mateuszek15 [ Pretorianin ]
Ochrona środowiska
Zamierzam wybrac sie do technikum na ochrone środowiska! I chciałbym sie dowiedzieć co po tym sie ma, i czy opłaca się na ten kierunek iść.
MaXoyel^ [ Pretorianin ]
Ja nie jestem fachowcem od dziedziny "ochrona środowiska", mogę jedynie podać ci linka do artykułu w którym chyba wszystko jest zawarte - zalety, możliwości zatrudnienia, wykłady itp. Myślę, że ten artykuł odpowie ci na wszelkie pytania dotyczące tego kierunku. Jeżeli będziesz nadal szukał osoby, która odpowie ci z własnego doświadczenia, to radziłbym ci zadzwonić do odpowiednich miejsc i się dowiedział - na przykład do uczelni. Możesz również czekać, aż jakaś osoba z tej "branży" odpowie.
tutaj artykuł:
Technikum? Przepraszam, żle przeczytałem - myślę jednak, że link i tak będzie przydatny :)

Moshimo [ FullMetal ]
Wg mnie jest to dosc ciekawy kierunek, jesli choc troche sie tym interesujesz.
Moja siostra skonczyla w tym roku ochrone, ale wybrala sie jeszcze na magisterskie studia, wiec ciezko ocenic jak wyglada sprawa z praca. Co prawda znalazla staz w zupelnie innej dziedzinie, ale to nie musi byc regula (z drugiej strony, nie mieszkamy w jakims wielkim miescie, wiec mozliwe ze tu jest trudniej o tak specyficzny rodzaj pracy). Ja bylbym na tak :)
Vader [ Legend ]
Kierunek jest bardzo ciekawy i przyszłościowy, ale jest warunek. Trzeba to lubieć i być gotowym na ciężką chemię. Jedno jest pewne. O wiele łatwiej po tym o dobrą pracę, niż po historii czy innej filozofii.
gereg [ zajebisty stopień ]
w artukule zamieszczonym przez MaXoyel^ niestety znajdziemy stek bzdur.... a moze to nie sa bzdury, tylko dotycza kierunkow "ochrona srodowiska"?
bo ja ukonczylem nieco inny - Miedzywydzialowe Studia Ochrony Srodowiska na UW. swego czasu byly to (i pewnie nadal sa) najbardziej elitarne studia tego typu... i jakie wnioski?
1. miejsca a chetni - ja zdawalem 8 lat temu. bylo 16 kandydatow na jedno miejsce....
2. ciezkosc studiow - owszem.... latwe nie sa... ale akurat chemii wcale bys sie tak bardzo nie obawial jak chociazby fizyki. ale moje studia byly szczegolne i z jakis tajemniczych przyczn poziom byl wysrubowany do abstrakcyjnych rozmiarow....
pierwsze trzy lata bardzo ogolne - podstawy makro- i mikroekonomii, zarzadzanie, chemia organiczna i nieorganiczna, hydrologia, matma (w rok zrobione trzy lata analizy z normalnej matmy), fizyka, biochemia, genetyka, hydrobiologia, zoologia, botanika, geologia, teledetekcja, krystalografia, kartografia, architektura krajobrazu, zagospodarowanie przestrzenne, gleboznawstwo, klimatologia, filozofia przyrody, prawo administracyjne, prawoznawstwo, prawo karne i troche innych przedmiotow... do tego masa cwiczen, zajec wyjazdowych (np. dwutygodniowe praktyki w wakacje w gorach etc), jezyk, przedmioty ogolno uniwersyteckie. masakra.
4 i 5 rok to juz przedmioty kierunkowe i seminaria. ja wybralem prawo administracyjne.
plus? - spotykasz cala smietanke uniwersytecka (wykladaja najlepsi wykladowcy z calej Polski) i sa spore stypendia naukowe ;-)
mimo, ze byly to studia dzienne, to polaczylem je z pelnoetatowa praca (od polowy pierwszego roku) i naprawde latwo nie bylo.
3. praca - w zawodzie? wolne zarty... sa dwie opcje pracy w zawodzie. masz zajebiste znajomosci, to wozisz tylek po swiecie (np. badania na madagaskarze) i kosisz mila kaske. nie masz znajomosci? pracujesz za marne grosze w urzedzie etc.
pierwsza alterternatywa dotyczy circa 5% studentow z mojego roku. druga okolo 50%. reszta nie pracuje w zawodzie. ale dzieki hardcorowym studiom wielu z nich ma swietne prace - potrafia szybko sie uczyc i sa elastyczni.
reasumujac? nie polecam. mozna swoj czas zainwestowac znacznie lepiej.