GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Tom Yum Goong czy Ong Bak?

06.03.2007
23:00
smile
[1]

yazz_aka_maish [ Legend ]

Tom Yum Goong czy Ong Bak?

Niedawno obejrzałem Tom Yum Goong, drugi po Ong Bak film, w którym gra współczesny Jackie Chan, Jet Li, Steven Seagal i J.C van Damme w jednym, mianowicie - Tony Jaa.

Zainspirowany sporem na Filmwebie, który film lepszy przedstawiam również Wam swoje spostrzeżenia. Z góry uprzedzam, że jest to typowe kino rozrywkowe, zaś zwolenników ambitniejszych produkcji proszę o luźne potraktowanie sprawy, zapraszam wszystkich do dyskusji, niemniej proszę się wstrzymać od nic nie wnoszących komentarzy typu: "Dno" i na tym koniec :)


Porównanie Tom Yum do OngBak jest krzywdzące dla tego drugiego. Dla mnie to jak porównywać zapiekankę z budki ulicznej do homara w TGI Fridays. Zapiekanka jest smaczna, ale poprawnie przyrządzony homar to rozkosz sama w sobie. I tu sprawa ma się podobnie. Dziwi mnie ocena Tom Yum Goong (9.xx) w świetle OngBak (bodajże 7.xx). Według mnie OngBak stoi conajmniej dwie półki wyżej. W takich filmach fabuła, gra aktorów, muzyka, czy scenografia to jedynie tło do tego co producenci naprawdę chcieli pokazać, mianowicie - walki. Dlatego całą otoczkę towarzyszącą praniu się po ryjach zostawmy i przyjrzyjmy się temu co tygrysy lubią najbardziej, a więc - niesamowitym pojedynkom.

Ong Bak.
Spokojne, żeby nie powiedzieć, cholernie nudne wejście, kilka słów o kulturze Tajów, wiejski krajobraz - tu przeleci ptaszek, tam uśmiechnie się bezzębna babcia. Przedstawienie głównego bohatera oraz ukazanie niesmacznego uczynku w postaci kradzieży wiejskiego bożka, co by potem można było wytłumaczyć łamanie kończyn tudzież czaszek oponentów.
20-30 minut nudy i....zrywa nam kask z głowy a papucie zeskakują ze stóp lądując z wrażenia tuż pod ekranem LCD, na którym rozgorzała właśnie akcja, która nie ustanie już po ostatni klaps filmu.
Tony Jaa pokazuje nam co to znaczy bezbłędny trening od niebywałej akrobatyki po najgłębsze tajniki muai thai. Ne sposób oderwać wzroku od poczynań głównego bohatera, dla którego grawitacja nie istnieje, zaś pięści, łokcie oraz nogi są bardziej niebezpieczne niż 6-ciu ołowianych przyjaciół z niejednego Magnum 44. Warto zwrócić uwagę na kaskaderów, którzy co najmniej połowę ciosów przyjmują na swe biedne żuchwy, torsy, czy kości licząc w myślach zarobki, które potem przeznaczą na rekonwalescencję po zakończonej produkcji filmu. Tajscy kaskaderzy są niespełna rozumu, bądź nie zależy im na życiu - tego jestem pewien, jak faktu, iż wielu z nich poważnie ucierpiało. Obrazuje nam to zresztą dokument prezentowany niegdyś przez Eurosport - o kulisach kręcenia OngBak.
Gdy już akcja ruszy z miejsca z siłą wodospoadu, rozpędza się szybciej niż Kawasaki Z1 Ninja i w miarę upływających minut przybiera prędkość pocisku wylatującego z lufy AK47 pozostawiając w tyle nawet ultraszybkie japońskie pociągi Shinkansen.
Połączywszy to z niesamowitą szybkością, techniką, dynamiką i antygrawitacyjnymi butami Tony`ego dostajemy na tacy trotyl w czystej postaci z krótkim lontem i wesoło iskrzącym się płomykiem, który zaraz dotrze do celu.
Czego zabrakło w Tom Yum.

Tom Yum Goong.
Wejście jeszcze nudniejsze, niż w Ong Bak (o ile to w ogóle możliwe), historia zaś okrutnie identyczna i tak samo infantylna, ale podkreślam, że akurat w tych filmach to bez znaczenia. Masz wyłączyć mózg, chłonąć obrazy, podziwiać sztuki walki i nadludzkie możliwości bohaterów, a buzię otwierać jedynie po to by łyknąć piwka, schrupać orzeszka czy "och`nąć" sobie lub "ach`nąć" (w przypadku pań) tudzień zakląć siarszczyście i dodać retoryczne pytanie w stylu "kur**, jak oni to robią?" (w przypadku panów).
Po bliżej nieokreślonym czasie ziewania, mlaskania i nerwowego spoglądania na zegarek mamy Wejście......Smoka!? No właśnie....smoczka rzekłbym. Bo rzucać przeciwnikami po ścianach, rozwalając przy tym gustowne komody z czasów Gierka potrafi nawet pierwszy lepszy dżentelmen o stylowej fryzurze na zapałkę, okrywający swe umięśnione uda poliestrowym materiałem z trzema paskami po bokach. No więc czekamy dalej. Pierwsze wrażenie pozostawia wiele do życzenia, ale czekamy, czekamy...nie pierwszy to film, gdzie piewsze starcie nie decyduje o kunszcie.
Heros nasz udaje się do Sydney, gdzie otrzymujemy zlepek luźnych historyjek na pozór nie powiązanych ze sobą, lecz z racji wyłączonego mózgu nie rejestrujemy tego, oglądając pejzaże stolicy Australii i czekając na mocnego podbródkowego, który wyostrzy nam zmysły byśmy mogli rozkoszować się destrukcją w pięknym stylu.
Dostajemy mocny policzek w postaci interesującej sceny walk z Młodzieżą Po Ogólniaku, która lubi ekstremalnie wywijać na cross`owych motorkach czy też w przypadku mniej zasobnych portfeli - bardziej przyziemnych (co nijak nie sprawdza się w przypadku tego filmu) rolkach.
Nie jest to jednak cios na miarę nokautu czy choćby liczenia. Po chwili spokoju dostajemy następną dawkę adrenaliny i przyjemnych dreszczy, gdy Tony pokonuje kondygnacje pewnego przybytku zrzucając przeciwników z coraz to wyższych pięter na podłogę, stoliki, wspomniane wcześniej komody, a nawet fortepian - przy tłustym bicie rodem ze starego BMW zaparkowanego na warszawskiej pradze i radosnym akompaniamencie wrzeszczących spadających. Małe rozczarowanie. Nic z czym wierny kibic swojego klubu nie poradziłby sobie w przypadku werbalnego choćby najazdu na jego drużynę.
Na uwagę zasługują sceny w kościele. Muai thai kontra capoeira, muai thai kontra kung fu, oraz muai thai kontra łysy bydlak na sterydach.
Tu jest na co popatrzeć - przyznaję.
Końcowa walka to hordy przeciwników w tanich garniturach vs. Tony oraz na dokładkę łysy bydlak na sterydach + dwaj koledzy, który zaopatrywali się w tym samym sklepie z "odżywkami".
Tanie garniturki potwierdzają regułę, iż to zwykłe masy, szaraczki - pękają pod naporem Tony`ego jak opór dziesiątek nastolatek pęka przed Michaelem z Prison Break.
Łysy bydlak i Strongmani są twardzi, ale nie tak bardzo jak kości słonia. I nawet Miriam z batem w dłoni nie jest w stanie przechylić szali zwycięstwa na stronę czarnych charakterów...

Największym problemem Tom Yum Goong jest brak siły, precyzji, dynamiki i artyzmu walk, których nie brakuje w Ong Bak. Owszem jest duża doza brutalności kończyny pękają jak gałązki buku przy halnym, ale ciosy są markowane, sztuczne i brakuje im świetności - najprościej ujmując.
Film nie miażdzy, nie porywa, nie rzuca na kolana. Jest w porządku. Poprzednia produkcja z Tonym postawiła poprzeczkę tak wysoko, że nie ma się co dziwić. Będę szczerze zaskoczony jeśli Ong Bak 2 dorówna pierwowzorowi. Mam jednak głęboką nadzieję, iż przewyższy Tom`a. Może dbano o ekipę kaskaderów? Może kaskaderzy uczestniczący przy realizacji Ong Bak nie opuścili jeszcze szpitali? Może zatrudniono tych z Australii? Możliwe, Ci pewnie mają wszystkie klepki.
Dla mnie tu nie ma co porównywać. Wynik jest jedyny, a Tom Yum dostaje baty od OngBak jak Dolph Lundgren od Sly`a w czwartej części "Rocky`ego".

Tom 5/10, Ong Bak 10/10.

06.03.2007
23:13
[2]

Coy2K [ Veteran ]

troche przesadziłeś stawiając Ong Bak tak wysoko na piedestale... 10/10 ? za co ? nawet kopanina powinna być okraszona jakąś ciekawą fabułą, a nie być tylko tłem do kopaniny... chocby z tego prozaicznego powodu otworzyłem szeroko oczy widząc pełne 10/10 tak jak widząc IMO niesłusznie zaniżoną notę dla Tom Yum Goong...

choc oba filmy pod wzgledem fabuły są tragiczne ( co też oba dyskwalifikuje do oceny 10/10 ) w moim zestawieniu to wlasnie TYG stoi wyżej nad Ong Bak. Zdecydowanie lepsza muzyka niż w OB, no i więcej akrobatyki Tony'ego Jaa, a co najwazniejsze sceny ktore zapadają w pamięć w przeciwienstwie do OB chocby scena z genialną walką gdzie bohater tylko łamie wszystkie kosci jakie mozna zlamac w ludzkim ciele masie przeciwnikom :) no i kolejna scena okolo 10 minutowa nakrecona jednym ujęciem gdzie bohater jest w jakiejs restauracji (?) i pokonuje kolejne piętra neutralizując wrogów na swojej drodze.

Jedyne co można powiedziec o Ong Bak to fakt, że był pierwszym tego typu filmem dlatego porywa oryginalnością walki ( jednak to już scena łamania w TYG jest naprawde niesamowita )
oba filmy nie zasługują na 10/10, jesli o moją skromną notkę chodzi to Ong Bak dostałby 7, natomiast TYG 7.5

06.03.2007
23:22
[3]

yazz_aka_maish [ Legend ]

Coy2k kompletnie się z Tobą nie zgadzam (prócz muzyki). Dla mnie walki w Ong Bak stoją na nieporównywalnie wyższym poziomie.

Doskonale widać, że ciosy dochodzą do celu, przy czy w TYG niektóre nie są nawet blisko. Choreografia również jest o wiele lepsza. W gruncie rzeczy może zaniżyłem ocenę TYG, ale po prostu bardzo mnie rozczarował. Dla przykładu Ong Bak oglądałem już 4 razy i mogę obejrzeć znowu - sceny walk wciąż wywołują u mnie dreszczyk emocji, zaś TYG nie mam ochoty oglądać po raz kolejny.

Owszem scena łamania kości w TYG jest ciekawa, niemniej to tylko kilka dźwigni + odgłosy trzaskających kostek. Restauracja to w zasadzie nic ciekawego, bo tak jak wspomniałem - tę scenę może zagrać każdy (zrzucanie ludzi przez barierki, bez żadnej finezji...)

Co do muzyki się zgodzę - w TYG jest lepsza niż w OB.

Moja ocena jest tak wysoka, gdyż NIGDY wcześniej nie oglądałem tak niesamowitych scen walk, a przebrnąłem przez wiele azjatyckich produckji. O fabule się nie wypowiadam, już mówiłęm że to tylko tło...

Nie neguję Twego zdania, gdyż każdy ma własne, moja ocena może jest ciut subiektywna, ale tak właśnie uważam, gdyż TYG mnie nie zachwycił, OB - wprost przeciwnie :)

06.03.2007
23:27
smile
[4]

Coy2K [ Veteran ]

z azjatyckich produkcji moglbym wymienić chociazby Policyjną Opowieść ( głównie część trzecią mam na mysli, ale kazda byla rownie dobra :) ktora ma zarowno swietną choreografię, wątki humorystyczne i jakąś fabułę :)
niestety w produkcjach Tony'ego Jaa uswiadczyc tego nie mogę, dlatego nie potrafie zrozumiec tej oceny 10/10 :)

06.03.2007
23:30
smile
[5]

vcarter [ Koszykarz ]

tez bardziej podobal mi sie Tom Yum Goong niz Ong Bak - o ile rzeczywiscie fabula w takich filmach nie jest najwazniejsza to mimo wszystko powinna trzymac chociaz sredni poziom - ong bak to jeden z najglupszych filmow pod wzgledem historii jakie ogladalem - ledwo dozylem do konca ;)
Tom Yum Goong pod wzgledem fabuly tez idiotyczny - porwali mu slonia wiec postanawia sie zemscic :D haha - no ale film lepszy, widac ze poszlo wiecej srodkow n ata produkcje :) a 10minutowa scena jak ganial po tych pietrach robi niesamowite wrazenie - hollywood moze sie schowac ;) mam nadzieje ze aktor w koncu trafi do ameryki i powstana jakies fajne filmy z jego udzialem :)

aczkolwiek filmy ogladalem jakis czas temu i dobrze juz ich nie pamietam - tym bardziej takich szczegółów jak to czy ciosy dochodzily czy nie ;)

06.03.2007
23:35
[6]

yazz_aka_maish [ Legend ]

Jackie Chan to niedościgniony mistrz, wątki humorystyczne muszą trafić w gusta odbiorcy (w moje trafiają), fabuła prosta, ale znośna, niemniej to nieco inne kino :)

Police Story 1&2 mają u mnie po 9,5 (Legenda Pijanego Mistrza ---> 10) Police Story 3 nie mogę skojarzyć, jaki to był podtytuł. Supercop?

06.03.2007
23:41
[7]

yazz_aka_maish [ Legend ]

vcarter, fabuła idiotyczna, ale zwróć uwagę na kulturę Tajów - u nich słoń traktowany jest niemal jak członek rodziny...

Nie musi trafiać do US nawet. Wystarczy by miał środki na tworzenie filmów. Kiedyś chodziły słuchy, że Luc Besson się nim zainteresował - to mogło by być bardzo ciekawe rendez-vous :)))

06.03.2007
23:47
[8]

magister_oc [ Pretorianin ]

lepsza byle jaka zapiekanka niz najlepszy homar

07.03.2007
00:16
[9]

Diobeuek [ Konsul ]

W sumie obydwa filmy bardzo mi się podobały ale jednak bardziej mi zapadł w pamięć TYG. Tyle

07.03.2007
01:07
[10]

Coy2K [ Veteran ]

yazz >>> tak, policyjna opowiesc 3 to Super Cop :)

07.03.2007
09:27
[11]

yazz_aka_maish [ Legend ]

Coy2k zdaje się, że motywem przewodnim był tam kawałek Tiny Turner "What`s Love Got To Do It" w jakimś remake`u? I grała tam Michelle Yeoh? Dobrze kojrzę? Pamiętam jedynie rewelacyjne sceny z końcówki na dachu pociągu bodaj (?) Muszę sobie chyba ten film odświeżyć bo jakoś nie zapadł w mojej pamięci....

07.03.2007
16:56
[12]

yazz_aka_maish [ Legend ]

To dziwne, bo jak do tej pory nikt nie podzielił mego zdania. Dla mnie naprawdę istnieje spora przepaść między obiema produkcjami...

07.03.2007
17:33
[13]

Coy2K [ Veteran ]

yazz dobrze kojarzysz, to w tym teledysku byly te przerywniki :)

a co do Ong Bak ... no coz, moze zwolennicy sie jeszcze nie wypowiedzieli :)

© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.