
artaban [ swamp thing ]
pociągowi współpasażerowie
Niektórym kończą się wakacje, innym po prostu kończy się lato. Niezależnie od wersji - wątek raczej na czasie. Inspiracją - wątek na forum pewnego dużego portalu.
Ostatnio zauważyłem, że podróżując pociągiem znacząco wzrasta szansa spotkania osobników lekko nieziemskich. Najczęściej są to oczywiście pasażerowie z dużym zapasem alkoholu, którzy odnajdują we mnie kolegę brata znajomej koleżanki (i częstują), jednostki, które nagle czują w sobie potrzebę podzielenia się ze wszystkimi swoimi umiejętnościami wokalnymi (często żołnierze), osoby, które tylko czyhają na kogokolwiek, kto podejmie polityczną debatę, czy wreszcie rodziny, które nie bacząc na innych przeprowadzają w przedziale dokładną wiwisekcję relacji panujących wśród najbliższych krewnych.
Moim ostatnim odkryciem okazał się przemiły staruszek, który w pociągu relacji Kołobrzeg-Warszawa błyskawicznie znalazł słuchacza swoich opowieści o czasach, kiedy pracował na kolei. Słodko było jednakże do czasu. W okolicach Trójmiasta starszy pan wyczerpał temat, ale nie zamierzał zrezygnować z wdzięcznego audytorium. I pozostałe 6h upłynęło na nieprzerwanym monologu dotyczącym religii, cudów i objawień. Gwoździem programu okazały się te ostatnie, które nachodziły staruszka we śnie i miały ksztalt wierszy. Starszy pan deklamował, rymy częstochowskie sypały się nader często, a ja kląłem w duchu, że nie mam stoperów do uszu.
Czy wam także zdarzają się tacy wyjątkowi współpasażerowie?
PS. Inspiracja znajduje się tutaj:

Skrz@t [ Młody Gniewny ]
Moze warto zakupic sobie mp3, discman ?
Ja rzadko jade pociagami , ale jak juz jade to slucham muzy, lub ide spac;]

artaban [ swamp thing ]
Skrz@t --> Od Trójmiasta co jakąś minutę przyrzekałem sobie solennie, że zakupię, jak tylko wysiądę :)

Erazor_XX [ give it to me baby! ]
może takie nie, poza tym że wracając z helu spotkałem w kolegami pijanego policjanta, który chciał wszystkich bić :)

EG2005_808538100 [ Streetball ]
ostatnio jak jechałem Lublin - Gdańsk, to było 31 lipca i chyba wychodzili z woja, to były w pociagu takie bójki, że soczki musiały wyrzucić kilku upierdliwych. Jeden dźgnał drugiego nozem, jednak później jak się okazało wszystko było ok. Na tej samej trasie wsiadła się jakaś stara babka, bo my wcześniej musieliśmy dokupić bilety do 1 klasy i tak ledwo znaleźliśmy miejsca, i wracając do tej babki mój brat pytał się jej czy ma bilety na 1 klase. Ona zaczęła przeklinać(babka miała ok.80lat) i pieprzyć, że nie ma prawa mój brat pytać ja o to. W przedziale siedziało dwóch moich rówieśników więc zakumplowałemz nimi. Nabijaliśmy się babki i mówiliśmy jej, że przyjdzie konduktor, a ona tylko KUR** SPIER***. Ciągle sztywno siedziała i każdemu patrzyłą się na ręce i oglądała bagaże. Na jakimś zadupiu spieprzyła, troche udawaliśmy, że śpimy, bo mogła przecież coś zakosić. Cczego można się spodziewać po takiej osobie? Tyle z mojej historii.
Moja ostatnia jazda pociągiem
Quicky [
MP3 player i wszystkie problemy z gadatliwymi pasażerami znikają... o ile nie jedzie się na przykłąd z kilkorgiem małych nieznośnych dzieci pod opieką nieporadnej ciotki, które łażą i skaczą po całym przedziale włącznie ze współpasażerami. Nie życzę nikomu (nie było się gdzie przesiąść, bo wszystkie miejsca zajęte).
Co do takich miłych staruszków, którym się zbiera na wspomnienia, to chyba typowe bo ja też się z tym spotkałem :-), zresztą nie tylko opowieści, ale też pokazywanie swoich starych zdjęć. Starsi ludzie najwyraźniej cierpią na deficyt interakcji z innymi ludźmi i dają temu upust podczas podróży pociągiem (który zresztą temu sprzyja).
Gregor Eisenhorn [ Ordo Xenos ]
A i owszem, ostatnio wyciągnąłem Wyborczą i usłyszałem od współpasażera, nobliwego starszego pana, że nie powinienem czytać "tego Żyda Michnika". Potem przez dwie i pół godziny słuchałem takiej wiązanki teorii spiskowych, jadowitego antysemityzmu i peanów na cześć "Prawdziwych Polaków" (Rydzyk, Jankowski, Łopuszański, Maciej Giertych), że Thierry Mayssan, Fox Mulder i porucznik Columbo byliby pod wrażeniem.
Mimo to, nic nie pobije poborowego jadącego na wojskową komisję lekarską z jednostki artylerii przeciwlotniczej. Chłopak opowiadał, że jest ich siedmiu, a personel administracyjny liczy sobie 13 osób. Od roku czeka na swój pierwszy (i jedyny) strzał z działa, o którym się uczy. Plus jeden pocisk z Kałasza tygodniowo, zimno, syf i wóda. Słuchało się go jak zbiega z obozu koncentracyjnego..
DarkStar [ magister inzynier ]
dawno temu jechalem z dziewczyna nad morze. zjelismy pusty przedzial i w kime, bo dosyc pozno bylo. na nastepnym przystanku dosiadly sie do nas cztery extra super hiper ladne laski. mowily, ze nie wiedza gdzie jada, generalnie nad morze, nie maja gdzie spac i beda szukaly litosciwych chlopakow z wlasnym wynajetym m1:) jak ja wtedy zalowalem, ze nie jade z kumplami:)
Shilka [ Konsul ]
Ja jak kiedyś wracałam z koleżankami z wakacji (jechałyśmy we 4), to miałyśmy w przedziale takiego grubego faceta że aż dwa bilety sobie kupił, bo dwa miejsca zajmował. Ale i tak prawie całą podróż spędził na korytarzu, tylko musiał wchodzić do przedziału jak ktoś chciał przejść. Chyba trochę się nas bał, bo przedział uważałyśmy za swój.
Innym razem jak wracałam z Gdańska (tym razem z jedną koleżanką) to trafiłyśmy na 45-50 letniego pana Mareczka :-) i chłopaka starszego od nas o kilka lat. Ów pan Mareczek jechał z zapasem piwa i koniecznie uparł się, żebyśmy się nim częstowały (choć jednak grzecznie odmawiałyśmy), kolegę skusił na jednego browara. Opowiedział nam ze szczegółami skąd wraca, gdzie być, co robił, jak sprawa przebiegała, o żonie, o życiu, mieszkaniu, religii (buddyzmie). Wypytał się o naszą edukację, praktyki itp Przedstawił swoje ulubione browary w Warszawie, zaproponował załatwienie rejsu na Pogorii, wynajęcie mieszkania w zamian za opiekę przy jego matce czy teściowej.
Generalnie nie było z nim chwili wytchnienia. Chłopak był trochę mniej wygadany, chociaż też się rozkręcał :-)
Ale w tym przypadku dobrze, że trafiłysmy na konkretnych ludzi, bo lokomotywa się nam spaliła i pociąg utknął (można tak powiedzieć) pod Warszawą. Było już po 22, ludzie zaczęli się powoli z wagonów wynosić, więc i my postanowiliśmy się ewakuować. Jak zamówiliśmy taksówkę do Centralnego to na 4 osoby jeszcze tak tragicznie nie wyszło, ale we dwie to byśmy nieźle wydały, bo to już najwyższa taryfa obowiązywała (ze wzgledu na porę i odległość od centrum).

Arczens [ Legend ]
Ja w pociagu jestem zawsze tak naladowany, ze spie ;p
TeadyBeeR [ Legend ]
Wy to macie fajnie, ja chyba jeszcze nigdy w pociagu nie spotkalem nikogo gadatliwego. No, chyba, ze wieksza paczka sie jedzie. :)
A nie, przepraszam. Raz spotkalem takie dwie mlode dziewczyny, ktore nawijaly przez bite 2 i pol godziny o wszystkich kolezankach i kolegach i ich imprezach. W sumie nic szczegolnego, ale na tle wszystkich cichych podrozy to jednak cos.

Vader [ Legend ]
Skoro już w temacie pociągów jesteśmy: :)

Quicky [
Vader ---> Sympatyczne :-) widać tam wpływy z mojego ulubionego wierszyka:
Poranek wczesny
Jadę pospiesznym
Wprost do Warszawy
Załatwiać sprawy.
Pociąg o czasie
Ja w drugiej klasie
Wagon się kiwa
Pije trzy piwa.
Łódź Niciarniana,
W pęcherzu zmiana.
Pęcherz nie sługa,
A podróż długa.
Ruszam z tej stacji
Do ubikacji.
Kto zna koleje
Wie, jak się leje.
To co trzęsie się
W Los Angelesie
Formę osiąga
W polskich pociągach.
Wyciągam łapę,
Podnoszę klapę,
Biada mi biada,
Klapa opada.
Rzednie mi mina
Trza klapę trzymać.
Łokieć, kolano
Trzymam skubana.
Celuje w szparkę,
Puszczam Niagarkę,
Tryska kaskada,
Klapa opada.
Fatum złowieszcze-
-wszak wciąż szczę jeszcze.
Organizm płynną
Spełnia powinność.
Najgorsze to, że
Przestać nie może.
Toczę z nim boje
Jak Priam o Troje,
Chce się powstrzymać
-Ratunku ni ma.
Pociąg się giba,
A piwo spływa.
Lecę na ścianę
Z mokrym organem,
Lecąc na druga
Zraszam ją struga,
Wagonem szarpie
Leje do skarpet,
Tańcząc Czardasza
Nogawki zraszam.
O straszna męka,
Kozak, Flamenco,
Tańczę, cholera
Wzorem Astair'a.
Miota mną, ciska,
Ja organ ściskam.
Wagon się chwieje,
Na lustro leje,
Skład się zatacza,
Ja sufit zmaczam.
Wszędzie Łabędzie
Jezioro będzie.
Odtańczam z płaczem
La Kukaraczę,
Zwrotnica, podskok
Spryskuje okno,
Nierówne złącza-
-buty nasączam,
Pociąg hamuje
Drzwi obsikuję
I pasażera
Co drzwi otwiera
Plus dawka spora
Na konduktora.
Resztka mi kapie
Na skrót PKP.
Wreszcie pomału
Brnę do przedziału.
Pasażerowie
Patrzą spod powiek.
Pytania skąpe
"Gdzie pan wziął kąpiel?"
Warszawa, Boże!
Nareszcie dworzec!
Chwila szczęśliwa
Na peron spływam,
Walizkę trzymam,
Odzież wyżymam.
Ach urlop błogi
Od fizjologii.
Ulga bezbrzeżna.
Pociąg odjeżdża,
Rusza maszyna
Hen w dal
Po szczy...
Po szynach.
Chacal [ Senator ]
Rok temu jechałem z Warszawy do Zakopanego. To chyba 6 czy 8 godzin. Chyba jeszcze w Warszawie, czy może już kawałek za, dosiadły się dwie kobiety z dzieckiem. Jedna była zdaje się babcią, a druga ciocią. Dziecko zaś było niewychowanym gnojem. Jak chciał czekoladę, to płakał dopóki nie dostał. Jak chciał wyjść z przedziału, to już po pierwszej odmowie opiekunek ryczał, przestawał zaś momentalnie w chwili gdy wreszcie się zgadzały. Idealnie je sobie wychował, przez co praktycznie niczego mu nie mogły odmówić. Aczkolwiek bardzo się starały, więc gówniarz ryczał/wrzeszczał/dławił się/machał kończynami po prostu bez końca. Gdy dojechałem do Zakopanego, zlany potem, z przekrwionymi oczami i z bólem głowy, obiecałem sobie, że nigdy więcej. A jeśli kiedyś jeszcze będę musiał jechac pociągiem, to wezmę sznur i jakiś knebel...

ADEK24 [ KOCHAM MARYSIENIECZKE ]
to ja podczas jazdy w jedna strobe miałem: goscia smierdzacego bez biletu ktory zajal miejscowke innym ale nie mi xP
a w druga strone goscia ktory sie smieje ciagle sam do siebnie oraz kobiete w ciazy..a w drugim pociagu (przesiadka) Pania ktora szla na pielgrzymke oraz zakonnice
I CO MIAŁ KTOŚ CIEKAWSZYCH WSPOLPASAŻERÓW :D ??
mariaczi [ Pies ogrodnika ]
Rok temu podczas wyjazdu na morze wbił sie do nas obóz wędrowny. Głównie łebki i panny po 16 lat ! Podczas podróży zrobiło sie gorąco hehe
Nauczyłem sie nawet nowych sposobów robienia bongosów! Byli nieżle walnięci, odwiedzali szpiatal dla niepełnosprawnych dzieci i jeden z kolesi zapieprzył stamtąd wór batonów grześków(sic!). Ogólnie pół nocy jechaliśmy w szarym od dymu przedziale a obok nieczego nie świadoma stała ich wychowawczyni, ehh że też wtedy człowiek nie myśłał bo była calkiem niczego sobie:)
BIGos [ bigos?! ale głupie ]
mógłbym opowiadać o pasażerach woodstockowego pociągu, ale po co? :) i tak nikt nie uwierzy dopóki nie zobaczy ;)
z ciekawszych ewenementów to przypominam sobie autobusową ewangelistkę ;)
"jak sie nie nawrocicie tooo... ! Zobaczycie! A ty czego sie tam smiejesz?! Co ty myslsisz, ze grzechow nie masz?! Panjezus milosierny cie rozliczy, ty, ty...." ;) i tak bite pół godziny, może dluzej ale już wysiadałem ;)
Cainleen [ Pretorianin ]
Osobiście rzadko jeżdżę pociągami, ale uważam, że to fajne spotkać w przedziale kogoś walniętego. Przynajmniej zabawnie by było.

MR.MANIAK [ Senator ]
Jak tak was sobie czytam to bez najmniejszego zastanowienia, przychodzi na myśl "Dzień świra". Tam też w pociągu były niezłe akcje
White Star [ Legend ]
Jak jechałęm na śląsk 'w te i wewte' to mi sie trafił gościu który chyba myslał że jedzie jakas limuzyną :D kto go zaczepił noga jak wychodził to sie patrzyłą jak na jakiegos niedorobieńca czy coś... Reszta była w miare normalna... W drodze powrotnej akurat we Wrocku spotkałem starszego facia z mojego city i mi zafundował kilkugodzinna opowiesc jak to pracował w Hucie 20 lat temu ;] :D Ja se czytałęm newsweeka czy tam wprosta a ten nawijał... Sie okazało pozniej ze kolega taty z pracy kiedys i mnie poznał ale nie chciał mowic ze mnei zna :P i ogolnie bło fajnie. Taki gosc 20 letni gdzies sypał całą droge kawałami i cąły przedział zdychał ze smiechu :D wpadł konduktor i sie pyta czy cos sie stało a tu nikt nie moze mowic bo sie smieje to poszedł bo drugiego goscia a ten na nasz widok: eee tam nacpali sie jakiegos gazu rozbawiajacego :D
Tomkow [ Pretorianin ]
Ja w pociągach nie mogę znieść dwóch rzeczy:
- palenia papierosów (niestety pasażerowie za nic sobie mają zakazy, co więcej nie reagują na upomnienia współpasażerów)
- picia piwa (jakby się tak na jednym kończyło, to dałoby się to przeżyć, ale zazwyczaj taki pasażer/pasażerowie ma przy sobie całą reklamóweczkę, drażni mnie i zapach i zachowanie po spożyciu).

Lechiander [ Wardancer ]
Ja o wstępniaku. :-)
Ostatnimi czasy? Takich osobników zawsze było na pęczki. Jedyna większa róznica to taka, iż temat głowny się zmienił gawędziarzy, choć i tak nieznacznie, gdyż polityka w tym kraju będzie chyba zawsze w top1 rozmów towarzyskich, jakichkolwiek.
Reszta, czyli żołnierze, rezerwiści, "alkoholicy" i rodzinki, zawsze tacy sami. :-)
White Star [ Legend ]
Po co mu reklamóweczka.. moze na legalu kupic w pociagu. Chodzą goscie i sprzedają :)
Azzie [ bonobo ]
Ja kiedys jechalem z Warszawy do Zakopanego, wsiadamy na centralnym a tam na naszych miejscach siedzi dwoch kolesi, grzecznie ich zapytalem czy to ich miejsca, oni bez slowa sie zwineli, ale stali na korytarzu przy drzwiach. Zagadalem do nich czy maja bilety, po czym okazalo sie ze obaj sa z Hiszpanii i jezdza po calej Europie zwiedzac.
Przegadalismy [po angielsku] na stojaco na korytarzu prawie cala droge, dopiero pod koniec zrobily sie wolne miejsca to usiedlismy w naszym przedziale. Fajnie sie gadalo, musialem im kase na bilety pozyczyc bo nie starczylo im :)
W Zakopanem poszlismy na piwo, to byli zszokowani ze u nas sa tylko "duze" piwa, tzn 0.5 litra.
garrett [ realny nie realny ]
Ostatnio jechałem pociągiem z towarzystwem, które zastanawiało się w podziemiach hotelu przy sopockim molo ukryte są gigantyczne roboty. Później doszli do wniosku ze cały hotel jest jednym, wielkim ukrytym mechem. Dalej dyskusja przeskoczyła na Bonda, gothic lolity, wielkie pijawki i dziadów fandomowych. Babcia z wnuczka nie dała rady i uciekła.

Lechiander [ Wardancer ]
garrett ---> Na Polcon jechaliście?
TzymischePL [ Legend ]
Lechiander ===> Garrett zapewne mowi o sobie... :)
A propos, kiedys, w dawnych pieknych kawalerskich czasach. Jechalismy sobie pociagiem relacji katowice - zywiec (malym 5 osobowym towarzystwem) bawic sie pod namiotem nad jeziorkiem.
Zajelismy caly przedzial (w sumie pociag prawie pusty - to bylo w okolicach Bozego Ciala), chlopaki grali na gitarach bylo milo (ale za trzezwo na to zebysmy spiewali). W tem wpada pewien jegomosc (nazwalismy go Pan WMORO) i nas opierdala ze mu przeszkadzamy. No nic, odlozylismy gitary i zajelismy sie Tyskim. Po paru chwilach pecherz nie sluga i przycisnal... wiec chodzilismy na zmiane, pech chcial ze idac do "kibelka" trza bylo minac przedzial Pana Wmoro...
Kumpel idac jako czwarty zaliczyl spotkanie z morowcem ktory zaczal sie wydzierac ze go podgladamy :)... Po kilku stacjach darl sie ze go przesladujemy...
Wysiedlismy grzecznie na dworcu w Zywcu i udalismy sie w kierunku przystanku pks....
pech chcial ze Pan Wmoro tez tam szedl... po 3 krokach zaczal sie drzec na cale miasto (naprawde byl glosny) ze go sledzimy, ze jestesmy zli i niebezpieczni... W sumie do dzis kumpel swoje dzieci straszy Panem Wmoro :)
erton [ Fink ]
Ja w sumie najgorzej wspominam jak jechalem strasznie glodny do domu, a w przedziale dwie babcie bita godzine gadaly o przepisach na rozne dania, glownie pysznych deserach.
peeyack [ Weekend Warrior ]
To ja nie mialem nigdy takich dziwnych wspolpodroznikow nigdy w pociagu. Gratuluje szczescia. Ale moze moja fizjonomia nie zacheca do zagadywania, w koncu podobno wygladam niesympatycznie.

garrett [ realny nie realny ]
Lechu, 3M --> wracaliśmy :))))
Macu [ Santiago Bernabeu ]
Wreszcie jakiś sensowny wątek na GOlu. Jest co poczytać. :)
Osobiście nigdy nie jechałem w Polsce pociągiem, a podróże metrem nie są tak pełne wrażeń. Conajwyżej zdarzy się czasem, że jacyś starsi ludzie spojrzą na mnie krzywym okiem, podczas gdy czytam GW. Bywają także tępe nastolatki, śmiejące się non-stop, śpiewające (coś bliżej nieokreślonego) i opowiadające "niesamowite" historie. Ostatnio dwie takie, coś mówiły do mnie na wychodnym, to rzuciłem im, że są "głupie siksy". W odpowiedzi usłyszałem, że jestem krową. Ubodło mnie to bardzo.

litlat [ Konsul ]
Heh... ja pociągiem jechałem ze 2-3 razy i to dawno i nie prawda... żal mi kasy po prostu:P Dlatego zwiedzam świat autostopem;). Wczoraj wracałem do domu od kumpla z imprezy z kolesiem który w ogóle się nie odzywał. Trasa krótka 15-20km max było ale cisza była dość denerwująca;). A w lipcu zrobiłem sobie kilkudniowy trip do Czech (Praga). Po Polskiej stronie jechałem z kolesiem który mówił non-stop. Totalnie. Jak zacząłem udawać, że przysypiam to gadał dalej (chyba nawet nie zauważył, że "śpie"). A w Czechach trafiłem niemiecką na kapele jadącą w tą samą strone (też na festiwal do Pragi). I od tej pory mam dość języka niemieckiego;)

Paudyn [ Kwisatz Haderach ]
Trzeba bylo rzucic slynna sentencje "spiep*** dziadu" :-D Anyway, ja nie narzekam na wspolpasazerow, dopoki nie trafia mi sie dwie paniusie w srednim wieku (jedna madrzejsza od drugiej), tudziez maly, kilku(nasto)miesieczny chlystek dracy ryja ;-P

alpha4175 [ Jeep Driver ]
I dlatego właśnie nie jeżdżę pociągami...
Mephistopheles [ Hellseeker ]
Jakiś czas temu musiałem udać się w podróż pociągiem. Ponieważ u mnie linia autobusów miejskich nie współgra w jakikolwiek sposób z przyjazdami i odjazdami pociągów, byłem zmuszony poczekać trochę, nim pociąg ruszył. Z racji tego, że poczekalnia na dworcu w moim mieście wygląda jak stajnia Augiasza przyozdobiona tu i ówdzie nędznym graffiti, wolałem usiąść już w wagonie i poczytać pierwszy lepszy skrawek papieru z wydrukowanymi literkami. Po przeciwnej stronie pociągu usiadła sobie jakaś gruba baba i wyjęła gigantyczną drożdżówkę. I tu zaczął się koszmar. Nie chodzi już nawet o to, że mlaskała głośniej niż ja chrapię. Ona rozrywała tę drożdżówkę jak Godzilla wpieprzająca helikopter, czy inny czołg i wydawała z siebie odgłosy koparki zderzającej się czołowo z kombajnem. Sam widok przywodził mi na myśl hieny rozrywające padlinę. W dodatku jakimś magicznym sposobem ta drożdżówka zdawała się nie kończyć (2000 lat temu był już taki przypadek z chlebem i rybami), a ona wciąż rozrywała, żuła, mlaskała i cholera wie co jeszcze robiła. Nawet jazgot jadącego pociągu nie był w stanie zagłuszyć tego piekielnego dźwięku. To był pierwszy raz w życiu, jak czyjeś jedzenie doprowadziło mnie stanu skrajnej frustracji, potocznie zwanego "k*rwicą". Jedynie moje wrodzone lenistwo uratowało tę babę przed dekapitacją głowy za pomocą rozsuwanego okna pociągu.
A teraz coś z zupełnie innej beczki. Sytuacja podobna, ale odwrócona o 180 stopni. Było to parę lat temu, kiedy z kumplami (ok. 10 osób) wracaliśmy z targów komputerowych. Ważną informacją jest fakt, że chodziliśmy wtedy do liceum i mieliśmy jakieś 16 lat. W drodze powrotnej wymienialiśmy się swoimi wrażeniami i opiniami na różne tematy. Oczywiście w sposób, w jaki wrażeniami i opiniami wymieniają się szenastolatkowie. :> Może i nie używaliśmy przy tym przekleństw zamiast przecinków, ale wyzwać też czasem się trzeba, żeby nie było nudno, a i tematy nie zawsze nadawały się do miejsc innych niż budka z piwem. Traf chciał, że usiadł koło nas jakiś starszy gość (albo w średnim wieku, a wyglądający na starszego). My prowadziliśmy konwersację dalej, bo w sumie czemu mielibyśmy przestać? Po dwóch godzinach wysiedliśmy z pociągu, a facet wciąż siedział. Wtedy do mnie dotarło, że ten gość już nigdy nie będzie taki sam... :>