GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Czy warto być humanitarnym najeźdźcą?

27.03.2007
14:57
smile
[1]

Andrzej Lepparkour [ Konsul ]

Czy warto być humanitarnym najeźdźcą?

Ostatnio (bodaj w Angorze?) wyczytałem artykuł o oddziale Marines walczącym w dalekich stronach z naszymi odwiecznymi wrogami - terrorystami.

Opis był wręcz komiczny i zacząłem się zastanawiać czy tutaj kiedykolwiek chodziło o walkę z terroryzmem? Saddam może i był pieprznięty, ale nie przypominam sobie, żeby jego bracia porywali "zachodnie" samoloty. To chyba Ci "tego drugiego, którego złapać nie potrafi największe supermocarstwo świata i reszta"? Mniejsza o większość i osiągnięcia naszych w Iraku a niebawem i Afganistanie (czyli stwierdzenie, że coś być mogło i było, ale już nie ma, bo zabrali - tylko co? jak to co, rakiety skierowane na USA, kartony wąglika).

Od początku - Marines patrolują różne okolice i wypytują mieszkańców o to czy nie widzieli Talibów. Mieszkańcy mówią "nie", bo wiedzą, że czego by nie powiedzieli i tak dostaną Snickersa i pluszaka dla dziecka. Nagle z domu w środku wioski leci grad kul, kaliber 7,62mm bez trudu rozwala mieszkańców wioski, którzy raczyli się odezwać do wroga narodu i rani jednego z żołnierzy. Amerykanie strzelają do złych "terrorystów". Talibowie się poddają.

Dzień następny - jeden z pojazdów konwoju wjeżdża na minę. Ktoś rozpoczyna ostrzał całego konwoju, w skład którego wchodzą także amerykańscy komandosi. Rozpoczyna się wymiana ognia. Nikt nie ginie, ale strzały nie ustają. Konwój spóźnia się o wiele godzin. Nie można wezwać wsparcia lotniczego ani użyć rakiet Javelin, bo jest ciemno i nie daj Bóg umarłby jakiś cywil. Wrogowi kończy się amunicja. Koniec misji. Okazało się, że atak na konwój zorganizowało DWÓCH (!) Talibów z 1 miną 2 kałachami i skrzyniami magazynków. Żołnierzy koalicji było 40 razy tyle, ale bali się strzelać z tego samego powodu, z którego nie mogli wezwać wsparcia lotniczego.

Dzień kolejny - jakiś wieśniak spytany czy we wiosce, do której wjechali Amerykanie są Talibowie odpowiada, że nigdy tu kogoś takiego nie było. Podczas gdy zajada się Snickersem wojska sojuszu znajdują w domu jego sąsiada 20 skrzyń z amunicją kalibru 7,62 i prawie tyleż samo ruskich rakietnic. Wieśniak jest strasznie zdziwiony i pyta, czy nie mają jeszcze słodyczy.

Amerykanów mija ciężarówka pełna Talibów, którzy szczerzą zęby i celują kałachami wprost w transportery sojuszu. Amerykanie zamierają. Czekają aż Talibowie zaczną strzelać, bo tylko wtedy białasy mogą otworzyć do nich ogień. Talibowie doskonale o tym wiedząc, bluzgają na Marines i odjeżdżają. Konwój jedzie w przeciwnym kierunku.

Pytanie - czy coś w tych historiach nie wydaje Wam się dziwne? Czy humanitaryzm w stosunku do człowieka nie szanującego życia innych nie skazuje nas od razu na porażkę? Czy można zaufać człowiekowi, który najechał inny kraj i jedną ręką częstuje nas smakołykami podczas gdy w drugiej trzyma niosiącą śmierć broń? I czy ktoś nadal wierzy, że misje w Iraku i Afganistanie mają za zadanie zwalczanie terroryzmu? Żołnierze chyba nie.

27.03.2007
15:08
[2]

Azzie [ bonobo ]

Nie mozna byc humanitarnym najezdzca. To bzdura i dlatego sa takie sytuacje.

27.03.2007
15:10
[3]

mmomm [ Konsul ]

Zgadzam sie, to tylko ladnie wyglada w ksiazkach, albo w opowiesciach (czesto niepelnych i zaklamanych). Wojna jest z definicji 'stanem, zdarzeniem itp' ktory sam w sobie jest niehumanitarny.

27.03.2007
15:17
[4]

Sabathius [ gdzie jest rooda? ]

moze nie do konca na temat, ale...

-kochanie moze dzis na jezdzca?

-jaki znow najezdzca???

-germanski, k.....a oprawca!!!

27.03.2007
22:17
[5]

Andrzej Lepparkour [ Konsul ]

Nie pytałem o to czy MOŻNA a o to czy WARTO. Bo tak to wygląda. Gdyby w Iraku zastosować drastyczne środki to nie mielibyśmy niekończącej się wojny.

Z jednej strony atakujemy inny kraj tylko dlatego, że nie ma tam poszanowania dla praw człowieka kuriozalne jest w tym wszystkim to, że Ci ludzie, których prawa były przez lata deptane mają to co się dzieje głęboko w dupie i nie palą się do pomocy. Nie dlatego, że się boją, bo przecież nietrudno jest sprawić, aby bali się nas bardziej.

Interesuje mnie bardziej to czy nie powinno się powziąć bardziej radykalnych środków. Zbrodnie wojnenne itd. ;) Zresztą było o tym swojego czasu bardzo głośno i strasznie piętnowano Amerykanów zamieszanych w ten proceder. Straszne, ale skoro wieśniak "nic nie widzi i nic nie wie" przez co giną ludzie, żołnierze, to może na wstępie sprawmy, żeby sobie przypomniał?

Mały upik.

27.03.2007
22:22
[6]

Gibon91 [ Jestem Zajebisty ]

Bombę atomową od razu ! A co!

A tak na serio ten "tubylec", też nie chce umrzeć, a taki z pewnością los by go czekał, gdyby sobie "przypomniał" gdzie on widział tą broń...

27.03.2007
22:46
[7]

gladius [ Subaru addict ]

Czy warto być humanitarnym najeźdźcą? - zastanawiał się Wilhelm Keitel podchodząc do sierżanta Woodsa.

27.03.2007
23:03
[8]

Andrzej Lepparkour [ Konsul ]

Gibon91, a co za różnica? Tubylec i tak umrze, tylko za to, że gadał z Amerykaninem. Patrz wyżej.

gladius, LOL.

27.03.2007
23:09
[9]

LooZ^ [ be free like a bird ]

Dobrze, ze GROM mial fajniejsze "rules of engagement" i mogl strzelac do kazdego kto mial telefon komorkowy w rece po godzinie policyjnej :)

27.03.2007
23:09
smile
[10]

coolerek89 [ Mówcie mi cool ]

Tak apropo najeźdźcy -->

27.03.2007
23:22
[11]

Bramkarz [ brak abonamentu ]

Po poście gladiusa nie mam nic do dodania :))

27.03.2007
23:31
smile
[12]

Gregor Eisenhorn [ Ordo Xenos ]

Fucking nuke'em all!

27.03.2007
23:41
[13]

Mortan [ ]

Bo widzicie Ci zli Amerykanie pierdziela sie z tymi wszystkimi dzikusami zeby im leptianki nie rozwalic przy okazji jakiegos ataku i dochodzi do takiej paranoi. G

28.03.2007
09:44
[14]

kocher [ Konsul ]

Zgazam się z Azie. Nie ma czegoś takiego jak humanitarni najeźdźcy. Ale dodam swoje trzy grosze. Nie ma humanitarnej wojny. Te wszystkie definicje mają jedyny cel - zrobić nam z mózgu wodę.

28.03.2007
09:50
smile
[15]

legrooch [ MPO Squad Member ]

ROTFL. Coolerek mnie ubiegł :)

Humanitarnym nie, ale germańskim tak :)

28.03.2007
09:57
[16]

kiowas [ Legend ]

Andrezj ---> pewnie, że można, ale niestety nie warto. Dlaczego? Wyobraź sobie jak zostałaby odebrana Ameryka choćby we wspomnianym Afganistanie gdyby żołnierze strzelali do wszystkiego co się rusza. Na chwile obecną część tubylców nadal popiera 'najeźdźców', ale szybciutko skończyłoby sie to gdyby zaczeli sie oni dopuszczać podobnych agresji. I wtedy juz nie byłoby odwrotu - wobec istenijącej groźby iż każdy cywil może byc talibem w przebraniu (bo problemów z rekrutacją nie mieli by już żadnych) musieliby spacyfikować każdą mijana po drodze osadę.
Nawet sobie nie wyobrażam jakie byłyby tego swiatowe reperkusje...

28.03.2007
10:32
[17]

MANOLITO [ Generaďż˝ ]

czy warto?, oczywiście, ponieważ kożyści są większe niż straty, dam przykład powstania warszawskiego, gdzie niemcy nie brali jeńców i każdego powstańca nawet rannnego eksterminowano na miejscu, efekt był taki, że polacy podstawieni pod ścianę musieli walczyć do końca, bo co lepsze, zginąć w walce, czy od plutonu egzekucyjnego? efekt był taki, że dla niemców warszawa stała się drugim stalingradem, za każdy zdobyty budynek musieli złożyć daninę krwi, bo nie mogli liczyć na poddanie się powstańców.
Drugi przykład dotyczy milicji Al Sadra, gdy amerykanie toczyli cieżkie walki niemal dwa lata temu w faludży (nie znam oryginalnej pisowni) równoczesnie starali sie dogadać z Al Sadrem warunki rozejmu, gdy dla nigo sytuacja stała sie krytyczna po prostu przerwał powstanie, a w zamian za to amerykanie pozwolili jego frakcji uczestniczyć w rządach dzisiejszego iraku. Amerykanie mogli eksterminować sadrystów, ale musieli liczyć się, że ci będą walczyć do końca co narazi ich na niepotrzebne straty, a po drugie wiedzieli, że nie są wstanie zabić wszystkich, o wiele korzystniej było obłaskawić ich i wciągnać do rządzenia irakiem, majac tym samym pod jako taką kontrolą.
Jeśli chodzi o resztę, podstawą walki ze wszelką partyzantką jest postawa ludności cywilnej wobec okupanta, im gorzej zachowują się okupanci tym proporcjonalnie większe poparcie dla rebelijantów, nawet jeśli dochodzi do powyżej opisanych komicznych sytuacji, to i tak amerykanie wychodzą na plus, ponieważ nie dostarczają powodów cywilom do wspierania partyzantów, a to klucz do zwyciestwia.

28.03.2007
10:37
[18]

...NathaN... [ The Godfather ]

Z całej tej opowieści wnioskuje, że na tym wszystkim najlepiej wychodzi producent Snickersa ;)

© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.