GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Szkoła a wychowanie.

06.09.2006
14:35
smile
[1]

martusi_a [ Dezerterka z Krainy Snów ]

Szkoła a wychowanie.

Na samym początku: tak, wiem, że to forum o grach, a nie żadna niebieska linia. Wiem też, że udziela się tutaj gro osób zorientowanych w temacie - i do nich właśnie wątek kieruję.

Podział wydaje się jasny - szkoła jest od nauki, a od wychowania rodzice. Jak jednak postępować z dziećmi z rodzin patologicznych, gdzie o wychowaniu w domu nie ma mowy? Obowiązek jako takiego przygotowania do życia w społeczeństwie spada na nauczycieli - pedagogów. I to oni zobowiązani są interweniować i kontrolować tzw. "trudną młodzież".

Sytuacja pokrótce wygląda tak: moja mama jest nauczycielem i wychowawcą w gimnazjum. W tym roku trafił jej się drugoroczny "odpad", który już /a minęły dopiero dwa dni/ zaczyna burzyć ład. Pomijam zachowanie wobec rówieśników, każdy zapewne się domyśla, jak to wygląda. Karygodne jest zachowanie wobec nauczycieli - pyskówki, kompletny brak szacunku, przesadna "otwartość".
Oczywiście, można stwierdzić, że to nie jest problem szkoły i niech sobie robi, co chce - ale szkoła nie chce hodować sobie wrzoda na tyłku.

Pytanie: jaką metodą wpłynąć na ten "nietykalny" przypadek?
Rodzina, jak wspomniałam, patologiczna i rozbita.
Wyrzucić ze szkoły nie można.
Psycholog? Uczeń nie wyraża zgody nawet na jedną rozmowę.
Kurator? Jest, ale nie wykazuje zbytniego zainteresowania przypadkiem. Może na tym polu należy podjąć kroki?
A może są jeszcze inne możliwości?

Z góry dziękuję za wszelkie sugestie. :)

06.09.2006
14:40
[2]

areees [ Pretorianin ]

Nie nawidze takich osób o jakiej napisałaś do szkoły chodzi sie uczyć a jesli on tam poszedł porozrabiać to może go do jakiegoś zakłądu bo po co ma taki jak to napisałaś "odpad" zanieczyszczać bude .

06.09.2006
14:42
[3]

Yoghurt [ Legend ]

Jak już kiedyś rzekłem- wrzucac takich do dołu z wapnem. Albo mieszać z betonem i dodawać do fundamentów pod nowe placówki oświatowe.

Dla takich delikwentów powinno powstać to, co w wielu innych krajach- szkoły dla tzw. "Trudnej młodzieży", gdzie takiemu młodemu gniewnemu może nauczyciel sprzedać blaszkę albo jebnąć z karata. W US istnieją choćby placówki, gdzie pedagodzy wymuszają szacunek wojskowymi metodami kaprala Wiadernego, ale to skutkuje, bo takowy nauczyciel, który pokaże, ze jest większym madafakiem od typowego 13-letniego ziomala z getta, ma rispekt na osiedlu. U nas wyglądałoby to zapewne inaczej, niemniej szacunek i dyscyplinę wymusić u takich należy, jeśli dobrotliwe słówka i przyzwolenie na patologię nie skutkuje.

06.09.2006
14:55
[4]

xmajorx [ Gladiator ]

Wydaje mi się, że odpowiedź jest prosta: zgnębić go jak mocno się da tzn...

Powinien sam siedzieć w ławce, a podczas gdy na lekcji robione są jakieś zadania, jest coś do przeczytania itp. to wybierać do przedstawienia rozwiązania, lub wygłoszenia tekstu tego o to delikwenta. Odpowiedź jaką poda jest jasna tzn. jasna raczej nie ;), ale napewno odmówi, a wtedy oczywiście za pracę na lekcji jedyneczka. Tak należy postępować cały czas, a nawet lepiej, wymyślać coraz nowsze "tortury". Z pewnością nie zależy mu na ocenach, ale uczeń z taką ilością złych ocen powinien trafić na dywanik do dyra szkoły. Dobrym rozwiązaniem byłoby gdyby jakaś osoba do tego przeznaczona zadecydowała, czy dziecko nadaje się do szkoły specjalne, jeśli tak, to "pakuj polo, manatki" i żegnam.

06.09.2006
15:01
[5]

ganek [ Pyrlandia Reprezentant ]

Polecam ten artykul, pasujacy do tematu "Wal się, szkoło" :

06.09.2006
15:03
[6]

Minas Morgul [ Senator ]

Yoghurt - Owszem, może to nieść nauczkę wychowawczą i wnieść dyscyplinę do życia takiego człowieka, ale powiedz mi, jakie wzorce przekaże on swoim dzieciom? Jeżeli nie miał w niego kto wpoić miłości, pokazać mu, co to jest dobroć, a jedynie suchą teorię zachowania kultury i kowenansów - znam takie rodziny - to w praktyce z pokolenia na pokolenie bywa różnie.
Takie twarde wychowanie niesie pewne pozytywne wartości, eliminując w pewnym stopniu widoczne patologie, ale proszę Cię, nie podawaj US, jako mekki wartości moralnych, z których powinniśmy czerpać.
Zresztą wracając do problemu...

Wiele zależy od podejścia nauczyciela/pedagoga w tej kwestii...
Myślę, że z dumą mogę dać przykład mojej mamy.
Uczy w liceum, technikum, zawodówce, jest kuratorem, a część jej podopiecznych to kryminaliści. Większość jej uczniów ma kuratorów za kradzieże, pobicia, często klasa wykrusza się, bo w trakcie roku szkolnego aresztują kogoś za narkotyki.
Mama jest osobą dość aktywną, do każdego stosuje inny system. Po pierwsze, widząc cwaniaka nigdy nie rozmawia z nim na tle klasy, gdzie cwaniak czuje się pewnie, a wyciąga go na rozmowę w cztery oczy. Jeszcze się nie zdarzyło, aby gówniarz był taki hardy w rozmowie. Umie pilnować dyscypliny. Mimo, że chodzą tam często dresy i kryminaliści, jeszcze nikt jej nie podskoczył, a jak raz byłem u niej na lekcji, to wszyscy siedzieli cichuteńko w przebranych butach i notowali.
Sama mówi o nich: "moje kochane dzieci". Chwali ich nauczycielom, że są grzeczne, zawsze znajduje dla nich ciepłe słowo. Ja sam mam tego czasami już dość, ale do mojego domu właściwie kilka razy w tygodniu pukają uczniowie, którzy chcą z nią porozmawiać o problemach.
Siedzę sobie czasami i słyszę przez ścianę, jak wielki drech siedzi i płacze, że nie ma za co dojeżdżać do szkoły, bo najpierw musi sobie zarobić, rąbiąc drewno.
Zasada jest taka, że agresja wywołuje agresje, a motywacja przez poniżanie to żadna motywacja. Gdyby do Was nauczycielka odezwała się: "wy buraki, jesteście niczym" (w szkole mojej mamy jedna nauczycielka tak zrobiła, to jej mało z drzwiami nie wynieśli), to reakcja na widok takiej osoby byłaby zapewne wymiotna.
Warto mieć nieco ciepłego słowa dla takich uczniów, mówić im, że nie tylko do łopaty i do odstrzału się nadają. U mojej mamuśki to skutkuje. Na cwaniaków, którym się w dupie przewraca ma sposoby i nikt jej nie podskoczy, wręcz niektórzy się jej boją, ale potrafi jakoś znaleźć wspólny język z młodzieżą. Cały czas ktoś tam jej się kłania, caly czas ktoś przychodzi się zwierzać (nawet był taki, który opowiadał jej więcej, niż własnej matce). Nie wiem, czy to taki typ charakteru, ale najważniejsze to umieć nawiązać nić porozumienia z drugim człowiekiem. Ja bym się raczej do tego nie nadawał, zbyt złośliwy jestem i oschły.

Nie uważam, że szkoła powinna wychowywać. Nie ma takiego obowiązku, wychowaniem powinien zajmować się dom rodzinny, ale swoją drogą uważam, że gdyby było więcej osób o usposobieniu i podejściu mojej mamuśki, byłoby lepiej.

06.09.2006
15:07
[7]

Miren_cjum [ Centurion ]

Są przypadki w , których słowo "wychowanie" jest błędne . Powinno być "tresura"

06.09.2006
15:12
[8]

Chacal [ Senator ]

Niech się postara, by znowu nie zdał.

06.09.2006
15:16
[9]

Minas Morgul [ Senator ]

Zresztą martusi_o, spróbuj pogadać z mamą, coby zajęła się tym przypadkiem indywidualnie.
Cwaniactwo i popisywanie się to domena rozwydrzonych bachorów. Zupełnie inaczej wygląda ostra rozmowa na tle klasy, gdzie jedna sarkastyczna odpowiedź wywołuje poparcie tejże klasy i złośliwy uśmiech na twarzy takiego delikwenta, a zupełnie inaczej poważna pogadanka w cztery oczy i uświadomienie mu, co go czeka, jeżeli nadal nie będzie szanował jej i innych nauczycieli.
Przy czym ton formalny można sobie odpuścić i mówić prosto w oczy.
W przypadku mojej mamy to zawsze skutkowało.

Aha - o ile wzywanie rodziców coś jeszcze da, to powiedz mamie, żeby czasem nie prowadziła takiego kogoś do dyrektora. Wiele nauczycieli robi taki błąd i prowadzi uczniów do dyrektora, aby ten wymierzył karę. Wiem, że moja mamuśka jeszcze nigdy w swojej 20-letniej karierze nikogo do dyrektora nie wyrzuciła, a zrobienie czegoś takiego osłabia autorytet nauczyciela i jest odbierane jako znak: "aha, czyli jesteś za słaby, żeby sam sobie ze mną dać radę".
Myślę, że jak mama zajmie się szczylem indywidualnie, to będzie dobrze

Pozdrawiam

P.S. Swoją drogą gimnazja to wylęgarnia gnoju i patologii. Sam chodziłem, to pamiętam. No ale jakoś nauczyciele sobie muszą radzić. Pozdrów mamę. Przede wszystkim musi sobie u młodego wyrobić szacunek.

EDIT - Chacal - to z całym szacunkiem gówno da. Człowiek, który przez całe życie był dołowany przez rodzinę, udowadniano mu, że do niczego się nie nadaje i przepowiedziano mu błysk kariery przy kopaniu rowów będzie miał gdzieś to, czy przejdzie, czy nie. Znam takich ludzi i po nich taka kara spływa jak po kaczce (bez podtekstów). Motywowanie takiej osoby uwagami, ocenami, czy pozostaniem w tej samej klasie odniesie odwrotny skutek.

06.09.2006
15:17
[10]

emii [ Generaďż˝ ]

Minas Morgul ----> Mam podobne zdanie do twojego w tym temacie. Do trudnego ucznia trzeba potrafić podejść, nie można tego robic na siłę.Trzeba się zainteresować tym co robi i w ten sposób szukać wspólnego języka, dawać mu zadania, które go zainteresują nawet gdyby miałybyć odmienne od reszty grupy. Trzeba mu pokazać , że może czuć się bezpiecznie, że w nauczycielu ma oparcie.

06.09.2006
15:24
smile
[11]

mmomm [ Konsul ]

Moj kumpel nauczyciel ma dosc prosta metode na takie jednostki - postawic go jako winnego w oczach reszty grupy, a mianowicie:

(oto jak kumpel opowiadal)
siedzi delikwent w lawce z innym kolesiem, ktory nic nie mowi, nie przeszkadza, ale nasz delikwent rozmawia z kim innym non stop. Po paru upomnieniach, kumpel-nauczyciel podszedl do lawki i wskazal na tego cichego co nic nie mowil itp:
- do odpowiedzi... i podziekuj koledze (wiadomo ktoremu :))

Po kilku takich akcjach cisza :)

06.09.2006
15:32
[12]

Yoghurt [ Legend ]

Minas-> US podałem jako przykład najlepiej, ze tak to ujmę, opracowany z każdej strony, bo oni z trudną młodzieżą w szkołach publicznych uzerają się od paru dobrych lat i mają coś na ten temat do powiedzenia. Nie twierdzę, ze Stany są mekką i wzorcem do naśladowania pod tym względem, ale pewne metody tam stosowane zaskutkowały by przeniesione także na nasz grunt.

Jeżeli nie miał w niego kto wpoić miłości, pokazać mu, co to jest dobroć, a jedynie suchą teorię zachowania kultury i kowenansów - znam takie rodziny - to w praktyce z pokolenia na pokolenie bywa różnie.

Pustosłowie mój drogi. "Wpoić miłość"? Skoro taki cżłowiek ma w dupie autorytety moralne (w wielu wypadkach wątpliwe) jak rodzice czy nauczyciele, to przekazywanie znaku pokoju i umiłowania bliźniego do niego nie dotrze tak samo jak prawo Coulomba czy definicja jednokomórkowca. Na takowym delikwencie najpierw trzeba wymusić umiejetność słuchania, a dopiero cokolwiek starać się mu przekazać z posiadanej wiedzy.

Co do reszty wypowiedzi- owszem, na patafianów maści wszelakiej należy znaleźć sposób, i po tym można poznać dobrego pedagoga. Jak już wspomniałem- pokazanie się jako madafaka i luźny ziomek, z jednoczesnym niedopuszczeniem do wejścia nam na głowę może poskutkowac, bo wtedy nie jest się jakimś tam nudnym belfrem, co to gówno wie, a gościem, którego można się albo bać, albo nawet, o zgrozo, polubić. Niestety, to kwestia charakteru i umiejetności, i takich ludzi należałoby zatrudniać w szkołach dla wannabe gangsterów, bo czym kończy się brak posłuchu i szacunku wiemy na przykładzie anglistów z koszami na głowach. W pierwszej kolejności- pokazanie kto tu rządzi, twardym żołnierskim słowem i dyscypliną, przy jednoczesnym wyciągnięciu ręki i pokazaniu "Młody, kurwa, zrób coś z sobą". Pogadanki z policją, psychologiem, filmy "Narkotyki są złe" i inne takie wzbudzają nawet u mnie usmiech politowania, to od silnej, dominacyjnej psychiki belfra zalezy, czy będzie popychadłem dla gówniarzy, czy Miszel Fajfer z Gangstaz Paradise.

06.09.2006
15:51
[13]

Minas Morgul [ Senator ]

Pustosłowie mój drogi. "Wpoić miłość"? Skoro taki cżłowiek ma w dupie autorytety moralne (w wielu wypadkach wątpliwe) jak rodzice

STOP
Widocznie była jakaś przyczyna, jakiś błąd ze strony rodziców, skoro ich własny syn ma większy szacunek i sympatię do mojej matki, niż do nich. Skąd wiesz, jakie relacje panują w domu takiego kogoś? Nawet, jeśli jest to rodzina bogata, to skąd wiesz, czy nie jest to najzwyklejsza instytucja, w której każdy idzie w swoją stronę, nie troszcząc się o potrzeby emocjonalne drugiej osoby? Sam sobie nawet odpowiedziałeś. Wątpliwe moralne autorytety. Dziecko musi mieć kogoś, w kim ma oparcie. Jeżeli rodzic będzie miał dużą siłę przebicia, on stanie się tym autorytetem. Tak było w moim wypadku i mimo, że większość dzieciństwa spędziłem wśród okolicznych kumpli meneli, zawsze miałem w pamięci nauki rodziców.
Rodzina to nie tylko chów, dawanie żyru i kupowanie dżinsów i komórek.
Mamuśka zwykła powtarzać, że "w swojej karierze nie spotkała się ze złymi dziećmi. Są tylko dzieci pełne buntu, które pobłądziły i którym nie miał kto podać ręki, bo rodziny były często zbyt nieudolne".
Nie jest to widocznie żadne pustosłowie, skoro w swej 20-letniej karierze pedagoga wyciągnęła siedem osób z heroiny, z czego trzy poszły na studia. Ja w każdym razie jestem jej w stanie uwierzyć. W domu, w którym panują normalne relacje, normalne rozmowy, wpajane są zasady normalnego życia w społeczeństwie nie ma prawa dojść do skrzywienia moralnego takiej osoby (EDIT - chyba, że w jakichś ekstremalnych przypadkach). Aha...Ja tak liberalny jak moja mama nie jestem. Osobiście, gdy widzę gówniarza życzącego swym rodzicom śmierci - świadomego swych słów - odechciewa mi się w ogóle odzywać i mam tylko jedno zdanie o kimś takim.
Wystarczy popatrzeć w tej chwili na moich sąsiadów. Wiecznie konserwatywna rodzina. Nigdy nie zauważyłem, żeby ta matka choć raz ciepłym słowem się do swojej córki odzywała. Pamiętam, jak w wieku sześciu lat młoda biegła, chciała się przytulić, a matka skwitowała ją słowami: "spier*** do nauki i nie zawracaj mi głowy, bo jestem zmęczona". Młoda była strofowana i krytykowana na każdym kroku, awantury było słychać non stop, a teraz, kiedy stała się bardziej niezależna, stała się dla tej rodziny katem i zaczęła używać identycznego słownictwa do matki. Słuchałem opowieści jej matki, która z ulgą zwierzała się mojej, że "ta mała kurewka już z nimi nie mieszka".
Wiec dom zawsze będzie miał największy wpływ na psychikę młodego człowieka, co nie znaczy z drugiej strony, że człowiek wychodzący z patologicznego domu ma narzucone kajdany mentalne, nakazujące mu kopiować patologiczne zachowania. Dobry - powtarzam, dobry pedagog ma szanse dotrzeć do takiego człowieka. Zwykle jest już za późno, aby skierować go raz na zawsze na dobry tor, ale jeżeli umożliwi mu to choćby bezproblemowe skończenie szkoły, to sądzę, że było warto.

P.S. nie wiem, czy zauważyłeś, ale do polskiej oświaty dostaje się coraz więcej osób przypadkowych. Mianowicie są to osoby nieprzygotowane merytorycznie do prowadzenia zajęć. Często ludzie ci kończą akademie Pana Kleksa, nie mając za grosz przygotowania psychologicznego i naukowego do prowadzenia zajęć. Ba! Starostwo faworyzuje takie osoby. Ostatnio do mojego byłego liceum zatrudniono panienkę starszą ode mnie o jakieś 3 lata, która ma uczyć biologii, a nie zatrudniono wybitnego biologa z wieloletnim stażem i niesłychaną wręcz intuicją pedagogiczną, bo był za drogi... magistrom trzeba więcej płacić. Poza tym nieoficjalnie dowiedziałem się, że odgórną "sugestią" starostwa, faworytką w tej konfrontacji była ta dziumdzia.
Swoją drogą trudno się dziwić, że napływa taka, a nie inna kadra, bo ludzie, którzy mają dobre przygotowanie teoretyczne za wysoko się cenią, aby iść w kierunku oświaty, a szkoda... Coraz więcej osób pracuje w oświacie tylko dlatego, że musi, a nie, że chce. Tacy ludzie - o ile nie stanie się cud i nie zaczną lubić tej pracy - nigdy nie dadzą sobie rady z młodzieżą, tym bardziej trudną. Tym bardziej szanuję tych, którzy już w chwili studiów wiedzą, że chcą być nauczycielami i pragną przekazywać swoją pasję innych. Przed takimi osobami czapki z głów, bo to duże poświęcenie w obecnym czasie..

06.09.2006
16:00
[14]

monixxx [ Konsul ]

Nie za bardzo się znam na psychologii ale ja na miejscu twojej mamy porozmawiałabym z gagadkiem w cztery oczy na zasadzie: Jesteśmy dorośli- nie masz innych sposobów dowartościowania się jak tylko ubliżanie innych? Albo: uważam cię za zdolnego/obiecującego/ inteligentnego a ty nie? Bo jeżeli tek do dlatego zachowujesz się ak jakbyś był skończonym matołem.
Jak ją będzie olewał w czasie lekcji to brałabym go do rozwiązuwania zadań na forum klasy. Ale nie tak "Do tablicy" "nie" ""No to poproszę ( i tu imię innej osoby z klasy)". Kazałabym mu wyjść na środek sali i stać tam dopóki nie rozwiąże zadania. Równocześnie poinformowałabym klasę, że na dzisiaj masz zaplanowany taki i taki materiał ale jeżeli nie zdążycie przez kolegę to będą to przerabiać sami w domu. Taki ostracyzm może sprawić, że straci poparcie klasy i już nie będzie mu tak wesoło.
Równocześnie chwaliłabym go ze zdwojoną siłą za wszelki, nawet drobne, "sukcesy" ( czytaj. przejawy zainteresowania lekcją i dobre zachowanie).

06.09.2006
16:22
[15]

Yoghurt [ Legend ]

Widocznie była jakaś przyczyna, jakiś błąd ze strony rodziców, skoro ich własny syn ma większy szacunek i sympatię do mojej matki, niż do nich. Skąd wiesz, jakie relacje panują w domu takiego kogoś? Nawet, jeśli jest to rodzina bogata, to skąd wiesz, czy nie jest to najzwyklejsza instytucja, w której każdy idzie w swoją stronę, nie troszcząc się o potrzeby emocjonalne drugiej osoby? Sam sobie nawet odpowiedziałeś. Wątpliwe moralne autorytety. Dziecko musi mieć kogoś, w kim ma oparcie. Jeżeli rodzic będzie miał dużą siłę przebicia, on stanie się tym autorytetem. Tak było w moim wypadku i mimo, że większość dzieciństwa spędziłem wśród okolicznych kumpli meneli, zawsze miałem w pamięci nauki rodziców.

I o to mi cały czas chodzi- jeśli z domu osobnik takowy podstaw pewnych nie wyniesie, to szkoła moze go tylko naprowadzać na właściwe tory, ale go nie zmieni. Problem leży tez w tym, ze powszechną regułą jest kształtowanie młodocianych głównie przez środowisko, a nie przez dom, w którym nikt nikogo nie słucha i wszyscy mają się w dupie. Szkoła pod postacią pedagogów nie wychowuje, natomiast rówieśnicy w tej placówce, w dobie braku własnych poglądów i samokopiowania się młodzieży, mają wpływ często większy od rodziców. Gówniarze słuchają sugestii "madrzejszych kolegów" i tworzą sobie autorytety z silniejszych, tru mofo gangsta ziomali, bo ci wydają się fajniejsi niż ich własna rodzina. Nadchodzi taki czas własnie w okresie buntu, gdy starzy nic nie rozumieją i niech dają kasę lepiej a nie pierdolą, nauczyciele to patałachy, najebanie sie jak meserszmit nad rzeczką tanim winiaczem to jest powód do lansu i tak dalej, znasz to, też chodziłeś do szkoły. Dlatego też, wciąż to mówię, nauczyciel ma sobie wyrobić opinię gościa, z którym lepiej nie zaczynać, bo i pogadać moze, ale jak trzeba to przez łeb da i się skonczy.

Wspominam z łezką w oku mojego gościa od WFu, który luźny był, pogadac sobie z nim mozna było o dupach, o muzyce, filmie, dowcipy poopowiadać, ale jak ktoś przekroczył granicę (jeden, słynny w mej okolicy blokers, który uciekając ze szkoły przypieprzył woźnej gdy go nie chciała wypuścić), potrafił dorwać, wziąć za fraki, dać z liścia parę razy po gębie i kopa w dupę, po czym osobiście odstawiał gdzie trzeba. Nie, nie do rodziny w tym wypadku, bo ta pewnie cała leżała na podłodze po denaturacie sączonym przez chlebek, ale na pobliski komisariat, przy okazji zaznaczając, zeby się zajęli też rodzinką patologiczną wreszcie, bo tak w szkole być nie moze. Poskutkowało. Do Kazika, jak go się zwało nawet przy nim, czuło się sympatię i respekt zarazem.

Oczywiście fakt, ze ktoś pochodzi z wiadomego środowiska, od razu nie definiuje takiej osoby, choć "ojciec pił, matka piła, wszyscy pili, to jak ja miałem wyjść na ludzi?" jest popularną wymówką u życiowych niedojebów i zer. Bo można, jak się chce i ma się odpowiednie postawy wbudowane jeśli nie w domu, to przez kogoś, z kogo można brac przykład. Jeśli jest to nauczyciel, to świetnie, bo mało takich po świecie chodzi.

06.09.2006
16:27
[16]

Milka^_^ [ Zjem ci chleb ]

Zdobyć zaufanie dziada. Zobaczyć czym się dziad interesuje. A dalej to może pójdzie z górki.

To tak w skrócie. Zazwyczaj pomaga.

06.09.2006
20:51
[17]

martusi_a [ Dezerterka z Krainy Snów ]

Minas --> :) Tylko pogratulować Twojej mamie podejścia.
Moja mama to również wychowawca z 20letnim stażem, osoba silna psychicznie /fizycznie poniekąd też - silny głos/, wiele "elementu" już w swym życiu uczyła i choć nie wiem, jak to robi, to zawsze potrafi zyskać sobie respekt. Na tyle, że po latach ten "element" krzyczy jej na ulicy "dzień dobry" z szerokim uśmiechem.

Przypadek obecny ona sama jest w stanie okiełznać - chłopak rozmawia z nią grzecznie, ale bardzo... szczerze, rzucając nazwiska innych nauczycielek, jakby były jego koleżankami. Problemu z zachowaniem na lekcjach właściwie nie ma - bo on się na nich nie pojawia, choć pozostaje na terenie szkoły. "Czemu nie było cię na polskim?" - "Bo pani mi się nie podobała". "Idziesz na następną lekcję." - "Może".
Chodzi o to, że inni nauczyciele mają niewłaściwe podejście pedagogiczne /np. pozwalają wchodzić delikwentowi do siebie na lekcje, choć powinien być wówczas w innej klasie/, a do zwolnień jest to powód niewystarczający. Poza tym wszystkie pretensje, skargi i w związku z tym - cała odpowiedzialność spada na moją mamę, która sama, bez pomocy ze strony innych nauczycieli, nie jest w stanie nic wskórać - i sprawa się zapętla.

Niestety, okazywanie uczuć zupełnie nie zdaje egzaminu. Szkolna pedagog słodkim głosem przemawia "/zdrobnione imię/, idź na tę lekcję, musisz zrozumieć, że to bardzo ważne", a chłopak rzuca "dobra dobra" na odczepnego i na lekcję nie idzie.

Yoghurt --> "Dlatego też, wciąż to mówię, nauczyciel ma sobie wyrobić opinię gościa, z którym lepiej nie zaczynać, bo i pogadać moze, ale jak trzeba to przez łeb da i się skonczy."
To jest ryzyk fizyk. Może się zdarzyć, że to naprawdę poskutkuje i położy kres wszelkim, nazwijmy to, wybrykom. Może się też okazać, że taki menel jest cwańszy i sprawa wyląduje w sądzie.

Dochodzę do wniosku, że to dziecko jest tak naprawdę skrzywdzone, a nie złe. Musiało się samo wychować /jak wspominałam, domu praktycznie nie ma/, do tego trafia na nauczycieli, z których większość nie ma pojęcia o pracy z młodzieżą /wiem, bo sama parę lat temu chodziłam do tej szkoły/. Szczerze wątpię, czy uda się go naprostować... Ogromnym osiągnięciem byłoby chociażby przystosowanie do bezproblemowej koegzystencji.

06.09.2006
21:05
[18]

Sandro [ GOL ]

martusi_a - niestety, 95% takich przypadków, jak ty opisujesz, jest niereformowalna. Najlepiej jest stworzyć mu towarzystwo składające się z normalnych uczniów, ale to jest raczej niemożliwe.

06.09.2006
23:57
[19]

Yoghurt [ Legend ]

Martusi_a-> To jest ryzyk fizyk. Może się zdarzyć, że to naprawdę poskutkuje i położy kres wszelkim, nazwijmy to, wybrykom. Może się też okazać, że taki menel jest cwańszy i sprawa wyląduje w sądzie.

Bo gówniażeria ze srodowiska młodocianej gangsterki szkolnej czuje się bezkarna, mamusie z tatusiami na wszystko pozwalają, a gdyby ktoś próbował egzekwować u ich biednego, dobrego synusia obowiązek nauki i jako takiego zachowania, od razu z mordą wyskocza, ze to nie synek winien, a zła szkoła. Bo to dobry chłopak był i mało pił. I tu jest pies pogrzebany. Zawsze, gdy mamy doniesienie o kolejnym przestępstwie popełnionym przez młodocianego, nigdy nie usłyszysz w mediach, ze to był kawał nieletniego skurwysyna- choćby w szkole miał opinię huligana i niedorozwoja, wszyscy powiedza (a szczególnie zatroskana mamusia, obwiniajaca wszystkich, tylko nie siebie za to, co się stało), że on taki cichy, spokojny był, muchy nie skrzywdził. Ot i taka mentalność, to i taka młodzież wyrasta.

07.09.2006
00:01
smile
[20]

szwagier24 [ Centurion ]

Ja chodze do szkolu poogladac nauczycielki - stare baby;p

Smokin' good <ganja> <spoko> uhhhhhhhhahahahahahaah

07.09.2006
00:10
[21]

Faolan [ Człowiek Wilk ]

I mamy sytuację dwu biegunową - na jednym biegunie są dzieci z rodzin patologicznych, którzy większych ambicji nie mają, ze względu na środowisko domowe i mają w dupie wszystko, bo i tak nic od życia nie dostaną, samopogrążając się tą myślą, przesiadują na ławeczce pod blokiem, palą skręty i piją wino / piwo. A nawet jeśli dotrą nauczyciele do takiej osoby, to i tak cała walka zazwyczaj spełźnie na niczym, ponieważ wróci do domu i zastanie swych rodzicieli, którzy mają go absolutnie pomiędzy prawym i lewym pośladkiem lub leżą pijani w sztorc, w dodatku taka osoba okazuje się, przyczyną wszystkich ich problemów. W 90% takich przypadków, nawet jak coś trafi do takiej osoby to zaraz wywietrzeje wraz z oparami wódki unoszącymi się domu. Bo po co ma się starać jeżeli nikogo to nie obchodzi - no bo kogo? Starzy leżą najebani, lub nie zwracają na niego uwagi, kumple popatrzyli by jak na trędowatego (bo co pogrzało go? będzie się uczył zamiast obalić browca?). I tak się kółko zapętla.

Z drugiej strony jest sytuacja przedstawiona przez Yoghurta. Dziani rodzice i rozpieszczony do bólu dzieciak. Sytuacja, w której problem nigdy nie leży po stronie rodzica, ani (tymbardziej) dziecka. Jeśli się nie uczy, to wina nauczyciela - bo źle przygotowany zawodowo, bo nie potrafi zainsteresować, pozatym co się męczyć, jakby co i tak zasponosoruje się dzieciakowi, jakąś szkołę prywatną, w której, jak płacę to wymagam. Ojciec lub matka zapewne plecki mają to jakąś pracę załatwią, w razie czego. A dzieciak poklepywany przez rodziców i rozpieszczany, tak że aż oczy bolą - ma postawę niech mi naskoczą to zobaczą (bo pobiegnę po tatusia) :P

07.09.2006
00:19
[22]

Minas Morgul [ Senator ]

Martusi_a - w tej sytuacji należy jedynie przekonać mamę, żeby odpowiadała nauczycielkom w następujący sposób: "u mnie jest grzeczny, widocznie mnie szanuje i nie rozumiem, dlaczego nie szanuje was".
U mojej mamy działała też terapia szokowa. Gdy słyszała, że klasa zachowywała się chamsko (nie wliczając sytuacji, gdy nauczyciel prowokował, a takie sytuacje były), szukała jej, wchodziła innemu nauczycielowi na lekcję, przeprosiła i w ryk... Przy czym nie był to jakiś pisk, a nazywanie spraw po imieniu. Zwykle skutkowało na 2-3 tygodnie i siedzieli cicho.

Najważniejsze jednak jest to, że Twoja mama sobie z nim potrafi radzić. Niestety jedna osoba nie może zastąpić całej kadry osób, a dobrze oboje wiemy, że w tym zawodzie istnieją osoby, które najzwyczajniej nie mają podejścia do dzieci/młodzieży i w takim przypadku daremnie się trudzić i wymyślać getta, bo niewiele to pomoże.
Z rozwiązań mniej ostrych...
Niech ostatecznie spróbuje mu jeszcze wpłynąć na ambicję... "pani tyle dla ciebie robi, tak cię chwali, a ty sprawiasz jej przykrość. Powiedz mi, czy według ciebie sobie na to zasłużyłam?" Na tak sformułowane pytanie ciężko jest odpowiedzieć negatywnie, jeżeli ma się choć ...szczyptę szacunku dla drugiej osoby ;]

Pozdrawiam i życzę mamie powodzenia.

07.09.2006
20:28
smile
[23]

emii [ Generaďż˝ ]

Wszystko się dzieje przez to,że taki uczeń niestety w pokoju nauczycielskim jest etykietowany.Jeden nauczyciel powie, że na jego lekcji nie zachowje się właściwie i drugi nauczyciel już na swojej lekcji podchodzi do takiego ucznia z podejściem wyrobionym z góry.Wpływa to oczywiście niekorzystnie, bo się nie daje szansy uczniowi.

07.09.2006
21:20
[24]

QQuel [ Zrobię Wam CZOKO ]

Minas i inni - Szczerze to w gimnazjum i SP które miałem okazję w życiu zwiedzić wszelkie wasze metody spisane tutaj nic, dosłownie nic by nie dały*:
1) Dasz mu w ryj? No to dostaniesz kosą pod żebra (Co do "z życia wziętych" to pobicie nauczyciela się zdarzyło)
2) Powiesz mu że jest mądry? To powie że ma to w dupie i masz spier%$!@, bo on jest zajęty. Nvm czy przy klasie czy nie**
3) Pedagog, Psycholog, Dyrektor, nauczyciela - dla takiej osoby są niczym, jakie by nie były. Ma je w dupie bardziej niż rodzinę.

Myślicie że tak łatwo wyrobić sobie szacunek? Że bez 10-letniej nauki jak pracować z trudną młodzieżą możecie ludziom radzić co w takiej sytuacji robić O_o? Darujcie sobie, bo to śmiesznie wygląda. Ani wy, ani wielu innych nie dałoby/da rady takim sukinsynom. I ja, osobiście takich ludzi bym zostawiał jako dół społeczny - A najlepiej izolował jak najwcześniej (Mam dużo ostrzejsze metody, ale to forum publiczne : P) - Nie wiedzą o co toczy się gra, przegrali (Nieznajomość zasad nie zwalnia od ich przestrzegania).

Powiecie mi że zły jestem i bym ich zostawił, żeby mi na starość kosę pod żebra włożyli, przecież "Nie ma złych ludzi, oni po prostu zbłądzili' - Ha ha ha... Dobre sobie, owszem, zbłądzili, ale statystycznie biorąc - nie naprawisz ich, i tyle. Musicie to przyjąć do wiadomości.

Do autora - Powiedz mamie żeby żałowała zawodu, współczucia, chociaż LO by sobie wzięła, tam lepiej.

* Oczywiście odkreślamy przypadki mega-nauczycieli (Spotkanych w życiu: 2) którzy samą swoją osobą oświecają klasę lepiej niż żyrandol

** Oczywiście nie mówimy tu o ludziach takich jak ja - Sporo przeklinają, są brzydcy, śmierdzą i w ogóle dół społeczny, ale tak naprawdę to nic nie zrobią. Mówimy tu o totalnym meliniarstwie typu "drech z nożem którego nie zawacha się użyć".

07.09.2006
21:27
smile
[25]

emii [ Generaďż˝ ]

QQuel ----> Nie wiem skąd w tobie tyle buntu. Nie wolno takich ludzi skreślać, bo to nic nie da powoduje to jeszcze większą niechęć do szkoły i nauczycieli(którzy nie są zawsze idealni_ale właśnie przez to , że do uczniów podchodzą jak do czegoś z czym się ma styczność tylko przez 45 minut).Postawę trzeba kształtować już od najmłodszych lat i dlatego najważniejszą rolę odgrywają wychowawcy klas najmłodszych S.P

07.09.2006
21:33
[26]

martusi_a [ Dezerterka z Krainy Snów ]

emii --> postawę taką, jaką opisujesz, prezentuje większość tamtejszych nauczycieli. Jedni z dobroci serca, drudzy ze strachu - wolą delikwenta nie prowokować. I jest coraz gorzej.

QQuel --> odnośnie dedykacji dla mnie: przesadzasz. Element jest co prawda coraz częstszy, ale wciąż stanowi mniejszość. Statystycznie gimnazjalista to osoba bardzo przeciętna, średnio zdolna, nie wszczynająca zadym. Moja mama lubi pracę z młodzieżą, czasem mam wrażenie, że przejmuje się swymi wychowankami tak samo, jak mną.
I uważam, że dobrze, że są ludzie chcący modelować osobowość dziecka, inaczej całe populacje byłyby rynsztokiem społecznym.

07.09.2006
21:38
smile
[27]

emii [ Generaďż˝ ]

martusi_a-----> Mi nie chodzi o to żeby ich zagaskać i mówić jacy są wspaniali tylko po to żeby mieć spokój. Mi chodzi o to, żeby być jednocześnie partnerem i nauczycielem.Tak organizować zajęcia, żeby klasa była zainteresowana a nie ciągnąć kolejne tematy z książki w sposób taki sam.Skończyłam w tym roku pedagogikę,jestem nauczycielka dzieci młodszych.Narazie nie pracuję, bo jeszcze chcę magisterkę zrobić, ale miałam sporo praktyk i wiem jak zajęcia w szkołach wyglądaja , też prowadziłam.

08.09.2006
07:27
[28]

QQuel [ Zrobię Wam CZOKO ]

emii - A co niby nauczyciele robią? (Przepraszam za podbicie wątku, ale poszedłęm spać a chętnie bym podjął rozmowę : P) Prezentują dokładnie takie zachowania jak przez Ciebie opisane, a dzieciaki w wieku 8-10 lat są w stanie rzucać w nich kredą, wyzywać, bić, kopać (Prócz 'bić" wszystko z życia wzięte) - Tego się nie da "ukształtować" po prostu, dno społeczne. Narkomana czy pijaka nie wyprostujesz, takiego małego-przyszłego-mordercy/blokersa też nie.

Jak już mówiłem, znajdzie się taki element, i co... Powiesz mu "Siadaj gówniarzu", to Ci powie "Ja wiem k... gdzie mieszkasz p..." I...? Co wtedy? Uśmiechniesz się? Powiesz "zostań po lekcji" (Widzę, jak to on zostaje, a sytuacja się na serio zdarzyła w mojej byłej klasie)...?

PS: Współczuję zawodu, to nie ironia ani złośliwość, mówię serio - słabe płace, męczarnia totalna, no, chyba że będziesz jednym z tych "uber-super-mega-nauczycieli", ale taki to jest jeden na 1000...

martusi_a - Nie bardzo wiem o co chodzi, bo nie chodziłó mi o to że jest coraz częstszy, czy znowu że wszyscy to element. Owszem, jest dużą mniejszością, ale nawet jeden taki element w klasie potrafi zepsuć cały dzień wszystkim z danej klasy. Nie potrzeba takich elementów dużo, wierz mi.

"I uważam, że dobrze, że są ludzie chcący modelować osobowość dziecka, inaczej całe populacje byłyby rynsztokiem społecznym." Szkoła nigdy nie zastąpi rodzica - jak rodzic nie nauczy, to szkoła tymbardziej. Taką zasadę wyznaję i tyle.

08.09.2006
08:15
smile
[29]

Andre770 [ Koniokwiciur ]

Mi się wydaje że z takim kimś to już nic nie można zrobić :P

© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.