GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Czym jest zdrada ?

26.07.2002
08:29
[1]

garrett [ realny nie realny ]

Czym jest zdrada ?

w piątek przed weekendem uderzę z poważnym tematem. Życie jednej z moich znajomych padło w gruzach gdy jej facet przyznał się do zdrady. Nie chcę na forum wywlekać szczegółów, ale co mnie zaskoczyło to fakt że byli z sobą dośc długo i chyba szczęśliwi. On tłumaczy , że była to chwila zapomnienia, czysta głupota i idiotyczna fascynacja, ona nie wie co dalej, zależy jej ale staciła zaufanie. Ja sam kiedyś bardzo zawiodłem wręcz zdradziłem przyjaciela, odpokutowałem to, jesteśmy znowu przyjaciółmi ale czasami nadal czuje się podle. Czym wg was jest zdrada i czy moglibyście żyć z osoba która chociaż tylko raz was zdradziła ?

26.07.2002
08:35
[2]

Kolega Fajka [ Legionista ]

Zdrada? Od razu out. Bez zadnych wyjasnien. Trzeba sie kontrolowac.

26.07.2002
09:09
smile
[3]

Hellmaker [ Nadputkownik Bimbrojadek ]

M.in. właśnie napisałeś czym jest zdrada : "...ale staciła zaufanie...". Jest nadużyciem zaufania. W związkach (partnerskich, przyjacielskich) najważniejsze jest to, że ufasz drugiej osobie, jesteś pewien, że w ważnych chwilach Cię nie zawiedzie, że pomoże, że będzie jak będzie potrzebna. Skąd można wiedzieć, czy pomimo szczerych deklaracji strona zdradzająca nie zrobi tego znów? Może być pewien w tej chwili, że już nigdy tego nie zrobi, ale jak znowu się trafi "idiotyczna fascynacja połączona z czystą głupotą" ? Jeżeli raz zawiódł, to nie wiadomo, czy nie zrobi tego jeszcze raz w najważniejszej dla drugiej osoby chwili. Skąd wiadomo, że to był pierwszy raz ? Może po prostu się wcześniej nie przyznał, a tym razem to było tak oczywiste, że mógł już kręcić ? Chwila zapomnienia ? Może od razu "pomroczność jasna" ... blah ...

26.07.2002
10:10
[4]

pendejo [ Legionista ]

Heh, mam kumpla, ktorego dziewczyna zdradzila juz trzeci raz i dalej sa razem. Twardy jest :). Ale rozumiem go, babka jest tak zaj... ze pewnie tez bym tak zrobil na jego miejscu. A czym jest zdrada? Najpodlejsza rzecza jaka mozna zrobic.

26.07.2002
10:17
[5]

Azzie [ Senator ]

Jak sie kocha to sie wybacza :) Zwlaszcza facetowi dla ktorego wiernosc jednej partnerce jest wbrew naturze, genom, instynktowi. Kobieta ma wiernosc w genach, facet nie. Dlatego facetowi nalezy wybaczac tym bardziej.

26.07.2002
10:21
smile
[6]

Drepcedes [ Legionista ]

Azzie-- świeta racja lecz kobiety inaczej to pojmuja... niestety.

26.07.2002
10:31
[7]

Attyla [ Legend ]

Heh - Azzie - po raz kolejny stwierdzam, ze masz duzo szczescia, ze ktos tam nie zaglada na to forum:-))))) A tak swoja droga to pleciesz androny. Zarowno mezczyzni jak i kobiety maja sklonnosci do "skokow w bok". Roznica polega tylko na tym, ze kobiety potrzebuja wsparcia w procesie wychowania dzieci. A tak swoja droga, zdrada, to zarwno najgorsza rzecz jaka mozna uczynic jak i sprawa zupelnie powszechna. W kazdym razie to sprawa przede wszystkim wewnetrznych hamulcow. Jezeli zawioda raz, to tym bardziej moga zawodzic czesciej. Ja w kazdym razie najprawdopodobniej nie moglbym zyc z osoba, ktora za nic sobie ma wzajemne zaufanie. Choc z drugiej strony, nigdy czegos takiego nie doswiadczylem, wiec powyzsze jest zwyklym domyslem plynacym z tego, ze do takich osob czuje po prostu obrzydzenie...

26.07.2002
10:35
[8]

Dorotka [ Chorąży ]

garrett ---> jeśli zroiłaby to moja sympatia, pożegnałabym się z nią - po co miałabym się bawić z nim w przyszłości w wypominki, tego sięn ie zapomina. Jeśli zrobiłby to mój mąż i miałabym dzieci ... walczyłabym.

26.07.2002
10:46
[9]

Azzie [ Senator ]

Attylla: Sklonnosc sklonnoscia, ale to wyglada troche inaczej u kobiet niz u mezczyzn: Nadrzednym celem kazdego zwierzecia w tym takze czlowieka jest kontynuowanie istnienia gatunku czyli wydanie potomostwa (wyjatki pomijamy), czyli przekazanie dalej swoich genow. Samica u homo sapiens potrzebuje mezczyzne aby jej pomogl przy wychowywaniu dzieci (walniete feministki tez pomijamy). Wiadomo ze zaden samiec nie bedzie chcial wychowywac dziecka innego samca, gdyz pomagalby w sukcesie genow innego, zamiast swoich. Gdyby kobieta robila ciagle skoki w bok, jej samiec nie bylby pewien ojcostwa a wiec nie chcialby pomagac w wychowaniu dziecka swojej samicy (ale nie swojego!). Taka kobieta mialaby mniejsze szanse na skuteczne i zakonczone sukcesem wychowanie swojego dziecka. W jej interesie wiec lezy aby partner byl pewien jej wiernosci. U faceta jest natomiast inaczej: Samiec nie musi poswiecac kilkunastu last aby przygotowac swoje dziecko do zycia. Dla niego zdecydowanie byloby lepiej gdyby zapladnial inna kobiete jak najczesciej. Co kilka godzin praktycznie bo takie mozliwosci daje natura :) liczac ze zaplodnione przez niego samice jednak poradza sobie z wychowaniem tych dzieci, lub przynajmniej ze noszac jego dziecko nie beda mogly nosic dzieci innych samcow. Dlatego tez facet ma w genach zapladnianie samic, a samice maja w genach wiernosc swoim samcom :) Potwierdzenie tego widac na kazdym kroku: mezczyzna ktory ma duzo kobiet to obiekt zazdrosci innych facetow, a kobieta ktora ma wielu partnerow to po prostu k....a :) Glupie feministki moga walczyc z takim podejsciem ale taka jest prawda (prawda tez jest ze feministki maja wrodzone uszkodzenie mozgu heheh :> )

26.07.2002
10:51
[10]

garrett [ realny nie realny ]

Dorotko--> no niby prawda że dziecko i małżeństwo cementują związek, ale gdyby w takiej sytuacji zdradziła mnie żona zastanawiałbym się czy walczyć, o zdradzie duzo powiedziano, napisano i nakręcono filmów ale tak naprawdę chyba nie ma jej definicji. Może faktyczie czasami coś w naszym umysle się przestawia na zły tor , biorą górę instynkty i wszystko bierze w łeb a człowiek słaby sobie z tym nie poradzi. Attylla, Azzie --> ring jest wolny :))))

26.07.2002
10:54
[11]

Azzie [ Senator ]

garrett: ring bedzie wolny jak pojawia sie nasze forumowe feministki :))) O ile osobiscie darze te osoby sympatia to na samo slowo feministka opuszczam przylbice i lance :)))) Feministki podziela los smokow ;)

26.07.2002
10:55
smile
[12]

garrett [ realny nie realny ]

Azzie--> uważaj w moim świecie smoki są pod ochorna :))

26.07.2002
10:55
[13]

PalooH [ Generał ]

Hmmm zdrade mozna podzielic wg mnie na dwa rodzaje - nie ma dziewczyny (chlopaka) w poblizu, nie chce ci sie siedziec w domciu samemu, spotykasz kogos, spisz z nim ale tylko z czystej rzadzy zaspokojenia twoich potrzeb seksualnych. Nie wiaze sie to z wiekszymi uczuciami (u kobiet trochi gozej to wychodzi, bo z moich doswiadczen wynika ze bardziej sie przywiązuja). Zaspokoisz potrzeby, ewentualnie wraca partner i po klopocie. Nie ciagnie cie do tej osobki bo wiesz ze ze swoim partnerem chcesz spedzic reszte zycia. Wiekszosc ludzi to wlasnie uwaza za zdrade ale ... - Spotykasz kogos i zakochujesz sie, twoje uczucia slabną do osobki z ktora jestes juz jakis czas, zaczynasz sie wymigiwac od spotkan, myslisz o nowo poznanej osobie przez caly czas, dla mnie to jest wlasnie zdrada, kiedy partner po prostu oszukuje cie mowiac ze chce byc z toba, a za plecami kombinuje jak zostac z kims innym

26.07.2002
10:57
[14]

Attyla [ Legend ]

Azzie - zapominasz o dwoch sprawach: 1. czlowiek jest zwierzeciem stadnym, wiec owo "zapladnianie" nie moze miec wymiaru nieskonczonosci:-)))) Poza tym w jednym stadzie wystepuje wiecej niz jeden samiec zapladniajacy samice. A to z gory poddaje pod watpliwosc twoje tezy. Facet moze i nie ma tak silnego instynktu rodzicielskiego jak kobieta ale jednak go posiada (wiem, ze sa wyjatki, ale takie wyjatki zdazaja sie nawet posrod kobiet). Swiadczy o tym chociazby twoje stwierdzenie o tym, ze facet woli generalnie wychowywac dzieci wlasne. 2. Gdyby bylo jak mowisz, to sklad gatunku Homo sapiens sapiens nie wynosilby w przyblizeniu 50% kobiet i 50% facetow. W takich przypadkach zapotrzebwanie na samcow byloby znacznie mniejsze. Dlatego w wymiarze gatunku wystarczyloby 10% facetow na 90% kobiet. Jezeli tak nie jest to tylko dlatego, ze we krwi mamy laczenie sie w pary przynajmniej na bardzo dlugo. Zreszta spojz na wszystkie klutury. We wszystkich podstawowym ukladem jest jeden facet i jedna kobieta. Czasami dopuszcza sie wiecej kobiet lub wiecej facetow, jednak podstawowy uklad jest zawsze jeden.

26.07.2002
10:59
smile
[15]

Attyla [ Legend ]

Azzie - ktora lance?:-))))))))) huhuhuhuhuhu

26.07.2002
11:02
smile
[16]

Dorotka [ Chorąży ]

garrett---> nie mam dzieci, nie mam męża - może to cementuje związek, nie wiem, kiedyś się przekonam ale jedno wiem w małżeństwie dużó się robi dla dobra dzieci! Po to się pobieramy, aby być razem i dbac o dzieci to jest główny cel. Dzieci powinny być naszym oczkiem w głowie i zanim zrobimy coś głupiego pomyślmy o nich i o tym co dla niech jest dobre!

26.07.2002
11:04
[17]

tygrysek [ behemot ]

powiem jedno: zdradę potrafiłbym wybaczyć ale zapomnieć nigdy

26.07.2002
11:08
[18]

Azzie [ Senator ]

Attylla: To ze w stadzie jest wiecej samcow chetnych do zaplodnienia jest przeciez przyczyna calego postepu w ludzkosci :))) Tak jak u zwierzat samce maja kolorowe piorka i napuszaja sie zeby samica je wybrala tak u ludzi samce staraja sie wybic w jakiejs innej dziedzinie: a to w sztuce, technice, biznesie. Dobrze wiemy ze gdyby nie konkurencja o kobiete to facet nie ruszylby sie z miejsca aby cos zrobic ;))) Nie widze tutaj nic obalajacego moje (wlasciwie to nie tylko moje ale i pewnych naukowcow) tezy: facet chce zaplodnic jak najwiecej kobiet, to ze konkurencja jest ogromna wynika z koniecznosci ewolucji i doboru naturalnego. Gdyby samce nie mialy konkurencji nie byloby ewolucji: teraz wieksza szanse zaplodnienia maja jendostki wybitne. Zreszta spojrz na przyklad na piosenkarzy: po koncercie kazdy z nich ma do wyboru 10 dziewczyn chetnych do pojscia z nim do lozka, tylko dlatego ze jest slawny :) Argument ze mamy 50:50 podzial plci jest bez sensu: taki stosunek jest dlatego ze w spermie polowa plemnikow ma geny XY a nie ze samce maja taki a nie inny instynkt. To jest jakby sprawa nadrzedna i nie da sie jej zmienic. A taki stan rzeczy wynika z tego co mowilem w punkcie pierwszym: musi byc konkurencja zeby byla ewolucja.

26.07.2002
11:09
smile
[19]

Azzie [ Senator ]

Attylla: Ty zboku :)P

26.07.2002
11:22
[20]

Attyla [ Legend ]

Konkurencja powiadasz? Ciekawym zatem dlaczego cywilizacji nie zbudowaly tez goryle, lwy, czy chociazby antylopy gru? Tam tez panuje konkurencja. Tak sie sklada, ze gatunki stadne maja strukture podobna do podatnej przeze mnie. Inne zas gatunki - gatunki, ktopre opieraja sie na rodzinnosci - tj. wspolnym wychowaniu potomstwa struktura zblizona jest do naszej. Tam zas istnieje zasada, ze przynajmniej na czas wychowania potomstwa jest jeden samiec i jedna samica. A co do tych plemnikow to bzdury pleciesz. Kazdy plemnik przenosi pelny zestaw chromosomow, zas to, czy rodzi sie chopiec czy dziewczynka to kwestia bardzo wielu czynnikow, o ktorych niewielkie jeszcze mamy pojecie. Zreszta nawet gdyby byly plemniki meskie i zenskie, to i tak nie wplywaloby to na moja teorie:-)))). Wszystko co w czlowieku istnieje jest zaprogramowane w okreslonym celu. Jezeli zatem jestesmy zwierzakami stadnymi - rodzinnymi, to jest tak dlatego, ze taki a nie inny jest nasz genotyp, a to zaiwera takze prawidla okreslajace prawdopodobienstwo powstania z zaplodnionego jajeczka chlopaka czy dziewczynki.

26.07.2002
11:23
smile
[21]

Attyla [ Legend ]

Co z boku? Siedze sam przy biurku:-)))))))))

26.07.2002
11:32
[22]

garrett [ realny nie realny ]

Dorotko--> no nie wiem czy pobieramy się po to aby dbac o dzieci , też nie wiem czy może istnieć związek bez miłości a tylko dla dobra dziecka. Danie życia dziecku to chyba jedna z najważniejszych i najbardziej odpowiedzialnych rzeczy w naszym krótkim życiu , mało ludzi to rozumie a zdrada małżonka w takim związku była by chyba początkiem końca. Na początku tracisz zaufanie, później rośnie podejrzliwość, zaczyna nerwica, naprawdę nie wiem co zrobi moja znajoma, ja jej nie potrafię doradzić, szkoda tych kilku lat.

26.07.2002
11:33
[23]

massca [ ]

doswiadczylem tego o czym w temacie i to w bardzo perfidny sposob. nie ma wybaczenia, nie ma zapomnienia.

26.07.2002
11:44
[24]

Azzie [ Senator ]

Oj Attylla z biologii to chyba nie byles mocny co? :) (ja tez nie :P ale pamietam czego mnie nauczano jeszcze troche) Kazdy plemnik ma pelny (jak dla plemnika :>) a wlasciwie to polowiczny zestaw chromosonow, ma ich dokladnie 23. Drugie 23 znajduje sie w jaju co daje 23 pary chromosonow czyli 46 sztuk. Dwa z nich sa nazwane chromosonami plci (o ile dobrze pamietam to dwa ostatnie), w jaju 23 chromoson to zawsze X, w plemniku X lub Y. Laczac sie daje to XX (rodzi sie dziewczynka) lub XY (rodzi sie chlopczyk). Moze jak Ty sie uczyles biologii to bylo to bardzo tajemnicze cos "o ktorym mamy niewielkie pojecie". Genetyka przez ten czas poszla duuzo naprzod i teraz takie sprawy sa dosc jasno wytlumaczone... Czemu cywilizacji nie zbudowaly atylopy gnu? No wez sie nie osmieszaj :> A czemu antylopy gnu nie maluja na scianach jaskin, czemu nie lataja z maczugami, czemu nie uzywaja narzedzi? Czemu nie spiewaja i nie ubieraja sie w jeansy??? Bo moze nie maja do tego fizycznych warunkow? Nie maja chwytnych konczyn i odpowiednio zbudowanego mozgu? A co to ma wspolnego z doborem partnerow?! Zwiazki w ktorych mezczyzna ma jedna kobiete sa wyjatkami? A prawie caly swiat arabski? Ile tam ludzi w tej chwili zyje? Bedzie z 1/5 ludzkosci? Troche duzo jak na wyjatek. Zreszta mowimy tutaj o sprawie zdecydowanie bardziej pierwotnej ktora mogla zostac zatarta przez cywilizacje i narzucona nam moralnosc. Ciekaw jestem jak by to wygladalo u ludzi pierwotnych ktorzy kierowali sie instynktami i natura bardziej niz moralnosci, co-sasiedzi-powiedza i wychowaniem. szkoda ze o ich zyciu nie mozemy powiedziec wiele wiecej niz to ze bylo. :>

26.07.2002
11:55
[25]

Misio-Jedi [ Legend ]

Azzie------> Czytam twoje posty uważnie i myślę że masz bracie sporo racji. Poza tym kiedyś facetów było mniej bo się wyrzynali w licznych wojnach i to jeszcze bardziej pasowało do tego co mówisz. Faktycznie są pewne uwarunkowania genetyczne ale z drugiej strony są też uwarunkowania kulturowe i w obecnej sytuacji dochodzi do konfliktów (to nie jest zresztą żadne nowe odkrycie - od czasów Freuda) Tak czy inaczej problem istnieje i jest o czym dyskutować, to dotyczy zresztą nie tylko kwestii zdrady ale i szerzej pojętej relacji kobiet i mężczyzn: >>Potwierdzenie tego widac na kazdym kroku: mezczyzna ktory ma duzo kobiet to obiekt zazdrosci innych facetow, a kobieta ktora ma wielu partnerow to po prostu k....a <<

26.07.2002
11:57
smile
[26]

massca [ ]

Attyla - tak z ciekawosci : co bys teraz zrobil gdybym ci powiedzial ze w zeszlym tygodniu spałem z twoja żona ?? :)

26.07.2002
12:04
[27]

Attyla [ Legend ]

U Arabow zwiazek 1 na 1 jest standardowy. Tam dopuszcza sie poprostu wielozenstwo. To wszystko. A zestawy, w ktorych wystepuje wiecej niz jednak kobieta to ulamek procenta calej populacji. Co do tych chromosomow - to napisalem to, czego mnie uczyli. Lba oczywiscie nie dam sobie za to obciac, bo podstaw genetyki uczylem sie z 15 lat temu ale wydaje mi sie, ze tak wlasnie mowili. Zreszta przed urodzeniem mojej malej dziewczynki rozmawialem o tym nie raz i nie dwa z lekarzem. A on twierdzil dokladnie to co napisalem. Zreszta, gdyby bylo tak jak piszesz, to przy sztucznym zaplodnieniu mozliwe byloby wybieranie sobie rodzaju potomstwa. Wystarczyloby poprostu wbrac odpowiednie plemniki i po rozmowie. Tymczasem cos takiego nie jest osiagalne.

26.07.2002
12:14
[28]

Azzie [ Senator ]

Attylla: Co do Arabow to sprzeczac sie nie bede :) A co do plemnikow: Widzisz one zewnetrznie nie roznia sie absolutnie niczym od siebie. Zeby zobaczyc czy nosi w sobie dziewczynke czy chlopczyka musialbys zbadac jego DNA. Abstrachujac juz od kosztow i komplikacji tej operacji to po prostu taki plemnik pozniej nie nadaje sie juz zbytnio do niczego :) To tak jak z tymi krowami z BSE: dopoki sie jej mozgu nie rozwali to pewnosci czy chora byla nie ma. Tak wiec jeszcze dluuugo nie bedziemy mogli decydowac o plci dziecka. To ze ludzie z reguly maja jednego stalego partnera jest oczywiscie pewnym argumentem ale w takim razie czemu zdrada jest taka popularna? Przyznasz ze czestosc wystepowania tego zjawiska jest argumentem za moja teoria. Mozemy sie zastanawiac czemu w takim razie mezczyzna z reguly ma jedna kobiete? Moze dlatego ze korzysci z tego sa wieksze? Nastepuje tutaj juz zimna kalkulacja nie majaca juz nic wspolnego z instynktami pierwotnymi? Kazdy wolalby wracac po pracy do domu gdzie czeka na niego kochajaca rodzina, cieply posilek, zona zaspokajajaca potrzeby seksualne, zona ktora ugotuje, upierze, posprzata. Po prostu stabilizacja. Zycie kawalera tego nie gwarantuje. Wiec moze wszystkie zwiazki sa wlasnie takim wyborem... A zdrada chwilowym zwyciestwem natury nad rozumem? Ktos kiedys powiedzial ze milosc to wymysl kobiet aby zatrzymac mezczyzne przy sobie :). Dobrze (?) ze to nie prawda (?) :)

26.07.2002
12:30
smile
[29]

skate96 [ Pretorianin ]

Popieram Tygryska - "zdradę potrafiłbym wybaczyć ale zapomnieć nigdy"!!!

26.07.2002
12:43
[30]

massca [ ]

tygrysek , skate96 - moim zdaniem wydaje wam sie, bo nic takiego was jeszcze nie spotkalo. zycie z taka swiadomoscia jest zbyt upokarzajace zeby to zaakceptowac. bedziecie mieli wyrzuty sumienia, poczucie "niespelniania wymagan", zastanawiania sie czy znowu tego nie zrobila, paranoje, obrzydzenie , itd. not a chance.

26.07.2002
12:50
smile
[31]

massca [ ]

Attyla - myslisz nad odpowiedzia czy probujesz dodzwonic sie do żony ?? :))

26.07.2002
13:00
smile
[32]

Garak [ Szpieg ]

Co prawda nigdy jeszcze nie odczulem zdrady na wlasnej skorze ale wydaje mi sie, ze zaufanie to rzecz 'jednorazowa'. Z zaufaniem jest tak jak z dmuchawcem - jak raz go zdmuchniesz to juz nic nie zrobisz i nie poskladasz tego do kupy :). Dlatego uwazam ze w przypadku zdrady "Dawanie jeszcze jednej szansy" , "wybaczanie" itp to prawie jak "Nadstawianie drugiego policzka". Nie wyobrazam sobie zwiazku z kims komu bym nie ufal , a nie potrafie zaufac komus kto mnie zdradzil....

26.07.2002
13:14
smile
[33]

massca [ ]

garak - masz racje, zapewniam cie.

26.07.2002
13:45
smile
[34]

garrett [ realny nie realny ]

Garak --> bardzo dobrze powiedziane, pozwolisz że zacytuje jej twoje słowa, jest dorosła , mam nadzieję że dobrze wybierze

26.07.2002
13:49
smile
[35]

Garak [ Szpieg ]

garret--> Pozwalam :)))))

26.07.2002
13:52
[36]

massca [ ]

krocej i dosadniej : zaufanie w zwiazku jest jak cnota - traci sie tylko raz....

26.07.2002
13:54
smile
[37]

Garak [ Szpieg ]

garrett --> Sorry za przekrecenie nicka, jakis pokrecony w pracy dzis jestem :)))

26.07.2002
13:56
smile
[38]

Misio-Jedi [ Legend ]

massca--------> rozumiem cię chłopie, też to przeżyłem...

26.07.2002
14:04
[39]

PalooH [ Generał ]

massca~~> ja tez tego doswiadczylem, ale przyznaje racje tygryskowi. Wybaczylem, pamietam ale coraz mniej dokladnie :)

26.07.2002
14:08
[40]

Attyla [ Legend ]

Nie, no Massca - nie poznaje cie!:-))))) Ty mowisz takie rzeczy? Zaufanie jest jak cnota? huhuhuhu! Mimo wszystko bardziej podoba mi sie porownanie Garaka:-))) Azzie - na temat genetyki nie bede sie sprzeczal, bo tez nie mam wystarczajacej wiedzy w tym zakresie. A jesli to co mowisz jest prawda, to nawet to co jest jest "odrobine" przestarzale:-)))))) Co do reszty - Czy znasz kogos, kto zenil sie dla uzyskania stabilizacji? Ja nie. Wtedy czlowiek mysli o wielu rzeczach i raczej niewiele w tych myslach miejsca na stabilizacje. A co do zdrad - to dla mnie kwestia dwoch elementow: 1. osobiste cechy czlowieka - jak wiesz kazdy sie rozni i sa tacy, ktorzy porprostu lubia sie szlajac na lewo i prawo 2. warunki spoleczne. Chodzi mi tu o to, ze wraz z "nastrojem" zmienia sie ilosc zdrad. Slowem ludzie w stosunku do zdrad sa podzieleni tak jak we wszystkim. Sa wiec osoby, ktore przestrzegaja zasad zawsze i wszedzie. bez wzgledu na przyzwolenie spoleczne, nstroj itp. elementy. Tacy nie beda zdradzali nigdy. Sa tez tacy, ktorzy maja sklonnosc do lamania wszelkich zasad. Ci beda lamali te zasady z takim samym oddaniem :-)))), jak ci, ktorzy beda je zachowywac. I jest jeszcze trzecia grupa. Grupa niezdecydowanych, ktorzy swoje zachowania ksztaltuja w zaleznosci od mody, nastawienia, przyzwolenia spol itp. elementow. Im wieksze "rosprzezenie" moralne spoleczenstwa tym wiecej takich ludzi zdradza, im warunki "gorsze" tym ilosc zdrad mniejsza. generalnie zdrad uniknac sie nie da. Jednak mozna znakomicie ograniczyc ich ilosc. A jest to uzaleznione przede wszystkim od nas wszystkich. Im mniej zrozumienia bedziemy wykazywali w stosunku do takich zachowan, tym zadziej beda sie zdazac. Massca - czasami trzeba popracowac:-))))))

26.07.2002
14:30
[41]

Azzie [ Senator ]

Attylla: Takiej osoby nie znam, co nie znaczy ze nie istnieje :) Ale tak sobie mysle ze jakbym mial powiedzmy 40 lat bedac kawalerem, przed soba samotna starosc i zawsze pusty i cichy dom... To bym sie ozenil tylko po to zeby kogos miec :)

26.07.2002
14:35
smile
[42]

LFB [ Generał ]

Rany ale ciekawa ta dyskusja. Pozwole sobie przedstawić mój punkt widzenia :-) Otóż ludzie to ludzie, to nie bity w komputerze, nie jakieś jednoznaczne przypadki w statystyce. To czy zdrade da sie wybaczyć i zapomnieć zależy od ludzi których to dotyczy. Jeśli kogoch sie kocha, bardzo kocha i to taką miłością dla niego a nie dla tego że mi z nim dobrze to myśle że jest to możliwe, więcej można zapomnieć tą krzywde i więcej do niej nie wracać o ile potrafimy zaufać, uwierzyć że on / ona naprawde rzałuje i już więcej tego nie zrobi. Mówicie że jak sie zdradzi raz to słabną chamulce. Nie zawsze, tu znowu jest ważne jaki jest to człowiek. Czasami jest jak w "Dniu Świstaka", jeśli raz coś spartolimy to już tego nie powtarzamy. Problem zdrady to najczęściej nieuświadamianie sobie konsekwencji, tego co właściwie robimy, co to znaczy, co czuje kochana i kochająca nas osoba. Może to sie zdażyć pod wpływem chwili, ale wynika zawsze z większej huśtawki. Jeśli ktoś jest przemęczony, stale załamany, mówiąc generalnie jest mu źle to może mu coś odbić. Nie musi wcale być mu źle z tym / tą wybraną poprostu instynktownie poszuka ucieczki. Jednak konsekwencje tego kiedy już będą widoczne, kiedy przed oczami stanie wyraźnie co zrobiliśmy, kiedy uświadomimy sobie że tego sie nie cofnie do końca życia mogą przywrócić człowieka do pionu i rzeczywiście może już nigdy tego nie zrobić. To jednak zależy od osoby. To jest tak jak byście pod wpływem wielkiej złości kogoś zabili, czy po uświadomieniu sobie CO ZROBILIŚCIE nie z korzystali byście z okazji cofnięcia swego czynu ? Tak ja to widze i myśle że zarówno można wybaczyć, jak i nigdy więcej nie zdradzić, garrett w moim imieniu możesz poradzić swojej znajomej że jeśli ma na tyle siły i to co wspólnie przeżyli jest tego warte niech wybaczy, bo wybaczyć i zapomnieć można. Ale jeśli już to musi być prawdziwe wybaczenie, nie coś co będzie co jakiś czas wyłaziło. Wybaczyć tak na prawde to znaczy zapomnieć i nigdy do tego nie wracać. Problem w tym że nie wielu ludzi to potrafi bo to trudna sztuka, wybaczyć jednak można - ale tylko jeden raz.

26.07.2002
14:37
[43]

_Luke_ [ Death Incarnate ]

Ja wyznaje zasade, ze zdrady sie nie przebacza i niezapomina, szczegolnie ze nie mam zony a dziewczyne. Jesli sie dowiem o zdradzie - do widzenia, nie ma o czym dyskutowac. Znam przypadki, ze chlopak przebaczal perfidna zdrade dziewczny i coz... w ciezkich chwilach ciagle mu to wracalo.

26.07.2002
14:41
[44]

LFB [ Generał ]

_Luke_ --> Bo jak mówiłem przebaczać trzeba umieć, a to nie jest coś prostego, to nie powiedzieć ok nie ma sprawy. Wybaczyć to uwierzyć, na nowo uwierzyć drugiemu człowiekowi, przyjąć jego żal, przezwyciężyć siebie i zapomnieć.

26.07.2002
14:51
[45]

_Luke_ [ Death Incarnate ]

LFB ----> Moze masz racje, nie umialem przebaczac w takich sprawach. A jesli nawet bym przebaczyl NIGDY bym tego nie zapomnial. Dreczylbym siebie i ja. Bez sensu. Wiem to zalezy od czlowieka - moj znajomy wybaczyl swojej dziewczynie zdrade i sa dalej razem - ja bym nie potrafil. Moja dziewczyna wie o moim podejsciu i mam nadzieje, ze nigdy mnie nie zdradzi. Ale jesli to zrobi - bede musial sie z Nia rozstac. Nie ma zwiazku bez zaufania.

26.07.2002
15:04
[46]

massca [ ]

attyla - czemu mnie nie poznajesz? dla mnie zaufanie i lojalnosc to najwazniejsze cechy czlowieka. nie odpowiedziales na moje przewrotne pytanie :))))) czekam na odpowiedz :))

26.07.2002
18:12
smile
[47]

Requiem [ has aides ]

zdrada to jeszcze nic... gorzej jest z klamstwami.. ostatnio moi rodzice sie rozeszli po tym, jak moja mama dowiedziala sie, ze ojciec od 6 lat jest z _inną_ i cały czas kłamał...

26.07.2002
23:54
[48]

Alvarez [ missing link ]

IMHO zostac zdradzonym przez kobiete a przyjaciela to 2 rozne przypadki. Wyznaje zasade "nie wierz nigdy kobiecie..." . ;) Bardzo praktyczne podejscie do sprawy. Pozatym nie jestem zazdrosny. Nie narzucam tez swoim partnerkom zadnych ograniczen. Jesli maja na takie rzeczy ochote to nie ma sprawy. Nie jestem typem "psa ogrodnika". Zgadzam sie z Requiem, ze najgorsze w tym jest klamstwo. Dla mnie jest najwazniejsze abym zostal o tym fakcie poinformowany. Oczywiscie to dziala w obie strony. I jak dotad sprawdzalo sie w praktyce. Co do zdrady dokonanaej przez przyjacela to juz powazniejszy problem. Okreslenie kogos jako przyjaciela znaczy dla mnie bardzo duzo. Musi to byc osoba ktorej ufam bezgranicznie. Z doswiadczenia wiem, ze nie potrafilbym wybaczyc i zapomniec. :(

27.07.2002
00:06
[49]

The Dragon [ Eternal ]

to ze ktos nas zdradzil swiadzczy w rownym stopniu o tej drugiej osobie, jak i o nas samych

27.07.2002
01:58
smile
[50]

massca [ ]

alvarez : "IMHO zostac zdradzonym przez kobiete a przyjaciela to 2 rozne przypadki. " a co byc zrobil gdyby twoja kobieta zdradzila cie z twoim najlepszym przyjacielem ?

27.07.2002
14:05
smile
[51]

Alvarez [ missing link ]

massca --> popatrzylbym w oczy mojemu przyjacielowi i powiedzial : "Niedobry piesek!" :) A powazniej to w sumie nie wiem. Nie zdarzyla mi sie akurat taka sytuacja. Moze dlatego, ze z przyjacielem mamy zasade nie ruszania panienek tego drugiego. Jak na razie dziala. Jak przestanie to Ci odpowiem. ;)

27.07.2002
14:40
[52]

Misio-Jedi [ Legend ]

Alvarez, massca ----> Ciekawostka dla was: pracowałem kiedyś z gościem (to był cygan) który mawiał : " ja bym się tam z przyjacielem kobietą podzielił jak by poprosił"

27.07.2002
15:47
smile
[53]

fistik [ I'm FLASH'ed ]

Może troche obrazowo: wyobraźcie sobie sznurek, który ktoś przerywa mocnym szarpnięciem... Niby później jest mu przykro i wiąże go z powrotem... Niestety.. supeł w tamtym miejscu pozostanie już na zawsze a i normalnym jest że sznurek w tym miejscu jest najmniej wytrzymały...

27.07.2002
23:15
[54]

arthemide [ Prawdziwa kobieta ]

[26.07.2002] 10:57 Attyla -> Co do ilosci samcow i samic, to poobserwuj sobie historie ludzkosci i nawet czasy dzisiejsze. Natura juz tak zaprogramowala wiele gatunkow, ze jest wieksze prawdopodobienstwo urodzenia samicy niz samca. W wielu krajach wschodnich jak np. Chiny, Indie, kraje bliskiego wschodu. Tam beda na piedestale chlopcy stawiani, a dziewczynki traktowane jak istoty podrzedne. Dlaczego? Bo mezczyzn rodzi sie mniej. W Europie tez jeszcze krazy przekonanie: daj mi syna a cie ozloce. Wlasnie przez pielegnowanie i selekcje narodzin,( to mozna zaplanowac) stan samcow i samic wsrod Homo Sapiens - Sapiens jest jaki jest. Czy wiesz, ze kazdy embrion na paczatku rozwoju jest samica? A przezywalnaosc chromosomow Y jest cztery razy nizsza niz X? "A co do tych plemnikow to bzdury pleciesz. Kazdy plemnik przenosi pelny zestaw chromosomow, zas to, czy rodzi sie chopiec czy dziewczynka to kwestia bardzo wielu czynnikow, o ktorych niewielkie jeszcze mamy pojecie." Tu wylazi tylko Twoja niewiedza. Nie pisz w liczbie mnogiej. Przy zaplodnieniu jest 22 chromosomy X + jeden dodatkowy X matki i 22 chromosomy Y + dodatkowy X albo Y - ojca, ktory decyduje o plci dziecka. [26.07.2002] 14:08 - > generalnie zdrad uniknac sie nie da. Jednak mozna znakomicie ograniczyc ich ilosc. A jest to uzaleznione przede wszystkim od nas wszystkich. Im mniej zrozumienia bedziemy wykazywali w stosunku do takich zachowan, tym zadziej beda sie zdazac. " Tu masz prawie racje. Tylko ja bym to ostatnie zdanie troche przerobila. Im mniej zrozumienia bedziemy wykazywali w stosunku do partnerow, tym bardziej beda nas zdradzac. Nie da sie ukryc, ze powodem zdrad sa konflikty i niedopowiedzenia tak w swerze lozkowej jak i w zyciu codziennym. Wiec, jesli ktoras ze stron zdradza, to warto sie zastanowic dlaczego i porozmawiac, a nie rozkrecac afere. Mysle tez, ze jezeli kobieta zdecydowala sie na zdrade, to najpierw to sobie przemyslala. Po nieudanych probach wczesniejszych rozmow z partnerem jest zdeterminiowana, wiec nie dziwo, ze ma dosc. Kobiety zanim na cos sie zdecyduja dlugo analizuja sytuacje. Wierz mi. Co do powtarzalnosci zdrad. Jezeli sytuacja miedzy partnerami nie poprawia sie, a kochanek, lub kochanka daja wiecej satysfakcji to rachunek jest prosty. [26.07.2002] 10:46 Azzie - > jestem bardziej sklonna do Twojej opini. Ale Feministki zostaw w spokoju. Niech sobie walcza jak tak lubia.[26.07.2002] 11:08 - > tu tez masz racje. Ile to juz wojen o kobiety bylo?! Chocby nawet mitologiczna Troja. Pisalam tego posta na bierzaco czytajac Wasze. Niektore informacje powtarzaja sie. Mysle jednak, ze jest to potwierdzenie niektorych spraw i dowod, ze moje logiczne myslenie nie zawodzi... Coz, ludzie... zdrada jest tak popularnym faktem a mimo to tak kontrowersyjna... To bylo, jest i bedzie.... Kto z Was choc raz nie mazyl o zdradzie? Dlaczego tak sie bronimy przed nia? Nie zastanawialiscie ogolnie dlaczego zdrada uwazana jest za jakies zlo? Dlaczego staramy sie za wszelka cene budowac zaufanie do drugiego czlowieka? Czyzbysmy nie ufali sami sobie? Powiem Wam, wiekszosc zwiazkow istnieje tylko dlatego, ze partnerzy sa uzaleznieni fizycznie i mentalnie od siebie. Wielu ludzi nie potrafi sie zdefiniowac i zyc bez oparcia na innej osobie. Dlatego boi sie, zdrady i odejscia tej "drugiej polowki", bo wtedy swiat sie zawali....

27.07.2002
23:30
[55]

Siostra [ Centurion ]

arthemide-podoba mi sie to co piszesz

27.07.2002
23:38
smile
[56]

arthemide [ Prawdziwa kobieta ]

Ciesze sie.

28.07.2002
01:19
[57]

Adi [ Pretorianin ]

Pytanie z gatunku tych najprostszych, na które odpowiedzi najtrudniej udzielić. Mimo to spróbuję dorzucić swoje trzy grosze. Zdrada jest sprzeniewierzeniem się własnym deklaracjom. Niekoniecznie muszą mieć one formę werbalną czy pisemną, mogą to być deklaracje zwyczajowe, wynikające z sytuacji w jakiej się znajdujemy. Tak więc zdradzając drugiego człowieka, grupę ludzi czy kraj, zdradzamy siebie, tracimy swoją uczciwość i honor. Są to takie cechy osobowości, które raz stracone, należy odbudowywać od podstaw, a może trwać to bardzo długo, często jest wręcz niemożliwe. Dlatego osobie, która zdradziła tak trudno jest wybaczyć i zawierzyć ponownie. Zdradzony nie widzi już tego człowieka sprzed zdrady, widzi kogoś nowego, innego, kogoś, komu nie można zaufać, kogoś, kto zadał ból jej wierze w niego, zbezcześcił go i poniżył. Dlatego właśnie zdradę uważam za jedną z najgorszych zbrodnii, jaką można wyrządzić. Każdemu, kto zamierza się jej dopuścić radzę dobrze się zastanowić nad konsekwencjami swojego czynu. Czy nie lepiej będzie uczciwie postawić sprawę drugiej stronie? Czasy mamy dziwne, więc wszelkie układy są możliwe. Możemy mieć żonę i kochankę, jeżeli obie to akceptują. Lub kilka żon, jeżeli wyznawana religia na to pozwala lub, jeżeli nie wyznajemy żadnej. Wszystko jest kwestią wyboru, jednym z tych, jakich musimy dokonywać przez całe życie, a których konsekwencje ważą nad dalszym naszym życiem. W tym wypadku wybór jest pomiędzy życiem w zakłamaniu a byciem uczciwym wobec siebie i innych.

28.07.2002
02:33
[58]

m6a6t6i [ hate me! ]

nie chce mi sie pisac czym jest zdrada. napisze tylko jedno - boli...

28.07.2002
15:06
[59]

m6a6t6i [ hate me! ]

...update - bardzo, jesli jest sie strona zdradzana. ale okazuje sie, ze i czesto boli tez strone zdradzajaca.

29.07.2002
07:39
[60]

garrett [ realny nie realny ]

mogę tylko powiedzieć jak w tym przypadku się skończyło, dziewczyna mu wybaczyła - nadal bardzo go kocha, on sam się przyznał do zdrady a mi się wydaje że trudno byłoby jej odrzucić ten wspólnie przeżyty czas i trochę się boi zaczynać wszystko od nowa, on się tylko poryczał jak dziecko..tak się kończy ta historia

29.07.2002
14:10
[61]

massca [ ]

Atylla - pytanie zadalem Ci [26.07.2002] 11:57 :)

29.07.2002
14:14
[62]

Attyla [ Legend ]

hehehehe - Massca - nie kus losu:-))))) Ostrzegam - jestem juz w trzecim kregu;-))))))

27.08.2002
15:43
[63]

Akirass [ Chorąży ]

zdrada...czuje ja u siebie, ktos mnie zdradzil....zdradzone idealy ,wszystko w co do tej pory wiezylem zostalo zdradzone...smutne....boli....niesamowicie boli....trzeba z tym walczyc jak lew....

27.08.2002
15:45
smile
[64]

Attyla [ Legend ]

Eeeeee tam Akiras - nie masz wyczucia. Jeszcze dwa dni i wznowilbys watek po miesiacu od ostatniego posta:-))))))

27.08.2002
15:46
[65]

Styks [ Konsul ]

Akirras ----> walnij piwko zapal faje i idz walczyc....

27.08.2002
15:58
[66]

Dreamquest [ Generał ]

Azzie... jakiś mało zdecydowany jesteś. W innym wątku pisałeś zgoła inne rzeczy...

27.08.2002
17:20
[67]

AnankE [ PZ ]

Azzie: "Jak sie kocha to sie wybacza :) Zwlaszcza facetowi dla ktorego wiernosc jednej partnerce jest wbrew naturze, genom, instynktowi. Kobieta ma wiernosc w genach, facet nie. Dlatego facetowi nalezy wybaczac tym bardziej." Buahahaha...Azzie musze przyznac Ci jedno! Za kazdym razem kiedy czytam Twoje poglady na temat relacji damsko-meskich to zrzuca mnie z krzesla. Wlasciwie to powinnam Ci podziekowac, bo to czysta komedia. :-) A poniewaz tak ladnie rozpisales sie o prokreacji i jej skutkach to odpowiem Ci w ten sposob: opieka i wychowywanie potomstwa to obowiazek OBOJGA rodzicow! Po to Bozia/natura whatever dala nam troche wiecej inteligencji niz pozostalym ssakom, zeby tworzyc struktury oparte na czyms wiecej niz li tylko na pierwotnych instynktach. Jezeli facet ma jakies problemy ze zrozumieniem tej podstawowej kwestii to powinien sobie podwiazac nasieniowody, zeby przez przypadek nie rozsiewac na lewo i prawo swoich, jak to slicznie ujales, genow, bo nie bedzie w stanie opiekowac sie tym co sie z nich wykluje. I w kwestii zdrady. Zdrady sie nie wybacza i nie zapomina. Co to w ogole za gadanie "chwila zapomnienia"?! Ostatnie pierdoly! Jak nie dorosles czlowiecze do stalego zwiazku to pozostan solo, a jesli wszystkie inne wartosci typu: szacunek dla partnera, zaufanie, wiarygodnosc okazuja sie byc mniej wazne niz "chwila zapomnienia" to wypad. Czlowiek szczesliwy w swoim zwiazku nie bedzie szukal skokow w bok, bo zwyczajnie nie bedzie mu to potrzebne. A jesli jest to musi cos nie grac.

27.08.2002
17:30
[68]

Attyla [ Legend ]

AnankE - w prawie wszystkim zgoda. Nie wiem tylko dlaczego mieszasz do tych spraw szczescie. Jest to odczucie czysto osobiste i nie mozliwe do zweryfikowania. Toz w ten sposob mozna wytlumaczyc KAZDY skok w bok. Ja to widze inaczej - przysiegales - to twoim swietym obowiazkiem jest dotrzymac przysiegi. A jezeli jest jeszcze potomstwo to osobiscie takiego "nieszczesliwego" wloczylbym konmi po majdanie az do oderwania miesa z kosci. Niechby sie gnida nauczyla gdzie jest roznica miedzy czlowiekiem a kazdym innym zwierzeciem! Kazdy jesz kowalem swojego losu. I tylko od niego smaego zalezy jak bedzie sie mu ukladalo w stadle, ktore zalozyl. Jesli nie potrafi opanowac swoich odruchow, to nie powinien byl sie zenic. A jesli juz to zrobil, to powinien wiedziec, ze prawdziwy mezczyzna nigdy nie wycofuje sie z raz danego slowa. W tym jego honor, godnosc i wartosc. Skonczylem. Teraz czas na pomyje na moja glowe:-)))))

27.08.2002
18:03
[69]

AnankE [ PZ ]

Attylo, Wodzu moj ulubiony - poczucie bycia szczesliwym w byciu z drugim czlowiekiem (bo o tym wlasnie piszemy) jest praktycznie ostatecznym wyznacznikiem udanego zwiazku, a wtedy nie ma mowy o zdradzie. W momencie kiedy bycie razem przeradza sie w bycie z obowiazku to bardzo latwo o skok gdzies na boku. I w takim wlasnie konteksie napisalam o szczesciu. Przy czym zauwaz, ze nie napisalam nigdzie, ze poczucie bycia nieszczesliwym usprawiedliwia zdrade. I troche offtopic. Jesli twierdzisz, ze bez wzgledu na wszystko powinno sie trwac w nieudanym zwiazku, dlatego ze sie przysiegalo i dlatego, ze to od nas samych zalezy jak sie uklada, to coz... musze Ci powiedziec, ze zycie weryfikuje ten poglad, bo nie wszystko zalezy od nas, czyli od Ciebie, ode mnie, ale rowniez od tej drugiej osoby. A z tym bywa roznie...

27.08.2002
19:50
[70]

kapral [ Konsul ]

spotkałem się kiedyś ze zdradą, taaa... stacjonowaliśmy w 82r. w gujanie francuskiej, faceta odstrzelili. Francuzi to idioci

27.08.2002
20:13
[71]

Azzie [ Senator ]

Dreamquest: A gdzie jest powiedziane ze musze wszedzie pisac swoje prawdziwe poglady? Pisze to na co mam ochote, czasami przedstawiajac poglady mniejszosci w dyskusji tylko po to aby mogla ona sie toczyc. Co to za dyskusja gdzie wszyscy sie ze soba zgadzaja? A teraz jesli Ci sie nudzi to postaraj sie dojsc ktore moje wypowiedzi odzwierciedlaly moje prywatne poglady...

27.08.2002
20:32
smile
[72]

darmar [ Chorąży ]

ludziska !!! rozumiem, że piszecie o zdradzie fizycznej - a co myślicie o czymś takim: jesteś z kimś a on potajemnie spotyka się z kimś innym i obnarza się ze swoich sekretów i kłpotów, itd...... nie było łóżka ale jest oddana DUSZA, czy ten związek może dalej istnieć?????? czy aby taka znajomość (dłuższa!!!) nie jest gorsza od przelotnego niekontrolowanego sexu ????? choć ja zdrady nie popieram pod żadną postacią bycie w związku wymaga wyrzeczeń i nikt nie mówi, że jest łatwo ale zdradzić można w każdej chwili i pod każdą postacią bez większego trudu !!!!!

27.08.2002
21:08
[73]

Dreamquest [ Generał ]

Azzie - nie jestem jasnowidzem - nie powiem, co jest Twoim poglądem a co podpuchą... Ale odnoszę się do pierwszego zdania, w którym piszesz, że facet ma zdradę zapisaną w genach. Kłóci się to z tym co napisałeś w wątku o seksie za wielką wodą. -- A zdrada? Otóż... ja nie zdradzam nigdy. I... większość moich związków trwała dość długo - jeden ponad dwa i pół roku, część po kilka miesięcy, rok. Nie liczę, bo nie ważna ilość, ale jakość. Ja nie jestem człowiekiem, który umie żyć w związku, ale nie dlatego, że szukam przygodnych kontaktów, tylko dlatego, że jestem indywidualistą. Potrzebuję mieć swój własny "kąt". Często kobiety nie rozumieją, że zamiast przytulić się do nich w nocy, potrafię wstać i zacząć grać, pisać muzykę czy po prostu położyć się w innym pokoju, sam. A zdrada... nie zdradziłem nigdy. Natomiast potrafię wybaczyć zdradę. Tą fizyczną jak i psychiczną. A zresztą... Skoro "tamten" był lepszy, to czemu nie pozwolić kobiecie iść do niego?

28.08.2002
09:52
[74]

Attyla [ Legend ]

heh - AnankE - mow co chcesz ale to czy zwiazek jest udany czy nie zalezy wylacznie od nas samych. Mam juz czternastoletni staz malzenski za soba i wiez mi - nie byl to czas w calosci platkami roz wylozony. To, ze mimo wszystko (mimo przede wszystkim to, ze moj i mojej zony charaktery roznia sie niebezpiecznie) przebrnelismy wszystkie meandry, sztormy i trzesienia ziemi bylo wynikiem tego, ze obydwoje mielismy swiadomosc tego, ze malzenstwo to nie wyprawa na lody. Malzenstwo wymaga od obydwu wspolmalzonkow tej odrobiny swiadomosci faktu, ze nie sa ze soba dla kaprysu, zaspokojenia zadz czy zadosc uczynienie dazeniom do innych przyjemnosci. Problem w tym, ze zyjac ze soba na codzien nie widujemy siebie tylko w wysukanych kreacjach i w pelni sil fizycznych i umyslowych. Kazde z nas widzialo drugie w sytuacjach, ktore dalego odbiegaja od stereotypu kontaktow miedzy np. nazeczonymi. Co wiecej kazde z nas musialo sie w pewnym momencie przyzwyczaic, ze to drugie nie ubiera sie dla niego a pierwsze nie goli dla drugiego:-)))))) Od momentu, w ktorym zaczelismy razem uzywac cieplych kapci (to oczywiscie przenosnia, bo ja kapci nie cerpie:-))))) zaczelismy sie stawac czescia tych kapci. Ubiory wizytowe nakladane byly juz nie na spotkanie z ukochana/ukochanym tylko do pracy a problemy materialne zastapily plany o swietlanej przyszlosci. Trzeba bylo zejsc z chmur. I to zejscie z chmur - zaloze sie, jest przyczyna niejednego rozpadu swietnie zapowiadajacego sie malzenstwa. Czlowiek zyskuje poprostu swiadomosc faktu, ze przestaje byc powoli centrum zainteresowania tej drugiej polowy. Zwlaszcza, gdy pojawiaja sie takie male, slodkie istotki:-))) Zatem tak naprawde to chodzi o to by zlamac swoj egocentryzm i sprobowac zachac zyc "dla kogos". Dlatego twierdze, ze wszystko zalezy od nas samych. Druga sprawa to kwestia swojej wartosci jako czlowieka. Tak jak wszystko - jestesmy warci tyle ile jest wstanie dac nam ta druga osoba. I viceversa. Zatem im wiecej ja daje tym wiecej otrzymuje i tym samym rosnie moja wartosc. Zdrada (i slowko do Darmara - nie tylko fizyczna - moze nawet ta w mniejszym stopniu niz ta mentalna) powoduje zalamanie zaufanie do nas samych. Wraz z utrata zaufania ginie gdzies honor i godnosc jako czlowieka imezczyzny/kobiety. Utrata tych atrybutow to obnizenie naszej wartosci niemal do zera. Przy czym spadek ten nie jest spowodowany wykryciem zdrady ale faktycznym jej dokonaniem. W kazdym razie nie wiem jak wy ale ja nie umialbym zyc ze swiadomoscia zbrukania swojej rodziny i siebie. Nieudane zwiazki nie istnieja AnankE - istnieja tylko nieudani ludzie. Ludzie, ktorzy zapominaja o tym, ze maz czy zona to nie zabawka, ktora moze sie znudzic i ktora mozna rzucic w kat gdy sie zepsuje.

28.08.2002
10:40
[75]

AnankE [ PZ ]

Oj Attylo, tlumaczysz mi jak dziecku czym jest malzenstwo powolujac sie na swoj kilkunastoletni staz i zapominajac, ze ja mam identyczne doswiadczenia. :-)))))))) No poza jednym. Moj zwiazek byl nieudany i w niklym procencie zalezalo to wylacznie ode mnie. Kiedys jak sie spotkamy to Ci troche poopowiadam, bo juz teraz potrafie o niektorych przezyciach mowic w miare spokojnie. Znasz wylacznie swoje zycie i na bazie tego oceniasz zycie kazdego innego czlowieka, a zapewniam Cie ze roznice sa kolosalne. I jeszcze jedno. Piszesz, ze nie ma nieudanych zwiazkow, sa tylko nieudani ludzie. Coz...ja siebie nie postrzegam w takiej kategorii. Wrecz przeciwnie trzeba niesamowitej sily i wiary w siebie, by przetrwac to co stalo sie moim udzialem. Zwlaszcza kobiecie...

28.08.2002
10:49
[76]

Astrea [ Genius Loci ]

Zaniechanie drugiej wywiazywania sie ze zobowiazan wzgledem wspolmalzonka zwalnia wspolmalzonka od zobowiazan. A teraz powiedz mi Attylo ze nie mam racji ;))

28.08.2002
10:50
smile
[77]

Astrea [ Genius Loci ]

drugiej strony mialo byc. Sorry - jeszcz chyba spie ;P

28.08.2002
10:52
[78]

diuk [ Konsul ]

AnankE --> piszesz: "Moj zwiazek byl nieudany i w niklym procencie zalezalo to wylacznie ode mnie" hmmm... a kto wybierał tego wrednego samca? mamusia? zycie to jak szachy: źle się ruszysz, i życie Ci dokopie(niezależnie od tego, jak dobrze grasz później). A teraz masz pretensję do wszystkich smaców (oj daje się wyczuć jadzik w Twoich wypowiedziach, oj daje...). Ale to nie my Cię zostawiliśmy! Choć swoja drogą taka kobita z charakterem, no no.... :-)

28.08.2002
10:55
[79]

Astrea [ Genius Loci ]

diuk ---> jakos nie zauwazam jadu w tonie AnankE. A co do wybierania... zycze Ci abys wybral najlepiej na swiecie i abys sie nigdy nie rozczarowal.

28.08.2002
10:58
[80]

yazz_aka_maish [ Legend ]

W zasadzie zdradę wybaczyć można ale zapomnieć nigdy - już nie jest tak samo, i co jakiś czas wraca to do ciebie jak bumerang....

28.08.2002
11:00
[81]

MOV [ Pretorianin ]

o zdradzie możemy mówić wtedy gdy ustalimy (lub ustali to tylko jedna strona) że pewne czynności/okoliczności itd. powodują utratę zaufania. Równie dobrze przelecieć dziewczynę będąc z inną jak i całowanie z inną może być zdradą - żadna filoziofia...

28.08.2002
11:01
[82]

wildone [ Konsul ]

według mnie zdrada to kwestia umowna między partenem i partnerkom.Jeśli druga strona związku się zgodzi to np. mężczyzna może sypiać z innymi kobietami ale ciagle kochać swoją partenrke i dalej mogą żyć szczęśliwie.To samo tyczy się kobiet....Można ustalić co jest dopuszczalne w związku a co nie.

28.08.2002
11:10
[83]

garrett [ realny nie realny ]

wildone--> imho taki związek byłby chyba chory a conajmniej bardzo dziwny

28.08.2002
11:13
[84]

Attyla [ Legend ]

AnankE - krolowo - masz racje twierdzac, ze caly swiat postrzegam przez pryzmat wlasnego zycia i rodziny. Zapewne jest to blad. Ale jest to blad wpisany w moj genom. Poniewaz posiadam swiadomosc istnienia jednostkowego to nie mam innej mozliwosci. Ty zreszta rowniez. I Twoj sposob postrzegania swiata jest pod tym wzgledem skazony i tym samym rownie nieuprawniony jak moj. Duszku - nie wiem czy nie masz racji. To kwestia emocji. Czlowiek decydujac sie na odejscie w 99,999999% przypadku odchodzi na skutek impulsu emocjonalnego. Impuls taki wylacza racjonalne myslenie. Impuls taki uniemozliwia takze zdolnosc racjonalnej oceny swojego postepowania takze i po jakims czasie. W koncu kazdy chce potwierdzenia slusznosci swoich decyzji. Chocby falszywego. Zdanie przez Ciebie sformulowane ma wymiar prawidla obiektywnego. Tymczasem niezupelnie jest tak. Twoja przysiega nie jest umowa cywilnoprawna pod warunkiem rozwiazujacym, w ktorej zobowiazujesz sie kochac, szanowac i byc uczciwym pod warunkiem zachowania tych samych cech przez wspolmalzonka. Ty przysiegasz trwac przy nim w zdrowiu i w chorobie DO KONCA dni swoich. Wiem, ze to tradycja usankcjonowana formulka, ktora brzmi dziwnie archaicznie jezeli wziac pod uwage prawo pozwalajace na rozwody. Formulka jednak nie zmienia faktu, ze taka jest tresc Twojej przysiegi. Skoro zobowiazujest sie trwac bez wzgledu na okolicznosci, to powinnas trwac. Ta formula mowi tez o zdrowiu i chorobie a stan, w ktorym czlowiek wykonuje pochopne i nieodpowiedzialne dzialania spokojnie mozna zakwalifikowac jako przejsciowy stan nienormalnego funkcjonowania umyslu. Lekarz oczywisci stwierdzi, ze gniew, rozzalenie czy inny podobny stan nie nosi znamion choroby umyslowej. I zgodze sie z tym. Jednak zarowno choroba jak i tego rodzaju stany maja jedna ceche wspolna - wplywaja na obraz rzeczywistosci i sposob podejmowania decyzji. I to wpływaja tak, ze czesto potem zaluje sie tego co sie zrobilo. Jestem wiec zdania, ze Twoja przysiega nie jest umowa spolki cywilnej wspolnego stolu i loza ale czyms znacznie wazniejszym i wiekszym. Czyms, czego wartosci nie sposob przecenic i co nie powinno byc kawalkiem kory brzozowej w sztormie zycia, ktorej losy uzaleznione sa od kaprysu, gniewu, zazdrosci, checi zemsty itp. przyjemnych odczuc.

28.08.2002
11:16
[85]

Astrea [ Genius Loci ]

wildone ---> mozna tak mowic dopoki sprawa nie dotyczy nas samych. Czy wyobrazasz sobie dogadac sie ze swoja partnerka nt calkowitej swobody seksualnej? Nie wydaje mi sie. Bo - kierujac sie stereotypem - pewnie nie dopuscilbys aby TWOJA dziewczyna wspołżyła z INNYM facetem - w sumie - konkurentem do pozycia. Poza tym - jesli w zwiazku jest milosc - nie ma mowy o zdradzie. Nikt wtedy nie mysli o innych partnerach.

28.08.2002
11:31
[86]

Rahl [ Pretorianin ]

Zdrada jest koncem

28.08.2002
11:32
[87]

diuk [ Konsul ]

Astrea --> nie "jad" tylko "jadzik" :-) taki malusi A co do miłości w związku - naukowcy opisali już jej fazy.... pierwsze 2-3 lata jest to pełne zafascynowanie druga osobą (i pewnie tu jest mało zdrad), później tempereatura uczuć spada na rzecz partnerstwa. Wynika to z biologii - te 2-3 lata niezbędne są do poczęcia potomstwa, potem to już tylko wychowanie. Niestety, w obecnych czasach posiadanie potomstwa odsuwane jest w czasie na rzecz kariery czy choćby złapania jakiejkolwiek pracy, co naturalne nie jest. A natura kombinuje, jak by tu przedłużać gatunek i podsuwa niezrealizowanym wrednym samcowm (i nie minej wrednym samiczkom) inne obiekty, z którymi gatunek może jednak uda się przedłużyć. I mamy ZDRADĘ.

28.08.2002
11:33
[88]

himera [ Pretorianin ]

Dla mnie zdrada jest tym co mi sie przytrafiło wczoraj (spotkałem swoją dziewczynę w mieście z innym), a co za tym idzie totalnym końcem

28.08.2002
11:33
smile
[89]

Attyla [ Legend ]

No tak... Rzyczywiscie... To natura jest wszystkiemu winna...

28.08.2002
11:35
smile
[90]

AnankE [ PZ ]

diuk---> o! To my sie znamy?! Przypomnij mi, jesli bys mogl, kiedy to zdarzyles poznac moj charakter, bo jakos wylecialo mi z pamieci? No i tez wiesz kto kogo w moim zwiazku zostawil! Fiu...fiu... jestem pelna podziwu dla Twych umiejetnosci jasnowidzenia! <a teraz porownaj to co pisalam wczesniej z tym co teraz i zastanow sie jaka forme przyjmuje zgryzliwosc, czy jak wolisz jad> Dostrzegles gdzies jad w moim poscie oraz to, ze mam pretensje do wszystkich mezczyzn swiata. Taaa...czy moglabym prosic o jakis cytat? Juz dawno nie widzialam tak gigantycznej nadinterpretacji! Zastanow sie moze na drugi raz zanim przeniesiesz na klawiature pierwsza lepsza mysl jaka Ci wpadnie do glowy. I moze jeszcze jedno. Do nikogo nie mam pretensji, bo moje zycie jest moja sprawa, a juz na pewno jak sugerujesz do wszystkich mezczyzn swiata. Ja lubie facetow, nie wszystkich rzecz jasna, ale mezczyzna w moich oczach to nie wrog publiczny numer jeden. I oczywiscie, ze to ja dokonalam wiele lat temu wyboru, to jasne jak slonce. <znowu szczypta jadu> Rozczarowalam Cie swoim postem?! Jak mi przykro. btw z ciekawosci sie zapytam masz jakies doswiadczenie jesli chodzi o malzenstwo? tymczasem musze znikac, trzeba wybic wszystkich facetow w promieniu 10 km ode mnie. ;-)))))))

28.08.2002
11:46
smile
[91]

Attyla [ Legend ]

AnankE wymyslila nowy rodzaj gry FPP - Gender war;-)))))) Anankus - zdaje mi sie, ze diuk nie do Ciebie a do Duszka pil. Choc nie wiem dlaczego bo u niej tez nie zauwazylem jadu. No, moze troszeczke:-D A tak swoja droga to chcialbym potwierdzic slowa naszej Pani Prezes... ale nie mogie, bo ostatnio chciala mnie rozstrzelac z luku przy wybitnym udziale Holgus:-))))))

28.08.2002
11:47
[92]

Astrea [ Genius Loci ]

Attylo, Wodzu :-) To zbior impulsow skutkuje decyzja o odejsciu. W przypadku kobiet to zazwyczaj lata ponizania. Ten jeden impuls o ktorym mowisz jest kropla przechylającą czare. Wykroczeniem ponad osobnicza wytrzymalosc. Zgoda co do wartosci. Ale normalnie i zdroworozsadkowo myslacy czlowiek nie bedzie skazywac sam siebie na cierpienie zwiazane z byciem z kims z powodu zlozenia przysiegi. Sa permanentne i celowo inicjowane zdarzenia rodzinne, ktore okaleczaja psychikę pratnera poddawanego takim praktykom. A ludzka wytrzymalosc i determinacja utrzymania zwiazku maja swoją granice. Kidys w TV w programie Halszki Wasilewskiej sluchalam wypowiedzi kobiety, ktora szczycila sie tym, ze przez 25 lat wytrwala przy mezu alkoholiku a on wspanialomyslnie po tych 25 latach bicia jej zdecydowal sie na leczenie. Niby nic takiego, prawda? Zadecydowala aby przy nim trwac i trwala z Wlasnej Woli (ile w tym prawdy - domyslam sie ze niewiele). W trakcie rozmowy zostaej postawione pytanie odzieci. A owszem, mają piecioro. Czworo juz doroslych. Jeden siedzi w poprawczaku a jeden przy rodzicach. Jest inwalidą bo go tatus przez przypadek spuscil ze schodow. Domyslac sie ich doswiadczen i wspomnien z dziecinstwa to jak to jak grzebac w najgorszym bagnie... I masz dylemat Attylo - trwac przy takim sk***** i swiadomie skazywac dzieci na brak normalnosci a siebie na wieczne cierpienie, czy odejsc i starac sie ulozyc sobie zycie lepiej, w spokoju i na nowo. Dlatego jeszcze raz powtarzam - jesli obie strony dotrzymuja przysiegi malzenskiej - lojalnosc nakazuje trwanie. Jesli natomiast jedna ze stron ją łamie i to w sposob destrukcyjny dla rodziny- sytuacja taka zwalnia druga strone od kontynuacji podjetego zobowiazania.

28.08.2002
11:54
[93]

diuk [ Konsul ]

AnankE --> służę uprzejmie (choć nie po kolei): 1. "Jeżeli facet ma jakies problemy ze zrozumieniem tej podstawowej kwestii to powinien sobie podwiazac nasieniowody" - hmmmm.... to nie była pretensja do "wszystkich mężczyzn świata"? i nie ma w tym jadziku? :-) 2. "... i w niklym procencie zalezalo to wylacznie ode mnie" - czyli to jego wina, ale to Ty go zostawiłaś? Nie moja droga (ops.... dostanie mi się za to "moja droga"), to samiec Cię zostawił (w swym, hmm... umyśle), Ty tylko wypowiedziałaś magiczne słowa: "paszoł won!" 3. Nie znamy się.... taką bestyję zadziorną bym zapamiętał... :-) 4. doświadczenia małżeńskie = 19 lat, kobieta ciągle ta sama, żadnych skoków na boki (fuj, pewnie jaki nieudacznik?)

28.08.2002
11:59
smile
[94]

AnankE [ PZ ]

Attylo, Wodzu moj ulubiony! :-) A jak nie mialam miec checi, zeby nie rozstrzelac ciemnego elfa <rasizm mode on> przeciez wiadomo, ze to cale zlo tego swiata <rasiam mode off> skoro kazdy szanujacy sie elf zachowalby sie identycznie na moim miejscu?! Zwlaszcza po tym jak uslyszalam, ze chciales rozkulbaczyc dwie szlachcianki! ;-))))))) A teraz wybaczcie, juz za chwilke odbieram z dworca pewnego znienawidzonego faceta, i juz sie nie moge doczekac kiedy mu noz w plecy wbije. ;-)))))

28.08.2002
12:01
[95]

AnankE [ PZ ]

diuk---> jesli pozwolisz odniose sie do tego co napisales pozniej.

28.08.2002
12:02
[96]

diuk [ Konsul ]

Astrea --> pamiętasz słowa przysięgi: ".. w chorobie i zdrowiu.."? Alkoholizm to też choroba, nie wiem czy uleczalna, i nie do końca wiem, czy na własne życzenie. Kobieta, o której mówisz, urodziła jednak dzieci. Jak by gada zostawiła, to tych dzieci by nie było. W ogóle. Może jednak TAKIE życie lepsze niż żadne? I pamiętaj o Bethowenie (siódme dziecko alkoholika). Co nie oznacza, że to toleruję (alkohol, przemoc w rodzinie itp). Ale i na kupie gnoju może wyrosnąć piękny kwiat...

28.08.2002
12:08
[97]

Attyla [ Legend ]

Duszku - musisz wziac pod uwage, ze odchodzac od tego sk********, rowniez skazujesz te dzieci na brak "normalnosci". Wiem, ze kobiety przekonane o swej nadzwyczajnej roli zaczynaja juz powoli myslec, ze facet w tym rownaniu jest tylko zerem nie zmieniajacym jego wyniku. Pozwilisz jednak, ze jako facet i ojciec rodziny nie zgodze sie z tym coraz powszechniejszym mniemaniem. Co do uporczywego dzialania jednego, by zatruc zycie temu drugiemu, to zdaje sobie z tego sprawe. Nie twierdze, ze z czyms takim da sie latwo wytrzymac. To jednak nie zmienia faktu, ze dokonujac wyboru, dokonujesz go z dobrodziejstwem inwentarza. Rozumiem, ze przeszkadzalby Ci widok (i nie tylko) zachlanego w trabe meza. A czy przeszkadzalo by Ci mniej, gdyby sie okazalo, ze facet dostal schizofrenii i pewnego dnia moze siekiera zarabac wszystkich - lacznie z Toba? Alby, gdyby ulegl wypadkowi, z ktorego wyszedlby bez rak i nog ale za to z morzem goryczy, ktore przelewaloby mu sie przy kazdym otworzeniu ust? Takie sytuacje mozna mnozyc w nieskonczonosc. Tylko czy to usprawiedliwia odebranie samemu sobie wiarygodnosci? Nikt nie jest idealem. Zgoda, sa ludzie, ktorzy sa mniej idealni niz inni. Tylko coz z tego? Czy jezeli wezmiesz psa, ktory na skutek bledow w prowadzeniu zacznie kasac czlonkow rodziny to wyrzucisz go na ulice? Albo zabijesz? Uksztaltowanego psa trudno zmienic. Ale nie jest to niemozliwe. Biorac go zrobilas sie jego opiekunem. I powinnas poniesc konsekwencji swojej decyzji. Wiem - swiat coraz bardziej odchodzi od tradycyjnych mieszczanskich wartosci na rzecz cierpien mlodego Wertera, ale to alienowanie jednostki musi miec jakies granice. I granica ta powinna byc rodzina

28.08.2002
12:41
[98]

Astrea [ Genius Loci ]

Czy nie rozumiecie co sie do Was mowi? Czy po to kobiety wywalczyly sobie rownosc w spoleczenstwie zeby skazywac sie z wlasnej woli na cierpienia i ponizanie? Jak wielkiej trzeba kupy gnoju zebyscie wreszcie przyznali jej prawo do samodecydowania i samostanowienia o sobie? I prawa do wyzwolenia sie od niechcianego jazma? Diuk ---> dzieci sa, ale nie sztuka jest ich "robienie". Sztuka jest wychowanie i zapewnienie godnego zycia. Czy majac potwora w domu i nie mogac sobie poradzic z problemem nie zostawilbys go na rzecz dobra dzieci? Juz nie mowie ze swojego. I "zadnym zyciem" nazywasz wyrwanie sie z tortur? Ulozenie sobie zycia na nowo - bez znianawidzonego "tatuśka" - jest zyciem gorszym? Dla kogo? Dla tatuska zapewne, bo stracil obiekty swoich przesladowan. Attylo ---> znow wchodzimy na niebezpieczny grunt "lepszego" i "gorszego" zła. Wybacz, ale wole nienormalnosc spokojną niz normalnosc burzliwą. Zebysmy sie dobrze zrozumieli: nie dyskredytuje mezczyzn jako takich. Pietnuje tylko tych nieodpowiedzialnych. Czynie to rowniez w stosunku do nieodpowiedzialnych kobiet. Czlowiek, to czlowiek - bez wzgledu na plec. I kobiety i mezczyzni maja tozsame zadania w rodzinie. Tylko, ze statystyka mowi sama za siebie. Dlatego przytaczam przyklady "meskie". I nie masz sie o co zaperzac Wodzu. Nie atakuje bowiem plci, ale czyn. Przyklad psa jest moim zdaniem chybiony - czlowiek ROZUMIE, jest SWIADOMNY swych czynow (wylaczajac chorobę) i ZNA ich konsekwencje. To nie tylko ja biore, ale bierzemy siebie wzajemnie. Jesli biore faceta ktory w efekcie okazuje sie byc nienormalny a zdrowy, czego objawow wczesniej nie bylo widac bo byly dobrze skrywane - sorry, ale takiego inwentarza sie pozbywam dla dobra wszystkich. Czlwoeik odpowiedzialny jest przede wszystkim sam za siebie. I jesli nie potrafi wziac na siebie konsekwencji wlasnych czynow, to tym bardziej nie uczyni tego bedac odpowiedzialnym za innych! Oczywiscie inaczej sytuacja sie przedstawia w przypadku choroby, o ktorej piszecie. Ale o tym juz chyba mowilam: jesli nie ma wykroczen, a jesli sa - i sa one usprawiedliwione chorobą - lojalnosc nakazuje trwanie. Choc tez nie w kazdym przypadku.

28.08.2002
12:53
[99]

diuk [ Konsul ]

Astrea --> ojojoj, walczące kobiety! na barykady! zrzućcie męskie jarzmo! :-) Mówiłem o czyś innym. O tym, że rzeczone dzieci nie pojawiły by się wcale, gdyby tylko idealna rodzinka uprawniała do ich płodzenia. I dzieci z rodzin rozbitych maja przechlapane życie, ale ŻYJĄ. I swoim dzieciom mogą stworzyć taki dom, jakiego same nigdy nie miały. Mają na to szansę. Bo ŻYJĄ. Bo ten alkoholik właśnie JE spłodził.

28.08.2002
13:11
[100]

Astrea [ Genius Loci ]

Diuk ---> Fakt niezaprzeczalny. Nie ma niezgody pomiedzy nami w tej kwestii. Ja mowie o jakosci ich zycia w dziecinstwie na ktore nie maja wpływu, nie podwazam celowosci ich splodzenia (paskudne sformulowanie :)

28.08.2002
14:10
smile
[101]

Zyga [ Urpianin ]

garret --. Wchodzę na forum i co mi się rzuca w oczy. Wątek o zdradzie założony przez ciebie !! Oho, myślę, ze ślubu nici ! Musiałem wejść, zobaczyć, zwycię.. nie to nie to. I uspokoić się ;)

28.08.2002
14:52
[102]

Attyla [ Legend ]

AnankE - czyzby to ktos na "S"? Oczywiscie druga litera to nie "k"?:-D A tak swoja droga, to nie wiem, co bylo powodem Twojej na mnie alergicznej reakcji: za dugie wlosy, za krotkie wlosy, za ciemna skora, za jasna skora, nieproporcjonalna budowa ciala, proporcjonalna budowa ciala itd itp? :-))))) A moze poprostu mialas mi za zle, ze przynajmniej moja mamusia byla mroczna? Co to? biblijna sprawiedliwosc? Do 7 pokolenia?:-D Duszku - alez ja nie twierdze, ze naskakujesz na wszystko co nie karmi piersiami!:-))))) Sadze poprostu, ze jestes niesprawiedliwa dla facetow. Wiem, ze statystyczny facet jest pijakie, gnida, gwalcicielem, narkomanem, wywoluje wojny itp. Nawet zastanawiam sie czy ten koklusz tez nie jest naszym wynalazkiem:-))))) Powiem w kazdym razie tylko, ze traktujac malzenstwo jak umowe mozesz komus zrobic wielka krzywde. Nie wiem jeszcze czy, komu i kiedy ale jest to potencjalna mozliwosc. Zastanawiam sie tylko czy prowadzisz w domu jakas ewidencje swoich dzialan, wyceniasz je a potem oceniasz, czy uzyskalas ekwiwalent? Nie mysl tylko, prosze, ze powyzszym chce Cie urazic. Poprostu jezeli twierdzisz, ze za wszystko co robisz musisz uzyskac okreslony ekwiwalent, to powinnas prowadzic jakas ewidencje i kwsiegowosc, w ktorej okreslasz co "winien" a co "ma". W przeciwnym przypadku nigdy nie bedziesz w stanie stwierdzic, czy twoj kontrahent wykonuje swoja czesc umowy w sposob nalezyty i czy przypadkiem nie nalezaloby juz od niej odstapic, bo przestaje sie oplacac. Bo jezeli nie sporzadzasz bilansu z takiej ksiegowosci, to kazde Twoje zachowaniem nie bedzie niczym innym jak impulsem - emocjonalna reakcja co w danym momencie Ci sie nie spodobalo. A jezeli dopuszczasz rozwod z powodow emocjonalnych, to dopuszczasz rozwod z powodu rozbicia przez Twojego meza szklaneczki, ktora tak ukochalas albo co gorsza patyczka:-)))) Wybasz Duszku - ale Twoja argumentacja, aczkolwiek emocjonalnie nosna i trafiajaca w serce to jest absolutnie nieracjonalna i wrecz szkodliwa.

28.08.2002
18:12
[103]

AnankE [ PZ ]

offtopic Attylo---> nienawisc pomiedzy mrocznymi elfami, a pozostalymi jest przyslowiowa. Co najmniej jak nienawisc pomiedzy chrzescijanami sredniowiecznej Europy bioracymi udzial w krucjatach, a innowiercami (nie wiem czy to dobry przyklad). Takie sa realia Warhammera i jesli bierze sie udzial w sesji wg. tego systemu to nie da sie tego przeskoczyc i juz.:-) To NIE sa drowy z Forgotten Realms, czyli nie tak jak w Baldurze. W Warmlotku mroczne elfy sa skazone przez Chaos, a zewnetrznie niczym sie nie roznia od pozostalych, tj. zadna czarna skora, biale wlosy tak jak Drizzt na przyklad. Wylacznie elfy potrafia rozroznic siebie, dla kazdej innej rasy mroczny elf wyglada tak samo jak zwykly. Nie zapominaj Attylo, ze z Grzechem nie gramy w AD&D. :-) Czyli wlasciwie to powinienes sie cieszyc, ze nie zrobilam z mety to co zrobilam ze stworem, ktory Was zaatakowal. Pamietasz moje trafienie i CO wyladowalo wbite na strzale w drzewo?! ;-))))))) btw a i owszem to pewien przemily gosc na "S". :-)))))) A teraz na temat diuk---> 1. To co zrobiles w punkcie pierwszym to zwyczajna manipulacja slowem. Zdanie wyrwane z kontekstu, a nastepnie opatrzone komentarzem wedle wlasnego widzi mi sie. Nie powiem zagrywaka skuteczna, ale jednoczenie doskonale widoczna. Zwracam Ci wiec uwage, ze zacytowane przez Ciebie zdanie wraz z pozostalymi juz nie zacytowanymi odnosilo sie do bzdur wysmazonych przez Azziego, ktory to pisal cos w stylu, iz facet genetycznie ma zakodowana niewiernosc, a jego dzialanie sprowadza sie do rozsiewania swojego materialu genetycznego, natomiast kobieta ma genetycznie zakodowana wiernosc, poniewaz opiekuje sie potomstwem. Wystarczylo dokladnie poczytac, a nie musialabym teraz wyjasniac tego co oczywiste. Druga zagrywka, ktora zastosowales to dalekosiezne przeniesienie znaczenia na rzeczy, o ktorych napisalam pozniej, a ktore nijak sa zwiazane z problemem sprawowana opieki rodzicielskiej. I w taki o to "sprytny" sposob wylonil Ci sie toporny stereotyp bidnej, porzuconej kobieciny, ktora teraz pelna nienawisci zatruwa swoim jadem wszystko co chlopskie. Cos mi sie wydaje, ze nie ma czego gratulowac... 2. Widze, ze latwo przychodzi Ci przypisywanie komus roznych slow, ba nawet tego co dzieje sie w czyims umysle. Co wiecej jak po masle wyrokujesz o cudzym zyciu, co, kto, jak i dlaczego. Nie przyszlo Ci na mysl, ze w swoim przeogromnym zadufaniu popelniasz tyle pomylek w swym jakze "jedynie slusznym" rozumowaniu, ze az wola to o pomste do nieba? I chociaz nie cierpie sie uzewnetrznac to wyjasniam niezorientowanemu Panu wszystko wiedzacemu, ze rozstac sie mozna rozniez w taki sposob: nie zdradzilam, nie zostalam zdradzona, nie porzucilam, nie zostalam porzucona, decyzja o rozstaniu zostala podjeta przez oboje partnerow i to nie w przeciagu 5 minut. Zapewne zastanawiasz sie na co w takim razie nie mialam wplywu? Na wypracowanie kompromisu roznych charakterow, roznych pogladow, roznych zapatrywan. Do tego jak do tanga trzeba dwojga. 3. Otoz to. Nie znamy sie wiec nie masz bladego pojecia czy jestem zadziorna czy nie. Wychodzi na to, ze rownie latwo szufladkujesz ludzi. 4. A to niespodzianka. W takim razie wypadaloby, zebys prezentowal wieksza glebie tego co piszesz. btw dalsza wymiane postow uwazam za bezsasadna, poniewaz i tak wiesz lepiej co sie wydarzylo w moim zyciu jak oraz w jaki sposob wplywa to na to co pisze na forum.

28.08.2002
20:02
[104]

Astrea [ Genius Loci ]

Attylo... idzie sie załamać - jak słowo :-). Czy ja pisze o monotonnej codziennosci - tak trywialnej a czasem rozwalającej zwiazki bardziej niz katowanie? Nie - ja pisze o skrajnosciach. Wbrew pozorom prowadzenie buchalterii nie jest niczym dziwnym w zwiazku. Ty tez dokonales bilansu w ktoryms ze swoich poprzednich postów piszac ze mimo burz i zawieruch trwacie razem z Twoja zona w zwiazku nadal. Pozytywy i korzysci przewazaja nad negatywami i - co jest godne nasladowania - istnieje u Was wola porozumienia, bowiem oboje zdajecie sobie sprawe z powagi zwiazku malzenskiego. Ale! Nie wierze, ze gdyby jedna ze stron przegiela - byloby tak slodko i konsekwentnie jak piszesz. Widac oboje jestescie normalnymi ludzmi - i dobrze, tak trzymajcie :-) Zarzucasz mi Attylo wyrachowanie. Niech bedzie - tylko w aspekcie tego co do tej pory napisalam - powiedz na jakiej podstawie? Moim zdaniem budowanie zwiazku i rodziny opiera sie rowniez na zasadzie wzajemnosci. Ale nie na modelu uproszczonym, jaki przedstawiles, bo spłyciles to, czego nawet nie zdazylam powiedziec. Rodzina opiera sie na DAWANIU, głownie siebie, jako wzorca postepowania dla dzieci i utrzymania radosci i satysfakcji z obcowania z partnerem. Jesli dajesz siebie i Twoj partner rowniez to czyni - pal szesc wowczas codziennosc i przeszkody. Dawac siebie zupelnie bezinteresownie mozna tylko dzieciom. Od partnera natomiast oczekuje sie wzajemnosci. I jest to naturalne. Jak sobie wyobrazasz zwiazek, w ktorym stara sie tylko jedna strona? Czy nie ma prawa sie wreszcie zniechecic i zaniechac dzialania? Ma prawo, bowiem zawsze stawiana jest ze swoim partnerem na rowni i w przywilejach i w obowiazkach. Oczywiscie wyjatek stanowia zwiazki w ktorych nastepuje dominacja jednej ze stron, a druga strona upodobala sobie biernosc. Dazenie do doskonalosci jest szczytnym postepowaniem. Ale ile zwiazkow do doskonalosci dąży swiadomie?

28.08.2002
20:51
[105]

NicK [ Smokus Multikillus ]

Attyla ---> To co piszesz zupełnie mnie nie przekonuje. Rozpatrujesz bowiem całą sprawę w kontekście własnego związku, który jak widzę jest niemal idealny. Problemy o których wspomniałeś ("kapcie", różnorodność charakterów i wynikłe z tego "burze") są jak najbardziej normalne w każdym związku i każdemu życzę parania się z takimi przeciwnościami losu. Dziwię się, że nie jesteś w stanie wyobrazić sobie sytuacji, w której życie rodzinne staje się prawdziwą udręką dla jednego lub dwojga partnerów - wliczając w to potomstwo - a negatywy płynące z tego mogą doprowadzić do bardzo niepożądanych dla całej rodziny efektów, dużo bardziej szkodliwych, niż utrzymywanie takiego związku na siłę. Posłużę się pewnym wyimaginowanym przykładem, a żeby to lepiej zobrazować odniosę to do Ciebie. Wyobraź sobie, że pewnego dnia Twoja małżonka się zmienia. Nudzi jej się bezpowrotnie życie rodzinne, zaczynają jej się podobać swawole i hulanki, codziennie wraca do domu mocno wstawiona i nie zajmuje się ani domem ani dzieckiem. Dziecko patrzy jak mamusia potyka się na każdym kroku, bełkocze coś pod nosem i bez powodu wszczyna awantury. Nie ma jej całymi dniami, a jak jest, przedstawia sobą obraz nędzy i rozpaczy. Co wtedy robisz?? Ano z pewnością próbujesz przemówić jej do rozsądku na różne sposoby. Ale załóżmy że żadna z podjętych przez Ciebie prób nie wywiera pożądanego efektu... Nie jesteś w stanie już odwołać się do jej sumienia, rozumu, czy resztek poczucia odpowiedzialności jakie być może jeszcze w niej na dnie drzemią. Skończyło się bezpowrotnie. Chęć starania się o wspólne dobro rodziny umarła w niej na zawsze. Czekasz jeszcze przez jakiś czas (miesiąc, rok, dwa lata) próbując przez cały czas jeszcze wszystko odkręcić i coś z Waszego związku uratować..... I powiedz mi czy teraz, po kilku latach bezowocnego starania się na odmianę i powrotu do tego co było kiedyś, nie zaczynasz w końcu kalkulować??? Nie zastanawiasz się jakie negatywne zmiany mogą zajść w psychice Twojego dziecka narażonego na takie widoki i codzienne życie w takiej atmosferze?? Nie kiełkuje gdzieś w Tobie myśl: "a może czas już to zmienić, zacząć żyć normalnie??". Przecież widzisz że jesteś bezsilny, bo to tylko Ty chcesz zmian, a druga strona nie... Nie wiem jak mi odpowiesz, ale proszę Cię o zastanowienie się nad tym co napisałem. Takie sytuacje się zdarzają i to dość często, i wcale nie jest powiedziane, że któregoś dnia nie przytrafią się nam. I jeszcze jedna prośba, nie zbaczaj z podjętego przeze mnie tematu (tego wyimaginowanego, ale wcale nie wydumanego przykładu) i nie zasłaniaj się kolejnymi ideałami, ani nie twórz odpowiedzi na coś w kształcie "Hero Fantasy". Jak masz tak odnieść się do mojego posta lepiej nie odpowiadaj wcale :))

29.08.2002
11:20
[106]

Attyla [ Legend ]

Witam ponownie! Nick - negatywny wplyw na dziecko maja wszystkie bledne czy zle zachowania rodzicow. Tego sie nie da uniknac. Coz bym zrobil, gdyby stalo sie tak jak piszesz? No coz - akurat doskonale wiem co bym zrobil. Musialbym przejac swoje i malzonki obowiazki w wychowaniu dziecka. Musialbym tez mocno pracowac nad soba, by na jej wybryki nie reagowac agresja. Jestem dosyc impulsywny, wiec nie byloby to proste. Ale jest to mozliwe. I jestem pewien jednego - ze przyjdzie czas, w ktorym zona zrozumie swoj blad i spowrotem stanie sie pelnowartosciowym czlonkiem rodziny. Coz - w tym wszystkim napewno nie pomogloby mi uzalanie sie nad soba i swoim nieszczesliwym losem:-D. Przy tym co to za zastanawianie sie nad powrotem do tego co bylo kiedys? Nad powrotem do "normalnosci". Taki powrot mozliwy jest wylacznie wowczas, gdy rodzina znowu sie zrosnie i zzyje. Tego zas sam nie dokonam. Tu potrzebny jest czas. I moja cierpliwosc. Wierze, ze moja zona jest osoba madra i nawet gdyby sie to zdazylo, to przyjdzie czas jej powrotu Gdybym w to nie wierzyl - nie ozenilbym sie z nia). I nie ma w tym zadbego "Hero fantasy". To zwyczajne poczucie odpowiedzialnosci za siebie i rodzine. Wymaga to troche dyscypliny ale jest mozliwe do przeprowadzenia. Sam zreszta znam taki przypadek. Duszku - nie zalamuj sie, prosze:-D W tym co pisalem nawet jedno slowo nie bylo skierowane do Ciebie personalnie. Wystepujesz tam raczej jako "podmiot liryczny". nie znam Cie na tyle, by ksztaltowac az tak glebokie o Tobie sady. To byla wypowiedz do postawy, ktora reprezentujesz a nie do Ciebie. Postawa ta jest moim zdanie bledna i z gory skazana na niepowozenie bo jest zbudowana na kapitulacji a nie walce. Poddac sie jest bardzo latwo. Tyle, ze nie da to zadnych dobrych skutkow. Rodzina sklada sie z dwojga ludzi i ich latorosli i stanowi samodzielny organizm spoleczny. Jezeli jedny z jego czesci choruje to należy ja leczyc a nie amputowac. Az do momentu, w ktorym okaze sie, ze choroba jednej z czesci moze zabic caly organizm. Tu jednak trzeba miec swiadomosc, ze zycie bez nogi i reki nie jest tym samym co zycie z noga i reka. I nawet najlepsze protezy nie zalatwia sprawy. Ja poprostu twierdze, ze najwazniejszym dobrem w zyciu czlowieka jest jego rodzina. I jego zycie, umysl i cialo powinno do niej wlasnie nalezec. Jesli zdazy sie, ze ktoras z czesci zachoruje - to trzeba ja leczyc to wszystko. Jest to zwiazek zbudowany na uczuciu i wzajemnym poszanowaniu a nie na ekwiwalentnosci swiadczen. Zatem jesli moja zona bedzie potrzebowala pomocy (nawet jesli sama nie bedzie sobie z tego zdawala sprawy) to ja tej pomocy, w miare moich skromnych mozliwosci, udziele. O tym pisalem w poprzednim poscie i jezeli zrozumialas to inaczej, to jest to moja wina. AnankE - o ty niedobra rasistko! Zamiast uszanowac moja odmiennosc chcialas mnie zabic! Nawet nie mnie ale znienawidzona rase we mnie! Sek w tym, ze umarlbym ja personalnie a nie moja znienawidzona przez Ciebie rasa! Przemysl to nie zabijaj! Moge byc niegrzeczny, moge byc swawolny ale nikomu z was nic zlego nie zrobilem! Wrecz przeciwnie - uratwalem jednego bladego Mixera, ktorego plemie winienem nienawidziec. Ale, ze wychowany bylem w klasztorze to nie nabylem calej niedawisci tkwiacej w mojej rasie!:-D

29.08.2002
12:49
[107]

NicK [ Smokus Multikillus ]

Attyla ---> A więc jednak "błędny rycerz" ;))) Dobro dziecka: Szkoda tylko, że bardziej skupiasz się w Swoim podejściu do sprawy na kwestii kurczowego trzymania się danej przysięgi - za wszelką cenę - a jakby pomijasz dobro własnego dziecka. Kilka lat utrzymywania takiego stanu może skutecznie spaczyć jego niedojrzałą psychikę na resztę życia (nie musi oczywiście, ale chyba ryzyko jest zbyt wielkie, aby próbować się o tym przekonać w przyszłości, jak już być może będzie za późno). Sam twierdzisz, że dziecko wzorce postępowań i przysposobienie do życia w społeczeństwie wynosi głównie z domu. Więc dom i rodzina jako podstawowe komórki społeczne, powinny być miejscem ładowania akumulatorów świadomości i odnalezienia własnego miejsca w życiu, oraz budulcem kręgosłupa moralnego każdego człowieka. Jeśli warunki są mocno niesprzyjające, trudno potem w przyszłości oczekiwać, że cały proces przebiegnie zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Co dziecku po rodzicu, który go nie kocha i nie może być dla niego odpowiednim przykładem??? Jakie wartości przekaże i wpoi taki opiekun?? Kwestia przysięgi: Jeśli jedna ze stron drastycznie i notorycznie łamie dane słowo, a szczególnie jeśli robi to świadomie, to nie wiem dlaczego upierasz się przy tym, aby trwać cały czas przy warunkach tej specyficznej umowy jaką jest małżeństwo. Umowy i obustronne przysięgi są dobre wtedy, kiedy obie strony wywiązuję się ze swoich zobowiązań, nie tylko tych nakazanych przez prawo, ale i tych niepisanych powstających zwyczajowo w trakcie trwania związku. Zauważ że nie tylko Ty wymawiasz słowa przyrzeczenia, ale Twoja partnerka również. Odpowiedzialność jest więc obopólna. Zrzeczenie się jednej ze stron z dotrzymywania "warunków" (oczywiście nie mówię tutaj o chwilowych zejściach z właściwego kursu, które zdarzają się w związkach nagminnie) upoważnia moim zdaniem drugą stronę do wypowiedzenia takiej umowy. Kwestia doboru partnera: Nie zawsze człowiek jest w stanie dokonać właściwego wyboru. Powodów może być wiele: zbyt młody wiek w połączeniu z małym doświadczeniem życiowym, zauroczenie i fascynacja partnerem utrudniająca lub też uniemożliwiająca właściwą jego ocenę, pewne cechy i poważne wady charakteru ukrywane skrzętnie przez drugą stronę, czy też zmiany zachodzące w ludziach z czasem pod wpływem różnych czynników. I na koniec, żeby nie było nieporozumień. Zgadzam się z Tobą, że dopóki istnieje realna szansa na uratowanie związku i rodziny, należy do tego dążyć wszelkimi możliwymi sposobami. Zdarzają się jednak sytuacje, w których nie ma wyboru - pozostaje tylko zagryźć zęby i cierpieć (wybierając nieszczęście swoje i dziecka), lub odejść i stworzyć nową, dużo lepszą wartość.

29.08.2002
15:43
[108]

Attyla [ Legend ]

Nick - nie bledny tylko obledny:-D Masz racje co do sytuacji, ktore czasami maja miejsce. Sek w tym, ze pietnujac wyjatki atakujesz calosc. Atakujac calosc wplywasz na tych, ktorzy nie sa zdecydowania i zawsze chetniej przyjma to co przyjemne, latwe i nie generujace odpowiedzialnosci. W ten sposob atakujesz calosc. Rozmawiamy zatem na dwoch roznych plaszczyznacz. Ja twierdze, ze rodzina jako instytucja jest dobrem najwyzszym, i ze winna byc chroniona, chyba, ze groziloby to ekstremalnie zlymi skutkami jej czlonkom. Ty zas twierdzsz, ze sa przypadki, w ktorych zasady sie nie sprawdzaja, wiec powinno istniec prawo rozwiazania wezlu, ktory nie ma przyszlosci. Faktycznie mowimy podobnie. Tyle, ze twoja wypowiedz zostawia jako otwarta kwestie zakresu naruszenia zasad aby mozna bylo stosowac np. rozwod. To zas otwoera dyskusje formalne. I tak, skoro uzasadniony jest rozwod, gdy maz gwalci dzieci, to uzasadniony jest, gdy bije zone. Jezeli mozna gdy bije zone, to wolno, rowniez, gdy udezy zone. Gdy wolno gdy udezy zone, to wolno, gdy zneca sie psychicznie, bo to czasami jest gorsze niz obrazenia cielesne. Gdy mozna gdy sie zneca to mozna gdy jest impulsywny i sie wydziera u byle powodu. Gdy wolno gdy sie wydziera to wolno gdy krzyknie itd. W ten sposob rozumujac wogole nie warto sie zenic.Nie warto bo: malzonek/zona zacznie mnie mnie bic lub znecac sie. Bo malzenstwo to poczatek wszelkiego zla. Ludzie kluca sie, krzywdzac w ten sposob siebie i dzieci. Lepiej zatem zyc bez slubu, bo wtedy przynajmniej nie ma przeszkod formalnych do rozwodu. I teraz najciekawsze - to wszystko to nie wymysl oblednego rycerza. To rzeczywistosc. Tak sie sklada, ze wykonuje zawod, ktory czasami daje mi wglad w takie sprawy. I na konicec nie zgadzasz sie ze mna, bo ja twierdze, ze dopoki trwa malzenstwo to istnieje szansa. Mniejsza lub wieksza ale zawsze istnieje. Realnosc tej szansy to kwestia odrebna i neistotna, bo prowadzi do rozmyslan na temat zakresu dzialania.

30.08.2002
16:09
[109]

arthemide [ Prawdziwa kobieta ]

link do czesci drugiej:

© 2000-2021 GRY-OnLine S.A.