GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Jaki macie stosunek do kobiety swego ojca?

26.04.2007
10:29
smile
[1]

zmieszany89 [ Junior ]

Jaki macie stosunek do kobiety swego ojca?

I nie chodzi mi bynajmniej o Wasza matke. Mówie wprost - do ewentualnej kochanki ojca. Odrazu mowie - wstydze sie zadac pytanie na swojej ksywce oryginalnej :(

Mialem dzisiaj taka sytuacje. Najpierw wstep: ojciec pare lat temu rzucil moja matke i zwiazal sie z kochanka. Teraz mieszkaja razem caly czas. Wpadlem dzisiaj do niego i byla ona. Pierwszy raz ja widzialem, wiec przywitalem sie itp. Wszystko per pani, ale gdy ona probowala mnie czyms zagadac, oczywiscie po imieniu, jabysmy sie znali 10 lat, to nie wiedzialem co powiedziec. W sobie mam uczucie nienawisci do niej, bo to wlasnie ona rozbila malzenstwo moich rodzicow. Ale z drugiej strony przeciez mialo to miejsce pare lat temu. Nie wiem co mam myslec, poprostu nie wiedzialem co mam mowic i pieprzylem od rzeczy...

Jezeli mieliscie taka sytuacje, jak sobie z nia poradziliscie?

Ps. gdyby ktos mial do mnie uprzedzenia - jestem na forum od paru lat pod bardzo znana ksywka i 6000+ postow. Nie owijam w bawelne tylko wstydze sie na niej zapytac...

26.04.2007
10:32
[2]

Michlos [ ! - C - O - O - L - ! ]

Masz 18lat? Aktulanie mieszkasz z matką?

26.04.2007
10:32
[3]

gladius [ Subaru addict ]

Nie dziwię Ci się. Spróbuj zrozumieć swojego ojca - nie wyszedł mu jego związek z Twoją matką, chce sobie ułożyć życie. Zresztą, sam wiesz, jak było między nimi. W takiej sytuacji również miałbym do kochanki ojca stosunek mocno chłodny.

26.04.2007
10:33
[4]

Gandalf [ Wizard ]

A kazał ci ktoś w ogóle się do niej odzywać? Sam przechodziłem dawno temu przez coś podobnego i generalnie ignorowałem ją najbardziej jak się dało. Owszem, nie dało się uniknąć kilku krótkich wymian zdań, ale nie było tego wiele. Zwracanie się do takiej kobiety na "pani" to zdecydowanie za dużo.

Możnaby tłumaczyć to, co zaszło u ciebie tym, że to był pierwszy raz, stres itd. - w sumie sam pamiętam, że czułem się dziwnie przy pierwszej styczności, ale wierz mi - potem powinno być już z górki.

26.04.2007
10:33
[5]

zmieszany89 [ Junior ]

Michlos -> dokladnie, ale odwiedzam ojca dosc czesto. Z nim mam jako takie stosunki.

26.04.2007
10:34
[6]

Lutz [ Senator ]

a czy kochanka twojego ojca tez robila testy na nosicielstwo ?

Kryzys wieku sredniego przychodzi wczesniej czy pozniej. Ale jak cos nie wychodzi to lepiej po prostu to zmienic, nigdy nie wiadomo jak bedzie gorzej...

26.04.2007
10:34
[7]

promyczek303 [ sunshine ]

W sobie mam uczucie nienawisci do niej, bo to wlasnie ona rozbila malzenstwo moich rodzicow
Niby tak. Ale chyba nie zmusiała Twojego ojca to tego, żeby zostawił Twoją mamę. Wiec wina nie lezy tylko po jej stronie. Nie wiem co bym zrobiła na Twoim miejscu bo nigdy dzieki Bogu nie byłam (i mam nadzieje ze nie bede) w takiej sytuacji. Zaiste jest to nieciekawe przezycie. Spróbuj ją zaakcpetować. Tymbardziej, że jak juz wspomniałes zdarzenia miało miejsce kilka lat temu.

26.04.2007
10:35
[8]

Yassey [ Pretorianin ]

Chyba miałbym tak samo jak Ty. Co z tego ż e było to parę lat temu? Niesmak pewnie pozostanie.

26.04.2007
10:36
[9]

Bobuch [ Mniejsze Zło ]

Czego się wstydzisz? W końcu nie Ty jesteś tą kochanką i nie Ty rozbiłeś małżeństwo. Życiowa sytuacja. Jednak to jest Twój wybór.
Gdybym był na Twoim miejscu, najprawdopodobniej unikałbym zdziry jak ognia, a w przypadku bliższego spotkania rozszarpałbym na miejscu. To jest w końcu normalne. Przez kilkanaście lat byliście rodziną i nagle ktoś ją niszczy. Pal licho, gdyby stało się to kiedy byłbyś starszy. Ale jakby nie patrzeć, zniszczyła Ci lekki kawałek dzieciństwa.

26.04.2007
10:38
[10]

Michlos [ ! - C - O - O - L - ! ]

Promyczek ma rację. Nie wiemy w jakim stosunku są Twoi rodzice do siebie ale jeśli Ty z obojgiem jestes w dobrych stosunkach to wypadalo by tego nie popsuc. Moze z ojcem pogadaj na ten temat? Z matką bym nie radzil bo wiadomo co ona musi czuc:|

26.04.2007
10:41
[11]

gromusek [ Street View ]

Mieszkam z matka mam dobre kontakty z ojcem. Jego obecna dziewczyne czy tam zone sam nie wiem poznalem na weselu powiedzialem tylko dziendobry i wszystko ;] zadnej zlosci nienawisci czy cos

26.04.2007
10:43
[12]

Vader [ Legend ]

Co tu dużo mówić. Musisz zaakceptować taki stan rzeczy i starać się ją polubić, lub chociaż poznać.

26.04.2007
10:43
[13]

maev [ immamentna smuga ]

"Nowa" kobieta Twojego ojca to definicja nienawiści.

26.04.2007
10:46
[14]

gladius [ Subaru addict ]

Vader - co najwyżej musi zaakceptować. Poznawać ani lubić nie musi. Zwłaszcza, jeżeli jest dość młodym człowiekiem i mieszka z matką.

26.04.2007
10:48
smile
[15]

Azorsky [ Generał ]

Be nice a może zrobi Ci loda?

26.04.2007
10:49
[16]

Vader [ Legend ]

gladius --> Racja, choć chodziło mi o coś innego. Zakłądając, że bedzie się widywał z ojcem, będzie bywalcem jego domu i siłą rzeczy spotykał z jego partnerką - być może łatwiej będzie dla wszystkich, jeżeli ich relacje będą możliwie najlepsze. Tak będzie lepiej dla wszystkich (moim zdaniem). Oczywiscie, niczego nie "musi".

Azorsky --> Moze lepiej sam sobie zrob loda.

26.04.2007
12:04
[17]

kocher [ Konsul ]

Na początku powiem, że sam przez to przeszedłem.

Uważam, że rodziców ma się jednych i należy ich szanować i kochać dopóki są. (na tym świecie) Jeżeli kochasz swojego ojca i swoją matkę, tym samym uszanujesz ich życiowe decyzję i to nie przeszkodzi Ci ich nadal kochać. Pamiętaj, odchodzą bardzo szybko zostawiając nas samych z naszym życiem.

26.04.2007
12:06
smile
[18]

ribik [ Generał ]

Rodziców ma się jednych, nie ma to jak nosić kwiatki na ich grób

26.04.2007
12:11
smile
[19]

Téo [ Centurion ]

zmieszany89 => a czego tu się wstydzić, niech Twój ojciec się wstydzi jak nie umiał utrzymać ptaka w klatce (że tak powiem bez ogródek). Też bym nie przepadał za babą która była jednym z powodów rozbicia związku, ale to bardziej winny w tym wypadku był Twój ojciec niż "ta kobieta".
Pogadaj o tym ze swoim ojcem, jai masz do niej stosunek. Kawa na ławę.

Azorsky => popieram Vadera.

26.04.2007
12:22
[20]

Meganelle [ Konsul ]

piokos ---> Jak to się mówi, głodnemu chleb na myśli :)

Niekoniecznie musi być tak, że rozstanie rodziców jest przez kogoś, czasem poznanie tej osoby jest po prostu impulsem do zrobienia tego, o czym myślało się od jakiegoś czasu. To, że naszych rodziców widzimy głównie przez pryzmat więzi rodzinnych nie zmienia faktu, że są to normalne, żywe i czujące osoby, które mają prawo do swojego prywatnego życia. Oczywiście, są naszymi rodzicami i powinni się nami opiekować, ale należy też pamiętać, że my kiedyś wyfruniemy z gniazda i zaczniemy swoje życie, oni nie mogą odkładać troski o swoje bezwarunkowo do tego momentu.

zmieszany ---> Skoro to było wasze pierwsze spotkanie, to może być i tak, że partnerka Twojego taty też czuła się zmieszana. Ty się zamknąłeś w sobie, ona wybrała inny styl zachowania, ale odczucia mogły być podobne - dzieci partnerów z poprzedniego związku z reguły są najsurowszymi sędziami. Co do mówienia do Ciebie per ty, czy nie uważasz, że mówienie per pan byłoby stokrotnie gorsze i bardziej sztuczne? :>

26.04.2007
12:28
[21]

Soulcatcher [ Admin ]

zmieszany89 ---> to nie ona rozbiła małżeństwo twojego ojca tylko twój ojciec

26.04.2007
12:45
[22]

Loon [ Panicz ]

Soulcatcher - znasz jego ojca, że tak mówisz? Skąd wiesz co ona robiła zanim jego ojciec podjął taką decyzję?

To tak samo jak z dilerami narkotyków - diler się tłumaczy, że klienci nie przychodziliby do niego, gdyby nie chcieli narkotyków. Ale nie przychodziliby też, gdyby dilera nie było....

26.04.2007
12:48
[23]

SnT [ U R ]

Ja Jej sprzedałem plombę. Tak prosto w ryj. I powiem ci że satysfakcja była niesamowita.
Moi rodzice się nie rozeszli - mój ojciec zdradzał moją mamę, wszystko wyszło na jaw - chyba najgorszy okres w moim życiu...jednak chyba wszystko sobie wyjaśnili. Ja z ojcem jednak do porozumienia nie doszedłem. Jakiś czas po całej sytuacji - mijałem ją na ulicy - i szmata odważyła się do mnie uśmiechnąć. I nie wytrzymałem. Ale naprawdę dobrze mi z tym.

Serdecznie współczuje ci takiej sytuacji - ja bym nie był w stanie odwiedzić ojca, mając świadomość że tam może być jego kochanka...a rozmawiać z nią...masakra...

26.04.2007
13:14
[24]

SnT [ U R ]

Soul >>> jak możesz być tego pewien skoro, nie znasz sytuacji ??!!

26.04.2007
13:22
smile
[25]

pasterka [ Paranoid Android ]

SnT --> tak, oczywiscie, bo ona przykula biednego ojca do kaloryfera i sila opierajacego sie uwiodla :-D pamietaj, ze to ojciec podjal decyzje o odejsciu od zony i rodziny

26.04.2007
13:29
[26]

SnT [ U R ]

pasterka >>> ja tu nie widzę nic śmiesznego.
Nie twierdze że ojciec jest niewinny - bo jest. Ale gdyby ona się nie pojawiła, i nie zaczęła uwodzić faceta który ma rodzinę - wszystko było by ok.
Nie Wiem jak dla Ciebie - ale dla mnie jest jasne: ktoś jest "zajęty" - nie tykam.

26.04.2007
13:33
[27]

Gilmar [ Easy Rider ]

Troszke więcej obiektywizmu by sie przydało...

Za rozpad związku ponoszą winę najczesciej obie strony. Czlowiek dojrzały, a takim był ojciec zmieszanego, nie porzuca rodziny tylko dlatego, ze poznał w pubie laskę...

Twoje nastawienie Zmieszany, do ojca i jego obecnej partnerki jest takie jakie wyrobiła u Ciebie matka, a ona zadbała o to abyś stosunek do nich i całej sytuacji miał "własciwy". Przeciez mieszkasz z nia cały ten czas az do chwili obecnej.

Mozesz miec zal do ojca za "krzywdy" jakie Ci wyrzadził komplikując dziecinstwo. W moim przekonaniu najmniej winna jest własnie kochanka ojca. Nie mogę sobie wyobrazic zdeterminowanej kobiety, ktora z premedytacja niszczy czyjes małzenstwo aby zdobyc faceta, zwyczajnego faceta. To raczej pomysł z seriali brazylijskich.

Zmieszany - nie rozdrapuj tego, stało się i to dośc dawno, jak sam mówisz... Zaakceptujesz czy nie zycie dalej bedzie biegło własnym torem.

Poprawne stosunki z matka, ojcem i tą kontrowersyjna osobą trzecią umozliwia Ci poznanie całej prawdy i w miarę obiektywny poglad na historię tej części Twojego dzieciństwa, ktorego nie znasz...
Jestes juz podobno dorosły, niedługo sam staniesz przed problemami, wyborami, ktore wcale nie będa takie oczywiste jakby sie wydawało.
Często ludzkim zyciem kieruje... przypadek...

26.04.2007
13:35
[28]

Meganelle [ Konsul ]

SnT ---> Mało chyba wiesz jeszcze o różnych sytuacjach życiowych, przecież równie dobrze to obecna partnerka mogła być stroną uwodzoną, jest to bardziej prawdopodobne niż przypuszczasz. Nie wiesz też, jak "zajętość" była komunikowana i od kiedy, bo przecież nie musiała być od razu, a jeśli już, to mogła być przedstawiana jako coś trwającego tylko ze względu na dziecko. A same dzieci to bardzo słaba przesłanka do utrzymywania iluzji rodziny.

26.04.2007
13:35
smile
[29]

ZbyszeQ [ FZ7 user ]

stosunki do niej mam bardzo częste :)

26.04.2007
13:52
[30]

el f [ RONIN-SARMATA ]

Gilmar - 100% racji

26.04.2007
13:57
[31]

diuk [ Generał ]

zmieszany89 --> nikt nie każe Ci uwielbiać tej pani. Zachowaj poprawne towarzysko stosunki, w sumie tylko po to, aby ojcu nie było przykro.

Jeżeli dzięki tej pani ojciec jest i będzie szczęśliwy - to i dobrze. Jak będzie nieszczęśliwy - sam sobie jest winien. Ale niezależnie od wszystkiego - TO TWÓJ OJCIEC. Jedyny jakiego masz.

26.04.2007
18:04
[32]

msapps [ Centurion ]

rozumiem cie moi tez sie rozstali ale wyjechali w swiat

26.04.2007
18:12
[33]

paściak [ carpe diem ]

Pamietajcie, ze zycie swoja droga a milosc swoja - kazdemu taka sytuacja moze sie zdarzyc. Dlatego ja, jesli mialbym sie zenic, przemyslal bym sprawe miliard razy czy jestem pewien ze to z ta osoba chce spedzic swoje dni... A jesli mialbym watpliwosci "to nie ma watpliwosci" ...

26.04.2007
18:16
[34]

Vader [ Legend ]

Loon --> Coprawda produkt wywołuje impuls do konsumpcji, ale hej, jest coś takiego jak wolna wola chyba prawda? nie możemy pojęciowo ubezwłasnowolnić ludzi i wyłączać ich z odpowiedzialności za swoje decyzje. To tak, jakby winić sprzedawcę AGD, ponieważ ktoś kupił nóż i zabił ciotkę.
Ale rozumiem o co Ci chodzi, na decyzję klienta można wpływać, tak samo w przypadku związków. Można kogoś uwodzić wiedząc że ma partnera i za to też trzeba brać odpowiedzialność. Gdybym miał sobie rzucić z rękawa rozkładem procentowym winy, czysto subiektywnym dałbym jej: 30%, jemu 70%.

26.04.2007
18:20
smile
[35]

Deadwatch [ Pretorianin ]

SnT-> Idź się leczyć psycholu

26.04.2007
18:23
[36]

uiouio1 [ Konsul ]

a ja bym dal 35% matce, 45% ojcu i 20% kochance

26.04.2007
18:31
[37]

Jogurt [ Saladin ]

Deadwatch - nie ma to jak bardzo inteligentne wtrącenie do temat. Zastanów sie gnojku co piszesz.

26.04.2007
18:32
[38]

wysia [ Senator ]

Jogurt --> Ma racje, niestety.

26.04.2007
18:37
[39]

n2n [ Don Kermitto ]

"Ja Jej sprzedałem plombę. Tak prosto w ryj. I powiem ci że satysfakcja była niesamowita."

Szkoda słów -->

26.04.2007
18:37
[40]

Gandalf [ Wizard ]

Czy aby na pewno ma rację? Różni ludzie, różne reakcje. Jedni mogą kłaść na rozwód rodziców lachę, inni przejmować się bardzo i obgryzać paznokcie, jeszcze inni będą reagować agresją. Tak trudno to zrozumieć?

Akurat ja SnT się nie dziwię. Ani ja, ani reszta pewnie nie zna całego podłoża tej sprawy i myślę, że nie ma co tutaj specjalnie komentować. Kobieta spieprzyła mu jakąś część życia, miał prawo jej za to odpłacić tak jak uznał za słuszne.

26.04.2007
18:38
[41]

Jogurt [ Saladin ]

Wysia - ja nie mam praktycznego doświadczenia, Bóg tak mnie wynagrodził, że moi rodzice są razem, ale wydaje mi się, że bym się zachował identycznie jak SnT. Jestem mściwy, w moim świecie nie ma miejsca dla tak podłych osób. Wiem jak to jest gdy w związek wpier***a się osoba trzecia i rozbija wszystko. Mimo wszystko nie mam żalu do mojej byłej, a do tego sympatycznego pana. To jemu bym z chęcią wbił nóż w plecy.

26.04.2007
18:39
[42]

wysia [ Senator ]

Jogurt --> Jesli ktos nie potrafi sie opanowac przed 'sprzedaniem plomby' kobiecie na ulicy, bo go nagle taki impuls strzelil - niezaleznie od powodow - to powinien sie leczyc.

26.04.2007
18:41
smile
[43]

Téo [ Centurion ]

SnT - damski bokser

26.04.2007
18:43
[44]

ronn [ moralizator ]

Prawda jest taka, że to nie film. Każdy jest w jakimś stopniu winien, a wielkość tego "stopnia" zależy od okoliczności.

26.04.2007
18:43
[45]

uiouio1 [ Konsul ]

problem jest glebszy niz okreslenie "damski bokser"(olaboga...), napewno nie bedzie plakal z tego powodu

sa rozne sposoby radzenia sobie z problemami, rozumiem ze jej nie skatowal, tylko przylal z plaskacza, dajcie spokoj

26.04.2007
18:45
[46]

Lewy Krawiec(łoś) [ Cęturion ]

Hmm...
Spróbuję stworzyć analogię. Ojciec obiecał Ci, że Cię odwiezie do domu po szkole. Jednak przed przed wyjściem strzelił sobie 3 kielony. Ty o niczym nie wiesz. W drodze do domu macie wypadek. W wyniku kraksy tracisz powiedzmy lewą dłoń.
Do kogo masz większe pretensje? Do alkoholu, co Twojego ojca podkusił, czy do swojego rodziciela, który dał się przekonać koleżance butelce?

Skoro masz dobre stosunki z ojcem, to, czemu miałbyś mieć złe z jego partnerką? Wina nie leży tylko po jej stronie. Powiem więcej, większa część należy do Twojego ojca. On miał prawo jej odmówić. Nie zrobił tego. No i nie masz dłoni. Albo masz ją w pudełku na biurku.

26.04.2007
18:46
[47]

n2n [ Don Kermitto ]

Gandalf ---> Powinien odrazu kosę między żebra wpakować. Różni ludzie, różne reakcje.

26.04.2007
18:48
[48]

BIGos [ bigos?! ale głupie ]

Gandalf - to akurat ojciec mu spieprzyl zycie, bo ta kobieta nie miala wobec SnT zadnych zobowiazan. A ojciec mial i sie nie wywiazal. I kto tu jest winny?
Wybor partnerki do czegos zobowiazuje, do cholery, jak facet ma dziecko to powinien rozumiec pojecie "odpowiedzialnosc". A jak ktos jest tchorzliwym gnojem i nie potrafi byc ojcem dla swojego syna to wlasnie jemu nalezy sie 'plomba w ryj' od tegoz syna.
Tyle ze najczesciej rozgoryczone matki sacza rozne jednostronne historyjki nasaczone placzem i histeria do uszu progenitury. Bo pamietajmy, ze porzucona zona obwinia konkurentke, a nie meza, ktory jest w sumie najbardziej winny.

I stad wlasnie taki SnT, bijacy kobiety na ulicy z satysfakcja. Dokladnie widac po nim brak meskiej reki. Kto wie, moze po wpierdolu spuszczonym ojcowska reka nauczylby sie, ze kobiet sie nie bije?

26.04.2007
18:49
[49]

req_ [ shalom ]

U mnie była podobna sytuacja. Równiez ojciec "odskoczył" na bok i niestety to zawaliło zwązek moich rodziców, bo pojawiło się tam dziecko. Nie wgłębiając się w szczegóły - teraz rodzice czasem spotykają się ze sobą pogadać, zobaczyć co słychać itp. Ja również mieszkałem z matką, teraz sam, ale do ojca wpadam czasem kilkakrotnie w tygodniu, pogadać o filmach, wymienić się muzyką itp.itd. Poznałem również jego "żonę" i dziecko. Całkiem spokojne stosunki układają się między nami. Ale powiem Ci szczerze, że jeszcze jakieś 5 lat temu bardzo przejmowałem się całą sytuacją i również wyniłem kochankę (o! to brzmi jak telenowela!). Jednak po jakimś czasie poprostu zrozumiałem, że wina leży po obu stronach, a świat toczy się dalej i nie ma sensu marnować sobie młodości takimi nerwami.

Co do stosunków z jego kobietą, to chociażby wczoraj byłem u nich. Witam się per "witam", albo "szalom" (:)), rozmawiam z nia normalnie... wlasnie wczoraj tłumaczyłem jej, dlaczego nie powinna kupować komórki na abonament dla dzieciaka (kupiła i dzieciak nabił rachunek na XXX zł). Wiec podchodzę do tego wszystkiego w tej chwili na luzie. Też tak spróboj, chociaż początki mogą być trudne.


edit: bledy
edit2: druga czesc posta

Co do SnT --->
Jeżeli już musiałbym kogoś uderzyć, to zdecydowanie ojca. To był jego dobrowolny wybór, bo mógł wrócić.

26.04.2007
18:50
[50]

Gandalf [ Wizard ]

n2n --> Taa. I dla pewności przejechać jeszcze walcem.

Drogi mistrzu ironii, zamiast brać wszystko tak dosłownie, najpierw postaraj się wczuć w rolę dzieciaka ze spieprzonym dzieciństwem, w którym przez długi czas zbierała się uzasadniona nienawiść do pewnej osoby.

BIGos --> Byłeś przy tym? Znasz jego ojca i tę kobietę? Nie? Więc nie oceniaj po pozorach. :)

26.04.2007
19:31
[51]

Ace_2005 [ Szanowny Pan Prezes ]

Nigdy nie byłem w Twojej sytuacji, ale myślę, że wiem co bym zrobił. Napiszę to ze swojego punktu widzenia.

Jeżeli ta kobieta przyczyniłaby się naprawdę do rozbicia mojej rodziny to znając swój charakter nienawidziłbym jej. Z pewnością, odzywałbym się do niej na per pani i tego bym od niej oczekiwał w stosunku do swojej osoby. Dałbym jej to delikatnie do zrozumienia. W razie, gdyby próbowała mówić do mnie "na Ty", upomniałbym ją, że nie jesteśmy znajomymi. Chyba, żebym był niepełnoletni wywaliłbym tekst, coś w rodzaju "nie odzywaj się do mnie". Tyle, że grzecznie. Bieg lat w tym wypadku nie zmieniłby mojego stosunku do takiej pani. W żadnym wypadku.

Gdyby za rozpad małżeństwa moich rodziców odpowiedzialne byłoby któreś z nich, ale np. z powodu takiego, że ojciec jest alkoholikiem lub matka, znienawidziłbym, któreś z nich. Mój stosunek do takiego rodzica byłby z całą pewnością podobny, jak do powyższej pani.

W przypadku, gdyby oboje rodziców uznałoby, że z jakiegoś powodu nie pasują do siebie i ciągłe pozostanie w związku małżeńskim ze sobą nie ma sensu, czyli nie pasują do siebie, myślę, że nie miałbym za to pretensji do żadnego z nich. W takim wypadku, gdyby któreś chciało połączyć się z kimś innym zpupełnie by mi nie przeszkadzało.

27.04.2007
08:39
[52]

kocher [ Konsul ]

Skłonni jesteśmy zazwyczaj do postrzegania problemu w kategoriach białe-czarne. Ale Świat, nasze życie jest wielokolorowe. Problemy życiowe zazwyczaj są szare. Sądzę, że jeżeli dochodzi do rozpadu małżęństwa wszyscy uczestnicy konfliktu są winni, w mniejszym lub większym stopniu, ale wszyscy. Najbardziej na tym cierpią dzieci im mniej dorosłe tym bardziej. Ale takie jest życie. Co człowieka nie złamie to zahartuje.
Ważne jest to aby nie czynić więcej zła niż go jest obecnie. Nie eskalować nienawiści bo to do niczego dobrego nie doprowadzi. Nie pielęgnować w sobie żalu i chęci zemsty. Nie stawać się człowiekiem złym. Jeśli kocha się swoją matkę i ojca to się ich kocha bez względu na ich ułomności. Jeśli kochasz żonę, dziewczynę, a nie jest to tylko chwilowe zauroczenie będziesz ją kochał nadal bez względu na liczbę piegów czy rozstępów i grubość tkanki tłuszczowej.
Dość paradoksalne jest to że często dzieci powielają błędy swoich rodziców. Mówią: nienawidzę ojca bo odszedł do innej. Mija dwadzieścia lat i sam odchodzi do innej, bo zaślepiła go złość i nie zauważył, że problemy dnia codziennego są monotonne i szare.

27.04.2007
09:50
[53]

Artur20 [ Generał ]

W moich oczach SnT jest calkowicie usprawiedliwiony, jezeli bylo faktycznie tak jak pisze, za jakas zdzira uwodzila jego ojca. Nie uznaje wpieprzania sie z buciorami w obce zwiazki. Ale jezeli bylo odwrotnie to nie jej wina.

27.04.2007
10:50
[54]

cioruss [ oko cyklopa ]

spoko, na 50 postow w powaznej sprawie ledwie 3-4 wybily sie ponad poziom zaslepienia, a pierwszy dopiero z numerkiem 27..

wbijcie sobie do glowy, jesli inaczej sie nie da, ze:
1. za udany zwiazek odpowiadaja zawsze dwie strony (w tym przypadku: maz-zona). Jezeli mozna mowic o przyczynach rozpadu to tylko z winy obu partnerow.
2. rodzic nie jest niewolnikiem swojego dziecka i tez ma prawo do szczescia.
3. rodzice to tacy sami ludzie jak my i tez walcza, klamia oraz posuwaja sie do najgorszego, aby uzyskac swoje cele (np. zemsta po stracie partnera).
4. w pewnym wieku trzeba sciagnac klapki slepego uwielbienia i idealizowania bliskich, a zaczac myslec samemu.


do autora watku -> najprawdopodobniej nie ponosisz zadnej winy za rozpad Twojej rodziny, zrozumienie tego to podstawa do dalszego dzialania. a pozniej rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. i mysl sam.

27.04.2007
10:53
[55]

Cainoor [ Mów mi wuju ]

cioruss
Przykro mi, ale się z Toba nie zgadzam w jednym punkcie.
"1. za udany zwiazek odpowiadaja zawsze dwie strony (w tym przypadku: maz-zona). Jezeli mozna mowic o przyczynach rozpadu to tylko z winy obu partnerow."
- Nie jeden znam przypadek, że za rozpad związku winny był tylko i wyłącznie jeden partner.

Z resztą się zgadzam.

27.04.2007
11:07
[56]

cioruss [ oko cyklopa ]

Cainoor ->

moze z bliska tak to wyglada, ale gdy zrobisz 10 krokow w tyl, to nagle okazuje sie, ze sprawy maja sie inaczej.
np. partnerka od czasu hucznego wesela przestala starac sie o uwage meza myslac, ze nie ma juz takiej potrzby skoro dopiela swego. on, przyzwyczajony do seksownej bielizny (upraszczam i to bardzo) wciaz szuka podniet do ktorych nawykl i daje sie uwiesc kobiecie o wspanialym staniku.
zona powie: wszystko bylo ok, ja tu sprzatam i dzieci rodze, a on za innymi sie oglada, to jego wina, ze mnie zdradza! on: no nie wiem, jakos tak wyszlo, sam nie rozumiem dlaczego..
to kto jest winien? kochanka? sam maz?
oboje: maz i zona. w podobnym stopniu. przez pojscie na latwizne i lenisto, ktore zaczelo sie wiele, wiele lat wczesniej.
powyzszy przyklad, zaznacze ponownie, jest tylko powaznym uproszczeniem. chce pokazac, ze rozpad komunikacji pomiedzy partnerami prowadzi do rozbicia sie zwiazku, a na samym koncu punkt widzenia na cala sprawe zawsze bedzie zalezny od punku siedzenia i malo kto sie przyzna, ze zaniedbal rozmowe ze swoim partnerem, zwlaszcza jesli czuje sie poszkodowany.

27.04.2007
11:14
[57]

cioruss [ oko cyklopa ]

dodam jeszcze, ze powyzsze tyczy sie sytuacji 'klasycznej'. swiadom jestem, ze jest milion malzenstw, ktore rozpadly sie z powodow, ktore nalezaloby rozwazac indywidualnie, powiedzmy przez ciezka chorobe. temat jest jednak zbyt obszerny, aby mozna bylo uniknac uproszczen.

27.04.2007
23:33
[58]

msapps [ Centurion ]

a jak ci urwie jedna nowe a z druga zostaniesz?? wiec przemysl to jeszcze raz

28.04.2007
00:23
smile
[59]

Coy2K [ Veteran ]

widze, ze nie tylko SnT taki popieprzony, pare osob rowniez wykazuje podobne sklonnosci do bicia kobiet... jedno to powiedziec pare ostrych slow, ale drugie to bic kobietę, naprawde paru ostro pierdolniętych tu ludzi

(...)miał prawo jej za to odpłacić tak jak uznał za słuszne.

faktycznie, mogł tez wyciągnąć pistolet i strzelić jej w łeb... jestes takim samym imbecylem jak SnT i uwazam za mega-frajerstwo postępowanie osoby, ktora nie jest w stanie wygarnąć nawet ojcu co czuje w takiej sytuacji ( bo zeby ojcu sprzedać "plombe" pewnie nie miał jaj ) tylko uderzyc kobietę... aż dziwne ze nie wytoczyła mu sprawy o pobicie

28.04.2007
00:35
[60]

Gandalf [ Wizard ]

Dżizas, Coy...

Czy ja napisałem, że chętnie sam dowaliłbym tej kobiecie? SnT nawet nigdzie nie stwierdził jak to dokładnie wyglądało - może dostała od niego zwykłego liścia? Zresztą nawet gdyby dostała od niego mocniej (raz, a porządnie), to co w tym takiego wielkiego? Przecież nie skatował jej i nie napieprzał po ryju aż nie padła...

Nigdy w życiu nie będę szanował facetów, którzy biją kobiety, ale w tym przypadku widzę akurat dość sporą okoliczność łagodzącą. Nie pochwalam czynu, ale jestem skłonny zrozumieć taką reakcję.

[61] Tak, tak, rzućcie się teraz na niego wszyscy. Pokażcie mu, jaki z niego debil. Na pewno się bardzo waszą opinią będzie przejmować...

28.04.2007
00:38
[61]

Behemoth [ Ayrton Senna ]

SnT --> mam taką znajomą na uczelni co strasznie mnie drażni. Za ile polskich złotych skułbyś jej ryja? (płacę połowę z góry)

28.04.2007
09:16
[62]

Lupus [ starszy general sztabowy ]

Mam cos podobnego w rodzinie. Mój chrześniak ma właśnie tak, że jego rodzice ( w tym mój szwagier) się rozeszli. Każde z nich ma obecnie swoich partnerów , z tym ze rozeszli się na pusto tzn. nie mieli w tym czasie nikogo innego. Dopiero po jakimś czasie sobie znaleźli. On się tym nie przejmuje. Po prostu przyjąl to za układ losu i nie manifestuje w zaden sposób swojej niechęci czy wrogości . Czasami spotykamy się w większym gronie rodzinnym i przy jednym stole siedzi on, jego ojciec, jego nowa partnerka i jej córka. Z oczywistych względów nie ma jego matki.

Nie ma sensu robic cyrków Nie warto. Robi się tym samym przykrość staruszkom. Każdy ma prawo do takiego ułożenia sobie życia żeby byc szczęśliwym. Skoro rodzice nie byli ze sobą szczęśliwi to na pewno musiały byc tego jakieś powody.

Nie mozna nikogo potepiać za to, że się rozwiódł czy odszedł do kogoś. Kazdy z nas może byc w takiej samej sytuacji, że uczucie gdzieś znika i co, wtedy męczyć się w takim związku do końca życia, czy czerpać z niego radość w związku z inną osobą ?. A tzw. przysięga małżeńska to w obecnych czasach niestety tylko pusy frazes, zalezny od woli danej osoby. Przykład ; córka obecnego prezydenta, czy syn Wałęsy.

Przyjmij swoją sytuację za fakt i nie rób sobie dodatkowego wroga. Ta kobietę traktuj normalnie . Możesz się do niej zwracać "per pani" a z czasem jezeli sama to zaproponuje ."na ty". Obrażanie się, ignorowanie czy eksponowanie wrogości jest dziecinne i świadczy o niedojrzałosci do rozumienia problemów dorosłych ludzi. .

28.04.2007
22:31
[63]

req_ [ shalom ]

Jasne, różnie bywa. Ale jeżeli ktoś ma dzieci, i to poniżej (na przykład) 12 roku życia, to nie powinien robić odskoków na bok, ciązy na nim jakaś odpowiedzialność.

29.04.2007
22:09
[64]

SnT [ U R ]

Naprawdę mało mnie obchodzi to co o mnie piszecie.
Nie znacie sytuacji. Nie wiecie przez co przechodziła moja Mama, przez co przechodziłem ja.
Jedna sprawa - nigdy nie skrzywdziłem żadnej kobiety, czy to psychicznie czy fizycznie. To był jedyny raz kiedy nie wytrzymałem. Ale naprawdę tego nie żałuje - bo ta "kobieta" jest dla mnie nikim.

Fakt że próbowała pobić moją mamę - jest pewnie dla Was bez znaczenia. Damski boxer ze mnie.

A i jeszcze jedno - ojca faktycznie nie uderzyłem, jedyne co to po prostu powiedziałem mu że się go wstydzę i że stracił coś co się nazywa AUTORYTET - w moich oczach.

Pozdrawiam.

29.04.2007
22:16
[65]

umek [ Szczęśliwy Konfident ]

SnT- nie przesadzaj, rozumiemy Cię, po prostu ktoś musi być 'wrogiem obecnego wątku'...

Powiem więcej- wręcz doceniam to, co zrobiłeś dla swojej matki

Nigdy w takiej sytuacji nie byłem, nie wiem, co bym zrobił

29.04.2007
22:30
[66]

SnT [ U R ]

umek >>> pisz za Siebie. Ja naprawdę rozumiem to co inni napisali. Rozumiem to oburzenie. Smuci troszkę jedynie to że oceniają nie znając do końca sprawy i mnie.
Bo niektórzy słysząc "zdrada" widzą jakieś romantyczne love story....

29.04.2007
22:32
[67]

umek [ Szczęśliwy Konfident ]

Ech, sry, nie chciałem zabrzmieć wrogo...

29.04.2007
22:35
[68]

SnT [ U R ]

Ja też.

...napisałeś "rozumiemy Cię (...)" możesz co najwyżej powiedzieć że Ty mnie rozumiesz.

Pozdrawiam!

29.04.2007
22:44
[69]

umek [ Szczęśliwy Konfident ]

ok, więc spoko

29.04.2007
22:54
smile
[70]

Aenye [ Pretorianin ]

Jaki ja mam stosunek do kobiety mojego ojca? Nienawidzę jej a ona mnie chociaż nigdy się nie spotkałyśmy, ale miałam tą nieprzyjemność prowadzić z nią krótką konwersację przez telefon ;] Biatch ;D

29.04.2007
23:15
smile
[71]

HopkinZ [ Senator ]

zmieszany89 -->

odnośnie Twojego stosunku do kobiety ojca:

wydaje mi się, że wciaż (mimo kilku lat) nie okrzepłeś po tym co się stało.

W sobie mam uczucie nienawisci do niej, bo to wlasnie ona rozbila malzenstwo moich rodzicow.
Jeżeli po kilku latach wciąż podchodzisz do tego z takimi emocjami, to jestem nawet bardziej niż pewien, że po tym nie okrzepłeś. Jest to dziwne i bardzo, bardzo niezdrowe dla Ciebie. Pamiętaj, że więzy krwi są między Tobą a rodzicami. Lecz Twoich rodziców łąćzy "tylko" sakrament małżeństwa. Jeżeli to faktycznie ona rozbiłą małzeńśtwo Twoich rodzciow to nie masz zadnego przymusu jej lubić, czy nawet jej szanowac. ./ignor, ./ban i to wszystko co ma od Ciebie. O wiele bardziej prawdobopodobne jednak jest, że 1) ona byla jednym z wielu powodow 2) byla impulsem do przelamania jakiejs niewygodnej sytuacji, ktora od dawna toczyła maleństwo Twoich rodzicow. Tak czy siak wina może leżeć bardziej po stronie Twoich rodzicow niz tej kobiety.

Nie ma nic dziwnego w tym, ze czujesz sie w jej towarzystwie dziwnie. Jednak skoro czesto widujesz sie z ojcem to i z biegiem czasu powinienes nabrac do niej wiekszego dystansu i w koncu ją zaakceptowac (w koncu Twoj ojciec wciaż z nią zyje; nie zostawila go, a to też cos musi znaczyc).

I gwoli nieofftopicowania od tematu nadanego przez autora:
Ja mialem to "szczescie", ze kobieta zostawila mojeg ojca, wiec udalo mi sie jej nawet nie poznac. Co prawda malzenstwo rodzicow zostalo skutecznie rozwalone, ale mowi sie trudno i zyje sie dalej.

No i na koniec sztamopowo do bólu. Czas naprawdę leczy rany, a włączenie emocji na cały regulator w takich chwilach jest ostatnim, co powinnismy stosowac (vide sytuacja SnT).

<-- cioruss

© 2000-2021 GRY-OnLine S.A.