wprowadzić kolejne dno tej przeintelektualizowanej bzdury. Plany planami, a efekt znowu jest opłakany. Mamy tu dokładnie to samo: marny humor słowny, sztywne dialogi, brak uczuć i emocji które powinno to wszystko u mnie wywołać. Tommy Lee Johnes stworzył co prawda najlepszą kreację w filmie, ale i tak jest marnie. W znacznym stopniu ocenę filmu ratuje sama końcówka. Niespodziewana, ciekawa i intrygująca. Mógłbym wręcz nazwać ją interesującą. Kłopot w tym, że aby go zobaczyć trzeba przetrwać resztę filmu a tego życzyłbym tylko największym wrogom. I to wyłącznie z wrodzonego sadyzmu.
spoiler stop
promilus1 [ Człowiek z Księżyca ]
Najpierw umieściłeś recke w Obcym, a teraz tutaj. Moim zdaniem tamten wątek w zupełności wystarczy i tam możesz wrzucać swoje recenzje.
© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.