GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Dla fanów Archiwum X i zjawisk paranormalnych cz. 2 :)

24.08.2002
13:13
smile
[1]

Requiem [ has aides ]

Dla fanów Archiwum X i zjawisk paranormalnych cz. 2 :)

Jeśli ktoś napisał jakieś opowiadanie w klimatach xfiles lub sience-fiction czy horroru, to niech tutaj zaprezentuje:))
W poprzedniej czesci ( https://forumarchiwum.gry-online.pl/S043archiwum.asp?ID=688538 ) Zaprezentowałem moje 3 opowiadanka, w tym najnowsze i najlepsze - "Hotel" - zainteresowanych odsyłam do poprzedniego wątku:)
Zgodnie z obietnica, na pierwszy post wejdzie "trzecia" część "DeadInstinctu" :)




Z Archiwum X
10ABx06 Dead Instinct III: Ressurection
cz. 3
autor: Requiem
wszelkie prawa ZASTRZEZONE!
---------------------------

OKOLICE WASHINGTONU, GODZINA 23:30
- Go! Go! Go! – zawołał jeden z żołnierzy, który biegł długim korytarzem, jako pierwszy.
Trzej inni, tego samego stopnia wojskowego, biegli za nim. Wszyscy byli uzbrojeni. Gdy dobiegli do „skrzyżowania” dwóch korytarzy, skręcili w ten, z napisem „AMBULATORIUM”. Po chwili zatrzymali się.
- Przygotować się – odezwał się jeden z nich – to będzie ostra sieczka!
Wszyscy żołnierze naładowali broń ostra amunicją. Cofnęli się do rogu, skąd przybiegli. Stanęli, jeden obok siebie...
- na trzy! – zawołał ten, co biegł pierwszy – raz, dwa... – wszyscy przygotowali broń do strzału – trzy!!!
Z luf karabinków maszynowych rozbłysło światło. Żołnierze strzelali w kierunku, z którego biegli. Nie przestawiali. Amunicja powoli się kończyła. W tle, w końcu korytarza słychać było jakieś przerażające jęki i jakby upadające ciała. Mężczyźni nie przestawali. Gdy amunicja się skończyła, przeładowali broń i na nowo zaczęli walić. Wyglądało to tak, jak jakaś gra komputerowa. Gdy dźwięki w tle ucichły, żołnierze przestali strzelać. W korytarzu było pełno dymu. Nagle zgasło światło.
- co do cholery... – powiedział trochę spanikowany żołnierz
- daj mi noktowizjer – rozkazał „dowódca”
„Dowódca”, czyli ten, który biegł pierwszy, wyszedł zza rogu i spojrzał w koniec korytarza przez noktowizjer. Zobaczył mnóstwo ciał leżących przy rozwalonych drzwiach.
- chyba nie żyją – powiedział do innych po dokładnym przyjrzeniu się
Nagle wszyscy usłyszeli dudnięcie za sobą. Coś stało za nimi. Coś co chciało ich zabić, a może tylko zadziałała wyobraźnia, ale skoro wszyscy to usłyszeli? Mężczyźni razem odwrócili się i nagle coś z ciemności rozwaliło czaszkę dla pierwszego, który stał najbliżej, a następnie cos innego zaatakowało ich z drugiej strony. W ciemności było słychać już tylko wrzask przerażenia...

Z ARCHIWUM X
występują:
David Duchovny jako Fox Mulder
Gillian Anderson jako Dana Scully
Robert Patrick jako John Doggett


KWATERA GŁÓWNA FBI, NASTEPNEGO DNIA

Drzwi do biura Archiwum X były otwarte, gdy wszedł w nie Mulder, zobaczył Doggetta stojącego przy metalowych szafkach z napisami „X” na szufladach. Zatrzymał się i zapukał trzy razy palcem w drzwi. Doggett słysząc to odwrócił się.
- witam Agencie Doggett
- Agent Mulder... – powiedział Doggett - ... witam
Mulder wszedł do pomieszczenia i położył swój płaszcz na stojącym obok biurka krześle. Przeszedł obok Doggetta i usiadł na swoje nowe, obrotowe krzesło.
- jakaś nowa sprawa? – zapytał Mulder
- Nie – odpowiedział zamykając szufladę Doggett – przeglądałem stare akta, z ciekawości
W tym momencie weszła do biura Scully. Cała zmoknięta, z parasolem złożonym w ręku.
- ale ulewa... – powiedziała wchodząc – przepraszam za spóźnienie
- cześć – powiedział Mulder, siedząc z nogami na biurku
- witam agentko Scully – dodał Doggett
Scully uśmiechnęła się i zdjęła płaszcz, z którego dosłownie spływała woda.
- chciałbym Ci coś pokazać – powiedział Doggett odchodząc od szafek – znalazłem pewne zdjęcia rentgenowskie
Scully przeszła razem z Doggettem do drugiej części biura, tymczasem Mulder włączył monitor komputera, który jak to zwykle bywa w FBI, był cały czas włączony. Agent wszedł do skrzynki pocztowej, gdzie czekało na niego sporo listów elektronicznych. Kliknął na pierwszy – jego oczom ukazało się zdjęcie nagiej kobiety – to internetowa prenumerata zdjęć z magazynu Irresistible, który prenumeruje. Lekko odwrócił głowę w kierunku pozostałej dwójki agentów, z uwagi, aby tego nie zobaczyli, następnie wrócił do monitora. Drugi list to informacja od kogoś, kto podpisuje się nickiem Ravoc. Po szybkim przeleceniu oczami treści notki, zawołał swoich towarzyszy.
- chodźcie tu, musicie coś zobaczyć!
Doggett podszedł pierwszy, Scully chwilkę potem, po złożeniu zdjęć, które pokazywał Doggett. Mulder odwrócił monitor w ich stronę. Doggett zaczął czytać na głos:
- zdążył się tajemniczy wypadek. Mały oddział żołnierzy został zabity w tajnym laboratorium pod Washingonem, wraz z lekarzami. Po wysłaniu kolejnego oddziału, również ten nie dał znaku życia. Podejrzewam, że testują tam nową broń, lub cos wymknęło się z kontroli. Pisze do pana, bo tylko pan jest w stanie zając się tym. Tylko pan może poznać prawdę i w razie potrzeby ujawnić ją światu.
Doggett oderwał oczy od monitora i dziwnie spojrzał na Scully, a następnie na Muldera
- chyba nie mówisz, że zajmiemy się tym?
- Pewnie to kolejny mój fan chce zrobić sobie jaja i pisze tajny list, a jak już tym się zajmę, przyjadę na miejsce, to jak zwykle nic tam nie znajdę poza karaluchami czy muchami atakującymi ludzi... – powiedział ironicznie Mulder
Scully w tym czasie nie odzywała się. Nagle zadzwonił telefon. Agentka odebrała. Od razu poznała głos w słuchawce – wicedyrektor Skinner
- agentko Scully, proszę zabrać ze sobą Agenta Muldera oraz Doggetta i proszę do mojego biura, natychmiast rozkazał szef
- Skinner chce nas widzieć – powiedziała odkładając słuchawkę
Wszyscy wyszli z biura I udali się do windy. Skinner siedział przy biurku i przeglądał papiery, gdy usłyszał dzwonek.
- Agenci Scully, Doggett i Mulder do pana – powiedziała asystentka przez telefon
- Proszę ich wpuścić
Cała trójka weszła do pokoju. Doggett i Scully usiedli na fotelach, a Mulder stał.
- wezwałem was tutaj w związku z tajemniczym zaginięciem lekarzy i żołnierzy w laboratorium pod Washingtonem – obwieścił Skinner
- Już to wiemy, Sir – powiedziała Scully
- Skąd? – dopytywał się Skinner
- Dostałem dzisiaj anonimowego maila, myślałem, że to zwykły żart – odpowiedział Mulder
- Jak widać nie jest to żart – dodał Skinner – sama góra chce, abyście się tym zajęli
- Góra chce agentów z X-files??? – zapytał niedowierzając Doggett
- Na to wygląda – odrzekł szef – a więc zajmiecie się tym jak najszybciej – dodał, podając akta dla Scully.

GODZINA 10:24 OKOLICE WASHINGTONU

Kałuża, powstała po ulewnym deszczu, rozprysła się, kiedy wjechało w nią koło samochodu. Z błyszczącego Forda Taurusa wysiadł Mulder i rozejrzał się po terenie. Z przodu siedziała Scully, a na tylnym siedzeniu Doggett – on też wysiadł.
- gdzie jesteśmy? – zapytał Doggett
Mulder wyjął mapę okolicy i rozłożył na masce samochodu. Na mapce widniał „X” – miejsce, w którym jest wejście do laboratorium. Scully tymczasem włączyła radio w aucie, trafiła na pogodę
- nasi synoptycy przewidują, że dzisiaj w okolicach godziny 15 nadciągnie do nas ulewa, która szalała dzisiaj w nocy nad stanem Oregon – mówił spiker
Mulder odszedł na chwile od mapy i jeszcze raz rozejrzał się w terenie. Wskazał palcem miejsce naprzeciw siebie
- to musi być gdzieś tam, samochodem nie dojedziemy, musimy się przejść.
Mulder złożył mapę i wsiadł za kierownicę. Wycofał samochód z miejsca gdzie wjechał, a następnie jeszcze raz wjechał, ale trochę bliżej niż był przed chwila, w lepsze miejsce do zaparkowania, niedaleko drzewa. Scully wysiadła z auta, w czasie gdy Mulder wyłączał silnik. On również wysiadł, zamknął samochód i ruszył za Johnem i Daną. Agenci szli przez małe pole. Wszędzie było błoto i rosła zielona trawa. W około był las, który przecinały dwie drogi. Po chwili Mulder zobaczył lekko zagłębione w lesie wejście zbudowane z cementu. Miało kształt sześcianu, a w centralnym miejscu były umieszczone metalowe drzwi. W końcu agenci doszli do wejścia. Drzwi blokowała kłódka. Wokoło nich nie było żadnej tabliczki co to jest. Tak jakby nikt nigdy nie miał się o tym dowiedzieć. Mulder wyjął swój przyrząd do otwierania zamków i wsunął go w kłódkę, podczas gdy Doggett oglądał te wejście ze wszystkich stron. Wymiary to około 4x4x4 metry. Ściany były dobrze osadzone w ziemi. Nagle Mulder otworzył drzwi.
- no i wchodzimy – powiedział Fox
Za drzwiami było mało przestrzeni, kilka centymetrów dalej zaczynały się kręcone, długie schody na dół. Agenci weszli do środka. Mulder przymknął drzwi, a kłódkę położył na podłodze koło nich. Schody były bardzo kręte i wąskie. Wszyscy schodzili wolnym krokiem. Niżej ściany były już obite blachą. Błyszczały w świetle latarki Muldera, który musiał oświetlać drogę, ponieważ światła były tak słabe, że nie widać było dokładnie schodów. Po paru minutach wreszcie dotarli na sam dół. Tam już nie było światła. Agenci włączyli swoje latarki. Mulder otworzył drzwi, które były na końcu schodów, a w tym czasie Doggett oświetlił w około ściany i nagle się zatrzymał
- co do cholery – powiedział zdziwiony
Latarka świeciła na ścianę, po której spływała krew... jednak naprawdę coś się tu stało. Mulder zerknął na plamę, po czym ruszył ze Scully dalej. Doggett również dołączył. Agenci długim korytarzem. Wszędzie nie było światła.
- chyba awaria zasilania? – zasugerowała Scully
Pozostali nie odezwali się, szli dalej. Scully zatrzymała się
- Agencie Doggett, Mulder... – jej latarka oświetlała drzwi z napisem „Zasilanie”
Doggett wszedł do środka i od razu zauważył świecące przyciski. Nacisnął ten z napisem „Power: ON”. Natychmiast włączyło się zasilanie i klimatyzacja. Wszyscy zgasili latarki. Mulder rozejrzał się po korytarzu. Było czysto. Przynajmniej w tej części. Nagle rozbrzmiał jakiś dźwięk. Echo roznosiło go po korytarzu. Był to dźwięk jakby cos uderzało w metalową ścianę. Mulder zaczął szybko biec do przodu. Doggett i Scully biegli za nim. Mulder przysłuchiwał się przy każdych drzwiach. Im dalej biegli, tym dźwięk stawał się mocniejszy. Mulder zatrzymał się przy drzwiach z napisem „Laboratorium”.
- to tu – powiedział szeptem.
Wszyscy wyjęli broń. Mulder staną obok drzwi, a Doggett chwycił klamkę.
- na trzy – zaszeptał Mulder
Pokazał palcami 1...2...3. Doggett otworzył drzwi i natychmiast się oddalił. Mulder wyskoczył zza roku z bronią wycelowaną do przodu. Nikogo nie było. Wszedł do pokoju i usłyszał jeszcze raz walnięcie. Natychmiast się odwrócił i schował broń. Dał znak dla Doggetta, że mogą wejść. Wszyscy ujrzeli... jakiegoś człowieka w lekarskim stroju... z oderwaną ręka. W około było pełno krwi.
- ten człowiek ledwo żyje! – wrzasnęła Scully – musimy zabrać go do szpitala, natychmiast!
Mulder wyjął komórkę, ale była poza zasięgiem. Scully zawiązała rękę dla mężczyzny, ale ten niestety zmarł z wyczerpania.
- poza zasięgiem – powiedział Fox
- już nie trzeba... – dodała Scully
- kto mógł to zrobić – wtrącił Doggett oglądający pomieszczenie
Scully podniosła oberwaną rękę i przyjrzała się końcówce, gdzie została urwana
- na pewno nie człowiek – powiedziała – ta ręka została wyrwana siłą...
Mulder wyszedł przed salę. Skierował się w kierunku końca korytarza. Doggett i Scully oglądali miejsce zajścia, kiedy wrócił Mulder.
- tam na końcu jest przejście do centrum bazy, chodźcie.
John i Dana wyszli z pokoju i udali się za Foxem. Rzeczywiście było to centrum dowodzenia... było, bo wszystko zostało rozwalone. Monitory pobite, komputery rozstrzelane. Chyba nikt nie chciał, aby wydostały się stąd jakiekolwiek informacje. Mulder rozejrzał się w poszukiwaniu jakiś planów tego laboratorium, Doggett ruszył w kierunku wielkich szklanych drzwi, a Scully przeglądała stosy akt, które leżały, jeszcze w całości, na stole w pobliżu jednej ze ścian.
- Jak myślisz, co mogło się tu stać? – zapytał Mulder.
- Nie dowiemy się, zanim nie obejrzymy tego całego miejsca
- Wydaje mi się, że to laboratorium kryje jakiś sekret – wyznał Mulder
Doggett wszedł do jednego z pomieszczeń za szklanymi drzwiami. Tam prowadziły następne drzwi. Po przekroczeniu kolejnych John ujrzał pokój ładnie umeblowany.
- co do cholery? – pomyślał – Chodźcie zobaczyć – krzyknął
Jednak chyba z tej odległości Mulder i Scully nie usłyszeli. Doggett zaczął iść w kierunku wielkiej stalowej szafy, które stała w tym pokoju, gdzie wszystkie meble były drewniane. Nagle nastąpił na dywan, pod którym nie było nic. Zapadł się razem z nim do jakiegoś tunelu, który ostro prowadził w dół. Doggett bardzo szybko zjechał na dół i padając na ziemię jakiegoś ciemnego pomieszczenia, zupełnie bez świateł, stracił przytomność.

GODZINA 12:30

Scully przeglądając akta znalazła dużo materiałów na temat anatomii człowieka. Nie wiedziała po co one tu w ogóle są. Mulder w wielkiej szafie, wśród sterty papierów znalazł wreszcie plan mapy.
- Agencie Doggett, mamy plan tego obiektu! – powiedział, jednak nie otrzymał odpowiedzi – Agencie Doggett ?
Mulder oderwał się od mapy, rozejrzał się wokoło – nigdzie nie było Johna.
- Scully, widziałaś Doggetta? – zapytał
- Nie ma go tu?
- Znikł gdzieś.
Scully wstała od stołu i razem z Mulderem wybrała się na poszukiwania. Weszli przez szklane drzwi do kolejnego pomieszczenia. Stało tu pełno różnych substancji w przeróżnych butelkach, na metalowych regałach.
- Agencie Doggett?! – krzyczał Mulder
Scully i Fox zaczęli sprawdzać każde drzwi – te co wszedł Doggett też... były zamknięte, jak pozostałe w tym pokoju.
- Na pewno nas odnajdzie, jest w końcu agentem – powiedział Mulder
- A jeśli mu coś się stało?
- Na pewno nie, chodź sprawdzimy ta mapę – dodał Mulder
Agenci wrócili do mapy. Przedstawiała ona dokładnie te laboratorium. Po szybkim przejrzeniu mapy, Mulder i Scully weszli do laboratorium za szklanymi drzwiami. Scully zaczęła sprawdzać co jest w tych naczyniach. Nic nie było opisane. Mulder w pewnym momencie zobaczył szklane naczynie w kształcie podstawki pod kubek – było w nim cos metalicznego. Jakby opiłki żelaza.
- Scully, możesz zerknąć na to?
Scully wzięła od Muldera szkiełko i pincetą, która leżała obok mikroskopu wzięła jeden fragment z naczyńka. Położyła na podstawce i ustawiła mikroskop. Jej oku ukazał się mikroprocesor.
- to... mikroprocesor! – rzuciła
- Co oni tu mieli zamiar zrobić – zapytał retorycznie Mulder, rzucając okiem przez mikroskop.
W tym czasie Doggett odzyskał przytomność. Zapalił latarkę i oświetlił sufit. Wychodził z niego kwadratowy otwór, z którego właśnie zleciał. Agent wstał z ziemi i rozświetlił pokój. Przed sobą zobaczył otwarte drzwi. Wszędzie było ciemno. Chyba ten poziom ma również własne zasilanie. Załadował broń na wszelki wypadek. Wszedł w drzwi. Po lewej i po prawej ciągnął się korytarz pogrążony w złowieszczym mroku. Doggett zaczął iść nim przed siebie.
Mulder i Scully, według mapy, kierowali się do windy, która sprowadzi ich na niższe poziomy. W sumie pod sobą mieli ich jeszcze cztery. Idąc prosto korytarzem zauważyli napis „ambulatorium”. Koło roku, gdzie był napis, było dużo krwi. Na podłodze, ścianach i suficie krew. Przy drzwiach ambulatorium leżał kawałek materiału, w kolorze wojskowego ubrania. Również poplamiony krwią.
- mam złe przeczucia... – zwierzył się Mulder
- to samo chciałam powiedzieć – dodała Scully
Agenci przez większy czas byli cicho, aby nie zwrócić kogoś uwagi na siebie. Scully otworzyła drzwi do ambulatorium. Oboje z Mulderem weszli do środka. Było tam wiele słoików z ludzkimi częściami. W centralnej części pokoju zanurzona była ludzka głowa, w innych ręce, mózgi, same kończyny czy serca. Jednym słowem ludzie rozebrani na części.
- może chcieli stworzyć broń biologiczną?
- Gdyby to laboratorium było skażone bronią biologiczna, już byśmy byli martwi – odpowiedziała Scully na pytanie Muldera
Tymczasem parę pięter niżej Doggett szedł ciemnym korytarzem, gdy nagle zapaliły się czerwone światła awaryjne. Coś lub ktoś musiał je włączyć. Nagle na „skrzyżowaniu” dwóch korytarzy przebiegł jakiś cień.
- Nie ruszać się, FBI!!! – wrzasną Doggett – jesteśmy tu z pomocą!!! Nic wam nie zrobimy!!! – dodał
Cień wyszedł zza ściany. Doggett oświetlił go latarką, to jeden z wojskowych szwendał się po korytarzu. John dobiegł do niego.
- co tu robisz w ciemności?
- Oniii tu sssssą – powiedział w szoku
- Kto tu jest? – spytał Doggett
- ONI nassss znajjjdą... zabiją!!! – wojskowy zaczął się trząść z przerażenia
- Kto? O kim ty mówisz? – zapytał zdziwiony – nikt ci nic nie zrobi
- ICH nie da sięęęę powstrzymmmmaććć, przyjddą i wypróją z nasss wszystko!!!
- O czym ty mówisz??? Uspokój się, mam broń, nikt nic nam nie zrobi! – uspokajał Doggett
- Mójjj oddział miał karabiny maszynowe, a nawet granaty, a ONI i tak ich zabiliiiiii!!!! Wypruli im flaki na moich oczach!! Rozumiesz?!?!?! O mój boże teraz zabiją i nas!!!!!!! – wrzeszczał – nic ich nie powstrzyma
Nagle coś huknęło w nieoświetlonym korytarzu. Doggett wyciągną broń.
- To oni!!!!! Boże!!! Zabiją nas!!!!!! – wrzeszczał trzęsący się ze strachu żołnierz
- STAĆ!!! MAM BROŃ!!! – wykrzyknął Doggett do ciemnego korytarzu.
Latarka nie chciała się włączyć, a stukanie, jakby kroki, było coraz bliżej
- BŁAGAM CIĘ!!! Uciekajmy stąd!! Nie przeżyjesz rozumiesz?!?! ONI cię zabiją jak moich kumpli!!!! O mój boże ja nie chce tak umierać!!!!
- STAĆ!!!!! – wrzasną Doggett i zaczął strzelać w ciemność
Jego oczom ukazała się część twarzy tego czegoś, oświetlona przez czerwoną lampę. Miała diabelsko martwe ślepia. Doggett przerażony jak nigdy zaczął wrzeszczeć
- GO! GO! GO!!!
Szybko rzucił się do ucieczki razem z wojskowym, wbiegli do sali w końcu małego korytarza zamykając za sobą drzwi.
- Co to jest do cholery!?!?!!? – zapytał śmiertelnie przerażony Doggett
- To wynikkkk naaaszczyych ekkksperymentów... to my to stworzyliśmy!!! A TERAZ TO NAS ZABIJE!!!!! – zaczął wrzeszczeć wojskowy
Doggett usłyszał stukanie w drzwi. Zaczęło się nasilać. To coś było tuz za drzwiami. John zaczął przesuwać wielką szafę, która stała obok.
- pomóż mi do cholery!!! – wrzasnął do żołnierza
Wojskowy posłuchał rozkazu i razem z Doggettem przesunęli szafę, na której stały różne słoiki, była to właściwie metalowa szafa z półkami. Stuki zasiliły się. W drzwiach pojawiły się wgniecenia. Doggett wyją broń.
- ZGINIEMY!!!! ZGINIEMY!!!! JEZUS MARIA!!!!! – wrzeszczał żołnierz prawie plącząc
Uderzenia były na tyle silne, że w drzwiach pojawiły się dziury. Z małych robiły się coraz większe. Doggett oddał parę strzałów – uderzenia nie zatrzymały się. W końcu z jednej z dziur wysunęła się zakrwawiona ręka. Po chwili z innych to samo. W sumie z drzwi wystawało około 5 zakrwawionych, połamanych rak, które bardzo szybko się poruszały, próbując coś złapać. Ujęcie w ułamku sekundy wróciło na Doggetta, był śmiertelnie przerażony. Jego wyraz twarzy wskazywał, że widzi już swoje życie z drugiej strony...

GODZINA 14:20

Mulder i Scully znaleźli wreszcie windę. Stała już na tym piętrze, więc po naciśnięciu przycisku natychmiast otworzyły się drzwi i zapaliło się w niej światło. Ruszyła w żółwim tempie na dół, kiedy Scully nacisnęła piętro –1.
Na zewnątrz laboratorium zaczęła się burza. Bardzo silnie wiało. Pioruny układały na niebie ładne wzory. O samochód zaparkowany pod drzewem waliły ostro krople deszczu. Nagle silny podmuch wiatru sprawił, że spróchniałe drzewo przewróciło się na samochód miażdżąc mu dach i rozbijając szyby.
Winda zatrzymała się i na wyświetlaczu ukazał się numer –1. Kiedy drzwi się otworzyły, automatycznie zapaliło się światło. Oczom agentów ukazał się mroczny widok. W korytarzu leżały stosy martwych ciał. Wszystko było we krwi. Zapach przypominał dla Scully kostnice, gdzie zwykle miała do czynienia ze zwłokami. Scully wyszła pierwsza i odwróciła ciało, które leżało niedaleko windy.
- Ten dostał kulkę w twarz. Inni jak przypuszczam również zostali zastrzeleni – powiedziała Scully, oglądając zwłoki.
- Musiała tu rozegrać się niezła walka – dodał Mulder – coś w stylu tej sprawy sprzed paru miesięcy... – zauważył
I wtedy go olśniło. Scully również zaniemówiła.
- A gdyby... – zaczął Mulder
- ...potajemnie kontynuowali projekt – dokończyła Scully
- Ale przecież Doggett nie wspominał o innych laboratoriach, Krycek również, ani nikt z kim się spotkaliśmy – przypomniał Mulder
- Masz rację, jednak te ciała, mikroprocesory na górze, plany... wszystko wskazuje, że to jednak prawda
Mulder wstał i rozejrzał się – cały korytarz był w ciałach.

W tym samym czasie piętro niżej przewróciła się szafa, która blokowała drzwi. Nagle ręce wyszły z dziur i wywarzyły drzwi. W pokoju panowała ciemność. Słychać było kroki. Coś weszło do pokoju i zatrzymało się. Słychać było w ciemności oddech. Chrapliwy mroczny oddech... Jednak nic poza tym.

Scully i Mulder szli korytarzem, gdy nagle usłyszeli jakieś głosy. Jakby w sali obok coś się próbowało wydostać. Przez szybkę w drzwiach nic nie było widać, bo prawdopodobnie została zbita lampa oświetlająca. Agenci wyciągnęli broń. Mulder wyją latarkę i szybko otworzył drzwi. Głos dobiegał z góry... nie! Z dołu. Echo roznosiło go po pustej sali. Mulder zaświecił w podłogę. Zobaczył, że jest tam jakaś pokrywa. Pokazał dla Scully – na 3 – Scully kiwnęła głową. Raz, dwa, trzy! – pokazał palcami i otworzył właz. Wyciągnął broń i zaświecił do środka. Był to wojskowy, który był z Doggettem. Cały się trząsł.
- Jezu, on jest w szoku – powiedziała Scully, wyjmując go razem z Mulderem.
A pod nim był...
- Doggett – krzyknęła Scully
- Pomóżcie mi wyjść! Szybko!!! ONI tam są!!! – wrzasną Doggett
Mulder wyciągnął Doggetta. John był cały przerażony. Nie miał broni.
- co się stało?! – zapytał Mulder
- To żyje... cos nas chciało zaatakować... przebiło drzwi!!!
- Widziałeś to? – zadał kolejne pytanie Mulder
- Nie, ale widziałem te trupioblade oczy... nie zapomnę tego do końca życia... prawie umarłem ze strachu... a potem te ręce przebijające drzwi... Musimy stąd uciekać !!!! natychmiast!
- Mielimy dowiedzieć się co się tu dzieje – powiedziała Scully, oglądając żołnierza który nie mógł nic powiedzieć ze strachu.
- Jeżeli stąd nie uciekniemy, to zginiemy!! Nie rozumiesz?!
- Jednak żyjesz – dodał Mulder – więc może i nam się uda
- On nie żyje... – powiedziała Scully – zmarł przed chwilą z wycieńczenia, jeżeli czegoś nie znajdziemy do jedzenia, też tak skończymy
- Ja nic nie zjem – po tym co widziałem nie dam rady – powiedział Doggett
Cała trójka wyszła z sali. Doggett ujrzał na korytarzu pełno trupów...
- to... to... to były trupy tam na dole?! – krzyknął Doggett
- tak podejrzewamy – odparł Mulder.
Nagle nastąpiło wielkie huknięcie, aż ziemia się zatrząsł. Zgasło światło. Po chwili zapaliło się awaryjne.
- mam złe przeczucie – szepnął Mulder
Agenci wyjęli broń, Doggett niestety nie miał – prawdopodobnie wypadła mu piętro niżej. Nagle w sali, z której wyszli, coś mocno uderzyło. Wszyscy usłyszeli jakieś stuki chwilkę potem, w tej samej sali. Mulder i Scully skierowali broń w tą samą stronę.
- uciekajmy, to nic nie da!!! Sam widziałem, go, go, go!!! – wrzeszczał Doggett
Mulder i Scully posłuchali i rzucili się do ucieczki, gdy nagle coś złapało Muldera za nogę. Mulder upadł.
- nic mi nie jest! Biegnijcie – odparł, będąc pewien, że potknął się o zwłoki.
Spojrzał na but – trzymała go ręka trupa z ziemi, który nagle zaczął się poruszać. Podniósł głowę i zaczął pełznąć w tył razem z Mulderem.
- Ratunku!!!!!!!!!!! – Scully i Doggett usłyszeli wrzask partnera.
Natychmiast zawrócili. Mulder wyją broń i zaczął strzelać w rękę trupa. Niestety ten nie puszczał. Mulder wcelował w nadgarstek, jednak gdy wystrzelił, trup szarpnął nim tak, że kula trafiła w stopę agenta.
- aaaaaghhhhhh!!!! – wrzasnął Fox
- Mulder!!! – słychać było głos Scully w oddali
W pokoju, gdzie spotkali Doggetta, zaczęły się otwierać powoli drzwi. Scully dobiegła do Muldera i przerażona zaczęła strzelać w rękę trupa, aż odstrzeliła ją. Doggett również dobiegł. Wzięli razem Muldera pod ramiona i zaczęli iść. Doggett odwrócił się, a z sali wyszedł cały obleśny, z odpadająca skórą i odstrzeloną szczęką trup...
- szybko!!! – krzyknął Doggett
Mulder wspomagał ich jedną nogą. Agenci kierowali się do klatki schodowej zostawiając za sobą żywe trupy. Gdy dobiegli do drzwi prowadzących do schodów okazało się, że są zamknięte. Doggett wziął broń Muldera i zaczął strzelać w zamek, gdy nagle z korytarza obok wyłonił się kolejny trup. Jego głowa wisiała na kręgosłupie, na piersi. I w tej samej chwili udało się otworzyć drzwi. Cudem wybiegli przez nie na schody. Niestety prowadziły tylko na dół.
- idziemy na samo dno! Piętro niżej też są trupy – mało co mnie nie zabiły – powiedział Doggett
Wszyscy zeszli na dół. Mulder mocno krwawił, słabł. Doggett otworzył drzwi i kiedy dam weszli, okazało się, że jest to magazyn. Od broni wszelkiego rodzaju do małych bomb – wszystko tu było. Doggett posadził Muldera na krześle. Spojrzał na zegarek – dochodziła 17. Scully zdjęła but dla Muldera i zaczęła opatrywać ranę. Doggett wszedł głębiej. Znalazł spawarkę, więc natychmiast pobiegł zaspawać drzwi klatki schodowej.
- Co ty robisz?! – krzyknęła Scully
- Zaspawam drzwi, aby nie dostali się tutaj – odparł
- A jak się wydostaniemy? – zapytała
- Jest jeszcze winda – powiedział wskazując w przeciwnym kierunku – ale żeby nią wyjechać, musimy dobrze się uzbroić.
Doggett zabrał się za spawanie drzwi. Kiedy zakończył same drzwi, zabrał się za przyspawywanie do nich innych rzeczy z pokoju. Mijały minuty... po godzinie barykada była gotowa. Stopa Muldera przestała krwawić. Scully znalazła baniak z wodą, więc nalała wszystkim, aby się napili. Doggett po wypiciu kubka wody poszedł szukać broni. Znalazł dwie strzelby i karabinek maszynowy. Wszystko położył koło krzesełka Muldera. Po chwili wrócił jeszcze z ponad 10 bombami zegarowymi – zbudowanymi na bazie plastyku, co daje dość spory wybuch.
- a więc tak – zaczął Doggett – mam plan. Wysadzimy to całe piekło w cholerę! Rozłożymy ładunki tu, na dole, co spowoduje wielka eksplozje i zawalenie się całego laboratorium. Jestem pewien, że na górze są inne materiały wybuchowe.
- Będzie coś w stylu nowego roku – zażartował oszołomiony Mulder.
- Mulder, weźmiesz broń? – zapytał Doggett
- Ciekawe jak... jak nawet kubka nie mogę podnieść...
- Dana, co z nim jest? – zapytał o ekspertyzę Doggett
- Doznał wstrząsu i z lekka wykrwawił się, ale dojdzie do siebie – odparła
- No to zaczynamy, Mulder, zostań na chwilę sam
- Jak zwykle... – odpowiedział.
Doggett i Scully zaczęli rozkładać ładunki.
- Na ile minut nastawić?! – krzyknęła pytaniem Scully
- Walnij 15 – odparł Doggett
Scully poustawiała swoje bomby na 15 min, tak samo jak Doggett. Po chwili wrócili do Muldera. Nagle coś zaczęło walić w drzwi. Ostre huki słyszalne były od strony klatki schodowej
- już czas – powiedział Doggett
- pomóż mi podnieść Muldera – poprosiła Scully
Cała trójka udała się do windy. Po chwili winda zjechała na dół. Drzwi otworzyły się. Odliczanie już trwało – tak samo nastawił sobie Doggett na zegarku i na 2 bombach, które wziął ze sobą. Zostało –12 minut. Scully wcisnęła przycisk z napisem 0 i winda ruszyła z miejsce w żółwim tempie. Doggett naładował broń. Muldera chwilowo usadzili na ziemi. Gdy przejeżdżała przez piętro –2 naglę szybkę w drzwiach rozbiły zakrwawione ręce próbujące coś złapać. Doggett skorzystał z okazji i wrzucił do środka bombę. Gdy winda już była miedzy piętrami, ucięło ręce te, co wystawały. Krew prysnęła na Muldera. Fox przymknął oczy. Winda wjeżdżała na piętro –1. Pozostało czasu –10 min. Nagle winda zatrzymała się między piętrami.
- Co jest?! – wrzasnął Doggett
Ktoś wyłączył prąd w windzie. Niewiele zostało czasu do wybuchu.
- Musimy uciekać!!! – krzyknęła Scully
Doggett podniósł Muldera i wysadził go na piętro –1. Następnie sam wyszedł i podał rękę dla Scully. Winda drgnęła. Scully przerażona zabrała ręce.
- podaj mi rękę nim winda spadnie!!! – krzyczał Doggett
Nie zauważył, że w jego stronę szły trupy. Wreszcie Scully podała rękę, i nagle winda spadła obcinając dla Scully... obcas od buta. Agenci odwrócili się, a przed nimi ukazał się korytarz oświetlony na czerwono, pełen trupów, które zmierzały w ich stronę. Doggett szybko wziął Muldera i wskazał drzwi obok siebie
- tędy przedostaniemy się na górne piętro!!!
Wszyscy weszli do pomieszczenia. John zdjął klapę na suficie, do przejścia, które prowadziło na górny poziom. Scully w tym czasie zamknęła drzwi, do których chwile potem zaczęły dobijać się jęczące trupy.
- Mulder!!! Musisz się podciągnąć!!! Tam masz małą drabinkę, chwyć się jej i zacznij się wdrapywać – krzyczał Doggett – szybko!!!
Mulder ostatkiem sił złapał drabinkę, a John wypychając go na górę, pomógł mu wyjść.
- Dana, teraz ty!
Scully złapała się drabinki i również weszła na górę i otuliła Muldera, bo był w szoku. Doggett wychodził jako ostatni, kiedy trupy wyważyły drzwi i złapały wychodzącego Doggetta za stopę.
- nieeee!!! – krzyknęła Scully i chwyciła Doggetta za rękę
Ciągnęła z całych sił. Piętro niżej John kopał w rękę trupa, aż wreszcie puściła i szybko się wydostał. Zerknął na zegarek
- minus sześć minut!!!!! Jazda!!!!
Oboje ze Scully wzięli Muldera pod ręce i wychodząc z sali natknęli się na trupa. Zablokował im drogę. Doggett wyciągnął strzelbę i przyłożył do oczu umarlaka
- nażryj się! – powiedział oddając strzał
Trup bez połowy głowy upadł na ziemię. Doggett wziął ponownie Muldera i wraz ze Scully, która była bardzo przerażona i prawie nic nie mówiła, zaczęli biec. Gdy byli już w laboratorium Scully zatrzymała się i położyła ostatnią bombę... –4 min.
- musimy uciekać !!! – krzyknęła
Znów długim korytarzem oboje zaczęli biec, niosąc Muldera. Następnie po schodach w górę. Gdy już wycieńczeni wchodzili na najwyższe schody Mulder, który już lepiej kojarzył, zerknął na podłogę, przy drzwiach
- zostawiłem tu kłódkę! – powiedział
- to znaczy... – jęknęła Scully i szybko podeszła do drzwi – zamknięte!!!! – wrzasnęła!
- CO!?!!?! – nie mógł uwierzyć Doggett
- Ktoś nas zamknął!!!!!!!! – krzyczała przerażona Scully
Doggett zerknął na zegarek
- została niecała minuta!!!!!
Doggett popatrzył na karabin, który Scully trzymała w ręku.
- Mam pomysł – zaczniesz strzelać w miejsce gdzie jest kłódka, a ja ci będę w tym pomagał strzelbą
- Jak to się uda, to możesz na mnie liczyć – powiedziała Scully
- Na 3 – odparł Doggett
Raz, dwa, trzy pokazał palcami. W tym momencie Scully zaczęła strzelać. Doggett przeładował strzelbę i również strzelał. Po chwili drzwi puściły. Scully rzuciła broń i wzięła za fraki Muldera. Doggett jej w tym pomógł i zaczęli biec z ciągniętym Mulderem. Nagle wszystkim wstrząsnął wielki wybuch. Ognia nie było jeszcze widać. Ziemia zaczęła się trząść jakby nastało trzęsienie ziemi. Ulewny deszcz i błoto utrudniało ucieczkę dla agentów. Nagle pojawił się i ogień. Wejście do bazy wyleciało w powietrze na jakieś 40 metrów. Wielka ściana ognie wydobyła się ze środka bazy. Agenci upadli uderzeni podmuchem wybuchu. Po chwili to co zostało z wejścia opadło na pobliski lasek.
- udało się... udało się! – zaczął szeptać Mulder
- udało się... – potwierdziła Scully
Doggett, leżąc na ziemi, wyją komórkę i wybrał numer 911
- Tu agent John Doggett z FBI. Zdarzył się wypadek...


SZPITAL MIEJSKI W WASHINGTONIE, TRZY GODZINY PÓŹNIEJ


Scully weszła do sali, w której leżał jej partner. Miał nogę w gipsie. Scully usiadła przy nim, jednak Mulder spał. Postanowiła go nie budzić. Nagle usłyszała pukanie. To Doggett. Odeszła od łóżka i podeszła do Johna.
- Jak on się czuje? – zapytał
- Kula na szczęście nie spowodowała dużego urazu, za parę dni dojdzie do siebie. Niestety teraz jest nieprzytomny, bo stracił trochę krwi, a poza tym był w szoku.
- Wiesz, że ta sprawa miała związek z tą sprzed paru miesięcy? No wiesz... projekt ożywiania trupów jako super-żołnierzy – zapytał
- Domyślam się, ale jeżeli to prawda, to zostaliśmy wystawieni
- Jestem tego prawie pewien, chyba ktoś z GÓRY chciał nas raz na zawsze usunąć. Może zbytnio zbliżyliśmy się do prawdy? – zasugerował Doggett
- Prawda istnieje, trzeba tylko wiedzieć, gdzie jej szukać – rzekła Scully
- Właśnie to zamierzam zrobić, właśnie jadę do Skinnera
- Po co? – zapytała
- Porozmawiać o tej całej konspiracji... mam tego dość!
Doggett zerknął ponownie na Muldera i wyszedł z pokoju. Scully wróciła na krzesełko do łóżka.


KWATERA GŁÓWNA FBI, 21:30


Drzwi windy otworzyły się i wyszedł z nich wkurzony Doggett. Biuro było już opustoszałe, ale z parkingu widział światło w biurze Skinnera. Udał się prosto do gabinetu szefa i bez namysłu otworzył drzwi.
- Co to ma być?! Wysłał nas pan na samobójczą misję!!! I co najgorsze wiedział pan o tym!!!!!! – Doggett zaczął wrzeszczeć do Skinnera, który właśnie coś ogłaszał
- Żądam, abyś natychmiast stąd wyszedł agencie Doggett!!! – powiedział podniesionym głosem Skinner
Doggett bardziej wkurzony wszedł do pokoju i zobaczył, że przerwał jakieś ważne zabranie, w którym uczestniczyła GÓRA.
- no pięknie... My prawie zginęliśmy a tu się urządza zebrania?!!? – wrzasnął
- A co panu chodzi - wstał jeden mężczyzna od stołu – o ta sprawę z laboratorium?
Doggett popatrzył na siedzących przy stole – byli zdziwieni, nie wiedzieli o co chodzi.
- A jak myślałeś?!!? To Ty zleciłeś nam to zadanie!!! Ty wysłałeś nas na samobójczą misje!!!! To nie ciebie ścigały trupy!!!!! – mówił bardzo podniesionym głosem Doggett
- Zaraz zaraz, proszę się uspokoić!! O jakie panu chodzi trupy? Kolejny wymysł Agenta Muldera?
- O TY SUKINSYNU!!!! – rzucił do gościa – Ty o wszystkim wiedziałeś, chciałeś nas zlikwidować!!!! Czemu?!! Za bardzo zbliżyliśmy się do zdemaskowania waszego spisku?!?! A może po prostu byliśmy wrzodem na dupie?!?!?! Czemu nie wyjąłeś broni i nie zastrzeliłeś nas po prostu!?!?! Aaa tak... lepiej było nas wysłać do tego laboratorium a potem ogłosić, że zginęliśmy w akcji...
- Agencie Doggett... – próbował uspokoić Skinner
- Nie chcę odznaki, nie chcę broni – powiedział wyjmując to i rzucając na stuł – chce dopaść Cię i wreszcie poznać prawdę!!!
John schylił się i podniósł swoja broń.
- Agencie Doggett !!! proszę niczego nie próbować!!! – ostrzegał Skinner
- Masz tu broń!!! – krzyknął rzucając w najwyższego urzędnika FBI bronią – zastrzel mnie jeżeli tak bardzo chcesz mojej śmierci!! No dalej!!! Niech wszyscy dowiedzą się kim jesteś!!!! – wrzeszczał dalej
Doggett zwrócił się do Skinnera
- czego mam nie robić? – powiedział – ja tu już skończyłem
Doggett wyszedł z pokoju, kiedy usłyszał strzał. Natychmiast zawrócił. Mężczyzna odpowiedzialny za los Scully, Muldera i Doggetta popełnił samobójstwo na oczach zebranych, co potwierdza wersje Doggetta.
- Tu Skinner, dyrektor FBI, proszę o karetkę, zdarzył się wypadek
Doggett stał przy stole nic nie mówiąc. Skinner podszedł do niego.
- na jutro rano chce mieć dokładny raport – powiedział – a teraz wyjdźmy na chwilkę
Skinner i Doggett wyszli przed biuro, kiedy wbiegli sanitariusze.
- jesteś pewny, ze to wszystko co mówiłeś, to prawda?
- Na 90% tak – odpowiedział
- Jeżeli tak, to jesteśmy na krawędzi zdemaskowania spisku wewnątrz FBI, tak jak kiedyś podejrzewał Mulder – powiedział Skinner
- Na jutro rano dostanie pan dokładny raport o zajściu w laboratorium oraz o moich podejrzeniach co do spisku.
Doggett wyszedł z sali, gdzie został Skinner i udał się do windy.


KWATERA GŁÓWNA FBI, DZIEŃ PÓŹNIEJ


Doggett spóźniony wszedł do biura, gdzie czekała już Scully.
- przepraszam za spóźnienie, byłem u Skinnera – powiedział
- Jakieś rewelacje? – zapytała Scully
- Pierwsza dobra nowina, to ta, że nie wywalą mnie z roboty – uśmiechnął się – ponieważ moje zarzuty zostały potwierdzone.
- Jak to?
- Chyba mamy kogoś, kto stoi za nami z FBI – odpowiedział
- Skinner? - Zapytała Dana
- Nie... to musi być wysoka szycha. Dowiedziałem się również od Skinnera, że gość, który wczoraj popełnił samobójstwo, po tym jak go ochrzaniłem, podpisał umowę o produkcje tych super-żołnierzy w latach 70! On także uruchomił laboratorium, gdzie wczoraj o mały włos nie zginęliśmy. Niestety nie wiem kto jeszcze stoi za tym wszystkim, ale czuje, że niedługo prawda wyjdzie na jaw – dodał
Scully zaskoczona trochę oskarżeniami, powiedziała
- na pewno wyjdzie na jaw, prędzej czy później...


EXECUTIVE PRODUCER
CHRIS CARTER




dziękuje za uwagę:)

24.08.2002
13:41
smile
[2]

Kade [ Senator ]

O Boże znowu polubiłem czytać. Dzięki Requiem. Więcej ,więcej........ . Jesteś wielki.

24.08.2002
13:43
smile
[3]

Requiem [ has aides ]

hehe:) ciesze sie, ze kogos nawrocilem do czytania:)) za jakis czas wkleje jeszcze jedno opowiadanko, ale baaardzo stare, sprzed prawie 2 lat, zrobione w formie scenariusza:)

24.08.2002
13:51
smile
[4]

Kade [ Senator ]

Niewiem jak inni ale ja już niemogę się doczekać!!!!

24.08.2002
15:16
smile
[5]

Requiem [ has aides ]

Obiecany scenariusz:) Z Archiwum X Xx15 Product Imagination autor: Requiem wszelkie prawa ZASTRZEZONE! --------------------------- VIRGINIA, DOM FRANKA DRACKA, GODZ 22:30 [Pan Frank Drack leży w swoim łóżku i patrzy na sufit. Jest zmęczony po całym dniu pracy. Zamyka oczy. Nagle nad nim pojawia się wielka krwawa ośmiornica z jednym zielonym okiem [widok okropny]. Po chwili Frank otwiera oczy, a ośmiornica znika. Frank przez parę sekund zapatruje się przed siebie, a następnie ponownie zamyka oczy.] VIRGINIA, PARK PRZYJAŹNI, GODZ. 22:30 [Na ławce przy alejce siedzą młodzi ludzie , całują się. Nagle nad ich głowami pojawia się ośmiornica z domu Drack'a. Młodzi tego nie zauważają. W pewnej chwili nażeczona przestaje całować.] Chłopak: Co jest? [Dziewczyna ma zamknięte oczy.] Chłopak: No co, ja tak przecież całuję. [Dziewczyna otwiera oczy i chłopak zauważa, że są jakieś dziwne, białe jak u trupa. Mężczyzna zaczyna krzyczeć] Chłopak: Ludzie ratujcie!!! [Kobieta łapie mężczyznę za głowę, zamyka oczy. Chłopak nie może się poruszyć, wrzeszczy z bólu. Ona telepatycznie wypala mu mózg. Gdy kobieta kończy, partner pada martwy na ziemię, ośmiornica znika.Kobieta staje się znów normalna, zupełnie nic nie pamięta, nie rozpoznaje chłopaka. Wszystkie ślady znikają. Dziewczyna odchodzi.] DOM DRACK'A 22:32 [Frank otwiera oczy i uśmiecha się] THE X-FILES THEME KWATERA GŁÓWNA FBI, PARĘ DNI PÓŹNIEJ, GODZ. 10:00 [Fox Mulder siedzi sam w biurze, ponieważ obydwoje mają dzisiaj wolne, ale on przyszedł, i czyta nowe wydanie "Nagiej Kobiety" Po przejrzeniu paru interesujących stron, Mulder rozkłada duży plakat i uśmiecha się widząc piękne ciało. Nagle dzwoni telefon. Fox odkłada pismo i odbiera aparat.] Mulder [przez telefon]: Mulder. Rozmówca [ przez telefon]: Cześć, to Frank Drack, nie wiem czy mnie pamiętasz... Mulder [przez telefon]: Chodziliśmy kiedyś razem do szkoły, co cię do mnie sprowadza? Frank [przez telefon]: Dość dziwna sprawa, jestem policjantem w Virginii, ale pierwszy raz spotkałem się z takim czymś. Słyszałem, że prowadzisz tak zwane Archiwum niewyjaśnionych zjawisk, więc postanowiłem skontaktować się z tobą. Mulder[przez telefon]: Miło mi, ale o co chodzi? Frank[przez telefon]: A więc parę dni temu chłopcy z naszego wydziału znaleźli trupa, więc wezwali mnie, bo trochę znam się na tym. I przyjechałem. To co zobaczyłem zatkało mi dech w piersiach. Nie tylko ten młody człowiek został zabity w Parku Przyjaźni, ale też nie miał mózgu. Gdy tego młodzieńca oglądałem, jego głowa wyglądała tak, jakby jakaś niewidzialna siła spaliła mu mózg od zewnątrz. Mulder[przez telefon]: To naprawdę dziwne. Czy znaleźliście jakieś ślady? Frank[przez telefon]: Nie. Ani odcisków palców, ani śladów DNA, nic co umożliwiałoby identyfikację napastnika, jeśli był nim człowiek. Mulder[przez telefon]: Co sugerujesz? Frank[przez telefon]: Kiedyś czytałem o podobnych przypadkach, tylko że na krowach. Myślę, że zrobili to kosmici. Dlatego zgłosiłem się do ciebie, podobno jesteś ekspertem. Mulder[przez telefon]: Dobrze trafiłeś, ale abym mógł stwierdzić, że zrobili to obcy, to muszę obejrzeć miejsce, gdzie go znaleziono, oraz ciało. Frank[przez telefon]: No to przyjeżdżaj. Mulder[przez telefon]: Ok, będę tam wieczorem. [Mulder odłorzył słuchawkę i podszedł do szafki z aktami X, z której wyjął jedną teczkę, widniała na niej data 23.04.1968, i numer sprawy X84568756723. Podszedł z nią do biurka. Otworzył akta i wyjął z nich zdjęcie rentgenowskie, na którym widoczne było prześwietlenie czaszki, w której nie było mózgu. Po przejrzeniu akt Fox postanawia zadzwonić do Scully, ale nie po to, by prowadziła z nim sprawę, ponieważ on chce chociaż raz sam rozwiązać jakąś ciekawą sprawę, tylko aby ją poinformować, że wyjeżdża. Mulder podnosi słuchawkę i wykręca numer do Scully.] Automatyczna sekretarka[przez telefon]: Tu Dana Scully, nie ma mnie chwilowo w domu, zostaw wiadomość, a napewno oddzwonię, miłego dnia, dziękuję. [Mulder rozmyśla się, odkłada słuchawkę i udaje się do wyjścia] 24 POSTERUNEK POLICJI W VIRGINII, OSIEM GODZIN PÓŹNIEJ [Mulder wchodzi do windy, która znajduje się w budynku policji, naciska przycisk z numerem 7. Winda rusza. Po dojechaniu na 7 piętro Mulder kieruje się do wydziału zabójstw. Rozgląda się wokół siebie i zauważa Franka. Drack też go zauważa i podchodzi do niego. Frank: Fox, witaj. Mulder: Wolę Mulder, witaj. Frank: Chodź, pokażę Ci zdjęcia z miejsca zbrodni. [Frank prowadzi Muldera do swojego biura] Mulder: Jak tu czysto, wcale nie przypomina to mojego biura. Frank[pokazując na krzesło]: usiądź. Mulder: No więc, co masz? Frank[wręczając zdjęcia Mulderowi]: Jedna ofiara, chłopak 25-letni, został znaleziony przez naszych ludzi w parku. Nie ma mózgu, mógł zostać wypalony, ale jak, nie wiemy. Mulder: Czy coś jeszcze? Frank: Nie mam pojęcia. Mulder[wyjmując akta zza płaszcza]: Akta numer X84568756723, bardzo podobna sprawa z przed 30 lat, mózg został wypalony bez otwierania czaszki. Frank: Akta X, czy to coś z archiwum, które prowadzisz? Mulder: Tak, czy mogę obejrzeć ciało. Frank: Jeśli ci to odpowiada, dobra, czemu nie. Frank: czy w FBI pracujesz sam? Mulder: Nie z partnerką. Frank: to czemu ona nie przyjechała? Mulder: Pewnie ma inne sprawy na głowie. Mulder: To chodźmy obejrzeć chłopaka. BLOK, W KTÓRYM MIESZKA MULDER, GODZ. 18:30 [Scully przychodzi do mieszkania Muldera. Puka do drzwi, ale nikt nie otwiera. Zdziwiona, że Muldera nie ma w domu, otwiera drzwi swoim kluczem i wchodzi do pokoju. Jest zdziwiona, bo zawsze gdy mają wolne w pracy, tak jak dziś, to Mulder jest w domu. Przy komputerze zauważa kartkę. Podnosi ją i czyta: "Scully, wyjechałem w ważnej, jak mi się zdaje, sprawie do Virginii. Chodzi o dziwne morderstwo, nie mam czasu aby wyjaśniać. Gdy przyjadę, to o wszystkim powiem, a teraz lepiej abyś jak najmniej wiedziała, bo pomagam koledze ze szkoły i lepiej, abym był sam - Mulder" Scully jest zaskoczona zachowaniem partnera, zabiera kartke i wychodzi] KOSTNICA MIEJSKA W VIRGINII, GODZ. 19:09 Strażnik kostnicy: Dzisiaj przywieziono jego ciało, koroner nie robił jeszcze sekcji zwłok. Możecie obejrzeć ciało. Mulder: Dzięki. Strażnik: Zaprowadzę was tam. Załóżcie maseczki, on bardzo śmierdzi. Frank: Dobra. [Biorą maseczki i udają się za strażnikiem do pomieszczenia z lodówkami. Podchodzą do klapy z napisem Jack Borion. Strażnik otwiera drzwiczki] Straznik: To on. Mulder: Nie wiedziałem, że on się nazywał Borion. Frank: Ja też, w raporcie tego nie było. [Mulder spogląda na ciało. Zagląda przez oczodoły, nic tam nie ma.] Mulder: Nic nie ma w czaszce, mózg został wypalony w nieznany sposób. Frank: To już mówiłem. Mulder: Będzie trzeba załatwić sekcję. [Mulder i Frank kierują się ku wyjściu, strażnik zamyka lodówkę] KWATERA GŁÓWNA FBI, GODZ 20:30 [Scully szuka na biurku Muldera jakiejś wiadomości, odsłuchuje automatyczną sekretarkę, nic nie znajduje. Wychodzi z biura i idzie do windy. Po wyjściu z niej udaje się do Skinnera] Sekretarka Skinnera: Umówić panią? Scully: Jest on wolny? Sekretarka: Tak, jest przecież 20:35. Scully: Dziękuje. [Wchodzi do biura Skinnera] Skinner: Co pani chce Agentko Scully? Scully: Czy Mulder nie mówił panu dokąd idze, nie mogę go znaleźć. Skinner: Przecież macie wolne, może gdzieś wyjechał, odpocząć. Scully: Powoedziałby mi. Skinner: Niech pani idzie do domu, macie tydzień urlopu, proszę go nie zmarnować. Scully: Dziekuje [Scully kieruje się do wyjścia, Skinner spogląda na nią] MOTEL "KISS ME" W VIRGINII, GODZ 23:50 [Mulder leży na łóżku i czyta akta tej sprawy. Przegląda również akta Archiwum X, o tej samej sprawie z przed kilkunastu lat. W pewnej chwili dostrzega słowo "ośmiornica". Odkłada nowe akta i bierze do rąk akta X. Czyta parę linijek, a następnie te same słowa "Duża krwisto-pomarańczowa ośmiornica ukazała się sprawcy podczas zabijania tego człowieka. Sprawca zeznał tak na przesłuchaniu w MAIAMI. Nadal nie wiadomo jak on zabijał. Nie było żadnych dowodów, aż do chwili, gdy sprawdziliśmy dokładnie DNA pozostałości po mózgu. Nie wiemy jak to możliwe, ale było tam DNA sprawcy." Mulder zainteresował się tym. Zaczą czytać dalej.] DOM FRANKA DRACK'A, GODZ 1:30 [Frank próbuje zasnąć, ale nie może. Cierp na bezsenność. Zamyka oczy. Nad łóżkiem pokazuje się obłok światła. Z tego obłoku wynuża się ośmiornica. Frank Wyobraża sobie człowieka, sportowca trenującego w nocy na jakimś boisku, biegającego wokoło boiska] BOISKO MIEJSKIE, VIRGINIA, GODZ 1:30 [Widać sportowca trenującego bieganie. Jest gwieździsta noc. Mężczyzna ćwiczy przed jutrzejszym meczem. Nagle pada da ziemię. Ukazuje się krwista ośmiornica. Mężczyzna łapie się za głowę, wrzeszczy w niebogłosy. Widać, że przez usta wylatuje mu dym, spod rąk cieknie krew. Nagle oczy pękają i wylewa się przezroczysty płyn razem z krwią. Nagle usta się mocno rozszeżają i wypływa mózg, palący się. Mężczyzna nadal krzyczy. Nagle wszystko rozświetla jasne światło. Wszystkie dowody znikają, ośmiornica też, zostaje tylko człowiek bez mózgu] DOM FRANKA DRACK'A, GODZ 1:35 [Frank otwiera oczy, wstaje i siada na brzegu łóżka, uśmiecha się] DOM SCULLY, WASHINGTON, GODZ 6:28 [Scully leży na łóżku, czyta książkę, nagle dzwoni telefon. Scully podnosi się i odbiera telefon] Scully [przez telefon]: Scully. Głos [przez telefon]: Scully, to ja. Scully [przez telefon]: Mulder, gdzie jesteś ??? Mulder [przez telefon]: w Virginii Scully [przez telefon]: Co tam robisz ??? Mulder [przez telefon]: pomagam przyjacielowi w pewnej sprawie, ale teraz potrzebuje twojwj pomocy Scully [przez telefon]: W jakiej sprawie ? Mulder [przez telefon]: po drodze ci opowiem, zarezerwowałem bilet dla ciebie, spodkamy się w Virginii. Scully [przez telefon]: Dobra, ale wszystko musisz mi wyjaśnić. Mulder [przez telefon]: do zobaczenia w Virginii [Scully słysząc w słuchawce trzask odkładanego telefonu, położyła swój] LABORATORIUM FBI, WIRGINIA, GODZ 10:30 [Mulder ogląda ciało kolejnej ofiary, kiedy zjawia się Frank] Mulder: O cześć Frank: Cześć Mulder: Kolejne zwłoki, znaleziono go dziś rano na stadionie miejskim, miał wypalony mózg. I znowu brak śladów. Frank: Brak ? Mulder: Ani jednego. Chociaż sądzę, że w głowie jest DNA sprawcy. Frank: jak to możliwe, przecież nie ma śladów, że sprawca zbrodni miał kontakt z ofiarą. Mulder: I to jest to. Kilkanaście lat temu było podobnie, gość bez mózgu, albo innych organów. Po przeprowadzeniu szczegółowej sekcji okazało sie że była tam DNA sprawcy. Nikt nie wie jak tam się znalazła, a gość który cudem przeżył, mówił, że widział wielką krwistą ośmiornicę. Frank: [spokojnym głosem] to jest nie możliwe. Mulder: Możliwe, ludzie którzy w ostatnich latach wyjeżdżali do Azji nauczyli się mieć zabójcze wizje, które zabijały ludzi. Frank: Zabijały ? Mulder: Na przykład jakiś facet wyobraża sobie dzieciaka biegającego po podwórku, wyobraża sobie jego śmierć, a ten dzieciak umiera naprawdę. Tylko nie wiem, jak DNA się znalazło w ich głowach, ale tam jest. [Frank bez słowa wychodzi z laboratorium] LABORATORIUM FBI, WIRGINIA, GODZ 16:24 [Mulder już ze Scully idą korytarzem do głównej sali laboratorium] Scully: Serio myślisz, że takie coś jest możliwe ? Mulder: Tak, zbadaj dokładnie to DNA, a ja zajmę się Frankiem. Scully: Ok, a co z nim Mulder: Znalazłem jego nazwisko w grupie ludzi lecących do Azji. DWIE GODZINY PÓŹNIEJ Scully [do mikrofonu]: Po skończonej sekcji mogę potwierdzić wersję agenta Muldera. Mózg został spalony w czaszce, ale nie potrafię wyjaśnić w jaki sposób. W czaszce znajdują się tylko strzępy mózgu i... [pauza] ... DNA Franka Dracka... GODZINA 18:40 BUDYNEK FBI W VIRGINII [Mulder jeszcze raz czyta akta sprawy, gdy nagle dzwoni jego telefon komórkowy] Mulder [do telefonu] : Mulder. Scully [przez telefon] : To ja. Mulder [przez telefon] : Co znalazłaś ? Scully [przez telefon] : Miałeś rację. Mózg został spalony w środku czaszki, ale nie mam pojęcia jak. Mulder [przez telefon] : A sprawdzałaś DNA ? Scully [przez telefon] : Tak, jest to DNA... Mulder [przez telefon] : ...Franka Scully [przez telefon] : Skąd wiedziałeś ? Mulder [przez telefon] : Przypuszczałem... Muszę kończyć... nadchodzi Frank. [Mulder odkłada słuchawkę w tym czasie, w którym Frank wchodzi do pomieszczenia] Mulder: Witaj. Frank: Cześć. Mulder: Dobrze się czujesz ? Frank: Dlaczego pytasz ? Mulder: Mam teorię, w której głównym punktem jesteś Ty. Frank: Chyba żartujesz. Mulder: Nie, siadaj. [Frank siada na krzesło] Mulder: potrafisz sterować wyobraźnią, w ten sposób zabiłeś tych ludzi. Frank: O czym ty mówisz, gdzie miałbym tego się nauczyć ??? Mulder: W Azji, latałeś tam prawie co miesiąc. Jestem pewien, że tam się tego nauczyłeś. Przykro mi, ale muszę cię aresztować... [Frank patrzy na Muldera. Nagle Mulder spada z krzesła. Nie może się ruszyć. Frank zamyka oczy. Biurko i krzesło się odsuwają nad Mulderem pojawia się krwista ośmiornica.] DROGA NUMER 653, GODZINA 18:58 [Scully jedzie samochodem i próbuje dodzwonić się do Muldera] Centrala: Abonent czasowo nie... Scully: Cholera. BUDYNEK FBI W VIRGINII [Mulder nie może się poruszyć, nagle wszystkie meble, które są w pokoju lądują na ścianie nad Mulderem. W bluzie Muldera zaczynają się rozpinać guziki. Koszula się zrywa i na ciele powstają dwie duże rysy. Mulder krzyczy, gdy nagle wbiega Scully jest przerażona. Chwyta ręką Franka, ale on jest jakby w transie, nie może go dobudzić. Nagle Mulder się unosi i jakaś siła uderza nim o ścianę. Scully strzela w Dracka, on pada na ziemię. Mulder też. Nagle meble ze ściany spadają... ... na Muldera. traci on przytomność. Scully natychmiast do niego podchodzi. Odsuwa potężne szafki. Mulder ma złamaną rękę. Złamanie otwarte i cały jest poobijany. Scully natychmiast wyjmuje telefon i dzwoni pod 911] 10 MINUT PÓŹNIEJ [Scully jedzie karetką z Mulderem. Podłączają mu kroplówkę. Nagle serce zatrzymuje się... Lekarze natychmiast podejmują akcję rozruchu serca. Widać Muldera wychodzącego z ciała. Unosi się w powietrzu, jest mu wygodnie. Widzi swoje ciało, lekarzy i płaczącą Scully. Jakiś głos każe mu opuścić to miejsce. Nagle zostaje wciągnięty do czarnego długiego tunelu ze światełkiem na końcu. W pewnej chwili zatrzymuje się. Pojawia się jakby 3-wymiarowy telewizor. Mulder dostrzega, ze w nim widać jego całe życie. W tle jakiś głos mówi, ze nie jest to jeszcze czas i Fox spowrotem wraca do ciała. Serce rusza.] TYDZIEŃ PÓŹNIEJ, SZPITAL MIEJSKI W WASHINGTONIE [Scully odwiedza Muldera] Mulder: Miło, że wpadłaś... Scully: Jak się czujesz ? Mulder: Jakoś żyję i mam darmową kablówkę. [Scully się uśmiecha] Mulder: W karetce przeżyłem coś niesamowitego... Scully: Niesamowitego ? Ja przeżyłam koszmar... myślałam, że cię stracę... Mulder: Ja byłem tam... po drugiej stronie... teraz wiem, że umierając nie musimy się niczego obawiać... Tamten świat jest o wiele lepszy od tego. [Scully uśmiecha się i całuje Muldera w czoło, następnie wychodzi. Mulder zostaje na łózku. I rozmyśla... zamyka oczy...] KWATERA GŁÓWNA FBI MIESIĄC PÓŹNIEJ [Mulder i Scully są w biurze Skinnera, zdają raport] Skinner: Agencie Mulder, więc twierdzi pan, że ta sprawa z Frankiem Drackiem jest zamknięta do końca ? Mulder: Zgadza się. Skinner: Nie widziałem jeszcze żadnej sprawy zamkniętej do końca przez pana. Mulder: Ta sprawa jest całkowicie wyjaśniona. Skinner [do Scully]: A co pani o tym samym sądzi ? Scully: Frank posiadł zdolność materializowania swojej wyobraźni. Nie nauczył się tego, a raczej przeją od kogoś w Chinach. Były pogłoski, że w jednym z Chińskich miast atakuje ludzi zły duch. Skinner: Duch ? Agentko Scully ? Scully: Tak. Ale Drack nie żyje, więc nie ma czego się teraz obawiać. [Widzimy teraz Muldera, patrzy cały czas na Scully. Nie porusza oczyma ani powiekami. Obraz staje się czarno-biały, a zaraz znów kolorowy] Skinner: Agencie Mulder. Czy ma pan coś do powiedzenia na zakończenie ? Mulder: Nie, nic, Sir. Scully: Mulder ? Mulder: Sprawa zamknięta. [Mulder wstaje i wychodzi] Scully [do Skinnera]: Mulder ostatnio wiele przeszedł... Skinner: Wiem, przydałby mu się dłuższy urlop. [Scully wstaje i wychodzi] MIESZKANIE MULDERA, GODZINA 20:38 [Mulder leży na kanapie i ogląda telewizję, nagle słyszy pukanie do drzwi, podnosi się i idzie otworzyć] Mulder [widząc kobietę]: słucham ? Kobieta: Jestem z agencji dla panów. Mulder: Proszę wejść. [Kobieta wchodzi, Mulder zamyka za nią drzwi] Kobieta: Więc... Mulder [zdejmując koszulę]: Wiec ? Kobieta: ... co robimy Mulder [rozbiera się]: Jak to co ? Kobieta [zaczyna się rozbierać]: a rozumiem... MIESZKANIE MULDERA, GODZINĘ PÓŹNIEJ [Mulder wstaje z łóżka i idzie do łazienki. My widzimy najazd na łóżko. Całe jest we krwi. Leży tam kobieta z otwartym brzuchem, a wnętrzności leżą na podłodze. Widok obrzydzający. Wraca Mulder. Zabiera swoje ubranie z sypialni, ubiera się i wychodzi] CIĘCIE PIĘTRO NIŻEJ [Żona sąsiada z dołu zauważa na suficie czerwoną plamę.] Sąsiadka: Kochanie, chodź na chwilę. Sąsiad: Co takiego ? Sąsiadka: Sprawdź co to jest. Sąsiad [sprawdzając palcem plamę]: To... krew... dzwoń pod 911 MIESZKANIE MULDERA GODZINA 8:09 [W mieszkaniu jest pełno policji. Podobnie jak w odcinku Redux. Wchodzi Scully.] Scully: Gdzie ona jest ? Policjant [wskazujac na drzwi sypialni]: Proszę tędy. [Scully wchodzi do pokoju. Oglada łóżko. Odkrywa materiał z dziewczyny. Odwraca się do policjanta.] Scully: Czy coś takiego mógł zrobić człowiek ? Policjant: Tak, a dokładnie Fox Mulder. Scully: Pracuję z nim, on nie byłby do tego zdolny. Policjant: A jednak... Scully: Co przez to pan rozumie ? Policjant: Na kobiecie są odciski palców pani partnera. LABORATORIUM MEDYCZNE FBI, 5 GODZIN PÓŹNIEJ [Scully jest w trakcie przeprowadzania sekcji zwłok, cała dziewczyna jest jakby zmielona] Scully [do dyktafonu]: W brzychu ofiary jest pustka. jelita i oegany wewnętrzne zostały wyrwane. Z czaszki zostały strzępy. Brak mózgu. [Scully popatrzyła na ciało. Następnie włożyła spowrotem do lodówki] DWORZEC KOLEJOWY W WASHINGTONIE [Widać mężczyzne śpiącego pod kartonem. Nagle wstaje. To Mulder. Widzi nadjeżdżający pociąg. Idzie w stronę torów. Pociąg hamuje. Mulder wsiada. Po paru minutach pociąg rusza.] 2 GODZINY PÓŹNIEJ [Konduktor sprawdza bilety. Idzie w stronę Muldera, który stoi w korytarzu.] Konduktor: Bileciki do kontroli [Mulder się nie odzywa] Konduktor: Hmm Bileciki do kontroli [Mulder odwraca głowę.] Mulder: Nie mam Konduktor: Czego ? Biletu ? [Mulder gapi się na niego] Konduktor: Proszę ze mną [Mulder idzie] konduktor: Będzie miał pan kłopoty [w przejściu między wagonami Mulder uderza konduktora po twarzy. Ten pada na ziemie. Mulder zaczyna odczepiać wagon Odłącza rury i kable. Widać, że pociąg pędzi bardzo szybko. Nagle wagon się odłącza. Oknduktor ląduje na szynach. Mulder zmierza w stronę Lokomotywy. Po dojściu na miejsce zabija brutalnie kierowców. Przebija im czaszki rurą od wagonu. Krew tryska. Mulder siada na miejscu jednego z kierowców i dodaje gazu. Pociąg pędzi maksymalną prędkością. Koła prawie wyskakują z szyn, ale na szczęście droga jest prosta. Mulder idzie do drzwi. Otwiera je i wyskakuje z pociągu na trawę. Widzimy, że pociąg pędząc wyskakuje z szyn, przewraca się i spada ze skały. Widać wielki wybuch. Mulder otrząsa się i idzie pieszo do Virginii.] VIRGINIA 15 GODZIN PÓŹNIEJ [Mulder dociera do Virginii. (Akcja zaczyna się dziać tylko wokół Muldera ‹Jak w odcinku Hungry wokół Rob'a›) Fox idzie do Departamentu policji, gdzie pracował Frank Drack. Wchodzi do jego biura. Siada na krzesło. Rozgląda się wokoło. Zdejmuje bluzkę. Na plecach widać coś w krztaucie półksieżyca. Widzimy teraz jego klatkę piersiową. Coś pod nią jest. Porusza się. Nagle widać, że skóra się podnosi i opuszcza. Mulder rozrywa sobie skórę nożem, który znalazł znalazł w biurku. Nie krzyczy przy tym. Widać, że jest tam niezidentyfikowane stworzenie. Fox wyjmuje je ręką. Widok jest okropny. Zabija stworzenie. Nagle jego skóra zrywa się z piersi. Widać żebra. Muldera to nic nie boli. Z klatki piersiowej wydobywa się swiatło. Kamera przenosi sie na ulice. Widać tam, że cały budynek świeci białym światłem. Po chwili światło gaśnie Policjanci wbiegają do biura Dracka. Całe jest spalone.] DOM FRANKA DRACKA 1 GODZINĘ PÓŹNIEJ [Mulder leży na łóżku Franka z rozpiętą koszulą. Patrzy się w sufit. Z rany na brzuchu sączy się krew. Mulder zamyka oczy.] BUDYNEK DEPARTAMENTU POLICJI W VIRGINII [Widzimy budynek z zewnątrz. Nagle wylatuje w powietrze. Wybuch jest ogromny. Wszystko w promieniu mili zniszczone.] DOM FRANKA DRACKA [Mulder otwiera oczy. I ponownie je zamyka, ale tym razem do snu] GODZINA 6:30 [Obraz się rozjaśnia. Mulder otwiera oczy. Całe łóżko jest we krwi. Nagle słychać wykopywanie drzwi. Mulder wstaje. Wbiegają antyterroryści. Wycelowują karabiny w Muldera. Wchodzi Scully. Mulder zuca się na nią, ale jeden z Antyterrorystów obezwładnia go. Scully zwraca uwagę na ranę Muldera. On patrzy na nią jak szatan. ‹minę ma taką jak w odcinku How The Ghosts Stole The Christmas›] Scully: Mulder... SZPITAL PSYCHIATRYCZNY W WASHINGTONIE DWA DNI PÓŹNIEJ [Mulder budzi się. Ranę ma zaszytą. Wstaje i siada na łóżku. Za szybą sali stoi Scully z lekarzami.] Scully: Jak on się czuje ? lekarz: Słabo. Scully: Co mu dolega ? lekarz: Nikt nie wie. Musimy go tu potrzymać. Ma przed sobą jeszcze rozprawę sądową. Scully: Jak on to mógł zrobić ? lekarz: ja bym nie był pewien czy to on, ale wszystko na to wskazuje. Scully: można z nim pomówić ? lekarz: raczej nie... najwyżej przez mikrofon. Scully: Dobrze lekarz: to mikrofon, on bedzie wszystko slyszał Scully [Do mikrofonu]: Mulder... ? [Mulder słysząc ten głos rzuca się do szyby. Rozbija ją i chwyta Scully. Wciąga ją przez szybę. Uderza pięścią po twarzy. Dana traci przytomność. Lekarze wbiegają. Mulder rzuca się na nich jak dzikie zwierze. Nagle inny lekarz bierze krzyż ze ściany do ręki. Mulder zwraca się w jego stronę. Mężczyzna wyciąga rękę z krzyżem. Mulder pada na ziemię. Scully otwiera oczy i widzi całą scenę. Traci przytomność. Mulder też.] NASTĘPNY DZIEŃ [Scully tym razem za kratami obserwuje Muldera. Przychodzi lekarz.] Lekarz: Powiem co o tym myślę. Myślę, że pani partner jest... Scully: ... opętany przez demona. Lekarz: tak Scully: Widziałam to z krzyżem. Skąd pan wiedział ? Lekarz: Miałem już kiedyś taki przypadek. Pacjent opętany przez diabła. Scully: Ktoś mu pomógł ? Lekarz: Gość też zabijał. pomógł mu pewien egzorcysta. A pacjent został uniewinniony przez sąd. Scully: Jaki to kapelan ? Lekarz [wskazując na księdza, który idzie korytarzem]: oto on [Lekarz spogląda na Scully] Kapelan [Do Scully]: mam złą wiadomość Scully: co o co chodzi ? Kapelan: On teraz poluje na panią. Scully: Co ? O czym pan mówi ? Kapelan: Tak to prawda. Scully: Skąd pan to wie ? Kapelan: Widze jak na panią patrzy, czuje to w jego umyśle. Scully: Do się go oczyścić z Demona ? Kapelan: tak, ale to będzie bardzo trudne. [Scully się odwraca. Mulder stoi przy kratach. Patrzy się na Scully.] [Kapelan trzymając krzyż sypie w Muldera tajemniczym proszkiem. Mulder traci przytomność] POMIESZCZENIE ZA KAPLICĄ MIEJSKĄ [Scully jest przed kaplicą, ponieważ nie wierzy w takie rzeczy. Stoi tam też brygada policji. Mulder jest razejm z księdzem, ale jest przywiązany do stołu i rozebrany do pasa. Ksiądz odprawia modły. Mulder otwiera oczy. Nie wie co się dzieje. Ksiądz podchodzi do Muldera. Fox próbuje coś powiedzieć, ale nie może otworzyć ust. Ksiądz rozrywa ranę na brzuchu. Teraz to Muldera boli, ponieważ jak był nieprzytomny, to połowa obrzędów już przeszła. Fox wrzeszczy. Krew się sączy. Ksiądz smaruje ranę jakimś płynem. Bierze garść tajemniczego proszku i wkłada rękę do rany, głęboko. Zostawia proszek we wnętrzu Muldera. Przytrzymuje ranę dłonią i obsmarowuje ją płynem. Rana się goji. Następnie ksiądz smaruje całą klatkę Muldera tajemniczym gęstym płynem. Nagle Mulder zaczyna krzyczeć, a następnie traci przytomność.] 2 GODZINY PÓŹNIEJ [Policja stoi nadal. Z kaplicy ktoś wychodzi. Ubrany do pasa Mulder. Scully natychmiast do niego przybiega.] Scully: Mulder... Mulder: Scully... Scully: Dajcie tu koce, on jest już normalny !!! Mulder: Ja... Ja.... Scully: Nic nie mów... wszystko będzie dobrze [Muldera zabierają lekarze, którzy też byli na miejscu. Scully wchodzi do kaplicy. Idzie na zaplecze. Zaplecze całe jest we krwi. na stole Scully zauważa kartkę: "Demon został wygnany, skończyłem pracę, żegnaj"] MIESIĄC PÓŹNIEJ MIESZKANIE MULDERA [przychodzi Scully. Mulder otwiera jej drzwi.] Mulder: Wchodź Scully: cześć Mulder: cześć [siadają obydwoje na kanapie] Mulder: Co się ze mną działo ??? Scully: Nic nie pamiętasz ? Mulder: Nic Scully: Opętał cię demon. Zabiłeś parę osób, ale sąd cię uniewinnił... na moją prośbę i wyjaśnienie moje i świadków. Mulder: Co się właściwie stało ? Scully: Chcesz to wiedzieć ? Mulder: Tak, opowiadaj od początku Scully: Od początku ? Mulder: No od miejsca, gdzie spadły na mnie meble w biurze Franka Dracka Scully: Dobrze, a więc, jak wbiegłam.... [kamera zaczyna się oddalać. Obraz ściemniać] SZPITAL PSYCHIATRYCZNY W WASHINGTONIE [Lekarz zaatakowany przez Muldera jest sam w swoim biurze. Idzie do magazynu szpitalnego. Szuka czegoś. Zdejmuje bluzkę Bierze w rękę skalpel...] KONIEC To tyle z moich opowiadanek:) Wklejałem je nie pokolei, ale chyba to nic:) Narazie jestem w trakcie pisania 2 części premiery mojego wirtualnego sezonu:) moge wam wkleic zwiastun części pierwszej (żeby podsycic oczekiwanie): ZWIASTUN Xx01: – to jest Peter Watts – przedstawia Mulder Takiego opowiadanie nie znał nikt - Ciało przesłała nam lokalna policja z Annapolis. Ciężka sprawa - powiedział koroner do Scully Twoje najgłębsze lęki urzeczywistniły się - jak długo ciało mogło pływać w tej przenośnej lodówce? - zapytała Scully, odkrywając zwłoki Jeżeli boisz sie prawdy, nie czytaj tego - to dziecko zmarło z powodu odcięcia główki. Prawdopodobnie żyło, kiedy morderca odcinał ręce. [mówi Koroner, scena jak ktoś otwiera lodówkę, z echem zamka w tle] a jeżeli chcesz przeżyć szok, przygotuj się na najgorsze - kiedyś, kiedy nie pracowałem z MillenniuM, gdy byłem agentem FBI, jakieś dzieciaki zadzwoniły do nas, że znalazły lodówkę turystyczną ze zwłokami dziecka w środku... [mówi Watts] - Jednak uczucie podniecenia pojawia się znowu, i znowu trzeba zabić, jednak w innym rejonie, aby nie zostać złapanym. [mówi Mulder, scena w garażu, ktoś rozbija krzesło o samochód] Zło czai się wszędzie - słyszałem u pani jakieś krzyki [sąsiad do Scully, odgłos walącego pioruna i zakrwawiona kobieta na ziemi, odgłos dwóch uderzen, znany z serialu MillenniuM] Premiera sezonu Archiwum X tylko na https://requiem.and.pl

24.08.2002
15:40
smile
[6]

Kade [ Senator ]

To już koniec więcej nie będzie?

24.08.2002
15:50
smile
[7]

Hebron [ _)V(_CaRboN ]

jeszcze nie przeczytałem tamtego...ale fajnie ze są inne bo to jest very cool :) ide po popkorn i kole i zabieram sie do czytania :)

24.08.2002
16:12
smile
[8]

Requiem [ has aides ]

Kade: beda jeszcze 2, jak skoncze pisac... moze jutro?:) beda w przyszlosci takze inne:)

24.08.2002
16:15
smile
[9]

Kade [ Senator ]

Czekam z niecierpliwością.

24.08.2002
18:05
smile
[10]

buba [ Cuckoo For Caca ]

Requiem: Mogę prosić autograf?

24.08.2002
19:00
smile
[11]

ainaval [ Konsul ]

Requiem - wczoraj jak skonczylem czytac, lezac w ciemnosciach przez jakis czas dziwnie sie czulem HEHE (mowa o THE PEST HOTEL) Swietna robota, ale tak jak mowisz - wymaga troche dopracowania (powtorzenia i styl niektorych zdan) Szkoda, ze jutro wyjezdzam, reszte przeczytam dopiero we wrzesniu. KEEP UP THE GOOD WORK! I sprobuj gdzies to wyslac (jakies pisma) na pewno Cie gdzies wydrukuja! :)

24.08.2002
20:36
smile
[12]

Requiem [ has aides ]

ee nie przesadzajcie:)) takiego czegos by raczej nikt nie wydał:)

24.08.2002
20:40
smile
[13]

Requiem [ has aides ]

btw: tu jeszcze promo "hotelu" :)))

24.08.2002
20:46
smile
[14]

Kade [ Senator ]

Requiem mylisz się te opowiadania są naprawdę dobre. NAPRAWDĘ!!!!!!! Wyślij je warto spróbować.Może nie pożałujesz.

24.08.2002
20:48
smile
[15]

Requiem [ has aides ]

tak, tylko... gdzie? :) of kors wysłał bym tylko jedno, te najbardziej dopracowane - czyli "hotel" bo pozstałe moze i sa ciekawe, ale maja sporo bledow i sa krotkie, a jakos narazie nie chce mi sie ich poprawiac

24.08.2002
20:59
smile
[16]

Kade [ Senator ]

Zobacz tutaj:

24.08.2002
23:47
smile
[17]

Requiem [ has aides ]

ee nie znam tego serwisu wogole:)))

24.08.2002
23:53
[18]

Requiem [ has aides ]

a tu finalna wersja "Hotelu", przygotowana specjalnie do wydruku itp:)

25.08.2002
00:09
smile
[19]

ainaval [ Konsul ]

to jeszcze raz ja :) ostatnie wpisy przed wyjazdem. Nooo, wersja "Hotel..." teraz to co innego... Pozostaje jedna kwestia, choc moze zrobiles to celowo - skoro akcja jest umieszczona w USA, to nie lepiej np. temperature czy czas (godziny) podawac po "amerykansku"...? Choc moze dla polskiego czytelnika tak jest latwiej... hmmm... nie wiem, po prostu tknal mnie ten "Celsiusz" :) Podobnie ten "ford"... moze troche za sucho... imo (podkreslam, ze imho :) moze warto napisac "... samochod - 3-letni ford taurus na rzadowych numerach..." - a moze nawet dodac cos takiego: "agent (...) lubil ten porzadny, amerykanski woz, mocna konstrukcja na ramie... nie to co to japonskie badziewie... To przez japonski import jego ojciec 20 lat temu stracil prace w Detroit, w fabryce GM... gdyby nie stypendium i ciezka praca, nigdy nie ukonczylby uniwersytetu... ziewnal i wrocil do terazniejszosci..." heh troche moze przesadzilem, ale cos takiego... wydaje mi sie ze moze przyblizyc troche postac... wskazac jakies cechy charakteru (pracowitosc, poglady) Zreszta nie wiem, nie znam sie, a to TWOJE opowiadania. W kazdym razie drukuje finalna wersje "Hotel..." Trzymaj sie!

25.08.2002
00:17
smile
[20]

Kade [ Senator ]

Requiem nie chcę się powtarzać ale opowiadanie jest naprawdę dobre. Musisz to wypuścić na światło dzienne.Gwarantuje że ludziom się spodoba. Ja od jakiś ładnych paru lat nie lubiałem czytać poprostu mnie to nudziło. Ale gdy przeczytałem kilka zdań twojego "dzieła" to mnie wciągnęło. I bardzo mi się spodobało. Oby tak dalej. Powodzenia.

25.08.2002
00:20
[21]

Annihilator [ ]

Requiem - lubie krótkie opowiadania - więcej więceeeeeeeeeeeeeeeeeeej :)

25.08.2002
00:49
smile
[22]

Requiem [ has aides ]

ainaval: dałeś mi do myślenia:) opisałem nieco postać agenta: "(...)Dostał nową sprawę. Wprawdzie jeszcze nie wiedział, czy to jest sprawa do Archiwum X, ale Mulder i Scully wzięli dłuższy urlop, po stracie syna, więc teraz on wszystkim się zajmuje. Całe szczęście, że sprawa dotyczyła jakiejś tajemniczej epidemii w Atlancie, a nie kosmitów, czy potworów morskich. Agent zawsze myślał trzeźwo i trzymał się regulaminu. Nie wierzył w istoty pozaziemskie, tak samo jak w połowę przypadków z Archiwum, które przejrzał krótko po tym, jak ponad rok temu został przydzielony do współpracy z agentka Scully. Nie chciał pójść tą samą drogą, która zgubiła jego kolegę – Foxa Muldera. Nawet partnerka Muldera zaczęła wierzyć w zjawiska nadprzyrodzone, po tym, co spotkało jego partnera latem 2000 roku. Teraz wyglądało na to, że Doggett przejął schedę po agentce Scully. Po roku wspólnej pracy, Doggett nadal zachował zimny osąd sprawy. Dlatego szef posłał go do Atlanty. Potrzeba było im twardego mężczyzny, który umie zachować się w każdej sytuacji... szczególnie takiej jak epidemia. Samochód gładko jechał po mokrej nawierzchni... krople deszczu rozbijały się o przednią szybę samochodu, a wycieraczki nie nadążały za nimi. W oddali John zauważył światła.(...) "

25.08.2002
01:16
smile
[23]

Requiem [ has aides ]

Annihilator: lubisz krótkie opowiadanka? Mam cos dla ciebie, hehe to napisałem 3 lata temu, na lekcji religii:)))))) uwaga... Bloody KWATERA GŁÓWNA FBI, WASHINGTON DC, GODZ. 5:00. Jack Stricke, agent FBI ma przerwę w pracy, więc idzie do WC. Po załatwieniu potrzeby myje ręce. Nagle zabrakło wody. Kiedy jack próbuje odkręcić mocniej kran jakaś wielka macka łapie go za głowę i zaczyna ciągnąć w stronę dziurki, którą woda spływa. Macka jest cała we krwi. Jack nie daje się, aż w końcu traci siły i zostaje wciągnięty do umywalki. krew rozpryskuje się na ściany. GODZINA 8:00. Na miejsce przybywają agenci Mulder i Scully. Mulder ogląda umywalkę, a Scully przygląda się ścianom. Umuwalka cała jest we krwi. Z sufitu zwisają kawałeczki Jack'a. Mulder mówi dla Scully, że prawdopodobnie Stricke został wciągnięty do umywalki. Musi być gdzies w rurze. Scully porusza kwestię, że byś może Tooms żyje, ale Mulder po obejrzeniu miejsca zbrosni od razu odrzuca tę myśl. Agenci postanawiają zejść do piwnicy, gdzie idą rury od umywalki. Mulder zaczą sprawdzać rury z jednej strony, a Scully z drugiej. W końcu znaleźli taką, ż której tryskała krew. Mulder rozkręcił ją i szybko się odsunął. Z rury wypadła (a raczej wylało) się ciała Jack'a. LABORATORIUM FBI, GODZINA 9:00. Scully wykonuje sekcje zwłok tego, co zostało z Stricke'a. Dostrzega dużo kwasu solnego. Być może ofiara została zjedzona, przetrawiona i wydalona. Gdy wchodzi Mulder Scully natychmiast mu o tym mówi. Następnie wysłała kwas do innych laboratoriów. BIURO MULDERA, GODZINA 10:00. Mulder pokazuje dla Scully inne sprawy podobne do tej. Wszystkie trafiły do Archiwum X. We wszystkich przypadkach tego, który zabijał zjadał, trawił i wydalał nazywano "Krwawym potworem", ale nikt go jeszcze nie widział. W jednych aktach Mulder znalazł również opis zabicie tego potwora: "oblać go jego własnym kwasem solnym". Scully mówi, że mają tylko odrobinę. Fox jest pewien, że stwór jeszcze gdzieś uderzy. MUZEUM HISTORII NATURALNEJ W WASHINGTONIE, GODZINA 13:00. Grupka ludzi zwiedza muzeum. Po obejrzeniu wystawy przewodniczka mówi, że mają teraz czas dla siebie. Wszyscy po długim zwiedzaniu kierują się do ubikacji. Nagle wszystkich naraz wciągają przez sedesy krwawe macki. Łazienka jest po kostki we krwi. GODZINA 13:25. Mulder i Scully są w łazience. Po obejrzeniu pomieszczenia schodzą do podziemi budynku. Wszędzie jest pełno krwi. Mulder wpatruje się w rury i każe dla Scully iść po żelazne wiadra. nagle rury pękaja i wypadają z nich zmielone ciała ludzi. Wylewa się także kwas solny. Scully wraca z wiadrami. razem z Mulderem podstawia je pod rury, z których wylewa się najwięcej żrącego płynu. Po paru minutach mają już 6 wiadek kwasu. Mulder informuje partnerkę, że muszą przygotować zasadzkę. BIURO MULDERA, GODZINA 16:10. Mulder pokazuje dla Scully ułożony przez siebie plan. na nim jest napisane, że Fox będzie przynętą, a Scully obleje potwora kwasem. Wszystko ma się dziać w ubikacji dzisiaj po godzinie 18. UBIKACJA FBI :-) , GODZINA 17:50. Mulder przebiera się w strój odporny na kwas żołądkowy. Ostatni raz Scully studiuje plan. następnie idzie po wiadra. Wszystko jest gotowe. Teraz pozostaje im czekanie... Mulder siada na sedes i patrzy na zegarek 18:01:36 . nagle wielka macka wynurza się zza jego pleców. Chwyta go za głowę. Próbuje wciągnąć Foxa do muszli. Mulder chwyta się rękoma drzwi i krzeczy do Scully, żeby przyszła. Nagle macka zaczyna ciągnąć mocniej, aż Mulder nie wytrzymuje i puszcza ręce. Scyllu łapie go i razem próbują ocalić go. Mulder łapie się ponownie za framugi i daje z siebie wszystko. Wreszcie macka puszcza go. Mulder pada na ziemię. Scully chwyta pierwsze z wiader i polewa potwora. Macka uderza o ściany. Scully wylewa na nią pozostałe wiadra. macka przestaje się ruszać i spływa do kanalizacji. Potwór wydaje z siebie okropne odgłosy. Scully podnosi Muldera i razem wychodzą. 10 DNI PÓŹNIEJ, BIURO MULDERA. Mulder mówi dla Scully, że potwór nie żyje, ponieważ od tamtego czasu nikogo nie zaatakował. Mówi również, że to chyba jedyna sprawa, którą rozwiązali w jeden dzień. Scully uśmiecha się i siada naprzeciw niego. KANAŁY POD WASHINGTONEM. Ostatnie sceny. Wreszcie widzimy potwora w całej okazałości. Nagle jego macki zaczynają lekko poruszać się. Potwór otwiera oczy (jak w odcinku "The Host").

25.08.2002
01:16
smile
[24]

Requiem [ has aides ]

Deush Das Geheimnis 1/2 PONIEDZIAŁEK 23:45, BERLIN, NIEMCY. Widzimy biegnącego obywatela Niemiec. Ucieka przed policjantami. Nagle zza rogu wychodzą tajni niemieccy agenci. Łapią uciekiniera i wsadzają do czarnego samochodu, który odjeżdża z piskiem opon. W samochodzie agenci usypiają człowieka. W pewnej chwili jeden z pasażerów mowi, że muszą sprawdzić, czy wielki plan został wprowadzony w życie. Samochód skręca w ciemną uliczkę. Agenci wyciagają człowieka i kładą na ziemię. Mężczyzna ostrzyżony na łyso mówi, że muszą jeszcze trochę poczekać. 2 GODZINY PÓŹNIEJ. Człowiek nadal jest nieprzytomny. Agenci czekają. Nagle ulica zostaje rozświetlona przez jasnoniebieskie światło. Błyska ono z jakiegoś pojazdu. W tym momencie człowiek unosi leżący na ziemi unosi się. Kiedy dociera do pojazdu ten znika. MIESZKANIE MULDERA, WASHINGTON DC, GODZ. 7:53. Mulder dostał od szefa 2-miesięczny urlop, więc postanowił zwiedzić Niemcy. Wykupił już bilety lotnicze. Kamera pokazuje pakującego się Muldera. Wkłada do walizki potrzebne rzeczy i wychodzi. Po przybyciu na lotnisko wsiada do samolotu i odlatuje. NIEMCY, GODZ. 14:05. Mulder przybywa do berlina, wynajmuje samochód i udaje się do pobliskiego hotelu. Rzuca się na łóżko, włącza telewizor i "skacze" po programach. Zatrzymuje się na kanale, gdzie idzie film erotyczny. jest niezły, bo w Niemczech robią najlepsze filmy tego rodzaju. Nagle program zostaje przerwany. "Wiadomośc z ostatniej chwili. Na ulicy Gehenei został znaleziony człowiek, który był obdarty do kości z mięca i skóry. Ocalała jedynie głowa. Oto zdjęcie". Widzimy, że to człowiek z początku epizodu. Muldera zaciekawiła ta sprawa. Bierze broń i odznakę i wychodzi z hotelu na miejsce zdarzenia. 14:20. Mulder dzwoni do informatora - tłumacza, który mu pomaga. w dogadaniu się z niemcami. Informator przed wejściem na miejsce informuje Muldera, że ostatnio odkrył ślady współpracy tajnej organizacji Niemieckiej z UFO, ale dokładnie nic nie wie. 15:05 ULICA W NIEMCZECH. Mulder i informator docierają na miejsce. Informator idzie porozmawiać z niemcami, a Mulder ogląda ciało. Odwraca się i znajduje paczkę papierosów "Morley" wepchniętą w studzienkę. Jest już pewien, że ma to coś wspólnego z Palaczem. Kiedy Mulder chce porozmawiać z informatorem, dostrzega, że on zniknął. Nagle podchodzą do niego niemieccy agenci i zakładają mu kajdany. 16:00 GDZIEŚ W NIEMCZECH. Palacz spotyka się z informatorem Muldera. Informator mówi mu, że Mulder już o nich wie, ale na szczęście został złapany przez agentów. Palacz tylko zaciąga się po koleji papierosami. Kiedy mu się kończy jeden, wyciąga drugi - tak przez cały czas. Informator mówi także, że mogą zrobić tak, że Muldera porwie UFO i rozwali jak innych. Palacz po raz kolejny zaciąga się i mówi, że zgadza się. 17:00 WIĘZIENIE W NIEMCZECH. Mulder siedzi na łóżku zapięty w kajdany. Nagle otwieraja się drzwi i wchodzi para żołnierzy. Zaczynają bić Muldera. Uderzają go z całych sił po twarzy. Kopią go po brzuchu i klatce piersiowej. Mulder krzyczy z bólu. Ci zwyrodnialcy łamią rękę dla agenta (!!!), a on traci przytomność. Oni nie przestają. Mulder zaczyna krwawić. Wchodzi palacz, strzela i zabija żołnierzy. CSM każe umyć Foxa i nastawić mu rękę, następnie zanieść na miejsce spodkania. Kiedy tajniacy wychodzą palacz oddaje dwa kopnięcia w ciała żołnierzy. 19:08 GDZIEŚ W BERLINIE. Mulder nieprzytomny leży na asfalcie. Nagle pojawia się UFO. Wystrzeliwuje wiązkę światła w Muldera. jego ciało unosi się. Fox wlatuje do statku kosmitów, a Palacz dziwnie się uśmiecha... CIĄG DALSZY NASTĄPI...

25.08.2002
01:17
smile
[25]

Requiem [ has aides ]

Die Wahrheit 2/2 Ciąg dalszy poprzedniego odcinka. Mulder zostaje porwany przez obcych, a Palacz dziwnie się uśmiecha, ponieważ to on steruje obcymi aby nie zabijali agenta, ale go uleczyli. Przenosimy się do statku kosmicznego. Mulder leży na stole (takim jak Duanne Barry z odcinka "Duanne Barry") Obcy leczą Muldera. Następnie zwracają go na Ziemię, gdzieś w lesie za Berlinem. LAS KOŁO BERLINA. Mulder budzi się. Zauwarza, że nic z nim nie jest. Nawet nie ma zadrapania. Znajduje ulicę i łapię tzw. "okazję". W ten sposób dociera do miasta. Ma już dużo informacji na temat tej konspiracji, wszystki przekazali mu kosmici. Fox znajduje aparat telefoniczny i dzwoni do Scully. Chce aby przyjechała do Berlina, pomogła mu w zdemaskowaniu tego niemieckiego spisku. Nie wspomina o przygodzie, bo Scully nie wierzy w takie rzeczy. LOTNISKO W BERLINIE, GODZ 10:00. Mulder spotyka Scully na lotnisku i opowiada jej o spisku. Scully od razu zauwarza, że on jest taki sam jak ten spisek z USA. Mulder przyznaje rację. Informuje ją również, że skoro tamten zdemaskowali, to z tym też nie będzie problemu. AUTOSTRADA NIEMIECKA W BERLINIE, GODZ. 12:08. Mulder i Scully jadą do bazy wojskowej, gdzie wojskowi trzymali Muldera. Kiedy przechodzą przez bramę uruchamiają samozniszczenie bazy. Odliczanie rozpoczyna się natychmiast. Mają 4 minuty na opuszczenie terenu w promieniu 3 km. Agenci wsiadają do Ford'a i dodają gazu na maxa. Mulder prowadzi. Jadą po prostej autostradzie ponad 140 km/h. Samochód jedzie z niesamowitą prędkością. Nagle następuje wybuch. Mulder przyśpiesza. Baza eksplodowała. Pojawił się ogromny wybuch, super wybuch, którego nie widać w żadnym serialu. Teren w promieniu około 4 km został zniszczony. Mulder zatrzymuje auto. Po wyjściu z samochodu Scully zauwarza, że ma przyczepioną kartkę do drzwi z informacją o miasteczku Linow. LINOW, NIEMCY, GODZ 15:01. Mulder i Scully znajdują kolejne wiadomości od Palacza. Trafiają do fabryki, jak wierzy Mulder, UFO.Scully dostrzega setki osób zmasakrowanych przez testy, porwania. Sama w to nie może uwierzyć. Nagle fabryka znika, a agenci znajdują się na trawie. Nadlatuje UFO. Scully nie może w to uwierzyć. Oczy jej prawie wychodzą z orbit. UFO wciąga agentów na pokład i odlatuje. Kamera pokazuje kosmos.Statek z Mulderem i Scully ulega eksplozji. Fox i Dana giną. Palacz dowiaduje się o tym. Bierze dwa papierosy na raz w usta i zaciaga się. Postanawia sam ujawnić spisek. Nagle czas zaczyna się cofać. Wszystko wraca na swoje miejsca. Scully i Mulder są znowu w Washingtonie, dostają urlop od szefa. WASHINGTON DC, GODZ 7:35 DOM MULDERA. Mulder dostaje 2-miesięczny urlop, ale nie ma zamiaru nigdzie wyjeżdżać. Fox jedzie do swego biura i zabiera wszystkie sprawy z Archiwum X. Zamierza je posegregować w domu. Kiedy przegląda sprawy, zauwarza, teczkę założoną przez obcą osobę. kiedy ją otwiera nic nie znajduje prócz paczki "Morley". Scully przychodzi do Muldera. Fox pokazuje jej teczkę. Agentka jest zdziwiona. Mulder zaczyna dalej przeglądac sprawy. Scully z nudów bierze jedną ze spraw i zaczyna czytać. Przenosimy się do NIEMIEC. Palacz siedzi w swoim biurze w Berlinie i przegląda akta, co zabrał dla Muldera z biura.

25.08.2002
01:17
smile
[26]

Requiem [ has aides ]

The Beginning Of The End 1/3 Odcinek rozpoczyna się opowieścią Scully o przeżytych razem z Mulderem przygodach w ciągu ostatnich lat Ukazywane są sceny z różnych odcinków całego serialu. nagle wszystko pokrywa jasne światło, a następnie ciemność. Po kilku sekundach kamera pokazuje Muldera leżącego w szpitalu, umierającego na nieznaną chorobę mózgu. I w tej właśnie chwili Scully mówi, że być może była to ostatnia razem przeżyta przygoda. THE X FILES THEME 10 DNI WCZEŚNIEJ. Do biura Muldera przychodzi list z informacją, że ich stary wróg Krycek leży w szpitalu i umiera na dziwną chorobę. Mulder pokazuje dla Scully list. Scully postanawia tam iść i zabiera ze sobą Muldera. SZPITAL IM J. WASHINGTONA W WASHINGTONIE, GODZINA 11:20. Scully idzie porozmawiać z lekarzami, a w tym czasie Mulder zbliża się do sali, w której leży Krycek. Kiedy wchodzi do pomieszczenia, traci poczucie równowagi i upada na podłogę. W tym czasie słyszy przerażające krzyki. Nagle jakiś głos każe mu wyjść z sali. Mulder wykonuje polecenie i wyczołguje się z pomieszczenia. Scully zauważa Muldera i podbiega do niego. mulder po wyjściu zaczyna się czuć dobrze, lecz Scully każe mu iść do lekarza, wykonać tomografię mózgu, aby nie doprowadzić do tego samego stanu, w którym był niedawno (odcinek The Sixth Extinction). Mulder informuja Scully, że pozwoli się zbadać tylko jej. Agent mówi jej także, aby nie wchodziła do sali Kryceka. Scully wchodzi i... nic się nie dzieje. Dana ogląda Kryceka i czyta historię choroby. Nie ma przyczyna oraz nazwy choroby. Pisze tam tylko, że to jest choroba, która niszczy mózg. Scully wychodzi z sali i zabiera Muldera do windy, którą wjeżdżają dwa piętra wyżej. Fox i Dana znajdują się teraz w sali, która służy do badań tomograficznych mózgu oraz innych badań tego organu. Po badaniu Scully zdradza mu, że są jeszcze pozostałości choroby z przed parudziesięciu miesięcy. I może to jest przyczyną tego ataku w sali szpitalnej, ale nie wie dlaczego te objawy nasiliły się tylko w tej sali. Mulder myśli, że to tylko chwilowe i nie zgadza się na dalsze badania. Scully prosi go, aby został chociaż dzień w szpitalu. Mulder zgadza się i zostaje. Dana wraca do biura. KWATERA GŁÓWNA FBI. Scully idzie do biura Skinnera i informuje go o stanie Kryceka, o tym, że umiera na tajemniczą chorobę. Wspomina także o Mulderze. Skinner milczy. Dana zaskoczona powoli zbliża się do niego. Nagle pada strzał i Skinner pada z dziurą w głowie na podłogę. Zza drzwi, z których padł strzał wychodzi Palacz. Scully mierzy do niego z pistoletu i kiedy decyduje się strzelić, okazuje się, że nie ma naboi. dana nie rozumie dlaczego i nagle słyszy strzał. Pada na ziemię. Palacz nie chciał zabić Scully, bo ją tylko ranił. CGB dzwoni na pogotowie i informuje o0 postrzelonych. Następnie zapala papierosa i wychodzi. Przyjeżdża karetka i zabiera Scully i Skinnera do szpitala, w którym leży Mulder. SZPITAL JERZEGO WASHINGTONA, GODZINA 16:35. Do pokoju Muldera wchodzi pielęgniarka i informuje go o strzelaninie w FBI, oraz o tym, że Scully jest ranna a Skinner nie żyje. Siostra wychodzi. Mulder wstaje i kieruje się do wyjścia. Przy drzwiach Palacz z jednym lekarzem łapią Muldera i zaciągają do sali Kryceka. W ostatniej scenie widzimy Rakowatego, który wpycha Muldera do pomieszczenia w którym leży Alex. Zatrzaskuje za nim drzwi. Mulder pada na ziemię. Słyszy dzwięki i głośne krzyki. tego wszystkiego nie może wytrzymać. wrzeszczy z bólu. Widać Palacza uśmiechniętego. Odchodzi. Zbliżenie na oczy Muldera, są przekrwione od bólu. Mulder krzyczy na cały szpital: "Pomóżcie mi!!!" CIĄG DALSZY NASTĄPI...

25.08.2002
01:18
smile
[27]

Requiem [ has aides ]

Last Moment 2/3 Epizod na początku ukazuje Scully leżącą w szpitalnum łóżku z raną postrzałową brzucha. Ponownie słyszymy głos Scully zza kadru. Mówi o tym, jak w chwili postrzału zrozumiała przecież, że w życiu nie osiągneła nic wielkiego. Teraz w przypadku Muldera ma szansę, ale nie wie, jak ją wykożystać. THE X FILES THEME Kontynuacja wątku z poprzedniego odcinka. Mulder leży na podłodze i wrzeszczy. Słyszy to jego szpitalny lekarz i natychmiast przybiega. Wyważa drzwi i zabiera go z sali Kryceka.. Dokładne widać, że w jego żyłach płynie krew pod wysokim ciśnieniem. Muldera zabierają na oddział ostrej terapii. Kiedy wiozą go na sale, Mulder wykrzykuje imię Scully. CMENTARZ MIEJSKI GODZ. 7:59. Pogrzeb Skinnera. Nagle nieoczekiwanie podjeżdża czarny samochód i wysiada z niego Palacz. Podchodzi na miejsce pochówku ciała i, kiedy nikt nie patrzy, wrzuca zapalonego papierosa. Następnie odchodzi i odjeżdża swoim samochodem. DOMEK LETNI RODZINY MULDERÓW 10:00 RANO. Palacz kontaktuje się z matką Muldera i informuje ją, że Fox umrze. Matka rozpłakuje się i zaczyna bić Palacza. On ją odpycha, wyjmuje broń i oddaje strzał między oczy. Tak jak w poprzednim przypadku zawiadamia karetkę pogotowia. SZPITAL J. WASHINGTONA 12:20 RANO. Do pokoju Scully wchodzi lekarz i mówi, że może już iść do domu> Dana chce zostać. Chce kierować leczeniem Muldera. W tej chwili dowiaduje się od lekarza, że dla jej partnera pozostało mniej niż jeden dzień życia i że jego matka nie żyje. Scully żałuje, że nie może iść na jej pogrzeb, bo musi ratować Muldera. CMENTARZ MIEJSKI GODZINA 13:40. Kolejny pogrzeb i znowu Palacz wykonuje tę samą czynność, co wykonał na pogrzebie Skinnera. SZPITAL WASHINGTONA GODZINA 15:00. Scully idzie na ostrą terapię do Muldera. Dowiasuje się, że jak nie stanie się cud to Fox umrze na nieznaną chorobę mózgu. Agentka rozpłakuje się nad łóżkiem Muldera i błaga go, aby przeżył. Po godzinie Scully decyduje się przejść do pokoju Kryceka. Wchodząc tam, ujrzała paczkę papierosów Morley na ławce przed salą. Kiedy wchodzi do pokoju i zerka na monitor słyszy głośny dzwięk. Ale wie, że to nie jakieś siły, tylko maszyna informuje o śmierci. Serce Kryceka stanęło. Scully szybko wybiega z sali i kieruje się do dyżurki lekarzy. Zwołuje ich, aby ratowali Kryceka. Kiedy tam wracają, okazuje się, że nie da się już nic zrobić. lekarz z poprzedniego odcinka dzwoni do Palacza z wiadomością o śmierci Kryceka. Rakowaty chce się z nim jak najszybciej spodkać. SZPITAL GODZINA 18:30. Scully chce przeprowadzić (wreszcie) sekcję zwłok Kryceka. Lekarze się zgadzają. Podczas sekcji Scully dostrzega, że jego cały mózg pokryty czarnym śluzem. Scully już wie, że to jest Czarny Rak (z odcinka Tunguska/Terma), którym Krycek został zakażony na lotnisku przez nieznaną kobietę (odcinek Piper Maru). Do głowy Scully przychodzi jedna myśl, że przecież Mulder zaraził się tym podczas pobytu w Guagu nad Tunguską (odc. Tunguska). Natychmiast agentka przekazuje tę wiadomość lekarzom, ale oni zupełnie nie wiedzą co robić. Nigdy o tym nie słyszeli. Scully wie, że istnieje na to szczepionka, ale zupełnie nie ma pojęcia, gdzie jej szukać. W tej scenie lekarze informują Scully, że stan Muldera w ciągu ostatnich dwóch godzin poważnie się pogorszył. Teraz Dana podejrzewa, że kiedy Mulder wszedł do pokoju Kryceka musiało go dopaść promieniowanie Czarnego Raka i pobudzić jego szczątki w mózgu Muldera. ULICA WASHINGTONU, GODZINA 2:00 W NOCY. Lekarz współpracujący z Palaczem spotyka się z nim na ulicy, ale ten go zabija. SZPITAL 3:20 W NOCY. Scully siedzi w gabinecie i zupełnie nie wie co ma robić. Łzy jej ciekną po policzku. Postanawia udać się do Muldera. Wchodzi do sali i siada przy łózku. Mulder jest cały podłączony do przeróżnych użadzeń. Dana zaczyna płakać. Wyklina sobie, że zaciągnęła go tu. Teraz nie ma odwrotu. Nie ma żadnego ratunku. Scully patrzy w twarz Muldera i przestaje płakać. Mulder otwiera oczy. Szepcze do Scully: "Żegnaj". Nagle słyszymy dzwięk oznaczający śmierć. Scully krzyczy: "Nieeeeee !!!!" CIĄG DALSZY NASTĄPI...

25.08.2002
01:18
smile
[28]

Requiem [ has aides ]

Death 3/3 Początek ostatniego epizodu zaczyna się wspaminaniem swojego życia przez Fox'a Mulder'a. Opowiada on o siostrze, która została uprowadzona, o swojej karierze w FBI, na wydziale zabójstw, a później w piwnicy w Archiwum X. Mówi on również o swojej rodzinie, o przeżyciach i o Scully. Mówi, że to przeszłość, że zakończył to życie i teraz ma wieczny spokój. Kamera pokazuje sztywnego Muldera w szpitalu. Wszystko nagle zagłusza dzwięk komputera oznaczający śmierć. THE X FILES THEME SZPITAL WASHINGTONA, GODZINA 3:25. Scully bardzo szybko zawiadamia lekarzy, a przedtem próbuje zrobić sztuczne oddychanie. Lekarze przyworzą sprzęt i próbują go orzywić. Pół godziny mija i Mulder nie daje znaku życia. Scully słyszy głos lekarza: "Godzina śmierci 3:55". Nagle agentka mdleje i pada na ziemię. GODZINA 8:00. Kiedy Scully się budzi widzi nad sobą Palacza. Natychmiast łapie szklankę, którą miała pod ręką i rozbija mu na głowie. Palacz silnie uderza Scully i ona traci przytomność. rakowaty czuje szklankę na głowie i spokojnie odchodzi. Po godzinie Scully znowu się budzi, wstaje i wychodzi. Chce się upewnić, czy to był sen, a może Mulder nadal żyje. Dana wchodzi do sali Muldera, ale go tam nie ma. Przechodzący lekarz zaczepia agentkę. Mówi jej, że przecież Mulder zmarł i pyta ją, czy chce przeprowadzić sekcję. Scully odsówa lekarza i kszyczy, że nie przeprowadzi sekcji i nikt ma tego nie robić. Parę godzin później jeden z lekarzy informuje Scully, kiedy ma być pogrzeb. Scully wychodzi (wreszcie) ze szpitala i udaje się pod stary adres Palacza, ale go tam nie zastaje. przy wyjściu z jego bloku zauważa kartkę z napisem: "CGB Spender zmarł na raka płuc". Scully nie może w to uwierzyć i wraca do swego domu. LOTNISKO W WASHINGTONIE GODZ. 12:00. Widzimy Palacza z walizkami. Jednak nie umarł. Kupił bilet na samolot do Afryki i idzie w stronę wejścia na samolot. DOM SCULLY GODZ. 14:00. Scully obdzwania wszystkie kostnice w mieście. Żadna nie przyjeła w ciągu ostatniego roku Spendera. Teraz już wie, że ta kartka to tylko zmyłka. Zupełnie nie ma pojęcia, gdzie Rakowaty może być. Postanawia się przespać pierwszy raz od 59 godzin. Następnego dnia Scully budzi się wypoczęta. W tej chwili przypomina sobie, że o 14:00 ma pogrzeb Muldera. dana idzie do biura FBI złożyć rezygnację. Motywuje ją tym, że nie ma siły dalej pracować i że straciła jedyną osobę, na której jej zależało. Odchodzi z FBI. AFRYKA, WIOSKA PALACH, GODZINA 12:00. Palacz przybywa do domku wodza plepienia Palach, nie może się z nim dogadać, nie wie, że poprzedni wódz, jego przyjaciel, został zabity. Wódz wypowiada jakieś słowa i dwóch murzynów zabiera palacza. Zaczynają go bić, kopać. Po 10 minutach znęcania się Palacz umiera. Murzyni przebijają go wieklim bambusem i niosą do wodza. Wódz coś mówi i słudzy wynoszą Palacza. Przygotowują ognisko. Upieką go sobie na obiad. DOM MATKI SCULLY, GODZINA 13:30. Dana wypłakuje się matce, prosi ją, aby przez około rok zamieszkała u niej. Matka zgadza się i próbuje ją jakoś pocieszyć, ale to na nic. Scully ze łzami w oczach mówi, że za pół godzina ma pogrzeb Muldera. Matka chce iść z nią. Scully zgadza się. Wychodzą. CMENTARZ MIEJSKI, WASHINGTON. Zaczyna się pogrzeb. Scully płacze. Chowają trumnę z Mulderem. Matka Scully też zaczyna płakać. Ksiądz prosi Danę, żeby nasypała garść piasku na trumnę. Scully posypuje trumnę. Kiedy zakończył się pogrzeb, wszyscy się rozeszli. Została tylko Dana. Płacze nad grobem Muldera. Nagle kamera zaczyna się oddalać. Widzimy cmentarz z góry, miasto, kraj USA, całą Amerykę i wreszcie kamera pokazuje całą Ziemię. Nadal się oddala, wylatuje z galaktyki. Nagle zapada ciemność. Pojawiają się napisy: TO BYŁ OSTATNI ODCINEK SERIALU "Z ARCHIWUM X" SPECJALNE PODZIĘKOWANIA ZA WIELOLETNIĄ WSPÓŁPRACĘ DLA TWÓRCÓW I AKTORÓW SERIALU CREATED BY CHRIS CARTER THE END

25.08.2002
01:18
smile
[29]

Requiem [ has aides ]

buahaha, koneic na dzis ale mam teraz polewę z tych "opowiadanek" jejq, te dzieciece fantazje hahahaha:)))) miłej nocki lece spaćq papap:)

25.08.2002
01:24
smile
[30]

Annihilator [ ]

Niezle! Masz talent!

25.08.2002
01:27
smile
[31]

Requiem [ has aides ]

ee moze pomysły fajne, ale te 6 pseudo-opowiadanek, a raczej streszczen (:P) nie mozna nazwac za ambitne:P powiem ostrzej - są beznadziejne dobra juz ide spac:P

25.08.2002
01:32
smile
[32]

Annihilator [ ]

Requiem -> ale fajnie sie je czyta :) a to najważniejsze

02.09.2002
22:14
[33]

Requiem [ has aides ]

:D uu szkola sie zaczela... chyba nastepne opowiadanka wyjda z duzym opoznieniem:( skonczylo sie siedzenie w domu

02.09.2002
22:36
smile
[34]

Kade [ Senator ]

Requiem ty to masz talent. To może znowu na religi popiszesz? Żebym nie musiał zbyt długo czekać.

02.09.2002
22:54
smile
[35]

Requiem [ has aides ]

hehe:) nowy:

02.09.2002
23:02
smile
[36]

Minas Morgul [ Senator ]

Ale jajca!!! wygrzebalem moje stare opowiadanie, ktore napisalem 4 lata temu!!!! Ma kupe bledow, ale je poprawilem. Z gory ostrzegam, ze jak to pisalem to mialem okolo 11 lat, wiec styl nie jest zbyt dobry... TO OPOWIADANKO NIE JEST DOKONCZONE, BO MI SIE NIE CHCIALO KONCZYC, ALE JESLI POWIECIE< ZE WARTO< TO SKONCZE. Pozmienialem teraz troche dat i faktow, no ale struktura pozostala taka sama. milej lektury....tylko sie nie smiejcie... i nie mowcie RoTfL po skonczeniu czytania. Sam sie dziwilem, jak moglem takie denne opowiadanie napisac, no ale mam nadzieje, ze sie nie zblaznie wysylajac to na forum. RACZEJ NIE MA NIC WSPOLNEGO Z ARCHIWUM X JESLI TO PRZECZYTA JAKIS MIKROBIOLOG TO NIECH MNIE NIE WYKLINA, BO DO NAPISANIA TEGO NIE POSLUZYLEM SIE ZADNYMI ZRODLAMI... autor: Minas Morgul Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie grozi śmiercią lub kopem w RYJA :-) Floryda, podziemne laboratorium wirusologiczne.... godzina 22.00 Cały budynek już prawie opustoszał. Zbliżały się święta i pracownikom laboratorium ani się śniło zostawać dłużej w pracy. W budynku panowała dosyć luźna atmosfera i pracownicy, zabezpieczając eksperymenty i kończąc swoje zajęcia, opuścili miejsce pracy. Jedynie Michael, jak zawsze został dłużej w robocie. Ten wysoki, chudy i przygarbiony mężczyzna, który przypominał trochę wysuszoną gałąź, był typowym przykładem pracoholika i prawie nie dotyczyły go takie pojęcia, jak urlop, czy święta, istniała tylko praca, w której był pogrążony bez pamięci. W laboratorium nie było już nikogo i dla Michaela ten fakt stanowił znaczne ułatwienie w pracy, bowiem nie mógł się on nigdy skoncentrować na eksperymentach, kiedy wokół niego krzątało się pełno (jak ich to nazywał) żółtodziobów, którzy tylko skrzeczą i nie robią nic pożytecznego. Mijały godziny i na tarczy było widać w tej chwili godzinę 00.00, a uczony wciąż siedział przy swoim biurku, edytując komputerowo obrazy spod swego skaningowego mikroskopu elektronowego. Jak że on kochał ten sprzęt. Niektórzy żartowali sobie z niego, że to urządzenie zastępuje mu rodzinę. Od pewnego czasu tak odosobnił się od otaczającego go świata, że ludzie mieli go co najmniej za świra. Michael właśnie kończył pracę nad swoimi kochanymi bakteriofagami, kiedy przypomniał sobie bardzo ważną rzecz: - o kur**! przecież dzisiaj miałem iść do "trumny" z Samem, a ten sukinsyn zmył się już półtorej godziny temu. Mężczyzna był tak pogrążony w analizowaniu "pracy" swoich wirusów, że kompletnie zapomniał o fakcie, że dzisiaj miał wejść ze współpracownikiem do "trumny". Tak naukowcy z tego laboratorium nazywali strefę czwartego poziomu bezpieczeństwa biologicznego, do którego można było wchodzić jedynie w skafandrze kosmicznym, zabezpieczonym dodatkowo w okolicy rękawów i nogawek podwójną taśmą klejącą. Każdy wirusolog musiał mieć asystenta przy swojej pracy, który sprawdzał, czy tamten nie ma jakichś nieszczelności w kombinezonie. "Już ja dam święta temu idiocie! Burn go wypieprzy z roboty na zbity ryj, jak się o tym dowie”. Na szczęście pracuję w tym zawodzie już 20 lat i wiem, jak się mam zachowywać w trumnie". Michael rozebrał się do naga i włożył swój sterylny strój chirurgiczny, który był pierwszą linią obrony przeciwko zabójczym wirusom. Ubrał nowiutki skafander kosmiczny typu CHEMTURION, włączył dmuchawę, która natychmiast zaczęła dostarczać powietrze do skafandra i odparowała Michaelowi szybkę od hełmu, a następnie podążył korytarzem prowadzącym do Komory ciśnieniowej połączonej z "trumną". "Co też dzisiaj Burn dał mi do przebadania?" - Pomyślał Michael. - pewnie znowu Marburg, albo inny syf - westchnął. Po upewnieniu się, że skafander nie zawiera uszkodzeń i że wszystko jest pod kontrolą, Michael wsunął swoją kartę do czytnika drzwi z wymalowaną ogromną czerwoną koniczyną, określającą strefę skażenia. Po dodatkowym wpisaniu odpowiedniego kodu, który był zmieniany codziennie, drzwi do "trumny" otworzyły się i Michaelowi ukazało się pokaźnych rozmiarów pomieszczenie, w którym panowała grobowa cisza i wokół widać było przyjemną dla oka, zielonkawą poświatę. W rogu pokoju stała lodówka, w której trzymano część odczynników. Pod prawą ścianą panoszyły się jakieś pudła, a obok nich stało biurko i szafki z rozmaitym sprzętem laboratoryjnym. Jednak w tym pokoju stało też coś, co niezwykle zaciekawiło naukowca: zamiast szafki z dokumentacją dotychczasowych badań, na lewej ścianie zauważył coś, co przypominało sejf, jednak różniło się to od sejfu tym, że nie miało pokrętła, ani klawiatury, tylko czytnik karty. Pierwsza myśl, jaka przyszła Michaelowi do głowy, to włożenie swojej karty do czytnika. Z trudem znalazł swoją kartę, którą położył gdzieś na biurku i pospiesznie pełen ciekawości wsunął ją w czytnik. "skoro Burn mnie tu wysłał, żebym przebadał nowy materiał, to chyba moja karta będzie pasować" - pomyślał z cichą nadzieją Amerykanin. Wtem, ku jego niemałemu zdziwieniu drzwiczki od sejfu odblokowały się i ku jego oczom ukazała się dużych rozmiarów butla, przypominająca trochę termos, na której był wymalowany napis "NEVADA". Naukowiec wyjął ostrożnie butlę, starając się unikać zbędnych ruchów, mogących uszkodzić skafander i kładąc butlę na stół, delikatnie odkręcił jej wieko, spoglądając na jej zawartość. Wewnątrz znajdowała się fiolka z galaretowatą, niebieskawą, nieoznaczoną substancję. "A więc to mam sprawdzić" pomyślał Michael i zachowując spokój wyciągnął fiolkę z tuby. Na tubie widniał również napis: "Zidentyfikować substancję z fiolki" Naukowiec otworzył delikatnie fiolkę i zebrał kilka kropel płynu do ekspertyzy. W tej chwili stało się coś, czego zmęczony człowiek nie przewidział: w roztargnieniu otarł ręką o nóż diamentowy, który wbił się jak w masło w jego skórę, mięśnie i kość. Michael zaczął obficie krwawić, brudząc przy tym część biurka i dokumenty. Ku jego przerażeniu, kilka kropel krwi kapnęło prosto do fiolki. - A niech to jasny szlag trafi - wykrzyknął Michael - Burn mnie zastrzeli, jak się dowie. Michael nie patrząc na nic wybiegł z "trumny" do pomieszczenia, w którym został spryskiwany przez długi czas środkami odkażającymi. Nie przejął się tym, że przez kilkanaście sekund miał kontakt ze strefą skażenia. Wiedział, że jak już zrobi sobie opatrunek, to będzie musiał wrócić i posprzątać, bo inaczej na pewno straci pracę. Na szczęście rana nie okazała się tak poważna, jak myślał, bowiem nóż nie uszkodził kości, a jedynie tylko lekko skaleczył przedramię. Michael odkaził ranę i przygotował się do ponownego wejścia do trumny, w celu posprzątania krwi i w miarę możliwości, określenia rodzaju badanej substancji. Ubrał nowy skafander i ruszył do "trumny". Otworzył drzwi i jego oczom okazał się przerażający widok: ani śladu krwi i substancji - Jezu! Co się stało? przed chwila podłoga była cała zamazana krwią, a teraz jest czyściutka! I gdzie do k* jasnej podziała się substancja z fiolki, skoro fiolka stoi na swoim miejscu. Wtem przeszył go lekki dreszcz, gdyż spod kartonów obok prawej ściany usłyszał lekki szmer. Powietrze w jego kasku trochę to zagłuszało, jednak naukowiec był pewien, że coś słyszał. Michael wziął do ręki pręt, który kiedyś służył do przytrzymywania małp, które trzeba było zbadać i ostrożnie poszedł w kierunku pudeł. Szmer powtórzył się ponownie i naukowiec, przestraszony potknął się i mocno upadł na zimną podłogę laboratorium. Wtem przerażony stwierdził, że coś wśliznęło mu się przez nogawkę prosto do kombinezonu. - Jak to możliwe? przecież wszystko jest uszczelnione !!! Zanim zdążył coś powiedzieć poczuł nie dające się znieść pieczenie w okolicy lewego kolana. Ból był tak silny, ze Michael nie patrząc na groźbę zakażenia zdjął hełm i zaczął ściągać kombinezon. Z ogromnym przerażeniem stwierdził, że jego skóra prawie całkowicie się rozpłynęła i tam, gdzie wcześniej powinno być udo, wisiały strzępy rozkładających się tkanek. Michael doczołgał się jeszcze do drzwi, lecz wtedy ból opanował jego twarz i oczy, które zaszły krwią i wypłynęły z oczodołów. Naukowiec wrzeszczał z bólu, lecz nikt nie mógł mu pomóc. Wkrótce zebrawszy resztkę sił, jeszcze raz uderzył daremnie w drzwi i w tym momencie zamarł bez ruchu. W laboratorium znów nastała grobowa cisza, którą przerywały niedomknięte, skrzypiące drzwi wejściowe instytutu, trącane przez silny przeciąg... Floryda, koniec świąt, parking przy laboratorium, godzina 6.00 - Erick! Zaczekaj, gdzie tak pędzisz? Aż tak Ci spieszno do roboty ? - Aaaa, to pan Panie Burn. Dzień dobry! Jak się panu wypoczywało podczas świąt ? - Od biedy ujdzie, ale chyba będę musiał zrobić sobie dłuższy urlop. Ta zasrana praca papierkowa w laboratorium mnie dobija. Już od roku nie miałem żadnego kontaktu ze strefą skażenia. Może Ci się wydawać to dziwne, ale badacz, który spędził tyle lat w laboratorium, jest do niego bardziej przywiązany, niż do swego własnego domu. No ale cóż, takie są uroki bycia szefem instytutu. A co u Michaela? Dzwoniłeś do niego? Bo od trzech dni nie daje znaku życia. - Ja bym się nie przejmował. Pewnie wyszedł już dawno z instytutu i właśnie leczy kaca, po udanych świętach. - O kur**! Widzisz to samo co ja? DRZWI SĄ OTWARTE!!!. Co tu się u diabła dzieje ? Ten idiota zapomniał uruchomić zdalne oprogramowanie zamykające wszelkie wejścia do laboratorium.!!! Erick! Natychmiast sprawdź wszelkie systemy, czy gdzieś nie doszło do wycieku i czy nikt poza nami tu nie wchodził przez ten czas! Erick podszedł do wielkiego szarego komputera, który był zamontowany w głównym holu i spoglądając na wskaźniki zaczął głośno wymieniać: - Komory szczelne.....brak wycieków....systemy sprawne....żadnych włamań..... osób w instytucie – 3. Co to k* ma znaczyć ? Panie Burn, niech Pan to szybko zobaczy! - Gdzieś w instytucie jest jeszcze ktoś. Boże! Spraw, żeby to był Michael! Erick! Ty zgromadź tu resztę zespołu, kiedy już przybędą, a ja pójdę zobaczyć, co się stało. Burn nie zastanawiając się długo, ruszył szybko przed siebie na zwiady. Erick nawet nie zauważył, kiedy ten krępej budowy, niski mężczyzna, którego ozdabiały krótkie wąsy, zniknął mu z oczu. Powoli do pracy zaczęli zjeżdżać się pracownicy, więc Erick, zgodnie z poleceniem szefa, kazał się im zebrać w jego biurze. Tymczasem Burn penetrował kolejne pomieszczenia w poszukiwaniu choćby jednej żywej duszy. - Chryste! To już ostatni pokój. Jeśli tu nie będzie nikogo, to zostały mi do przeszukania trzecia i czwarta strefa bezpieczeństwa biologicznego! Kierownik z impetem otworzył potężne drzwi prowadzące do magazynu i poirytowany zauważył, że wszystko jest na swoim miejscu: na środku pomieszczenia stał wózek przeznaczony do transportowania większych sprzętów, a przy lewej ścianie stały dwie szare, metalowe szafy, w których znajdowały się skafandry kosmiczne i stroje chirurgiczne. - Komputery nie kłamią... – mruknął – pozostaje mi sprawdzić gorącą strefę, ale do cholery, kto tam się może zapuszczać? Michael może się pożegnać z robotą. Do czasu, kiedy Burn ubrał swój tłusty zadek w kombinezon, do instytutu przybyła już większość pracowników, którzy zgodnie z jego poleceniem, zostali zgromadzeni w biurze! - Erick! Wytłumacz nam wreszcie, co tu się dzieje! – krzyknęła na mężczyznę jakaś ruda, młoda kobieta ubrana w dżinsy i biały podkoszulek. - Spokojnie Lisa, mamy na terenie placówki drobne nieporozumienie, bowiem komputer wykrył w budynku jakiegoś człowieka. Nie mamy pewności, kto to jest, ale mi się wydaje, że to chyba Michael Jefferson. Pewnie przyszedł wcześniej do pracy i zaszył się gdzieś w budynku, dlatego komputery pokazują, to, co pokazują. - Jefferson w laboratorium? Niby jak tam wszedł, skoro komputer blokuje dostęp do wszystkich drzwi, kiedy wykryje, że w budynku nie ma już nikogo i otworzyć te drzwi może tylko pan Burn ? - Chciałem powiedzieć, że pan Jefferson, to bardzo zasłużony pracownik instytutu i otrzymał on kartę, dzięki której może tu wchodzić, kiedy chce. Problem polega na tym, że pan Burn zabronił wszystkim przebywania na terenie instytutu do dzisiejszego ranka, a komputer wskazuje, że człowiek znajdujący się tutaj, przebywa tu o wiele dłużej. Burn był już przygotowany do wejścia w trzeci poziom bezpieczeństwa biologicznego. To tam właśnie jego pracownicy prowadzili badania nad wąglikiem w związku z rozsyłaniem tegoż wirusa pocztą. Burn przeszedł przez strefę trzeciego poziomu i doszedł do drzwi z wielką czerwoną koniczyną. Wsunął swoją kartę do czytnika i wstukawszy swój kod otworzył drzwi. Coś jednak je blokowało i Burn mimo, że pchał drzwi dosyć mocno, nie mógł ich otworzyć. Wreszcie zebrał w sobie siły i popchnął drzwi, jak najmocniej potrafił. Prawie natychmiast zobaczył ogromny bałagan, mnóstwo stłuczonego szkła oraz to, co mu blokowało drzwi, to był szkielet. Przed Burnem leżał ludzki szkielet, który w embrionalnej pozycji, „trzymał” się za kość udową. Nie było ani śladu krwi, czy wnętrzności, tylko bielutki, częściowo ubrany w kombinezon ludzki szkielet. Zszokowany kierownik instytutu, powstrzymując odruch wymiotny. przyklęknął przy denacie i natychmiast zauważył jego przypiętą do koszulki legitymację, na której widniał napis: Michael Jefferson Wojskowy instytut wirusologiczny Centrum we Florydzie - Boże, to nie może być prawdą! – wykrzyknął Burn – wiedział on, że Michael miał wcześniej operowaną czaszkę, więc szybko odwrócił głowę nieboszczyka w poszukiwaniu śladów i ku swojemu przerażeniu, wszystko się zgadzało – widać było ślady po operacji, którą uczony przeszedł siedem lat wcześniej Kiedy Burn doszedł do siebie, natychmiast przeszukał pomieszczenie w poszukiwaniu czegoś podejrzanego. W całym tym chaosie nie mógł nic znaleźć, bowiem stosy papierów wymieszały się wraz z potłuczonym szkłem. Na szczęście wszystkie letalne wirusy były umieszczone na swoich miejscach i Burn przez chwile odetchnął z ulgą. Została mu do przebadania jeszcze spora część pomieszczenia, więc nie ociągał się i robił, co było w jego mocy. - Kiedyś jeszcze zapłacę za swoją głupotę – mruknął Burn – powinienem wziąć ze sobą Ericka. Szef po kolei sprawdził wszystkie szafki, aż doszedł do oświetlonego bladym światłem pustego sejfu. Zaniepokoiło go to, gdyż wcześniej nigdy nie widział na oczy tego sejfu, a tym bardziej jego zawartości. Poczuł się oszukany, gdyż mimo, iż był tam szefem, to nikt mu nie powiedział o nowym nabytku instytutu. - Już ja im dam wypłatę! – krzyknął i wyszedł z pomieszczenia, gdzie czekał go długi prysznic w chemikaliach odkażających. Nie mógł powstrzymać nerwów i skrócił sobie prysznic z regulaminowych 5 minut do 3 i poszedł w kierunku przebieralni. Kiedy już miał tam wejść, poczuł, jak coś ciąży mu na skafandrze. Coś, czego wcześniej nie zauważył lub przeoczył. Kierownik zatrzymał się, starając się nie poruszyć i delikatnie przesunął rękę w kierunku tajemniczego ciężaru. Zanim zdążył się zorientować, nacisk na jego ciało ustał i Burn nie zauważył na sobie niczego niezwykłego. Starając się powstrzymać furię, szybko i niedbale przebrał się w swój garnitur i wybiegł w kierunku głównego holu, który prowadził między innymi do biura. Wchodząc do pokoju, tak mocno trzasnął drzwiami, że wystraszył dwie kobiety, które pracowały, jako sprzątaczki. - Słuchajcie wszyscy! Wydaje mi się, że mamy w instytucie „sytuację”. W „trumnie” znalazłem szkielet Michaela, nie mam pojęcia, co go zabiło. – wśród zdezorientowanych naukowców rozeszła się masa szeptów: „O mój Boże, a co jeśli to się wydostało na zewnątrz”, „Michael nie żyje? To nie może być prawdą, nie on, nie on..” Wtedy jeden z obecnych wykrzyknął: „przecież drzwi od instytutu były cały czas otwarte, a co jeśli ktoś tu wszedł i wykradł eksperymenty, lub jeśli to coś wydostało się na zewnątrz?” - Nie panikujcie! Wrzasnął Burn. Komputery wykazały, że oprócz Michaela, a raczej tego, co z niego zostało, w budynku nie było nikogo. W końcu ten instytut jest przecież tajną instytucją rządu, więc nikt niepowołany nie może się o nim dowiedzieć. Żeby uniknąć kłopotów musimy działać szybko! Erick, wezwij federalnych, ja porozmawiam z prezydentem. A wy sprawdźcie, czy gdzieś nie zginęły żadne dokumenty oraz czy wszystko jest na swoim miejscu. Nowy Jork, Central Park, godzina 8.00 - Masz towar? - Jest w bezpiecznym miejscu, jednak jeśli chce go pan otrzymać, będzie pan musiał zapłacić połowę sumy teraz, a połowę po otrzymaniu... i chyba tego nie muszę panu przypominać prawda. - Masz! Oto Twoje 3 miliony i módl się, żeby towar sprostał moim wymaganiom! Kiedy go otrzymam? - Na dniach... i niech się pan zbytnio nie unosi. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z moim planem, to dowie się pan o jego skuteczności, jeszcze zanim go pan otrzyma. Powiem tylko tyle, że ten towar jest o wiele więcej wart niż te marne 6 milionów. - Mam taką nadzieję. Wschód zaczyna się już niecierpliwić i lepiej dla ciebie, jeśli dotrzyma pan słowa i nie zwieje z trzema milionami, bo przez cały czas będziesz śledzony przez moich ludzi, którzy zapewnią ci ochronę, ale będą mnie wciąż informować o twoim położeniu i poczynaniach, więc radzę mieć się na baczności. - Jestem biznesmenem – syknął – a nie zbiegiem, więc te środki bezpieczeństwa są zbyteczne - Jak to mawia przysłowie „Przezorny zawsze ubezpieczony” Floryda, Podziemny instytut wirusologiczny, godzina 9.00 Zjawił się oddział FBI. Wszyscy agenci ubrani byli w kombinezony kosmiczne typu CHEMTURION. Łącznie było tam trzydziestu ludzi. Już po tej liczbie można było wywnioskować, że sytuacja jest poważna. Najwyższy a agentów wyszedł z szeregu i podszedł do Kierownika instytutu - Dzień dobry. To pan nazywa się Richard Burn? - Tak, to ja. Dobrze, że się wreszcie zjawiliście, ale mamy tu kłopotliwą sytuację. - Jestem agent Andrew. Poinformowano nas, że macie tu jakiś tajemniczy zgon. Czy ktoś z obecnych miał kontakt z ciałem. - Tylko ja - Nie wiemy, co go zabiło, ale skoro nieboszczyk miał na sobie kombinezon, to czynnik, który go zabił musiał przez niego przeniknąć i istnieje groźba, że w Pana przypadku jest podobnie. Mark, Steven, Joe, Ash, zaprowadźcie pana Burna do izolatki i niech będzie pod stałą obserwacją. - Hej! Co się dzieje?! Nie zamykajcie mnie tam. Mogę wam udzielić cennych wskazówek! Przecież jestem szefem tego instytutu. Nic mi się nie stanie! - To dla Pana dobra. Za 12 godzin wypuścimy pana i wtedy nam pan pomoże. Mike, Frank. Za mną! Pomożecie mi wyciągnąć ciało z „trumny”. - Ja, Mike i Frank zawieziemy ciało do ekspertyzy, natomiast wy macie tu przeprowadzić kwarantannę. Nikt oprócz agentów i wojska nie ma tu prawa wchodzić, ani stąd wyjść. Agenci FBI szybkim krokiem podążyli ku gorącej strefie, a tym czasem Richard Burn został zamknięty szczelnie w izolatce. Andrew przechodząc przez szereg korytarzy instytutu trafił wreszcie wraz z podwładnymi do „gorącej strefy”. Kiedy Frank i Mike zamykali ciało w poczwórnym, plastikowym worku, który następnie został umieszczony w przenośnej chłodnicy, Andrew przeszukiwał pomieszczenie w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów, które pomogłyby mu wyjaśnić tą zagadkę. Już kiedyś pracował w podobnym instytucie, jako wirusolog, ale nie mógł znieść myśli, że w każdej chwili może stać się ofiarą niechybnej śmierci i zatrudnił się, jako agent FBI. Kiedy już ponownie był w ciemnej otchłani „trumny” przypomniał sobie nad czym tu pracowano. Przed oczami pojawiały mu się obrazy afrykańskich dzieci chorych na gorączkę krwotoczną ebola, ludzi cierpiących z powodu wąglika, biedaków umierających bez pomocy na jednego z najstraszliwszych wirusów – Hamburga. Andrew wziął się w garść i skupił się na pracy, bo pomyślał sobie, że nie ma sensu roztrząsać starych wspomnień i ran, kiedy robota czeka. Powoli badając każdy centymetr ogromnego pomieszczenia, Andrew trafił do pustego, ogarniętego bladą poświatą sejfu. W środku zobaczył otwartą tubę z napisem „NEVADA”. Niedaleko obok leżało pełno potłuczonego szkła. Na szczęście były to puste probówki i fiolki i nic nie wyglądało na podejrzane. Agent jednak wziął tubę, oraz pozbierał do zbadania wszystkie potłuczone kawałki szkła, które również zostały owinięte folią i umieszczone w chłodnicy. Kiedy doszedł do końca pomieszczenia, znalazł wreszcie coś, co Burn przegapił i o czym nie wspomniał: na podłodze w kałuży śluzu, leżało coś, co przypominało agentowi wylinkę. Przyjrzał się temu dokładnie i był niesamowicie zdziwiony, bowiem wcześniej nie widział niczego podobnego. Po zebraniu wszelkich dowodów, które mogłyby mieć coś wspólnego ze sprawą, agenci cali spoceni i zdenerwowani wyszli z „trumny” wraz z pokaźnych rozmiarów i ciężką chłodnicą. Aby mieć pewność, że zostali dobrze odkażeni, poddali się 2 razy dłuższemu niż zwykle prysznicowi i po przebraniu, udali się wraz ze zwłokami i znalezionymi dowodami do najlepszego eksperta w Stanach Zjednoczonych, który urzędował niedaleko instytutu. Floryda, kanały ściekowe, godzina 13.00 Wszędzie unosi się zapach stęchlizny. W otaczającym wszystko półmroku, przy słabych światłach żarówek widać dwóch rozmawiających ze sobą bezdomnych. Pierwszy z nich jest o wiele starszy od drugiego. Ma na sobie zniszczony płaszcz, i stare skórzane buty, które z czasem mu popękały. Drugi człowiek jest ubrany o wiele bardziej przyzwoicie, bowiem okrywa go całkiem niezniszczona kurtka, a na nogach ma dżinsy dobrej firmy. - Co ci mówiłem o napadach? – krzyknął starszy – już i tak idioto mamy przez ciebie kłopoty, bo ty jesteś najmądrzejszy i musiałeś okraść sklep. Teraz na głowę zwali nam się cała masa gliniarzy i nie licz na to, że będę cię bronił jeśli cię dorwą. - Dziadek. Popatrz lepiej na siebie! Ty mi nie pieprz, że kradzież jest zła, skoro sam chodzisz, jak najgorszy cwel w mieście! Wystarczy, że byś poprosił i załatwiłbym ci nową kurteczkę. Aż wstyd mi się z tobą pokazywać! - Wolę chodzić w obsmarkanej kurtce i obsranych gaciach, niż wylądować w pierdlu na kilka lat. - Nie gadaj. W pierdlu nie jest tak źle. Przynajmniej z jedzeniem nie będziesz miał kłopotów, bo cię będą dokarmiać. A tu? Zjesz to, co sobie upolujesz – z wyraźną nuta szyderstwa powiedział młodszy. - O ty gnoju! To tak szanujesz starszych? Już ja ci ..... zaraz! Co to za hałas ? Słyszałeś to? - Nic nie słyszałem. To chyba tobie coś się na starość z uszami porobiło. - Ależ przysięgam, że coś słyszałem! Zaczekaj tu, pójdę sprawdzić. Staruszek pomknął przed siebie dosyć żwawo, co bardzo zdziwiło młodszego, bo jeszcze nigdy nie widział starucha, który poruszał się w kanałach tak zwinnie. Dziadek przebiegł koło czwartego zakrętu i w tym momencie hałas znowu się pojawił. Przypominało to coś jakby chrzęst i mlaskanie. Staruszek nie spodziewał się nadchodzącej śmierci i nie zatrzymując się, pobiegł do miejsca, w którym rozlegał się hałas. Doszedł do miejsca w którym dźwięk był najsilniejszy i w tym momencie przestał go słyszeć. Spojrzał na ścianie i z niesamowitym przerażeniem ujrzał wypatroszone zwłoki swojego młodszego kolegi. Jego głowa była przecięta na pół, a mózg powoli wypływał na kamienną posadzkę. Klatka piersiowa była rozerwana, a całe wnętrzności wisiały strzępami z jamy brzusznej. Kończyny były wręcz wbite w ścianę, a lewa noga została całkowicie zmiażdżona. Coś, co przypominało wcześniej żebra teraz wyglądało na spiralne strzępki kości. Staruszek był tak wystraszony, że w te pędy zaczął biec przez siebie. Było już za późno, słyszany wcześniej przez niego chrzęst znowu powrócił i zbliżał się coraz bardziej ku niemu, aż w końcu stał się niezwykle wyraźny. Mężczyzna zdążył się jeszcze odwrócić, lecz w tym momencie jego kręgosłup został rozerwany, przez kilkanaście ostrych szponów i w kanałach znowu nastała grobowa cisza, którą przerywało tylko rytmiczne kapanie kropelek wody z rury grzewczej i odgłosy ucztujących gdzieś w oddali szczurów. Rozmowa telefoniczna dwóch mężczyzn, godzina 20.00 - Zgodnie z umową, chciałem teraz zademonstrować skuteczność naszego produktu. Proszę włączyć telewizor na kanał piąty. „Dzień dobry państwu, w miejscowych kanałach w centrum Florydy doszło dzisiaj do jednego z najbrutalniejszych morderstw, jakie pamięta Floryda. W kanałach policja znalazła rozszarpane na strzępy zwłoki dwóch osób. Morderca był tak bezwzględny, że zmasakrował ofiary w taki sposób, że policja jest zdziwiona, jak ktoś mógł posiadać tyle siły, do zrobienia czegoś takiego. Policja podejrzewa filipińska mafię narkotykową, która kiedyś spowodowała podobne morderstwo, które jednak nie było tak brutalne. Tożsamość ofiar jest nieznana i dopiero po szczegółowej sekcji będzie można ustalić cokolwiek. George Watson, szef nowojorskiej policji powiedział: cytuję: „Mamy do czynienia prawdopodobnie z filipińską mafią narkotykową i załatwili oni po prostu swoje porachunki. Znani są z okrutności w morderstwach, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Jeśli to nie oni, to mamy do czynienia, z niezwykle groźnym dewiantem. Poczyniliśmy już odpowiednie kroki w celu wyjaśnienia sprawy”. A teraz wiadomości pogodowe przedstawi państwu....” - Wypuściliście to na zewnątrz? Popie******* was? Nikt się nie może o nim dowiedzieć. Jeśli media, policja, FBI, prezydent, lub ktokolwiek inny się o tym dowie, to pożałujesz, że się urodziłeś. Jak to się stało, że to uciekło i kiedy to otrzymam. - Już niedługo. Nasi ludzie zastawili na niego pułapkę i jeszcze dzisiaj go złapiemy. Najpóźniej pojutrze proszę spodziewać się dostawy. Był drobny wypadek i projekt przez przypadek został uwolniony. Myślimy, że nie rozwinął się jeszcze na tyle, abyśmy go nie mogli złapać i unieszkodliwić. Proszę się nie martwić. Już moja w tym głowa, że pojutrze otrzyma pan to, co pan chce. - No cóż, to chyba już nasza ostatnia rozmowa. Pieniądze, w zależności od dostawy przyślę ci na numer konta, który mi podałeś. Jednak jeśli nie złapiecie go w ciągu dwóch dni, to osobiście urwę ci jaja. Czy rozumiemy się jasno? - Ależ oczywiście. Może pan na mnie polegać...... - Nie chcę cię ponaglać, ale wschód się już niecierpliwi i jeśli nie dostanę towaru w wyznaczonym czasie, to módl się, żebym dorwał cię pierwszy, a nie oni. - Zrozumiałem i do widzenia, niech pan oszczędzi sobie już tych gróźb. Floryda, Instytut Patologii i Medycyny Sądowej. Godzina 20.30 Ogromna sala przeznaczona do wykonywania sekcji zwłok, jest oświetlona jasnym i ostrym światłem. Przy komputerze siedzi niski, gruby i przygarbiony człowiek, analizując skrzętnie wyniki jakichś testów. Widać, że poświęcił się pracy, bowiem jego zmarszczki i worki pod oczami wskazują na to, ze nie oszczędza się w zawodzie. Nagle drzwi od sali uchylają się i stają w nich trzej ludzie odziani w skafandry kosmiczne i ciągnący za sobą pokaźnych rodzajów chłodnicę.. - Witam was przyjaciele! Już nie mogłem się doczekać, kiedy przyjedziecie do mnie z tym fenomenem. Pan Burn uprzedził mnie, że przybędziecie, dlatego zdążyłem już przygotować salę obok do analizy. - Ja też się cieszę, że pana widzę. Nazywam się Andrew Richardson i jestem agentem FBI, tak jak moi wspólnicy: Frank Heller, i Mike Underdark. Mamy nadzieję, ze tak znana osobistość w świecie patologii, jak pan, poda nam przyczynę śmierci tego człowieka. - No, dobrze już. Koniec tych powitań. Dajcie mi się przebrać w skafander, a w tym czasie przenieście lodówe do oznakowanego pomieszczenia obok. Jak skończę się przebierać, to przyjdę. Nie minęły 4 minuty, kiedy Doktor Franklin zjawił się z całym potrzebnym sprzętem. - No to zaczynamy. Nie będę owijał w bawełnę, tylko od razu powiem, żebyście wyciągnęli trupa, oraz wszystko co tam macie z lodówy i wtedy będziemy rozmawiać. - Agenci posłusznie wypełnili wolę doktora. Woleli mu się w niczym nie sprzeciwiać i nie drażnić go, bowiem w całych Stanach Zjednoczonych nie było lepszego „speca od trupów”, jak nazywano doktora. – bardzo dobrze. Teraz delikatnie otwórzcie worek, w którym znajduje się nieboszczyk i przenieście go na ten stół – powiedział, wskazując palcem na duży stół, na którym był zwykł przeprowadzać sekcje. – Agenci wykonali polecenie i oczom profesora ukazał się bielutki ludzki szkielet. - Hmm.. pierwsze, co tu trzeba zrobić, to określić tożsamość zmarłego. Czy wiadomo, kto to jest? - Pan Richard Burn powiedział, że to Michael Jefferson. Podobno, kiedy wszedł do „trumny” ujrzał go martwego, a na kombinezonie zobaczył jego identyfikator. Powiedział nam też, że miał operację czaszki i na niej zostały charakterystyczne ślady, które teraz rozpoznał. - Mimo wszystko, chcę mieć pewność, ze to ta sama osoba, o której mówił ten stary pryk Burn. Agencie Michael. Jeśli pan będzie łaskaw proszę znaleźć w bazie danych, jak najwięcej informacji na temat Michael Jeffersona. Potrzebna jest mi też jego karta dentystyczna. - Już się robi – szepnął agent. Po trzydziestu minutach wrócił z informacjami. - Dziękuję panu – mruknął patolog – teraz sprawdzimy, czy to rzeczywiście on. Blizny na potylicy się zgadzają z tymi ze zdjęcia. W dzieciństwie miał złamaną nogę w dwóch miejscach.... tu też widzę ślady dawnych zrostów. Również identyczne. Uzębienie, jak na karcie. Nie mam wątpliwości, to jest Michael Jefferson. Wreszcie mogę przejść do najciekawszej rzeczy. Co go zabiło. – naukowiec obszedł dookoła ciało i począł oglądać wszystkie elementy szkieletu, jak elementy, jakiejś sadystycznej układanki. - Powiem szczerze, że odkąd pracuję w tym zawodzie, to jeszcze nie widziałem czegoś podobnego. Bez używania mikroskopu mogę stwierdzić, ze to, co leży przed nami, to czysty szkielet. Cos, co go zabiło, nie zostawiło na nim ani śladu mięśni, i narządów. Popatrzcie na chrząstki. Chrząstka u zdrowego człowieka jest gładka. U Michaela ma konsystencję i strukturę sera szwajcarskiego. – Patolog wziął waciki i delikatnie przejechał nimi po przedramieniu ofiary, wycierając wszystkie ślady substancji, które znajdowały się na nim. Wtem zdarzył się wypadek, który o wiele bardziej przybliżył patologa do rozwiązania zagadki. Jednemu z agentów wypadł kilogramowy pojemnik, który uderzył w czaszkę denata. Ku zdziwieniu wszystkich obecnych czaszka rozsypała się w popiół. - A to co takiego? – wrzasnął doktor – patrzcie tylko, jakie te kości są kruche! Coś pozbawiło je całkowicie białka. Kość człowieka nie zachowuje się tak po naturalnej śmierci. Kość zachowuje się tak, kiedy leży przez długi czas w ogniu. Wtedy zostają same sole mineralne, a białko zostaje spalone i kość robi się strasznie krucha. Dziwię się, że ten pseudoszkielet nie rozsypał się wam podczas przenoszenia. Jednak wolałbym, gdybyście opuścili tą salę i pozwolili mi pracować za dwie godziny wrócę z ekspertyzą. Do tego czasu róbcie co do was należy i nie przeszkadzajcie mi. I nie zapomnijcie się zdezynfekować. Pamiętajmy, ze dalej nie wiemy, co zabiło tego człowieka, a jeśli to jakiś drobnoustrój, to nie może on wydostać się dalej niż za tą salę. Dwie godziny później, patolog podekscytowany wyskoczył z laboratorium w poszukiwaniu agentów. Znalazł ich znudzonych w poczekalni i od razu wziął ich na rozmowę. - Panowie mamy tutaj szczególnie niebezpieczną sytuację. Zgarnąłem wacikiem resztki substancji, które znalazłem na szkielecie i po analizie odkryłem, że oprócz chityny występuje tam substancja nieznana całkowicie nauce. Jest to substancja organiczna, ale oprócz tlenu i azotu występuje tam pierwiastek, którego komputer nie rozpoznaje. Tego jeszcze nie odkryto i na próżno szukać w tablicy Mendelejewa. Przebadałem też szkło, które przynieśliście, ale nie znalazłem nie znalazłem nic niezwykłego. Podejrzewam, ze denat próbował się ratować, kiedy został zaatakowany i wtedy zbił te probówki. Wtem wtrącił się jeden z agentów: - ja tu czegoś nie rozumiem. Użył pan słowa „zaatakowany”. Co to ma znaczyć do diabła. Co go zaatakowało ? - Proszę mi nie przerywać. Właśnie próbuję dojść do sedna sprawy. W jeden z plastikowych worków zawinął pan dziwną „siatkę”, która przypominała panu wylinkę gada. O wiele pan się nie pomylił, bo to jest rzeczywiście wylinka, ale nie mam pojęcia z jakiego stworzenia pochodzi. W jej składzie chemicznym znajduje się też dziwny pierwiastek, który znalazłem przy ofierze. Oprócz tego, wylinka ta składa się jeszcze z kreatyny i substancji przypominającej nylon. Zastanawia mnie jedno. Co w instytucie wirusologicznym może robić takie coś? Jeśli to, co zabiło Jeffersona wydostało się poza obręb instytutu, to ludziom grozi poważne niebezpieczeństwo. A tak nieoficjalnie powiem wam, że jestem przerażony i kompletnie nie mam pojęcia z czym mamy do czynienia. Nie jest to ani gad, ani ssak i nie mam nawet pewności, czy to aby na pewno istota żywa. Co też się stało w tym instytucie kilka dni wcześniej? Chciałbym to wiedzieć. - Dziękujemy. Przykro nam, że nie porozmawiamy dłużej, ale musimy powiadomić o tym kogo trzeba i szybko rozpocząć przeszukiwanie laboratorium - Już powiadomiłem prezydenta, a on wysłał do instytutu wojsko, które ma zbadać sytuacje, Mam dla pana dobra radę. Niech pan idzie się przespać i pozwoli swoim ludziom trochę odpocząć. Wojsko przez noc zajmie się wszystkim. Jeśli znajdę coś nowego, to na pewno do pana zadzwonię. Agenci już mieli opuścić placówkę, kiedy do budynku, szybkim tempem wkroczyło ośmiu barczystych żołnierzy. Kilku z nich niosło nosze obwinięte plastikowym workiem. Nawet niedoświadczony obserwator mógł stwierdzić, że były to ciała. „Pewnie następne ofiary porachunków mafijnych....tylko po co to wojsko?” pomyślał Andrew, po czym szybko wybiegł z budynku. Wsiadł w samochód i pojechał do domu, by zgodnie z rada patologa, przespać się trochę i zapomnieć choć przez chwilę o sytuacji, która dzieje się w instytucie. Dom Andrew Richardsona, godzina 3.07 - Kochanie. Weź odbierz ten cholerny telefon, bo mnie się nie chce wstawać. Kto u diabła dzwoni do nas tuż nad ranem. - Odbiorę, odbiorę.... – mruknął zaspanym głosem Andrew. - Halo? - Witam! Mówi Peter Kormick, patolog Instytutu Patologii i Medycyny Sądowej. Nie będę przeciągał. Andrew: kiedy wychodziłeś z instytutu pewnie zauważyłeś żołnierzy niosących jakieś zwłoki. - Zauważyłem, a co to ma wspólnego ze sprawą? - Na obu ciałach znalazłem ta samą substancję, którą wyodrębniłem z kości Michaela i tej dziwnej wylinki. Rozumiesz co to znaczy? To coś uciekło z instytutu i teraz grasuje gdzieś po mieście. Każdy może stać się ofiarą. To nie jest rozmowa na telefon. Przyjeżdżaj do mnie natychmiast, a pokaże ci coś... Andrew pospiesznie ubrał się i wybiegł z domu. - Kochanie, gdzie jedziesz? - Mam coś do załatwienia kotku. Śpij spokojnie i nie zwracaj na mnie uwagi Floryda, Instytut Patologii i Medycyny Sądowej. Godzina 3.41 Andrew pospiesznym krokiem wbiegł do gabinetu patologa, a ten przerażony z miejsca wykrzyknął: - Andrew! To coś uciekło z laboratorium! Ci dwaj bezdomni, którzy zostali rzekomo zamordowani przez mafię noszą ślady substancji, którą znalazłem na wylince i Michaelu Jeffersonie. Nie mogę Ci pomóc, ale widzę, że to coś jest coraz silniejsze. Wiem tyle, że nawet bardzo silny człowiek nie potrafiłby zrobić czegoś takiego. A teraz o nic nie pytaj tylko jedź!!! Musisz powiadomić wojsko, żeby przenieśli poszukiwania gdzie indziej. - Andrew bez jednego słowa pobiegł głównym korytarzem do wyjścia, gdzie szybko wsiadł w samochód i dał gazu w kierunku zamkniętych fabryk, gdzie pod nimi rozciągały się długie korytarze instytutu wirusologicznego. Agent dojechał tam w kilka minut i z marszu wszedł na teren placówki. - Posłuchajcie mnie wszyscy! Tutaj nic nie znajdziecie. Lepiej wypuście tych ludzi spod kwarantanny i rozpocznijcie poszukiwania gdzie indziej. Pan Kormick po zrobieniu szczegółowej sekcji zwłok wykazał, że substancja znaleziona w organizmach bezdomnych pochodzi z tego laboratorium. Bezdomni zostali znalezieni w kanałach, stad wniosek, że tam trzeba szukać naszego gościa kimkolwiek, lub czymkolwiek jest. – Do Agenta podszedł wysoki, barczysty i postawny umundurowany mężczyzna. - Dzień dobry panie Richardson. Jestem generał Slay. Niech pan się zastanowi nad tym, o czym pan mówi. Mówi pan, że to coś uciekło? Czy aby jest Pan pewien. - ILE MAM SIĘ WYDZIERAĆ, ŻE TAK ??? Czy opinia najlepszego patologa w Stanach wam nie wystarczy? Możecie sami do niego zadzwonić. Mamy tu cholernie poważną sytuację. W mieście kręci się jakiś głodny skur*****, a tymczasem wy pilnujecie kilku oszołomionych pracowników. - Kapitanie Rogers! Proszę o telefon - Tak jest sir. - Witam panie prezydencie. Mamy informacje, że projekt ASSASIN znajduje się w innej części miasta. Aha, rozumiem. 2000 ludzi? Dobrze. Wszystko będzie przygotowane. Żegnam. - Generale! – krzyknął agent – co tu się do cholery dzieje? Nazwał pan to coś ASSASIN`em. To znaczy, że wie pan o co tu chodzi. Proszę mi to wyjaśnić! - Prezydent pozwolił mi udzielić panu potrzebnych informacji, gdyż od teraz będziemy razem współpracować i musi pan wiedzieć, z czym mamy do czynienia. Otóż przez ostatnie 20 lat nasz rząd pracował nad nowym rodzajem broni biologicznej. Niestety naszym naukowcom nie udawało się nam to. Nasze laboratorium mieściło się na pustyni Nevada. Projekt został zwieszony na 15 lat, dopóki postęp techniczny stał się tak znaczący, że mogliśmy przystąpić ponownie do badań. Stworzyliśmy substancję, która może być przechowywana bez obaw w normalnej fiolce. Nie różni się niczym od zwykłej galarety, dopóki nie wejdzie w kontakt z białkiem. Wtedy zaczyna mutować i przekształca się w organizm Zwierze to jest na początku zbyt słabe, by prowadzić samodzielny tryb życia, dlatego na kilka minut, przytwierdza się do gospodarza i absorbuje całe jego białko i kod genetyczny. Nawet kości nie pozostają bez uszkodzenia. Potwór znowu zaczyna mutować i staje się czymś podobnym do gada. Tak właściwie to nie wiem, do czego to jest podobne. Z każdej swojej następnej ofiary, pobiera część kodu genetycznego i białek, po czym znowu mutuje, stając się jeszcze potężniejszym i silniejszym drapieżnikiem. Nasz pośpiech jest uzasadniony, bowiem, gdy potwór nie daj Boże zabije 6-10 ludzi, to staje się praktycznie nie do pokonania i jest tylko jeden sposób na jego zabicie. Rząd zrealizował ten projekt, aby użyć go podczas ewentualnej wojny, jako genetycznie zmodyfikowanego żołnierza. Mamy informacje, że projektem ASSASIN jest również zainteresowana wschodnia mafia, więc musimy działać szybko, bo jeśli to dostanie się w niepowołane ręce, to wiele milionów ludzi może przez to stracić życie. Mam nadzieję, że pan wie już wszystko. Nikomu, oprócz swoim ludziom ani słowa. Nikt nie może wiedzieć, co tu się dzieje. Prezydent wysłał w naszą stronę 2000 żołnierzy, którzy przeprowadzą ewakuację miasta i dadzą nam pełną swobodę działania. Proszę przygotować swoich ludzi, na to co ich czeka, gdyż wezmą udział w niezwykle poważnej operacji i każdy z nich nam się przyda. - Tak. Słyszałem o tym. Jednak co to robiło w instytucie wirusologicznym - Nie mamy najmniejszego pojęcia. Na miejscu znalazł Pan pojemnik z napisem NEVADA. To właśnie w tym pojemniku substancja była przechowywana. Prawdopodobnie jeden z pracowników był w zmowie i chcąc sprawdzić jakość towaru, który miał być dostarczony mafii, sprowadził go do laboratorium w celu zbadania. Prawdopodobnie Jefferson nie wiedział o tym i otworzył pojemnik, wydając sobie wyrok. A TERAZ SZYBKO PROSZĘ PRZYGOTOWAĆ LUDZI!!! NIE MAMY CZASU NA POGAWĘDKI, KIEDY MY MARNUJEMY CZAS, TO POTWÓR JUŻ BYĆMOŻE POLUJE NA KOLEJNĄ OFIARĘ........................................ ...:::CIĄG DALSZY NASTĄPI:::...

02.09.2002
23:04
smile
[37]

Requiem [ has aides ]

Minas Morgul: wklej jeszcze raz w nowej czesci:) jak templar skonczy wklejac swoje:) bo tej nie da sie juz przewijac:)

© 2000-2021 GRY-OnLine S.A.