GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Ludzka słabość i niszczenie marzeń.. :/

10.09.2007
08:07
[1]

morph_eus [ Konsul ]

Ludzka słabość i niszczenie marzeń.. :/

Niech mi ktoś cholera powie co ja mam robić bo mi psycha siada.. jak z tym sobie poradzić?. Lat mam 20 jak wspominałem w moim poprzednim wątku o pracy w sphinxie. Moja... dziewczyna? 18.. 6stego wrzesnia mieliśmy juz pół roczku razem. Spedziliśmy go cudownie (tak mi sie wydawało) nastepnego dnia jak poprosiłem ja by jechała ze mna na zakupy to stwoerdziła ze musi gdziś jechaćz rodzicami. Po moim powrocie okazało się że była na imprezie. Przez 3 godziny nie odbierała telefonów odebrała dopiero gdy była w domu około 23. Troche kreciła z tym gdzie była czemu nie odbierała i w ogole mnie nie uprzedziła ze gdzieś idzie no ale przezylem to jakoś. Lecz ostatnie dni była troche dziwna taka oschła i bez uczuć. Wczoraj sie dowiedziałem... zdradiła mnie na tej imprezie ze swoim przyjacielem i moim bardzo dobrym bliskim kumplem... oszukiwała mnie przez ten czas jak gdyby nigdy nic sie nie wydazylo. Lecz gdy w koncu sie przyznała rozpłakała sie przepraszała mowiła ze jest okrutna i ze to chwila słabości ze nie wie co ma zrobic bym jej wybaczł ale ja nie wiem czy chce, dla mnie zdrada jest niewybaczalna. Cholera akurat teraz jak mam 1szy dzien w pracy i tak mi zjebać humor... boze za jakie grzechy. Co ja mam robic zeby sie tak nie stresowac, ktos poradzi co robic? bo sie pogubiłem w tym :(

10.09.2007
08:10
smile
[2]

General E'qunix [ Nobody likes me ]

Módl się o jej najlepszą koleżankę w tej pracy... i zrób swoje :)

10.09.2007
08:13
[3]

morph_eus [ Konsul ]

Nie jestem mściwy to by mi nic nie dało... ja ją cholera dazylem wielkim uczuciem... i nie umiem uwierzyc w to co sie stało ona była doskonała kochana słodka.. a tu takie cos i tłumacyzłą się ze za mało czułosci okazywałem a widzialem sie z nia kiedy dylko moglem i robilem wszystko by czula sie jak najlepiej... to jest niedorzeczne.!!!!!!!!

10.09.2007
08:33
[4]

Belert [ Senator ]

to normalne , poboli i przestanie ,ale jeden warunek :kopnij ja w .....
Mam troche wiecej lat niz ty ( o wiele wiecej) wiec to jest najzupelniej normalne ,nie jestes pierwszy ani nawet miliardowy ,praktycznie kazdy facet przez to przechodzi.I czesto kilka razy .
Acha z tego zwiazku juz nic nie bedzie mam nadzieje ze o rozumiesz.Bo jak nie o jeszcze nie raz bedziesz skomlil z bólu.Pozdro

10.09.2007
08:37
[5]

morph_eus [ Konsul ]

Dobrze o tym wiem ze nic z tego nie bedzie.. nie bede w stanie zaufac.. i zyc w strachu ze znowu moze to zrobic ... ale jak sie wyleczyc z bolu..

10.09.2007
08:38
[6]

_Luke_ [ Death Incarnate ]

Badz twardy, kaz jej spadac. Zrobila najgorsza rzecz po zdradzie - sama sie przyznala. Teraz cierpisz Ty a jej jest lepiej. Te teksty o braku czulosci wloz miedzy bajki - w koncu jesli cos wg niej bylo nie tak, to trzeba bylo o tym rozmawiac a nie zdradzac.

edit: z bolu sie tak latwo nie wyleczysz, potrzeba czasu (ew. nowej dziewczyny ale to nie jest wcale konieczne)

10.09.2007
08:40
[7]

morph_eus [ Konsul ]

2 lata czekałem by zaufać... a ona to zniszczyła ... długo nie zaufam bardzo długo. Ona teraz płacze ze jej przykro przeprasza mowi osobie ze jest okrutna.. i dobrze zle zrobiła nie bede sie nad nia uzalał choc była podkrezlam.. była dla mnie wartościową osobą

10.09.2007
08:57
[8]

morph_eus [ Konsul ]

dobra znikam do pracy... odświeżę jak wróce :(

10.09.2007
09:42
[9]

TE DE [ Legionista ]

morph_eus--> No to kolego masz dylemat.Grunt to sie nie przejmować wiem ze łatwo sie mówi, sam to przerabiałem byłem z nia 4 lata dzwoniłem , jeździłem starałem żeby wróciła i bez powodzenia dowiedziałęm sie dla czego tak jest olałem to już nie zadzwoniłem i nie byłem u niej po miesiacu ona zadzwoniła i powiedzałem ze zapuźno jej czas minoł nie jestem zabawką która mozna rzucić w kąt a jak sobie przypomni wyciągnąć jak chce sie pobawić niech spada do piaskownicy. Jak to mówią nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki.Po takim czymś bedzie cieżko Ci poraz dórgi jej zaufać o ile będzie to wogóle mozliwe.Tak szczerze to daj sobie z nią spokój jeżeli cie zdradziła nie jest ciebie warta i nie zależy jej na Tobie.A to ze będzie cie przepraszać i blagać o wybaczenie , nie zważaj na to bo pomimo że jej wybaczysz i bedziecie razem już nigdy nie bedzie tak samo będzie ci cięzko zaufać a kto wie chistoria moze sie powtórzyć skoro raz już to zrobiła. Tak dla pocieszenia zaczołeś nową prace a co za tym idzie poznasz nowych ludzidalej już nie musze pisać. Kobiet jest wiecej niż facetów świat nie kończy sie na tej jednej.Wkońcu znajdziesz taką, której będziesz mógł zaufać w 100%.Masz w końcu 20 lat korzystaj z życia i nie daj soboą poniewierać. Głowa do góry i nie daj sie rie rozpaczaj nad rozlanym melkiem weź nową szklankę i nalej świeżego mleka
Ja po tym co napisałem o sobie zaczołem normalnie rzyć i funkcjonować wcześniej byłem kłębkiem nerwów nikt nie mógł ze mną normalnie rozmawiać a teraz nowy człowiek.Poznałem wspaniłą kobietę 200% zaufania z jednej jaki i z drógiej strony powiedziała mi że wchadząc w jej zycie to tak jak promyk słońca w deszczowy pochmurny dzień.
Podsumowując nie daj soba pomiatać i nie popełniaj błędu jakim moze być kontynuacja tego zawiązku bedziesz jeszcze bardziej cierpiał.Na początku bedzie ci ciężko ale czas leczy rany.pozbnasz inną która będzie Ciebie warta.
Głowa do góry trzymaj sie.

10.09.2007
09:43
[10]

HumanGhost [ Generał ]

Szczerze? To twój wybór.
Zdradę można wybaczy, owszem. Ale nie można jej zapomnieć. Zawsze jak będziesz na nią patrzył to będziesz widział paskudną gębę "kolegi". Oczywiście można z tym żyć, ale odpowiedz sobie na pytanie: ile jesteś w stanie wytrzymać? Za każdym razem kiedy ona będzie rozmawiac z jakimś facetem będziesz widziął paskudną gębę "zdrajcy". Ona będzie widzieć twoją minę i jak się przyglądasz i będzie dobrze wiedziała o co chodzi.

Osobiście nie potrafiłbym żyć z kimś kto mnie zrobił na szaro. Ale to twój wybór.

10.09.2007
10:00
[11]

Kanon [ Befsztyk nie istnieje ]

10.09.2007
11:04
[12]

Arcy Hp [ Legend ]

Znajdź inną.

10.09.2007
11:17
[13]

frer [ God of Death ]

Masz 20 lat i całe życie przed sobą. Rzuć ją i tyle. Lepiej poszukać kogoś z kim można zbudować związek od podstaw niż próbować naprawiać ten wadliwy. Jak tu wcześniej już było pisane, zdradę można wybaczyć, ale nigdy zapomnieć. Prędzej czy później zaczniesz się zastanawiać, czy znów Cię nie zdradzi, a jak już to zakończysz to wam obojgu może to wyjść na lepsze. Ty będziesz miał szansę na znalezienie dziewczyny godnej zaufania, a ona będzie miała czysty start i jeśli to rzeczywiście był tylko jeden błąd to w kolejnym związku może go nie powtórzy.

10.09.2007
11:19
[14]

X-Cody [ Zabójca z Liberty City ]

Jesli ma 18 lat, jestecie razem poł roku i Cie zdradziła to wybacz, ale nie wierze w "chwile słabosci". Chwile słabosci moga miec malzenstwa po 20 latach, gdzie nie zawsze jest wesolo a i tak zawsze uwazam, ze zdrada jest naoprawde paskudna sprawą.

Moim zdaniem w tych okolicznosciach nie zasługuje na druga szanse.
Poboli i przestanie. Niestety - zycie.

Przykro mi, tak btw. Co parwda zdrada mi sie nie przytrafiła, ale wielkie zawody owszem.

10.09.2007
11:20
[15]

BarD [ Leningrad Cowboy ]

Jak raz zdradziła, to czemu miała by tego nie zrobić drugi raz?

Popieram przedmówców - zostaw ją i znajdź sobie inną.

10.09.2007
11:22
smile
[16]

erton F [ Konsul ]

Po pierwsze nie rob scen bo impreza byla gruba, ja prawie nic nie pamietam, tak sie jakos zdarzylo no bywa. Na trzezwo bym jej nie chcial bo ma stara komorke i wlosy w nosie, ale wiesz alkohol robi swoje....

A po drugie to, ze dajesz mi swoje kanapki, a ja przez to juz nie pluje Ci na tornister w szkole nie znaczy jeszcze, ze jestesmy "dobrymi, bardzo bliskimi kumplami"

10.09.2007
11:22
[17]

stanson [ Szeryf ]

1. Zdecydowanie ją rzuć
2. Pamiętaj, że czas goi rany

Wiem, ze łatwo gadać, trudno zrobić. Ale nie będziesz żałował. Mało tego - szybciej niż myślisz będziesz się z tego śmiał.
To taki wiek, że ludzie się muszą wyszaleć (nie, nie tylko faceci). Panienka widocznie szuka wrażeń, krzyż na drogę. Pamiętaj - tego kwiatu jest pół światu.

10.09.2007
11:22
[18]

Septi [ Starszy Generał ]

Nie wiem stary co ci poradzic.Ciężko jest powiedzieć coś z perspektywy osoby czytającej czy też osoby trzeciej.Nie znam twoich uczuć do niej itd wiec ciężko sie tak poprostu wypowiedzieć.Ja myśle że gdyby moja dziewczyna tak zrobiła to bym dał spokój i poszukał nowej bo skoro zrobiła to raz to może to zrobic kolejny.Wiec tak naprawde decyzja powinna należeć do ciebie,sam wiesz co czujesz.

Zawsze powtarzam że laską nie można ufać,zwłaszcza tym ładnym zapatrzonym w siebie bo w którymś momencie zawsze ją zaswędzi.

10.09.2007
11:23
[19]

zmudix [ palnik ]

Zerżnij ją i po orgaźmie powiedz "było miło, żegnam". Ubierz się i wyjdź.

edit: erton xDDDDD

10.09.2007
11:26
[20]

Mazio [ Mr Offtopic ]

zdrada pada cieniem na związek do końca jego istnienia. W chwilach słabości, w kłótniach, w gniewie będzie wiecznie wracać jak bumerang wykrzyczana i ciągle boląca. Do tego nie masz żadnej gwarancji, że nie zrobi tego po raz drugi. Coś musiało ją do tego ciągnąć i ten powód nie zniknął wraz z zaspokojeniem tej chęci. Dlatego najlepszym wyjściem dla Ciebie jest się z nią rozstać. Pół roku to wcale nie jest tak dużo, a w Twoim wieku masz mnóstwo czasu by znaleźć sobie kobietę, która będzie Ci wierna.

10.09.2007
11:28
smile
[21]

lu [ Legionista ]

Ummm...

Pierwsza podstawowa zasada - zawsze bądź gotowy żeby być i radzić sobie samemu. Nawet w najdłuższym i najcudowniejszym związku.

Druga podstawowa zasada - zdrada nie jest czymś, co można wybaczyć. Tkzw. chwila słabości nie istnieje.

Trzecia podstawowa zasada - mnóstwo innych kobiet czeka na Ciebie :)

<--- Kanon

10.09.2007
11:30
[22]

stanson [ Szeryf ]

Słuchaj Mazia - dobrze prawi!

10.09.2007
11:34
[23]

Kharman [ ]

Daj sobie z nią spokój, raz zdradziła, zdradzi i drugi. A ja osobiście nie byłbym w stanie zaufać ponownie po czymś takim. Kumplowi też wypadało by parę słów powiedzieć, jeśli nie sięgnąć po tłumaczenie ręczne, w końcu do zdrady potrzebne są dwie osoby.

10.09.2007
11:47
[24]

Kuper^^ [ Konsul ]

Ja bym kumplowi obil ryj a ja zwyzywal od dziwek ;]

10.09.2007
11:52
smile
[25]

Fett [ Avatar ]

Poszła na imprezę nie mówiąc Ci o tym, okłamując Cię, nie licząc się z Twoimi uczuciami... Zdradziła Cię na tej imprezie z gościem, z którym poszła... I teraz mówi, że to była chwila słabości? Sorry, ale jak dla mnie to było z premedytacją... Teraz mówi, że ona jet okrutna... To sorry, jej żal tego co zrobiła, czy żal jej Ciebie? Bo ja odnoszę wrażenie, że ona znowu nie liczy się z Twoimi uczuciami, tylko jej samej się zrobiło głupio...

Nie wiem co Ci poradzić, bo sam nie dopuszczam do siebie myśli o takiej sytuacji i nie wyobrażam sobie, że coś takiego moja dziewczyna mogłaby coś takiego zrobić. Przeanalizuj obiektywnie cały związek, jej zachowanie, przemyśl to... No i to też zależy, czy zdrada polegała na tym, że poszła z gościem do łóżka, czy na tym, że np. się z nim tylko całowała... To już Twój wybór co zrobisz, ale ja bym nie ratował już takiego związku. Tak jak pisał Mazio.

A temu skurw.... tak bym napier...., że by się przez miesiąc nie pozbierał :/ Tym bardziej, że to Twój kumpel :/

Wyrazy współczucia, bo wyobrażam sobie co czujesz :(

Edit: Kuper, ale jesteś mastah :D ...

10.09.2007
11:57
[26]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu po takim szpasie dostałaby ona przydomek "dziwka" i bardzo trudno byłoby jej nawiązać poważny kontakt z kimkolwiek. A teraz? Teraz Miłość to taki sam towar jak miksery. Z tą różnicą, że na mikser dostajesz gwarancję. Od kiedy Kant zdefiniował małżeństwo jako umowę wzajemnego udostępniania sobie organów płciowych, przekonanie, że jest to coś więcej, i że w istocie wiąże się z pewnego rodzaju ofiarą składaną przez każdego z małżonków Bogu "przy okazji" składania przysięgi małżeńskiej powoli umierała. Ostatni mocny cios wymierzyła inicjowana i wspierana przez bolszewików z Kremla rewolucja pokolenia 68. Ostatnie dziesięciolecia to festiwal unormalniania zjawisk zawsze postrzeganych jako zboczone, chore czy nieetyczne.
Teraz nieetyczne jest tylko to, co nie odpowiada każdemu z osobna. Ergo - skoro ona miała chęć na pukanie, to z jej punktu widzenia nie ma sprawy, bo tamten służył tylko chwilowemu usunięciu napięcia seksualnego. A jeżeli jeszcze naczytała się w kolorowych piśmidłach wypocin jakichś - pożal się Boże . seksuologów (którzy nie ograniczają się już do tego by opisywać rzeczywistość i szukać metod terapii ale zaczynają oceniać co jest dobre a co złe, co wpisuje się w postęp przesądu scientyzmu) - to może stwierdzili oni, że taki "skok w bok" dobrze robi na usunięcie efektu przyzwyczajenia i monotonii w pożyciu erotycznym, to nie dość, że nie widzi w tym nic złego, ale może być przekonana, że zrobiła coś, co działa dobrze na wasz "związek".
Zajrzyj w siebie i zastanów się czy sam sobie w tym zakresie nie masz czegoś do zarzucenia. Czy zupełnie w porządku wobec niej i wobec siebie, że nie wspomnę o "tej jedynej", której być może jeszcze nie spotkałeś było chociażby to, że dążyłeś/nie protestowałeś przeciw rozpoczęciu pożycia intymnego przed zawarciem związku małżeńskiego. Zastanów się czy sam nie masz od czasu do czasu chętki "puknąć" jakiegoś blond biustwo, co ostatnio nie jest aż tak trudne. Słowem - zastanów się czy aby masz prawo rozpaczać nad utratą form przejścia z młodości do dorosłości, jeżeli sam skutecznie je zwalczasz i czy nie rozpaczasz wyłącznie z tej przyczyny, że to ona puściła w trąbę ciebie a nie na odwrót? Bo jeżeli działa tu druga przyczyna (a sądzę, że jest to wysoce prawdopodobne), to nie szukaj u mnie pocieszenia, bo powiem tylko, że kto mieczem wojuje ten od miecza ginie.

Mazio
albo nie ma niczego, co by ją przed tym powstrzymywało.

10.09.2007
11:57
[27]

Kuper^^ [ Konsul ]

Fett - samchcesz kolesia lac , a laska ktora zdradza to ewidentnie szmata

10.09.2007
11:58
[28]

Biller [ Konsul ]

Post [19] <- zemsta jest słodka ale polecam :D
Post [24] <- to raczej dziecinny sposób ...

To proste:
Twój kumpel już jest twoim BYŁYM kumplem, powiedz mu co o nim myślisz i tyle, po co odrazu lać
Twoją laskę hmm -> najpierw udaj, że wszystko jest ok, sex bla bla bla a na koniec powiedz jej co o niej myślisz ;)
Niech poczuje jak to jest

10.09.2007
12:02
[29]

Kuper^^ [ Konsul ]

w sumie mzoesz jeszcze udawac ze wszystkojest ok , pukac ja i jakas inna laske ;] bedzieszmiec 2 do pukania ;]

10.09.2007
12:04
smile
[30]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Właśnie Kuper dał wspaniałą ilustrację do mojego posta.

10.09.2007
12:07
smile
[31]

Mazio [ Mr Offtopic ]

to jest wiek, w którym "pukanie" przesłania wszystko inne Attylo... trzeba mu wybaczyć

10.09.2007
12:10
[32]

Kuper^^ [ Konsul ]

nie prawda

ja bym zdrady nie wybaczyl nigdy

10.09.2007
12:13
[33]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Mazio
też byłem w tym wieku i nie przypominam sobie, by mi to cokolwiek przesłaniało. I owszem - wielce interesowałem się płcią nadobną (co nie przeszło mi do dzisiaj:D) i miewałem sny i fantazje:D, ale w żaden sposób nie kierowało to moimi działaniami (no może poza wyborem trasy do biegania:D). W każdym razie z całą pewnością nie dążyłem do tego, żeby "puknąć i zapomnieć".
Oczywiście byli i tacy, ale nikt nie darzył takich nadmierną estymą. Wręcz przeciwnie.

Podsumowując - to co napisałeś nie jest usprawiedliwieniem a kto wie? - może być potraktowane także i jako oskarżenie.

Kuper
Pytanie brzmi:
Czy jesteś skłonny znaleźć dla siebie jakiekolwiek usprawiedliwienie dla zdrady a nie czy byś zdradę wybaczył.

10.09.2007
12:16
[34]

Tomuslaw [ Superbia ]

Takiego "związku" nie warto ciągnąc dalej, jak to zostało już wcześniej przez innnych wspomniane. Jak to napisała X-Cody "Jesli ma 18 lat, jestecie razem poł roku i Cie zdradziła to wybacz, ale nie wierze w "chwile słabosci". Chwile słabosci moga miec malzenstwa po 20 latach, gdzie nie zawsze jest wesolo a i tak zawsze uwazam, ze zdrada jest naoprawde paskudna sprawą.".

Zatem, koniec smutków, idź na piwo, prześpij się z tym parę dni (dla opornych - tygodni) i będzie dobrze :)

10.09.2007
13:00
[35]

stanson [ Szeryf ]

Attyla --> ale jest różnica między tym czy on sobie od czasu do czasu sobie nie pomyśli, że ma ochotę "jakąś inną puknąć" a tym, że ona sobie poszła i "jakiegoś innego puknęła".

Może i kilkadziesiąt lat temu zostałaby dziwką. A jak wtedy nazywali facetów, którzy tak się zachowywali? Nie potrafię zrozumieć dlaczego się przyjęło, że jak dziewczyna sobie poużywa to dziwka, a facet to macho?

To oczywiście teoria. Opisywany w wątku przypadek to związek niedojrzały, w który żadna ze stron nie powinna dalej brnąć, bo może już być tylko gorzej.


Zatem, koniec smutków, idź na piwo, prześpij się z tym parę dni (dla opornych - tygodni) i będzie dobrze :) - Ot, co.

10.09.2007
13:08
smile
[36]

Kanon [ Befsztyk nie istnieje ]

A JA WAM MÓWIĘ : SPALMY JĄ !!!

10.09.2007
13:10
smile
[37]

frer [ God of Death ]

Nie potrafię zrozumieć dlaczego się przyjęło, że jak dziewczyna sobie poużywa to dziwka, a facet to macho?

Pewnie dlatego, że kiedyś rządził męski punkt widzenia i to facetom zawsze najbardziej pasowało. Poza tym podobno z natury samcom zależy na jak największym rozprzestrzenieniu swoich genów, a samicom na zapewnieniu przyszłości swojemu potomstwu. Oczywiście tego typu badziewie opowiada się dla podtrzymania swojego punktu widzenia, ale właśnie przez to przyjęło się, że facet pukacz to maczo, a kobieta cichodajka to dziwka.
Z drugiej strony kto widzi tych facetów jako macho ?? Kobiety oczywiście. Wychodzą z założenia, że jeśli facet ma wiele partnerek lub chociaż potencjalnych partnerek to jest to dla nich godna zdobycz jako materiał na ojca potomstwa i partnera zapewniającego odpowiednią pozycję społeczną. W przypadku kobiet to też kobiety najczęściej nazywają je dziwkami, po prostu z zazdrości.

10.09.2007
13:14
smile
[38]

Bri [ Konsul ]

Ja pindole - czy to jest forum porad psychologicznych???? JA SIĘ PYTAM!!! NIE - TO JEST FORUM O GRACH
następny topic-śmieć
i następny post-spam

10.09.2007
13:17
smile
[39]

Kanon [ Befsztyk nie istnieje ]

To jest kategoria uczucia. Odpowiadam. Puść bąka bo spuchłeś i żyły Ci nabrzmiały.

With Love :)

10.09.2007
13:18
[40]

frer [ God of Death ]

Bri --> Jakbyś nie zauważył to ten temat znajduje się w kategorii "uczucia", no chyba, że twoim zdaniem ta kategoria jest po to, żebyś mógł pisać o swoich zranionych uczuciach, bo nie udało Ci się złapać nowego pokemona albo wygrać w sapera. Ale nie martw się, jak poprosisz mamusię to na pewno kupi Ci naklejkę na piórnik z Pikaczu i wszyscy koledzy w twoim gimnazjum będą Ci zazdrościć. :P

10.09.2007
13:20
smile
[41]

ILEK [ Człowiek z dyktafonem ]

Ja pindole

10.09.2007
13:33
smile
[42]

stanson [ Szeryf ]

<=== frer [37]

10.09.2007
13:54
[43]

Conath [ Generał ]

naklejka z Pikaczu...
anyway, morph_eus, widzisz jakie tu masz wsparcie, wszyscy (prawie) na spokojnie pisza, ze nie ma co rozpaczac tylko zostawic to za soba. bylo minelo, na swiecie jest naprawde duzo pieknych kobiet:)

10.09.2007
14:11
[44]

Kompo [ Legend ]

zdradiła mnie na tej imprezie ze swoim przyjacielem i moim bardzo dobrym bliskim kumplem...

I ona, i kumpel do odstrzału. Nie przejmuj się taką panienką, przed Tobą jeszcze wiele kobiet. Tak jak napisał Stanson: tego kwiatu jest pół światu.

10.09.2007
14:12
[45]

Bri [ Konsul ]

>kanon ten temat znajduje się w kategorii "uczucia" - IMHO kategoria zbędna - idźcie sobie poczytać Przyjaciółkę, Pani domu czy jakaś taką prasę kobiecą może znajdziecie gotowca na takie "problemy".

>ilek Ja pindole - jakbym napisał co chciałem napisać to byś był pierwszy żeby donieść moderatorom na mnie

>ferr koledzy w twoim gimnazjum - jak kończyłem studia to jeszcze nie było gimnazjów, ale się nie przejmuj wybaczam ci pomyłkę

Wiem że tu jest obecnie wielka społeczność a przewinęło się jeszcze więcej ludzi przez te parę lat ale weźcie sobie na wstrzymanie z żalami. Przydałby się jakiś ruch odnowy forum (R.O.F.)

10.09.2007
14:17
[46]

Attyla [ Flagellum Dei ]

stanson
ale jest różnica między tym czy on sobie od czasu do czasu sobie nie pomyśli, że ma ochotę "jakąś inną puknąć" a tym, że ona sobie poszła i "jakiegoś innego puknęła".
Oczywiście. W pierwszym przypadku mamy wolę i realizację a w drugim tylko wolę. W odniesieniu do niektórych przestępstw w KK to drugie nazywa się usiłowaniem i też jest karane. Nie w tym jednak rzecz. Rzecz w mentalnym przyzwoleniu. Chodzi właśnie o to o czym napisałeś dalej. Nie jest oczywiście tak, że facet po "zaliczeniu" iluś tam babek automatycznie stawał się bohaterem - herosem buduaru i znam wiele określeń dla takich, z których "dziwkarz" to określenie najdelikatniejsze.
Na pewno też słowo "macho" nie odnosiło się do takich niedojrzałych palantów beznamiętnie skaczących z kwiatka na kwiatek. Nawet teraz macho to mężczyzna o cechach uchodzących tradycyjnie za typowo męskie, takich jak siła czy władczość. Za cechę taką uznaje się także sprawność seksualną ale ten przymiot dotyczy nie "pukania" a zdolności do "pukania". Nie ma zatem znaczenia, czy to robi, ale czy może to robić.

To oczywiście teoria. Opisywany w wątku przypadek to związek niedojrzały, w który żadna ze stron nie powinna dalej brnąć, bo może już być tylko gorzej.
Co to zatem jest związek dojrzały w świecie, w którym usuwa się wszelkie inicjacje i bariery? Czym jest niedojrzałość w obliczu kultu niedojrzałości (młodości) w "kulturze" masowej? Oni obydwoje są dokładnie tacy, jakie wzorce się obecnie rozpowszechnia. A rozpowszechnia się świat usuwania mądrości, odpowiedzialności, planowania i rozsądku a buduje się świat realizacji najbardziej nawet niedorzecznych czy zbrodniczych fantazji. Zresztą idealnie pasuje to do świata, w którym nie ma żadnych świętości, skoro z definicji wszystko jest na sprzedaż. Skoro wszystko jest na sprzedaż to wszystko ma swoją cenę a wartość jest tylko innym określeniem dla ceny. Jeżeli zatem rozmawiamy o Miłości i Wierności, to zarówno jedno jak i drugie w tym świecie ma swoją cenę - ale obie te rzeczy utraciły jakąkolwiek wartość a przez to i charakter sacrun, które należy chronić tylko dla tego, że tak trzeba. Obie rzeczy mają cenę i ceną, jaką się promuje jest wzajemność - znaczy powinienem być wierny tylko jeżeli ona jest wierna. jeżeli ja skoczę na bok i ona zrobi to samo, to jest 1:1 i nie ma problemu. problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy ja tego nie zrobię, bo np. nie czuję takiej potrzeby, albo moje potrzeby zaspokaja mój obiekt zauroczenia. Innymi słowy o tym czy jest dobrze czy źle nie decyduje obiektywnie stwierdzalny stan faktyczny ale to czy "ja" czuję się dobrze i czy wobec "mnie" strona przeciwna jest w pożądku. Innymi słowy teraz wszystko krąży wokół jednostki a moralnym jest wszystko to, co jednostka uzna za przyjemne, czy przydatne a złe jeżeli stwierdzi coś odwrotnego. Dla tego moje pytanie dotyczyło tego czy on ma wbudowany w siebie "hamulec bezpieczeństwa", który zadziała wtedy, gdy chwilowy kaprys popycha np. do zdrady. Jeżeli nie ma takiego hamulca, tp nie ma prawa się wściekać, bo "partnerka" zachowała się zgodnie z zasadami, które on sam uznaje i akceptuje. Wszystko zaś wskazuje na to, że tak jest.
Mamy dwoje dzieciaków, którzy żyją ze sobą bez żadnego zobowiązania (i formalnego i faktycznego) i którzy mimo to prowadzą pożycie intymne traktując to jako coś normalnego, co prowadzi do usunięcia napięcia seksualnego. W ten sam sposób traktuje się oddawanie kału i - na Boga - skoro jedno dla drugiego jest tylko sedesem, to nie widzę powodu, by się przejmować lub rozpaczać jeżeli do tego samego sedesu kał odda ktoś inny.

10.09.2007
14:23
[47]

Kompo [ Legend ]

Bri - > ja pindole, gościu, weź się ogarnij, wyłącz sobie kategorie wątków, które Ci nie odpowiadają, nie wchodź na takie wątki i przestań śmiecić.

10.09.2007
14:34
[48]

frer [ God of Death ]

Bri --> Nie wiem czemu chciałbyś narzucać swoje poglądy innym ludziom, bo chyba na tym Ci zależy. Jeśli tobie ta kategoria się nie podoba to twoja prywatna sprawa. Masz wybór poprzez opcję "ignoruj wątek" albo w ogóle wyłączenie wyświetlania wątków z tej kategorii.

Attyla --> Dla tego moje pytanie dotyczyło tego czy on ma wbudowany w siebie "hamulec bezpieczeństwa", który zadziała wtedy, gdy chwilowy kaprys popycha np. do zdrady. Jeżeli nie ma takiego hamulca, tp nie ma prawa się wściekać, bo "partnerka" zachowała się zgodnie z zasadami, które on sam uznaje i akceptuje. Wszystko zaś wskazuje na to, że tak jest.
Wiadomo, że jeśli się kogoś ocenia to trzeba to robić według skali którą stosuje się względem samego siebie, bo inaczej to byłaby zwykła hipokryzja.
Tylko trzeba wziąć pod uwagę to, że ta dziewczyna (według opisu przedstawionego przez autora wątku) zdradziła go z premedytacją. Zachowała się jakby go traktowała tak tylko na pokaz, a dla przyjemności wykorzystywała innych facetów. W takim przypadku chyba nie można mówić o jakimś "hamulcu bezpieczeństwa". Już idąc w tajemnicy na imprezę z innym facetem dopuściła się zdrady, choćby nie fizycznej, ale jednak zdrady zaufania. To co było dalej było tylko tego następstwem i podejrzewam, że ona dokładnie wiedziała co może ją czekać.

W ten sam sposób traktuje się oddawanie kału i - na Boga - skoro jedno dla drugiego jest tylko sedesem, to nie widzę powodu, by się przejmować lub rozpaczać jeżeli do tego samego sedesu kał odda ktoś inny.
Jak już się bawimy w metafory to ciekaw jestem, czy byłbyś szczęśliwy, a przynajmniej nie miałbyś komuś za złe, że bez twojej zgody w twoim domu oddaje kał do twojego sedesu pod twoją nieobecność??

10.09.2007
14:47
[49]

Niedzielny Gość [ J.F. Sebastian ]

Nie potrafiłbym drugi raz zaufać takiej osobie.

10.09.2007
15:24
[50]

arthemide [ Prawdziwa kobieta ]

Analizujac sytuacje w jakiej ta dziewczyna postawila morph_eusa, to przyznaje nie bylo najinteligentniejsze z Jej strony posuniecie. Odmowic komus isc na zakupy- nie widze problemu, ale sklamac to juz przewinienie. Kolejne wydarzenia z tamtego wieczoru to juz tylko ciag kolejnych cicho zaplanowanych posuniec. Klamstwo klamstwem pogonilo. Uwazam, ze tu konczy sie zaufanie, niezaleznie od tego co potem sie stalo. W przypadku skaleczonego zaufania ciezko potem budowac cokolwiek.

Inna sprawa, ktora poruszyl Atylla - trzeba sie zapytac czy morph_eus jest sam czysty jak lza, ale to wie tylko On sam.

Zycie czesto wyglada inaczej niz nam sie wydaje, lub niz chcielibysmy to widziec. Mniej boli, kiedy sie patrzy otwartymi oczami i umie zaakceptowac brutalnosc faktow. To jest sztuka, ktora nie kazdy chce posiasc. To, ze zycie jest twarde, juz dawno wiemy, mimo to wciaz o te same mysleniowe bledy sie potykamy.

morph_eus ---> Twoj bol umiem dobrze sobie wyobrazic, zadne gadanie nie umniejszy Ci cierpienia. Pocieszyc Cie tylko jednym moge - im szybciej nauczysz sie brac przykre fakty na zimno, tym latwiej bedzie Ci z nimi sobie radzic. Nie trac jednak wiary w to, ze milosc nie istnieje. Milosc jest wszedzie i tylko milosc jest najwazniejsza a tam, gdzie jej nie ma, przynies ja sam. Szukaj zawsze tylko pozytywnych stron zycia.

10.09.2007
15:40
[51]

Kharman [ ]

Attyla --> eh, a gdzie Rzymianie? Wypadasz z kanonu.

10.09.2007
15:45
[52]

Attyla [ Flagellum Dei ]

frer
Tylko trzeba wziąć pod uwagę to, że ta dziewczyna (według opisu przedstawionego przez autora wątku) zdradziła go z premedytacją.
Podaj mi proszę przypadki, w których zdrada nie następuje "z premedytacją". Ja w każdym razie nie znam takich a przypadki "pod wpływem" traktuję tak jak traktuje się wpadki drogowe "pod wpływem" - czyli w sposób kwalifikowany (jeżeli ktoś ma słabą głowę to albo powinien darować sobie procenty albo się głupio nie tłumaczyć - bo takie tłumaczenie mnie osobiście obraziłoby na równi z samą zdradą, bo tłumacząca by się zakładałaby dodatkowo, że jestem kretynem).

W takim przypadku chyba nie można mówić o jakimś "hamulcu bezpieczeństwa".
Nie przeczytałeś mojego posta w całości- czy tak? Przeczytaj zatem raz jeszcze ze szczególnym uwzględnieniem fragmentu dotyczącego wpływu obecnej "kultury" masowej na ludzi i ich postawy.

Już idąc w tajemnicy na imprezę z innym facetem dopuściła się zdrady, choćby nie fizycznej, ale jednak zdrady zaufania.
Ależ zdradziła go fizycznie i ja nie rozdzielam tych 2 kwestii. Żona to nie jest robot kuchenny z funkcjami erotycznymi a żona - tj. osoba, z jaką godzę się być na dobre i złe. Dobre - w tym imprezy. Ergo - jestem związany - nie bawię się bez udziału żony (oczywiście nie dotyczy to towarzyskich spotkań ze znajomymi odbywanych za wiedzą i zgodą).

Jak już się bawimy w metafory to ciekaw jestem, czy byłbyś szczęśliwy, a przynajmniej nie miałbyś komuś za złe, że bez twojej zgody w twoim domu oddaje kał do twojego sedesu pod twoją nieobecność??
Tak się składa, że moje porównanie dążyło do krytyki maniery, wedle której sex traktuje się odrębnie (tj. abstrahując od uczuć i innych spraw) jako czynność fizjologiczną, której spełnianie nie ma żadnej wartości etycznej. Najwyraźniej tego nie zrozumiałeś. Pożycie intymne jest oczywiście czynnością fizjologiczną - ale czynnością magiczną - bo prowadzącą do powstania nowego życia. Stąd skoro początek i koniec życia człowieka były zawsze uznawane za ryty wejścia/wyjścia do społeczności - zawsze też pożycie intymne było częścią sacrum jakim jest rodzina i dom rodzinny a osobno zawsze było czymś złym i godnym potępienia. W tej chwili prezydent Polski potrafi schlany pojawić się na uroczystości ku czci zmarłych naszych przodków, czym publicznie wykazuje swoją do nich pogardę a zatem i odżegnuje się od uczestnictwa w tej samej co oni społeczności i bez problemu wygrywa w następnych wyborach a nie brak i takich, którzy mają go za dobrego prezydenta!!! Skoro nie mamy przodków, których warto szanować i pamiętać, to nie mamy i następców. Życie zawsze było etapem, krótką chwilą w życiu społeczności, w związku z czym każdy - czy zmarły czy żyjący, czy jeszcze nie narodzony żyli w wiecznie. Teraz - skoro gardzimy swoimi zmarłymi i zabijamy swoich następców jesteśmy tylko tu i teraz i nie ciążą na nasz żadne - najmniejsze choćby obowiązki zarówno wobec zmarłych przodków jak i nie narodzonych lub narodzonych potomków. W takich warunkach totalnego nihilizmu (zwłaszcza anihilowania więzi międzyludzkich) wszelkie nasze działania i zaniechania postrzegamy wyłącznie w kontekście własnego jednostkowego bytu i w ten sposób pozbywamy się "niepotrzebnych" "balastów" w rodzaju obowiązku opieki nad naszymi ojcami, przyjmowania potomstwa jako błogosławieństwa i daru a nie przekleństwa i ciężaru czy choćby - i tu ad rem - szacunku dla naszych partnerów tylko dla tego, że są naszymi partnerami. Bez żadnych "ale" i bez niedomówień.
Dlatego jeżeli twierdzę "samo sobie jesteś winien", to mówię to w kontekście tego, że nie uszanował on dziewczyny, która nie była jego żoną i nie ma najmniejszego prawa rozpaczać nad tym, że ona nie uszanowała jego. Gdy byli małżeństwem to inna sprawa. Wtedy obydwoje przed Bogiem przysięgli by sobie Miłość, Wierność itp a wszelkie "niedogodności" winni traktować jak swoją dla Boga ofiarę. Innymi słowy ja jako mąż mojej żony mam prawo rozpaczać (choć z całą pewnością nie jest to męskie - a zatem honorowe - zachowanie), gdyby ona okazała się wiarołomna, ale nie mam prawa jej opuścić. On nie bądąc jej mężem ma prawo tylko do jednego - do tego by prosić ją o wybaczenie tego, że jej nie uszanował i potraktował jak pierwszą lepszą z ulicy.
Tak swoją drogą - to ciekaw jestem jej miny, gdyby czegoś takiego doświadczyła:D. Już to samo chaba warte jest tego, żeby chociaż raz w życiu postąpić jak należy.

Kharman
Słusznie. Rzymianie.:D

10.09.2007
15:56
[53]

Aaron [ Konsul ]

Co z dziewczyna zrobic, to wiadomo. Zostawic i tyle. Zyc dalej.

Natomiast mnie bardziej ciekawi, co zrobisz ze swoim ''przyjacielem''. Moze moglby mu ktos poradzic cos na taki temat?

Ja mialem juz takie sytuacje, ze na zabawie moi 'koledzy' podrywaja mi moja dziewczyne. Nie wiem, skad to sie bierze, ale przestalem sie do nich odzywac i urwalem kontakt. Wyszlo mi to na dobre. Nie bylo zadnych bitek, zadnego niczego. Bo i po co tracic na to energie?

10.09.2007
15:58
[54]

Kompo [ Legend ]

Aaron - > dobrze zrobiłeś. Jakbym był w sytuacji autora wątku to też bym tak zrobił, z tym, że jeden strzał w japę nie zaszkodziłby. :)

10.09.2007
16:01
smile
[55]

Attyla [ Flagellum Dei ]

A może przeprosić go za to, że uprawiało się jego ogródek:D

10.09.2007
16:02
[56]

Kharman [ ]

Attyla --> ot ciekawostka, małżeństwo tylko z Bogiem, bo bez to już pewnie tylko "umowa prawna". Przysięga złożona drugiej osobie przy świadkach to też takie sobie gadanie. Zakres twojej ślepoty na innych mnie poraża.

10.09.2007
16:02
smile
[57]

Slow Motion [ Konsul ]

Lecz gdy w koncu sie przyznała rozpłakała sie przepraszała mowiła ze jest okrutna i ze to chwila słabości ze nie wie co ma zrobic bym jej wybaczł

Paskudna manipulantka.

ja nie wiem czy chce, dla mnie zdrada jest niewybaczalna.

Masz dla jednej manipulanckiej ździry złamać swoje zasady? Powiedz jej kim jest i znajdź sobie inną.

Aaron - prawidłowo.

10.09.2007
16:03
[58]

ILEK [ Człowiek z dyktafonem ]

Kumplowi to akurat bym podziękował, że uchronił mnie przed taką "miłością" gdyby nie kumpel to ona pusciła by się z obcym:))

10.09.2007
16:03
smile
[59]

dr. Acula [ Led Zeppelin ]

Jedynym dobrym wyjściem jest rzucenie szmaty.

10.09.2007
16:25
[60]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Kharman
ot ciekawostka, małżeństwo tylko z Bogiem, bo bez to już pewnie tylko "umowa prawna".
Jeżeli przyjąć, że małżeństwo z udziałem Boga to domyślny stan, w którym małżonek jest zobowiązany ponieść każdą ofiarę i jest to nie tylko kwestia dobrej lub złej woli ale obowiązku, to tak - małżeństwo bez bożego błogosławieństwa jest umową tylko. Różnica leży nie w zakresie czynności jakie można w ich ramach wykonać, ale w tym, czy wykonywanie tych czynności lub ich zaniechanie uprawnia drugą stronę do rozwiązania stosunku łączącego strony. Kościół nie dopuszcza rozwodów (słusznie) właśnie dlatego, że każdy z małżonków jest zobowiązany wytrzymywać wszelkie fanaberie małżonki i na odwrót. Małżeństwo zawarte przed Bogiem nie jest bowiem umową lecz przysięgą i ofiarą, w której na ołtarzu składa się siebie i swoje życie.

Przysięga złożona drugiej osobie przy świadkach to też takie sobie gadanie.
To zależy kto taką przysięgę składa. Jeżeli zrobi to czerwony lub inna osoba nie posiadająca zdolności honorowej to jest to takie sobie gadanie. W innym przypadku jest to akt podporządkowania swojego honoru określonemu warunkowi. Nie wypełnienie warunku oznacza utratę honoru na co człowiek honorowy pozwolić sobie nie może.
To zależy od tego w jakiej formie przysięga zostanie złożona. jeżeli zaklniesz się w niej na swych przodków, Boga czy jakąkolwiek inną świętość, to (o ile są to dla ciebie świętości rzeczywiste) jest to rękojmia dotrzymania przysięgi i nikt/nic nie jest w stanie cię z niej zwolnić.

Oczywiście powyższe czytaj z zastrzeżeniem przepisów prawa cywilnego, wedle których obietnicy publicznej można dochodzić na drodze procesowej. I tu właśnie jest następna różnica. Realizacja przysięgi (autentyczna) z zachowaniem form lub pod wezwaniem nie musi być wymuszana procesowo, bo przysięgający nabywa jednocześnie imperatyw zachowania.

Zakres twojej ślepoty na innych mnie poraża.
Wyjaśnij to ze swej łaski. Czy wchodząc do burdelu mam prawo/obowiązek zachować standardy etyczne tam panujące? A może nie mam prawa wyrazić swojej negatywnej oceny takich zwyczajów? Jakoś nie wyobrażam sobie odpowiedzi pozytywnych.

10.09.2007
16:33
[61]

Conath [ Generał ]

Attyla- jedno pytanie, tak na chlodno i spokojnie- myslisz, ze kiedys ludzie byli szlachetni i honorowi, postepowali godnie oraz uczciwie i dopiero przez ostatnie 50 lat, za sprawa czerwonych i kultury masowej, nagle stali sie samolubni, chciwi i myslacy tylko o tym, jak zaspokojic swoje potrzeby?

10.09.2007
16:42
[62]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Conath
Jest pewna różnica pomiędzy potępianianiem zachowań, o których się wie, że mimo wszystko będą występowały (np. potępianie i ściganie kradzieży jest bezskuteczne w tym sensie, że nie eliminuje zjawiska) a przyzwoleniem na te zjawiska. Potępianie nie eliminuje zjawisk, ale znacznie je ogranicza. I to jest odpowiedź na twoje pytanie. Nie istnieją środki na odebranie ludziom wolnej woli i nie istnieje metoda na to, by zaprzestali oni wykorzystywać ją w złych celach, ale są metody na ograniczenie ich występowania. Przez ostatnie 50 lat te metody są konsekwentnie usuwane - i o tym właśnie mówię.

10.09.2007
16:50
[63]

Zenedon_oi! [ Generał ]

morph_eus --> Daj jej kopa w dupe i niech spierdala. Trudne to ale niestety babki potrafią tak człowieka oczarować, że sam nie wie co myśleć. Jak zdradziła Cię teraz to pewnie zdradzała Cię wcześniej i będzie zdradzać w przyszłości. Taka już kurewska natura większości dziewcząt i kobiet.

I najważniejsze - nigdy nie ufaj panienkom a szczególnie tym młodym. Oszczędzi Ci to od cholery cierpienia i bólu w przyszłości.

Co do przyjaciela to jeśli wiedział, że jesteście z tą panienką(a pewnie wiedział) to spotkaj się z nim, walnij w pysk i dowidzenia.


Nie potrafię zrozumieć dlaczego się przyjęło, że jak dziewczyna sobie poużywa to dziwka, a facet to macho?

Bo tak naprawdę decyzja czy dojdzie do jakiegoś zbliżenia zależy tylko i wyłącznie od panienki. Bez względu na to co sobie myślą macho podrywacze:).

10.09.2007
16:58
[64]

Conath [ Generał ]

dzieki za odpowiedz
no, na przestrzeni wiekow roznie z tymi metodami bywalo- przeciez bylo i tak, ze polowe wsi mogles wyrznac, a druga zbalamucic i nic by sie specjalnie nie stalo. po prostu czasy sie zmieniaja, a to czy kiedys bylo "lepiej" to nie jest taka oczywista sprawa. sory za offtop.

edit: "Taka już kurewska natura większości dziewcząt i kobiet."
nie zazdroszcze mamy ani partnerek w zyciu...

10.09.2007
17:01
[65]

siekator [ Król Rybak ]


Ludzka słabość i niszczenie marzeń.. :/ - siekator
10.09.2007
17:18
[66]

Zenedon_oi! [ Generał ]

siekator --> Dobra, jesteś dżezi i kul.

10.09.2007
17:24
smile
[67]

Mazio [ Mr Offtopic ]

mam wrażenie, że przelewacie od pewnego czasu z pustego w próżne, a morph_eus zasnął

10.09.2007
17:33
[68]

Conath [ Generał ]

a co jeszcze mozna mu doradzic? jesli zasnal to na szkoleniu bhp w pracy;)

10.09.2007
21:37
[69]

Aaron [ Konsul ]

Cos czuje, ze poszedl po rozum do glowy i sie zapil :-)

10.09.2007
22:08
[70]

Gregor Eisenhorn [ Ordo Xenos ]

---> morph_eus

Fakt nr 1: Bardzo, bardzo trudno będzie ci teraz zaufać. Żeby odbudować związek z czegoś takiego, trzeba bardzo wiele uczciwości i determinacji z OBU STRON.

Fakt nr 2: Są pary, którym taka sztuka się jednak udała.


Obawiam się jednak, że znaliście się bardzo krótko, a w dodatku przez część tego czasu ona już nie była tak naprawdę z tobą. Miej honor - zostaw ją i postaraj się żyć dalej. Boli, wiem.

10.09.2007
22:32
smile
[71]

Dycu [ zbanowany QQuel ]

Attyla - Pozwól że wyjaśnię Ci coś tak, jak to powinien Ci ktoś wyjaśnić już na początku - z perspektywy nie człowieka który pamięta czasy Wojny Secesyjnej, ale z perspektywy młodzieży.

Nie wiem skąd wziąłeś takie dziwne poglądy na dzisiejszą młodzież (Bo praktycznie o niej cały czas rozwodzisz się w standardowym "a za moich czasów", co jest iście żałosne, naprawdę), skąd wziąłeś te teksty z sedesem, kałem, brakiem moralności i etyczności, skoro już dawno do tej grupy przestałeś się wliczać.

Pozwól więc że wytłumaczę Ci jak krowie na rowie - sytuacja wygląda całkiem inaczej do przedstawionej przez Ciebie, inaczej mówiąc - kłamiesz, łżesz, mylisz się, od początku twoje założenia są błędne, więc tylko palce męczysz.

Jednak przejdźmy do wyjaśnień. Tak jak kiedyś, tak teraz istnieją różni ludzie - Pijaki i ćpuny pod moim blokiem mają z 50-60 lat, więc do młodzieży bym ich nie zaliczył - a jednak istnieją.
Tak samo też i dzisiaj występuje różna młodzież. Dla części (Której szczerze powiedziawszy nie spotkałem. Miałem jedynie z taką styczność w czasach gimnazjum, gdzie przewijał się rożny "więzienny" światek) pukanie na lewo i prawo jest standardem, dla innych nie.

Teraz rzecz ważniejsza, dużo ważniejsza, na którą pogląd mają błędny wszyscy którzy przekroczyli 20-tkę (Z niewiadomych przyczyn) - Wierz mi że doszukać się "nie-dziewicy" wśród przeciętnej 17-18 latki jest trudno. Inaczej mówiąc - cholernie późno odkładają dziewczyny swój pierwszy raz. Tak teraz, tak kiedyś jak i na wieki wieków.

Mógłbym wymieniać długo - mógłbym podawać rozmowy, dysputy i dyskusje które toczyłem z różnymi ludźmi - i z takimi, które wyglądają na cichodajki, i z takimi którzy wyglądają na macho i ze zwykłymi śmiertelnikami - i naprawdę wiele rozmów może zaskoczyć, ale cóż, palce mnie juz bolą.

Oczywiście - Ty mi nie uwierzysz. Ty wiesz lepiej, mimo że "świat młodzieży" znasz ze strony "Bravo Girl" (Bagatela czytany przez 10-12 latki), oraz ewentualnie z opowiadań córki/syna. Inaczej mówiąc - kończ waść, wstydu oszczędź, bo pojęcia nie masz o czym mówisz.

A przyznać muszę że zachowujesz się jakbyś z grobu wstał tylko po to żeby męczyć ludzi swoim "za moich czasów", szkoda, bo na głupiego nie wyglądasz...

PS: W poście zostałeś potraktowany tak jak traktujesz innych, wierz mi, no offence : )

10.09.2007
22:48
smile
[72]

Apocaliptiq [ Mr Everything ]

zdradiła mnie na tej imprezie ze swoim przyjacielem i moim bardzo dobrym bliskim kumplem..


Jedno zdanie:

"Ta zniewaga krwi wymaga!"

10.09.2007
23:10
[73]

Łysack [ Przyjaciel ]

moim zdaniem sytuacja przedstawiona przez autora jak i każda inna zdrada jest niewybaczalna.

sam również nie potrafię zrozumieć co motywuje - niezależnie czy to kobietę czy mężczyznę - do zdrady. przecież to nic innego jak zaspokojenie własnej ciekawości, ale czy rzeczywiście tak wiele ludzi ma na tyle słabą wolę, żeby tej ciekawości ulec? czemu nie ulegają jej gdy ciekawi ich jak to jest zostać porażonym prądem i nie wtykają palca do gniazdka? że niby mniejsze konsekwencje? wątpliwe, bo ja akurat wolałbym sam cierpieć niż narazić na cierpienie kogoś innego - jakkolwiek by mi się z tym kimś nie układało. myślenie o płci przeciwnej na zasadzie ładna lub nie, albo 'do puknięcia' lub nie to właśnie ciekawość, czyli całkiem normalne ludzkie odczucie, z tym, że akurat ten rodzaj ciekawości powinien zawsze zostać niezaspokojony - do właśnie chociażby takie wyrzeczenie decyduje o stałości i stabilności związku. Zaspokajając tę ciekawość narusza się jego fundamenty, z tym, że związek jest budowany bez spoiwa, które przy uszkodzeniu fundamentu utrzymałoby resztę - tutaj wszystko się sypie. Odbudowanie takiego związku to nie tak jak za pierwszym razem stawianie wszystkiego we dwoje - tutaj jeśli naprawdę obojgu zależy każdy odbudowuje związek na własną rękę, gdy im się to uda to wtedy i tylko wtedy związek może przetrwać. Ta sztuka zarezerwowana jest jednak dla wybranych - ja, podobnie jak większość raczej bym jej nie potrafił.

Co do wizerunku macho to obecnie ciągle się to zmienia - to kobiety szczycą się większym doświadczeniem, a faceci angażują się w związki całą swoją osobą. Już w wielu sytuacjach zauważyłem, że to właśnie facet cierpiał z powodu rozstania, a nie odwrotnie. Jak to już ktoś napisał to od kobiety zależy zdrada - tylko ona ma wybór czy się 'udostępnić' czy też nie. Ile razy już widziałem kiedy któraś z moich znajomych w kilka dni po rozstaniu miała już kogoś innego? teraz usiłuję sobie przypomnieć czy kiedykolwiek spotkałem się z rozstaniem z winy faceta... chyba tylko raz i to też właśnie przez to, że przekombinował - przyjaciółka nie okazała się przyjaciółką, lecz zwykłą dziewczyną mającą pogląd, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje. Jestem przekonany, że żadna z moich przyjaciółek czy też koleżanek nie zgodziłaby się na jej podryw przeze mnie mając na uwadze dobro nie tylko moje lecz mojego związku i mojej partnerki. Na szczęście nie miałem okazji się o tym przekonywać i mieć jej nie zamierzam, lecz z paroma osobami poruszyłem ten temat czysto teoretycznie, poprzedzając go przemyśleniami na temat mojego zachowania w podobnej sytuacji. Gdybym był wolny, a którakolwiek z moich znajomych, która byłaby w związku chciałaby mnie chociażby pocałować nie zgodziłbym się na to, a do tego przeprowadził z nią rozmowę na ten temat - a jeśli jej chłopakiem byłby któryś z moich naprawdę bliskich znajomych i znajomość z nim znaczyłaby dla mnie więcej niż z nią to jemu również delikatnie przekazałbym o zachowaniu jego dziewczyny. Jeśli byłaby gotowa zdradzić go ze mną, może być również gotowa na zdradę z kimś innym - starałbym się jednak nie doprowadzić do rozpadu tego związku, lecz sprowokować rozmowę między nimi, która rozwiałaby wszelkie wątpliwości.
Podobnej odpowiedzi oczekiwałem od osób z którymi teoretyzowałem na ten temat i byłem miło zaskoczony jednomyślnością - zdawałoby się dość frywolnej - płci przeciwnej w wieku przecież najbardziej skłonnym do skakania z kwiatka na kwiatek:)

Słowem podsumowania chcę napisać, że w ogromnej większości w obecnych czasach są faceci skłonni do stałych związków. Kobiety są już raczej ku temu mniej skłonne, chociaż akurat z tym różnie bywa. Jeśli chodzi o pozostałych facetów, czyli określanych przez stansona, macho najłatwiej spotkać na imprezach, gdzie masowe rozdziewiczanie i seks w toalecie z tymi 'mniej skłonnymi' - opisanymi powyżej - kobietami jest po prostu modne. Tam respekt zdobywa się w ten sposób - w życiu jest nieco inaczej.

11.09.2007
00:42
[74]

morph_eus [ Konsul ]

Sory za taką długą przerwe ale Sphinx w katowicach jest czynny do 23 a ja jestem kelnerem... a troche ludzi sie zasiedziało.. w sumie praca działa kojąco 14 godzin w robocie nie pozwala na myslenie o problemach... a coraz bardziej przekonuje sie w tym ze to nie ma najmniejszego sensu... lecz ja nie naleze do ludzi mstliwych ani lubiących przemoc ... ona zniknie z mojego zycia jako dziewczyna za to co zrobila a jak ja spotkam na drodze ? to nic ... a koleś? po co mam mu cos robic jak go teraz wlasne sumienie zniszczy z resztą ją tak samo.. a ja najspokojniej w zyciu bede miał to w dupie i skrece w inna sciezke zycia

11.09.2007
08:28
[75]

morph_eus [ Konsul ]

Tak sie tylko zastanawiam... czy spotkac sie z nia w cztery oczy i popatrzec jej w te oczy i zapytac co czuje

11.09.2007
08:30
smile
[76]

frer [ God of Death ]

morph_eus --> Kopnij ją w pupę wysyłając SMSa, a nie w cztery oczy. Chyba to najbardziej poniżające wyjście. ;)

11.09.2007
08:39
[77]

Belert [ Senator ]

NIe!!!!!
NIe rozmawiaj z nia , nie odpowiadaj na telefony , ani smsy jesli takowe sie zdarza.Bo naprawde bedziesz tego zalowal.Nic kobiety nie wk... bardziej niz facet ktory odchodzi i niechce wrocic.Nie zeby chciala zebys wrocil ale lubia jak skomlimy :)
Myslisz zeby prozmawiac ...taaa albo zapytac -uwiez mi niechcesz znac prawdziwej odopowiedzi.
Daj sobie spokoj , nie spoykaj sie z nia itp , wiem ze boli ale krocej bedzie bolec jak nie bedziesz sie z nia widywal ani rozmawial , unikaj wspolnych miejsc i wspolnych kolegow itp.To minie tym szybciej im miej bedziesz ja widzial i o niej myslal.Za dwa lata z trudem bedziesz sobie mógł przypomniej jej imie .Jek ona miala na imię??hmm.... ooo anka nie cholera nie anka hmm...I o jest normalne.3 maj sie i nie spotykaj sie z nia.Acha uwazaj na "przypadkowe" spotkania.Mowisz "czesc" i sie nie zatrzymuj.Ahc aza pare lat jak sobie przypomnisz syuacje to bedziesz myslal ze ez wtedy nie dalem jej w ....I o tez jest nromalne.
Pozdro

11.09.2007
08:45
[78]

morph_eus [ Konsul ]

no cos w tym jest.. i to zachowanie jest chamskie ale w porównaniu z tym czego ja doznałem to jest nic.. ciezko oj bardzo ciezko......

11.09.2007
10:02
[79]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Conath
no, na przestrzeni wiekow roznie z tymi metodami bywalo- przeciez bylo i tak, ze polowe wsi mogles wyrznac, a druga zbalamucic i nic by sie specjalnie nie stalo. po prostu czasy sie zmieniaja, a to czy kiedys bylo "lepiej" to nie jest taka oczywista sprawa.
Wyrzynanie, którego powodem miało być przymuszenie do przyjęcia określonych zachowań lub ich odrzucenia to domena rewolucji, z których największymi i najbardziej krwawymi były rewolucja mieszczańska (inaczej zwana reformacją), francuska i bolszewicka. W pozostałych przypadkach wyrzynanie było sporadyczne i bardzo ograniczone w skali i czasie. W każdym razie ich wspólną cechą było mocne ograniczenie jednych a kreacja i szalony rozwój innych negatywnych zjawisk - tak, że lekarstwo zawsze było znacznie gorsze od samej choroby. Głównie dla tego, że choroba była co do zasady uciążliwa a lekarstwo śmiertelne (tzn. "leczenie" polegało na zabijaniu "chorych").
Co do głównego wątku naszych rozważań, to rewolucja pokolenia 68 jest bodaj najbardziej krwawa w dziejach i najbardziej rozciągnięta w czasie. Chodzi oczywiście o masową eksterminację nienarodzonych dzieci. Nikt nie robił ogólnych statystyk, ale jeżeli obecnie w Berlinie 10% poczętych dzieci ląduje w kuble na śmieci, to muszą to być wielkości iście szokujące, które prawdopodobnie mogą już konkurować z "osiągnięciami" bolszewików - zwłaszcza w zakresie kolektywizacji ziemi.

morp_heus
Jeżeli chcesz zachować się z klasą, to kup kwiaty i podziękuj za wspólnie spędzony czas i przeproś za zadane (choćby nieświadomie) ciosy. Inna sprawa czy stać cię na to. Ja tak w każdym razie kiedyś zrobiłem i powiem ci, że absolutnie tego nie żałowałem. Co prawda w moim przypadku nie była to zdrada tego gatunku, ale zwyczajnie umówiła się z kolesiem na kino - jednak nie robi to aż tak wielkiej różnicy faktycznej. Jedyną ty sam tworzysz z własnych żalów.

11.09.2007
11:56
[80]

Kharman [ ]

Attyla --> Wyjaśnij to ze swej łaski. Czy wchodząc do burdelu mam prawo/obowiązek zachować standardy etyczne tam panujące?

Ależ skąd, widzisz dla ciebie cokolwiek co w jakikolwiek sposób odbiega od tego co uznajesz za standard moralny jest burdelem. Czarne albo białe bez tonów pośrednich. Dlatego jesteś ślepy.

11.09.2007
12:16
smile
[81]

Belert [ Senator ]

Aylla:--> chlopie co ty piszesz????Kwiaty , za wspolnie milo spedzony czas?
Nie moj drogi takie pozegnania z klasa jak piszesz o dobre wedy jak sie rozstajesz z klasa a nie jak masz poroże.Chcialbym Cie widziec jak z tym porożem spotykasz sie z swoją była moze jeszcze w obecnosci jej koleżanek ktore wiedza jaki z ciebie rogacz a ty z tymi kwiatkami .
Widze ze rozwiazania intelektualne czasem przekreslaja rozwiązania rozumowe.:)
A na dodatek zle chlopakowi radzisz.Nie moze sie z nia spotykac bo to ty6lko poglebia ból.Wiec jak masz zle radzic to zajmij sie polityka bo w tym jeses niezly.A sprawy życiowe zostaw bardziej doswiadczonym.
Jak pomysle ze Atylla czerwony ze zdenerwowania spotyka sie ze swoja byla i sciska te roze za 30 zeta , w jakimś pubie a tu jej kolezanki leją z niego ze taki frajer o myślę chlopie ze to by sie do komedii nadalo.Może jej nowy chlopak podchodzi i mowi do atylli :bez urazy gosciu a Ty :nie ma problemu .aaa

11.09.2007
12:21
[82]

Zenedon_oi! [ Generał ]

morp_heus --> Jak chcesz żeby Ci znowu mydliła oczy i opowiadała jak to jej jest przykro to możesz z nią rozmawiać. Olej ją po prostu i tyle. Mniej męki będziesz miał i tyle.

11.09.2007
12:46
[83]

Milka^_^ [ Zjem ci chleb ]

Nie będę się powtarzał, więc nie będę nic pisał w stylu: daj se spokój. Za to chciałem napisać coś innego. Od razu zaznaczę, żebyś się nie obraził. Jakbyś jej porządnie dupę zmłócił to by nie myślała o innym. Tylko się nie obraź, bo nie o to mi chodzi.

11.09.2007
12:50
[84]

Gregor Eisenhorn [ Ordo Xenos ]

---> Attyla

Jeżeli chcesz zachować się z klasą, to kup kwiaty i podziękuj za wspólnie spędzony czas i przeproś za zadane (choćby nieświadomie) ciosy.

Mam wrażenie, że tak bardzo chcesz przy każdej okazji popisać się "stylem, klasą i wymarłą moralnością", że dawno już zatraciłeś kontakt z rzeczywistością.

Z kwiatami i podaniem ręki można się rozstać. Powiedziałbym wręcz, że tak wypada, jeśli dwoje dojrzałych ludzi uzna, że jednak nie będą już razem. Jeśli przeczytałeś post morp_heus'a, to wiesz, że w tym przypadku mamy do czynienia z klasyczną zdradą. Jedna osoba zachowała się tak nielojalnie wobec swojego partnera w związku, jak to tylko możliwe, w dodatku kryjąc to kolejnym kłamstwem. To jest casus belli, a nie wypowiedzenie umowy. Jestem zdecydowanie przeciwny SMSom czy wyzywaniu w trwarz od kurew, szmat i tym podobnych, ale bądźmy rozsądni. Wyprawa z kwiatami i dziękowanie w takiej sytuacji nie tylko jest skrajnie wbrew emocjonalnym instynktom zdradzonej osoby, ale w najlepszym przypadku będzie odebrane jako objaw słabości i próba "przebłagania" dziewczyny.

11.09.2007
13:04
[85]

frer [ God of Death ]

Jeżeli chcesz zachować się z klasą, to kup kwiaty i podziękuj za wspólnie spędzony czas i przeproś za zadane (choćby nieświadomie) ciosy.

Attyla --> Jeśli ty naprawdę byś to zrobił to, nie obraź się, jesteś kompletnym frajerem, albo masz naprawdę perwersyjne podejście w mszczeniu się na innych. W tym drugim wypadku to mogłoby to tylko pokazać dziewczynie jaka była głupia olewając takiego faceta pantoflarza. W połączeniu z zapewnieniem, że to koniec i że ona zasługuje na kogoś lepszego to mogłoby dać to naprawdę niezły efekt. Laska sama by się torturowała myślami o tym, że straciła takiego faceta. :D

11.09.2007
13:48
[86]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Belert, Gregor, frer
zerknij no z łaski swojej do drugiego scenariusza nakreślonego przez frera:). Rozwiązanie jakie zaproponowałem daje 2 rzeczy:
1. nie tracisz twarzy, ponieważ to ty zrywasz znajomość z powodów znanych dobrze obu stronom a których nie wywlekasz na światło dzienne by nie zniesławić kobiety, choć zasługuje na to w 100%
2. dajesz byłej potężnego kopa w dupę i powód do rozmyślań przez następne 12 miesięcy (oczywiście całość należy odpowiednio przeprowadzić - przede wszystkim zachować zupełny spokój i kamienną twarz.
3. robisz sobie taką reklamę, że hej. Wiem co mówię:D

Frer
prawie trafiłeś. To nie tylko zemsta:D

Kharman
mam to jakoś komentować? Jak zwykle zszedłeś na poziom opowiadania mi jaki to jestem pokręcony i zły. Jeżeli jeszcze tego nie zauważyłeś, to nie wpływa to dobrze na dyskusję a zawsze oznacza jej koniec. I to zawsze z tego powodu, że nie masz nic sensownego do powiedzenia.

11.09.2007
13:57
[87]

Kharman [ ]

Attyla --> Chciałeś żebym ci wyjaśnił, to ci wyjaśniłem dlaczego uważam cię za społecznego ślepca. Nie jesteś pokręcony czy zły, jesteś upośledzony pod kątem postrzegania innych.

Da sie z tego wyleczyć ale dla ciebie kuracja byłaby prawdopodobnie zabójcza, bo wymaga przyznania przed samym sobą że są też inne drogi niż twoja jedynie słuszna.

11.09.2007
14:08
[88]

Łysack [ Przyjaciel ]

zachowanie się z honorem opisane przez Atyllę niezależnie od okoliczności to rzeczywiście niezła reklama, a do tego dla kobiety może być oznaką niejako podziękowania za rozstanie i uwolnienia się od niej - to może dodatkowo skłonić ją do przemyśleń:)
nieodzywanie się to zwykłe tchórzostwo - strach przed rozmową z niewygodną osobą jest czymś naprawdę żenującym dla faceta.
życie trwa dalej, a mało tego w większości przypadków toczy sie w jednym mieście i nie sposób nie spotkać więcej tej osoby choćby przypadkiem. czy wtedy osoby polecające całkowite zerwanie kontaktów odwracając twarz, żeby uniknąć spojrzenia byłej partnerki uważają to za przejaw odwagi?

mimo zranienia uczuć nie można pozwolić na uczynienie osoby, która nas skrzywdziła swoim wrogiem, a nawet jeśli już do tego dojdzie to czy nawet między wrogami nie dochodzi do rozmów? wtedy trzeba umieć spojrzeć w oczy ze świadomością, że nasz honor pozostał nienaruszony... w końcu to słowo jest jedną z domen mężczyzn.

11.09.2007
14:25
[89]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Łysack
nieodzywanie się to zwykłe tchórzostwo
Brawo!
mimo zranienia uczuć nie można pozwolić na uczynienie osoby, która nas skrzywdziła swoim wrogiem,
Brawo raz jeszcze. Pozycja "obrażonego" stawia nas na pozycji pokonanego rogacza. Wobec zdrajczyni należy zachowywać się z godnością ale broń Boże nie okazywać wrogości, urazy czy jakichkolwiek negatywnych uczuć. Jest to wtedy przyznanie się do klęski i do straty. Dlatego trzeba odnosić się to takiej latawicy z szacunkiem ale też chłodem i z zachowaniem zaakcentowanej (oczywiście bez przesady) godności. Taka postawa da sygnał, że zauważasz to co się wydarzyło, ale że człowiek jest też ponad to i mimo nieeleganckiej postawy panienki sam potrafi zachować się jak gentalmen

11.09.2007
14:47
[90]

X-Cody [ Zabójca z Liberty City ]

Ostatnio sie w tek kwestii powtarzam, ale naparwde im wiecej czytam watkow o uczuciach i zwiazkach na GOLu bym bardziej widze jaka mlodziez jest/staje sie? cyniczna i bezduszna.
Wymarła moralnosc?Brak kontaktyu z rzeczywistoscia? O czym Wy ludzie piszecie na miłośc boska?!
Dziewczyna postapila zle i moim zdaniem chlopak powinien sie z nia rozstac. Rozstanie zawsze powinno byc spokojne i uczciwe tak jak proponuej Attyla. W koncu poł roku w szczesliwym wziazku cos daje. Nawet jesli szczescie bylo pozorem lub gra z jednej strony to miłe wspomienia zostaja.
Wy, mlodzi(?) przynajmniej o czesci z Was wiem, ze jestescie młodzi, nie powinniscie byc nieco bardziej wyrozumiali? A tu nie! Kopa w d** i do widzenia! A gdzie tu szacunek? Spokoj?
Dziewczyna zrobiła cos naparwde niefajnego, ale to nie znaczy ze powinno jej sie przuylozc i skopac. Attyla zaporponował najlepsza z opcji; rozstanie bedzie spokojne i pewne ze strony chłopaka, a dziewczyna poczuje sie paskudnie, ale da jej to porzadna lekcje.
Za jakis czas wszyscy wyjda na dobre.

Skad w młodych ludziach tyle agresji? Sama jestem młoda i naparwde dziwie sie Waszemu pojdesciu do zycia, które w bardzo delikatnym zarysie ujawnia sie w tresci postów.

11.09.2007
15:29
[91]

Gregor Eisenhorn [ Ordo Xenos ]

---> Attyla, Cody

Tak jak pisałem wcześniej, jestem przeciwny znieważaniu, agresji. Jednak według mnie, zdrada to świństwo wyjątkowego kalibru i zasługuje na nazwanie w ten sposób. Kamienna twarz - ok, chłodny ton - ok. Ale podziękowania i kwiaty? No fucking way!

Moim zdaniem efekt takiego zachowania będzie wręcz odwrotny do zamierzonego. Kapitulacja i uznanie zagrywki dziewczyny za business as usual. Takie dżentelmeńskie podsumowanie to moim zdaniem praktycznie podstęplowanie zdrady. "Fajnie, wybrałaś jego, wszystkiego najlepszego, dzięki i bądźmy przyjaciółmi".

Krótkie oznajmienie, że nie mają już o czym rozmawiać i że on nie chce mieć z nią już nic wspólnego, wystarczy w zupełności. Wiadomośc ta sama, a bez kwiatowej szopki.


EDIT:
---> Attyla

Jest to wtedy przyznanie się do klęski i do straty.

Równie głupie jest udawanie, że nic się nie stało. Przecież jeśli on dowiaduje się o czymś nagle, to nie sposób udawać, że go to nie rusza, skoro dzień wcześniej myślał, że "jest z nią". Gorycz, rozczarowanie, często ból, to zupełnie normalne w takiej sytuacji emocje. Po pierwsze duszenie tak silnych uczuć w sobie to - z tego co wiem - kiepski pomysł z psychologicznego punktu widzenia. Po drugie, jest to też zemsta sama w sobie, bo zakładając, że jej też jest choć częściowo żal związku (a tu jak widać mamy płacz, przeprosiny etc.), to świadomość, jak straszną krzywdę wyrządziła - mimo wszystko - bliskiej osobie, też ją zaboli.

Podsumowując, żal i złość zdradzonej osoby są tak oczywiste, że odgrywanie terminatora, w dodatku z kwiatami, jest bezsensowne.

11.09.2007
16:11
[92]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Gregor
Ale podziękowania i kwiaty? No fucking way!
Po pierwsze to ta dziewoja nie zdradzała go bez przerwy w ciągu ostatniego pół roku. Było tam zapewne i coś dobrego, skoro chłopak rozkleił się na tyle, że napisał prawie do kolorowej gazety:). Skoro tak, to wypada podziękować. Chyba, że uznasz, że to wszystko należało ci się jak psu buda. Ale wtedy nie szukaj u mnie uznania.

"Fajnie, wybrałaś jego, wszystkiego najlepszego, dzięki i bądźmy przyjaciółmi".
W tym zdaniu widać straszliwy żal, urażoną godność i inne takie. Tym zdaniem strzelasz sobie w stopę i uzyskujesz efekt odwrotny od zamierzonego. Brakuje tylko skrzywionej od płaczu gębuni:D

Równie głupie jest udawanie, że nic się nie stało.
Nikt nie proponuje udawania, że nic się nie stało. Jeżeli pójdziesz do dziewczynki z badylem i podziękujesz za współpracę, to nie dzieje się to z sufitu. Ona będzie dokładnie wiedziała o co chodzi. A nie wypowiedziane działa często znacznie mocniej niż wykrzyczane. W tym konkretnym przypadku różnica jest gigantyczna.

Gorycz, rozczarowanie, często ból, to zupełnie normalne w takiej sytuacji emocje.
Ale jest to prywatna sprawa gentalmena. Gentalmen nie pójdzie się wypłakać panience w podołek ale z dumą przerwie znajomość, która nie rokowała sukcesu. Spokojnie, bez krzyków, żalów, opluwań, scen itp zachowań z asortymentu niedojrzałego gówniarza. jeśli nawet się nim jest, to warto zagrać kogoś innego. To jedna z masek, które zbudują nam uznanie i podziw.

Po pierwsze duszenie tak silnych uczuć w sobie to - z tego co wiem - kiepski pomysł z psychologicznego punktu widzenia.
To zamknij się w pokoju i wykrzycz się aż do zachrypnięcia jeśli ci to się na coś przyda:D Po za tym człowiek nie jest zwierzęciem, żeby ulegać emocjom i bezsensownie je okazywać. To przeciwne rozumowi.

Po drugie, jest to też zemsta sama w sobie, bo zakładając, że jej też jest choć częściowo żal związku (a tu jak widać mamy płacz, przeprosiny etc.), to świadomość, jak straszną krzywdę wyrządziła - mimo wszystko - bliskiej osobie, też ją zaboli.
załóż fan klub porzuconych dziwek :D

X-Cody
Doceniam wsparcie:)

11.09.2007
16:15
[93]

hopkins [ Zaczarowany ]

W jej wieku tez zrobilem pewna glupote ale odrazu sie do tego przyznalem i zwiazek pociagnal jeszcze pare miesiecy ( straszne to bylo ) i doszedlem do wniosku, ze to jednak nie ma sensu. Sytuacja odwrotna ale wiem co przezywala dziewczyna. Przyjaciele to najlepsza pomoc. Alkohol rowniez ale tylko raz, a dobrze ;) Trzymaj sie stary!

11.09.2007
16:33
[94]

Gregor Eisenhorn [ Ordo Xenos ]

---> Attyla

Było tam zapewne i coś dobrego, skoro chłopak rozkleił się na tyle, że napisał prawie do kolorowej gazety:). Skoro tak, to wypada podziękować.

Było, ale się skończyło i - co ważniejsze - ona to zniszczyła i przekreśliła. Nie widzę powodu, żeby "odkopywać" to i dziękować.

Ale wtedy nie szukaj u mnie uznania.

Musiałbym być na dużo mocniejszych prochach i w zamkniętym zakładzie, żeby próbować czegoś takiego ;).

W tym zdaniu widać straszliwy żal, urażoną godność i inne takie. Tym zdaniem strzelasz sobie w stopę i uzyskujesz efekt odwrotny od zamierzonego. Brakuje tylko skrzywionej od płaczu gębuni:D

To zdanie było ironicznym podsumowaniem tego, jak ja odbieram twój pomysł z kwiatami.

Nikt nie proponuje udawania, że nic się nie stało. Jeżeli pójdziesz do dziewczynki z badylem i podziękujesz za współpracę, to nie dzieje się to z sufitu. Ona będzie dokładnie wiedziała o co chodzi. A nie wypowiedziane działa często znacznie mocniej niż wykrzyczane. W tym konkretnym przypadku różnica jest gigantyczna.

Dlatego nie proponuję wykrzykiwania, ale badyl dziękczynny jest tym jednym krokiem za daleko, który ruinuje efekt.

Gentalmen nie pójdzie się wypłakać panience w podołek ale z dumą przerwie znajomość, która nie rokowała sukcesu.

Tego typu podejście ma sens podczas "oficjalnych zalotów", których nie praktykuje się już od jakichś 100 lat :D. Tutaj związek już trwał, było zaangażowanie z obu stron. Nikt nie każe się wypłakiwać pannie, ale dziękowanie w takiej sytuacji to robienie z siebie idioty.

Po za tym człowiek nie jest zwierzęciem, żeby ulegać emocjom i bezsensownie je okazywać. To przeciwne rozumowi.

Wszystko prawda. I psychologowie i psychiatrzy latami utrzymują się z pacjentów, którzy opanowali sztukę stalowej maski odrobinę zbyt dobrze. To znaczy tak, żeby nabrać samych siebie (do czasu).

załóż fan klub porzuconych dziwek :D

Chyba nie doczytałeś.

11.09.2007
16:39
smile
[95]

Dycu [ zbanowany QQuel ]

Attyla - Szkoda że nie ustosunkowałeś się do tego co napisałem, cóż, shit happens, wiemy że niewypowiedziane czasem jest lepsze : )

11.09.2007
23:45
[96]

Zenedon_oi! [ Generał ]

X-Cody ---> Jestem może i młody(20 lat) ale zadaje się z ludźmi dużo starszymi i byłem świadkiem takich sytuacji które nauczyły mnie, że kobiety należy traktować z szacunkiem, lecz nigdy im nie ufać. Za zdradę nie ma według mnie przebaczenia i tyle. Jest to najgorsze co można zrobić bliskiej osobie.
W drugą stronę oczywiście też to działa. Facet zdradzający swoją kobietę jest dla mnie nic nie wart.

12.09.2007
11:25
[97]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Gregor
Było, ale się skończyło i - co ważniejsze - ona to zniszczyła i przekreśliła. Nie widzę powodu, żeby "odkopywać" to i dziękować.
Nikt nie mówi o odkopywaniu i dziękowaniu za ten szpas. Ja tu tylko mówiłem o tym, że skoro ona okazała się wiarołomną dziwką, to on nie będzie usprawiedliwiony, jeżeli sprawę załatwi na jej poziomie, tj. z głową w pomyjach. Żeby istniało coś takiego jak dobry obyczaj to od czasu do czasu jakiś palant powinien zwalczyć w sobie głupią dumę i postąpić tak jak należy. W stosunkach męsko damskich nikt nie pyta kto jest winien. W stosunkach męsko damskich mężczyzna zobowiązany jest zawsze zachować respekt i szacunek szacunek wobec kobiety, choćby ta ostatnia zachowała się jak ostatnia szmata. Jeżeli będziesz ulegał idiotycznym i prymitywnym emocjom i neandertalskiemu poczuciu krzywdy, to prowadzisz do relatywizacji miejsca kobiety w społeczności (tj. decydujesz która jest a która nie jest warta twojego szacunku). Relatywizacja zaś musi prowadzić (i właściwie już doprowadziła co widać chociażby na przykładzie tej dyskusji) do odebrania kobietom uprzywilejowanej pozycji w społeczności. Pozycji, na którą zasługuje chociażby dla tego, że kobieta była matką każdego z nas a ta konkretna kobieta, która w tym przypadku nie umiała się znaleźć może być matką kogoś innego. Rola zaś matki jest zarówno trudna, odpowiedzialna jak i najważniejsza dla każdej społeczności. Porównaj jej rolę ze swoją. Nie wypadniesz najlepiej. tak jak nie najlepiej wypada truteń wobec pszczoły. I jako truteń zawsze jesteś 4 poziomy niżej niż kobieta. Dziwne jest tylko to, że trzeba to komuś tłumaczyć.

Musiałbym być na dużo mocniejszych prochach i w zamkniętym zakładzie, żeby próbować czegoś takiego ;).
Dziękuję za uznanie.

To zdanie było ironicznym podsumowaniem tego, jak ja odbieram twój pomysł z kwiatami.
to zaproponuj coś, co nie będzie ironicznym podsumowaniem. I niech to raczej nie będzie potraktowanie panienki bejsbolem i wciśnięcie trampkiem w glebę.

Dlatego nie proponuję wykrzykiwania, ale badyl dziękczynny jest tym jednym krokiem za daleko, który ruinuje efekt.
Badyl rujnuje efekt? jaki efekt? Efekt, jaki proponuję, to zachowanie się o 2 klasy lepiej niż ta wiarołomna panienka, co automatycznie stawia pokrzywdzonego o 2 klasy wyżej niż ją w oczach innych ludzi. Jeżeli chodzi ci o to, że badyl rujnuje ten efekt, to ja nie podejmę się komentarza, bo ten musiał by być obraźliwy lub co najmniej kontrowersyjny w formie.

Tego typu podejście ma sens podczas "oficjalnych zalotów", których nie praktykuje się już od jakichś 100 lat :D.
Wypłakiwanie się mężczyzny w podołek panny nigdy nie leżało w dobrym tonie i nigdy nie należało do rytuału zalotów. Nawet tych oficjalnych. A podejście, jakie proponuję jest zaprzeczeniem takiego wypłakiwania, ktrego zwolennikiem ty zdajesz się być.

Tutaj związek już trwał, było zaangażowanie z obu stron.
Jaki związek? Co ty pieprzysz? Ot chłopak przygruchał panienkę, zhańbił ją a jej się to podobało. To jest związek? Co ich łączyło poza przelotnymi emocjami i wzajemnym udostępnianiem organów płciowych?

Nikt nie każe się wypłakiwać pannie, ale dziękowanie w takiej sytuacji to robienie z siebie idioty.
Nie wiedziałem, że słowo "dziękuję" może z kogoś zrobić idiotę. zwłaszcza z kogoś, kto uważał, że może bez etycznych konsekwencji korzystać z udostępnianych organów płciowych. W sumie cóż takiego ona zrobiła poza udostępnieniem ich komuś innemu? Na czym polegają prawa morph_eusa? W jaki sposób te urojone prawa mogą wpływać na prawo do korzystania z własnego ciała przez tą dziwkę? Ty cały czas przenosisz prawa jakie ma małżonek wobec żony na kogoś, kto nie nabył żadnych praw, nie składał żadnych obietnic i nie był obciążony żadnymi obowiązkami!!! Jeżeli już chcesz być "moralny" po "nowemu", to zapomnij o tych prehistorycznych prawach, jakie działały w staromodnych małżeństwach jakieś 100 lat temu! teraz nie ma zdrady, bo nie ma przysięgi. Nie ma wiarołomności, bo nikt nie składa deklaracji wiary i obowiązku. Ona była wolna i wykorzystała tą swoją wolność. Przecież na tym polega NOWE - na Wolnej "miłości", czyli pieprzeniu się z kim popadnie bez żadnych przysiąg i zobowiązań. I podobno jest to DOBRE, co bardzo często niektórzy próbują mi wmówić na tym forum. Skoro zaś jest to DOBRE, to nie może to przynosić zatrutych owoców. Skoro zaś przynosi, to nie jest to DOBRE.
Morphe_us wszedł w układ będący ZŁEM. Jego partnerka stwierdziła, że skoro piorun w nią nie walnął z czystego nieba, to nie ma Boga i nie ma grzechu i kary, więc może robić to co jej się żywnie podoba. Spodobało jej się przespać z innym samcem. W końcu jako samica ma do tego prawo. "Związek" z Morph_eusem jako ZŁY nie mógł przynieść dobrych owoców. Ergo - Morpheus jest winien sam sobie i jest winien wobec niej. Dla tego powinien ją przeprosić i podziękować za to, że ją zepsuł, i podziękować za to że dała mu to, do czego nie miał najmniejszego prawa. Tym bardziej, że nie miał żadnego prawa spodziewać się jej wierności i nie ma najmniejszego prawa, by teraz twierdzić, że coś stracił. Jedynym co stracił był jego własny honor. I to nie w momencie, w którym ona wykorzystała swoją wolność ale w momencie, w którym on ją posiadł.

Podsumowując - Morpheus niczego nie miał i niczego nie stracił. PPrzede wszystkim nie nabył praw do ograniczania jej suwerenności. W tym sensie bezprawnie korzystał z jej wdzięków i za to winien jest jej podziękowanie i przeprosiny.

Wszystko prawda. I psychologowie i psychiatrzy latami utrzymują się z pacjentów, którzy opanowali sztukę stalowej maski odrobinę zbyt dobrze. To znaczy tak, żeby nabrać samych siebie (do czasu).
Psychologowie i psychiatrzy mają robotę wyłącznie dlatego, że antykultura europejska zdążyła już usunąć dojrzałość z życia człowieka. Człowiek zaś niedojrzały wymaga stałej opieki i nadzoru. jeden mniejszych inny większych. Prychiatrzy i psychologowie to szamani tych czasów, których zadaniem jest dać człowiekowi iluzję normalności w świecie, z którego normalność została wyeksmitowana.

Chyba nie doczytałeś.
Doczytałem:) I dałem ironiczny komentarz. Ironiczny, bo człowiek w tym układzie nie wie nic a cała sytuacja znajdowała się w absolutnej próżni etycznej. W takiej zaś sytuacji aby nie zwariować trzeba dać etyczny punkt oparcia. Zachowanie zgodne z moją propozycją miałoby właśnie taki skutek. Do układu amoralnego wprowadziłby na zakończenie etyczny punkt oparcia, dzięki któremu morpheus nie nabyłby prawa do odczuwania żalu, ale stworzyłby przynajmniej sytuację, w której co prawda nie można źle ocenić dziewczyny ale można dobrze ocenić przynajmniej jego zachowanie (bo na pewno nie osobę).

Zenedon
Za zdradę nie ma według mnie przebaczenia i tyle. Jest to najgorsze co można zrobić bliskiej osobie.
Racja. Rzecz w tym, że ta dziewczyna nikogo nie zdradziła.

W drugą stronę oczywiście też to działa. Facet zdradzający swoją kobietę jest dla mnie nic nie wart.
"swoją" znaczy taką, którą posiadł? Czy "swoją" znaczy taką, której oddał swoją suwerenność i wobec której ma prawa, które są równoważone przez obowiązki? W tym drugim rozumieniu ta dziewczyna nie była "jego".

12.09.2007
11:35
[98]

Kuper^^ [ Konsul ]

Attyla - i ty jeszcze bronisz takie jszamty mwoiac ze bedzie matka ? a ile to matek wyrzucaswoje dzieci do smietnika ! ,wieszco , ty tez czasem przemysl swoje wypowiedzi , bo nie kazda kobietazasluguje na szacunek , tak jak nie kazdy czlowiek na niego nie zaslguje , wiec skoncz pierdzxielic glupoty o tym ze niby kobiety rzadza swiatem i bez nich to bysmy pozdychali . one bez nas tez , wiec wtf ?! faworyzujesz tak kobiety .... ciekawe jak ty bys sie zachowal jakby ciebie tak zdradzila

widzialem zejeszcze napisales cos omalzenstwi, ze niby nic sobie nie przysiegali , ale chyba w zwiazku juz jest tak , ze jak sie jest ze soba to nie trzeba nic przyzekac , no chybaze ty zyjesz w innym swiecie i ty mzoesz pykac inne a twoja laska moze byc pykanaprzez innych

12.09.2007
12:29
[99]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Kuper
i ty jeszcze bronisz takie jszamty mwoiac ze bedzie matka ?
Nie wiem czy będzie. Wiem, że może być. To wystarczy. Poza tym nie bronię jej. Jest ona bez wątpienia osobą amoralną. Tak jak osobą amoralną była kobieta, do której Chrystus powiedział "Idź i nie grzesz więcej". Podnieś kamień jeżeli jesteś bez winy. To samo odnosi się i do morpheusa, do mnie i do wszystkich innych.
Żyła w grzechu, co jej nie dyskwalifikuje jako osoby. Może się poprawić i już chociażby z tego powodu jeżeli coś chcemy potępiać to nie ją jako osobę ale jej konkretne zachowania. Rzecz w tym, że ty i inni chcecie ją obarczyć pełnią odpowiedzialności za to co się stało. Ja winę widzę głównie w tym, że prowadziła się źle, w czym swój niebagatelny udział miał i autor niniejszego wątku. Co więcej, on cynicznie korzystał z jej błądzenia, co w moich oczach stawia go znacznie niżej. Chyba dlatego, że od czasu do czasu potrafię się pozbyć samczej solidarności.

wieszco , ty tez czasem przemysl swoje wypowiedzi , bo nie kazda kobietazasluguje na szacunek
Każda kobieta zasługuje na szacunek. Nie wszystkie czyny kobiet zasługują na szacunek. jednak każda - choćby i najgorsza może się zmienić. I w przeciwieństwie do nas kobieta może zostać matką i zmazać swoje winy bezwarunkową i pełną Miłością do swego potomstwa. Miłością, której nam nie dane jest poznać.

ciekawe jak ty bys sie zachowal jakby ciebie tak zdradzila
Pisałem już o tym w tym wątku.

12.09.2007
12:32
[100]

eros [ elektrybałt ]

Attyla ----> Mam male zastrzezenie. Wspolczesnie malzenstwo zostalo zredukowane do roli wiezienia, skladajacego sie z krat obowiazkow, oraz przywilejow, ktore "w rzeczywistosci" redukuja sie do obowiazkow (wspolzycie malzenskie, dzielenie trudow zycia) i moga dac "zatrute owoce" (dzieci). Takiego modelu wspolczesnej kulturze ciezko jest aprobowac, wiec go odrzuca. Poniewaz jednak natura nie znosi prozni pojawilo sie malzenstwo w wersji zinfantylizowanej, daje ono same przywileje (wspolzycie pozamalzenskie, bliskosc drugiej osoby), ze zredukowana liczba obowiazkow i unikaniem przyjscia na swiat dzieci. Zachowal sie jednak jeden wymog, wymog wiernosci. On rowniez jest jednak okrojony, bo obowiazuje "az do". Az do czasu, kiedy, wskutek roznych okolicznosci umowa zostaje rozwiazana, a wymog przestanie obowiazywac. Mamy wiec malzenstwo, ktore nie jest malzenstwem, daje przywileje, nie niosac ze soba prawie zadnych obowiazkow znanych z tradycyjnego modelu, a i te, ktore sa przeniesione zostaja drastycznie zredukowane. W tym sensie rozumiem, ze chlopak odczuwa to zdarzenie jako zdrade.

12.09.2007
12:57
[101]

frer [ God of Death ]

eros --> Mam male zastrzezenie. Wspolczesnie malzenstwo zostalo zredukowane do roli wiezienia, skladajacego sie z krat obowiazkow, oraz przywilejow, ktore "w rzeczywistosci" redukuja sie do obowiazkow (wspolzycie malzenskie, dzielenie trudow zycia) i moga dac "zatrute owoce" (dzieci). Takiego modelu wspolczesnej kulturze ciezko jest aprobowac, wiec go odrzuca.

Jeśli to tylko obowiązki to czemu tak wiele osób jednak dalej brnie w ten model. Oczywiście są ludzie którym to nie pasuje, ale to wcale nie jakaś większość, jest to wręcz tylko margines. Tak naprawdę prawie każdy dąży do założenia rodziny, życia w porządnym związku, tworzenia z kimś więzi. Niestety nie każdy ma możliwość osiągnąć ten cel lub nie każdemu udaje się utrzymać takie małżeństwo.

Atylla --> A ty pierwszy podnieś kamień jeżeli jesteś bez winy. To samo odnosi się i do morpheusa, do mnie i do wszystkich innych.

Skończ z tymi religijnymi bredniami nastawionymi na wywołanie poczucia winy w maluczkich, którzy nie potrafią sami kierować własnym życiem. Ja się nie czuję niczemu winnym i z godnie z tym powiedzeniem mam prawo pierwszy "podnieść kamień", a że tego nie robię to mój świadomy wybór.

Ja winę widzę w tym, że prowadzi/prowadziła się źle, w czy swój niebagatelny udział miał i autor niniejszego wątku.

Nawet patrząc pod kątem religii na twój światopogląd, człowiek sam odpowiada za swoje grzechy. Dopuszczając się czynu jakim jest zdrada jest to wynik działań tylko tego kto zdradza. Prawda, że pośrednio na stan związku wpływa zachowanie partnera, ale nic nie stoi na przeszkodzie by ten związek zakończyć jeśli się nie podoba.

I w przeciwieństwie do nas kobieta może zostać matką i zmazać swoje winy bezwarunkową i pełną Miłością do swego potomstwa. Miłością, której nam nie dane jest poznać.

Niby w jaki sposób to zmazuje winy ?? To, że zostaje matką może tylko dać jej szansę na pokazanie, że się zmieniła. Bezwarunkowa miłość to totalna brednia, stworzona na podstawie ludzkiej słabości.

12.09.2007
13:05
[102]

Kuper^^ [ Konsul ]

Attyla - no to powiem ci ze u mnie jest jedna niby matka, mialadziecko , wpadladrugi raz zblizniakami, to mowilaze je na balkonie bedzie trzyamc zeby umarly z przeziebenia . a copowiesz na matke ktora zabilaswoje dzieci ,co powiesz na matke ktora te dzieci wpuchado smietnika i knebluje nadodatek , aby nie plakaly ? dla mnie takim loudziom nigdy nie nalezy sie szacunek , nawet jakby sie zmenila to i tak nic nie da , taki czlowiek jest spalony zaswoje czyny , no chyab ze dla ciebie morderca tez zasluguje na szacunek , albo seryjny morderca , bo przeciez moze sie zminic i byc ojcem

12.09.2007
13:49
[103]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Eros
Chyba się nie zdziwisz jeżeli ci powiem, że twoje zrozumienie absolutnie mnie nie przekonuje. Mówisz, że mamy niby małżeństwo z niby obowiązkami. Skoro tak, to skąd przekonanie, że prawa też nie są na niby? Prosty przykład. Dziecko wchodzi na łąkę, wdeptuje w krowi placek a następnie bije krowę. Czy gniew dziecka jest słuszny? Czy zwrócisz mu uwagę, że krowa nie jest winna temu, że ono wlazło w placek? Tu jest podobnie. W tej grze istnieje tylko jedna zasada: każda ze stron ustala swoje własne zasady. Któż zabroni dziewczynie traktować swego chłopca jako tymczasową rozrywkę? Jako wibrator naturalny, bo sztuczny jej nie pasuje? Czy to, że ona go potraktuje jako nieistotną przystawkę do penisa daje mu jakiekolwiek prawa czy słuszne pretensje tylko dlatego, że sam tak jej nie potraktował?
Jeżeli godził się na układ, w którym takie coś jest dopuszczalne to:
1. powinien był uważać
2. jeżeli wdepnął, to pretensje winien mieć do siebie a nie do krowy, która przecie tylko załatwiała swoją fizjologiczną potrzebę - a jej hamowanie podobno nie jest zdrowe.

frer
Ja się nie czuję niczemu winnym i z godnie z tym powiedzeniem mam prawo pierwszy "podnieść kamień", a że tego nie robię to mój świadomy wybór.
jak widzę pycha też jest w modzie.
A zdanie, które przytoczyłem nie jest "religijną brednią" ale jedną z podstawowych zasad etycznych. W każdej etyce. Nawet tej prawie etyce wymyślonej przez filozofów.

Dopuszczając się czynu jakim jest zdrada jest to wynik działań tylko tego kto zdradza.
cały czas powtarzasz brednie o zdradzie. Tu nie było żadnej zdrady. Ot dziewczyna zmieniła sobie penisa na jedną nockę i tyle. Tak bardzo ci to przeszkadza? Gdyby on był dla niej kimś - osobą dajmy na to - to inna sprawa. Ale skąd gwarancja, że on był dla niej osobą? Czy nie stąd, że i on i ty jesteście samcami i wyznajecie zasadę, że "towar macany należy do macanta"?

To, że zostaje matką może tylko dać jej szansę na pokazanie, że się zmieniła.
o boszzzzzzzz... jeżeli wpadniesz z głową w szambo a następnie "się zmienisz" - to znaczy to tyle, że zdejmujesz z siebie to szambo. będąc utytłanym możesz przebywać z szambonurkami na bibie w kanałach. Jeżeli chcesz wejść raut do hotelu to zmieniasz także i powierzchowność. W tym konkretnym przypadku wola zmiany swego życia jest usunięciem win. Nie wobec ludzi rzecz jasna, bo to zależy od tego, czy oni taką zmianę uznają za wystarczającą satysfakcję, ale wobec świata. Wobec świata ona staje się "tak jakby" czysta, choć mogą na niej ciążyć nie spłacone rachunki.

Kuper
weź może się uspokój i napisz to raz jeszcze. Tym razem tak, żeby czytający w tym potoku nieokiełznanych emocji miał szansę odnaleźć jakiś sens i myśl.

12.09.2007
14:21
[104]

frer [ God of Death ]

Atylla
A zdanie, które przytoczyłem nie jest "religijną brednią" ale jedną z podstawowych zasad etycznych. W każdej etyce. Nawet tej prawie etyce wymyślonej przez filozofów.

To ciekawe czemu to praktycznie cytat z Biblii. Zresztą to nie pycha z mojej strony, ale racjonalizm. Skoro nie czuję się niczemu winny, ani nie mam powodu by być uznawanym za winnego przez innych to jedynym logicznym wnioskiem jest to, że jestem niewinny. Skoro jestem niewinny to zgodnie z tym twierdzeniem mam prawo "podnieść kamień'. Oczywiście inną kwestią już jest to, że paradoksalnie "podnosząc kamień" stałbym się już winnym.

Tu nie było żadnej zdrady. Ot dziewczyna zmieniła sobie penisa na jedną nockę i tyle. Tak bardzo ci to przeszkadza? Gdyby on był dla niej kimś - osobą dajmy na to - to inna sprawa. Ale skąd gwarancja, że on był dla niej osobą?

A co jeśli ona była agentką Mosadu i dała komuś dupy wykonując tajną misję ? Takie rozważanie "co by było gdyby".
My dokonujemy oceny sytuacji na podstawie danych nam informacji. Z tego co podał autor to ta dziewczyna była "jego" dziewczyną, a tym samym pozostawali w nieformalnym monogamicznym związku, opartym o więź zaufania powstałą między dwojgiem ludzi.
Z twojego rozumowania wnioskuję, że sam uważasz, że jedynym gwarantem wierności jest małżeństwo. Tylko w tym przypadku to wymagałoby chyba aranżowania małżeństw jak w Islamie, bo inaczej nie miałoby zbytniego sensu gdyby przed ślubem można było sypiać z kim się chce.

W tym konkretnym przypadku wola zmiany swego życia jest usunięciem win. Nie wobec ludzi rzecz jasna, bo to zależy od tego, czy oni taką zmianę uznają za wystarczającą satysfakcję, ale wobec świata.

Równie dobrze można powiedzieć, że ktoś kto się nie uważa za winnego jest niewinny. Subiektywnie może tak, ale obiektywnie wcale nie. Chęć zmiany wcale nie oznacza wywołania tej zmiany. Może być tylko ujawnieniem się podświadomego poczucia winy, które nie znajdzie odbicia w rzeczywistości. :P

12.09.2007
14:48
[105]

eros [ elektrybałt ]

frer ---->

A czy ja powiedzialem, ze ludzie wierza w kazda bzdure? Tym bardziej u nas, gdzie nie jestesmy jeszcze przesiaknieci Zachodem? Ale z drugiej strony rowniez i u nas promuje sie takie myslenie. Ile ostatnio widziales polskich filmow, w ktorych rodzina byla przedstawiona nie jako siedlisko patologii, pijanstwa, molestowania, znecania sie nad slabszymi? Ile widziales polskich filmow, gdzie rodzina byla potraktowana inaczej niz przesmiewczo, inaczej niz pogardliwie, a tak, ze podkreslone byly jej cechy pozytywne: wsparcie, jednosc, wzajemna pomoc, miejsce z ktorego biora sie najlepsze wspomnienia? Ja jakos takiego sobie nie przypominam. Poza serialami mydlanooperowymi, ale to wyjatek.

Attyla --->

Któż zabroni dziewczynie traktować swego chłopca jako tymczasową rozrywkę?

Kto moze zabronic? Srodowiskowe modele zachowan. Jest duza szansa, ze dziewczynka identyfikujaca sie z dana grupa przejmie jej spojrzenie na te sprawe. Swoja role na pewno odgrywaja tu media, ale jakie sa rozpowszechniane wspolczesnie przez nie wzorce nie wiem, TV nie ogladam Bravo nie kupuje. Moze mnie ktos oswiecic w tej kwestii? Co oglada, czytuje teraz dorastajaca dziewczyna i czego sie stamtad dowiaduje?

12.09.2007
14:53
[106]

frer [ God of Death ]

eros --> W naszych rodzimych serialach zaczyna panować moda na singlowanie, ewentualnie nieudolne szukanie partnera życiowego. :P

12.09.2007
14:55
[107]

Attyla [ Flagellum Dei ]

frer
Skoro nie czuję się niczemu winny,
Niemcy też nie czuli się winni. Oni "tylko wykonywali rozkazy".

ani nie mam powodu by być uznawanym za winnego przez innych
nikt normalny nie ma powodu uważać, że inni mogą mieć powody by go o coś winić. Taka już ludzka natura, że to co nam najlepiej wychodzi to auto oczyszczanie z zarzutów.

Skoro jestem niewinny to zgodnie z tym twierdzeniem mam prawo "podnieść kamień'
Ależ proszę uprzejmie święty człowieku. Podnieś kamień. Nikt ci tego nie broni. Jak widać własne sumienie też ci w tym nie przeszkadza, więc nie ma problemu. Weź no kamień i zabij ją! Tylko czy wtedy nadal będziesz bez winy? Czy sam zamiar uczynienia komuś krzywdy nie jest winą? Czy stwierdzenie wobec siebie, że się jest lepszym niż wszyscy inni - zwłaszcza zaś przedmiot ataku - nie jest winą wobec tych innych? Czy czytając te pytania nadal jesteś w stanie wykluczyć brak jakiejkolwiek winy wobec kogokolwiek?
Skąd w ludziach bierze się tak bezbrzeżna pycha i pewność siebie - nie wiem.

My dokonujemy oceny sytuacji na podstawie danych nam informacji.
Gdyby sądy były tak "sprawiedliwe" jak ty jesteś, to byłyby zupełnie niepotrzebne. Wystarczyłyby samosądy tak mądrych i sprawiedliwych jak ty ludzi. Wysłuchałeś relacji jednej strony. Z całą pewnością relacji całkowicie rzetelnej i nie ukrywającej niczego, pozbawionej ocen, usprawiedliwień i stereotypów. Na tej podstawie nie trzeba słuchać zeznań drugiej strony - jej wina jest wszak oczywista i nie podlega dyskusji.

Z tego co podał autor to ta dziewczyna była "jego" dziewczyną,
Z tego co autor napisał żadną miarą nie da się ustalić czy dziewczyna uważała go za "swojego" (cokolwiek miałoby to oznaczać) chłopaka.

a tym samym pozostawali w nieformalnym monogamicznym związku, opartym o więź zaufania powstałą między dwojgiem ludzi.
a tym samym pozostawali w nieformalnym związku, opartym o jego wobec niej roszczenia i pretensje. Nie wiem jak dla ciebie, ale dla mnie nie jest to szczególnie trwały fundament...

Co do monogamicznego charakteru owego "związku", to fakt zmiany partnera zabaw erotyczny przez pannę przeczy tej wyjątkowo ryzykownej tezie.

Z twojego rozumowania wnioskuję, że sam uważasz, że jedynym gwarantem wierności jest małżeństwo.
Jedynym gwarantem jest uczciwa przysięga złożona przed Bogiem, w którego wiara w żaden sposób nie jest zachwiana. W pozostałych przypadkach jeżeli chcesz gwarancji, to kup sobie mikser.
Tu nie o gwarancję chodzi a o prawo do stwierdzenia zdrady. jeżeli nie ma przysięgi czy innego zobowiązania, to nie ma zdrady. Przypuśćmy, że wyjadę na 2 tygodnie do USA i w tym czasie lub później sprzedam jakieś informacje obcemu wywiadowi. W takim przypadku nie jestem zdrajcą. W takim przypadku jestem kimś, kto naruszył bezpieczeństwo USA dla osobistej korzyści. Sądzony też będę nie za zdradę a za szpiegostwo.
W tym przypadku ona nie składała mu żadnych zobowiązań a on nie brał na siebie w zamian żadnych obowiązków. Nie wiązało ich zatem nic poza chwilowym wzajemnym użyczaniu sobie organów płciowych w celu usunięcia napięcia seksualnego. Skoro zatem ona niczego mu nie przysięgała to on nie miał prawa niczego się spodziewać. A wszystkie pretensje wynikają z hasła "towar macany jest własnością macanta".

Co do Islamu to nie jestem muzułmaninem ani specjalistą, więc nie podejmuję się ich tłumaczyć. To ich problem i ich zwyczaje. My mamy swoje - lepsze.

Równie dobrze można powiedzieć, że ktoś kto się nie uważa za winnego jest niewinny.
Nie zrozumiałeś ani słowa z tego co napisałem. Nie chodzi o subiektywne odczucie winy lub jej braku. Nie chodzi także o zarzuty stawiane osobie A przez osoby B, C, i D. Chodzi o to, że jeżeli kobieta lekkich obyczajów wyjdzie za mąż, urodzi dzieci i nie powróci do "zawodu", to nie ma powodu twierdzić, że jest ona prostytutką. Ona była prostytutką - ale nie wpływa to na dzień dzisiejszy, jeżeli osobie, która jej zaufała to nie przeszkadza. W tej chwili jest zatem tak samo godną szacunku kobietą i matką bez względu na "barwną" przeszłość.

12.09.2007
15:15
smile
[108]

Gregor Eisenhorn [ Ordo Xenos ]

---> Attyla [97]

Co za stek pseudointelektualnych, nadętych bredni.

W stosunkach męsko damskich nikt nie pyta kto jest winien. W stosunkach męsko damskich mężczyzna zobowiązany jest zawsze zachować respekt i szacunek szacunek wobec kobiety, choćby ta ostatnia zachowała się jak ostatnia szmata. Jeżeli będziesz ulegał idiotycznym i prymitywnym emocjom i neandertalskiemu poczuciu krzywdy, to prowadzisz do relatywizacji miejsca kobiety w społeczności (tj. decydujesz która jest a która nie jest warta twojego szacunku).

Mylisz pojęcia. Czym innym jest elementarny szacunek, wynikający z wrodzonej ludzkiej godności, a czym innym szacunek w znaczeniu respektu dla czyjegoś charakteru. Na ten drugi każdy musi sobie u innych zasłużyć i owszem, są osoby go niewarte, niezależnie od płci.

Pozycji, na którą zasługuje chociażby dla tego, że kobieta była matką każdego z nas a ta konkretna kobieta, która w tym przypadku nie umiała się znaleźć może być matką kogoś innego. Rola zaś matki jest zarówno trudna, odpowiedzialna jak i najważniejsza dla każdej społeczności.

To jest kryterium uzasadniające szczególną ochronę w sytuacjach, kiedy przetrwanie społeczności jest zagrożone. Nie ma nic wspólnego z kwestią dobrowolnych związków wolnych ludzi w stosunkowo komfortowym otoczeniu, w którym posiadanie potomstwa już dawno stało się dobrowolne.

Porównaj jej rolę ze swoją. Nie wypadniesz najlepiej. tak jak nie najlepiej wypada truteń wobec pszczoły. I jako truteń zawsze jesteś 4 poziomy niżej niż kobieta.

Jak rozumiem mierzysz wartość człowieka jego wkładem w rozmnażanie gatunku? Gratuluję, jak się mieszka na drzewie, gałęzie nie uwierają?

Badyl rujnuje efekt? jaki efekt? Efekt, jaki proponuję, to zachowanie się o 2 klasy lepiej niż ta wiarołomna panienka, co automatycznie stawia pokrzywdzonego o 2 klasy wyżej niż ją w oczach innych ludzi.

Wypłakiwanie się mężczyzny w podołek panny nigdy nie leżało w dobrym tonie i nigdy nie należało do rytuału zalotów. Nawet tych oficjalnych. A podejście, jakie proponuję jest zaprzeczeniem takiego wypłakiwania (...)


A ja twierdzę, że takie zachowanie nie jest już w dzisiejszych czasach zrozumiałe stąd brak efektu. Tak jak pisałem, mogę sobie wyobrazić takie postępowanie jako część oficjalnych zalotów, kiedy dwoje ludzi widuje się kilka razy w miesiącu na ulicy albo w przejeżdżających powozach :). Nie ma to nic wspólnego z "zaprzeczeniem wypłakiwania" - jest pustym gestem, który w najlepszym wypadku zostanie odebrany jako pozerstwo.

Jaki związek? Co ty pieprzysz? Ot chłopak przygruchał panienkę, zhańbił ją a jej się to podobało. To jest związek? Co ich łączyło poza przelotnymi emocjami i wzajemnym udostępnianiem organów płciowych?

Nie wiem i ty tego nie wiesz. Skąd w takim razie ta pogarda i umniejszanie znaczenia tego, co ich łączyło? Z tego co pisze morp_heus najwyraźniej przywiązywał do tego wagę. Większośc emocji jest przelotna. Co więc jest związkiem w twoim słowniku? Małżeństwo, które zachowuje sobie wierność z obowiązu, mimo, że romantyczny czar już dawno prysł? Czy może ustanowiłeś jakiś sztywny minimalny czas trwania, który decyduje o klasyfikacji?

W sumie cóż takiego ona zrobiła poza udostępnieniem ich komuś innemu? Na czym polegają prawa morph_eusa? W jaki sposób te urojone prawa mogą wpływać na prawo do korzystania z własnego ciała przez tą dziwkę? Ty cały czas przenosisz prawa jakie ma małżonek wobec żony na kogoś, kto nie nabył żadnych praw, nie składał żadnych obietnic i nie był obciążony żadnymi obowiązkami!!!

I wyszło szydło z worka. Pewnie jeszcze ślub kościelny jest nieodzowny? :D Nie wiem w jakim stanie jest twoja wyobraźnia, ale spróbuj uwierzyć, że ludzie są w stanie podejmować się zobowiązań, również wzajemnych, w formie innej, niż sformalizowana przysięga. Co więcej, takie zobowiązania mogą być dorozumiane.
To właśnie niezobowiązujące i wyłącznie seksualne podejście do relacji między dwiema osobami wymaga według mnie uzgodnienia, że tak właśnie jest, nie odwrotna sytuacja.

Ona była wolna i wykorzystała tą swoją wolność. Przecież na tym polega NOWE - na Wolnej "miłości", czyli pieprzeniu się z kim popadnie bez żadnych przysiąg i zobowiązań. I podobno jest to DOBRE, co bardzo często niektórzy próbują mi wmówić na tym forum. Skoro zaś jest to DOBRE, to nie może to przynosić zatrutych owoców. Skoro zaś przynosi, to nie jest to DOBRE.

Nie wiem, ile wiesz o "nowej moralności" i "wolnej miłości", ale z pewnością bardzo niewiele. Powodzenie związku, zarówno małżeństwa, jak i relacji nieformalnej, zależy od woli przestrzegania pewnych zasad przez indywidualne osoby. Brak przysięgi małżeńskiej nie powstrzyma nikogo od zdrady, podobnie, jak fakt jej zawarcia. Jedyne, co może tego dokonać, to osobisty kompas moralny danej osoby. I tak, w obu przypadkach można zdecydowanie mówić o zdradzie. Ja stawiam tezę, że w nieformalnym związku partnerzy także zobowiązują się do wierności, dopóki nie zdecydują sie tego związku zakończyć, informując o tym wcześniej swojego partnera. I nie, nie oznacza to koniecznie "pieprzenia na prawo i lewo". Nie wszyscy czują taką potrzebę, są ludzie, których lojalność i wierność są równie silne z wewnętrznej potrzeby, jak u ciebie pod batem kary bożej i łamania przysięgi.

Morphe_us wszedł w układ będący ZŁEM. Jego partnerka stwierdziła, że skoro piorun w nią nie walnął z czystego nieba, to nie ma Boga i nie ma grzechu i kary, więc może robić to co jej się żywnie podoba.

Says who?

Spodobało jej się przespać z innym samcem. W końcu jako samica ma do tego prawo. "Związek" z Morph_eusem jako ZŁY nie mógł przynieść dobrych owoców. Ergo - Morpheus jest winien sam sobie i jest winien wobec niej. Dla tego powinien ją przeprosić i podziękować za to, że ją zepsuł, i podziękować za to że dała mu to, do czego nie miał najmniejszego prawa. Tym bardziej, że nie miał żadnego prawa spodziewać się jej wierności i nie ma najmniejszego prawa, by teraz twierdzić, że coś stracił. Jedynym co stracił był jego własny honor. I to nie w momencie, w którym ona wykorzystała swoją wolność ale w momencie, w którym on ją posiadł.

Przeprowadzasz rozumowanie oparte na przyjętym przez ciebie założeniu, że wszystkie twoje poglądy na seks, związki, dobro i zło są uniwersalnymi i jedynymi poglądami. Przy tym musisz sobie zdawać sprawę, że jest dokładnie odwrotnie - reprezentujesz w tym momencie bardzo radykalne spojrzenie na te kwestie, które dzieli z tobą w najlepszym wypadku niewielki odsetek osób. O co więc chodzi? Popisujesz się? Szykujesz grunt pod kampanię wyborczą? Pod kanonizację?

I jeszcze post [103]

Żyła w grzechu, co jej nie dyskwalifikuje jako osoby.

Zwłaszcza, że ten "grzech" to pojęcie, które może być jej (i wielu innym dyskutantom tutaj) całkowicie obojętne.

Każda kobieta zasługuje na szacunek. Nie wszystkie czyny kobiet zasługują na szacunek. jednak każda - choćby i najgorsza może się zmienić. I w przeciwieństwie do nas kobieta może zostać matką i zmazać swoje winy bezwarunkową i pełną Miłością do swego potomstwa. Miłością, której nam nie dane jest poznać.

Ha ha! Wyborne! Najpierw gloryfikujesz swoją "ludzką", "dojrzałą" i "nieneandertalską" umiejętność do postąpienia wbrew instynktowi, a potem gloryfikujesz najbardziej podstawowy instynkt obrony potomstwa przez matkę, czyniąc z abstrakcyjnej jego możliwości uniwersalne rozgrzeszenie bardzo konkretnych win.

Wreszcie (coraz lepiej!) post [107]

Do frer'a:

Gdyby sądy były tak "sprawiedliwe" jak ty jesteś, to byłyby zupełnie niepotrzebne. Wystarczyłyby samosądy tak mądrych i sprawiedliwych jak ty ludzi. Wysłuchałeś relacji jednej strony.

Powiedział ten, który wystawił diagnozę, określił rodzaj i rokowania związku, nazwał dziwką, obwołał dwie osoby grzesznikami na podstawie własnego, religijnego światopoglądu.

12.09.2007
15:33
[109]

frer [ God of Death ]

Atylla
Niemcy też nie czuli się winni. Oni "tylko wykonywali rozkazy".

Tak czy inaczej trzeba im było tą winę udowodnić. Póki mi czegoś ktoś nie udowodni to winny niczemu nie jestem.

Taka już ludzka natura, że to co nam najlepiej wychodzi to auto oczyszczanie z zarzutów.

Tylko zdanie od którego ta dyskusja się zaczęła żeruje na samoobwinianiu się, bo sugeruje, że nie można kogoś winić będąc samemu winnym.

Ależ proszę uprzejmie święty człowieku. Podnieś kamień. Nikt ci tego nie broni. Jak widać własne sumienie też ci w tym nie przeszkadza, więc nie ma problemu. Weź no kamień i zabij ją! Tylko czy wtedy nadal będziesz bez winy? Czy sam zamiar uczynienia komuś krzywdy nie jest winą?

Jak już pisałem to nie mam zamiaru rzucić kamienia, ale mam do tego prawo według tego co stwierdziłeś na początku. Niech zacytuję jeśli już nie pamiętasz: Podnieś kamień jeżeli jesteś bez winy. To samo odnosi się i do morpheusa, do mnie i do wszystkich innych. To wręcz sugeruje, że będąc bez winy mam podnieść kamień. Tylko właśnie ja nie mam zamiaru podnosić kamienia, bo nie chcę tego robić, a nie dlatego że sam jestem czegoś winny.

Czy czytając te pytania nadal jesteś w stanie wykluczyć brak jakiejkolwiek winy wobec kogokolwiek?

Tak.

Skąd w ludziach bierze się tak bezbrzeżna pycha i pewność siebie - nie wiem.

A może to nie pycha, ale po prostu szczerość.

Wysłuchałeś relacji jednej strony. Z całą pewnością relacji całkowicie rzetelnej i nie ukrywającej niczego, pozbawionej ocen, usprawiedliwień i stereotypów. Na tej podstawie nie trzeba słuchać zeznań drugiej strony - jej wina jest wszak oczywista i nie podlega dyskusji.

My tu nie jesteśmy trybunałem sprawiedliwości żeby kogoś sądzić. Autor pytał o radę w konkretnej sytuacji to ją dostał. Sam przedstawił fakty ze swojego punktu widzenia to my wydaliśmy naszą opinię na tej podstawie. Dziewczyna pozostaje bez jakiegokolwiek wyroku przecież, jest anonimowa, więc nie dzieje się jej żadna krzywda.

Z tego co autor napisał żadną miarą nie da się ustalić czy dziewczyna uważała go za "swojego" (cokolwiek miałoby to oznaczać) chłopaka.

Nie ważne co ona uważała, ale facet się pyta co ma zrobić skoro on ją uważa za swoją dziewczynę. Na tej podstawie dostaje swoją odpowiedź. To czy ona uważała, że ma mu być wierna, czy że może zaliczać każdego napotkanego faceta to nie ma żadnego znaczenia w rozważaniu co koleś ma zrobić w danej sytuacji.

a tym samym pozostawali w nieformalnym związku, opartym o jego wobec niej roszczenia i pretensje. Nie wiem jak dla ciebie, ale dla mnie nie jest to szczególnie trwały fundament...

A ciągnięcie druta innemu facetowi to lepszy fundament ??

Co do monogamicznego charakteru owego "związku", to fakt zmiany partnera zabaw erotyczny przez pannę przeczy tej wyjątkowo ryzykownej tezie.

Jeśli dobrze rozumiem to uważasz, że zdrada wyklucza możliwość istnienia jakiegokolwiek poważnego związku i z tej racji można zdradzać? Coś jak skutek wywołujący przyczynę?

Jedynym gwarantem jest uczciwa przysięga złożona przed Bogiem, w którego wiara w żaden sposób nie jest zachwiana.

Bój jest martwy. Pozostanie martwy i to my go zabiliśmy. Zasłanianie się nim nie ma sensu. Wierność sama w sobie może wynikać w oparciu o zaufanie między dwojgiem ludzi. Wcale nie potrzebuje do tego jakiś ideologicznych tworów.

Przypuśćmy, że wyjadę na 2 tygodnie do USA i w tym czasie lub później sprzedam jakieś informacje obcemu wywiadowi. W takim przypadku nie jestem zdrajcą. W takim przypadku jestem kimś, kto naruszył bezpieczeństwo USA dla osobistej korzyści. Sądzony też będę nie za zdradę a za szpiegostwo.

I tu pokazujesz, że nie patrzysz z szerszej perspektywy. Za coś takiego mógłbyś odpowiedzieć za zdradę jako, że USA jest naszym sojusznikiem. Zdradzając sojusz, zdradzasz własny kraj.

12.09.2007
17:17
[110]

Łysack [ Przyjaciel ]

Atylla - w zasadzie zgadzam się z Twoimi wypowiedziami oprócz jednego fragmentu.

Napisałeś, że jest to częściowa wina morpheusa, że powinien przeprosić i że ona nie miała wobec niego zobowiązań. Otóż jeśli kobieta decyduje się oddać facetowi to jest to jednoznaczne z pewnymi zobowiązaniami. To tak samo jak z pełnoletnością - czym się różni siedemnastolatek mający następnego dnia urodziny od osiemnastolatka, który te urodziny miał wczoraj? czy w ciągu tych dwóch dni zmienia się świadomość człowieka na tyle, że ten pierwszy nie może pić alkoholu, a ten drugi ma do tego pełne prawo? to przecież tylko umowna granica - podobnie jak ślub. To tylko dzień w którym wkraczamy w kolejny etap swojego życia, ale zobowiązania powstają już na samym początku tego związku. Przecież morpheus podobnie jak każda inna zdradzona osoba nie planowała rozstania i zapewne myślała o dość odległej przyszłości danego związku - może właśnie o ślubie lub potomstwie. Kobieta decydując się na związek, również powinna mieć na uwadze to, że ma on szanse przetrwać - inne założenie jest od początku zgubne i prędzej czy później prowadzi do rozpadnięcia się związku. Kobieta, z chwilą w której zdecydowała się na bycie z danym mężczyzną oddaje mu siebie - swoje wnętrze. Jest to jednoznaczne z tym, że ów mężczyzna ma do niej wyłączne prawo i w ich wspólnym interesie jest zadbanie o to, żeby tak było. Gdy załóżmy kumpel daje Ci swój telefon komórkowy, bo on nie będzie z niego korzystał to gdy się zepsuje, oddasz mu go i powiesz 'przepraszam cię, stary, że zepsułem mój telefon który mi kiedyś dałeś' - od kiedy stał on się naszą własnością to chyba jasne, że jego poprzedniego własciciela nie obchodzi co się z nim dalej dzieje. Chociaż raczej jeszcze bliższa sytuacja do opisanej byłaby gdyby ten kumpel dał Ci swój telefon, zepsułby go i oczekiwał na przeprosiny z Twojej strony. Owszem, możesz mu podziękować za korzystanie z tego telefonu, ale po cholerę przepraszać? To on (kobieta, która zdradziła morpheusa) spieprzył to co ofiarował to jego sprawa.

Z chwilą powstania związku powstają zobowiązania do wierności i dążenia wspólnie przez życie - nie są one aż tak silne jak po ślubie, ale do tego właśnie dążą. Gdyby ich nie było to wątpliwe jest czy ktokolwiek doszedłby do małżeństwa - po co się żenić skoro można mieć sto partnerek i wobec żadnej nie mieć zobowiązań? a nawet jeśli już pojawi się myśl o małżeństwie to którą z nich wybrać? to jest właśnie problem który znika przy okazywaniu sobie wierności od początku związku:)

12.09.2007
17:39
[111]

cioruss [ oko cyklopa ]

Łysack ->

tak tylko sie wtrace, po przeczytaniu jedynie ostatniego posta:
z chwila rozpoczecia sie zwiazku nie powstaja zadne zobowiazania, a co najwyzej oczekiwania.
przemysl sprawe z tej perspektywy, a ulatwisz zycie sobie i swojemu partnerowi

12.09.2007
17:52
smile
[112]

frer [ God of Death ]

cioruss --> z chwila rozpoczecia sie zwiazku nie powstaja zadne zobowiazania, a co najwyzej oczekiwania.

Po przeczytaniu tego uświadomiłem sobie o co tak naprawdę też Atylli chodziło. Teraz rozumiem, zostałem oświecony.
Wy po prostu tłumaczycie sobie w ten sposób to, że możecie zdradzać. Skoro bycie z kimś "bez papierka" nie powoduje żadnych zobowiązań to można robić co się chce.
W końcu jak jesteście z dziewczyną to możecie sobie posuwać inne na boku z czystym sumieniem, bo nic nie obiecywaliście. Tylko poczekajcie i zobaczcie co będzie jak zostaniecie przyłapani. :)

12.09.2007
18:16
[113]

Łysack [ Przyjaciel ]

ciorrus -> czyli oczekujesz od partnerki, że będzie Ci wierna, ale jak się puszcza na prawo i lewo to nic jej nie mówisz, bo w końcu nie ma wobec Ciebie zobowiązań...

chyba to normalne, że oczekuje się wierności od partnera, ale właśnie dla drugiej strony bycie w związku to nic innego jak zobowiązanie, a to że związek jest nieformalny, bo nie ma papierka to dla mnie niewiele zmienia.

frer -> dokładnie na to wygląda:) trochę dziwne tłumaczenie, chociaż ono legnie w gruzach gdy autor takich przemyśleń spełnia oczekiwania partnerki, ale ona nie spełnia jego oczekiwań co do wierności:) wtedy żaden sobie nie tłumaczy "przecież nie miała zobowiązań więc niech robi co chce"

ja się czuję zobowiązany wobec swojej dziewczyny i liczę na to, że nasz związek kiedyś kiedyś osiągnie miano związku formalnego. W końcu gdybym widział to inaczej to jaki byłby sens kontynuowania go dalej? przecież wtedy byłoby jawnym wykorzystywaniem kobiety...

13.09.2007
11:49
[114]

cioruss [ oko cyklopa ]

Łysack ->

nie mam zamiaru przekonywac Ciebie do niczego, traktuje fora inetowe jako miejsca wymiany (poznawania) pogladow, a nie sposob na klepanie sie po wlasnych plecach. nie musisz sie ze mna zgadzac.

przykre jest tylko to, ze kpisz z uwag, ktorych nie jestes w stanie zintepretowac inaczej jak przez pryzmat swojej wielkiej racji.

sprobuje jednak raz jeszcze, bo byc moze wczesniej nie wyrazilem sie odpowiednio jasno.

partnerstwo dobrze jest opierac na wzajemnym zrozumieniu, a tego nie da sie osiagnac jesli obarczasz druga strone wlasnymi oczekiwaniami nazywajac to obustronnym (domyslnie) zobowiazaniem. prowadzi to sytuacji, w ktorej Ty, realizujac wlasne(!) zalozenia, czujesz sie ok, a jednoczesnie znajdujesz usprawiedliwienie dla krytykowania innych, ktorzy nie dzialaja po Twojej mysli.

rozwinieciem powyzszego niech bedzie stwierdzenie, ze za zdrade (pomijajac juz fakt, ze definicja takowej jest bardzo plynna) odpowiadaja w zwiazku obie strony.

13.09.2007
11:56
[115]

cioruss [ oko cyklopa ]

moze bedzie latwiej na przykladzie:

czyli oczekujesz od partnerki, że będzie Ci wierna, ale jak się puszcza na prawo i lewo to nic jej nie mówisz, bo w końcu nie ma wobec Ciebie zobowiązań...

zaczne od tego, ze wpierw dokladnie tlumacze parnterce czego oczekuje. Jesli ona sie na to godzi, to dopiero wtedy rodzi sie zobowiazanie. Jej wobec moich oczekiwan. w druga strone dziala to identycznie. moze to Ciebie zdziwi, ale jeszcze nigdy nie zdarzylo mi sie, aby te pokrywaly sie w pelni.

13.09.2007
11:57
[116]

FunMen [ Call of Duty 4ever ]

Rzucaj kobietę :d
Ja bym tak zrobił.

13.09.2007
11:59
[117]

elfik [ z wired ]

rozwinieciem powyzszego niech bedzie stwierdzenie, ze za zdrade (pomijajac juz fakt, ze definicja takowej jest bardzo plynna) odpowiadaja w zwiazku obie strony.

Altruista.

Dziewczyna wypiła i przespała się z innym, w czym jej chłopak zawinił?

13.09.2007
12:07
[118]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Gregor
Tak na początek - daruj sobie przymiotniki typu "pseudointelektualny, bo to nic poza złością do dyskusji nie wnosi. Chyba, że chcesz ją skończyć. Tyle, że wtedy wystarczy powiedzieć "mam dość". I nie bój się utraty twarzy, bo w necie i tak nie ma czegoś takiego. Należy nam się elementarna uczciwość.

Mylisz pojęcia. Czym innym jest elementarny szacunek, wynikający z wrodzonej ludzkiej godności, a czym innym szacunek w znaczeniu respektu dla czyjegoś charakteru.
Nie ja mylę pojęcia. Czym innym jest wrodzona godność, która nie daje żadnych praw a rodzi tylko roszczenia i szacunek, który nie rodzi żadnych roszczeń a daje określone prawa. Idealna sytuacja następuje, gdy obydwa zjawiska występują łącznie. jednak często jest sytuacja, kiedy istnieje tylko godność (vide żądanie pedałów do okazywania szacunku i innych takich) i często następuje sytuacja, kiedy szacunek wynika jedynie z treści samej osoby, tj. z jej godności. Stąd twierdzenie, że była prostytutka pomimo publicznej dezaprobaty odzyskuje dzięki zmianie trybu życia godność, która z czasem przywróci i szacunek. jeżeli zatem pisałem o tym, że była prostytutka, która wróci na właściwą drogę zasługuje na szacunek, to właśnie to miałem na myśli. Nie musimy uważać, że prostytucja jest dobra. Wystarczy, że uznamy, że nie jest to skaza na całym życiu (kwestia ograniczonego etykietowania).

To jest kryterium uzasadniające szczególną ochronę w sytuacjach, kiedy przetrwanie społeczności jest zagrożone.
Rozumiem zatem, że skoro społeczność nie jest zagrożona w przypadku katastrofy morskiej, to kobieta nie zasługuje na szczególne względy? Nie zasługuje na nie również w kontaktach międzyludzkich, a które wymagają od kulturalnego człowieka zachowania określonych form? W tym się nie zgodzimy. Zostałem wychowany tak by darzyć kobiety szczególnymi względami i życie pokazało mi, że jest to wymóg ze wszech miar słuszny. Człowiek nie jest zwierzęciem tylko a kobieta samicą. Dlatego mężczyzna w przeciwieństwie do samca nie powinien używać wobec kobiet siły i winien jej szacunek z tej tylko racji, że jest ona kobietą a nie samicą. Śmierć przychodzi często bez asysty, ale narodzenie zawsze odbywa się w obecności matki. Już to samo rodzi więzi międzyludzkie i odbieranie kobiecie należnych je praw tylko na podstawie "racjonalnych" argumentów (racjonalny znaczy zwykle tyle co ślepy i na krótką metę) te więzi rujnuje.

Nie ma nic wspólnego z kwestią dobrowolnych związków wolnych ludzi w stosunkowo komfortowym otoczeniu, w którym posiadanie potomstwa już dawno stało się dobrowolne.
małe wyjaśnienie:
związki między kobietami i mężczyznami ZAWSZE były dobrowolne i posiadanie dzieci ZAWSZE było dobrowolne. To co się zmieniło, to podejmowanie odpowiedzialności w chwili wykonanie jednej zNa tej podstawie dostaje swoją odpowiedź. tych czynności. Kiedyś, kiedy mężczyzna wiązał się z kobietą, to robił to i formalnie i naturalnie i automatycznie rozumiał przez to, że jest za nią odpowiedzialna a ona jest odpowiedzialna za niego. Gdy pojawiało się dziecko (kobieta otrzymywała błogosławieństwo) to obydwoje rozumieli przez to, że prócz odpowiedzialności za siebie mają jeszcze odpowiedzialność za potomstwo. Infantylizacja ludzi niszczy te relacji i obecnie uważa się, że związek nie rodzi odpowiedzialności między małżonkami (używanie słowa "partner" jest w takim przypadku zawsze oszustwem, bo facet ma zawsze łatwiej niż kobieta) a ciąża u kobiety nie musi rodzić odpowiedzialności za dzieci. Stąd rozwody i stąd dzieciobójstwo, które kiedyś było wyjątkowym draństwem a dzisiaj jest "normą" określaną przez bolszewików jako prawo kobiety.

Jak rozumiem mierzysz wartość człowieka jego wkładem w rozmnażanie gatunku?
Odbiło ci? wkładem w rozmnażanie gatunku? 4 słowa i 10 głupstw! Kobieta jest bardziej wartościowa dlatego, że w jej naturze leży skłonność do miłości i poświęcenia, którego nasze ciasne móżdżki nigdy nie pojmą.

A ja twierdzę, że takie zachowanie nie jest już w dzisiejszych czasach zrozumiałe stąd brak efektu
No tak. Zapomniałem. W dzisiejszych czasach zrozumiała jest wyłącznie gówniażeria. Zrozumienia nie znajdą zachowania godne i posiadające określony sens i skutek etyczny. Zrozumienia nie znajdują jakiekolwiek zachowania etyczne. Zrozumiały jest tylko pięciolatek, który wrzeszczy, tupie nogą, płacze i biegnie ze skargą, kiedy rówieśnik odbierze mu zabawkę.
Najgorsze jednak jest to, że pięciolatek ten nie chce przyjąć, że jego zachowanie nie ma sensu i jest zwyczajnie śmieszne.

Skąd w takim razie ta pogarda i umniejszanie znaczenia tego, co ich łączyło?
Z tego co już tu opisywałem. Nie muszę szanować gówniarza, który zachowuje się jak gówniarz, myśli jak gówniarz i jak gówniarz reaguje. jeżeli widzę pięciolatka, któremu wydaje się, że mamusia da loda, bo on chce loda nie zwracając uwagi na drobiazgi takie jak np. kondycja finansowa mamusi, która ogranicza możliwość ponoszenia wydatków, to mi się robi słabo.

I wyszło szydło z worka. Pewnie jeszcze ślub kościelny jest nieodzowny?
Ślub z zachowaniem form przewidzianych w danej społeczności między osobami dojrzałymi by się przydał.

spróbuj uwierzyć, że ludzie są w stanie podejmować się zobowiązań, również wzajemnych, w formie innej, niż sformalizowana przysięga. Co więcej, takie zobowiązania mogą być dorozumiane.
Nie ludzie a człowiek. Ludzie to durne, płochliwe zwierzęta idące zawsze po najmniejszej linii oporu. Stawianie przed nimi takich wymagań nie bierze się z sufitu ale z tego, że ludzie mimo wszystko posiadają grupową mądrość i ustalają (a właściwie to się "samo ustala") pewne przeszkody i utrudnienia, których istotnym skutkiem jest podwyższanie poprzeczki i poprawianiem jakości ludzi - nawet tych najbardziej opornych, bezmyślnych i amoralnych. Dzięki tym formom ludzie tworzą kulturę, której produktem jest min więź międzyludzka, z której z kolei płyną takie postawy jak altruizm, szacunek dla siebie i innych itp itd.

Nie wiem, ile wiesz o "nowej moralności" i "wolnej miłości", ale z pewnością bardzo niewiele
Od ciebie na pewno się tego nie dowiem. Twoja "wiedza" opiera się wyłącznie na doświadczeniach. Moja wzmocniona jest zrozumieniem. Zrozumieniem chociażby i tego, że mimo Kanta i następców z Marxem i pokoleniem 68 na czele ludzie zachowują mimo wszystko część tej wyklętej przez czerwonych moralności drobnomieszczańskiej, dzięki czemu żony nie stały się wspólne od razu ale stają się nimi stopniowo. Komuchów wyśmiewało się w XIX w. używając właśnie tego zarzutu, że dążyli do tego, żeby kobiety były wspólnym dobrem (oczywiście mężczyzn). Nawet czerwoni uważali to za absurd bo nawet oni wychowani byli w mieszczańskiej moralności, w związku z czym to co dla nas jest dzisiaj normalne dla nich było nie do pomyślenia, choć i wy i oni używanie tych samych bezmyślnych "argumentów".

Przy tym musisz sobie zdawać sprawę, że jest dokładnie odwrotnie - reprezentujesz w tym momencie bardzo radykalne spojrzenie na te kwestie, które dzieli z tobą w najlepszym wypadku niewielki odsetek osób.
Jedzmy gówno. Miliony much nie mogą się mylić. Gówno jest smaczne i zdrowe a każdy kto twierdzi inaczej szykuje grunt pod kampanię wyborczą, kanonizację lub coś innego.

frer
Tak czy inaczej trzeba im było tą winę udowodnić. Póki mi czegoś ktoś nie udowodni to winny niczemu nie jestem.
Wow!!! To tak działa twoje sumienie? A może sprzedałeś je na Allegro jako niepotrzebny balast?

bo sugeruje, że nie można kogoś winić będąc samemu winnym.
Co za bzdura. Fakt bycia grzesznikiem odbiera tylko człowiekowi wiarygodność. Człowiek ma wolną wolę i może ją wykorzystać także dla złych celów. Dla mnie złym celem jest potępianie kogoś bez wysłuchani jego racji.

A może to nie pycha, ale po prostu szczerość.
no comments...

My tu nie jesteśmy trybunałem sprawiedliwości żeby kogoś sądzić.
Znaczy się my mamy prawo potępiać kogokolwiek ot tak sobie? Bo mamy np. taki zły dzień? Gdzie zwykła przyzwoitość? W klozeciku?

Dziewczyna pozostaje bez jakiegokolwiek wyroku przecież, jest anonimowa, więc nie dzieje się jej żadna krzywda.
Sam twierdzisz, że dyskusja nie ma fizycznego podmiotu i staje się przez to akademicka. Skoro dyskusja jest akademicka, do powinna dotyczyć ogólnych prawideł a nie konkretnych przypadków, skoro te przypadki dla niej nie istnieją. Plączecie się towarzyszu w zeznaniach:)

Na tej podstawie dostaje swoją odpowiedź.
Odpowiedź, która zakłada jej całkowitą i niewątpliwą winę. Ja proponuję rozwiązanie, które zadziała w każdych warunkach - niezależnie od tego kto i w jakim zakresie zawinił. W tym zresztą przypadku założyć należy nawet i to, że nie było żadnych zobowiązań a zatem nie mogło być i winy. To, że ktoś uroi sobie swoje wobec kogoś prawa nie daje nam prawa te jego urojonych praw uznawać i przyjmować ich za oczywistość. I także i w takiej sytuacji rozwiązanie moje jest najlepsze. Wasze alternatywy zakładają absolutną przewinę tamtej i całkowitą niewinność tego. Tymczasem już sam fakt wchodzenie przez niego w układ bez zobowiązań z jednej strony odbiera mu przywilej możliwości bycia urażonym a obydwojgu daje prawo do swobodnego rozporządzania własnym życiem. ja to prawo uznaję choć całkowicie potępiam. Wy zaś proponujecie bym nie potępiając układu potępiał nie dochowanie przez jedną ze stron zasad z zupełnie innej bajki.

Tak jak już pisałem te wasze "wolne związki" nie rodząc żadnych zobowiązań nie dają automatycznie żadnych praw. Wam się zaś wydaje, że możecie zjeść jabłko i mieć jabłko. Obudźcie się dzieci i uznajcie, że jabłko, które zostało skonsumowane już nie istnieje! Jeżeli związek zakłada BRAK ZOBOWIĄZAŃ, to musi zakładać BRAK JAKICHKOLWIEK ROSZCZEŃ! Morpheus uznał brak zobowiązań a nie chce uznać braku roszczeń i wy mu w tym sekundujecie! To tak, jakbym po jeździe próbnej samochodem zażądał od sprzedawcy nie udostępniania go komukolwiek innemu, sprzedaży czy jakiegokolwiek rozporządzania nim! Ja zaś wam mówię - chcecie mieć samochód TO GO SOBIE KUPCIE!

A ciągnięcie druta innemu facetowi to lepszy fundament ??
Nie - to tylko dowód na to, że nie było żadnego związku a zwykła jazda próbna.

Jeśli dobrze rozumiem to uważasz, że zdrada wyklucza możliwość istnienia jakiegokolwiek poważnego związku i z tej racji można zdradzać?
Źle rozumiesz. napiszę najprościej jak się da: brak zobowiązań = brak roszczeń.

Wierność sama w sobie może wynikać w oparciu o zaufanie między dwojgiem ludzi. Wcale nie potrzebuje do tego jakiś ideologicznych tworów.
W takim przypadku zaufanie staje się martwym, abstrakcyjnym i ideologicznym tworem.

Łysack
Otóż jeśli kobieta decyduje się oddać facetowi to jest to jednoznaczne z pewnymi zobowiązaniami.
SKĄD założenie, że ona zdecydowała się komukolwiek cokolwiek oddać? Czy zresztą nie mogło tu być tak (i wydaje mi się, że tak właśnie było), że tu chodziło z jej strony o czystą wymianę usług erotycznych? jej się chciało - jemu też - szast, prast i po krzyku. Przecież na tym polega tzw. wolna miłość. Na sprowadzeniu seksu do czynności fizjologicznej nie powiązanej koniecznie z jakimikolwiek elementami uczuciowymi. SKĄD zatem przekonanie, że ona mu się ODDAWAŁA? Dlaczego nie przyjąć, że to on ODDAWAŁ się jej? Czy to, że on oddawał się jej rodzi jej obowiązek oddawania się jemu? Przecie to nie handel. On mógł się jej oddawać a ona mogła jego ofertę przyjąć lub odrzucić. Bez ŻADNYCH zobowiązań, bo całość mogła opierać się na jego oświadczeniu woli i jej przyjęciu darowizny.

Dlaczego ludzie stosujących w praktyce "zdobycze" "wolnej miłości" nie chcą uznać jej charakteru i cech?

Ale po cholerę przepraszać?
Przyjmując jej darowiznę mógł doprowadzić do powstania "drobnych niedogodności", którym należałoby nadać jakieś imię - np. Kasia:)
Przyjmując jej darowiznę odebrał jej możliwość związania się z kimś, kto woli uczciwe układy a zatem szuka tylko dziewic. Innymi słowy morph coś jej odebrał. I ewentualność tego, że on nie musiał być pierwszy nie ma żadnego znaczenia, bo on powinien był coś takiego założyć.

ale do tego właśnie dążą.
wyłącznie wtedy, gdy obie strony zgodnie do tego dążą. Jeżeli choć jedna z nich nie ma takich aspiracji - cały ten pomysł bierze w łeb. Taki "związek" nie rodzi się ze wspólnych, wyartykułowanych oświadczeń woli, które rodzą niewątpliwe prawa i niewątpliwe obowiązki. Brak oświadczenia woli to brak praw i brak zobowiązań. Zdziecinnienie polega na tym, że gówniarz chętnie uznaje brak zobowiązań ale żadną miarą nie godzi się na brak praw i roszczeń. I Morph jest książkowym przykładem.

13.09.2007
12:18
[119]

Kharman [ ]

cioruss --> rozwinieciem powyzszego niech bedzie stwierdzenie, ze za zdrade (pomijajac juz fakt, ze definicja takowej jest bardzo plynna) odpowiadaja w zwiazku obie strony.

Wybacz ale bredzisz, za kryzys w związku są na ogół odpowiedzialne obie strony, zdrada jest decyzja jednej ze stron związku. Jeżeli związek jest w ślepym zaułku to sie nie idzie do łóżka z nową osobą tylko kończy związek a później szuka nowego partnera.

13.09.2007
12:28
[120]

frer [ God of Death ]

cioruss
zaczne od tego, ze wpierw dokladnie tlumacze parnterce czego oczekuje. Jesli ona sie na to godzi, to dopiero wtedy rodzi sie zobowiazanie. Jej wobec moich oczekiwan. w druga strone dziala to identycznie

Aha rozumiem, tylko jeszcze jedno mi wyjaśnij. Taktujecie to tylko jako umowę ustną zawartą przy świadku, czy idziecie do notariusza podpisać? Poza tym robisz to przy pierwszym spotkaniu, np. w barze czy na dyskotece ??
Nie no sory, ale moim zdaniem to jest śmieszne. Ja wolę postawić na niewiadomą kartę i oczekiwać, że dobrze trafię, tzn. że nie przedstawiam ani oczekiwań ani zobowiązań.
Jeśli dziewczyna sama uważa, że powinna być wobec mnie wierna to znaczy, że do mnie pasuje i nadaje się na życiową partnerkę, bo ma podobne oczekiwania. Jeśli jednak będzie się z kimś puszczać to po prostu ją rzucę, bo do mnie nie będzie pasować. Takie podejście moim zdaniem pozostawia więcej wolności i swobody. Daje wybór, pozwala na pokazanie swojego prawdziwego "ja" w związku, a tym samym testuje dopasowanie i możliwość poważniejszego zaangażowania.

Atylla
Wow!!! To tak działa twoje sumienie? A może sprzedałeś je na Allegro jako niepotrzebny balast?

O to chodzi, że ja nie czuję się niczemu winny, ale jeśli ktoś inny mnie uważa za winnego to musi mi tą winę udowodnić właśnie.

Sam twierdzisz, że dyskusja nie ma fizycznego podmiotu i staje się przez to akademicka. Skoro dyskusja jest akademicka, do powinna dotyczyć ogólnych prawideł a nie konkretnych przypadków, skoro te przypadki dla niej nie istnieją.

Nawet jeśli sprowadzamy to do dyskusji akademickiej to nie zmienia to faktu, że mamy ocenić dany przypadek, oparty o pewne założenia i co najważniejsze pod kątem subiektywnego spojrzenia. Ostatecznie możemy napisać całą rozprawkę filozoficzną, psychologiczną, a nawet socjologiczną na ten temat i mogłoby nam nawet wyjść, że najbardziej obiektywnie byłoby wybaczyć dziewczynie i wręcz planować z nią przyszłość. :P

13.09.2007
13:51
[121]

Attyla [ Flagellum Dei ]

frer
ale jeśli ktoś inny mnie uważa za winnego to musi mi tą winę udowodnić właśnie.
hę? A kto ci zarzucał coś co wymaga dowodu?

Nawet jeśli sprowadzamy to do dyskusji akademickiej to nie zmienia to faktu, że mamy ocenić dany przypadek, oparty o pewne założenia i co najważniejsze pod kątem subiektywnego spojrzenia.
Zdecyduj się wreszcie. Bo jeżeli chcesz kogoś oceniać to jest to konkretna osoby, która zapewne ma w tej sprawie coś do powiedzenia. W zasadzie wystarczyłoby, żeby ta panienka stwierdziła, że traktowała morpha wyłącznie instrumentalnie i jedynym co pozostaje nam oceniać to sam fakt stykania się dwojga ludzi w celach wyłącznie erotycznych bez żadnych praw i zobowiązań. Można by wtedy jej zarzucić puszczanie się ale nie da się zarzucić jej zdrady.

13.09.2007
14:11
[122]

frer [ God of Death ]

Atylla
hę? A kto ci zarzucał coś co wymaga dowodu?

Ty w ogóle jeszcze wiesz o czym rozmawiamy ?? Chodziło o te brednie, że jeśli jest się bez winy, żeby podnieść kamień i kogoś tam ukamienować czy coś. Skoro ja się uważam za niewinnego, bo postępuje zgodnie ze swoim sumieniem i ogólnie uznawanymi zasadami moralnymi, a do tego nikt inny mnie nie posądza o coś to znaczy, że nie jestem niczemu winny. Jako, że jestem niewinny to te brednie którymi nas zarzucałeś nie odnoszą się do mnie i ludzi do mnie podobnych.

W zasadzie wystarczyłoby, żeby ta panienka stwierdziła, że traktowała morpha wyłącznie instrumentalnie i jedynym co pozostaje nam oceniać to sam fakt stykania się dwojga ludzi w celach wyłącznie erotycznych bez żadnych praw i zobowiązań.

Autor sam pisał, że dziewczyna go przepraszała itp. a to samo już znaczy, że czuła się winna. Tym samym w jakimś stopniu był to dla niej związek i choć trochę jej zależało.

13.09.2007
14:37
[123]

Attyla [ Flagellum Dei ]

frer
Ty w ogóle jeszcze wiesz o czym rozmawiamy ??
O bogowie! Czy ja muszę ci tłumaczyć najprostsze rzeczy? To co miałeś okazję przeczytać a czego ja byłem autorem było odwołaniem do twojego poczucia etyki, jeżeli nie do sumienia. Te pytania nie stanowiły zarzutów a pytania właśnie. Pytania, na które tylko ty możesz odpowiedzieć i pytania, na które nie oczekiwałem odpowiedzi. One zostały postawione po to by zmusić cię do myślenia. Najwyraźniej nie udało się to...

to samo już znaczy, że czuła się winna
To znaczy tylko tyle, że znajdowała się pod pręgierzem. Większość dzieci, którym postawi się poważne zarzuty - niezależnie od tego czy były sprawiedliwe czy nie (zwłaszcza, gdy nie są sprawiedliwe) płacze i się usprawiedliwia. Fakt, że w ogóle zareagowała emocjonalnie znaczy tylko tyle, że nie jest jeszcze do końca zepsuta i być może coś z niej jeszcze będzie.

Tym samym w jakimś stopniu był to dla niej związek i choć trochę jej zależało.
Gdyby tak było, to by się nie puszczała na lewo i prawo.

13.09.2007
17:43
[124]

cioruss [ oko cyklopa ]

frer -> zapraszam do przemyslania powyzszego jak juz zrozumiesz, ze nie samym powstrzymywaniem sie od zdrady buduje sie trwaly zwiazek.

Attyla, masz zdrowie i cierpliwosc..

13.09.2007
20:07
[125]

cioruss [ oko cyklopa ]

Kharman -> sorki, nie zauwazylem wczesniej Twojego posta.

zdrada jest decyzja jednej ze stron związku
jasne, ze tak, ale z czegos to wynika. gdy rozpatrujesz potrzeby partnera jedynie przez pryzmat wlasnych oczekiwan, to co sie dziwic? bzdura mozna nazwac zachowanie czlowieka, ktory zaklada, ze kazdy mysli w ten sam sposob i ma takie same potrzeby.

13.09.2007
20:16
[126]

frer [ God of Death ]

Dobra ja z wami się już nie kłócę, bo chyba was nie przekonam do swoich racji. Rozumiem, że bronicie swojego zdania, ale albo nie potraficie przedstawić tego o co wam chodzi w zrozumiały sposób, albo w każdym kolejnym poście przeczycie temu co pisaliście kilka postów wyżej. :P

13.09.2007
20:32
[127]

Łysack [ Przyjaciel ]

nie chce mi się wracać do wszystkich postów, ale napiszę tylko parę zdań:)

zdrada jest winą jednej osoby, bo nawet jeśli osoba zdradzana w czymś zawiniła - nie spełniała oczekiwań partnera - to osoba zdradzająca powinna przekazać to tej drugiej za pomocą rozmowy, a nie zdrady:) Skąd taki morpheus miał wiedzieć, że partnerce coś nie pasuje w tym związku, skoro ona do samego końca zapewniała go, że go kocha i wszystko jest w porządku? jaka w tym jest jego wina?

co do przeprosin - to on nie ma za co przepraszać, bo on nic na siłę nie zrobił. Kobieta dała mu to co chciała i ile chciała 'do zepsucia', a on to po prostu przyjął. Tu tylko należy się podziękowanie, a nie przeprosiny:) po prostu spełnił oczekiwania swojej kobiety:)

decydując się na związek są niepisane zobowiązania, których każdy w związku ma przestrzegać, żeby miało to prawo być właśnie związkiem. Poza tym te zobowiązania są tak naturalne, że wykonujemy je odruchowo, a właśnie gdy ich nie ma to związku również nie ma. Przecież nie trzeba podpisywać umowy, że wiążąc się decydujemy się na wspieranie partnera, zachowanie wierności wobec niego i częściową akceptację jego wad.

Widzę, że niektórzy sprowadzają związek tylko do seksu, że on sobie porucha, ona sobie porucha, po roku się rozstaną i wszyscy są happy. To w końcu my piszemy o związkach z miłości, czy z potrzeby seksu?

Wiążąc się należy założyć, że druga osoba oczekuje że związek wytrwa jak najdłużej i będzie oparty na miłości - jeśli mamy inne oczekiwania to wypadałoby je przedstawić na początku. Jeśli partner ma inne oczekiwania to niestety mamy pecha, ale to właśnie prowadzi do zdrady i właśnie w tym wypadku nie ma za co przepraszać. Byłoby gdyby związek rozpadł się przy wspólnej decyzji obojga partnerów lub przy jakimś niezgraniu ze strony jednego z nich - ale bez zdrady.

13.09.2007
22:32
[128]

Gregor Eisenhorn [ Ordo Xenos ]

---> Łysack

zdrada jest winą jednej osoby, bo nawet jeśli osoba zdradzana w czymś zawiniła - nie spełniała oczekiwań partnera - to osoba zdradzająca powinna przekazać to tej drugiej za pomocą rozmowy, a nie zdrady:)

To jest w skrócie moje spojrzenie na kwestię lojalności w związku (niezależnie od stopnia jego sformalizowania).

---> Attyla

Tak na początek - daruj sobie przymiotniki typu "pseudointelektualny, bo to nic poza złością do dyskusji nie wnosi.

Wyrażam uczciwie swoją opinię o twoim sposobie wyrażania opinii. Dużo "trudnych słów" i byle jak najbardziej pod prąd.

Wystarczy, że uznamy, że nie jest to skaza na całym życiu (kwestia ograniczonego etykietowania).

I w takiej postaci brzmi to zupełnie sensownie. Inna sprawa, że społeczeństwo nie funkcjonuje w próżni, a na możliwość odzyskania "szacunku", o którym mowa, składa się też pamięć otoczenia o wcześniejszych potknięciach. Natomiast konstruowanie jakichś karkołomnych uzasadnień o uniwersalnym, potencjalnym macierzyństwie każdej kobiety, to kompletne nieporozumienie.

Rozumiem zatem, że skoro społeczność nie jest zagrożona w przypadku katastrofy morskiej, to kobieta nie zasługuje na szczególne względy? Nie zasługuje na nie również w kontaktach międzyludzkich, a które wymagają od kulturalnego człowieka zachowania określonych form?

I znów przedstawiasz to z punktu widzenia możliwego do strawienia. Czym innym jest uprzejmość i pewna forma protekcji na płaszczyźnie kulturowej (właściwie kulturalnej bo w dużej mierze zależy od 'poziomu' faceta ustępującego - lub nie - kobiecie w drzwiach). Zupełnie inaczej brzmi to kiedy próbujesz to przedstawić za pomocą metafizycznej predestynacji do bezgranicznej, matczynej miłości. Swoją drogą mało widziałeś, jeśli nie odnotowałeś zdolności kobiet do odrzucenia i zaniedbania własnego potomstwa.

Kobieta jest bardziej wartościowa dlatego, że w jej naturze leży skłonność do miłości i poświęcenia, którego nasze ciasne móżdżki nigdy nie pojmą.

W tej kwestii mów w imieniu własnego, ciasnego móżdżku. P.S. Bzdura. Nie tyle skłonność, co więcej okazji (i oczekiwania otoczenia) tworzą dysproporcję w typowym stopniu poświęcenia się. Są środowiska, w których sytuacja jest bliższa równowagi, a nawet odwrócona. Niestety, czytanie źródłowych tekstów religinych najwyraźniej źle wpływa na zdolność percepcji pewnych zjawisk.

No tak. Zapomniałem. W dzisiejszych czasach zrozumiała jest wyłącznie gówniażeria. Zrozumienia nie znajdą zachowania godne i posiadające określony sens i skutek etyczny. Zrozumienia nie znajdują jakiekolwiek zachowania etyczne.

W tej dziedzinie nie ma sensu z tobą dyskutować. Bez przyjęcia twojego poglądu na "właściwość" i niezmienność etyki, nic co piszesz nie ma sensu, a tego nie planuję.


Ślub z zachowaniem form przewidzianych w danej społeczności między osobami dojrzałymi by się przydał.


I zmieniłby.. co dokładnie? Dał ci podpórkę do rzucania na dziewczynę gromów z jeszcze większej wysokości?

Od ciebie na pewno się tego nie dowiem. Twoja "wiedza" opiera się wyłącznie na doświadczeniach. Moja wzmocniona jest zrozumieniem.

Za każdym razem, kiedy zechcesz wytknąć innym pychę (a widać, że to lubisz), powinieneś walnąć się żelazkiem w czoło, tak na otrzeźwienie.

Jedzmy gówno. Miliony much nie mogą się mylić. Gówno jest smaczne i zdrowe a każdy kto twierdzi inaczej szykuje grunt pod kampanię wyborczą, kanonizację lub coś innego.

Kiedy to pisałem, byłem pewny, że tak właśnie odpiszesz. Efektowne, ale działa w dwie strony. Elitarystyczne stanie w kącie i obrażanie się na ten zły, dekadencki świat jest dżezi. Można wtedy wznieść się ponad masy i ciskać klątwami.

Znaczy się my mamy prawo potępiać kogokolwiek ot tak sobie? Bo mamy np. taki zły dzień? Gdzie zwykła przyzwoitość? W klozeciku?

Nie masz specjalnie oporów, by wygłaszać bezwarunkowe, publiczne sądy na podstawie własnych, w dużej mierze zabarwionych religią przekonań, więc o co chodzi?

Tak jak już pisałem te wasze "wolne związki" nie rodząc żadnych zobowiązań nie dają automatycznie żadnych praw.

Twoja niezdolność do zrozumienia idei podjęcia zobowiązania bez papierka i księdza jest zadziwiająca.

Wam się zaś wydaje, że możecie zjeść jabłko i mieć jabłko. Obudźcie się dzieci i uznajcie, że jabłko, które zostało skonsumowane już nie istnieje! Jeżeli związek zakłada BRAK ZOBOWIĄZAŃ, to musi zakładać BRAK JAKICHKOLWIEK ROSZCZEŃ!

Nie: brak zobowiązań. Brak dożywotnich zobowiązań. Możliwość zakończenia związku uczciwie, po poinformowaniu partnera. I tu już wchodzą kwestie kultury i klasy. Można z kwiatami (jak najbardziej za), a można SMSem ("idę bzykać się z Frankiem, wal się debilu").

Morpheus uznał brak zobowiązań a nie chce uznać braku roszczeń i wy mu w tym sekundujecie! To tak, jakbym po jeździe próbnej samochodem zażądał od sprzedawcy nie udostępniania go komukolwiek innemu, sprzedaży czy jakiegokolwiek rozporządzania nim! Ja zaś wam mówię - chcecie mieć samochód TO GO SOBIE KUPCIE!

Kupcie, cołaska proboszczowi za ślub i już macie na własność żonkę. Możecie bić, maltretować i zaniedbywać, a ona musi to znosić, bo przysięgła wam wierność. Nie to, co te bezbożne pary bez ślubu... (żal.pl)

edit:
P.S. dla mnie EOT bo czuję się jakbym próbował przekonać średniowiecznego inkwizytora, że nie należy palić czarownic, bo ich nie ma, a on na to uparcie, że w biblii szarlatani i czarnoksiężnicy zostali potępieni. Szkoda nerwów.

14.09.2007
11:04
[129]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Łysack
zdrada jest winą jednej osoby
W sensie wykonawstwa to jest to prawda. Jest jednak pewne "ale" a polega ono na tym, że zdrada zwykle z czegoś płynie. Prawdą jest to, że obecnie egoizm został postawiony do pozycji elementu najważniejszego przy analizowaniu ludzkich zachowań. Nasza zdolność do poświęcenia się komuś/czemuś jest w zasadzie bliska zeru. Stąd małżeństwo jest niestety postrzegane jako miejsce do realizacji własnych potrzeb i jeżeli te potrzeby nie są w jakimś zakresie realizowane, to automatycznie uznajemy to za podstawę do wszczęcia ruchów autonomicznych dążących do realizacji potrzeb w ramach innego "związku". Stąd zdrada jest niemal zawsze tylko skutkiem określonych przyczyn. Przyczyn, w których ten drugi/druga ma swój niebagatelny udział. Dlatego przerzucanie winy na zdrajcę tylko jest chyba nieco przesadzone.

to on nie ma za co przepraszać
Tu się nie zgodzimy. Pozostaje zatem jeszcze tylko jedno. Causą do przeprosin nie musi być delikt. Innymi słowy nie musisz przepraszać "za coś". Równie dobrze możesz wykonać gest tylko. Ten gest ma tym większe znaczenie, że jest wykonany przez osobę nie obciążoną konkretnymi zarzutami wobec osoby, która jest winna konkretnych przewin. W konsekwencji osoba przepraszająca w sensie etycznym stawia siebie znacznie powyżej osoby przepraszanej - tym samym powiększając jeszcze dysproporcję postaw: z jednej strony wiarołomnej i puszczalskiej dziwki a z drugiej mężczyznę, który nie zasługuje na naganę za jakieś wyraźne winy(przynajmniej w zredukowanej do moralności Kalego proponowanej przez was) a mimo to przeprasza. Podobnie zrobili polscy biskupi do biskupów niemieckich w słynnym liście mającym prowadzić do pojednania. Tutaj jest podobnie. Przepraszając nie przyznajesz się faktycznie do żadnych win, ale jednocześnie wykazujesz, że jesteś człowiekiem z klasą, który jest w stanie unieść się ponad niskie instynkta wróżdy i rozstać się spokojnie i bez pretensji. Pokazujesz, że jesteś w stanie zachować się świetnie wobec osoby zasługującej na pręgierz.

decydując się na związek są niepisane zobowiązania
zawierając związek małżeński nie spisywałem swoich praw i obowiązków. Są one niepisane. Ale są - bo złożyłem oświadczenie woli. Innymi słowy publicznie oświadczyłem, że ta konkretna osoba jest dla mnie osobą najważniejszą i tym samym zobowiązuję się do tego, że będę wobec niej przynajmniej uczciwy. W przypadku tego co ty opisujesz nie ma oświadczenia woli a zatem nie ma obowiązków a zatem i praw. Jedynym co ludzie wykazują decydując się na konkubinat jest to, że dążą do wzajemnego użyczania sobie organów płciowych. I w tym zakresie definicja Kanta idealnie pasuje. Problem w tym, że Kant nie zdefiniował tego co zastał ale tworząc definicję otworzył ludziom oczy na nowe możliwości. Możliwości traktowania "partnera" instrumentalnie. O ile w "związku" z prostytutką instrumentalność jest częścią rytuału, o tyle worowadzenie instrumentalności do definicji związku małżeńskiego było zbezczeszczeniem czegoś, co do tej pory było sacrum.

To w końcu my piszemy o związkach z miłości, czy z potrzeby seksu?
Co to jest miłość? W jaki sposób odróżnisz miłość od "niemiłości" bez formalnych znaczników? Jeżeli wstępujesz w związek małżeński, to odprawiasz pewien społecznie usankcjonowany rytuał publicznego oświadczenia istnienia miłości i woli wspólnego spędzenia życia. Co więcej - ślub traktowany jest nadal i mimo wszystko jako pewną barierę, przy przekraczaniu której trzeba poważnie rozważyć swoje zaangażowanie i przyznać przed sobą, że fascynacja np. cielesnością nie jest jedyną przyczyną, dla której aktu tego dokonujesz. Bez wstępowania w związek małżeński nie wykonujesz żadnych czynności rytualnych. Nie musisz zatem przynajmniej oświadczyć przed samym sobą (oświadczenie wewnętrzne) i przed innymi (oświadczenie zewnętrzne), że to co łączy cię z tą konkretną osobą jest czymś poważnym i nie wynika z chwilowego kaprysu czy zauroczenia ale jest to akt wykonywany w pełnym przekonaniu i wierze w przyszłość. Przynajmniej, bo jeżeli ślub jest rytuałem religijnym jednocześnie oświadczasz, że od tej chwili poświęcasz swoje życie swojemu partnerowi i twoje życie jest od tej chwili jego domeną a jego życie jest domeną twoją. Jest to zatem dodatkowo ofiarą.
Jeżeli unikasz wszystkich tych rytów przejścia, to automatycznie nie zaznaczasz, że coś się w twoim życiu zmienia. Nadal jesteś osobą prywatną - tyle, że czasowo pozostającą z inną osobą prywatną.

Wy z bożej łaski "humaniści" macie nieodwracalną manię przeciwwstawiania sobie formy i treści i wydaje się wam, że likwidując formę zostaje sama treść. Co więcej - nie jesteście w stanie pojąć, że każda instytucja społeczna jest harmonijnym połączeniem i formy i treści i likwidacja formy musi prowadzić do likwidacji i treści. Dlatego zresztą mimo własnych "przekonań" dążycie do zachowania jednych form (bo wierność też jest formą i w żadnym wypadku nie należy do treści, skoro można stwierdzić, że ta "druga to tylko epizod a kocham tylko ciebie") i tworzenia innych.
Bezmyślność polega tu na tym, że odrzucając formę zamieniamy coś realnego i namacalnego w całkowity abstrakt niemożliwy do zdefiniowania i stwierdzenia. Odrzucając zatem formę odrzucamy i samą instytucję.
Jeżeli stosunki między kobietą i mężczyzną zawierały się w treści, którą jest miłość i formie, jaką jest małżeństwo, to odrzucając formę małżeństwa odbieracie miłości atrybut realności. Staje się ona tym samym bajką i temporalnym stanem emocjonalnego wzburzenia. Automatycznie człowiek traci zdolność do miłości a wszystko zamienia się w zakochanie. Samo zakochanie to tylko czyste emocje pozbawione form, których treścią jest poczucie odpowiedzialności za drugiego człowieka.
Przykład tej dziewczyny jest dowodem wręcz podręcznikowym, że niszczenie instytucji małżeństwa jest równoznaczne anihilacji więzi międzyludzkich. Morpheus godząc się na układ likwidujący formy nieświadomie godził się na to co się już stało. Ta dziewczyna być może CZUŁA miłość, ale NIE WIEDZIAŁA tego. CZUŁA, że chyba jest jego, ale nie WIEDZIAŁA tego. Skutki były łatwe do przewidzenia.
To samo stało się z wiarą. Oświecenie i reformacja stopniowo usuwały formy wiązane z emocjonalną wiarą w Boga. W konsekwencji człowiek utracił możliwość tego niemal fizycznego kontaktu z Bogiem, w związku z czym Bóg stał się dla niego totalnym abstraktem. Najpierw przestał widzieć jego działania, potem przestał widzieć skutki jego działań a w końcu przestał widzieć i Boga samego. To samo jest z Miłością. Usuwacie formy, w związku z czym Miłość staje się nieosiągalnym ideałem i totalnym abstraktem. Bez form tracicie trwały kontakt z uczuciami, w związku z czym stają się one dla was czymś wyalienowanym i obcym. Wasze uczucia przestają być częścią was samych. W konsekwencji Miłość jako coś więcej niż gra hormonów zanika. Wy próbujecie się przed tym bronić zachowując niektóre formy (jak np. wymóg wierności), ale jest już na to za późno. W konsekwencji autentyczność uzyskuje dla was już tylko to, co stoi w sprzeczności z formami - czli następuje dokładnie ten sam proces, który kulturę chrześcijańską zamienił w pseudoduchowy modernizm. Cechą modernizmu była klasykofobia (przekonanie, że muzyka tonalna i malarstwo figuratywne prowadzą wprost na manowce kiczu, który jest zaprzeczeniem kultury wysokiej - czyli tego, co zastąpiło nam Boga). Cechą rewolucji dzieci kwiatów jest fobia skierowana przeciw wszystkiemu co tradycyjne, "zwykłe", "szare" itp. W konsekwecji prawdziwa miłość może kwitnąć tylko w konkubinacie (a nawet w czymś czego nawet konkubinatem nie da się nazwać) a i to jest podejrzane, bo to tradycyjny układ kobiety i mężczyzny. Dlatego, "prawdziwa miłość", co do której nie można mieć żadnych wątpliwości może istnieć wyłącznie w ramach układu homoseksualnego, układu quasihomoseksualnego (tzn. między osobami metroseksualnymi) lub w ramach odrzucenia miłości poprzez zaangażowanie się w ruchy typu feministycznego, ekologicznego czy wegetariańskiego. Oczywiście już teraz ruchy te przechodzą w fazę instytucjonalizycji, dzięki czemu nabywają formę i tracą wiarygodność (oczywiście nie oficjalnie, bo oficjalnie przychodzi czas lobbingu pedalskiego jako instytucji państwowej tak jak w kulturze mamy czas modernizmu zinstytucjonalizowanego - innymi słowy dewiacje ulegają upaństwowieniu tak jak upaństwowieniu uległ modernizm). Utrata wiarygodności to ucieczka w komercjalizm. Nowoczesna sztuka to "sztuka" wykorzystywania elementów rynku i kiczu dla tworzenia sztuki wysokiej, dzięki czemu sztuka wysoka nie sama staje się quasikiczem. To samo dzieje się z miłością. Miłość w formie merkantylnej to prostytucja - czyli przekonanie, że miłość to czysty interes i oferując coś w zamian uzyskamy możliwość kochania i bycia kochanym. Oczywiście "bycie kochanym" - jak widać po przykładzie morpheusa jest czymś nieuchwytnym trudnym do zdefiniowania, w związku z czym istotna staje się tylko możliwość kochania.

Oczywiście proces nie jest liniowy i nie występuje na tym samym poziomie w każdym związku. tak jak w sztuce mamy teraz już w zasadzie 3 jej podstawowe klasy:
1. sztukę wysoką - czyli podniesienie formy do roli Boga a wiary do poczucia estetyki
2. sztukę "ludową" - czyli wytwory twórczości artystycznej nie podlegające konwencji modernistycznej a płynące z głębi ducha twórcy (stąd taka popularność tzw. prymitywizmu, czyli sztuki, która zdaje się zachowywać pozory autentyzmu, ponieważ nie wynika z przemyśleń i studiów nad formą a z naturalnych odruchów twórcy)
3. kicz - czyli wytwórczość w całości podporządkowaną rynkowi (głównie rynkowi turystycznemu i handlowi - tzw "ręczna robota" - ale nie tylko)
Również i uczucia występują w trzech generalnych klasach:
1. uczucia urzędowo uznane za autentyczne (pedalstwo, lesbijstwo, transwestycyzm itp. dewiacje)
2. uczucia prymitywne - czyli mniej lub bardziej pozostające w konwencji tradycyjnej
3. uczucia zamienione w towar, na których jednym biegunie leży tzw. "wolna miłość" a na drugim prostytucja w czystej formie + cały przemysł pornograficzny dążący do sprzedawania metody zaspokajania napięcia seksualnego bez seksu (czyli odpowiednik feministek i zielonych w sferze wiary:D)

To co opisał morpheus umieściłbym na granicy pomiędzy grupą 2 i 3. Stąd w dziewczynie jednocześnie występująca natura prostytutki i żony. W tych warunkach nie można zarzucić jej zdrady, skoro jest czymś pośrednim między archetypem żony i ladacznicy.

Gregor
przeczytaj powyższe. Nie oczekuję że to zrozumiesz, ale być może przynajmniej da do myślenia (choć po ostatnim poście i na to nie mam wielkiej nadziei).

Wyrażam uczciwie swoją opinię o twoim sposobie wyrażania opinii.

14.09.2007
11:41
[130]

bikero [ -bitpie- ]

powiem ci zebys dal na luz nieokazywal tyle uczuc wlasciwie czasami sie zachowywal olewajaco wobec dziewczyny.przez kilkanascie lat bylem tai sam jak ty i zawsze wszystko tak samo sie konczylo.teraz znalazlem dziewczyne ale wrzucilem na luz-jakos samo z siebie wyszlo(to nie bylo tak ze o! teraz bede ja "olewal")samo z siebie wyszlo.no i jestesmy szczesliwa para.to ona ukazuje uczucia to ona sie stara i wiem ze nieodejdzie ode mnie a ona wie(tzeba czasami pokazac) ze i ja nieodjde od niej.
trudne to jest do zrozumioenia ale przyjdzie czas ze sam sobie powiedz-ja sie zmienilem i jestem szczesliwy
zapamietaj moje slowa bo bylem prawie jak romantyczny bohater

14.09.2007
12:21
smile
[131]

Fett [ Avatar ]

Nie wiedziałem, że można pisać tak długie posty :|

(zgubiłem się około 100 postu)

14.09.2007
12:24
[132]

frer [ God of Death ]

Fett --> Tylko kto by to czytał. Nie dość, że za dużo, to większość to brednie ze świata urojeń Atylli. ;)

14.09.2007
12:32
[133]

Gregor Eisenhorn [ Ordo Xenos ]

---> frer

Niech sobie żyje w tym baśniowym świecie w chmurach. Gorzej, że sądząc po ideologii, na pewno ma dzieci. Tych mi autentycznie żal.

14.09.2007
12:38
[134]

eros [ elektrybałt ]

frer ----> Nie mow, ze jestes jedna z tych osob, ktore przesmiewczo pisza, ze Attyla glosi jedynie sluszna prawde, podczas gdy sami odsadzaja go od czci i wiary piszac, ze zyje swiecie urojen (co zakrawa na jedyna sluszna prawde). Czy Wy naprawde nie widzicie lekkiej niestosownosci takich twierdzen?

14.09.2007
12:44
[135]

Don_Pedro [ Pretorianin ]

eros

A czy ty nie dostrzegasz jednej rzeczy? Nieumiejętność precyzyjnego i zwięzłego wypowiedzenia się jest brakiem kultury osobistej. Patrz szacunku dla czasu innych.

14.09.2007
12:53
[136]

frer [ God of Death ]

Gregor Eisenhorn --> Właśnie dlatego ja się już poddałem w dyskusji. Niektórych ludzi po prostu nie da się przekonać, więc nie ma nawet co próbować. Jego dzieci też mi żal, ale może jabłka padną daleko od jabłoni. :)

eros --> Ja tylko uważam, że większość poglądów Atylli za bardzo odstaje od rzeczywistości w której żyjemy. Nie mówiąc już o tym, że z jego tekstów często wynikają zupełnie sprzeczne idee i wnioski. Temu co pisze w jednym poście za chwilę zaprzecza w jednym z kolejnych. Nie wiem czy sam nie jest zdecydowany, czy po prostu nie potrafi zwięźle ująć tego co ma na myśli, ale po dyskusji z nim przez kilka długich postów doszedłem do wniosku, że to nie ma sensu, bo nic z tego nie wynika.

14.09.2007
12:53
[137]

eros [ elektrybałt ]

Don Pedro ---> Ciekawe rzeczy piszesz. Jesli wiec spotkam kogos. kto nie potrafi sie dobrze wypowiadac moge nazwac go chamem i dac mu w twarz? Zapamietam to sobie ;)

P.S. Abstrahuje juz od tego czy rzeczywiscie wypowiedzi Attyli sa rozwlekle. Mnie zdarzylo sie na tym forum toczyc dyskusje na temat jednej ksiazki, gdzie odpowiedz na watpliwosci polemisty zajmowala ponad 10 000 znakow. A uwazam sie za oszczednego w slowach i byl to tylko jeden post z wielu odnosnie jednej ksiazki, nie zas kwestii zyciowych i moralnych.

14.09.2007
13:19
[138]

Don_Pedro [ Pretorianin ]

eros

"Don Pedro ---> Ciekawe rzeczy piszesz. Jesli wiec spotkam kogos. kto nie potrafi sie dobrze wypowiadac moge nazwac go chamem i dac mu w twarz? Zapamietam to sobie ;) "

Nie, ale z doświadczenia wiem, że po prostu większość ludzi takie jednostki ignoruje.

"P.S. Abstrahuje juz od tego czy rzeczywiscie wypowiedzi Attyli sa rozwlekle. Mnie zdarzylo sie na tym forum toczyc dyskusje na temat jednej ksiazki, gdzie odpowiedz na watpliwosci polemisty zajmowala ponad 10 000 znakow. A uwazam sie za oszczednego w slowach i byl to tylko jeden post z wielu odnosnie jednej ksiazki, nie zas kwestii zyciowych i moralnych."

Jeśli tylko miały sens, nie zaprzeczały sobie, były zwięzłe i precyzjne to możesz pisać sobie ile chcesz. Jeśli natomiast ktoś tak jak napisał frer sam sobie wielokrotnie zaprzecza (tak - negacja negacji daje afirmację wiem) tylko dlatego, że ma taki kaprys, albo nie potrafi to niech się nie dziwi potem, że ludzie tego nie chcą czytać.
Ja uznaję takie działanie za przejaw braku kultury osobistej, na równi ze spóźnianiem się. Błędy ortograficzne łaskawie przemilczę, ale można tekst wkleić do Worda np., instalacja Firefoxa też nie boli.

14.09.2007
13:42
smile
[139]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Eros
Daj sobie spokój. Po ostatnich wypowiedziach widać tylko, że skończyły im się możliwości wyrażania sensownych polemik, w związku z czym przeszli do tego, co wychodzi im najlepiej. Widziałem to już wielokrotnie, kiedy zatka jednego z drugim ale ambicja i duma nie pozwalają oddać pola przeciwnikowi i nagle z poczerwieniałej z wysiłku - iście gombrowiczowskiej gęby - uchodzi jedno słowo zawierające w sobie całą frustrację i bezsilność: "świnia".
Właśnie do tego ich doprowadziłem:)

14.09.2007
14:11
smile
[140]

Don_Pedro [ Pretorianin ]

I stał się cud. Attyla napisał posta nie przekraczającego trzech stron formatu A4.

Trochę treningu i będą z Ciebie ludzie.

14.09.2007
14:16
[141]

Pshemeck [ Dum Spiro Spero ]

Kazdy ma swoje zdanie...widze jak zwykle offtop sie zrobil, coz taki urok tego forum :)
Zdrady nigdy nie powinno sie wybaczac...jesli ktos pojmuje ja jaka slabosc - tym bardziej :) Ktos kto zdradzil raz moze to zrobic wielokrotnie i nie ma co do tego watpliwosci :) Oczywiscie jak ktos chce wybaczyc takowa zdrade i bedzie uwazac ze mimo wszystko ta osoba kocha....powodzenia w zyciu :)

14.09.2007
14:20
[142]

frer [ God of Death ]

Attyla --> Nam się nie skończyły argumenty czy sensowna polemika, ale twoja nie ma sensu. Autor tematu poprosił o poradę w przypadku konkretnego problemu, a ty doprowadziłeś to do jakiejś pseudoideologicznej rozprawki. Cieszy mnie, że w świecie swoich fantazji uważasz się za zwycięzcę, ale ja wcale nie uważam się za pokonanego, czy sfrustrowanego. Po prostu mam ważniejsze rzeczy do roboty niż walenie głową w mur przez kolejne 100 postów. Szczególnie, że pewnie sam autor już go nie czyta od 100 poprzednich. :P

14.09.2007
14:29
[143]

cioruss [ oko cyklopa ]

Pshemeck -> a teraz zdefinuj pojecie zdrady i uzasadnij dlaczego wlasnie to.

14.09.2007
14:29
[144]

zajcev1939 [ Generał ]

zrób tak jak w piosence: "było mi miło spędzic z tobą pół roku, nie dzwoń do mnie, dowidzenia i dobranoc"..... i odchodzisz, też mnie zdradziła dziewczyna z moim znajomym, kumplem ale nie poweidzała mi o tym tylko jej najlepsza koleżanka do mnie zadzwoniła i powiedziała żebym do niej przyszedł i powiedziała mi że moja zdradziła mnie z tym kolesiem, narzucała się mu tak się wkurwiłem że mało typa nie rozniosłem, ale to była wina tej szmaty, tak robią tylko szmaty potrzebują jednego męszczyznę który ją głaska, a drugi który ją rucha, taka okrutna prawda i nie bądź cipa i nie
rób nic, znajdź sobie inną, mało tego jak bym miał możliwośc się z nią widywania się to bym jej ublirzał jak bym ją gdzie kolwiek zobaczył, żeby wiedziała na drugi raz że się tak nie robi. Fuck rules

14.09.2007
18:39
[145]

Kharman [ ]

Attyla --> Co więcej - nie jesteście w stanie pojąć, że każda instytucja społeczna jest harmonijnym połączeniem i formy i treści i likwidacja formy musi prowadzić do likwidacji i treści. Dlatego zresztą mimo własnych "przekonań" dążycie do zachowania jednych form (bo wierność też jest formą i w żadnym wypadku nie należy do treści, skoro można stwierdzić, że ta "druga to tylko epizod a kocham tylko ciebie") i tworzenia innych.
Bezmyślność polega tu na tym, że odrzucając formę zamieniamy coś realnego i namacalnego w całkowity abstrakt niemożliwy do zdefiniowania i stwierdzenia. Odrzucając zatem formę odrzucamy i samą instytucję.

Uuuu... to ja jakiś dziwny jestem, bo odkąd bylem z moją żoną, startując od związku nieformalnego z szybkim przeskokiem przez narzeczeństwo do małżeństwa to jakoś kurna w tej rzeczywistości bez formy przybywało nam coraz więcej treści, i w zasadzie to w pewnym momencie tej treści sie zrobiło tyle, że wypadało wrzucić to w jakąś formę. No po prostu da sie te klocki poskładać i z drugiej strony, i to bez foremek. Wstrząsające.

W konsekwencji człowiek utracił możliwość tego niemal fizycznego kontaktu z Bogiem


Potrzebuję rozwinięcia tej myśli, fizyczny kontakt?

cioruss -->

Niezależnie jak rozpatrujesz potrzeby partnera istnieją lepsze drogi okazania swojego niezadowolenia z sytuacji niż zdrada.

14.09.2007
18:47
[146]

Clockwork Orange [ Konsul ]

zdrada jest winą jednej osoby, bo nawet jeśli osoba zdradzana w czymś zawiniła - nie spełniała oczekiwań partnera - to osoba zdradzająca powinna przekazać to tej drugiej za pomocą rozmowy, a nie zdrady:)

W pełni się zgadzam z tym zdaniem. Mnie jak się coś nie podoba w postępowaniu albo charakterze kobiety to jej to mówię. Najbardziej egoistycznym posunięciem jest zdrada - olanie faktu, że można spróbować jakoś zaradzić na pewien problem jak na cywilizowane formy życia przystało (np. rozmową), a nie szukanie kogoś innego za plecami partnera/partnerki - co jest po prostu skrytobójstwem.

Nigdy do mnie nie docierało jak można kogoś zdradzić i pewnie dlatego sądzę, że jest to coś czego wybaczyć się nie powinno. Jeszcze jak druga połówka się zaangażuje w związek to już wybitnie.

Edit: Poza tym zawsze jest tak, że jak ktoś zdradził raz to zrobi to jeszcze 100 razy. Po prostu - powód znajdzie się zawsze skoro osoba nie potrafi rozmawiać o swoich problemach. A już wiadomo, że jest do zdrady zdolna.

15.09.2007
16:32
[147]

Attyla [ Flagellum Dei ]

frer
ale twoja nie ma sensu.
... w czym?

Don_pedro
I stał się cud. Don_Pedro coś zrozumiał. Pozostaje tylko pytanie, czy na to niecodzienne zjawisko wpływ miała długość czy brak "trudnych" słów:D?

Kharman
mam pytanie. Co to ma do rzeczy?

Potrzebuję rozwinięcia tej myśli, fizyczny kontakt?
"Niemal". Tym było jeszcze "niemal". Z istotami, których się nie widziało nigdy na oczy już tak jest, że wystarczy zobaczyć konterfekt takowego i już wiemy, że istnieje, że można je gdzieś (ale nie tu) zobaczyć itd. To samo jest z Bogiem/bogami. Człowiek potrzebował fizycznego wyobrażenia Boga lub innego fizycznego substytutu, którego obecność pozwoli mu nawiązać duchowy kontakt z bóstwem. Zresztą duża część ludzi nie dąży do uzyskania z Nim łączności. Im wystarczy świadomość obecności. Błąd "humanistów" polegał/polega głównie na tym, że potrzeby wszystkich określali na podstawie potrzeb błasnych. Określali i określają, bosą niewyobrażalnie zadufani w sobie i wydaje się, że:
1. to czego nie ogarniają rozumem nie istnieje,
2. ergo - nie istnieje nic, co nie da się rozumem ogarnąć (stąd zresztą idiotyczny pomysł tworzenia teorii wszystkiego - która ma zastąpić Biblię. Spóźnili się, bo nową biblię stworzył już Marx i Hitler)
Wracając do przedniotu - większość ludzi podchodzi do Boga w sposób naturalny. Tzn. nie zaprzątają sobie głowy teologicznymi rozmyślaniami lub poszukiwaniu dowodów na istnienie Boga. Ale z Bogiem jest tak jak z kobietą. Miłość na odległość raczej nie wychodzi. Trzeba być blisko niego także fizycznie. Dlatego zresztą Bąg ma swoje świątynie mimo tego, że jest wszędzie i w każdej chwili. Świątynie, rytuały i inne formy nie są dla Niego ale dla nas. To my ich potrzebujemy a nie On. Nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę - ba - są tacy, którzy temu przeczyli (i przeczą) ale po pierwsze się mylą a po drugie pomyłka ta płynie z ich zadufania w sobie i pychy nakazującej im twierdzić, że nie potrzebują nikogo i niczego (to urojenie pochodzi głównie stąd, że nigdy im nie brakowało towarzystwa). Ja zrestą mam podobnie - tyle, że zdaję sobie z tego sprawę i aktywnie przeciwdziałam temu urojeniu.

Zresztą nie Bóg i nie religia są tematem tego wątku. Chociaż z drugiej strony, kiedy człowiek myśli lub mąwi i miłości to myśli i mówi o Bogu, bo są one tożsame. Zresztą tak jak miłość potrzebuje bliskiego kontaktu i zbliżeń cielesnych tak nasza wiara potrzebuje posągów, "świętych" obrazów i całej reszty (formy) by nie uschły i nie straciły swej aktualności i żywotności.

15.09.2007
17:17
[148]

Kharman [ ]

Attyla --> to ma do rzeczy, że można od treści przejść do formy, albo zadowolić sie samą treścią lub formą, jak komu pasuje, ja wiem że pisanie do ciebie o tym że pokropione małżeństwo to nie jedyna forma w której ludzie znajdują szczęście, to jak grochem o ścianę, ale może... kiedyś...

"Niemal". Tym było jeszcze "niemal". Z istotami, których się nie widziało nigdy na oczy już tak jest, że wystarczy zobaczyć konterfekt takowego i już wiemy, że istnieje, że można je gdzieś (ale nie tu) zobaczyć itd

To teraz napisz jeszcze co daje ci podstawy aby twierdzić że wszyscy tego potrzebują. I dlaczego jesteś tak zadufany w sobie że wydaje ci się że bez twoich form nie można sie obejść.

17.09.2007
09:51
[149]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Kharman
to ma do rzeczy, że można od treści przejść do formy, albo zadowolić sie samą treścią lub formą, jak komu pasuje
tak jak ty "myślą" wszyscy rewolucjoniści. albo skutki takiego "myślenia implementują konformiści. Skoro można (w znaczeniu jest to fizycznie wykonalne) coś zrobić inaczej i jeżeli przyniesie to doraźne i szybkie skutki w postaci usunięcia bądź ograniczenia istniejących ograniczeń to znaczy, że jest to dobre i nie ma powodu, by tego nie robić. A skutki widać na każdym kroku.
W konsekwencji to ludzie tacy jak ty aą odpowiedzialni za takie sytuacje jak opisana przez morpheusa. Ta dziewczyna w normalnym układzie mogłaby przyjąć rolę prostytutki lub dziwki (utrzymanki czy czegoś w tym stylu) i godzić się z publicznym potępieniem (w zasadzie cywilną śmiercią) albo rolę uczciwej żony lub matki i cieszyć się co najmniej akceptacją. Teraz "można" wybierać setki metod/układów i pies z kulawą nogą się za tym nie obejrzy. i dzieje się to na zasadzie wpajanej od dawna "tolerancji", która jest tożsama z obojętnością lub akceptowaniem zachowań "innych" (teraz nie używa się epitetów "zły", "grzeszny" czy innych o zabarwieniu pejoratywnym a "inny" "jedyny w swoim rodzaju" czy "jakiśtam inaczej" o zabarwieniu żadnym). W rezultacie takie młode i głupie dziewczyny nie wiedzą co jest "dobre" (tzn co nie sprowadzi jej na manowce) a co złe (coś co sprowadzi ją na manowce). Kiedyś rodzice uważali za swój święty obowiązek tak kierować dzieci, by te nie powielały ich błędów. Dzisiaj uznaje się, że każdy powinien nauczyć się wszystkiego na własnej skórze. A uznaje się tak, bo tak jest łatwiej. Bo takie podejście nie wymaga aktywności. A rodzice sprowadzeni do roli konsumentów (czyli biernych odbiorców) nie chcą być aktywni. Rodzice dzisiaj uważają, że dziecko powinno być wychowane w szkole. wychowane - tzn. w szkole powinno się zaszczepić w dziecku także wartości i reguły. A jakie wartości się zaszczepia? Ano takie, że państwo powinno zajmować się problemami swoich obywateli, wychowywać ich dzieci, zapobiegać katastrofom i wypadkom i w ogóle zrobić wszystko, żeby życie każdego człowieka było syte i bezpieczne jak życie każdej świni w chlewie. Co więcej w wychowywaniu państwo nie może narzucać żadnych wzorców (czyli powinno wychowywać nie wychowując - czyli realizować tzw "wychowanie" bezstresowe, co z wychowaniem ma tyle wspólnego co krzesło z krzesłem elektrycznym) oraz nie zakazywać tego, co może wybawić nasz od bieżących problemów (np. zabijania nienarodzonych dzieci). Innymi słowy dzięki wam szczytem ambicji większości ludzi jest bezstroska wegetacja. Można to kontynuować, ale po co, skoro i tak tego nie zrozumiesz lub w całości odrzucisz ale może wreszcie zaczniesz sam myśleć a nie zadowalać się tą papką, którą ci sprzedają media i pojmiesz, że forma i treść nie występują odrębnie i że anihilacja jednego skutkuje anihilacją drugiego. Co prawda organy nie używane popadają w atrofię, ale może zanim twój mózg zatrofizuje się zupełnie zdążysz podjąć jakieś ćwiczenia. (zemsta jest rozkoszą bogów:D)

To teraz napisz jeszcze co daje ci podstawy aby twierdzić że wszyscy tego potrzebują.
Potrzebują tego wszyscy, choć niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy a inni nie chcą. Dowodzą tego dzieje.

17.09.2007
10:12
[150]

gromusek [ Street View ]

nie czytalem calego watku tylko poczatek.... nasuwa mi sie jedno bardzo wulgarne, prostackie i prawdziwe powiedzenie ,,w kazdej kobiecie kur.. dwie trzecie''

17.09.2007
11:28
[151]

Attyla [ Flagellum Dei ]

frer
Nam się nie skończyły argumenty czy sensowna polemika, ale twoja nie ma sensu.
Wykaż bezsensowność moich wypowiedzi. Wykaż analizę (bardzo skróconą ale jednak) obecnej antykultury i wykaż, że podobieństwa z kwestiami obyczajowymi (komercjalizacją miłości i wszystkim co z nią związane) nie istnieją a zarzuty są bezpodstawne to pogadamy. jeżeli będziesz nadal występował z pozycji proroka i ferował niczym nie poparte oceny jakości moich wypowiedzi to jedynym racjonalnym uzasadnieniem jest ucieczka w inwektywy. jeżeli wydaje ci się, że zachowasz w ten sposób tważ to bardzo się mylisz.

ale ja wcale nie uważam się za pokonanego, czy sfrustrowanego
Udowodnij to albo nie rób z siebie większego pajaca niż jesteś w rzeczywistości, bo tym ośmieszasz siebie a nie mnie.

Gregor, frer
żal wam mojej córki? Z jakiego powodu? Z takiego, że wychodząc na świat będzie miała dobrze w głowie poukładane i nie bądzie się puszczała na lewo i prawo nie mówiąc już o tym, że nie zrobi takiego numeru jak ten opisany? Jeżeli tak, to rzeczywiście jest czego żałować. Swoje dziecko wychowuję tak, by miała mocny fundament etyczny i by nie ulegała pop antykulturze. Co prawda trudno konkurować z Popcornem (czy jak to się nazywa) i innymi tego rodzaju "wyroczniami" młodych dziewcząt ale staram się.

17.09.2007
11:47
[152]

Kuper^^ [ Konsul ]

Attyla - a skad masz pewnosc ze twoja corka nie da jakiemus kolesiowi w ieku 13 lat ? , tego raczej nie przewidzisz , bo za dzieckiem nie bedziesz chodzil , kontrola nad dziecmi mija z ich wyjscie z przedszkola , wiec raczej nie badz takipewny ,ze twoja corka bedzie jak trzeba , bo pewnego dnia , mozesz byc dziadkiem owiele wczesniej niz bys mogl o tym pomyslec

17.09.2007
11:56
[153]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Jeśli chcę gwarancji, to kupuję sobie mikser. Tu gwarancji nie mam. Oczywiście gwarancja to też nie pewność, no ale co zrobić? Zresztą czym jest pewność? Jeżeli pewne jet tylko to, że nic nie jest pewne, to jak mogę mieć pewność w tym przypadku. Tu w grę wchodzi wyłącznie PRAWDOPODOBIEŃSTWO. A im mocniej zakorzenione odpowiednie wzorce zachowań tym mniejsze prawdopodobieństwo, że nastąpią zachowania z tymi wzorcami sprzeczne. Im więcej wzorców jasnych i hierarchicznie uporządkowanych tym mniejsze prawdopodobieństwo dokonywania bieżącej relatywizacji oceny i tym samym zachowań niepożądanych. Itp itd.

Rola dziadka, to jedno z moich życzeń na przyszłość. I nie ma znaczenia, czy będzie to zaplanowane czy przypadkowe. Rolą ojca jest dawanie wzorców, egzekwowanie ich realizacji, wybaczanie błędów jeżeli to konieczne i pomoc.

17.09.2007
19:01
[154]

Kharman [ ]

Attyla --> zaraz, czekaj, czy to jest tak że jak robie to co wedle mnie jest słuszne i dobre dla mnie to jestem konformistą, a jeślibym się ochrzcił, wziął ślub kościelny (wiesz, wpisał się w formy) pod wpływem rodziny żony to świadczyłoby to o czym, zdolności do podejmowania niezależnych decyzji? Taka jest ta twoja logika?

...sprzedają media i pojmiesz, że forma i treść nie występują odrębnie i że anihilacja jednego skutkuje anihilacją drugiego.

Kurna, cudotwórcą jestem, zrobiłem coś z niczego. Bo skoro treść nie może istnieć bez formy to znaczy że mojego związku z żoną przed ślubem nie było. Więc przez pięć lat pławiłem sie w nicości i nagle pstryk, oto nastaliśmy wykreowani w formie i treści.

Potrzebują tego wszyscy, choć niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy a inni nie chcą. Dowodzą tego dzieje.

Możesz napisać coś poza ogólnikami, bo jakiś taki mało przekonany jestem czytając że tak jest bo tak jest.

18.09.2007
09:42
[155]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Kharman
Nie mam do ciebie cierpliwości. Tysiące razy mówiłem ci żebyś nie mieszał skali mikro i skali makro. To co działa między dwoma osobami w ciągu - dajmy na to - 30 lat nie musi, i zwykle nie działa między milionami osób w ciągu paru setek lat. jeżeli muszę bez przerwy powtarzać takie oczywistości to nie wiem co o tobie myśleć. Nie wiem czy przejawiasz inteligencję rozwielitki czy totalnie złą wiarę.

Co do konformizmu, to odrzucając formę wybierasz łatwiejszą drogę a zatem spokojnie można powiedzieć, że jesteś konformistą. Choć nie wiem czy nie lepszym było by to określenie "oportunista". Zastanawiałem się nad tym i stwierdziłem, że ani jedno ani drugie nie pasuje do końca do postawy, którą głosisz (bo nie wiem czy stosujesz). W każdym razie chodzi o to że wybierasz rozwiązanie dla ciebie najłatwiejsze i ograniczasz zdolność przewidywania wyłącznie do siebie w perspektywie kilku najwyżej lat. Perspektywa więcej niż kilku lat i więcej niż centrum wszechświata jakim jesteś już nie mieści się w twojej zdolności analizy. I w tym tylko problem jeżeli chcesz byśmy zeszli na temat twojego "sposobu na życie". Nie wiem skąd pomysł, że twoja emocjonalność jest sklonowaną kopią emocjonalności homo sapiens i poszczególne osobniki gatunku niczym się od siebie nie różnią. Nie wiem skąd przekonanie, że twoje osobiste doświadczenia z pewnością staną się udziałem wszystkich pozostałych ludzi na Ziemi. nie wiem na czym opierasz przekonanie, że to w jaki sposób żyjesz nie wpływa na innych ludzi w świecie, w którym zwyciężać zdaje się teza, że machnięcie skrzydłami przez motyla w Polsce może być causą huraganu w którejś z Ameryk. (nie bierz tego do siebie - sam zszedłeś na manowce odnoszenia się ad personam - i to twojej konkretnej personam - więc nie możesz mieć mi tego za złe - zwłaszcza, że nie wykorzystuję tego jako argument w dyskusji)
Tyle, że to w najmniejszym stopniu nie wpływa na prawomocność głoszonych tu prze ze mnie tez.

Możesz napisać coś poza ogólnikami, bo jakiś taki mało przekonany jestem czytając że tak jest bo tak jest.
Mały przykład z najbliższej naszej historii. Porównaj sobie mianowicie okres rozbiorów i okres sowieckiej okupacji kresów. W pierwszym przypadku nie wystarczyło niemal 2 wieków by wynarodowić Polaków. W drugim przypadku wystarczyło kilkudziesięciu lat by tamtejsi Polacy w ogromnej większości nie posługiwali się językiem polskim, nie znali swej historii i dziedzictwa kulturowego, że nie wspomnę o przyznawaniu się do swojej polskości. Z osobami wychowanymi jeszcze w Polsce nie ma takich problemów, ale nowe pokolenia są niemal do cna wynarodowione i stały się zwyczajnymi sowietami. Jaka jest różnica między pierwszym i drugim przykładem? Chyba nawet ty stwierdzisz, że różnica leży w formie. W tym, że za czasów rozbiorów mimo wszystkich prześladowań Polacy nie byli ścigani za używanie między sobą języka polskiego, nie byli sadzani i zsyłani za posiadanie i czytanie polskich książek, za to w końcu, że nie byli ścigani i zsyłani za uczestniczenie w nabożeństwach katolickich w kościołach, które tylko sporadycznie były zmieniane przez ruskich na cerkwie. Wystarczyło Polaków na kilkadziesiąt lat pozbawić formy polskości by treść polskości nie przetrwała ( a w zasadzie przetrwała w bardzo nielicznych przypadkach).

18.09.2007
10:20
[156]

Don_Pedro [ Pretorianin ]

Attyla

"Nie mam do ciebie cierpliwości. Tysiące razy mówiłem ci żebyś nie mieszał skali mikro i skali makro. To co działa między dwoma osobami w ciągu - dajmy na to - 30 lat nie musi, i zwykle nie działa między milionami osób w ciągu paru setek lat. jeżeli muszę bez przerwy powtarzać takie oczywistości to nie wiem co o tobie myśleć. Nie wiem czy przejawiasz inteligencję rozwielitki czy totalnie złą wiarę."

To prawie jak większość czytelników tego forum do Ciebie.

"Potrzebują tego wszyscy, choć niektórzy nie zdają sobie z tego sprawy a inni nie chcą. Dowodzą tego dzieje. "

A już myślałem, że będzie klasyk. Rozczarowujesz. Gdzie Rzym?

18.09.2007
10:26
smile
[157]

Belert [ Senator ]

Atylla pomijam fakt ze sie wpisujesz do watkow tylko po o zeby katowac ludzi swoimi belkotliwymi i o zgrozo sążnisymi wypowiedziami.Są one na ogół nudne i rozkaldaja przeciwnikow na lopatki bo komu sie chce czytac takie wypociny.Pomijam ze poruszanie kswesti wynaradawiania polakow w watku w korym face sie skarzy ze mu ciezko z tym ze go dziewczyna zdradzila jest dziwne.
Ale ad rem po pierwsze Atylla KŁAMIESZ !!!!! G... wiesz o polakach zyjacych poza granicami polski i o sposobach wynaradawiania stosowanych przez ruskow.Tak sie sklada ze mam tam rodzine tzn we Lwowie i znajomych w kijowie i obserwuje te sprawy na bieżąco.Twoja wypowiedz jest obrazliwa i skrajnie kołtunska malego polaczka ktory zyje sobie u pana boga za piecem , wslepia swoje oczka w kompa i wydaje mu sie ze poznal odpowiedzi na wszystkie pytania.To cecha mlodosci ale nie przesadzajamy.
Zasada jest prosta g... wiesz nie wypowiadaj sie.
Pozdrawiam i zycze wiecej sprawdzania faktow niz snucia swoich wypocin opartych na szybkim i efektownym kojarzeniu faktow zaslyszanych gdzies .Bo mozna zrobic ludziom krzywde ferujac wyroki do ktorych sie nie ma podstaw.Gówniarzu

18.09.2007
10:50
[158]

Attyla [ Flagellum Dei ]

D_P
A już myślałem, że będzie klasyk. Rozczarowujesz. Gdzie Rzym?
post 52

Jeżeli nie masz do powiedzenia nic interesującego to lepiej się nie wpisuj - to nieekologiczne:)

Belert
jeżeli nie masz ochoty to nie czytaj moich długich, nudnych i kłamliwych postów. Zdaje się, że ich czatanie nie należy do obowiązków (w każdym razie nie widziałem takiego punktu w regulaminie forum). Skoro zaś nie jest to obowiązek, to nie czytaj i nie smrodź tutaj.

Co do kłamliwości, to najwyraźniej jesteś szczęśliwym przedstawicielami rodziny, która wyłamuje się z ogólnej prawidłowości. Czemuś tak wysoce obskuranckiemu jak ty nie mam ochoty tłumaczyć się ze źródeł swoich informacji. W każdym razie są to źródła rzetelne, bezstronne i w moim przekonaniu zasługujące na zaufanie. Nie obchodzi mnie czy cię to obejdzie czy nie. Nie chcesz czytać moich wypowiedzi, więc nie czytaj i nie odpowiadaj a ja nie będę musiał się kalać odpowiedziami.

18.09.2007
10:57
smile
[159]

frer [ God of Death ]

Attyla
Jeżeli nie masz do powiedzenia nic interesującego to lepiej się nie wpisuj - to nieekologiczne

To działa w obie strony. Nie wiem czy znajdziesz choć jedną osobę która uzna twoje wypowiedzi za interesujące. :P

18.09.2007
11:20
[160]

Attyla [ Flagellum Dei ]

jakoś nie narzekam na brak rozmówców.

18.09.2007
11:54
[161]

Milka^_^ [ Zjem ci chleb ]

A co ma ilość rozmówców wspólnego z interesującymi wypowiedziami?

18.09.2007
12:05
[162]

eros [ elektrybałt ]

Wiele. Jesli ktos wzbudza kontrowersje takie jak Attyla, to znaczy ze jego poglady wzbudzaja duze emocje, idac dalej sa wiec interesujace (i nie trzeba sie z nimi zgadzac, by waruenk byl spelniony).

18.09.2007
12:32
smile
[163]

Don_Pedro [ Pretorianin ]

Eros

Odsyłam na forum onetu. Tam też jest mnóstwo kontrowersyjnych rozmówców.

18.09.2007
12:46
[164]

Kharman [ ]

Attyla -->

Nie mam do ciebie cierpliwości. Tysiące razy mówiłem ci żebyś nie mieszał skali mikro i skali makro. To co działa między dwoma osobami w ciągu - dajmy na to - 30 lat nie musi, i zwykle nie działa między milionami osób w ciągu paru setek lat. jeżeli muszę bez przerwy powtarzać takie oczywistości to nie wiem co o tobie myśleć. Nie wiem czy przejawiasz inteligencję rozwielitki czy totalnie złą wiarę.


Czyli jeżeli twój model działa pomiędzy milionami to nie działa pomiędzy jednostkami, tak by wynikało z bzdur które właśnie wypisałeś. Społecznie sie sprawdza ale jednostkowo unieszczęśliwia. W końcu skale są rozdzielne.

Co do konformizmu, to odrzucając formę wybierasz łatwiejszą drogę... itd

Widzisz ja nie twierdzę że to co działa w moim wypadku ma działać w każdym innym, ja wiem że ludzie sie różnią miedzy sobą. Każdy powinien znaleźć to co mu odpowiada. Z nas dwóch to ty dążysz do ujednolicenia ludzi w formie i treści.

Mały przykład z najbliższej naszej historii. Porównaj sobie mianowicie okres rozbiorów i okres sowieckiej okupacji kresów.

Jakoś nie widziałem grup ciężarnych gonionych przez siepaczy neoliberalnego systemu na skrobanki. Jakoś też nie ma nakazu seksu od lat 15.

18.09.2007
12:58
[165]

frer [ God of Death ]

eros --> Wzbudzanie kontrowersji nie ma nic wspólnego z interesującymi wypowiedziami. Szczególnie, że większość osób odpisujących Attyli po prostu nie chce mu oddać pola bez walki, dlatego że jego walka na argumenty jest nieudolna. Gdy ja się wycofałem z dyskusji, bo uznałem, że nie mam szans przekonać człowieka żyjącego w świecie swoich fantazji nawet przy pomocy racjonalnych argumentów to zaraz dostałem w odpowiedzi:
Po ostatnich wypowiedziach widać tylko, że skończyły im się możliwości wyrażania sensownych polemik, w związku z czym przeszli do tego, co wychodzi im najlepiej. Widziałem to już wielokrotnie, kiedy zatka jednego z drugim ale ambicja i duma nie pozwalają oddać pola przeciwnikowi i nagle z poczerwieniałej z wysiłku - iście gombrowiczowskiej gęby - uchodzi jedno słowo zawierające w sobie całą frustrację i bezsilność: "świnia".

18.09.2007
13:20
[166]

eros [ elektrybałt ]

Don Pedro ---> Forum onetu niewiele sie rozni od wielu innych for poziomem wypowiedzi. A odroznic kontrowersje od glupoty jeszcze potrafie :P

frer ----> Moze Cie zdziwie, ale w ogolnej masie zgadzam sie z Attyla :P Im wiecej czytam, im wiecej nad tym mysle, tym bardziej dochodze do podobnych wnioskow. A w dyskusji juz tak jest, jesli ustapiles pola w jakiejs dziedzinie musisz sie liczyc, ze polemista wykorzysta to do maksimum.
Poza tym, nie oszukujmy sie, gdyby tezy Attyli byly zwyczajnie glupie i niczym nie poparte, to nie mialby tak duzego grona adwersarzy (i to od kilku lat), po jakims czasie wszyscy zaczeliby go ignorowac i bylby skazany na dyskusje z samym soba lub z kolegami po piwku, a nie na tym forum. Tak nie jest...

18.09.2007
13:43
smile
[167]

koxkox [ Centurion ]

morph_eus Z tego co tu czytam to byłeś dla niej zbyt uległy, to dzownienie, co robi itd. Każda wolna chwila spędzana razem, sorry ale to nudzi kobiety po pewnym czasie.

Zdrada jest wpisana w ludzką naturę. Wiąże się oczywiście to z potrzebą obcowania z jak największą liczbą nowych kodów genetycznych, co zwiększa szanse na przeżycie naszych.
Kobiety na ogół zdradzają na płaszczyźnie psychologicznej, faceci na fizycznej.
Ja tam nie jestem zwolennikiem zdrady i nigdy nie zdradziłem fizycznie :)

Zresztą nie wiadomo czy morph_eus współżył z kobietą.. i czy ona go zdradziła z kolegą uprawiając seks? Coś mi się w to nie chce wierzyć, impreza do 23 to raczej marna szansa na zdradę fizyczną.

18.09.2007
13:52
smile
[168]

Drackula [ Bloody Rider ]

pewnie to juz bylo ale:

Zdrada jest wpisana w ludzką naturę.----> tanie i szczeniackie wytlumaczenie. Czemu? Spytajcie Attyle, mi sie tyle co on nie chce pisac :)

18.09.2007
14:31
[169]

Attyla [ Flagellum Dei ]

Kharman
Czyli jeżeli twój model działa pomiędzy milionami to nie działa pomiędzy jednostkami,
Totalna bzdura. Nigdzie nie pisałem, że model makro ma działać lub nie w środowiskach mikro i na odwrót. To twoja działka.
Zjawiska makro wpływają na zjawiska mikro. W tym przypadku to co się dzieje wokół etyki "na rynku" wpływa na postawy ludzi i w konsekwencji modyfikuje (mniej lub bardziej) istniejące modele.

Każdy powinien znaleźć to co mu odpowiada.
Właśnie dzięki takiemu myśleniu a w zasadzie bezmyślności wywołanej powszechnym obecnie narcyzmem i koncentracji na sobie z jednoczesnym lekceważeniem i odrzucaniem tego co nie mieści się w granicach "ja" mamy to co mamy. Więzi ludzkie to poczucie jedności wywołane podobieństwami. usuwając podobieństwa usuwacie więzi. Brak więzi to brak szacunku dla bliźnich. jeżeli nie szanujesz żyjących to masz w głębokim poważaniu tych co zmarli i tych co jeszcze nie zajęli naszego miejsca w społeczności. Dlatego ekshumacja jest dziś traktowana jako narzędzie nie posiadające etycznej wartości, dlatego profanacja grobów to nieistotne przewinienie i dlatego zabijanie nienarodzonych dzieci nie stanowi dla wielu "ludzi" problemu.

Z nas dwóch to ty dążysz do ujednolicenia ludzi w formie i treści.
tak się składa, że zachowanie funkcjonujących (czyli powszechnie znanych i uznawanych) instytucji społecznych nie ma nic wspólnego z uniformizacją: Uniformizacja to postulat ideologiczny mający prowadzić do osiągnięcia równości faktycznej między ludźmi a zachowanie instytucji to fundament każdej społeczności. Fundament bez którego społeczność się rozpadnie.

Jakoś nie widziałem grup ciężarnych gonionych przez siepaczy neoliberalnego systemu na skrobanki. Jakoś też nie ma nakazu seksu od lat 15.
Kiedy się widzi podobny absurd, to w pierwszej chwili zwyczajnie zatyka. Wyjaśnij mi może gdzie to ja pisałem, że tacy jak ty dążą do czegoś takiego? Ja raczej bez przerwy powtarzam, że motłoch mając do wyboru ścieżkę łatwą i niekłopotliwą i ścieżkę trudniejszą ale za to konserwującą najważniejsze wartości w kontaktach międzyludzkich wybierze tą drugą. Nie dlatego, że to wynika z braku potrzeb czy "przemyśleń" ale dlatego, że tak jest łatwiej. Dokładnie tak samo będzie jeżeli będąc wielkim autorytetem (albo masą) zaczniesz głosić wszem i wobec, że wymaganie by ludzie kierowali się światłami komunikacji ruchu to tyrania odbierająca wolność osobistą i możliwość "autorealizacji" czy inne bzdury i zaczniesz jeździć olewając światła, to w prezencie otrzymasz to co się dzieje na ulicach Kairu.

Dracula
Tu nie trzeba dużo pisać. Wystarczy mu powiedzieć, że pomylił wolną wolę (która jest częścią naszej natury) z wiarołomstwem, które jest przykładem złego wykorzystania wolnej woli.

frer
proszę o lekcję zatem. jam mam zinterpretować sytuację, kiedy po wymianie rzeczowych argumentów pojawiają się ni z tego ni z owego wypowiedzi zarzucające adwersarzowi nieudolność, ograniczenie umysłowe czy życie we własnej bajce? Oczywiście jestem upośledzony umysłowo, w związku z czym nie potrafię wynaleźć innego wyjaśnienia poza:
1. chęcią obrażenia kogoś ot tal sobie,
2. chęcią zamiany dyskusji w kłutnię. Kiedy nie ma już siły argumentów pozostaje czysta, chamska siła.

26.09.2007
20:09
[170]

Kharman [ ]

Attyla -->

Totalna bzdura. Nigdzie nie pisałem, że model makro ma działać lub nie w środowiskach mikro i na odwrót. To twoja działka.
Zjawiska makro wpływają na zjawiska mikro. W tym przypadku to co się dzieje wokół etyki "na rynku" wpływa na postawy ludzi i w konsekwencji modyfikuje (mniej lub bardziej) istniejące modele.

A może nowe modele modyfikują "rynek"? Bo sie okazuje że jest na nie zapotrzebowanie.

Właśnie dzięki takiemu myśleniu a w zasadzie bezmyślności wywołanej powszechnym obecnie narcyzmem i koncentracji na sobie z jednoczesnym lekceważeniem i odrzucaniem tego co nie mieści się w granicach "ja" mamy to co mamy. Więzi ludzkie to poczucie jedności wywołane podobieństwami. usuwając podobieństwa usuwacie więzi. Brak więzi to brak szacunku dla bliźnich. jeżeli nie szanujesz żyjących to masz w głębokim poważaniu tych co zmarli i tych co jeszcze nie zajęli naszego miejsca w społeczności. Dlatego ekshumacja jest dziś traktowana jako narzędzie nie posiadające etycznej wartości, dlatego profanacja grobów to nieistotne przewinienie i dlatego zabijanie nienarodzonych dzieci nie stanowi dla wielu "ludzi" problemu

Daaawno nie czytałem takich bredni. Czyżby tylko twoje (baczność!) Wartości (spocznij) mogły zapewnić dostateczną ilość podobieństw aby utrzymać więzi?

Swoją drogą, związki nieformalne --> brak więzi --> profanacja grobów/aborcja. Żelazna logika, czy może raczej betonowa.

tak się składa, że zachowanie funkcjonujących (czyli powszechnie znanych i uznawanych) instytucji społecznych nie ma nic wspólnego z uniformizacją: Uniformizacja to postulat ideologiczny mający prowadzić do osiągnięcia równości faktycznej między ludźmi a zachowanie instytucji to fundament każdej społeczności. Fundament bez którego społeczność się rozpadnie.

Ale ty nie chcesz ich zachować, ty chcesz aby były jedynymi obowiązującymi. I tym samym dążysz do uniformizacji.

Kiedy się widzi podobny absurd, to w pierwszej chwili zwyczajnie zatyka. Wyjaśnij mi może gdzie to ja pisałem, że tacy jak ty dążą do czegoś takiego? Ja raczej bez przerwy powtarzam, że motłoch mając do wyboru ścieżkę łatwą i niekłopotliwą i ścieżkę trudniejszą ale za to konserwującą najważniejsze wartości w kontaktach międzyludzkich wybierze tą drugą. Nie dlatego, że to wynika z braku potrzeb czy "przemyśleń" ale dlatego, że tak jest łatwiej. Dokładnie tak samo będzie jeżeli będąc wielkim autorytetem (albo masą) zaczniesz głosić wszem i wobec, że wymaganie by ludzie kierowali się światłami komunikacji ruchu to tyrania odbierająca wolność osobistą i możliwość "autorealizacji" czy inne bzdury i zaczniesz jeździć olewając światła, to w prezencie otrzymasz to co się dzieje na ulicach Kairu.

Ekhmm... pewien podobno prawicowy polityk oficjalnie przeciwstawia sie części przepisów kodeksu drogowego bo mu wolność ograniczają, w zasadzie to można sie z nim zgodzić, i pozwolić mu jeździć bez pasów, tylko zaraz sie odezwą przeciwnicy świateł i prawostronnego ruchu i co. Anarchia, upadek wartości itd. itp. Przypomina ci to czyjąś retorykę w sprawach społecznych?

Swoją drogą zabawna sprawa, właśnie obejrzałem reportaż na TVN24 z Krakowa, wyłączyli tam światła w ramach eksperymentu i co? I sie większości płynniej jeździ, oczywiście na części skrzyżowań byli obecni policjanci aby regulować jak sie coś posypie.

© 2000-2021 GRY-OnLine S.A.