
Ronnie Soak [ Lollygagger ]
pytanie o motywacje
Witam!
mam typowa prace biurowa (administrator), ale zauwazylem, ze ze studiami i innymi pracami mialem podobny problem, a mianowicie:
na poczatku jest wszystko swietnie: nowe rzeczy, ktorych trzeba sie uczyc, nowi ludzie i sytuacje, czlowiek jest pelen enuzjazmu i zapalu do pracy/nauki... ale z czasem wszystko powszednieje i czynnosci staja sie rutynowe... a po pewnym czasie... hyh
zabieram sie za prace, dopiero gdy ktos stoi nade mna a przyslowiowym batem, a jezeli kogos z batem nie ma, nie moge skupic sie na pracy. jedyne momenty, gdy zrywam sie do pracy to te, kiedy jest cos nowego do roboty - jezeli jest to cos co juz robilem, to zapal do jakiejkolwiek pracy umiera.
czy ktos z was ma sposob, jak przezwyciezyc nude i rutyne w pracy? jak sie zmotywowac do wykonywania tych codziennych czynnosci, ktore to czynnosci niekoniecznie przyprawiaja o mdlosci ale tez nie sprawiaja zadnej radosci?
bede wdzieczny za jakiekolwiek w miare sensowne pomysly. z gory zaznaczam, ze zastanawiam sie nad zmiana pracy, wiec tego sugerowac nie musicie.

Boroova [ Lazy Bastard ]
Rola adminitratora jest z natury nudna i trzeba miec specjalne predyspozycje, zeby wykonywac ja bez znurzenia. Nie wiem czym sie martwisz, jak wiesz w poprzedniej robocie mialem tak samo jak ty przez pol roku i nikt sie nie przyczepil.
Ale jesli naprawde chcesz motywacji, musisz sie "wkrecic" w dowolna czynnosc ktora robisz. Nie ma sensu codziennie zaczynac pracy z nastawieniem "nie chce mi sie robic tego badziewia". Sprobuj znalezc sens w calym tym gownie, to moze bedzie latwiej.
Cainoor [ Mów mi wuju ]
Zmień pracę.
Ronnie Soak [ Lollygagger ]
B - ja staram sie wkrecac w to co robie. przykladowo wczoraj wieczorem poszedlem spac z nastawieniem - 'jutro nadrobie wszysktie zaleglosci i pojde do szefa powiedziec: zrobilem, chece wiecej i daj mi niewolnika'...
ale jak przyszedlem do pracy, usiadlem przed kompem i zobaczylem stos maili od klientow z durnymi prosbami oraz idiotyzmy, ktore sa sprawka dwoch 'nowych' w dziale technicznym, to odechcialo mi sie wszystkiego.
inna sprawa jest taka, ze 4 miesiace temu dostalismy nowego managera.
siedzial za mna, widzial moj monitor, wiec nie moglem surfowac po necie i sila rzeczy musialem cos robic. ale byl na tyle inspirujacym czlowiekiem, ze jak go nie bylo w biurze to ja robilem wszystko z jakims takim wiekszym zapalem.
miesiac temu gosc odszedl (zostal desperate househusband) i cala ta motywacja mnie opuscila. tak wiec wiem, ze dobry manager moze mnie zmotywowac do pracy. pytanie jak zmotywowac sie samemu?
kocher [ Konsul ]
Musisz posiadać konkretny cel w Życiu. A praca to tylko środek dzięki któremu zmierzasz do wybranego Celu. Bo Cel to Twoja motywacja.

Ronnie Soak [ Lollygagger ]
kocher - madre. bede musial to przemyslec (moze sobie jakis baner motywujacy powiesze nad biurkiem?)
moze pojde do sasiada zeby mi to filozoficznie rozwinal. skoro Leszek Kolakowski mieszka dom obok to moze z tego w koncu skorzystam :P
Boroova [ Lazy Bastard ]
Ronnie --> ale cel w zyciu mozesz osiagnac, nawet majac marna prace.
Przyklad:
Chce kupic sobie dom. Potrzebuje pieniedzy. Pracuje i zarabiam. Osiagne cel.
ale
Niewazne jak bardzo mocno bede pracowal, na obecnym stanowisku nie zarobie wiecej.
Wiec jedyna rada to szukanie innej pracy (wiem, wiem prosiles zeby tego nie sugerowac)
twostupiddogs [ Senator ]
kocher
To doskonały sposób, aby zostać:
A) pracoholikiem,
B) popaść w konsumpcjonizm.
Ronnie Soak
Niestety mam podobnie. Każda praca nawet w agencji reklamowej opiera się na rutynowych czynnościach. Ja jeśli mogę to robię w pracy inne dużo ciekawsze rzeczy niekoniecznie związane z pracą. Po jakimś czasie, gdy uznaję, że nie jestem w stanie się już niczego nowego nauczyć zmieniam branżę (średnio co ok 2 lata). Jak się zmienia branże plus jest ten, że musisz się sporo nowego nauczyć. Minusem jest to, że po I rzadko się tak da (kwestia posiadania odp. wykształcenia), po II czasami startujesz dużo niżej niż w poprzedniej pracy.
Ronnie Soak [ Lollygagger ]
twostupiddogs - osobiscie nie mialbym nic przeciwko temu zeby zostac pracoholikiem, poniewaz zona by mnie skutecznie powstrzymala przed przesadzaniem z praca, szczegolnie jak uda nam sie powiekszyc rodzine.
po przemysleniu (moze jeszcze nie do konca) sugestii kochera - czy mozna podporzadkowac codzienne czynnosci do ogolnego celu w zyciu? ja mam z tym problem. wiem, ze chce miec jak najlepsza prace, zebym mogl utrzymac rodzine i staram sie dazyc do tego w miare konsekwentnie. jednakze ciezko jest mi sobie wytlumaczyc, ze odpowiedzenie na wszystkie maile klientow i dopilnowanie wszystkich zamowien danego dnia pomoze mi dotrzec do tego celu w zyciu. jakies pomysly jak to zrobic?
B - pracy bede szukal bardzo intensywnie od lipca - konczy sie umowa na mieszkanie i bede myslal o powrocie do wrocka (i znowu przypomina sie watek ktory obiecalem Mattowi :P)
Ronnie Soak [ Lollygagger ]
twostupiddogs - jeszcze jedno. probowalem zmieniac branze i wlasnie fakt, ze czesto musisz zaczynac od podstaw mnie do tego zniecheca. chce znalezc swoja 'dzialke', w ktorej sie wyspecjalizuje. zastanawialem sie nad idea 'awansu' i doszedlem do wniosku, ze zaczynajac w jakiejs branzy dostajesz na poczatek same 'monkey jobs', gdzie masz siedziec i 'naciskac guzik'. dopiero po jakis czasie jak pniesz sie w gore masz szanse na cos ciekawszego. najlepszym przykladem jest moja matka chrzestna. 56 lat, jest dyrektorem finansowym i jak rozmawiam z nia o pracy to tak jak bym rozmawial z dzieckiem o nowej zabawce! chcialbym tak na starosc!

kocher [ Konsul ]
twostupiddogs--->Nie zgadzan się z Tobą.
Celem wartym zachodu, jak dla mnie, jest Rodzina i wówczas nie popada się w pracoholizm lub konsupcjonizm. Wręcz przeciwnie. Staram się jak najwięcej mieć czasu wolnego i nie gonię za dobrami materialnymi.
To nie jest jedyny cel wart zachodu. Każdy, indywidualnie musi odnaleść go dla siebie.
Może to być hobby, podróże, pomoc innym. Wyborów jest dużo. Ale to musi grać w "duszy".
Pozdrawiam.
twostupiddogs [ Senator ]
Ronnie Soak
Ale jak się wyspecjalizujesz w czymś to wtedy na 100% większość czynności będzie rutynowych...
twostupiddogs [ Senator ]
kocher
Wytłumacz mi zatem proszę jak praca może być środkiem do posiadania Rodziny?
W sensie utrzymania jej niby? To przecież oczywistość.
Master_2 [ Generaďż˝ ]
– W ogóle bracie, jeżeli nie masz na utrzymaniu rodziny, nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi ani Hutu i te sprawy, to wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie: co lubię w życiu robić. A potem zacznij to robić.
– A ty sobie odpowiedziałeś na to pytanie?
– Jarać blanty.
Cytat z Chłopaki nie płaczą :)
To co kocher, musisz postawić sobie cel i do niego dążyć w życiu.
Ronnie Soak [ Lollygagger ]
twostupiddogs - nie do konca. powiedzmy, ze awansujesz na jakiegos szefa (dyrektora, managera, kierownika, jak zwal tak zwal). zazwyczaj z tej okazji masz sztab ludzikow (takich jak ja w tej chwili na przyklad), ktorzy za ciebie beda siedziec i wykonywac cala 'brudna' robote. do ciebie bedzie nadzorowanie calego procesu i poszukiwanie miejsca na poprawki. znowu przyklad mojej godmother - ma stado, ktore robi za nia cyferki, a ona kompinuje co z tymi cyferkami robic, albo np. skad wziac pieniadze na inwestycje, co zrobic zeby tyle nie wydawac... jest to praca w jakis sposob tworcza, wiec niewiele rzeczy na takim szczeblu bedzie sie powtarzac (i na pewno bedziesz mial mniej rutyny niz np. gosc wstawiajacy faktury w piwnicy)
twostupiddogs [ Senator ]
Ronnie Soak
Obawiam się, że Ci się tylko tak wydaje. Ile razy można planować świetną kampanię, wprowadzenie nowego produktu etc.
Z początku jest to i kreatywne, potem to już tylko rutyna. Kolejne spotkanie z podwładnymi, kolejna narada...
Nie dz. Do tego dochodzi jeszcze kwestia tego, że teraz mało kto na stanowisku kierowniczym nie wyrabia naddupogodzin. To ja dz. i wolę jednak mieć więcej wolnego czasu, mniej zarabiać, a więcej się uczyć.
A jak naprawdę chcesz się uczyć całe życie to zdecyduj się na karierę naukową.

kocher [ Konsul ]
Życie w swoich zasadach jest bardzo proste, tylko my ignorując te zasady, komplikujemy je.
Jak Twoim celem jest Rodzina to praca, a każda praca wcześniej czy póżniej staje się rutynowa, nie stanowi dla Ciebie istotnego problemu. Jeżeli Twoim hobby jest baloniarstwo (latanie na balonach) to cały tydzień pracujesz, bo rachunki płacić Musisz, ale przed oczyma Masz ten swój jedyny balon, którym w weekend wzniesiesz sie do nieba.
I powiem jeszcze jedną bardzo ciekawą obserwację z życia codziennego. Ludzie którzy mają cel w życiu są bardzo dobrymi i wydajnymi pracownikami.
Są ludzie których celem jest praca, ale nie są pracoholikami tzw. wolne zawody: dziennikarz, artysta, muzyk, naukowiec, podróżnik i wiele, wiele innych.
Pozdrawiam.
Ronnie Soak [ Lollygagger ]
twostupiddogs - pewnie i masz troche (a moze i duzo) racji... pomysle nad tym, jak juz zostane jakims szefem :P poki co nie moge doprosic sie o niewolnika dla siebie (cala administracja w firmie to ja! - do tego dzial zakupow i pomoc w sprzedazy jak sprzedawcy pojada w teren - roboty dla 3 osob by wystarczylo)
a co do kariery naukowej mam dwa zastrzezenia:
1) praca naukowa zazwyczaj wiaze sie z nauczaniem, ktorego nienawidze! jestem nauczycielem (na papierze) ale nigdy wiecej moja noga nie postanie w szkole ani uczelni w tej roli. nie mam cierpliwosci do uczniow i jestem cholernie wymagajacy (zona jeden raz popelnila blad i dala mi do sprawdzenia wypracowania jej uczniow z ang. - od tamtej pory nie wpuszczala mnie do pokoju gdzie byly prace uczniow:P)
2) nie lubie zajmowac sie teoria - zdecydowanie bardziej wole robic cos praktycznego, wiec to raczej dyskwalifikuje mnie jako naukowca
Maliniarz [ The Watcher ]
Musisz sobie odpowiedziec na kilka pytan:
Czy podoba Ci sie ta praca?
Moze postrzegasz te prace, jako cos stalego w zyciu, czy raczej jako cos przejsciowego?
Czy myslisz, przy obecnym stanie rzeczy, ze za kilka lat bedzie Ci sie to podobalo?
Lepiej zmienic siebie, czy prace?
Co chcesz osiagnac przez te prace?
Poza tym, kocher ma duzo racji w tym co napisal.

Prof. Lupin [ Konsul ]
Myśl, że robisz to dla pięknej kobiety, która bedzie ci za to wdzięczna.
Ronnie Soak [ Lollygagger ]
Mailniarz:
1) w miare tak (a jezeli bede dostane niewolnika to bede w niebo wziety)
2) ta praca jest dla mnie przejsciowa - taktuje to jak zdobywanie doswiadczenia - obecnie jestem na emigracji i planuje wrocic do ukochanego wroclawia
3) jezeli bede mogl sie rozwiac w firmie i razem z firma to tak
4) wolalbym zmienic siebie, a raczej wsoje nastawienie do pracy
5) wybudowac dom z ogodkiem pod wroclawiem dla mojej zony i przyszlego potomstwa
problem w tym, ze bardzo dobrze zdaje sobie sprawe z wyzej udzielonych odpowiedzi, ale nie moge sie jakos przemoc do pracy na codzien, i tu lezy istota mojego problemu - nie potrafie przelozyc sobie bierzacych obowiazkow na osiaganie celow dlugoterminowych :/
Prof. Lupin - patrz moja odpowiedz nr. 5

kocher [ Konsul ]
Ronnie Soak---> Do celów długoterminowych dojdziesz wyznaczając sobie pomniejsze cele zmierzające do głównego.
Nie przeskoczysz 10 metrowego muru bez wcześniejszego przygotowania i wydeptania Sobie drogi. Jedyne co osiągniesz to zniechęcenie i marazm.
Ronnie Soak [ Lollygagger ]
kocher - dlatego tez zarzadzanie strategiczne stalo u mnie na studiach duzo mocniej niz zarzadzanie operacyjne. dobrze widze 'the big picture', ale mam problem z tymi malymi kroczkami
Maliniarz [ The Watcher ]
Ronnie Soak -> wbrew pozorom, Twoj problem nie jest latwy. Bo gdyby kazdemu przychodzilo z latwoscia motywowanie sie do wysilku i pracy, to mielibysmy w otoczeniu do czynienia z samymi wybitnymi jednostkami. Nie byloby zyciowych "nieudacznikow". Bo przeciez, nie jest tajemnica, ze gdy czlowiek pracuje, moze dojsc do wielu wspanialych rzeczy w zyciu.
Niech zgadne: czekasz na "to cos", co sprawi, ze w ulamku sekundy nagle ujrzysz wszystko w innych barwach. Jedna mysl, ktora sprawi, ze zmienisz schematy myslenia. Jest to mozliwe, i wbrew pozorom, moze dokonac sie szybciej, niz Ci sie wydaje. Slyszales kiedys o NLP?

Kanon [ Befsztyk nie istnieje ]
Czy ktos z was ma sposob, jak przezwyciezyc nude i rutyne w pracy?
Seks z kolezanka z biura. To zawsze pomaga na nude. Na dluzsza mete moze nawet zaowocowac miloscia do wykonywanych obowiazkow tak wielka, ze zaczna sie pukac w czolo na Twoj widok.

kiowas [ Legend ]
Kanon ---> hahaha, w pierwszej chwili przeczytałem zaczna CIĘ pukać w czolo na Twoj widok.
Ronnie Soak [ Lollygagger ]
Maliniarz - wiem ze nie jest latwy. jezeli bylby latwy to mialbym juz dwa doktoraty w drodze i zarabialbym przynajmniej 3x wiecej niz zarabiam teraz. za 'nieudacznika' sie nie uwazam (licencjat x2 + magazynier x1, calkiem niezly poczatek w banku we wrocku i przyzwoita praca w UK), chociaz wiele rzeczy mi umknelo i wiem, ze moglem zrobic wiecej.
nie czekam na jakies objawienie, ani na 'to cos', cokolwiek to moze byc. staram sie znalezc/stworzyc sobie miejsce pracy, do ktorego bede mogl przychodzic codziennie bez marudzenia i gdzie nawet najmniejsze duperele sprawialyby mi przyjemnosc, i ktora pozwolilaby mi przyzwoicie utrzymac rodzine (wiem, licze na bardzo wiele, ale wiem, ze moge do tego dojsc). nie musze byc prezesem z S500 i 1000m2 domem, ale tez chce czegos wiecej niz srednia krajowa.
i nie, nie slyszalem o NLP. co to?
Kanon - odpada:
1) jestem szczesliwie zonaty :D
2) pracuje w anglii - jezeli nie gustujesz w morswinach to masz nikle szanse na seks :P

kocher [ Konsul ]
Ronnie Soak--->Nie obraź sie ale jeszcze nie masz celu który zagrałby Ci w "duszy".
Powinieneś nie myśleć o uciążliwości pracy, bo zawsze dojdziesz do takiego samego wniosku, że to wszystko jest bez sensu, monotonne itd.
Zastanów się dokąd zmierzasz, dokąd idziesz, po co idziesz, dlaczego idziesz. Przemyśl swoją przeszłość co tak naprawdę w Tobie budziło emocję, rządze, że parłeś do przodu wbrew wszystkiemu, że nieważne ile spałeś, kiedy i co jadłeś. Ważne tylko było to "coś". Przypomnij sobie to uczucie, a łatwiej będzie samookreślić Cel. Czasami niełatwo jest go odszukać, bo nie tam szukamy gdzie trzeba. Każdy z nas jest induwidualny. Nie sugeruj sie opinią, że to czy tamto jest nic warte. Dla nich może i nie. A dla Ciebie może okazać się Twoim celem. Nie obawiaj się bujać w obłokach z rozmachem. Obudź w Sobie marzenia, a nie mrzonki. Czy Wiesz jaka jest różnica pomiędzy marzeniem-celem, a mrzonką-chciejstwem?
Mrzonka: chciałbym kupić dom nad jeziorem->ale mnie teraz nie stać->leżę przed TV w którym pokazuja różne piękne domy->chyba naprawdę chciałbym kupić ten dom->leżę dalej->kiedyś zarobię->leżę dalej->wiem, że tak sie stanie->leżę dalej....
A teraz marzenie:Jest upał 40 stopni, żar z nieba, w pokoju nie ma czym oddychać, powietrze stoi w miejscu->leżę i oglądam TV->W TV reklama lodów, albo zimnego napoju->już nie leżę tylko siedzę!->Nie mam pieniędzy?!->już nie siedzę tylko chodzę po pokoju->pragnienie coraz większe!!->przeszukałem całe mieszkanie, brakuje tylko 50 groszy!!!->pragnienie coraz wieksze->od sąsiadki pożyczam 50 groszy i kupuję!!!!!!
Może jesteś człowiekiem, który już coś osiągnął, ale jednocześnie zgubił. Tak naprawdę droga do celu budzi zapał, a gdy go osiągniemy to znowu nie mamy celu. A więc od początku zastanów się co Ci gra w duszy. Kiedy krew Ci w żyłach kipi to o czym wtedy myślisz.
Wróć myślami do początku.
Przepraszam za szczerość, ale taki już jestem. Pozdrawiam

Kanon [ Befsztyk nie istnieje ]
Ronnie Soak --->
1) jestem szczesliwie zonaty :D - mozesz zawsze zaprosic malzonke do pracy np. pod pozorem dostarczenia zapomnianego lunchu.
2) pracuje w anglii - jezeli nie gustujesz w morswinach to masz nikle szanse na seks :P - mieszkam i pracuje w Anglii od ladnych kilku lat, nie gustuje w morswinach :) Spotykam zdecydowanie wiecej (w autobusie, w metrze, w pracy, w klubie) pieknych niz morswinowatych.

Ronnie Soak [ Lollygagger ]
kocher - nie czuje sie obrazony wiec nie ma po co przepraszac :)
nie klasyfikowalem rzeczy jako marzenia-cele i mrzonki-chciejstwa, ale jezeli pytasz o takie rozroznienie to prosze:
mrzonki-chciejstwa - chce dom z mala sala kinowa i Audi RS4 - chce tego, jestem w duzej czesci materialista. przyznaje sie bez bicia
marzenia-cele - chce przejsc przez zycie uszczesliwiajac a nie krzywdzac ludzi. chce, zeby kazdy kogo spotkam na swojej drodze mogl napisac mi na nagrobku 'tu lezy dobry czlowiek', i najwazniejsze, chce zeby pod tym napisem bylo napisane 'tu lezy kochajacy maz i ojciec'
chce miec dzieci i chce zeby byly ze mnie dumne. chce poswiecac jemu/jej/im jak najwiecej czasu, pokazac jak najwiecej swiata, i byc wtedy kiedy bede potrzebny. takie proste marzenia, i brzmi jak z taniego filmu, ale jezeli ktos dorastal bez rodzicow to duzo znaczy, poniewaz takich rzeczy mi brakowalo... czy to mozna okreslic jako cel ktory zagralby mi w 'duszy'?
jest to trudno namacalne marzenie, celem trudno to nazwa, poniewaz tego co opisalem nie sprowadzisz do konkretnego punktu... a co do drogi do 'marzenia' - bardzo pilnie pracuje nad potomstwem :P
Kanon --->
1) zona pracuje pietro wyzej w firmie-siostrze :P
2) to masz szczescie - gratuluje (kolejna sprawa to to, ze pracuje w sektorze IT - 90% to faceci)

Kanon [ Befsztyk nie istnieje ]
Ronnie Soak --->
1) zona pracuje pietro wyzej w firmie-siostrze :P - wlasnie poznales panaceum na nude i rutyne w pracy ;)
2) to masz szczescie - gratuluje (kolejna sprawa to to, ze pracuje w sektorze IT - 90% to faceci) - Mam szczescie ? Ja jestem w czepku urodzony ;) Przykra sprawa z tym sektorem...ale z drugiej strony, przeciez jestes szczesliwie zonaty a w pracy mozesz posiedziec z kumplami przy kompie :) Nie zapominajac przy tym ze niedlugo wpadnie Twoja zona przyniesc Twoj zapomniany lunch...
Ronnie Soak [ Lollygagger ]
Kanon --->
1) liczylbym bardziej na dyzury do 20.30 jak nikogo innego nie ma w biurze niz na lunch :P
2) rzeczywiscie czasem bywa smiesznie - mamy dwoch nowych pracownikow na help-desku - dwoch takich idiotow to ze swieczka szukac :P tyle smiechu dawno nie bylo w calej firmie :P

kocher [ Konsul ]
Ronnie Soak---> Jakże ludzie są do siebie podobni. :)
Postaram się swoją wypowiedź ustawić w logicznej całości. Może zacznę od tego, że zły człowiek nigdy o Tobie nic dobrego nie powie bez względu na to jak się będziesz starał. Powiem Ci tak, a wiem, że mnie zrozumiesz. Ja idę przez życie jak obserwator, wszystkiego ciekawy. Czynię dobro tam gdzie tylko mogę nie oczekując nic w zamian. Przewrotne życie pomimo, że tego nie oczekuję, odpłaca mi dobrem od ludzi których pierwszy i ostatni raz widzę w życiu, wtedy kiedy tego się nie spodziewam. To mi daje dużo energii, zapału, radości, spełnienia. I idę dalej jak obserwator.
Mam córkę i dwóch synów. Mam pracę, która w Polsce wymaga 350-400 godzin w miesiącu, aby utrzymać przyzwoity standard nie tracąc własnej etyki. Choć często mnie nie ma w domu jestem obserwatorem i wiem, że moja fizyczna obecność jest cały czas dla nich ważna. Poprostu o tym wiem bo widzę. Kochają mnie, a ja staram się zawsze tam być gdzie jestem niezbędny. Doba niestety ma tylko 24 godziny. Uczę ich samodzielmego życia i odpowiedzialności za siebie i aby byli takimi jak ja obserwatorami. Idź, czyń dobro i niczego w zamian nie oczekuj.
Głupie? Ja uważam, że nie. Ci co uczestniczą w "wyścigu szczurów" będą mieli darmową zabawę do rana. A ja tymczsem mam jedno marzenie które będzie trwać do końca mojego życia.
Jak już sie tak rozpisałem o stronie niematerialnej, to zanim przejdę do materialnej opowiem prawdziwą historię. W Angli nigdy nie byłem, choć trochę świata widziałem (wszędzie ludzie są tacy sami), ale natknąłem się na zdjęcie nagrobka pewnego wysoko postawionego pastora angielskiego w okolicach okresu wiktoriańskiego. Był na nim napis mniej wiecej takiej treści:
"Pragnąłem przemienić świat, świat nie zmienił się. Pragnałem przemienić królestwo, nie zmieniło się. Pragnąłem przemienić hrabstwo, nie zmieniło się. Zmieniłem siebie, a świat cały sam się przemienił." Do dziś pamiętam słowa wyryte w kamieniu kilkaset lat temu. Są bardzo mocne.
A teraz druga część marzeń, czyli te które nazywasz mrzonkami. To kwestia priorytetów. Jeżeli stać Ciebie czasowo i mentalnie na ich realizację to stań u stóp schodkowej piramidy. Ja świadomie zrezygnowałem z tej piramidy, gdyż doszedłem do wniosku, że zamiast budować
dom, z którego i tak dzieci wyprowadzą sie w świat, a ja sam zostanę ze swoim basenem (Ty czytaj salą kinową), zamiast kupować toyotę (Czytaj Audi RS4) wolę z całą rodziną zwiedzać świat. Tylko wspomnienia są trwałą zdobyczą.
I znowu czuję się spełniony! Bardzo miłe uczucie. Acha, jeszcze jedno. O córkę, która była pierwsza, starałem sie 5 lat. Wtedy poznałem swoich prawdziwych przyjaciół. Było ich...zero.
Pozdrawiam.

Ronnie Soak [ Lollygagger ]
kocher
rozumiem twoje podejscie obserwatora i jest ono dla mnie bardzo sensowne, ale chyba musze jeszcze troche od zycia po dupie dostac, zdobyc jeszcze troche zyciowego doswiadczenia (widze, ze przy tobie to jestem jeszcze gowniarzem, vide 3 dzieci - moge zapytac w jakim wieku?) co do wychowywania dzieci niestety nie mam zadnego doswiadczenia, ale mam nadzieje, ze niedlugo bede stawial pierwsze kroki :)
z praca to mnie rozwaliles! 350-400 godzin!! moge wiedziec czym sie zajmujesz, poniewaz watpie zebys takie godziny wyrabial u kogos na etacie.
ja poki co pracuje i staram sie zarabiac na zycie i odkladac na zachcianki. z zona mielismy do wyboru: albo mieszkamy w domu z 15 innnymi osobami, odkladamy kazdy grosz i jak najszybciej wracamy z workiem pieniedzy zeby sie wybudowac, albo mieszkac tylko we dwoje, troche podrozowac i ogolnie cieszyc sie z tego co mamy, a reszte odkladac na dom i inne. wybralismy ta druga opcje i ani troche nie zaluje wyboru. na dom poczekamy troche dluzej, nie wybudujemy go za swoje pieniadze tylko za kredyt, ale przynajmniej nie zapracujemy sie na smierc w dwoch czy trzech pracach, a to co zwiedzimy bedzie nasze. wyscig szczurow gdzies tam sie przewija. mamy dosc niezle posady iliczymy, ze z doswiadczeniem bedziemy mogli wrocic do polski i rozwijac sie dalej, tak zawodowo jak i finansowo. chce zarabiac duzo pieniedzy i miec kariere, ale nie sa to cele tylko srodki, i dokladnie tak na to patrze i nigdy nie bylo inaczej.
wspomnialem do domu i samochodzie. nie darze do tych rzeczy za wszelka cene i nigdy nie postawie rodziny przed faktem: nie jedziemy na wakacje poniewaz tatus kupuje fure/kino domowe. rodzina jest najwazniejsza, a 'zabawki' beda kupowane w miare mozliwosci. jezeli nie bedzie mnie stac to zadowole sie autobusem albo jakims starym gratem, kawalerka w bloku a nie domem na przedmiesciach.
wspomniales o przyjaciolach - moglbys rozwinac ten watek? bardzo mnie poruszyla liczba przyjaciol na koncu. poki co mam 3 na ktorych zawsze moglem i moge liczyc, i chcialbym zeby tak zostalo.
Maliniarz [ The Watcher ]
Ronnie Soak -> przed chwila sobie przypomnialem, o Tobie, jak mi odpowiedziales w moim watku:)
Jesli chodzi o NLP, to sam dopiero jestem w fazie poznawania. Aczkolwiek, widze, ze moze miec do dosc duze szanse w dotarciu do mnie. Po trochu sam juz zaczynam sie zmieniac, bo ze mnie straszny len, a niedawno to nawet mialem taki marazm zyciowy ze nie chcialo mi sie tylka z lozka podnosic.
Nie wiem czy link zadziala, ale w bibliotece uniwersyteckiej poczytuje sobie te oto ksiazeczke:
Zastanawiam sie nad wykupieniem egzamplarza na wlasnosc.
Jesli chcesz, moglbym Ci przyblizyc troche pojecie NLP, ale biorac pod uwage fakt, ze jak wczesniej napisalem - sam dopiero raczkuje w tym temacie, lepiej by bylo, gdybys sam poszukal i poczytal o NeuroLingwistycznym Programowaniu, chocby z samej ciekawosci, bo mnie to zaciekawilo. Jesli masz jakies pytania - pytaj, w ramach mych mozliwosci postaram sie odpowiedziec.

Ronnie Soak [ Lollygagger ]
Mailniarz - dzieki wielkie za linka. poszperam na necie i zobacze co to za cudo i z czym to sie je

Maliniarz [ The Watcher ]
Ronnie Soak -> spoks, jakbys mial jakies pytania, numer gg mam udostepniony w wizytowce.

kocher [ Konsul ]
Ronnie Soak--->Serdecznie witam! Jak mam wolny dzień lubię dłużej pospać. :)
Zapomniałeś o wizerunku własnym? To jest ważny element motywacji w życiu. Wiek o niczym nie mówi, tylko Twoja postawa. Mam przyjaciela 32 letniego. Przerasta swoim dojrzałym podejściem do życia 50-cio latków. Obecnie mam sprawdzonych przyjaciół. Ale muszę Ci powiedzieć, że w filmowych westernach jest dużo prawdy o przyjaźni. Co przez to mam na myśli? Kanwa klasycznego westernu opiera się na nastepującym wątku. Na prerii, albo w jakimś zagubionym miasteczku spotyka się od 2 do 7 bohaterów. Zawiazuje się taka prawdziwa męska przyjaźń, na śmierć i życie. Załatwiają sprawę lub rozwiazują jakiś problem i rozjeżdżają sie w różne strony świata. A przecież tacy byli dobrzy w zespole. Prawdziwą przyjaźń trudno spotkać, a jej cementem jest wspólny cel.
Z Twoich wypowiedzi wnioskuję, że pomimo że Sam tego nie dostrzegasz jesteś bardzo dojrzałym życiowo człowiekiem, z inicjatywą i rozmachem godnym podziwu. Tylko widzisz życie to nie sielanka. A Ty zwyczajnie dostałeś chwilowej zadyszki. To nie sprint, to maraton. W pierwszym liczy się każdy ułamek sekundy i zero strategii. W drugim wręcz przeciwnie jest czas na odpoczynek, posiłek, relaks, monotonny wysiłek i duuużo strategi.
Pozwolisz, że podzielę się z Tobą takim fajnym powiedzeniem: " Powiedziała kropla wody do granitowego głazu, daj mi czas, a ciebie przewiercę". :)
Dlatego w maratonie najcenniejsza jest i Miłość i Rodzina i wizerunek własny, które są wielkimi życiowymi celami samymi w sobie.
Popatrz na historię powstawania największych fortun na świecie. Początki zawsze były mizerne. Zaczynały się od tej przysłowiowej 10-cio centówki. Mówiąc fortuna nie tylko mam na mysli kapitał finansowy, ale również królestwa, mocarstwa i zwykłe, proste ale piękne rodziny.
Pozdrawiam.
Maliniarz--->NLP- pozycji w literaturze jest całe mnóstwo,ale one wszyskie sprowadzają sie do jednego: do odnalezienia w sobie celu grającego w "duszy", który będzie motorem napędowym do działania w trybie maratonu. Przeczytanie tej czy innej książki traktującej o tym problemie może stanowić zalążek do podjęcia decyzji. Ale napewno warto coś przeczytać z tzw. współczesnych motywatorów: Anthony Robbins, Zig Ziglar, Napoleon Hill, Paul Zane Pilzer, Florence Littauer, Denis Waitley, Stephen R. Covey, a to tylko bardziej znani. Zabawne w tym wszystkim jest to, że to wszystko już dawno zostało napisane w starożytnej Grecji i Rzymie tylko nie w postaci dużych książek, a krótkich kilkulinijkowych sentencji filozoficznych.
Sęk w tym, że bez działania nie będzie akcji bez względu na liczbę przeczytanych książek i starożytnych sentencji.
Pozdrawiam.

Maliniarz [ The Watcher ]
kocher -> zgoda, byc moze te ksiazki i nie sa jakos specjalnie odkrywcze. Ale tu nie chodzi o to, ze mowia nam o czyms nowym. Maja one spelnic przede wszystkim jeden cel: pomoc nam w zyciu znalesc w zyciu motywacje (a przynajmniej w moim przypadku).
Przynajmniej ja choc bardzo malo liznalem tej tematyki, juz zaczynam pewne rzeczy postrzegac inaczej. Nie znalazlem tam motywacji, a raczej dowiedzialem sie, gdzie jej szukac wewnatrz siebie. I bede polecal je (a konkretniej na razie ta jedna:), jesli bede wierzyl, ze moga jeszcze komus pomoc.
Przypomnialy mi sie pewne slowa: "Jesli chcesz wstac z krzesla, przestan probowac - po prostu wstan".
Dziekuje za autorow, na pewno nie omieszkam ich sprawdzic.
Rowniez pozdrawiam :)

kocher [ Konsul ]
Maliniarz---> Całkowicie się z Tobą zgadzam. Bo " nawet najdłuższa podróż zaczyna się od jednego, pierwszego kroku".
W swoim poprzednim poście pozwoliłem sobie na taką małą dygresję, że tak naprawdę wszystko zostało już napisane i leży tuż przed naszym nosem. A my wciąż jesteśmy ślepi i tak nam trudno dostrzec to co jest oczywiste. Ale ważne, że w końcu kiedyś dostrzegamy to coś.
Pozdrawiam i polecam również lekturę starożytnych sentecji filozofów greckich i rzymskich, nie wspominając o Biblji, która jest prawdziwą kopalnią.
Pozdrawiam :)

Ronnie Soak [ Lollygagger ]
kocher - witam!
czy mozesz zdefiniowac 'wizerunek wlasny'? nie bardzo wiem, jak to mam rozumiec w kontekscie motywacji
co do przyjaciol - nigdy nie rozpatrywalem tego w kontekscie filmow. a jezeli chodzi o porownanie z westernami, to jedyne co mamy wspolne to to, ze sie rozjechalismy w rozne strony swiata - kazdy jest gdzie indziej :)
Z Twoich wypowiedzi wnioskuję, że pomimo że Sam tego nie dostrzegasz jesteś bardzo dojrzałym życiowo człowiekiem, z inicjatywą i rozmachem godnym podziwu - dziekuje bardzo :) teraz pozostaje wytlumaczyc to mojej tesciowej :P
jezeli chodzi o 'maraton' - staram sie dojsc do niektorych rzeczy szybciej, a niektore odkladam na pozniejsze lata (to moznaby zinterpretowac jako strategie). i wszystko byloby bardzo dobrze, gdyby nie to, ze caly czas jestem (jestesmy z zona) poganiani. burzy to pewnien spokoj i jest bardzo irytujace. tak to jest jak inni chca cie uszczesliwiac na sile, ale wiem, ze tak czy owak, troche okrezna droga, dojdziemy do tego, co zamierzalismy nawet jak ktos bedzie nam rzucal klody pod nogi (w tym miejscu, mam nadzieje, bede mogl kiedys dopisac historie wielkiej fortuny :P)
co do NLP - w przyszlym tygodniu powinienem znalezc kilka chwil zeby poczytac cos na ten temat. dam znac jak moje pierwsze wrazenia. poki co na polce lezy stos ksiazek leszka kolakowskiego. jako poczatkujacy czytelnik z dziedziny filozofii zaczalem od 'mini wykladow o maxi sprawach'. musze powiedziec, ze daje do myslenia.
pozdrawiam
GSi [ Konsul ]
Maliniarz --> Nie działa mi ten link, możesz podać autora i tytuł książki, którą czytasz?

kocher [ Konsul ]
Ronnie Soak---> Bardzo serdecznie witam!
W skrócie wizerunek własny to postawa życiowa. Czytając między wierszami dostrzegam, że masz z nim lekki kłopot. Oczywiście na początku, na wszelki wypadek zrobię założenie, że moje rozważania dotyczą pozytywnej postawy życiowej, czyli nie kosztem innych i nie przeciw innej osobie.
Jeżeli wyrobisz silny, jednoznaczny wizerunek własny nikt poza Tobą i osobami cieszącymi się Twoim zaufaniem nie będzie miał wpływu na Twoje decyzję życiowe. Jeżeli z żoną uważacie, że tempo i gradację Waszego maratonu są słuszne to będą rzucać kłody, ale one nie będą dla Was istotne. Będą Was pośpieszać, ale Wy będzieci iść Swoim rytmem. Teściowa będzie utyskiwać, ale to nie przeszkodzi Ci robić swoje, a jednocześnie szanować ją, gdyż jest matką tej Jedynej spośród miliardów, którą wybrałeś.
To jest system wartości którymi się kierujesz, to jest jednocześnie pozytywny narcyzm, to jest stała gotowość do nauki, wysłuchania innej mądrej osoby i zweryfikowania swoich poglądów, ale nie za względów koniunkturalnych, ale dlatego, że to jest słuszne Twoim zdaniem i nie musi być zgodne z tym co wszyscy mówią. To umiejętność uczenia się na własnych błędach. To jest poczucie samospełnienia pomimo, że do celu daleko. To jest umiejętność cieszenia się chwilą, doznaniem, słowem. To jest umiejętność posiadania przekonania: Ale jestem doskonały! (ale jednocześnie nie zapomnij o założeniach jak wyżej). To jest świadome kierowanie swoim życiem zgodnie z własnymi zasadami. Trzeba być pokornym, ale jednocześnie bardzo dumnym. Trzeba być wspaniałomyślnym. Człowiek z dobrym wizerunkiem nigdy nie mówi staram się tylko mówi robię to. Nie mówi pójdę tam tylko mówi idę tam. Nie mówi: w tym roku nie udało mi się z rodziną wyjechać na świeta do miejscowości X, tylko mówi w tym roku zorganizowałem wspaniałe święta w domu z całą rodziną gdzyż świadomie dokonał takiego wyboru. :)
Film, książka, zdażenie życiowe jest jednym i tym samym w sense przesłania. Wracam do wątku westernu. Zwróć uwagę na moje stwierdzenie: wspólny cel jest cementem przyjaźni.
A co do NLP warto się w to wgłębić. Ciekawa, mądra lektura. Kiedy się z nia spotkałem ( w PRL-u była zakazana) i po jakimś czasie zrozumiałem ją to się uśmiałem do łez. To wszystko jest napisane grubymi literami wszędzie, wokół nas. I Szekspir, Byron, Słowacki, Norwid i westerny i filmy akcji i kaczor Donald, autobiografie wielkich ludzi i Love story i teksty piosenek.
Pozdrawiam. Naprawdę miło mi się z Tobą gawędzi. :)