GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

W Polsce nie warto pracować. A warto się uczyć?

10.06.2007
21:25
smile
[1]

Król Afryki [ Centurion ]

W Polsce nie warto pracować. A warto się uczyć?

Sprawa wygląda tak - skończyłem LO i "wiem, że nic nie wiem". Szkoła nie była zła, ALE materiał, którym się zajmowaliśmy (taki sam dla całej Polski) jest wybitnie "nieżyciowy". Czuję się tak, jakby mnie przygotowywano do "Miliarda w rozumie" czy "1 z 10" niż do życia. Masa ogólnej wiedzy, za którą raczej nikt mi nie zapłaci. Co straszniejsze - maturę w obecnej formie mógłbym "rozwalić" w pierwszej klasie LO. Przynajmniej z angielskiego i polskiego. I to na więcej niż kompromitujące 30%.

Pomijam moje pasje, zainteresowania i rzeczy, w których jestem dobry. Mówię jedynie o szkole.

Czy warto w Polsce kończyć szkołę, pisać maturę? Mówię głównie o LO, bo w wieku gimnazjalnym ciężko o pracę w Anglii. Ale idąc do LO ma się już 16 lat, więc można powoli się usamodzielniać. Co o tym myślicie? Czy patrząc pod kątem tego, że od zawsze chciałem pracować/żyć za granicą kończenie LO w Polsce ma sens?

Do napisania tego tematu skłoniło mnie kilka faktów:

1. Zdobywam maturę i nadal jestem gówno wart na rynku pracy (i to nawet w Polsce!). Na budowę czy do warzywniaka mogę iść i bez średniego.
2. Czym wcześniej się wyjedzie tym łatwiej jest się przyzwyczaić do nowego stanu rzeczy i łatwiej przeskoczyć barierę językową.
3. Trend światowy jest taki, że w wieku 16-stu lat zaczyna się pracować. W Polsce tak nie jest, ale w USA/Anglii summer jobs to prawie "powinność".
4. Znajomy ojca jest inwestorem i maklerem w Londynie, do Anglii wyjechał po podstawówce (!), na wyższe szczeble edukacji wspiął się dopiero przed awansem na głównego księgowego w głównym oddziale jednego z największych angielskich banków. Zaczynał od zera a doszedł tu gdzie jest, bo gdy jego koledzy pokończyli studia to on miał 10 lat doświadczenia w różnych zawodach (w tym ponad 6 w bankówce) za sobą...
5. Mój brat kończy właśnie gimnazjum i jest słabym uczniem choć ma talent do robienia kasy. Zastanawiam się, czy LO mu się w życiu przyda i czy w ogóle przez nie przebrnie... Technikum to całkiem inna klasa (znacznie ciężej) a o zawodówce nie ma mowy, nie chcę, żeby przebywał w towarzystwie ludzi, którzy uczęszczają do takich szkół. W Polsce w tym wieku może liczyć na 3,5 zł na godzinę i zero perspektyw a w Anglii może zaczepić się u rodziny i zobaczyć jak to jest żyć i pracować na siebie. Co o tym sądzicie? Bo IMO gdybym teraz wysłał go do UK a ja doleciałbym po studiach to pewnie on zarabiałby 2x więcej niż ja i z językiem też by mnie przeskoczył (teraz średnio sobie radzi, ale dogada się).

Pytanie skierowane głównie o ludzi żyjących za granicą, niekoniecznie w Wielkiej Brytanii czy Irlandii.

10.06.2007
21:47
[2]

diabelek1 [ szczęśliwy ]

Skonczyles jak sam mowisz LO. Jak sprobujesz rozszyfrowac ten skrot to wyjdzie, ze skonczyles Liceum Ogolnoksztalcace. Niby nic odkrywczego, ale drugi czlon wyraznie wskazuje na to czego nalezy sie po takiej szkole spodziewac - wyksztalcenia ogolnego! Chcialbys po ogolniaku byc specem w jakiejs dziedzinie? Zapomnij, nie ta szkola... Ogolniak, ma Cie przygotowac do kazdego typu studiow (no moze poza plastycznymi cz muzycznymi ;) ), czyli zdobyta wiedza, ma Ci pozwolic na start w jakimkolwiek kierunku - czy to na infrome, marketing, prawo czy tez fizjoterapie (przyklad na co poszli ludzie z mojej klasy).

Jesli Ci to nie odpowiada to droga wolna, mozna bylo isc do:
a) zawodowki
b) liceum profilowanego
c) technikum

Tylko, panuje glupia moda, ze kazdy powinien isc do ogolniaka, a potem koniecznie na studia... Jesli nie chcesz sie uczyc i widzisz szanse znalezienia sobie pracy wczensniej to nikt Cie nie zmusza.

EDIT:
Literowki +

Po gimnzjum bylem uczniem b.dobrym, ale nie uwazam, ze moja widze pozolila by mi zdac mature... no moze ew. angielski, ale TYLKO dlatego, ze chodzilem na kurs. Teraz (2 rok studiow) dochodze do wniosku, ze nawet te przedmioty, ktore wydawaly sie calkiem zbedne czasami pomagaja w zyciu, a przynajmniej sprawiaja, ze ma sie wieksza wiedze o otaczajacym swiecie.

10.06.2007
21:52
[3]

Król Afryki [ Centurion ]

diabelek1, gdyby LO było ogólnokształcące to byłoby fajnie. Prawda jest taka, że z informatyki zwykle wiedziałem tyle samo, jeśli nie więcej niż niektórzy nauczyciele a poziom angielskiego w szkołach także jest kulawy na maksa, także te "wszystkie typy studiów" już mamy lekko zawężone ;) Cieszę się, że tak wybrałem, bo na dzień dzisiejszy z kierunków, które mnie interesują zdawalność ezgzaminu na technika kształtuje się w mocno niesatysfakcjonujących granicach.

Skoro mój brat raczej nie będzie startował na studia to rzeczywiście może powinien spadać stąd już teraz...

Pisałeś nową maturę czy starą? Nową SPOKOJNIE mógłbym zdawać, przynajmniej polski i angielski (podst.). Jeśli działasz uważnie to nie musisz czytać lektur, żeby napisać wypracowanie (zwykle wystarczy sam tekst źródłowy i nie odwoływanie się do faktów, których nie znamy). W pierwszej klasie LO jako jedyny pierwszoklasista zgłosiłem się na ochotnika do próbnej matury ustnej (taki królik doświadczalny grona pedagogicznego) i uzyskałem 18/20 pkt. przygotowując się ok. 2 tygodnie. I nie, nie jestem wybitnym uczniem, raczej średnim-dobrym.

10.06.2007
21:55
[4]

diabelek1 [ szczęśliwy ]

Jestem na informie, i czesc ludzi na moim roku jest po technikum. Na pierwszym roku, bylo widac roznice wiedzy - ludzie po LO byli mocniejsi z matmy, Ci po technikum byli mocniejsi z przedmiotow technicznych. Teraz to sie wyrownalo.

Prawda jest, ze wszystkiezawodowki/profilowane licea ksztalca w kierunkach bardziej technicznych (przynajmniej tak mi sie wydaje). No ale w koncu humanizm to umilowanie widzy (czy jakos tak to szlo), wiec LO jak najbardziej na miejscu :)

EDIT:
Pisalem nowa mature. Faktycznie z PL jak sie dobrze zinterpretowalo tekst, to mozna bylo pociagnac pokojnie (przykladem moi 2 kumple, ledwo zaliczyli polaka, a z pismenej matury mieli po ok. 90%) - jadnak nie uwazam sie za silnego w tej kwestii :). Do ustniej tez sie uczylem ok 2tyg i mialem maksa, gdzie temat w ogole nie laczyl sie realizowanym materialem, a moimi prywatnymi zainteresowaniami :)

10.06.2007
21:58
[5]

Lukis171 [ Poznańska Pyra ]

Król co ty gadasz??

Idąc do LO masz w zamiarze studiować. Wybierasz sobie profil klasy i zdajesz maturę KTÓRA POTRZEBNA JEST TOBIE NA STUDIA.

Jeżeli ty chcesz pracować w warzywniaku, na budowie, albo być kucharzem to idziesz do TECHNIKUM i tam dostajesz zawód.

Twoje zdanie o maturze momi zdaniem jest troche przesadzone. Ciekawym jestem czy napewno byś zdał na tyle % aby się dostać na dobre studia PAŃSTWOWE.

Moim zdanie jest także taki iż jeżeli chcesz od razu wyjechać to nie idź do LICEUM bo nie bedziesz za moje podatki kształcił się dla innych krai. I TYLE.

10.06.2007
22:08
[6]

Lutz [ Senator ]

Ale ty chyba masz byc PUA z tego co pamietam, nie ulatwia to wielu rzeczy ?

10.06.2007
22:11
smile
[7]

^Piotrek^ [ zero dwa dwa ]

Lukis171 -->Płacisz podatki mając 17 lat?

10.06.2007
22:16
[8]

Król Afryki [ Centurion ]

Lukis171, NA PEWNO nie dostałbym się na dobre państwowe studia, to chyba jasne? Ponad 90% maturzystów się tam nie dostanie.

Z tymi "krai", to żeś pojechał ;)

Lutz, co? Gadamy o moim bracie.

10.06.2007
22:21
[9]

diabelek1 [ szczęśliwy ]

Król -> 90%?? To moja klasa to chyba jakas nienormalna jest... z tego co wiem to 2 (slownie dwie) osoby na 30 nie dostaly sie na panstwowe studia... A reszta studiuje na dobrych kierunkach.

EDIT:
Te 2 poszly jako "wolny sluchacz" na akademie ekonomiczna :)

10.06.2007
22:23
[10]

Król Afryki [ Centurion ]

diabelek1, mówię w skali Polski, nie mojej klasy. Dobre studia państwowe stanowią przecież bardzo niski procent wszystkich, o czym świadczy choćby ilość osób na 1 miejsce. Na całym świecie jest podobnie z najlepszymi uczelniami, więc oczywisty jest fakt, że tylko "wybrani" uczą się na najlepszych uczelniach.

Ilu uczniów z USA trafia do Ivy League? 3 na 100? ;)

10.06.2007
22:26
[11]

diabelek1 [ szczęśliwy ]

A to dlatego, ze wszyscy chca byc magistrami, a potem hurtem ida na marketing do jakiejs prywatnej uczelni, bylo tylko miec mgr... Mim zdaniem, kazdy, kto naprawde chce i komu naprawde zalezy dostane sie na studia.

Z tymi osobami na miejsce to tez sciemia, bo pozniej okazuje sie, ze iles tam zrezygnowalo i drugi nabor robia...

10.06.2007
22:42
[12]

frer [ God of Death ]

Ze studiami jest tak, że większość osób na nie idzie, ale przynajmniej 30% rezygnuje lub odpada z kierunków na które poszli za pierwszym razem.
Zresztą nic dziwnego, bo najczęściej dostać się jest łatwo, ale później trudniej się utrzymać. :)

10.06.2007
22:56
[13]

Selman [ opuszczony ]

tak czytam te wasze wypowiedzi i sie zaczynam bać... A sam nie jestem jeszcze pewien.. A jak tam z dostaniem sie na studia po (powiedzmy ze dobrym)technikum?

10.06.2007
22:59
[14]

frer [ God of Death ]

Selman --> Na polibudę jeśli byś chciał iść to względnie łatwo się dostać na większość kierunków. O wiele trudniej potem się utrzymać i nie ma mowy o bumelowaniu jak na uniwerkach. :P

10.06.2007
23:45
[15]

Hayabusa [ Niecnie Pełzająca Świnia ]

Frer --> zależy też od uniwerku, zależy od kierunku. Są takie na których trudno NIE bumelowac ;)
Są i takie na których jest sporo nauki i kombinowanie nie wchodzi w grę.

Król Afryki ---> w zasadzie podjąłeś niegłupi wątek. Patrzę po sobie, patrzę po znajomych i widzę jak bardzo istotne jest nie tyle WYKSZTAŁCENIE per se, ale doświadczenie zawodowe. Może rację mają ci, którzy studiują wieczorowo a przy okazji dłubią w zawodzie. Może za małe stawki. Może mają okrojony program... ale dla pracodawcy ważniejsze jest często doświadczenie. Jesteś magisterm ? Ok, dobrze, świetnie, ale co w związku z tym realnie umiesz ?

11.06.2007
01:17
[16]

moneo [ Nikon Sevast ]

Hayabusa --->
dla pracodawcy ważniejsze jest często doświadczenie

To zależy, czasem doświadczenie jest wręcz minusem, bo wskazuje na to, że masz już utarte nawyki, schematy postępowania itp.. Większe firmy często opierają się na testach i assessmentach, gdzie nikt o doświadczenie nie pyta, tylko obserwuje jak radzisz sobie z problemem.

Rzecz jasna wszystko zależy od branży, ja akurat znam sytuację z punktu widzenia studenta akademii ekonomicznej.

11.06.2007
07:40
[17]

Tzymische_3 [ Konsul ]

moneo ===> bzdury opowiadasz.
Rzecz jasna wszystko zależy od branży, ja akurat znam sytuację z punktu widzenia studenta akademii ekonomicznej.
No trzeba tak bylo odrazu napisac ze nie masz pojecia o czym piszesz i sobie bredzisz pod nosem...

11.06.2007
07:49
[18]

mikmac [ Senator ]

jezeli i tak planujesz wyjechac, to nie warto studiowac w Polsce tylko w kraju docelowym.
Bedzie trudniej teraz, trudniej zlapac prace jako 19-latek i jednoczesnie studiowac, ale pozniej bedzie 100 razy latwiej. Za 5 lat twoje polskie studia beda gowno warte tam.

11.06.2007
08:30
[19]

albz74 [ Legend ]

Król Afryki - trend do usamodzielniania w wieku 16 lat ? W tym wieku możesz się usamodzielnić zostając małym biednym misiem (bez aluzji Tzymische :D ) który z siateczką z kanapkami o 5 rano czeka na autobus żeby zdążyć na pierwszą zmianę do fabryki/warsztatu etc. Wiecznie niedospany, z marnymi zarobkami i szczytem marzeń w postaci grilla na działce u znajomych. Summer job to co innego - ma Ci dać kasę na wakacyjne szaleństwa.

Zwróć uwagę że nawet w przykładzie który podajesz (znajomy ojca) bez studiów się nie obyło - od pewnego poziomu jak nie masz przynajmniej licencjata to Cię nie ma. Choćbyś był bardzo wartościowym mądrym człowiekiem.

Także ucz się chłopie, tylko rób to z głową. Nie dla samego papierka, tylko w celu podniesienia kwalifikacji. Jeżeli Cię stać- studiuj za granicą. W Eurodesku dostaniesz informację nt studiów w UE - koszty, warunki przyjęć, możliwość uzyskania stypendiów.

11.06.2007
09:00
[20]

kocher [ Konsul ]

Technikum czy LO to wstęp do wyższej uczelni. Jak się przejdzie tą drogę to posiada się ok. 10% bazy startowej do życiowej drogi zawodowej czyli papier danej uczelni. Czy jest to 10 czy może nawet 20% zależy od nas samych.
Później przychodzi praktyka czyli przetwarzanie teorii w umiejętność zawodową. Zawsze budzą we mnie przerażenie wyuczeni na modę zachodnioeuropejską młodzi fachowcy działający na zasadzie standartów, ściśle sprecyzowanych wytycznych, które dość często mijają się z prawdziwym życiem.
Polski system kształcenia jest dobrą szkołą teoretycznego przygotowania człowieka myślącego, który o ile będzie inteligentny wykorzysta swoją wiedzę do działania praktycznego w wybranym zawodzie.
A czy warto sie uczyć? Dla mnie jest to pytanie retoryczne.

11.06.2007
09:29
[21]

Novus [ Generaďż˝ ]

Nie zgadzam sie. Warto w Polsce uczyc sie i pracowac, ostatnio sa znaczne podwyzki na rynku pracy. Obecnie koncze drugi rok i gdyby nie to ze studiuje dziennie, to zarabialbym juz kupe kasy, ale wiekszosc ciekawych ofert jest na pelny etat niestety. Teraz bede na 3 roku dziennie i bede harowac za 1.5K netto na pol etatu, nie z powodu doswiadczenia, ale wiedzy ktora nabylem na studiach. Kwestia doboru przedmiotow i poszukania co ma do zaoferowania rynek pracy, a nie ukrywam ze lukratywnych ofert jest na peczki. Moze to nie jest duzo kasy, ale wole zarabiac tyle w Polsce juz teraz, robiac cos sensownego, niz siedziec na truskawkach w Anglii i cieszyc sie ze zarabiam funty, nie umiejac nic.

11.06.2007
09:33
smile
[22]

Tzymische_3 [ Konsul ]

Novus ===> skad ten pomysl, ze zagranica mozna tylko siedziec na truskawkach??? Kompleksik?

11.06.2007
09:51
[23]

diabelek1 [ szczęśliwy ]

Mysle, ze bez zawodu, nie byl bym w stanie pojechac za granice i pracowac jako informatyk. Po studiach bedze to wiele prostrze... Pomijajac to, ze wole pracowac w PL niz za granica :)

11.06.2007
12:03
[24]

meo [ Pretorianin ]

No to opowiem wam historie mojego brata :P
Na wakacjach, zaraz po maturze wyjechał do Anglii - skończył LO. Zaczał pracować jako kelner w hotelu, szefostwo go polubiło i po roku zarabia więcej niż moja ciocia prokurator :P Ale ja nie o tym :) Od pazdziernika zaczyna on tam studiowac i chyba nie skończy na truskawkach jak to niektórzy myśla. Po tych studiach napewno bedzie miał lepszą przyszłośc i start na rynku pracy niż gdyby tu w Polsce studiował "byle co". Oczywiście w naszym kraju da sie do czegoś dojśc ale niestety państwo działa na nasza niekorzyśc dlatego tak wielu ucieka. A ja ide w jego ślady :)

11.06.2007
12:17
[25]

Paudyn [ Kwisatz Haderach ]

Tzymische :: Nie wiem, o czym konkretnie mówisz per "bzdury", ale jeśli chodzi o:

To zależy, czasem doświadczenie jest wręcz minusem, bo wskazuje na to, że masz już utarte nawyki, schematy postępowania itp.. Większe firmy często opierają się na testach i assessmentach, gdzie nikt o doświadczenie nie pyta, tylko obserwuje jak radzisz sobie z problemem.,

to jest to najprawdziwsza prawda i wszystko zależy od stanowiska, o jakie walczysz. Mnie samego częsciej przy ubieganiu się o pracę maglowali z predyspozycji, nie zaś z tego, co już umiem. Tak było w TPSA, w NASK, tak było w obecnej firmie, w której pracuję. Podobnie robią częstokroć w firmach zajmujących się audytem, gdzie absolwenci/studenci szkolą się u nich na bieżąco i potem podejmują stałą współpracę.

11.06.2007
12:27
smile
[26]

Tzymische_3 [ Konsul ]

Paudyn ===> zartujesz sobie prawda? Chcesz mi powiedziec ze firma woli na stanowisko specjalisty zatrudnic swiezego absolwenta po studiach niz doswiadczonego specjaliste?
Prosze Cie. Jestem na rynku pracy od 10 lat, pracowalem w kilku najwiekszych koncernach na swiecie (250 tysiecy pracownikow, kilka miliardow euro rocznego zysku) zatrudnialem rowniez do nich pracownikow. I pierwszy raz slysze o takiej bzdurze. Jasne, zatrudnia sie roznych absolwentow na stanowiska "junior". Ale to nie ma nic wspolnego ze specjalistami.
Rozbawiles mnie potwornie z rana... hahaha

11.06.2007
12:29
[27]

moneo [ Nikon Sevast ]

Tzymische_3--->
No trzeba tak bylo odrazu napisac ze nie masz pojecia o czym piszesz i sobie bredzisz pod nosem...

Polecam przyjrzeć się słowom "zależy" i "czasem" w moim poście.
Poza tym, jeśli już ostrzegamy się przed wąskimi horyzontami, to proponuję też ostrzec publikę, że ty z kolei piszesz z punktu widzenia absolwenta politechniki. A niestety daje to perspektywę przynajmniej tak wąską jak moja. No, chyba, że się mylę i zostałeś analitykiem rynku pracy.

Tym niemniej zgadzam się z tym, że w ostatecznym rozrachunku doświadczenie zawsze się przydaje. Jednak najwyraźniej nie wszyscy HRowcy w firmach tak uważają. Śmiało, nazwij ich idiotami.

Paudyn--->Podobnie robią częstokroć w firmach zajmujących się audytem, gdzie absolwenci/studenci szkolą się u nich na bieżąco i potem podejmują stałą współpracę.
Dokładnie, wystarczy spojrzeć jak mocno firmy audytorskie uderzają na uczelnie po narybek.

11.06.2007
12:36
[28]

Tzymische_3 [ Konsul ]

moneo ===> jak juz mowilem wyzej. Zajmowalem sie tym przez jakis czas. I szczerze? smialo moge nazwac kilka osob, z dzialu HR pewnego wielkiego koncernu idiotami. Ba! Idiotami moge nazwac rowniez pracownikow HR innej znanej firmy (ot 50k pracownikow na swiecie - fabryki od Korei po Polske), ktorzy kandydatowi na stanowisko cisco administrator proponuja 2000 zl netto pensji.

Co do mojej perspektywy, to jestem absolwentem i kierunku technicznego i politologii i jeszcze absolwentem OMC ekonomii i zarzadzania w administracji publicznej... ot takie tam..

I najwazniejsze. Trzeba oddzielic, zatrudnianie aboslwentow od zatrudniania specjalistow. Zatrudniajac tego 1-szego - jak u Paudyna wiadomo ze on nic nie potrafi. Stad sprawdzanie predyspozycji. Zatrudniajac specjaliste - sprawa wyglada calkiem inaczej i zawsze doswiadczenie>wyksztalcenie. A im dalej od zakonczenia studiow tym mniejsze to ma znaczenie.
jesli specjalista zalozmy architekt, lub inzynier konstruktor ma +10 lat doswiadczenia w zawodzie
to nie ma najmniejszego znaczenia czy skonczyl Politechnike Czestochowska lub Rzeszowska czy raczej Warszawska. Zadnego. A kazdy kto twierdzi inaczej po prostu bredzi.

11.06.2007
12:37
[29]

Azzie [ bonobo ]

No prosze, jaki to przyklad ze za wyksztalceniem nie idzie wzrost kultury :)

11.06.2007
12:39
[30]

Tzymische_3 [ Konsul ]

Azzie ===> to chyba jakbys poszedl na seminarium hehehehe. Chociaz wtedy oprocz kultury wzrasta najwyrazniej rowniez poped seksualny w kierunku mlodych chlopcow... :]

11.06.2007
13:51
[31]

moneo [ Nikon Sevast ]

Tzymische--->
jestem absolwentem i kierunku technicznego i politologii i jeszcze absolwentem OMC ekonomii i zarzadzania w administracji publicznej
Zwracam honor, o ile faktycznie w tylu obszarach nie tylko studiowałeś, ale i startowałeś do pracy.

Trzeba oddzielic, zatrudnianie aboslwentow od zatrudniania specjalistow.
No właśnie, fajnie, że sobie to uświadomiłeś. Hayabusa mówił właśnie o sytuacji po studiach. Jasne jest, że nikt przy zdrowych zmysłach nie przyjmie do pracy trzydziestolatka, jeśli ten przesiedział czas od końca studiów przed telewizorem... Choć z drugiej strony kto wie, może są firmy nastawione właśnie na takich pracowników, w końcu koleś musi być nieźle wyluzowany :)

11.06.2007
14:42
smile
[32]

Boroova [ Lazy Bastard ]

Wspolczuje podwladnym 3misia.

11.06.2007
14:46
smile
[33]

Isam [ Senator ]

Boroova ---> spokojnie megalomania nie jest zaraźliwa :]

11.06.2007
14:54
[34]

Tzymische_3 [ Konsul ]

Boroova ===> Gwarantuje Ci, ze moi podwladni maja ze mna lepiej niz u pana Boga za piecem. Jak dlugo ich praca jest zrobiona, a obowiazki wypelnione tak dlugo maja pelny luz.
Lacznie z przycinaniem w quake 3 albo cod po sieci - calym dzialem, albo 1h posiedzeniem w ogrodku piwnym na browarze w czasie przerwy na lunch.. O takiej drobnicy jak obejrzenie filmu czy przeczytanie ksiazki nie wspominam...

11.06.2007
14:55
smile
[35]

Paudyn [ Kwisatz Haderach ]

Tzymische :: Nie, nie żartuję. Wszystko zależy o jakiego specjalistę chodzi, bo świat nie kończy się na Twojej specjalności, na którą trzeba mieć pewnie skończone kierunkowe studia, dwa fakultety i 10 lat pracy w zawodzie, zgadłem? :> W dwóch firmach specjalizację zdobywałem na miejscu, pod okiem doświadocznych kolegów, pewnie sytuacja byłaby inna, gdybym musiał zostać samodzielnym specjalistą, wtedy czasu ani miejsca na doszkalanie nie ma. Firmy takie jak TPSA, czy Vos do najmniejszych nie należą, więc także mam na tym polu niejakie doświadczenie. Co więcej mam doświaczenie na polu nie tylko różnych firm, ale i róznych branż, od informatycznego helpdesku, poprzez finanse, księgowość, windykacja i audyt, aż po transport (tą dziedziną zajmuję się obecnie). Na nielicznych rozmowach pytano mnie, co potrafię i czym mam jakieś doświadczenie, było to traktowane raczej jako dodatek. Wbrew pozorom wielu rzeczy (chociaż nie wszystkich rzecz jasna) można się nauczyć na bieżąco i mając czas i możliwość, firma często decyduje się na zatrudnienie zielonego absolwenta, czego najlepszym przykładem jestem ja oraz gro moich znajomych po studiach. Wlaśnie z powodu, o którym pisal moneo.

Także możesz sobie hihać i hahać, parskać przed monitorem. Ni mnie to ziębi, ni grzeje, bo ja mam na tym polu zupełnie inne doświadczenie.

11.06.2007
14:58
smile
[36]

Tzymische_3 [ Konsul ]

Paudyn ===> no ale mow, ze chodzi Ci o zatrudnianie nic nie potrafiacych absolwentow. To jest normalna praktyka. Kazdy, na calym swiecie, zdaje sobie sprawe, ze absolwent nadaje sie tylko do parzenia kawy... i trzeba go wszystkiego nauczyc. I oczywiscie, ze w takich sytuacjach, trudno na junior helpdesk specialist czy inne cudo typu junior zatrudniac czlowieka z doswiadczeniem. O ile nie chce zmienic calkowicie branzy/kariery. Ale wtedy jest tak samo traktowany jak absolwent. Ktos kogo trzeba uczyc.

11.06.2007
17:30
smile
[37]

brutu [ Uwielbiam Cię Aguś ]

Tzymische --> Cytując Rolanda z książki Kinga - "świat poszedł naprzód".
Także owszem, masz zajebiste doświadczenie, wiesz jak to działało...dziadku. Sorry, ale rynek zmienia się dość dynamicznie. Przecież to wiesz?

11.06.2007
17:46
smile
[38]

Tzymische_3 [ Konsul ]

brutu ===> sure, sure :] I dlatego w calej europie grupa o najwiekszym bezrobociu sa absolwenci szkol wyzszych :)))))

11.06.2007
17:59
[39]

frer [ God of Death ]

Tzymische --> To prawda, że po studiach człowiek i tak jest zielony i dopiero w pracy się uczy wszystkiego, ale kierunek skończonych studiów decyduje o tym czy tą pracę się znajdzie. Dla przykładu teraz niektóre większe firmy budowlane wolą zatrudniać nawet studentów już 3 roku, chociaż oni dopiero ledwo liznęli inżynierski fach, ale już jakiś filozofów czy polonistów to zatrudni co najwyżej tesco na kasie. ;)

11.06.2007
18:05
[40]

BarD [ Leningrad Cowboy ]

3Misie-> Nie mogę znaleźć informacji potwierdzających to, że największe bezrobocie jest wśród absolwentów szkół wyższych. Możesz rzucić linką?

11.06.2007
18:09
[41]

Hayabusa [ Niecnie Pełzająca Świnia ]

Frer --> no to jest troszeczkę insza inszośc, bo wiadomo że doświadczenie 99% polonistów i ich wiedza wyniesiona ze studiów ma się nijak do wiedzy studentów z 3 roku, ale studiów technicznych.
Wiadomo, że Politechnika uczy konretnych rzeczy z myślą o konkretnych zawodach. W przypadku wielu uczelni i kierunków sprawa jest trochę bardziej skomplikowana.
Z doświadczeniem jest różnie... to jak ze studiami, zależy od branży. Na przykład z jednej strony trudno zostac prokuratorem nie będąc po prawie.
A z drugiej strony wiadomo że absolwent bez doświadczeń zawodowych niewiele umie. W dodatku nie zawsze można powiedziec o nim cokolwiek konkretnego. Ma talent organizacyjny, czy nie ? Potrafi odnaleźc się w nieoczekiwanej sytuacji, czy niekoniecznie ?

Z tymi nawykami też jest RÓŻNIE. Czasem są przeszkodą, podobnie jak doświadczenie. Czasem nie. Zależy też na ile dany delikwent jest elastyczny. Tyle tylko że to też można najlepiej stwierdzic nie tylko testem, ale też patrząc na historię zatrudnienia.

11.06.2007
18:32
[42]

kiowas [ Legend ]

Bard ---> weź pierwsze lepsze dane GUS (powiedzmy z ostatnich 3 lat) - jakieś 20-20% jest bezrobotnych.
A w grupie wiekowej 20-25 to nawet prawie 40% (bez względu na wykształcenie).

11.06.2007
18:37
[43]

endrju771 [ Teleinformatyk ]

Ja to widzę tak, kończę technikum (najpierw musze je zacząć oczywiście), pisze maturę i fru, do ciotki do Irlandii.

11.06.2007
18:46
smile
[44]

Judith [ Senator ]

Chcesz mi powiedziec ze firma woli na stanowisko specjalisty zatrudnic swiezego absolwenta po studiach niz doswiadczonego specjaliste?

Czasem bywa i tak, 3m. Akurat znam dobry przykład w postaci mojego kumpla, który pracuje w biurze architekta i zarabia średnio 6 zł za godzinę. A szef biura zazwyczaj bierze jego projekty, ogląda, czasem nanosi drobne poprawki i podpisuje własnym nazwiskiem, zgarniając potem od 10K wzwyż. Jak się chłopak zbuntuje to nikt po nim płakać nie będzie, bo wałęsających się bez celu studentów po architekturze jest w Łodzi cała masa... :/

11.06.2007
18:52
[45]

Mrożon [ Pretorianin ]

Dokładnie.
ja kończę teraz trzecią gimnazjum i cholernie zastanawia mnie fakt iż do czego przyda mi się wiedza z działu "Fizyka jądrowa" To cholernie trudne rzeczy, a mogli by tego uczyć w szkole ponadgimnazjalnej o profilu fizyk, czy jak to tam się nazywa.
Beton.

11.06.2007
21:57
smile
[46]

BarD [ Leningrad Cowboy ]

kiowas-> Tyle wiem, tylko ciekawiło mnie czy jest taka tendencja w całej Europie(głównie zachodniej).

Osobiście nigdy nie uwierzę, że papierek będzie ważniejszy od doświadczenia nabytego podczas pracy - pracodawcy przecież nie są w ciemię bici i potrzebny im jest sprawny, efektywny pracownik.

Żeby pracować za 6pln/h trzeba naprawdę mało się szanować albo bądźmy szczerzy - być mało zaradnym, niezależnie od ukończonego kierunku studiów.
W stolycy student bez żadnego doświadczenia ma lekką pracę nie wymagającą dużej koncentracji za 8pln/h, natomiast cięższa ok. 11pln/h

11.06.2007
22:02
[47]

Debczak_Lebork [ Głos Prawdy ]

Nie czytalem całego wątku bo po prostu mi sie nie chciało...

U mnie sprawa wyglada takk: Skonczyłem gmnazjum, 1 klase technikum i szkole rzuciłem... Teraz powinienem konczyc 2 semestr LO zaocznego, ale pewnie go nie zalicze bo mnie na egzaminach nie bylo :/(nie moja wina, zeby sie nikt nie czepiał)
Strasznie mi wstyd teraz mowic ludziom jaka szkole mam ukonczona dlatego staram cos sie dalej robic chociaz wiem ze to zadnego sensu nie ma...
Moja matula ma 43 lata jest nauczycielką, cały czas robi jakies kursy, studia i ma z tego wielkie nic... kumpel ktory jest po podstwaowce i robi w hurtowni zarabia 300 PLN mniej...

nauka to syf...

11.06.2007
22:03
smile
[48]

raper741 [ Legend ]

nauka to syf...

:|

11.06.2007
22:10
[49]

frer [ God of Death ]

BarD --> Tu nie chodzi o szacunek do samego siebie ale zdrowy rozsądek. Sam mam kumpla (2 rok budownictwa), który w biurze projektowym pracuje za 6,7 zł/h i zajmuje się rzeczami w stylu obsługa plotera, składanie rysunków itp. Niestety bywa też tak, że dla zdobycia doświadczenia robi się za marne grosze byle do uprawnień. :P

11.06.2007
22:15
[50]

Vader [ Legend ]

Debczak Lebor --> A gdzie u Ciebie tkwi problem. Czemu nie chcesz skończyć szkoły średniej. Może to nic nie daje, ale z drugiej strony, nie zaszkodzi uzupelnić wykształcenie. Możesz na tym tylko zyskać, a często tytuł technika otwiera drogę do uzyskiwania różnych uprawnień, chociażby ograniczonych. Przemyśl to sobie, może warto?

11.06.2007
22:15
[51]

BarD [ Leningrad Cowboy ]

frer->tylko Judith chyba pisała o absolwencie architektury, natomiast to o czym piszesz ma oczywiście sens.

11.06.2007
22:35
[52]

Belert [ Generaďż˝ ]

frer :---> i tak ma farta bo zeby uprawnienia zrobic muisz miec praktyke a nikt nie che brac na praktyke bo po co robic sobie konkurencje.

11.06.2007
22:41
[53]

Vader [ Legend ]

Belert -> Dokładnie. W przypadku wykonastwa jest troche łatwiej. Ale w projektach? - masakra. Jest dokładnie tak jak mówisz. Pracujesz praktycznie za darmo, odawalasz pracę starszego projektanta. Często bywa też tak, że te dziady w ogole nie chcą młodych dopuszczać. Bywa, że mają braki kadrowe, zapierdzielają do od 8mej do 19stej, ale nie przyjmą nikogo.

Są oczywiście chlubne wyjątki. Swego czasu pracowałem z dwójką specjalistów, którzy byli zarazem fantastycznymi ludzmi i płacili mi dokładnie tyle, ile wart był projekt (minus podatki).

Ogólnie polecam inżynierom naukę angielskiego w bardzo, ale to bardzo pilnym trybie, zapoznanie się z brytyjskimi standards i prawodastwem w zakresie budownictwa i danej branży i wyjazd z kraju. NIe macie tu czego szukać - no chyba, że komuś odpowiada 1,2k brutto, to się nie czepiam.

11.06.2007
22:58
[54]

Cainoor [ Mów mi wuju ]

Vader
Mój kolega inżynier właśnie kończy studia. Poszedł teraz od czerwca do EDC ( ) i będzie zarabiał całkiem przyzwoite pieniądze. Bez wyższego wykształcenia, bez żadnego doświadczenia. Mógł się pochwalić jedynie swoimi wynikami na studiach (TiKAK na PW). Zarobki rzędu 4-5 tysięcy brutto na wejściu.

W Polsce też się da, tylko trzeba w to włożyć trochę pracy.

11.06.2007
23:03
[55]

Vader [ Legend ]

Cainoor --> Jasne że się da. Ja nie twierdzę, że nie. Ale jest ciężko, dwa trzeba mieć dużo szczęścia, a takich super ofert jak ta w lotnictwie jest jak na lekarstwo. To dla wybranców, szcześliwców, wymiataczy. Inna sprawa, że nie każdy na studiach jest najlepszy.
A w GB, nie musisz być wcale najlepszym z najlepszych by zarobić na godne życie. Tu tkwi subtelna różnica:)

11.06.2007
23:23
[56]

Cainoor [ Mów mi wuju ]

Zgadzam się, że u nas jest trudniej. Jednak już teraz się da, a z czasem będzie coraz lepiej.
A w GB? Jeśli nie jesteś najlepszy, to ile średnio możesz zarobić? 3-4 tyś funtów miesięcznie? To mniej więcej tyle co w Polsce w polskiej walucie ;)

11.06.2007
23:25
[57]

frer [ God of Death ]

Vader --> Do wykonawstwa więcej ludzi trzeba i łatwiej o uprawnienia, więc ja chyba w tym kierunku będę szedł. Ale to niestety prawda, że ciężko się dopchać do żłoba, że się tak kolokwialnie wyrażę. Poza tymi co biorą praktykantów i traktują ich jak chińczyków robiących za miskę ryżu dziennie są jeszcze firmy które jak kogoś już poważnie zatrudniają to wolą przyjść na gotowe. Teraz trochę się to już zmienia, ale jeszcze kilka lat temu jak myślałem nad wyborem kierunku studiów i czytałem oferty pracy to trafienie na jakąś bez min. 2 lat doświadczenia graniczyło z cudem. Ale nawet teraz jak się patrzy na oferty w stylu "asystent projektanta" to przynajmniej rok doświadczenia jest wymagany.

Cainoor --> W lotnictwie zawsze były najlepsze oferty. Poza tym to naprawdę dla wybrańców i najlepszych. Wystarczy popatrzeć na to kogo potrzebują. Praktycznie wyłącznie mechaników, a mechanika i kierunki pokrewne są najtrudniejszymi z możliwych. Przebijają architekturę na łeb. :P
Sytuację jeszcze poprawia ilość ludzi która takie kierunki wybiera i ich jakość. Ostatnio na mojej polibudzie ponoć musieli w połowie pierwszego roku dodatkową rekrutację robić, bo wywalili ponad połowę wcześniej przyjętych studentów. :P
Podsumowując, brak ludzi, szczególnie naprawdę zdolnych przekłada się na wysokie zarobki. ;)

Btw ja osobiście liczę, że jak skończę studia to z pracą nie będę miał problemów, bo może jeszcze się załapię na boom związany z Euro 2012. Byle dobrze wystartować, to później jakoś to już się potoczy. ;)

11.06.2007
23:28
[58]

piotr2000 [ Chor��y ]

Ja mam 15 lat (w tym roku kończę gimnazjum). Pracuję w drukarni (insert) i zarazbniam ok 15 zł na h. Uważam że mam dobrą pracę jak na mój wiek jednak nie zamierzam całe życie się tym zajmować. Idę do LO bo uważąm że bez szkoły jest się zerem.

11.06.2007
23:59
[59]

Hayabusa [ Niecnie Pełzająca Świnia ]

Piotr2000 -> I dobrze. Bez edukacji, to jakoś dziwnie... a jeśli jeszcze masz taką pracę udokumentowaną to w ogóle bardzo dobrze - znaczy jesteś zaradny i nie siedzisz jako ten ciołek w kącie.

Odnośnie wykonawstwa -> mam wrażenie że w przypadku każdej pracy gdzie potrzebne jest zdobycie szczególnych uprawnień większośc starających się jest traktowana jak Chińczycy.
Kiedy robiłem w kancelarii prawniczej moja praca przynosiła firmie ok. 5k miesięcznie, bywało i lepiej. To akurat wiem dokładnie ponieważ godziny pracy były rozliczane z klientem i znałem wartośc swej pracy co do grosza.
Dostawałem z tego 400zł i cieszyłem się jak małe dziecko, bo w przeciwieństwie do masy ludzi mogłem się wykazac jakąś tam praktyką w czasie studiów. Poza tym w kilku renomowanych kancelariach stawka miesięczna na podobnym stanowisku wynosiła i 0zł/mies.

12.06.2007
00:25
[60]

Król Afryki [ Centurion ]

albz74, znajomy ojca studia zrobił będąc prawie u sczytu kariery, zrabiając wówczas na godzinę tyle, co ja bym chciał mieć dniówki w Polsce. Więc nie sądzę, że go "nie było". Te studia to była wtedy formalność, równie dobrze mógł ten tytuł kupić (a takie miejsca znam w Polsce... płacisz, jesteś 3 razy przez 2 lata na zajęciach, albo płacisz nieco więcej i w ogóle Cię nie ma, a papier jest...)., ale nie zrobił tego i szacuneczek dla tego pana z mojej strony ;) W Polsce się takie rzeczy kupuje. Słyszałeś o kimś, kto jeździ autem za 600 tys. zł., mieszka w domu za kilka mln. i robi studia, bo potrzebuje do awansu? A on tak miał ;) Sytuacja nie do przełożenia na polskie realia, bo niewiele jest miejsc na świecie, gdzie można pracować na etacie i zbijać takie kokosy (inna sprawa, że gość pracując w banku był równocześnie niezależnym inwestorem, co na pewno wygenerowało mu większość przychodów).

kocher, ja nie pytam czy WARTO SIĘ UCZYĆ a czy WARTO SIĘ UCZYĆ W POLSCE GDY CHCE SIĘ PRACOWAĆ ZA GRANICĄ. To dość subtelna różnica, i odpowiedź na drugie pytanie na pewno nie jest tak oczywista jak sądzisz.

Novus, znaczne podwyżki na rynku pracy? Sorry, ale znaczne podwyżki to ja widzę w Polsce gdzie indziej. Możesz zdradzić o jakiej branży mowa? I powiedz mi gdzie w wieku 16-stu czy 19-stu lat odłożę 1000 - 2000 zł miesięcznie na etacie? Stary, tutaj 16-sto latek dostaje 3-4 zł na godzinę (moje miasto rodzinne, niecałe 200 tys. mieszkańców, za 5-6 zł możesz dymać na budowie, ale to jest zapieprz okrutny), tam 3,30-4 i to nie złotych, więc policz sobie jak te nasze zarobki są żałosne. Nie wiem także co rozmiesz przez "robienie czegoś sensownego", ale nie dokładałbym takiej ideologii do robienia kasy. Ja mam w dupie to co myślą o mnie inni. Nie chcę zostać wybitnym nauczycielem j. polskiego czy fizykiem jądrowym. Chcę zobaczyć trochę świata i żyć na poziomie, o jakim w Polsce marzy 85% społeczeństwa (czyli na średnim poziomie europejczyka XXI-wieku). I naprawdę lata mi to, że jakiś frajer będzie mnie oceniał po tym jakie mam wykształcenie czy po tym co robię a nie po tym kim jestem i co umiem. Naprawdę, wolę dostawać 15f/h na tokarce i mieć wąską wiedzę niż dostawać 1400 zł jako np. nauczyciel i cieszyć się, że wiem coś niecoś o świecie.

12.06.2007
00:32
[61]

Lukxxx [ Konsul ]

Prawda jest taka, że przedmiotów ścisłych się opłaca. Bezproduktywnych "chumanistów" jest teraz na świecie zatrzęsienie, a inżynierów/matematyków itp potrzeba wszędzie i w Polsce i na zachodzie

12.06.2007
00:33
smile
[62]

Robi27 [ Mes que un club ]

kocher, ja nie pytam czy WARTO SIĘ UCZYĆ a czy WARTO SIĘ UCZYĆ W POLSCE GDY CHCE SIĘ PRACOWAĆ ZA GRANICĄ. To dość subtelna różnica, i odpowiedź na drugie pytanie na pewno nie jest tak oczywista jak sądzisz.

z punktu widzenia Polaka, ktory tu mieszka i mieszkał bedzie, ktory płaci podatki to nie warto ;)

12.06.2007
01:12
[63]

Belert [ Generaďż˝ ]

pewnie ze warto , masz to za darmo.a co do gosci ktorzy cizka praca osiagneli sukces za granica to uwiez mi niechcialbys ap.... na ten sukces .Wszystko ma swoja cene , takze ten suckes tego faceta tez.Twoim problemem jest to ze polazles do LO i jako taki nic nei umiesz ale to nei problem naprawic jak sadze .Skoncz policelane studium o jakiejs normalnej specjalnosci tech. elektryk , elektronik, mechanik cos konkretnego.Tylko nie jakies pierdoly w rodzaju ochrony srodowiska czy menedzerskie .Bo dalej g... bedziesz umial.A co najwazniejsze nie bedziesz mial uprawnien.A potem adieu i wyp.... i to szybko zanim Kaczory zamkna granice.

12.06.2007
07:36
[64]

diabelek1 [ szczęśliwy ]

Naprawdę, wolę dostawać 15f/h na tokarce i mieć wąską wiedzę niż dostawać 1400 zł jako np. nauczyciel i cieszyć się, że wiem coś niecoś o świecie.

Istnieje cos takiego jak ambicja i chcec zrobienia czegos inego niz tylko zarabiania pieniedzey. Bedac w irlandii moglem zostac na 9 miesieczny kontrakt w fabryce, pracowac za minimalna prawie ze pensje i zarabiac - jak na polskie realiza - kokosy. Ale wole skonczc studia i nawt zarabiac na poczatku mniej niz tam ale robic cos co chce robic i gdzie moge sie spelnic.

12.06.2007
07:51
[65]

frer [ God of Death ]

Kasa to nie wszystko. Za 20 lat, gdy już trochę życia zejdzie to nie wiem czy nawet własny dom i drogi samochód będą w stanie wynagrodzić rezygnację ze swoich niespełnionych ambicji.
Btw ja studiuje w Polsce, ale sądzę, że jeśli wystarczająco się będę starał, nabiorę praktyki to prędzej czy później będę w stanie znaleźć pracę za granicą i to na pewno nie na zmywaku. :P

12.06.2007
09:14
[66]

Tzymische_3 [ Konsul ]

Cainoor ===> A w GB? Jeśli nie jesteś najlepszy, to ile średnio możesz zarobić? 3-4 tyś funtów miesięcznie? To mniej więcej tyle co w Polsce w polskiej walucie ;)
Wiem ze sobie zartujesz ale niektore dzieci w tym watku mogly by pomyslec ze tak ejst naprawde. 3-4k funtow, w Anglii to calkiem przyzwoite pieniadze. Jesli nie mieszkasz w Londynie to calkiem niezle... Za 2-miesieczne zarobki mozesz sobie kupic nowy, calkiem przyzwoity samochod...

12.06.2007
09:15
smile
[67]

karsoneh [ Chor��y ]

Istniej coś takiego jak presiż zawodu. Niestety hasełka, iż tylko kasa są dobre, ale jednak człowiek zwraca uwagę na inne rzeczy. Wyobraż sobie średnio zarabiajacego adwokata i dobrze zarabiającego smieciarza. Skrajne przykłady b/z dyskryminacji z/w na zawód. Kim chciałbyś być, jak będziesz odbierany w rodzinie w towarzystwie, jak bedą oceniać twoją pracę dzieciaki, koledzy dzieci. ?? tak kasa, utrzymanie...Ale pozycja społeczna też jest istotna...::)

12.06.2007
09:17
[68]

Tzymische_3 [ Konsul ]

karsoneh ===> Czysta fantazja. nic takiego nie istnieje. Nie ma szans zeby smieciarz/sprzatacz ulicy/pakowacz w fabryce nawet zblizyl sie do 25%* zarobkow prestizowych zawodow. Naprawde wiec nie ma co sobie wyobrazac. Bo to bzdury i nic takiego sie nigdy nie zdarzy.

* - mowimy o krajach cywilizowanych. Pomijam specyfike Chrystusa Narodow.

12.06.2007
09:58
[69]

meo [ Pretorianin ]

Ale ktos te śmieci tez musi wywozić :) Ja myśle że praca w stylu klener, barman czy gdzies w fabryce dobre sa jako przejściowe. Potem ustępujesz miejsca komuś innemu a sam realizujesz swoje cele, ambicje itp

© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.