GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

O filmach science fiction

25.04.2007
01:24
smile
[1]

alpha_omega [ Senator ]

O filmach science fiction

Sci-Fi (cz. pierwsza)

Planeta: Polska

Produkcje science-fiction nie cieszą się w Polsce szczególnym zainteresowaniem. Dotyczy to zarówno literatury – na półkach poświeconych ogólnie pojmowanej fantastyce dominują dzieła z gatunku fantasy, jak i – choć to stwierdzenie dla niektórych jest dyskusyjne – sztuki filmowej. Wydaje się, że wciąż pokutuje u nas pogląd wedle którego wszelką fantastykę uznaje się za niewarte uwagi bajeczki; w sam raz dla bujających w obłokach marzycieli, którzy wierzą w istnienie pozaziemskich cywilizacji. Myśląc w ten sposób wyrządza się jednak wielką krzywdę zarówno sobie, jak i tej niezwykłej dziedzinie sztuki. I nie chodzi tu wcale o to, że według szacunków naukowców istnienie rozwiniętych form życia na innych planetach jest wielce prawdopodobne, ani nawet oto, że stworzenie sztucznej inteligencji nie jest znowu tak odległą i nierealną perspektywą jak to się niektórym sceptykom wydaje. Mam tu raczej na myśli fakt, iż science-fiction jest gatunkiem, który jak żaden chyba inny umożliwia konkretyzację abstrakcyjnych problemów, morfizację abstrakcyjnych pojęć i teorii, która czyni z dzieł fantastyki naukowej swego rodzaju przypowieści czy moralitety.

Jak szansa wpadła w zieloną dziurę czyli o komercyjnym połknięciu sensu

Fantasy miało szczęście. Najpierw pojawił Harry Potter będący podręcznikowym przykładem tego, jak działa dobrze przeprowadzona kampania reklamowa. Później poszło z górki: na fali zainteresowania dziełem J.K.Rowling przypomniano sobie o starszych, klasycznych pozycjach. Cały świat wtulił nosy w niezliczone wydania Władcy Pierścieni. Nowe książki, na równi z przekładami starszych, pojawiały się jak grzyby po deszczu; za nimi szły ekranizacje, gry komputerowe, wszelkiej maści gadżety itp. Science-fiction takiego szczęścia nie miało, choć nie tak dawno pojawiła się szansa, że będzie inaczej.

W 1999 roku do kin wszedł film braci Wachowskich pt. Matrix (macierz, matryca) i natychmiast wzbudził olbrzymie zainteresowanie krytyków i publiczności. Historia Thomasa Andersona, programisty zatrudnionego w firmie MetaCortex, prywatnie zaś hackera, który w osnowie niewyjaśnionych i zagadkowych wydarzeń nawiązuje kontakt z grupą niejakiego Morfeusza i odkrywa, że cała znana mu rzeczywistość jest fikcją spreparowaną na użytek niewolących ludzi maszyn, przypomniała odwieczny filozoficzny problem dotyczący granic ludzkiego poznania. Tak naprawdę nie mamy bowiem żadnej możliwości, ażeby przekonać się o tym, czy nasze życie nie jest jedynie snem, fantazją lub jakimkolwiek wyobrażeniem. Film podnosił zresztą i inne ciekawe zagadnienia. Stawiał np. pytanie czy warto w ogóle walczyć o uwolnienie się z fikcji, jeśli fikcją jest wyłącznie materialna rzeczywistość. Pytał więc i o to co jest istotą człowieczeństwa i o naturę prawdy i o naszą usilną chęć jej zgłębienia (partycypowania w rzeczywistości realnej) – nawet za cenę utraty dotychczasowej tożsamości. Kolejne części Matrixa (Matrix: Reaktywacja, Matrix: Rewolucje) zeszły jednak z wyznaczonego przez część pierwszą poziomu nastawiając się głównie na akcję i efekty specjalne.

Zielono mi - czyli o ufoludkach z swojskiego przedmieścia

Tutaj dochodzimy do sedna problemu jaki trapi fantastykę naukową. Jeśli sci-fi jest już czytane czy – w szczególności – oglądane, to zazwyczaj w nienajlepszym wydaniu lub przy skrajnie naiwnym odbiorze. Nie minę się chyba zbytnio z prawdą wyrażając przypuszczenie, że nawet tak popularna pierwsza część Matrixa jest dla znacznej części odbiorców po prostu szybką, dobrze opakowaną rozrywką nie skłaniającą do żadnych głębszych refleksji. Znaczyłoby to, że jej popularność nie ma wiele do czynienia z warstwą treściową dzieła. Niejakim potwierdzeniem powyższego jest istnienie całego zatrzęsienia cieszących się popularnością filmów science-fiction, które z gatunkiem tym tyle mają wspólnego, iż dzieją się w jakiejś przyszłości i pozwalają poznać wyobrażenia twórców na temat aparycji przybyszów z kosmosu. Jednym słowem - przynoszą jedynie charakterystyczną dla sci-fi otoczkę i nic poza tym. Bo prawdziwa fantastyka naukowa to refleksja nad naturą świata i człowieka, zapytanie o sens istnienia, próba rozjaśnienia granic poznania, wydobycia na światło dzienne zagrożeń i wyzwań jakie niesie przyszłość etc. Krótko mówiąc, fantastyka naukowa w pełnym znaczeniu tego słowa jest ze swej istoty filozoficzna. Często się o tym zapomina, często zrażamy się do tego gatunku obejrzawszy kilka mało wartościowych produkcji i - z drugiej strony - nierzadko uczymy się zgubnego nawyku oglądania tylko tego co łatwe i widowiskowe. A przecież mamy w historii science fiction parę pozycji wybitnych i to nie tylko jako dzieł sci-fi właśnie, ale jako obrazów filmowych w ogóle.

PS. Tak wiem, że śródtytuły nie pasują do stylu tekstu i nie obchodzi mnie to :)
PS2. Prosiłbym o podanie jakichś naprawdę wartościowych dziełe filmowych z gatunku fantastyki naukowej

25.04.2007
01:52
[2]

Vidos [ Senator ]

Harrego Pottera bym tutaj akurat odstawił na plan drugi.

Tradycyjną literaturą fantastycznonaukową jest sięgająca początków XIX w. (Frankenstein Mary Shelley), choć jej prawdziwy początek przypada raczej na lata 60. XIX w. i związany jest z rozwojem zarówno powieści przygodowej, jak i techniki – tu najważniejszym autorem jest Jules Verne: Pięć tygodni w balonie (1863), Wyprawa do wnętrza Ziemi (1864). Dzieje w zasadzie już XX-wieczne otwiera H. G. Wells z Wehikułem czasu (1895) i Wyspą doktora Moreau (1896). Tradycję polskiej s-f stworzył Jerzy Żuławski w trylogii księżycowej: Na srebrnym globie (1903), Zwycięzca (1910), Stara Ziemia (1911).

Polscy twórcy SF :

* Jerzy Żuławski
* Władysław Umiński
* Bruno Winawer
* Stanisław Lem
* Krzysztof Boruń
* Janusz A. Zajdel
* Konrad T. Lewandowski
* Rafał A. Ziemkiewicz
* Adam Wiśniewski-Snerg
* Marek S. Huberath
* Jacek Dukaj
* Edmund Wnuk-Lipiński

Zagraniczni twórcy SF

* Jules Verne
* Arthur C. Clarke
* Herbert George Wells
* Philip K. Dick
* George Orwell
* Ray Bradbury
* Isaac Asimov
* Orson Scott Card
* Robert A. Heinlein
* Frank Herbert
* Ben Bova
* William Gibson
* Michael Crichton


Do najważniejszych filmów fantastycznych należą: przede wszystkim Gwiezdne Wojny George'a Lucasa, Odyseja kosmiczna 2001 Stanleya Kubricka wraz z Odyseją kosmiczną 2010, na podstawie powieści Arthura C. Clarke'a oraz Łowca androidów (oryg. Blade Runner) na podstawie powieści Philipa K. Dicka. Kultowym dziełem jest także rozpoczęty w 1979 roku przez Ridleya Scotta cykl Alien. W rozwoju filmowej fantastyki ważną rolę odegrały też seriale telewizyjne: Star Trek, Babilon 5 i remake Battlestar Galactica.


SF zainspirowało także wielu grafików i malarzy. Niektórzy niemal w wyłącznie poświęcili się kreowaniu świata przyszłości tak jak Jim Burns.

25.04.2007
02:01
[3]

alpha_omega [ Senator ]

Hmm, HP jest tutaj przecież jedynie przykładem tego, jak jedno dzieło może stworzyć boom na dany gatunek literatury i ogólnie sztuki. Do wikipedii zaglądam i np. w życiu nie uznam Gwiezdnych Wojen za klasykę sci-fi, bo nie widzę zbieżności pojęcia klasyki z pojęciem popularności. Dlatego szukam informacji o filmach - również mniej znanych - ale za to charakteryzujących się artyzmem i głębią treści. Przykładem może być tutaj Blade Runner, Stalker czy nawet Battlestar Galactica (pod względem treści, bo film nie jest jakoś specjalnie stylizowany jak dwa pozostałe).

25.04.2007
02:19
[4]

Vidos [ Senator ]

No i tutaj się różnimy bo w moim przekonaniu Star Wars jest klasykiem kina SF jak i klasą samą w sobie jeśli chodzi o popularność i z całą pewnością nie tkwię
sam w tym przekonaniu.

25.04.2007
02:23
[5]

alpha_omega [ Senator ]

Co takiego wartościowego jest w Gwiezdnych Wojnach poza trafiającym do niektórych klimatem?

25.04.2007
02:33
[6]

Vidos [ Senator ]

alpha_omega

Właściwie to zadałeś pytanie retoryczne,częściowo odpowiadając samemu sobie.

''klimatem''

Poza tym wartało o to zapytać miliony fanów na świecie co jest takiego w tej serii że osiągnęła taką popularność.

25.04.2007
02:41
[7]

alpha_omega [ Senator ]

Vidos -----------------> Moda na sukces także cieszy się olbrzymią popularnością. Klimat natomiast nie wystarcza do uznania filmu za klasykę kina (to tylko teraz za klasykę bierze się dzieła popularne, bądź jako jedne z pierwszych eksploatujące daną tematykę); dzieło klasyczne to dzieło wybitne, głębokie. Takim dziełem jest Łowca Androidów, Stalker, a wśród seriali sci-fi moim zdaniem, choć mam pewne wątpliwości np. wspomniany Battlestar Galactica. Wszystkie te filmy nie poprzestają na samej akcji, poruszają problemy poważne i głębokie, dwa pierwsze są dodatkowo genialne w warstwie formalnej. Gwiezdne Wojny to zwyczajna jatka w popkulturowej oprawie, słabo zagrana i plastikowa, nastawiona na samą fabułę w takim jej rozumieniu, że czekamy co dalej i to nas wkręca. Tak sądzę.

I małe pytanie: co mają wspólnego StarWarsy z nauką?

25.04.2007
02:54
[8]

Vidos [ Senator ]

Nie no, nie porównujmy Mody na Sukces do SW to jest tylko tasiemiec cieszący się popularnością w przedziale wiekowym 45-moherowe berety.
SW jak i inne produkcje SF wyprodukowane w tym czasie a nawet i wcześniej po prostu miały popyt.
Dla czego era matrixa tak szybko minęła ? bo współcześni widzowie bardzo szybko się nudzą fantastyką,teraz o wiele większy rozgłos ma dobra książka SF niż film.
SW wyrobił sobie markę ot cała filozofia kariery tego jak i innych filmów,powieści i każda następna będzie większym lub mniejszym chitem.
Klasyk uznany raz jako takowy nie podlega zmianie to tak jak zabytek klasy 0.

Dobrze się gada,ale rano trzeba wstać.

25.04.2007
02:58
[9]

alpha_omega [ Senator ]

Vidos ---------------> Wyrobiły sobie markę, ale na nią nie zasłużyły. Są po prostu poznawczo puste, a śmiesznym byłoby uważać, że film pusty poznawczo należy uznać za klasykę fantastyki naukowej.

25.04.2007
03:02
[10]

Vidos [ Senator ]

To że na nią nie zasłużyły to jest twoje prywatne zdanie i ja nie mam zamiaru się z tobą kłócić,mam odrobinę odmienne ale jak sam zauważyłeś
to jest temat studnia.

25.04.2007
03:05
[11]

Yoghurt [ Legend ]

Vidos->
Po pierwsze, odpuśc to ciągłe cytowanie wikipedii.

Po drugie: cieszący się popularnością w przedziale wiekowym 45-moherowe berety.

Najstarsi fani SW sa w podobnym przedziale wiekowym. Nic nie udowodniłes.

Po trzecie- jedyne dobre SW to Empire. Koniec tematu.

Po czwarte:
Alpha->
Nie minę się chyba zbytnio z prawdą wyrażając przypuszczenie, że nawet tak popularna pierwsza część Matrixa jest dla znacznej części odbiorców po prostu szybką, dobrze opakowaną rozrywką nie skłaniającą do żadnych głębszych refleksji.

Bo jest papką i zlepkiem kilku tanich, modnych chwytów postmodernistycznego bełkotu, nie niosącą ze soba żadnych głębszych tresci ("Czy świat w którym żyjemy jesty prawdziwy?" Gnostyczne i bibilijne odniesienia? Wrzucenie do smaku Lewisa Carolla? Łaaaaał, odkrycie sezonu). Co nie zmienia faktu, że to wizualny majstersztyk, robiący wrazenie, i tego nikt Matrixowi nie odbierze.

A przecież mamy w historii science fiction parę pozycji wybitnych i to nie tylko jako dzieł sci-fi właśnie, ale jako obrazów filmowych w ogóle.

Owszem. Co w niczym nie przeszkadza stwierdzić, że 90% gatunku to pulpa, z czego wiele takich prostackich produkcji ogląda się z przyjemnoscią. Niewiele rzeczy da się sklasyfikowac w tej samej lidze co Blade Runnera, Stalkera, Obcego, Odyseję czy czy Boy & His Dog.

25.04.2007
03:12
[12]

alpha_omega [ Senator ]

Vidos ------------->Skoro masz odmienne zdanie to mi wyjaśnij jakie treści poznawcze niesie ten film, mówię o treściach głębokich, a nie jakichś banałach, bo jakiś sens daje się wyciągnąć ze wszystkiego. Np. Alien jest bardziej horrorem, niż sci-fi w ścisłym sensie, ale jest i tak daleko bliżej sci-fi, niż Gwiezdne Wojny, które z faktu tego, iż należą do sci-fi (w szerokim znaczeniu) nie wyciągają żadnego sensu: nie drążą tematu nauki, nie angażują treści filozoficznych, nie mają nic wspólnego z przymiotnikiem 'naukowy' - ot stwierdzają, że niegdyś będzie można sobie polatać w kosmosie i pomachać mieczem świetlnym, a teraz drogie dzieci 'bajka' na ten temat.

Yoghurt ----------------> Nie zgodzę się. Pierwsza część Matrixa stawia kilka głębokich i niezykle interesujących pytań, które jednak zmarnowane są przez 2 następne części. Choć również nie uważam Matrixa za dzieło genialne, czy specjalnie głębokie: po prostu dobre i dające jednak do myślenia.

25.04.2007
03:28
[13]

Vidos [ Senator ]

Yoghurt

Po pierwsze nie cytuję ciągle wikipedi,po drugie nie mam zamiaru tutaj niczego udowadniać to ty
sobie wkręciłeś jakieś chore przekonania którymi się kierujesz.

pfff

25.04.2007
03:48
[14]

alpha_omega [ Senator ]

Yoghurt------------>

Jakie pytania stawia Matrix?

Były różne podobne w warstwie sensu filmy np. Dark City, które wielu skłonnych jest stawiać ponad Matrixa i uważać ten ostatni film za plagiat. Nie widzą oni jednak podstawowej różnicy między Matrixem, a Dark City: w Matrixie ludziom żyje się dobrze. To jest bardzo ważna rzecz. Druga bardzo ważna rzecz - w Matrixie fałszywa jest tylko rzeczywistość materialna, w Dark City również sfera mentalna jest spaczona przez obcych. Filmy te zatem mówią o czymś zupełnie innym.

W Matrixie problem ułudy jest zatem jedynie problemem wyjściowym. Najważniejszą kwestią jest pęknięcie między fikcją świata materialnego, a rzeczywistością mentalną, której przysługuje znamię prawdziwości. Właściwie owa prawdziwość rzeczywistości mentalnej jest również problematyczna, gdyż przynajmniej część treści tej rzeczywistości czerpiemy z analizy świata materialnego (humanistyka, a nauki ścisłe - fizyka. Te pierwsze funkcjonowałyby w Matrixie, drugie [fizyka] niekoniecznie, w każdym razie byłyby bardziej fikcyjne, niż humanistyka). W każdym bądź razie rzeczy tak istotne jak np. wygląd człowieka są dokładnie skopiowane do rzeczywistości Matrixa, w Matrixie myślimy też swoim własnym mózgiem, a zatem możemy powiedzieć, że przynajmniej na gruncie interakcji międzyludzkiej sfera rzeczywistości mentalnej posiada cechę prawdziwości. Znaczy to tyle że miłość, nienawiść, zazdrość, zwątpienie itp. wszystko to jest realne i w podobnych okolicznościach w pełni realnym świecie zadziałały by tak samo (tu jest jednak jeszcze problem tego, jak materialność wpływa na sferę mentalną; czy oszustwo w sferze materialnej naprawdę jest tak nie do przyjęcia? jak się ma do tego wolna wola?). W dodatku Matrix jest tym lepszym światem w odróżnieniu od ponurej, pustej rzeczywistości realnej. Tutaj pojawia się problem prawdy i różnych stosunków do niej. Neo np. decyduje się porzucić dotychczasową tożsamość, ażeby walczyć o świat w pełni realny, czyli właściwe porzuca to kim jest dla prawdy materialnej. Inna postać - nie pamiętam już jak się nazywała (dawno oglądałem) - wybiera inaczej. Dlaczego? Czym jest prawda? Jak my sami zachowalibyśmy się w sytuacji takiego wyboru? Co stanowi o naszej tożsamości. Jaka część rzeczywistości mentalnej jest uzależniona od rzeczywistości fizycznej? Czy część z nas nie śni w podobny sposób jak społeczność Matrixa, czy każdy z nas nie śni przynajmniej w pewnym stopniu?

To tylko kilka podstawowych pytań. Matrix naprawdę nie jest taki głupi jak się wydaje, postawić pytania to już bardzo wiele powiedzieć.

25.04.2007
08:27
[15]

caramucho [ Pretorianin ]

Wracając do pierwszego postu chciałbym zauważyć że cały ten kryzys jest również zjawiskiem na skalę globalną gdyż patrząc na to co się czyta i sprzedaje nie ma książek o takiej sile przebicia jak fantasy co też w pewnym stopniu przekłada się na produkcje filmowe. Gdyby dodać to tego produkcje historyczne z silnymi elementami fantasy bilans ten byłby jescze gorszy.
Co spowodowało ten kryzys?
Na pewno nie Harry Potter sam w sobie ani nie sukces kinowy Władcy Pierścieni. Niewątpliwe są to ważne czynniki ale wpisują się tylko w pewną całość.
Sf przeżywało swój rozwój i szczytowy okres w latach 70' i 80' nie jest to przypadek, jest to w końcu okers zimnej wojny, programy zbrojeń, misje apollo lądowanie na księżycu, satality, szpiedzy wszystko to stwarzało poczucie zagrożenia jak i nadzieje na które literatura i kino sf przynosiło pewną odpowiedź a na pewno się świetnie wpisywało w otaczającą ją rzeczywistość.
Sukces Gwiezdnych Wojen? Odpowiedzi zdaje się że sam Lukas jej udzielił to była i jest bajka przeniesiona w odległy czas i przestrzeń.
Dziś zmieniła się rzeczywistość zminiły się i gusta fantasy z natury rzeczy nie stawia takich problemów jak sf pozatym jest łatwiejsze warsztatowo ponieważ rzeczywistość w nim nie musi się opierać na pewnych przesłankach naukowych choćby minimalnych.


Jeśli chodzi o filmy to wymieniliście same sztandarowe produkty zapominając o kilku przyzwoitych produkcjach klasy B i kinie czysto rozrywkowym.
Tak więc podaje:
Terminator, 12 Małp , Koziorożec 1, Cube , 5 Element, Lot nawigatora, Bliskie Spotkania III stopnia, Park Jurajski, Stalker, Powrót do Przyszłości, Faceci w Czerni, Pamięć Absolutna, Johny Mnemonic, ET, Wiecznie Młody, Tajemnica Syriusza, Gatunek, Ucieczka z NY, Ucieczka Logana, Czynnik Psi, Dzień Tryfidów, Kosiarz Umysłów, Obi - Oba Koniec Cywilizacji, Widmo, Mechaniczna Pomarańcza, Raport Mniejszości, Żona Astronauty, Ghost in the Shell, Zakazana Planeta, Truman Show, Rollerball THX 1138, Robocop, Kokon, Krew Bohaterów, Tajemnica Andromedy, Fire in the Sky, K-Pax, Equlibrium, Dzień Świstaka, Planeta Małp, Coś, 256 stopni Farenhaita, Seksmisja, Predator, Mad Max, Pan Kleks, Gry Wojenne, Ostatni Brzeg, Flash Gordon, Tron;

Seriale: Archiwum X, Mroczne Nieba, Sea Quest, Ziemia 2, Po tamtej stronie, Pierwsza Fala, Nieustraszony, Czerwony Karzeł, Babylon 5,

Z pisarzy wspomnę jeszcze o Strugackich, R. Zelaznym, R. Silverbergu i G. Wolfie

25.04.2007
10:31
[16]

Ezrael [ Very Impotent Person ]

Yoghurt - W kwestii Matrix polecam książkę "Wybierz czerwoną pigułkę", być może jej nie czytałeś. To zbiór esejów filozofów, technologów, wynalazców, pisarzy s-f itd. W bardzo interesujący sposób pozwala wgłębić się temat samego Matrix, jak i założeń filozoficznych i religijnych, na których film się opiera. Co ciekawe - zawarte są w niej różne poglądy na to, czy film "jest postmodernistycznym paradygmatem czy pozą" (to tytuł dwóch esejów, które analizują problem z dwóch różnych punktów widzenia).

W każdym razie, bez względu na to, czy uważasz Matrix za film akcji, czy doszukujesz się w nim głębi - książką raczej się nie zawiedziesz.


Z dzieł kinematogafii s-f do listy dorzuciłbym jeszcze:

The Abyss

Contact - obowiązkowo

Dune Lyncha - tylko w wersji reżyserskiej, która jest pozbawiona głównej i jedynej chyba wady pierwszej edycji - nadmiernych skrótów i spłycenia. Oczywiście w tym wypadku koniecznie należy zapoznać się z książką.

Ciekawą pozycją jest niedoceniony trochę Final Fantasy

Skoro już przy filmach animowanych jesteśmy - koniecznie obejrzyjcie Gandahar, jak dla mnie rewelacyjny film.

Gattaca - również nie słyszałem, żeby było o nim specjalnie głośno, a film jest świetny.

Impostor - na podstawie Dicka

Solaris - cóż... niewiele pozostało w nim z książki, ale mnie się podoba ze względu na jego oniryczność

25.04.2007
10:35
smile
[17]

ronn [ moralizator ]

1984r to SF? Imo, Tak!

Ja chciałbym zobaczyć ekranizacje Limes Inferior, albo Cylindra Van Troffa!

25.04.2007
10:37
smile
[18]

Ezrael [ Very Impotent Person ]

Tylko gdzie by się tam zmieścił wykład z ekonomii punktowej? :)

25.04.2007
10:39
smile
[19]

kkkkkkrystian [ Generaďż˝ ]

FILMY SCIENCE - FICTION Są NAJLEPSZYM GARUNKIEM FILMóW I WYDAJE MI SIę ZE KAZDEMU SPASUJą

25.04.2007
17:44
[20]

Yoghurt [ Legend ]

Vidos-> Tak tak, masz oczywiście racje.
Idź do domu.


Alpha->
Jakie pytania stawia Matrix?

Wszyscy wiemy, jakie, jesli choć trochę polurkowaliśmy tu i ówdzie i posiadamy odpowiednią wiedzę. Tu nie rozchodzi sie o to, czy on pytania zadaje- owszem, zadaje, nie chodzi też o to, jakie. Idzie rzecz cała o sposób, w jaki je stawia i o doprawianie ideologii do czegoś, co liźnięto ledwie po łebkach, by Matrix nie był zwykłą siekanina. Po wielkortonym obejżeniu tego filmu wszelkie te nawiazania nie mają siły wyrazu, bo nie Wachowscypo raz pierwszy grzebali w wiadomych tematach i nie oni zrobili to najlepiej, ba, nawet nie dobrze, a zaledwie poprawnie.

Były różne podobne w warstwie sensu filmy np. Dark City, które wielu skłonnych jest stawiać ponad Matrixa i uważać ten ostatni film za plagiat. Nie widzą oni jednak podstawowej różnicy między Matrixem, a Dark City: w Matrixie ludziom żyje się dobrze. To jest bardzo ważna rzecz. Druga bardzo ważna rzecz - w Matrixie fałszywa jest tylko rzeczywistość materialna, w Dark City również sfera mentalna jest spaczona przez obcych. Filmy te zatem mówią o czymś zupełnie innym.

Trudno nie dostrzegać podobieństw miezy tymi filmami, gdyż oba czerpia z tych samych źródeł a ich twórcy mieli podobny zamysł. Ale w kwestii "ambitnego SF" trudno wymyślic coś nowego, bo do buddyzmu, gnostycyzmu, biblii, podań i zadumy nad miejscem istoty ludzkiej na ziemi i we wszechświecie sięgali już Asimov, Haldeman, Strugaccy, Lem w swych książkach, a za jedną z najlepszych rzeczy w tym gatunku (o wiele lepszą od Matrixa, choć opierająca się na nieco innym schemacie scenariusza, ale sięgająca do tych samych źródeł) jest taki Stalker czy Blade Runner, albo prawdziwy Misz masz gatunkowy- Drabina Jakubowa. Już nie wspomne o waleniu żywcem przez Wachowskich wielu motywów z Invisibles Morrisona.

Właściwie owa prawdziwość rzeczywistości mentalnej jest również problematyczna, gdyż przynajmniej część treści tej rzeczywistości czerpiemy z analizy świata materialnego (humanistyka, a nauki ścisłe - fizyka. Te pierwsze funkcjonowałyby w Matrixie, drugie [fizyka] niekoniecznie, w każdym razie byłyby bardziej fikcyjne, niż humanistyka). W każdym bądź razie rzeczy tak istotne jak np. wygląd człowieka są dokładnie skopiowane do rzeczywistości Matrixa, w Matrixie myślimy też swoim własnym mózgiem, a zatem możemy powiedzieć, że przynajmniej na gruncie interakcji międzyludzkiej sfera rzeczywistości mentalnej posiada cechę prawdziwości. Znaczy to tyle że miłość, nienawiść, zazdrość, zwątpienie itp. wszystko to jest realne i w podobnych okolicznościach w pełni realnym świecie zadziałały by tak samo (tu jest jednak jeszcze problem tego, jak materialność wpływa na sferę mentalną; czy oszustwo w sferze materialnej naprawdę jest tak nie do przyjęcia? jak się ma do tego wolna wola?). W dodatku Matrix jest tym lepszym światem w odróżnieniu od ponurej, pustej rzeczywistości realnej. Tutaj pojawia się problem prawdy i różnych stosunków do niej. Neo np. decyduje się porzucić dotychczasową tożsamość, ażeby walczyć o świat w pełni realny, czyli właściwe porzuca to kim jest dla prawdy materialnej.

Tu się nie ma co kłócić, bo jest to rzecz oczywista, czerpiąca zresztą sporo z buddyzmu. Ale problem nie lezy, znów powtórze, w tym, że te pytania nie sa zadawane- bo sa. Cały wic to to, jak Wachowscy podeszli do tematu- czuje się, że własnie te fundamentalne pytania zadano nie po to, by człowiek pomyślał, ale po to, by dorzucić nutkę "ambytności" do wizualnie zajebistej papki.

Inna postać - nie pamiętam już jak się nazywała (dawno oglądałem) - wybiera inaczej. Dlaczego?

Cypher się zwał. A dlaczego? Z natury człowiek jest istotą leniwą i wygodną.

Matrix naprawdę nie jest taki głupi jak się wydaje, postawić pytania to już bardzo wiele powiedzieć.

Nigdy nie twierdziłem, ze jest totalnie głupi. Jest naiwny pod wieloma względami i infantylnie podchodzi do problemu, szczególnie do mesjanizmu Neo. Choć faktem jest, iż samo zadanie tych pytań się chwali. Szkoda, że całosc zaprzepaszczono. Ale dla mnie M2 i M3 po prostu nie ma, te filmy nigdy nie zostały nakrecone :)


Ez-> Czytałem oba te eseje w sieci i skłaniam się ku pozie, zaś sam termin "postmodernistyczny"uwazam za tak wyświechtany i naduzywany w stosunku do wszystkiego, co nie jest "standardowe", że aż mi wysypka się pojawia, gdy słysze to słowo :)

25.04.2007
18:47
smile
[21]

Xaar [ Uzależniony od Marysi ]

Matrix ssie w porównaniu z serią Animatrixa. Jest tam kilka perełek s/f :)

25.04.2007
19:01
smile
[22]

Cainoor [ Mów mi wuju ]

Napisać, że Star Wars to nie jest klasyka science fiction, to jak powiedzieć babci, że jest dziadkiem.

25.04.2007
19:03
smile
[23]

Xaar [ Uzależniony od Marysi ]

No niech będzie fiction, ale science to nic tam nie jest :)

edit: i do tego nuuuuda jak cholera - a ostatnia część to już chyba osiągnęła szczyt w tej dziedzinie :)

25.04.2007
19:05
[24]

Paudyn [ Kwisatz Haderach ]

Dla mnie jednym z najbardziej niedocenionych (poza sympatykami gatunku) filmów był, jest i pozostanie Blade Runner, na którym parę razy miałem okazję popaść w zadumę :>

25.04.2007
19:05
[25]

Yoghurt [ Legend ]

Kejnor-> Wielokrotnie juz udowadniano, ze Star Wars z science ma niewiele wspólnego, a sama historyjka mogłaby sie toczyc w średniowiecznym klimacie i właściwie niewiele by straciła, tylko zapewne zamiast statków kosmicznych fruwały by gryfy i smoki. Bo Czarny Rycerz, zły imperator, księzniczka do ratowania, typ robin hooda, jego towarzysz o budowie Małego Johna i ciotowaty protagonista cięty pod doniczkę już są.

25.04.2007
19:14
[26]

Ezrael [ Very Impotent Person ]

Yoghurt - Nie dziwię Ci się, bo ja mam to samo m. in. z wyrażeniem "muzyka alternatywna" :)
Niemniej jednak i tak wolę obejrzeć choć próbę pokuszenia się o coś ambitnego, niż po prostu efektowną rąbankę (nie żebym miał coś przeciwko tej ostatniej raz na jakiś czas). Dlatego takiego na przykład Equilibrium, choć również efektownego, obejrzałem zaledwie dwa razy w życiu i to z bardziej z nudów za drugim razem - czysty Orwell, zero oryginalności.

Xaar - Faktycznie, zapomniałem o Animatrix. Idę się wychłostać. To jest faktycznie ambitny film, nie tylko ze względu na fabułę, ale także sposób jej realizacji - odcinek o uczłowieczaniu robota jest po prostu majstersztykiem.

25.04.2007
19:18
[27]

Cainoor [ Mów mi wuju ]

Yoghurt
I co w związku z tym? Pokaż mi w średniowiecznej stoczni statek typu X-Wing :)
Z samym science może i Star Wars ma niewiele wspólnego (chociaż hologramy postaci przesyłane na tak wielkei odległości to się nawet arabom nie śniły), ale jeśli chodzi o gatunek science-fiction (czy jakby tam inaczej go nazywać: science fiction fantasy, space opera itp), to chyba kwalifikuje się w pełni?

25.04.2007
19:20
[28]

ronn [ moralizator ]

Zgadzam się z Yogurthem. Star Wars, to jest "futurystyczny" odpowiednik Władcy Pierścieni, czyli klan dla młodzieży.

25.04.2007
19:25
smile
[29]

Cainoor [ Mów mi wuju ]

ronn
A czy Władca Pierscieni to nie jest klasyka fantasy?

25.04.2007
19:32
[30]

ronn [ moralizator ]

Cainoor
Być może i klasyka. Jednak dla mnie co najwyżej przydługa i nudna historyjka dla 12 latków. Te wszystkie zdrady, tajemnice oraz monologi wewnętrzne Froda na 40 stron książki, albo 30 minut wersji reżyserskiej filmu.. Panie daj pan spokój! :)

25.04.2007
19:37
smile
[31]

Elven Huntress [ Chor��y ]

Piąty Element.... Leci w poniedziałek na polsacie... Stary ale jary film sf:-)

25.04.2007
19:37
smile
[32]

wysia [ Senator ]

ronn --> Nie wiem nawet ile juz plebiscytow na najlepsza ksiazke ever (nawet nie tylko fantasy) Wladca wygral na calym swiecie. Cos cholernie duzo dwunastolatkow glosowalo...

25.04.2007
19:39
smile
[33]

ronn [ moralizator ]

wysia -->

12 latek to mentalność, 12 latek to styl życia :)

25.04.2007
19:41
[34]

maev [ immamentna smuga ]

Ostatnio miałem okazje obejrzeć Sunshine ("W stronę słońca") w kinie. Kawał dobrego, klimatycznego filmu science fiction. Polecam :) Trochę ustępuje np Event Horizon, ale klimat jest świetny.

25.04.2007
19:46
smile
[35]

Paudyn [ Kwisatz Haderach ]

Tym razem to ja zgodzę się z ronnem (nie zaś on ze mną :>) co do Władcy Pierścieni. Może gdybym ksiązkę przeczytał w podstawówce, nie zaś w liceum, to wywarłaby ona na mnie większe wrażenie. Owszem, dla początkującego jest to z pewnością dobra pozycja, jednak dla bardziej zaawansowanego czytelnika dzieło to nie będzie już imho żadną atrakcją. Ogrom świata, języków, ras itp. nie zrekompensują naiwnego czarno-białego świata, przejaskrawionych i bezjajecznych postaci oraz patosu bijącego z każdej niemal strony powieści. Owszem jest to kanon i jako takowy mogę ksiązkę polecić, natomiast nigdy nie znajdzie się ona na szczycie mojej top listy.

Jeśli ktoś chce zapoznać się z prawdziwym rodzynkiem fantasy, to polecam Pieśń Lodu i Ognia.

25.04.2007
20:02
[36]

Taven [ Generaďż˝ ]

Po trzecie- jedyne dobre SW to Empire. Koniec tematu.

SW? Star Wars? Czy ja dobrze widzę? Jedyne dobre? Bój się Boga, Yoghurt...

Cainoor <--- z bólem się kwalifikuje. Zresztą po co to kwalifikować? SW to baśń, ze wszystkimi jej cechami, maksymalnie klasyczna i w swój sposób genialna. Tacy Bitlesi kinematografii. :)

ronn<--- WP nie ma co do reszty powieści fantasy porównywać. To raczej opowieść zrobiona na modłę rycerskich epopei, etosów szlacheckich, idealnie wpisująca się w tą konwencję - patetyczność, maaasa opisów, nacisk na świat (bo fabuła jest do bólu przewidywalna i oklepana), schematyzm itp. Tolkienowi udało się jednak (poza stworzeniem legendarnego już dziś świata) upleść to wszystko w realia fantasy z mrożącą krew w żyłach perfekcją.

W ogóle WP należy raczej rozpatrywać w kategoriach fenomenu kulturowego niż książki. A jak ktoś już się uprze to pamiętajcie - nikt Homerowi nie wypomina, że przynudza i traktuje momentami czytelnika jak dzieciaka - a wielkości Iliady nikt nie kwestionuje.

Trochę relatywizmu, guys, c'mon! :)


maev <-- Sunshine świetny przede wszystkim koncepcyjnie i technicznie (chociaż może nie w tej kolejności), ale scenariusz troszkę kuleje - raczej niewykorzystany potencjał niż solidna marka. Ale wrażenia na plus.

25.04.2007
20:15
[37]

Yoghurt [ Legend ]

Taven-> Reltywizmowi mówie stanowcze nie :P

SW? Star Wars? Czy ja dobrze widzę? Jedyne dobre? Bój się Boga, Yoghurt...


ja sem twoj tatinek, Lukasz. I wszystko jasne. Ale miśki pokonujące ponoć doborową armię i wieśniak który nigdy nie latał statkim kosmicznym, rozpiżdzający mechaniczny księżyc to za duzo nawet dla gościa kochającego komiksy.

bólem się kwalifikuje. Zresztą po co to kwalifikować? SW to baśń, ze wszystkimi jej cechami, maksymalnie klasyczna i w swój sposób genialna. Tacy Bitlesi kinematografii. :)


Czy wspominałem, ze Lucas nie krył wcale, że całą konstrukcję opowiesci epizodu IV zerżnał żywcem, niemal słow w słowo, z Ukrytej Fortecy Kurosawy? Dorzucił tylko statki kosmiczne :)



Kejnor-> I co w związku z tym? Pokaż mi w średniowiecznej stoczni statek typu X-Wing

Mówiłem, zamienić pilotów X-Wingów na jeźdćów gryfów i wszystko jest na miejscu.

chociaż hologramy postaci przesyłane na tak wielkei odległości to się nawet arabom nie śniły

Czy aby na pewno? A Merlin robiący sobie wideokonferencje z Morganą LeFay przy przy pomocy kryształowej kuli? :P



Paudyn-> Władielec Kolec to zaprzęgnięcie starych podan i mitów i zrobienie z tego eposu średniowiecznego. Umiejętne, językowo zacne, ale wciaz nie jest to nic nowego i oryginalnego, to prawda.
I jest podobnym kanonem co Star Wars- klasyk ale jakoś na mojej topliście nigdy nie ląduje. Zresztą, chyba wszystko, co zawiera elfy i krasnoludy, nigdy nie znajduje sie na mojej liście.

25.04.2007
20:21
[38]

Cainoor [ Mów mi wuju ]

Yoghurt
Nie mam zamiaru przekonywać nikogo o wyższości Gwiezdnych Wojen nad innymi filmami s-f. Chodziło mi tylko, by uznać to za klasykę gatunku, pewien kanon. alpha_omega postawił teze, że obok klasyki s-f Star Warsy nawet nie leżały, co w moim przekonaniu jest mocno krzywdzącą opinią, wręcz śmieszną.

25.04.2007
23:00
[39]

Ptosio [ Legionista ]

aplha- Star Wars to przede wszystkim niesamowity klimat i ogromny świat. Jeśli jednak ten klimat do ciebie nie trafia, to pewnie nie znajdziesz tam nic wartościowego. Popełniasz (zresztą nie tylko ty) bowiem błąd, klasyfikując SW do science-fition. Próbujesz brać ową sagę za coś, czym ona zdecydowanie NIE jest. Gwiezdnym Wojnom znacznie bliżej jest do fantasy i jako fantasy powinny być oceniane.
Jeśli zaś chodzi o filmy sf, to ich słabość bierze się przede wszystkim stąd, że...są filmami. Bardzo trudno przenieś głębsze rozmyślania na ekran. Do filozofowania o wiele lepiej nadają się książki i w tej materii nic się już pewnie nie zmieni.

Paudyn- Możesz mi powiedzeć, co jest takiego "rodzynkowatego" w Pieśni Lodu i Ognia"? Co prawda świetnie się ją czyta, (pomijając fatalny miejscami język, ale to chyba wina tłumacza) ale czy jest w niej coś niezwykłego?
BTW: Można gdzieś dostać 3 tom?

25.04.2007
23:07
[40]

Paudyn [ Kwisatz Haderach ]

Ptosio :: Pomysł? Fabuła? Rozwinięte postacie? Względność zła i dobra? Humor? Długo można wymieniać.

PS. Jeszcze do niedawna Allegro.

25.04.2007
23:27
[41]

moneo [ Nikon Sevast ]

A co powiecie (ci, co widzieli) o Scanner Darkly? Film jak najbardziej w temacie, no i podobno rzecz warta świeczki. Pytanie, czy warta 50zł za DVD. Ot, co mnie nurtuje.3

Ezrael---> popraw mnie jeśli się mylę, ale Diuna zupełnie reżyserska chyba nigdy nie wyszła, jakiś koleś ją zmontował i Lynch nie był z niej w ogóle zadowolony. O, nawet w wikipedii napisali o tym: Ta wersja jest dobra?

25.04.2007
23:31
[42]

Deser [ neurodeser ]

moneo - jeśli czytałeś ksiązkę i przypadła do gustu, to i film nie rozczaruje, bo jest mocno wierny ksiązce. Ogladałem ostatnio i zrobił na mnie naprawde pozytywne wrazenie.

25.04.2007
23:35
[43]

Yoghurt [ Legend ]

Moneo-> Wizualnie- perełka, fabularnie niezłe, choć oczywiscie całości książki nie dało się przełozyć.

25.04.2007
23:38
[44]

moneo [ Nikon Sevast ]

"Przez ciemne zwierciadło" zwie się książka po polsku, no nie? Zdaje się, że nie czytałem. Skumam film mimo to mam nadzieję?

26.04.2007
00:20
[45]

Ezrael [ Very Impotent Person ]

moneo - Jest dużo wierniejszą ekranizacją książki. Diunę czytałem nie raz i znam tę książkę dokładnie, ale zawsze patrzyłem na film z perspektywy odrębnej całości - czy jest spójny, logiczny i zawiera w sobie istotne elementy. W pierwotnej wersji jest dużo niezrozumiałych skrótów i przeskoków fabularnych. Znajomość książki pozwala te luki wypełnić, ale nie do tego chyba się sprowadza ekranizacja, prawda? Wersja reżyserska jest natomiast w dużej mierze pozbawiona tych wad. Jak dla mnie o niebo lepsza, bez względu na to, co mówił o niej Lynch (a warto by zauważyć, że specjalizuje się on właśnie w niedopowiedzeniach, co może było przyczyną tej krytyki).

26.04.2007
00:39
smile
[46]

Deser [ neurodeser ]

moneo - skumasz film :) ksiązka oczywiscie "Przez ciemne zwierciadlo". Nie jestem obiektywny, bo uwielbiam Philipa K. Dicka. I jakoś nie do konca uważam, ze Blade Ruinner był najlepszą ekranizacją :) Był naprawde niezły.

26.04.2007
00:50
smile
[47]

ronn [ moralizator ]

Paudyn --> :-)

Taven --> Być może, nie rozwodziłem się nad tym. Fenomenem z pewnością jest, ale nie najwyższych lotów. Mnie najbardziej biła po oczach taka infantylność w postrzeganiu świata, rozwlekłość, czarno-białość. Monumentalizm nieczęsto wychodzi na dobre.

Według mnie z "dziecięcością" tego działa trudno polemizować. Nie mówię, o świecie, charakterach, czy magii, ale z historią, problemami..

Poza tym Władca Pierścieni nie trzyma się kupy, bo wcale nie musi. Tolien może pisać co tylko chce i aby zamknąć logicznie jakiś fragment, rozdział czy wątek nie musi posługiwać się logiką, a arbitralnie wymyśleć rozwiązanie (przyjdą złe duchy i wszystkich zjedzą ;) i tadam, mamy rozwiązanie.

W opozycji pragnę przedstawić wspomniany wcześniej przeze mnie "Cylinder van Troffa". Tam wszystko jest logiczne, jesteśmy świadomi wyborów bohatera i co będą one oznaczać i "czarem" nie można rozwiązać całej sytuacji.

Nie twierdzę, że WP to książka beznadziejna, użyłem trochę ostrzejszego tonu, przed którym nie mogę sie pohamować, gdy piszę o czymś, co jest uważane za genialne, a według ocena powinna być o klasę niższa. Nie twierdzę też że całe fantasy jest kiepskie, ale trudno znaleźć te dobre pozycje w obliczu "potolkienowskiego" napływu miernoty. Niektóre fabuły wyglądają jak żywcem przeniesione z Wenezueli, tylko że zamiast Enrique występuje krasnolud Gimli, a zamiast Esmeraldy elficka księżniczka jakaś-tam :)

Porównanie Dicka czy Zajdla do Tolkiena to jak porównanie Cortazara czy Marqueza do Masłowskiej :>

Moneo --> Film dobry, i oczywiście gra tam moja ulubiona Winona :)

26.04.2007
07:38
smile
[48]

Diobeuek [ Konsul ]

Chciałbym nadmienić, że Star Wars to nie tylko stara trylogia i nowe epizody ale i wiele książek. Mnie bardziej ciekawiły książki - szkolenie Jedi, walki na miecze świetlne, historia wojen z Sithami i tym podobne niż sam film, który jednak uważam za miły w oglądaniu.

PS No dobra, najbardziej lubie w SW (filmy) - miecze świetlne ^^

26.04.2007
15:16
smile
[49]

Taven [ Generaďż˝ ]

Dokładnie, walki na miecze świetlne jarają każdego.

26.04.2007
15:40
[50]

Deepdelver [ Legend ]

ronn --> o Tolkienie można się sensownie wypowiadać po przeczytaniu Silmarillionu, Niedokończonych opowieści i jeszcze tam całego tuzinu podobnych książek czy appendixów, których lektura doprowadzi Cię do przekonania, że to co brałeś za nielogiczne albo płytkie wcale takie nie jest. I nie mamy tu do czynienia z typowym odcinaniem kuponów od sukcesu książki, bo większość tego materiału powstała zanim tzw. trylogia ukazała się drukiem. Tworzenie tej historii poprzedzone było głęboką refleksją i studiami kulturowo-lingwistycznymi, to nie jest książka napisana w dwa miesiące do wydawniczego deadline'u.

BTW1 zdumiewa mnie jakich to braków ludzie starają się doszukiwać w literaturze, którą niewłaściwie kwalifikują. Tolkien to nie literatura fantasy, ale zbiór fikcyjnych legend, mitów. To klasyczny epos bohaterski, a nie maxiarscy rębacze z kart Sapka czy innego Gemmela, którzy ubrani w brudną podkoszulkę mogliby w powodzeniem zastąpić Bruce'a Willisa w Szklanej Pułapce. "Jupikajej motherfucker, strzygo zła. Cierpię gdyż kocham, alę się wstydzę bom odmieniec". To jak muzyka klasyczna i oratoria Rubika - i to i tamto może się podobać, ale łączenie ich to jakieś nieporozumienie.

BTW2 porównywanie Marqueza do Masłowskiej nie jest IMHO wcale niczym zdrożnym, dzieła obojga prezentują w moim odczuciu podobny poziom. I tu dochodzimy do rzeczy zasadniczej - różnicy gustów.

Oczywiście teraz Tolkien jest passe i krytykowanie go jest w cenie. Czyli dokładnie odwrotnie niż w przypadku przereklamowanej literatury iberoamerykańskiej. ;)

26.04.2007
16:08
smile
[51]

ronn [ moralizator ]

Deepdelver -->

Z tego wszystkiego wynika, że Tolkien jest w pełni zrozumiały i osiągalny, głównie dla miłośników jego twórczości, ludzi którzy od podszewki znają większość jego dzieł i całość traktują z właściwym przymrużeniem oka. OK, ja się do tej grupy nie zaliczam, chociażby dlatego, że znam tylko jedną książkę przez niego napisaną. Mimo wszystko tłumom na całym świecie, podobnym do mnie, nie przeszkasza to w nieustającej gloryfikacji :) Gdy czegoś się w około robi za dużo to.. wiadomo, i sam to napisałeś w ostatnim akapicie, z którym się zgadzam, ale z pewnymi zastrzeżeniami :

* passe, ale tylko w określonej grupie
* ibero jest świetna :)


26.04.2007
17:45
[52]

eros [ elektrybałt ]

Deep ---> Bardzo mi milo zgodzic sie z pierwszym, drugim i czwartym akapitem :D

ronn ----> Sprobuj przeczytac Paska bez przypisow. Nie da sie. Nie bedziesz w stanie go zrozumiec, bo ogromnie wiele znaczen Ci umknie, podobnie jest z WP. Silmarilion i cala reszta to 100m miazszosci skaly, podczas gdy WP to tylko trawniczek na wierzchniej warstwie tego podloza :)

Paudyn, ptosio ----> PLiO to genialne rzemioslo. Tylko i az rzemioslo, ale tak czy siak genialne. Kawal dobrej fabuly, multum swietnie sportretowanych postaci, swiat zywy, dynamiczny, opisy ktorych nie powstydziliby sie geniusze slowa, a jednoczesnie oszczednosc slowa i akuratnosc opisu. Takiego warsztatu jak Martin to Maslowska miec pewnie nigdy nie bedzie, skonczy na eksperymentach jezykowych, srednio udanym hip-hopie pisanym...

26.04.2007
19:07
[53]

alpha_omega [ Senator ]

Yoghurt ----------------------->

Z tym się zgadzam, Matrix pytania stawia, ale niewiele z tego tak naprawdę wynika. Nie rozwija tych pytań, nie pogłębia, nie próbuje dać odpowiedzi. Inna sprawa, że jest jeszcze cała warstwa "religijna", mityczna, której jednak nigdy nie chciało mi się interpretować. Może w niej tkwi coś więcej niż pytania, może właśnie przez nią powinno się film postrzegać, może ona odniesiona do innych pytań w jakiś sposób je wyjaśnia? Nie wiem - ściągnąłem sobie z Mula tę książkę (Wybierz czerwoną pigułkę) i mam zamiar się jej przyjrzeć. Podejrzewam jednak, że będzie to raczej twórczość autorów, która będzie starała się dostrzec w Matrixie to, czego tak naprawdę tam nie ma, bo nawet do najgorszego filmu można dopasować jakąś głęboką, własną interpretację. Chytrze postawione pytania i wątki religijne zawsze można jakoś tłumaczyć, choćby Wachowscy sami nie wiedzieli o czym ich film tak naprawdę mówi.

Ptosio ---------------> O SW już swoje powiedziałem. Natomiast głębokie przemyślenia można przenieść na ekran. Obejrzyj sobie filmy Bergmana czy Kurosawy, albo - ze sci-fi - Stalkera, Łowcę Androidów i Battlestara Galacticę (ten ostatni to sytuacyjne rozważania o np. tym: gdzie zaczyna się człowieczeństwo, czy istnieje mniejsze zło, czy demokracja zawsze jest najlepszym systemem, jak pogodzić konieczność istnienia społecznej hierarchii z prawami jednostki, jak przesądy wplywają na nasze życie, jak panicznie boimy się innego, o głodzie ofiary jaki czasami dopada tłum, o istocie zdrady, o tym czym jest i jak działa prawo w demokracji i czy każdy zasługuje na uczciwy proces etc. etc.).

26.04.2007
19:16
[54]

alpha_omega [ Senator ]

Na marginesie:

Nie wiem czy wiecie, ale w tym roku w kinach - z okazji 25-lecia filmu - odbędą się limitowane projekcje Łowcy Androidów w wersji finalnej. Dotychczasowa wersja reżyserska nie jest bowiem całkowicie wolna od ingerencji producentów (także R. Scott postanowił wydać wersję ostateczną).

Pod koniec roku pojawi się też DVD z pierwotną wersją kinową, wersją reżyserską i finalną oraz licznymi dodatkami. Miejmy nadzieje, że wreszcie poprawią dźwięk.

28.04.2007
13:44
[55]

alpha_omega [ Senator ]

Polecam wszystkim Brazil Terry'ego Gilliama z 1985 roku. Wczoraj obejrzałem i mam jak najbardziej pozytywne odczucia. Nie jest to może typowe science-fiction, chyba najprecyzyjniej byłoby nazwać ten film dystopią, ale obraz z pewnością wart jest obejrzenia.

© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.