GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Pamiętniki ;)

17.06.2002
08:35
smile
[1]

kato [ Konsul ]

Pamiętniki ;)


PONIEDZIAŁEK - Mamy nową pracownicę. Postanowiliśmy wymyślić jej jakąś ksywkę. Po 3 godzinach intensywnego myślenia już ją mieliśmy. Nazwaliśmy ją: Nowa.

WTOREK - Nowa dzisiaj nie przyszła. Podobno zrezygnowała z pracy. To wina Złotówy. Nie każdy wytrzyma na widok grubego faceta ubranego jedynie w banknot 10 złotowy.

ŚRODA - Bromba wróciła ze szpitala. Ale trafił tam Ziutek ze skomplikowanym złamaniem kości śródręcza. Upadła mu jakaś kartka i poprosił Brombe, żeby się odsunęła. Wtedy ona poszła mu na rękę.

CZWARTEK - Z okazji wdrażania u nas nowoczesnych technik pracy, kierownik kazał nam pisać na komputerach. Jako pierwsza komputer zapisała Bromba. Na moim też już brakuje miejsca.

PIĄTEK - Czyścimy komputery. Okazało się, że kierownikowi chodziło o coś innego. Za to teraz komputery w ogóle już nie działają. Może woda była za gorąca?

SOBOTA - Nareszcie łykent. Zbieramy ze Złotówą grzyby. Odchodzą razem z tynkiem. Na niedzielę zostanie nam już tylko przedpokój.

NIEDZIELA - Rano wpadł do nas sąsiad z góry. Do czasu wyremontowania sufitu będziemy mieszkać we trzech.



PONIEDZIAŁEK - Spóźniłem się do pracy. Wszystko przez te korki. Już mi się całkiem przetarły. Będę musiał sobie kupić jakieś inne buty (Ale drugi raz już nie kupię sandałów. W zimie).

WTOREK - Zostałem właścicielem komórki. Ze Zlotową już nie dało się mieszkać.

ŚRODA - Zginął mój zszywacz. Nikt się nie chce przyznał. Ale ja podejrzewam Brombę. Ma nową sukienkę.

CZWARTEK - Pogodziłem się z żoną. Ziutka. Moja żąda rozwodu. Rozprawa jutro.

PIĄTEK - Siedzimy z żoną przed salą rozpraw. Nagle słychać, jak sędzia krzyczy do woźnego: powódkę! Idziemy do domu. Nie będzie nas sądzić jakiś pijak.

SOBOTA - Byliśmy na imieninach u Bromby. Strasznie się wymalowała i wystroiła. Wyglądała jak pisanka. Złotówa tak jej powiedział. Wtedy ona zaproponowała, że ugotuje mu jajka. Złotówa jakoś dziwnie zbladł. Jajek w każdym bądź razie nie było. Była kura i Coca-Cola. Podobno po okazyjnej cenie. Import z Belgii.

NIEDZIELA - Jakoś dziwnie się czuję. Dowiedziałem się również, że Bromba jest w szpitalu. U Złotówy nikt nie odbiera. Pewnie pojechał na ryby.



PONIEDZIAŁEK - Cięgle kiepsko się czuję. Lekarz powiedział, że to zatrucie, więc dzisiaj siedzę w domu. Postanowiłem pooglądać sobie telewizję. Niestety, wieczorem już nie mogłem nic oglądać. Sąsiedzi zasunęli zasłony.

WTOREK - Jestem w pracy. Wszyscy już wyzdrowieli. Miło popatrzeć na znajome twarze. Żeby tylko tak Bromba wszystkiego nie zasłaniała.

ŚRODA - Zainstalowali u nas w pracy automat z Pepsi Colą. Albo mamy straszne szczęście albo ten automat jest popsuty. Wszyscy wrzucający monety zawsze coś wygrywają.

CZWARTEK - Ząb mnie strasznie rozbolał i w nagłym przypływie odwagi poszedłem do dentysty. Na fotelu po mojej odwadze już nie było śladu. Wyskoczyłem z fotela jak z procy. Dopiero po pokonaniu jakichś 5 km wyjąłem z zęba wiertło. Po jakimś czasie dogonił mnie dentysta. Samochodem. Znalazł mnie po szlaczku z części jego aparatury, jaki za sobą zostawiłem. Jej spłacanie zajmie chyba resztę życia. Moich dzieci i wnuków. Za to ząb już mnie nie boli.

PIĄTEK - Dla poprawienia wystroju biura Bromba przyniosła jakieś zielsko w doniczkach. Złotówa jak to zobaczył, strasznie się ucieszył. Powiedział mi, że to marihuana i zaczął robić skręty. Fajny miał odlot. Po tym jak to Bromba zobaczyła. Zresztą, to nie była wcale marihuana, tylko jakieś paprotki.

SOBOTA - Poszedłem z Brombę i Złotówą do kina. Bromba przyniosła wiadro popcornu. Ale cholera nie chciała się podzielić. Mieliśmy miejsca w pierwszym rzędzie. Po reklamach Złotówa zwymiotował, ja cały seans płakałem (choć to była komedia), a Bromba dostała zeza rozbieżnego.

NIEDZIELA - Pojechaliśmy ze Złotówą na ryby. Ale smażalnia była zamknięta. Pojechaliśmy więc do mieszkania Złotówy. Skończyło się jak zwykle: na śledzikach i wyborowej



PONIEDZIAŁEK - Bromba powiedziała, że napiłaby się herbaty. Ja na to, że ja też. Niestety, herbaty nie ma już od dwóch tygodni.

WTOREK - Dzisiaj Złotówa zrobił wszystkim herbaty. Była jakaś dziwna, jakby ziołowa. Ciekawe, dlaczego paprotki Bromby nie mają już liści. Przecież to jeszcze nie jesień .

ŚRODA - Po pracy poszliśmy z Ziutkiem na mecz. Było extra. Piłkarze początkowo grali niemrawo, ale za to w drugiej połowie już bardzo szybko poruszali się po boisku. Za nimi zaś gromada kibiców. Padły też bramki. Obie. W ogóle atmosfera była bardzo gorąca. Za to cały czas schładzały nas policyjne sikawki. Mam z tego meczu dużo pamiątek: policyjny kask, pałki, tarcza z napisem POLICJA, skrawki munduru, siniak od ławki na plecach, wybite dwa przednie zęby, jakieś szaliki.

CZWARTEK - Nudy. Gdyby Złotówa niechcący nie podpalił biurka kierownika, dzień byłby na straty. Na kierowniku długo jeszcze utrzymywała się piana. Nie tylko ta z gaśnicy.

PIĄTEK - Ziutek przyszedł dzisiaj bardzo wesoły. Co prawda nie minęło jeszcze 48 godzin, ale go już wypuścili. Jutro nasza drużyna ma mecz wyjazdowy. Ziutek obiecał, że mi coś przywiezie.

SOBOTA - Dzisiaj pierwszy raz w życiu leciałem. Potrącił mnie samochód. Ciężarowy. Kierowca ciężarówki bardzo się wkurzył i zaczął mocno trząść drzewem na którym wylądowałem. Gdyby mu w międzyczasie nie ukradli wozu, kto wie jak by to się skończyło.

NIEDZIELA - Nareszcie zdjęli mnie z drzewa. Strażacy to super goście. Zabrali mnie na akcję. Nie wiem, dlaczego się śmiali. Przecież ten kot którego zdjęli z drzewa nie był wcale do mnie podobny.

17.06.2002
08:36
smile
[2]

kato [ Konsul ]

C.D.N :)

17.06.2002
08:39
[3]

Faolan [ BOHEMA ]

LOL A teraz mój pamiętnik. Rano:: Pobudka, mycie, na uczelnię. Południe:: Boże co ja robię na tej uczelni. Wieczór:: Wracam do domu. Wieczór 45 minut później:: Jestem w domu. Gryzę kanapkę. Wieczór po pogryzieniu kanapki:: Idę spać. Rano dzień n + 1:: Pobudka, dziś kolokwium - trzeba się pouczyć, mycie, na uczelnię. Południe:: Boże co ja...

17.06.2002
14:33
smile
[4]

kato [ Konsul ]

CD>... Cholera wie co się stało. Jakaś żyłka w mózgu, czy serce alkoholowe nie wytrzymało. Podczas "uniesienia" z Joasią, coś we mnie pękło i pognałem przed siebie, słynnym już tunelem, w stronę światełka. Światełko jak światełko, białe i silne. Malutkie było, a ja gnałem jak oszalały. Szybciej niż Polonezem Siwego. Nie wiem ile czasu minęło, gdy światełko zaczęło się powiększać, a gdy było już rozpoznawalne okazało się że to wielki neon z napisem ROZDZIELNIA nr2 EUROPA. W owej rozdzielni zobaczyłem masę ludzi (ludzi?) stojących w kolejkach do jakiś recepcji, czy coś takiego.Ustawiono mnie w rządku krótszym za przemiłą grupką około 70 staruszków. Jak się okazało później, ofiar wypadku autobusowego w Pirenejach. Za biurkiem siedział gruby facet ze złotymi lokami, Cherubin, kurwa jego mać. Gdy nadeszła moja kolej spytał: - Nazwisko ? - C. , Ryszard C. - Miejsce zamieszkania na Ziemi ? - Kraków, Polska. Nowa Huta dokładniej - Co wy tak, jak Chopin, z Polski do Paryża umierać przyjeżdżacie ? A potem burdel w papierach... Zimny pot mnie oblał. Więc jednak kurwa umarłem. To nie sen. Zrobiłem sobie szybciuteńki rachunek sumienia w myśli. Ja pierdole, dożywocie w Piekle,jak tra la la. Zrobiłem najżałośniejszą minę na jaka mnie było stać, i cicho spytałem: - Piekło ? - Dupa tam, nie piekło. Nie ma Piekła, jest tylko Niebo. Piekło jest na Ziemi, tu jest tzw. RAJ. A czy się komuś podoba, czy nie to już jego sprawa. Udacie się teraz, jako Dusza z Polski, do korytarza 12567843,tam was skierują do sektora Krakowskiego. No szczęść Boże ! Obróciłem się na pięcie i idę do owego korytarza. Zatrzymał mnie krzyk Cherubina z recepcji: - Halo, obywatelu ! Wróćcie tu na sekundkę. Zapomniałem wam wydać Aureole i skrzydła. Macie, i tu pokwitujcie. A tu macie instrukcje jak skrzydła dopinać. Aureoli nie zgubcie bo następna wam będzie za wiek wydawana. - No, żegnam. Długo się ze skrzydłami męczyłem. Krzywo leżały. Aureola w miarę się prosto kołysała nad banią. Rozglądałem się dookoła. Od zajebania dusz. Koło mnie grupka Niemieckich dusz też sobie nie mogła poradzić ze Skrzydłami. Klęli jak fiks. Polazłem w swoja stronę do korytarza Polskiego,po drodze mijałem korytarze Włoskie, Francuskie, Niemieckie. Zacząłem żałować że do Francuzów mnie nie przydzielono, dużo fajnych laseczek. Zobaczyłem w końcu i mój korytarz. Chyba fajnie tu jest, siedzą goście na poboczu, ćmiki jarają. Zaraz też podszedłem do jednego,poczęstował. Okazało się że to góral z Żywca, zamarzł po pijaku w lesie. Przyszedł tu przed godzinką. A ćmiki rozdaje św. Piotr Polski, przed bramą. Wpuszczą nas do środka za kilka godzin, bo jakaś inspekcja w środku czy coś. Zebrała nas się już spora grupka, staliśmy, siedzieli, i gwarzyliśmy jak tu który trafił. Ze mnie lali najbardziej, jak powiedziałem, że zaciupciałem się na śmierć. Ładny obciach. Było dwóch zagryzionych przez psy, jeden zatłuczony przez żonę, czterech z wypadku pod Jasłem, piątka topielców z Sopotu. Niezła ekipka,wszyscy na bani tu przyszli. Okazało się, ze można prosić tu w ADMINISTRACJI o zmianę wieku. Np. jak ktoś wykitował mając 90 lat, to tu może mieć 20,30 lat. Od nowa laseczki rwać których tu więcej niz na ziemi. Góralowi ćmiki się skończyły, więc teraz ja poszedłem do Piotra po szlugi. Stał tam pod bramą. Mały chudy, taki wypłosz. Klepłem go w łopatkę i mówię. - Dziadziuś, kopsnij paczuszkę, bo nam się jarać chce. Ten wyciągnął ramkę HEAVENFIELDÓW i dorzucił zapałki. Uśmiechnął się, pokazując żółte od tytoniu zęby. Wróciłem do moich nowych znajomych i zapaliliśmy po całym. - Kurwa, piwka bym się napił - powiedział Góral, okazało się, że piwko nam dadzą ale dopiero w środku. Bo tu nie wolno. Przyszły jakieś dziewczyny i zaczęły nam skrzydła poprawiać. U mnie było w sumie ok, a Górala ledwie się trzymały. Aureola mi błyszczała jak psie jaja, tylko nie mogłem się przyzwyczaić do tej sukienki, w której miałem łazić. Kieszenie są to łapy jest gdzie wsadzić, ale taka długa, pląta się między nogami. Otworzyli w końcu bramę. Zaczęliśmy się przepychać z Góralem jak najbliżej wejścia,żeby nas nie rozdzielili. Widać swój chłop, bo przypadliśmy sobie do gustu. W ADMISNISTRACJI skierowano mnie do bloku KRAKÓW, piętro 3499, pokój 21897 w skrzydle C. Miałem być sublokatorem niejakiego Mariana E. zmarłego w 1937 roku. Lat 89, zmienione na 35. Chujowo, Gienek (ten Góral) poszedł do Blockhausu ŻYWIEC, to kilka godzin na piechotkę od mojego. Obiecałem mu że się odwiedzimy za jakiś czas. Potem poszedłem do MAGAZYNU. Tam mi mieli wydać pościel, zapasowe suknie i Skrzydła Galowe, na Święta i specjalne okazje. Kurwa, jak w wojsku... MAGAZYNIEREM był Żyd rozstrzelany przez Hitlerowców w Płaszowie w 1942. Ledwie mi wydał pościel już zaczął kombinować, że załatwić u niego mogę wszystko. Aureole jak zgubie, lub przepije, skrzydła, wygodniejsze suknie. Nawet tu kombinują. Z tobołem pojechałem windą na moje piętro, dużo wiary tu łazi. Niektórzy maja skrzydła poodpinane, inni Aureole w kieszeniach. Luzik. Dość długo szukałem mojego skrzydła C i pokoju. Dobrze, że były tzw. szybkie chodniki, bo łaziłbym chyba całą wieczność. Marian E. okazał się szczupłym facetem z wąsami i łysą pałą. Uściskał mnie jak starego znajomego i wyciągnął z lodówki dwa piwka. Wpierw rozłożyłem swoje klamoty. Pościel na kojo, skrzydła i suknie do szafy. Skrzydła odpiąłem bo przeszkadzały i chwyciłem zimniutkie piwko. Jeszcze zajaralismy po szlugu, i Marian zaczął mnie wtajemniczać w Życie Niebiańskie. - Widzisz stary. Tu jest faktyczny RAJ, niczym się nie przejmujesz, głodny nie chodzisz, alkohol masz, fajek pod dostatkiem, dziewuchy latają. Nie chorujesz, nie umrzesz na nic bo już nie żyjesz. Zajebiście jest. Raz do roku tylko się wszyscy spotykają bo Główny przemawia i trochę to trwa, zanim wszystkich w ich językach nie pobłogosławi. A tak to robisz co chcesz. Chcesz pracować ? Idziesz do roboty, chcesz leżeć i chlać cały dzień? Leżysz i chlejesz cały dzień. Panienki lecą na chłopów, zwłaszcza Zakonnice, wpierw celibat na ziemi to tu się sypia jak choinka po 3 królach. Trzeba na pedałów uważać bo w sukience to czasami nie poznasz kto jest kto. Ja się naciąłem kilka razy, Podnoszę suknie a tu fujara, wystrzelałem po mordzie, skrzydła połamałem i wyjebałem z pokoju. Tacy to skurwiele przebierańcy. Jak chcesz się opić to co 100 pięter jest knajpa,wszystko za darmo, podchodzisz i bierzesz. Szwedzki stół. My mamy blisko,bo schodami możesz przeskoczyć piętro do góry, i na wprost schodów masz knajpę. Mordownia straszna, leja się często. Dwa lata temu Mickiewiczowi tam dojebano, tęgo. Chopin kuflem zarobił od górali, a pijanemu Wyspiańskiemu Aureole ukradziono. Na aureole trzeba uważać, stracisz to masz przejebane. Do raportu idziesz. W każda niedzielę są organizowane wycieczki do innych Niebios, ja polecam Indonezje i Włochy, najlepsze panienki, lecą na Słowian jak cholera. AIDS nie złapiesz, więc stukasz na całego. Nie polecam wyjazdów do Niebios Arabskich, tacy sami pojebani jak na Ziemi, tu też maja Hamas i Hezbollah, złapią Cię i skrzydła z aureolą zajebią, a wtedy raport. Dużo znanych umarlaków możesz w podróżach poznać, od 1945 prawdziwym gwiazdorstwem cieszył się Hitler, od nas z Nieba Polskiego pojechało 30 milionów go oglądać, pecha miał jak poszedł do knajpy bodajże 10 lat temu. Grupka pijanych kolesi go przecweliła. Afera była na pół Nieba. Listy gratulacyjne nawet z Nieba Izraelskiego przychodziły. Kolesie do raportu poszli, a za Hitlerem do dzisiaj wszyscy Adolfina wołają. Potem w 1977, przyszedł Presley, to fani korytarz Amerykański zablokowali. Kilkaset milionów po autograf poleciało, pojebani. Tu jest tak, że możesz spotkać kogoś komu życie uprzykrzyłeś na Ziemi, rewanżyk gotowy. Ja zostałem w 37' powieszony za zabójstwo żony. Znalazła sobie jakiegoś gacha tutaj, z którym mieszka i ten gach mi dojebał. Nowiuśkie skrzydła mi połamał. Nie podałem go do raportu, żal mi chłopa. Z taka kurwą mieszka, że RAJ to dla niego piekło musi być. Sąsiad obok z pokoju to seryjny morderca z XVIII wieku. Boi się do knajpy chodzić,bo na niego polują. Już 200 lat na niego się sadzą, nawet raz mu wjazd do pokoju zrobili. wszyscy do raport poszli. Znanych w Naszym Niebie jest też masa, Królowie mieszkają na niższych piętrach, ale nie warto tam łazić. Czasami możesz ich w knajpach na 200, i 300 piętrze spotkać. Dzikusy. Zwłaszcza Kazimierz, pije sam przy stoliku i nie odzywa się do nikogo. Rozrywek też mamy pełno, w TV lecą wszystkie kanały ziemskie, nawet te X. W wypożyczalni masz wszystkie filmy jakie na ziemi nakręcono. Sport też jest tutaj szalenie popularny. Co 4 lata SA Mistrzostwa Nieba w piłce nożnej. Najlepsi byli Brazylijczycy, do 68'. Potem w wypadku zginęła ekipa Manchesteru Utd. i Anglicy mieli Mistrza przez 20 lat. W 88' piorun zabił na boisku 8 Zairczyków i teraz Zair to potęga niebiańska. Polacy też grają dobrze. Wpierw nas lali jak cholera wszyscy, ale odkąd doszedł Deyna to ćwierćfinały mamy na każdej imprezie. Mecz z Anglią oglądały 3 mld ludzi na stadionie, a przed telewizorami całe niebo. Przegraliśmy w karnych, Reyman bramki nie strzelił. Żarcie nam dają o każdej porze. Otwierasz lodówkę i zawsze jest pełna. Kible czyściutkie, prysznice też. Przyzwyczaisz się. No, ja idę na karty do sektora D. Wrócę wieczorem, drzwi się nie zamyka. Marian polazł,a ja zacząłem myśleć. Myślenie nie było moja najmocniejszą stroną, więc poszedłem się załatwić. Nawet nie wiecie, jak niewygodnie sra się ze skrzydłami, Odpiąłem je w cholerę i postawiłem obok. Gdy spuszczałem wodę, zdarzyło się nieszczęście, schyliłem się żeby zobaczyć czy czysto zostawiłem, i aureola mi do klopa wpadła. Kurwa mać ! Poszedłem po jakiś przyrząd do wyłowienia, znalazłem wieszak od sukien i po chwili już suszyłem aureole w ręczniku Mariana. Co tu robić ? Idę się rozglądnąć,po sektorze Krakowskim, skoczę do knajpy, może jakieś laseczki będą. Czas się przyzwyczajać. Może niedługo Joasia ze smutku za mną wykituje i dołączy ? Fajnie by było. Zapisałem sobie na kartce nr pokoju, żeby się nie zgubić i polazłem schodami do knajpy. Długo lazłem, co chwila spotykałem zawianych aniołów - znak że dobrze idę. Wreszcie mym oczom ukazała się knajpa - no, to jest knajpa!! Wielkości Maracany, stoliki 4-osobowe, bar cały z złota. Przyśpieszyłem kroku,wyminąłem grupkę najebanych w trupa aniołów śpiewających : - NIECH ŻYJE NAM REZERWA !!!!' i już byłem przed ladą. Barmanem był Ogromny Anioł z wielkimi wąsami. Poprosiłem o setę i piwo, do żarcia wziąłem tatara i ogóreczki. Poszukałem wzrokiem miejsca, z którego mógłbym obserwować sale i siadłem przy stoliku oznaczonym nr 210. Koło mnie toczyła się zażarta kłótnia między kilkoma aniołami: - Ty dupa jesteś nie Janosik ! - Ja nie jestem Janosik ?!! Ty chuju zajebany... Jak ja ludzi prałem w Ojcowie, to ty jeszcze w worze u starego hulałeś... Tak to okazało się, że Janosik faktycznie żył. Po piwku lać mi się zachciało, więc poszedłem do klopa. Pod drzwiami spał jakiś siwy Anioł, bez aureoli, pewnie mu zajebali. Kopłem go w biodro i mówię: - Dziadziuś, wstawaj bo Ci bachora podrzucą Mruknął coś i obrócił się na drugi bok. Twarz jakaś znajoma. Ale nie kojarzyłem skąd go mogę znać. W kiblu wszystkie ściany zapisane, nad moim pisuarem widniał napis: PONIATOWSKI PEDAŁ, POLSKE SPRZEDAŁ Niżej było: CRACOVIA MISTRZ POLSKI 1927 he, he... dopisałem: III LIGA - A.D. 2001. Jak wróciłem do stolika to Janosik już spał na stole a jego kompan wylatywał właśnie z knajpy. Wpierw on, potem skrzydła. Powiedziałem barmanowi,ze jakiś dziadziuś śpi pod kiblem, możnaby go przenieść bo drzwi tarasuje. Barman machnął ręka: - To Bierut, pije już tak od 20 lat jak go żona z Sobieskim zostawiła.Aureole zostawia w barze i chleje na umór. Wziąłem jeszcze raz to samo i oglądałem aniołów. Przeważnie młode chłopaki, skrzydła u niektórych żółte od dymu z fajek, cwaniacko aureole na bok założone, kufle w łapach i dyskutują o czymś. Zastanawiałem się czy swoich tu w Niebie nie poszukać, ale zdecydowałem, ze jeszcze nie czas. Może później. W drodze do pokoju wyrwałem fajną anielice, Marzena. Zmarła w dwa lata temu na raka. Śliczna dziewucha, umówiliśmy się na wieczór w knajpie. Mi się spać chciało, tyle emocji.... Obudziło mnie szarpanie i krzyk bladego jak prześcieradło Mariana: - Wstawaj, cos ty narobił !! Wstawaj... chłopie coś ty wykręcił ?! Nie wiedziałem o co mu chodzi. Okazało się, ze szuka mnie od godziny cała straż Niebiańska. Mają mnie doprowadzić do Głównego.... Przeraziłem się. Kurwa, za co ? Za kopnięcie Bieruta ? A może za wyrwanie jakiejś szychy niebiańskiej ? Nie wiedziałem czy spieprzać do innego Nieba, czy poddać się. Po chwili było za późno, bo kilku blondynów wpadło do pokoju i pod ręce mnie wyprowadzili. Całą drogę nic nie mówili, wszystkie Anioły się za nami oglądały i coś szeptały. Pewnie myśleli, że do Raportu idę. Po kilku godzinach jazdy (jechaliśmy jakimś łazikiem) dotarliśmy pod drzwi z napisem DYREKCJA - GŁOWNY SEKRETARIAT. Wprowadzono mnie do środka. Za biurkiem siedział mały chłop, z bokserskim nosem i grzywką ulizaną na lewy bok. Nad łbem mu hulała purpurowa aureola. A skrzydła miał błękitne. Ładnie to kolorystycznie wyglądało. Wskazał mi fotel, uśmiechnął się i poczęstował ćmikiem. Potem tak patrzył na mnie i powiedział do mikrofonu: - Pani Zosiu, wprowadzić strażnika Rafała W. Wlazł młody, przestraszony anioł. Nerwowo ugniatał palce i przestępował z nogi na nogę. - No co tam, strażniku Rafale.. Popiło się na służbie ?! Co?!! - zagrzmiał Główny. - Ale .. ja... - Jakie, kurwa, JA... Jakie ja ? Opiliście się i nie tego sprowadzili co potrzeba. Chłopak miał jeszcze długo żyć, a wy mu taki kawał wycinacie. Pokoje żeście pomylili. Ryszard miał żyć, a obok w pokoju już tydzień staruszek na gruźlicę umierał. I dalej umiera. Zdegraduję was!!! - grzmiał dalej Główny. Ja sobie ćmika jarałem i zacząłem co nieco kapować. Rafał się opił i pomyliło mu się. Może mnie cofną na Ziemie... - I co my z panem, panie Rysiu zrobimy ? - popatrzył na mnie po ojcowsku , - Musimy pana cofnąć, chyba, że chce pan zostać... Kurna, nie wiedziałem. Zostawać, czy iść na Ziemie. Tu jest chyba fajnie. Za kilkanaście lat może chłopaki z osiedla dołączą, Polska gra w ćiwercifanałach, laski są świetne. ale znów na Ziemi, Lew,Joasia, chłopaki ze spirytusem, Polska w finalach, Legia mistrzem, Wisla z kazdym prawie dostaje..., Mamusia mi gotuje... - Wracam. I tak tu trafię z powrotem, więc nic nie tracę. Główny odetchnął z ulgą. Musieliby dziadka uzdrawiać, żeby przeżył moje życie, a plan cudów już wykonali na ten rok. Pożegnałem się z Głównym, Rafałowi dałem w pysk, wziąłem paczkę szlugów i odprowadzono mnie do recepcji. Cherubin z lokami jak mnie zobaczył to mu szczena opadła. Anioły na mnie z zazdrością patrzyły, jak mnie wrzucają do tunelu z którego wylatują co chwila kolejne dusze. Błysło, hukło i znalazłem się znów w mym ciele. Spocony, ciężko oddychając leżałem na Joasi. Tak samo spoconej i ciężko oddychającej: - Nie uwierzysz, Kochanie jaką miałem jazdę... - Oooo, a jaką ja.....

17.06.2002
14:45
[5]

gacek [ Litzmannstadt ]

kato>>>>Pamiętnik PLANKTONA:)

17.06.2002
15:12
smile
[6]

kato [ Konsul ]

Z PAMIĘTNIKA POLICJANTA PONIEDZIAŁEK Dzisiaj dostaliśmy nową broń służbową z centrali. Pułkownik Żelazny nakazał nam jej natychmiastowe wyczyszczenie. "Żeby mi lśniła jak..." nie dokończył i wyszedł do toalety. Próbowałem wielu papierów ściernych ale rdza z mojej nowej finki nie schodzi. WTOREK > > Dziś zgłosił się jakiś nieogolony młodzian z gitara mówiąc, że przybył tu > na > > przesłuchanie. Dokonałem rutynowej roboty i całkiem przepisowo go > > przesłuchałem. Przyznał się do wszystkiego. Zdziwił się tylko, że nie > > kazaliśmy mu grać i śpiewać, bo według niego to właśnie się robi na > > przesłuchaniach w studiach nagrań. Wyprowadziliśmy go z błędu mówiąc mu, > ze > > trafił na komisariat. Młodzian zemdlał. Kiedy leżał powalony niemocą, cała > > komenda wykonała brawurowo utwór "Besame Mucho". Kapral Klucha grał na > > grzebieniu. > > > > ŚRODA > > Gramy w rosyjską ruletkę. Cudem przeżyłem. Posterunkowy Paproch, zamiast > > zostawić jedną kule, wyjął tylko jedną z magazynka. Wyszły nasze braki w > > wyszkoleniu. Nikt nie został nawet draśnięty. Jedynie Klucha przytrzasnął > > sobie palec. Cynglem. > > > > CZWARTEK > > Wyruszyliśmy w pościg za skradzioną furgonetką bankową. Tego jeszcze nie > > było. Wszystkie rowery w akcji. > > > > PIĄTEK > > Dziś zawody strzeleckie. Byłem drugi. Tuż, tuż za pułkownikiem Żelaznym. > Na > > następne zawody będę musiał przygotować nową tarczę, bo od trzech lat mam > > cały czas ten sam wynik i obecna tarcza już mi mocno wyblakła. > > > > SOBOTA > > Nareszcie weekend. Gram z posterunkowym Paprochem w szachy. Nawet nam > szybko > > idzie , bo mamy tylko połowe pionków i to w tym samym kolorze. > > > > NIEDZIELA > > Dzisiaj mam wolne. Nie mogę jednak zapomnieć o pracy. Wróg zawsze czuwa. > > Przeglądam interesującą książkę dotyczącą kryminalistyki. Ciekawie się > > zaczyna, cytuje "...nazywam się Żbik a na imię mam kapitan > > > > PONIEDZIAŁEK > > Siedzę razem z kapralem Kluchą nad krzyżówką. > > > > WTOREK > > Nadal siedzimy nad krzyżówką. > > > > ŚRODA > > Przyszedł pułk. Żelazny i powiedział żebyśmy odwrócili krzyżówkę, bo leży > do > > góry nogami. > > > > CZWARTEK -Odwróciliśmy. Ale i w tej pozycji jest trudna. Siedzimy. > > > > PIĄTEK > > Zgłodniałem. Kapral Klucha chyba też, bo krzyżówka zniknęła. > > > > SOBOTA > > Ponieważ zabrakło krzyżówki z nudów zabraliśmy się do łapania bandytów. Ja > > złapałem jednego a kapral Klucha 38. > > > > NIEDZIELA > > Pułkownik Żelazny, osobiście złożył przeprosiny na ręce attache ambasady > > Holandii za zatrzymanie autokaru z 38 pasażerami. A ja musiałem zwolnić > > kierowcę. Pech. > > > > PONIEDZIAŁEK > > Kieruję ruchem na skrzyżowaniu. W radiowozie jechał pułk. Żelazny. > > Pomachałem mu ręką. Mam teraz niezły karambol. > > > > WTOREK > > Razem z kapralem Kluchą bierzemy udział w pościgu za skradzioną Toyotą. > > Musimy go jednak przerwać bo nogawka wkręciła mi się w łańcuch a kapralowi > > Klusze, pęd powietrza oderwał dzwonek. > > > > ŚRODA > > Przesłuchuję zboczeńca złapanego w parku. Idzie w zaparte. Za to ja się > > cholera przyznałem. > > > > CZWARTEK > > Dostaliśmy wiadomość, że przy ulicy Sennej w mieszkaniu nr. 7 niejaka > babcia > > Pelasia lewituje. Udaliśmy się na miejsce. Wiadomość się nie potwierdziła. > > Babcia Pelasia wcale nie lewitowała. Powiesiła się na żyrandolu. > > > > PIĄTEK > > Gram z kapralem Kluchą w karty. Wygrałem. Pięć asów na karetę jokerów. > > > > SOBOTA > > Wczoraj wieczorem zauważyłem źle zaparkowanego "malucha". I do tego tuż > pod > > moim oknem. Zapisałem sobie jego numer. Dzisiaj sprawdziłem go w > kartotece. > > To mój "maluch". Chyba wezmę urlop. > > > > NIEDZIELA > > Na spacerze pogryzłem wiewiórkę. Czuję też jakiś wstręt do wody. Może to > > angina? > > > > PONIEDZIAŁEK > > Dostaliśmy zawiadomienie o zaginięciu kotka pana ministra. Pędzimy na > > sygnale. Tuż pod domem pana ministra, kapral Klucha na coś najechał. > > Sprawdzam co to było. Już nie szukamy kotka. > > > > WTOREK > > W parku pojawił się ekshibicjonista. Zastawiliśmy na niego pułapkę. > > Niestety. Wymknął się. Został mi w ręku tylko jego płaszcz. Fajnie > wyglądał, > > jak goły przedzierał się przez krzaki. W samej tylko koloratce. > > > > ŚRODA > > Remontuję mieszkanie. Wstrzeliłem kołek w ścianę. Umówiłem się z sąsiadem, > > że w dziurę po kołku wstawimy drzwi. Nie protestował. Był nieprzytomny. > > > > CZWARTEK > > W pracy same nudy. Przeglądam listy gończe. Jednego gościa jakbym skądś > > znal. Ale skąd? > > > > PIATEK > > Dzisiaj pułk. Żelazny oddał mi moją ankietę personalną ze zdjęciem, która > > nie wiadomo czemu, zaplątała się między listy gończe. Teraz już wiem skąd > > znałem tego gościa! > > > > SOBOTA > > Badania kontrolne. Oddałem mocz do analizy. Wiadro mi oddali. > > > > NIEDZIELA > > Cała komenda idzie do kina. To podobno smutna historia o miłości dwóch > > jamników. Tak mi powiedział kapral Klucha. Zapytałem się o tytuł. "Psy 2". > > Nawet się zgadza. > > > > PONIEDZIAŁEK > > Posterunkowego Paprocha nie ma od tygodnia w pracy. Pewnie w czasie drogi > > powrotnej na komendę znowu wjechał na rondo. To już nie pierwszy raz, więc > > znów trzeba mu będzie zanieść termos i kanapki. > > > > WTOREK > > Dzisiaj degustowałem rosyjski koniak. Mam dziwne uczucie, jakby się nagle > > zrobiło ciemno. > > > > ŚRODA > > Tak ciemno to jeszcze nie było. Nawet latarnie ktoś wyłączył. > > > > CZWARTEK > > Strasznie ciemno. > > > > PIĄTEK > > Trochę jaśniej ale nadal ciemno. > > > > SOBOTA > > Przejaśnia się. Zauważyłem nawet, ze przede mną stoi jakaś butelka. W > gardle > > sucho. Napiłem się! > > > > NIEDZIELA > > No, teraz to dopiero ciemno! > > > > PONIEDZIAŁEK > > Od samego rana bolą mnie zęby. Niby sztuczne uzębienie a jednak?! > > > > WTOREK > > Dzisiaj rano mieliśmy kurs daktyloskopii. Kapralowi Klusze tak się to > > spodobało, że zaczął wszystkim zdejmować odciski palców. Pułkownik Żelazny > > nie zgodził się jednak na zdjęcie butów i przyłożył kapralowi aktówką. > > > > ŚRODA > > Nudzimy się w radiowozie. Grzebię w samochodowej zapalniczce. Palec mi się > > zaklinował. Przestałem się nudzić. Za to zacząłem się pocić. > > > > CZWARTEK > > Dostaliśmy wiadomość o napadzie na bank. Pojechaliśmy tam czym prędzej ale > > nie było się po co śpieszyć. Ludzie już wszystko wyzbierali. > > > > PIĄTEK > > Kapral Klucha ruszył w pościg za pijanym rowerzystą. Klucha ostro prowadzi > > radiowóz. Dobrze, że wcześniej wysiadłem na siusiu. > > > > SOBOTA > > Dzisiaj łapiemy na radar. Coś nam nie idzie. Mamy dziwne wskazania. > > Dostaliśmy wiadomość z komendy aby zwrócić echosondę która jest dowodem w > > sprawie. > > > > NIEDZIELA > > Razem z Kluchą i Paprochem pojechaliśmy na ryby. Dzień bardzo udany. > Szkoda > > tylko, że zapomniałem zabrać wędek dla naszego zgranego zespołu. > > > > PONIEDZIAŁEK > > Dzisiaj zaspałem do pracy. Dociskam gaz do deski mojego "malucha". > 50km/h - > > urwały mi się lusterka. 60km/h - lakier zaczął się łuszczyć a wycieraczki > > przepełzły na tylnią szybę. 70km/h - maska zawinęła mi się na dach. > > Przechodzę na prędkość ekonomiczną. Minął mnie rowerzysta. > > > > WTOREK > > Kapral Klucha przyniósł na komendę swój rodzinny album. Po obejrzeniu > > pierwszej strony, pułk. Żelazny pobiegł do toalety. A ja niestety, > > zwymiotowałem dopiero w domu. > > > > ŚRODA > > Dzisiaj przywieźli nam nowe umundurowanie. Ładne, ciemne kurtki. Widoczny > > napis POLICJA. Tylko te pompony na czapkach takie jakieś...dziwne. > > > > CZWARTEK > > Mam dolegliwości żołądkowe. Cały dzień siedzę w toalecie. Papierkowa > robota. > > > > PIĄTEK > > Komputeryzacja policji postępuje. Tak napisali w biuletynie, który został > > nam przysłany z komendy głównej. Razem z paczką dyskietek. Pułk. Żelazny > > złożył podanie o przydział komputera. > > > > SOBOTA > > Przyszedł jeden taki i zaczął się awanturować, że on płaci podatki a my tu > > tylko siedzimy i pijemy kawę. Zaprzeczyłem. Kawa skończyła nam się w > zeszłym > > tygodniu. > > > > NIEDZIELA > > Kurs udzielania pierwszej pomocy. Sztuczne oddychanie. Ćwiczy posterunkowy > > Paproch z manekinem. Cos tu jest nie tak. Nie wiem dlaczego posterunkowy > > Paproch rozebrał się do naga?! Wszedł Żelazny i wytrzaskał Paprocha po > > pysku. No i nie wiem jak to jest z tym sztucznym oddychaniem. Rozbierać > się > > czy nie? A zimą? > > > > PONIEDZIAŁEK > > Kapral Klucha wygrał w Audiotele latarkę i komplet baterii. Ciężkie miał > > pytania. Jak się nazywa nasz kraj? 1. Burkina Faso, 2. Polska, 3. > > Bangladesz. Nie chciał mi zdradzić odpowiedzi. Siedzę i rozmyślam nad tym > > pytaniem a za oknem bangla deszcz. > > > > WTOREK > > Z Kluchy robi się prawdziwy Europejczyk. Dzisiaj w restauracji "Smakosz", > > pokazał gest i zamówił dla wszystkich "koktajl Mołotowa". Ciekawe dlaczego > > ktoś wezwał brygadę antyterrorystyczna? Chyba nie wszyscy dorośli do unii > > europejskiej! > > > > ŚRODA > > Pułk. Żelazny przydzielił nam dzisiaj nowy radiowóz, pochodzący z darów > > społeczeństwa na rzecz rozwoju policji krajowej. Pułk. Żelazny poprosił > > tylko abyśmy zrobili mu lekki przegląd. Po zdjęciu z deski, kalendarzyka > na > > 76'ty rok, wklejeniu w lusterka wieczek od margaryny, zaspawaniu dziur w > > podwoziu i wymianie opon na bardziej okrągłe, pozostało nam tylko > > wymontowanie taksometru. > > > > CZWARTEK > > W całym regionie, zakrojone na szeroką skalę, poszukiwania 6-cio letniego > > Jacusia. Społeczeństwo też pomaga. Kiedy rozwieszałem na latarniach > zdjęcia > > zaginionego Jacusia, pomagał mi mały chłopczyk. Powiedział mi, że ma na > imię > > Jacuś i ma 6 lat. To miłe, że nawet dzieci pomagają. Jak na razie, > > poszukiwania Jacusia nie odniosły skutku. Ale nadal szukamy! > > > > PIĄTEK > > Posterunkowy Paproch czyści broń. Siedzimy z Kluchą pod biurkiem, ale nie > > czujemy się pewnie bo Paproch łazi po całej komendzie i stale do nas > > zagląda. > > > > SOBOTA > > Przyszedł pułkownik Żelazny, bardzo zamyślony i powiedział, że żona zabiła > > mu rano klina. Złożyliśmy pułkownikowi kondolencje a ja wysłałem radiowóz > po > > morderczynie. > > > > NIEDZIELA > > Stoję na chodniku w galowym mundurze. Odpadł mi orzełek. Schyliłem się aby > > go podnieść. Spadła mi czapka. Podniosłem czapkę i orzełka. Wyprostowałem > > się aby przyczepić orzełka do czapki. Przejechał autobus i ochlapał mnie > > wodą z kałuży aż mi z wrażenia wypadł z ręki orzełek i czapka. Schyliłem > się > > aby je podnieść. Ktoś mnie kopnął w tyłek. Wyprostowałem się i odwróciłem. > > Przejechał autobus i ochlapał mi plecy wodą z kałuży aż mi z wrażenia > wypadł > > z ręki orzełek i czapka. Nachyliłem się aby je podnieść. Za mną zatrzymał > > się autobus. Wysiadł kierowca i kopnął mnie w tyłek aż mi zęby wypadły na > > chodnik. Pozbierałem wszystko i odczołgałem się pod mur. Do dupy z takim > > Dniem Policjanta. > > > > PONIEDZIAŁEK > > Dzisiaj posterunkowy Paproch powiedział, że idzie sobie ugotować jajka. > > Zawczasu wezwaliśmy pogotowie ratunkowe. Oj, jego żona będzie znowu > > wściekła! > > > > WTOREK > > Razem z kapralem Klucha znaleźliśmy zwłoki mężczyzny, leżące na ławce. > > Klucha przytknął mu lusterko do ust i stwierdził, że mężczyzna nie > oddycha. > > Kiedy próbowałem sprawdzić dokumenty denata, zwłoki zaczęły chrapać. > Klucha > > ma popsute lusterko. > > > > ŚRODA > > Zawiadomienie o gwałcie. Pojechaliśmy na miejsce zdarzenia. Kapral Klucha > > przesłuchał dziadka Edka, który był ofiarą napaści seksualnej. Podejrzaną > o > > dokonanie tego czynu jest niejaka babcia Wiesia. Kapral Klucha udał się do > > babci w celu jej przesłuchania. Ku memu zdziwieniu, potwierdziło się > > doniesienie dziadka Edka. Kapral Klucha wyszedł od babci Wiesi po godzinie > > bez czapki, paska, raportówki i munduru. W samych tylko kalesonach. > > > > CZWARTEK > > Cały czas leje deszcz. Nudzimy się. Paproch zaproponował grę w butelkę. > > Odsunęliśmy się od tego zboczeńca na znaczną odległość. > > > > PIĄTEK > > Wespół z Paprochem, eskortowałem dziś pacjenta do domu wariatów. Nie > > rozumiem dlaczego tak się nazywa ten zakład. Spotkałem tu przecież mnóstwo > > znanych wszystkim osobistości: Gagarina, Napoleona, Puszkina a nawet > Elvisa. > > Król rock 'n' rolla nie chciał mi jednak zaśpiewać tylko ugryzł mnie w > rękę > > i napluł na daszek czapki. > > > > SOBOTA > > Mobilizacja sił. Dzisiaj mecz w naszym mieście. Ochraniamy stadion. Gdyby > > Klucha nie krzyczał "GOL" kiedy bramkę strzeliła drużyna przyjezdna, być > > może wyszlibyśmy z tego cało. > > > > NIEDZIELA > > Leczymy rany po meczu. Klucha leży na gastrologii bo kibice kazali mu > zjeść > > krawat i pałkę. Ja leże na oddziale intensywnej opieki medycznej. Jakiś > łysy > > przywalił mi ławką a drugi w szaliku poprawił metalowa rurka. Paproch leży > > nadal na boisku, bo jak go rzucili to wgryzł się w murawę. > > > > PONIEDZIAŁEK > > Pułk. Żelazny kazał mi wymyć toalety na komendzie. Znalazłem cukierka w > > muszli. Ponieważ cenię sobie czystość, po zjedzeniu go, papierek > wyrzuciłem > > do kosza. > > > > WTOREK > > Dzisiaj dowiedziałem się, że komenda główna w ramach podnoszenia > > kwalifikacji, ogłosiła konkurs geograficzny. My wystawiamy kaprala Kluchę. > > Był raz w Pradze, ma atlas geograficzny i przewodnik po Mazurach. > Pułkownika > > Żelaznego niepokoi jednak to, że kapral Klucha nadal uważa Szwecję za > > stolice Sztokholmu i nie daje się od tego odwieść. Uważam, że Żelazny jest > > zbyt drobiazgowy. > > > > ŚRODA > > Dostaliśmy nowego na przeszkolenie. Nazywa się Pstrąg. Mówią, że "pstrąg > to > > bystra ryba". Być może. Ale szeregowy Pstrąg do bystrych nie należy. > Zażądał > > munduru, broni i amunicji. Dostał szczotkę i metalową szufelkę. > Myśleliśmy, > > że weźmie się za sprzątanie ale Pstrąg wziął tylko ww. przyrządy i poszedł > > na patrol. > > > > CZWARTEK > > Szeregowy Pstrąg wrócił dopiero dzisiaj. Razem z połamaną szczotką i > > szufelką na której wyraźnie było widać wypukłe odbicie twarzy Pstrąga. > > Podobno zaatakowali go w parku emeryci. Pstrąg zrezygnował ze służby u > nas. > > Szufelkę powiesiliśmy na honorowym miejscu. W toalecie. Ale musieliśmy ją > > zdjąć, bo pułkownik Żelazny powiedział, że twarz Pstrąga go deprymuje, > > szczególnie jego wytrzeszczone gały i brak dwóch siekaczy. > > > > PIĄTEK > > Kapral Klucha użył dzisiaj broni. Po raz pierwszy w życiu. Wbił nią gwoźdź > w > > ścianę i powiesił sobie obrazek wybitnego malarza. Mozarta chyba...ale nie > > jestem pewien. > > > > SOBOTA > > Akcja specjalna. Dzisiaj byliśmy w szkole i nauczaliśmy młodzież przepisów > > ruchu drogowego. Mam cały mundur w atramencie a Klucha dostał mazakiem w > > czoło. > > > > NIEDZIELA > > Poszedłem do kościoła. Wszystkie ławki zajęte więc przycupnąłem sobie w > > konfesjonale. Przyszedł Klucha i się wyspowiadał. Tajemnica spowiedzi > > tajemnicą, ale teraz wiem kto mi ukradł prezerwatywę z szuflady w biurku. > > Ten debil myślał, że to herbata ekspresowa i zaparzał ją przez dwie > godziny. > > To osioł! A jakby się zapytał przełożonego czyli mnie, to bym go oświecił, > > ze na Boże Narodzenie wiesza się "to" na kominku i św. Mikołaj wkłada tam > > prezenty. Stąd też nazwa "prezerwatywa". Chociaż chyba powinno być > > "prezentwatywa"? Ale czy to ważne dla św. Mikołaja? > > > > PONIEDZIAŁEK > > Pułkownik Żelazny zapowiedział nam, że przyjeżdża dzisiaj komisja z > komendy > > głównej i żebyśmy się nawet słowem nie śmieli odezwać bo idiotyzm z nas > > wyjdzie i tyle. Komisja przyjechała. Potem pytali się nas o różne rzeczy. > > Miedzy innymi o nasze nazwiska i czy przypadkiem nie jesteśmy głusi. > > Spełniając rozkaz Żelaznego, milczeliśmy jak zaklęci chociaż sam > pułkownik, > > rwał sobie włosy z głowy. > > > > WTOREK > > Posterunkowy Paproch zgubił gdzieś pałkę. Klucha dal mu kawałek rurki od > > gazu, pomalowanej na biało. Traf chciał, że Paproch próbował zabić muchę, > > która usiadła na jego biurku. Mucha nadal fruwa, natomiast biurko uległo > > niejakiej dewastacji. A prawdę mówiąc, przełamało się na pół! > > > > ŚRODA > > Pułk. Żelazny powiedział nam, że zainstalował sobie w łazience bidet. Coś > mi > > ta nazwa mówi. Tak mi chodzi po głowie. Mam! Przecież kiedyś, razem z > Kluchą > > byliśmy służbowo w operze i akurat wtedy grali "Carmen" niejakiego Bideta. > > Ale po co Żelaznemu kompozytor w kiblu?! Nie wiem. > > > > CZWARTEK > > Kapral Klucha się zakochał. Powiedział, że widzi ją kilka razy dziennie w > > naszej komendzie i wpatrują się w siebie. Nawet mi ją pokazał. Pułk. > Żelazny > > kazał mi usunąć lustro i uważnie się przyglądać Klusze. > > > > PIĄTEK > > Posterunkowy Paproch zleciał dziś z drzewa. To już początek jesieni. > > > > SOBOTA > > Pułkownik Żelazny wywiesił tabliczkę z napisem "Zakaz Palenia". Męcząc > się, > > wytrzymałem do 15-stej. Zapaliłem dopiero w tramwaju. > > > > NIEDZIELA > > Kapral Klucha powiedział, że jak był u sąsiadów to widział telewizję > > satelitarną. Odbiera się to za pomocą talerza i dzięki wysokiej > technologii. > > Paproch jest wysoki. Talerz też mamy. Służbowy. Do zupy. Jednak po > > zestawieniu Paprocha z talerzem nie udało się uzyskać odbioru mimo, że > > Paproch dwie godziny pelengował na dachu komendy. Ale nic straconego. > > Przynajmniej nałapał deszczówki. > > > > PONIEDZIAŁEK > > Odwiedził nas dzisiaj ks. Pistolet. Duszpasterz z miejscowej parafii. > > Wszystko nam poświęcił. Tak intensywnie to robił, że zalało nam piwnicę, a > > posterunkowy Paproch otrzymał cios w czaszkę kropidłem. > > > > WTOREK > > Paproch nie może dojść do siebie i cały czas twierdzi, że obecnie jest > > papieżem. Chce abyśmy go całowali po rękach i mówili do niego per "wasza > > świątobliwość". > > > > ŚRODA > > Paproch próbował rozgrzeszyć kaprala Kluchę, ale ten dał mu po łapach. > > > > CZWARTEK > > Posterunkowy Paproch zażądał aby zawieźć go radiowozem do Watykanu. > Ciekawe > > jak on to sobie wyobraża? Skoro paliwa mamy tylko na dojazd z garażu pod > > komendę, a z powrotem trzeba pchać to pudło. > > > > PIĄTEK > > Paproch powiedział, że te niebieskie stroje nie pasują nam do rangi > > kardynalskiej i kazał nam się przebrać na czerwono. Żeby go nie drażnić, > > owinęliśmy się szturmówkami. > > > > SOBOTA > > Zadzwonił major Potulny i pytał czy to prawda, że ma nas wizytować papież. > > Posterunkowy Paproch, bo to on odebrał telefon, powiedział majorowi, że > jest > > człowiekiem małej wiary, dał mu rozgrzeszenie i kazał się modlić co > wieczór. > > > > NIEDZIELA > > Paproch zadzwonił do Watykanu. Odebrał papież. Paproch jest już wyleczony. > > Natomiast papież zaczął się ubierać na niebiesko. > > > > PONIEDZIAŁEK > > Klucha przybiegł dziś na komendę bardzo zdenerwowany. Powiedział, że > widział > > dziś dwie ciężarne, że to tak być nie może, żeby po ulicy chodziły żywe > > reklamy stosunków płciowych, że to nie po chrześcijańsku! Zaserwowaliśmy > mu > > serię czopków na uspokojenie. Jednakże pułk. Żelazny, odmówił > zaaplikowania > > ich kapralowi Klusze. > > > > WTOREK > > Posterunkowy Paproch przyniósł z domu pistolet do wstrzeliwania kołków. > > Załadowaliśmy go czopkami. Paproch trzyma kaprala Kluchę (wypiętego) a ja > > celuje. Cel-pal. Z pięciu czopków, trzy poszły w Paprocha, jednym > strąciłem > > doniczkę a ostatni sam sobie zaaplikowałem. Myślałem, że coś się zacięło, > > popatrzyłem w "lufę", no i jakoś niefortunnie wystrzeliłem. Pech. > Wypiętego > > Kluchę wykorzystaliśmy do gry w salonowca. > > > > ŚRODA > > Razem z kapralem Kluchą wytropiliśmy nielegalne zgromadzenie. Prośba o > > rozejście się nic nie dała. Pałujemy. > > > > CZWARTEK > > Zamiast spodziewanej nagrody, bura. Okazało się, że wczoraj rozgoniliśmy > > przyjęcie weselne. Ot i niefart. > > > > PIĄTEK > > Pułkownik Żelazny szykuje się do urlopu. Zamknął szufladę na klucz, żebym > mu > > w niej nie grzebał. Nie rozumiem dlaczego mój ukochany przełożony mnie o > to > > oskarża. Nigdy w niej nie grzebię. Tylko zaglądam. > > > > SOBOTA > > Pułk. Żelazny pojechał na Karaiby. Tak nam powiedział. Ale za cholerę nie > > wiem po co pożyczał od Paprocha mapę Mazur? > > > > NIEDZIELA > > Od dzisiaj ja, przez dwa tygodnie rządzę naszą komendą. Podwładni się z > tego > > cieszą. Tak mi powiedzieli. W nagrodę dałem im po miętowym cukierku. > > > > NIEDZIELA (wieczór) - Skończyły mi się miętówki. Klucha z Paprochem > zamknęli > > się w toalecie i konspirują. Lecę do nocnego! > > > > PONIEDZIAŁEK > > Pułkownik Żelazny nadal na urlopie. Zaczynamy odczuwać jego brak. Kapral > > Klucha prawie zapomniał jak się mówi po polsku. Doszło do tego, że > > zatrzymuje przestępców na migi. > > > > WTOREK > > Posterunkowy Paproch regulował dzisiaj ruch na skrzyżowaniu. Wrócił na > > komisariat jakiś taki siny i milczący. Próbowaliśmy coś od niego > wyciągnąć, > > ale tylko jeszcze bardziej zsiniał, wyszły mu oczy i zaczęło gwizdać w > > płucach. Serdecznie poklepałem go po plecach aby podnieść chłopa na duchu. > > Wypluł gwizdek. > > > > ŚRODA > > W przerwach między przesłuchaniami, gramy w ping-ponga. Na wyjętych z > > futryny, drzwiach wejściowych. > > > > CZWARTEK > > Dziś przybyła do nas ob. Kwiatkowska z informacją, że zabiła swojego męża, > > Kwiatkowskiego Leona. Uśmialiśmy się setnie. Nie damy się nabrać na tak > > prymitywny żart. Przecież tydzień temu sam, osobiście widziałem > > Kwiatkowskiego pod monopolowym. Kazaliśmy jej się umyć z tej czerwonej > > substancji, którą miała na rękach, i odesłaliśmy do domu. > > > > PIĄTEK > > Pułk. Żelazny przysłał telegram: "TRZYMAJCIE SIĘ CHŁOPAKI. STOP". Dziwny > > rozkaz. Cała robota stanęła. Stoimy sobie jeden za drugim i trzymamy się > za > > stopy. Widok mam kiepski, bo mam przed sobą wypiętego kaprala Kluchę. Mam > > nadzieję, że nie jadł grochu na obiad. > > > > SOBOTA > > A jednak, jadł! > > > > NIEDZIELA > > Docucili mnie. Teraz Klucha stoi na końcu. A posterunkowy Paproch z > przodu. > > Mam nadzieję, że nie jadł grochu na obiad...a jednak...i nie uprzedził... > > > > PONIEDZIAŁEK > > Wrócił Żelazny! Z radości, ucałowałem pułkownika w czoło. Wyzwał mnie od > > pedałów i debili, i poszedł wytrzeć czoło pumeksem. > > > > WTOREK > > Od razu inaczej się pracuje. Klucha wprowadza podejrzanego. Ja go > > przesłuchuję, a Paproch dezynfekuje pałkę. Same przyznania się do winy. > > > > ŚRODA > > Wpadł do nas Żelazny z pytaniem, czy nie było tu wczoraj jego szwagra? > > Sprawdziłem. Był, przyznał się do zdrady stanu. Żelazny mi przyłożył. A > ten > > głupi Paproch zdezynfekował pałkę! > > > > CZWARTEK > > Uczestniczymy w akcji likwidowania przestępczości zorganizowanej. Razem z > > Kluchą, schowaliśmy się w krzakach. Miejscowy ojciec chrzestny ma sklep z > > warzywami naprzeciwko komendy. Lepiej nie odcinać sobie źródła dopływu > > świeżych witamin. > > > > PIĄTEK > > Wezwanie na osiedle Koziołka Matołka. Dwie bandy nieletnich, obrzucają się > > kamieniami. Przystępujemy do akcji. > > > > SOBOTA > > Akcja się przedłuża. Zostaliśmy otoczeni. Kapral Klucha, trzyma się na > > froncie między śmietnikiem a pierwszą latarnią. Ja jestem odpowiedzialny > za > > łączność i dostarczanie amunicji, tzn. głośno krzyczę "Na > > pomoc...policjaaa!" oraz grzebię w śmieciach, w celu odnalezienia > > przedmiotów bojowych ( butelki, puszki, nogi od stołów ) oraz broni > > chemicznej ( stare ryby, odchody zawinięte w gazety, zużyte pampersy i > > podpaski ). > > > > NIEDZIELA > > Jesteśmy wyczerpani. Klucha oberwał cegłą w czoło i wygląda jak Indianin. > > Brakuje nam amunicji, wyczerpały się też środki opatrunkowe (obwiązałem > > Klusze głowę, moimi slipami...od razu się uspokoił). Cóż za wstyd! Poddać > > się bandzie dwunastolatków!? > > > > PONIEDZIAŁEK > > Posterunkowy Paproch, zgłosił się ochotniczo na konkurs poezji resortowej. > > Nie wiedziałem, że Paproch pisze wiersze. Ale z drugiej strony, kto wie, > że > > jestem zapalonym nurkiem? Nikt! Ale kiedyś się pochwalę, i powiem ile > miałem > > trudności ze zmieszczeniem się w wannie, razem z akwalungiem! > > > > WTOREK > > Paproch jeszcze nie wrócił. Trzymamy za niego kciuki. Razem z kapralem > > Klucha. Pułk. Żelazny, nie zgodził się trzymać moich kciuków. > > > > ŚRODA > > Wrócił posterunkowy Paproch. Wymięty i zapłakany, bo nic nie wygrał. > > Powiedział, że po deklamacji, komisja wylała go na zbity pysk. Kazałem mu > > przeczytać wiersz który napisał: > > > > Radiowozem pędzę śmiało > > Gaz do dechy, jeszcze mało! > > Wiec popycha kapral Klucha > > Nikt Policji nie wy... > > > > Nie wiem o co chodziło komisji. To przecież kawał prawdziwej sztuki! > > > > CZWARTEK > > Pułkownik Żelazny powiedział, że tak dalej być nie może, że się > > opierdzielamy i wygnał nas wszystkich na patrolowanie okolicznego osiedla. > > Nawet nam nie zrobił kanapek na drogę! > > > > PIĄTEK > > Kapral Klucha zakomunikował mi dzisiaj, ze rzuca palenie. No i rzucił. > Mógł > > tylko tego nie robić na stacji benzynowej, bo mi podmuch zerwał mundur i > > musiałem wracać na komendę w samych tylko kalesonach służbowych. > > > > SOBOTA > > Siedzę w domu i oglądam mecz. Nasi prowadza 2:0. Żona pyta z kuchni: Kto > > strzelił? Nie dam się nabrać na ten stary dowcip, że pierwszą Boniek a > druga > > Replay. Nie ze mną takie numery. Dobrze wiem, że Boniek już nie gra. Za to > > Replay jest wyjątkowo bramkostrzelny. Po kilka goli w każdym meczu. > Szkoda, > > że gra po obu stronach. I u nas i u przeciwników. Dziwny gość?! > > > > NIEDZIELA > > Znowu służba. Komenda pełna zgłaszających. Przebrałem się w cywilne > ubranie > > i stanąłem na końcu kolejki. Razem psioczymy na Policję. Czekam, aż ktoś > > otworzy wreszcie okienko i będę mógł zgłosić. Ale co? Chyba za bardzo się > > wczułem... > > > > PONIEDZIAŁEK > > Kapral Klucha trenuje zakuwanie w kajdanki. Na sobie, bo nikt się nie > chciał > > zgodzić na uczestniczenie w jego eksperymentach. > > > > WTOREK > > Kapral Kluch opanował już ciężką sztukę zakuwania. Obecnie trenuje > > poszukiwania kluczy do własnych kajdanek. > > > > ŚRODA > > Posterunkowy Paproch zeżarł moje drugie śniadanie. Ale nie chce powiedzieć > z > > czym były moje kanapki. Myślę, że sekcja to wykaże. > > > > CZWARTEK > > Paproch znowu zeżarł moje śniadanie. Ale to już ostatni raz. Jutro się > > biedak natnie. > > > > PIĄTEK > > Zamiast kanapek, zapakowałem do papierowej torebki podeszwę od mojego > > starego buta służbowego. Niestety, Paproch przyniósł swoje kanapki i teraz > > siedzę głodny. > > > > SOBOTA > > Kapral Klucha znalazł klucz od kajdanek. Nareszcie będzie mógł chodzić bez > > dłoni owiniętych szmata. > > > > NIEDZIELA > > Zacząłem się uczyć języków obcych. Uważam, że w obecnych czasach, każdy > > powinien znać przynajmniej jeden obcy język. Inaczej może dojść do > przykrych > > pomyłek. Pułkownik Żelazny dał mi puszkę z napisem w całkiem obcym języku. > > Otworzyłem ja i zjadłem. Godzinę później, pułkownik poprosił abym > nasmarował > > zawiasy, towotem z puszki którą mi dał. Uczę się języków! > > > > PONIEDZIAŁEK > > Posterunkowy Paproch przyleciał na komendę jak torpeda, i już w drzwiach > > oznajmił nam, że będzie miał dziecko. Niestety, rzeczonych drzwi nie > > otworzył i nic nie usłyszeliśmy. > > > > WTOREK > > Oglądamy "Posterunek 13". Kapral Klucha powiedział, że tak głupich > > policjantów to nie ma. Pułk. Żelazny tak jakoś dziwnie na nas popatrzył, > > zsiniał, zzieleniał i pobiegł do toalety. > > > > ŚRODA > > A jednak Paproch nie będzie miał potomka. To, co biedny posterunkowy brał > za > > pierwsze skurcze, okazało się tylko zatwardzeniem jego szanownej małżonki. > > > > CZWARTEK > > Patrol. Jak zwykle z kapralem Kluchą, jeździmy po dobrze oświetlonych > > ulicach. Niczego się nie boimy, bo mamy pancerne szyby i kamizelki > > kuloodporne. A ja dodatkowo, włożyłem sobie poduszkę w spodnie i > zaspawałem > > drzwi od mojej strony. > > > > PIĄTEK > > Ktoś napisał na murze komendy: "Mafia rządzi". Ścierać, czy nie ścierać. > Oto > > jest pytanie! Żeby się nie narażać, Klucha zrobił na tekturze duży > > napis:"Żelazny", i cichaczem, po zmroku nakleił w miejsce napisu "Mafia". > W > > razie jakby co, to my jesteśmy kryci. Chociaż zastanawiam się, czy aby nie > > wziąć urlopu? > > > > SOBOTA > > Dzisiaj przylazł jakiś facet z foliową torbą i powiedział, że znalazł: > "bo". > > Jąkał się przy tym potwornie. Powiedziałem mu, że to miło z jego strony, > ale > > nam: "bo" nie jest potrzebne i kazałem go wyrzucić. Tuż przed wyjściem, > > delikwent jeszcze raz podniósł torbę do góry krzycząc, że to jest: "bo" > > "mba" dokończył już za drzwiami. A może mi się tylko wydawało? Bo rozległ > > się taki huk, że aż mi mój ulubiony miś pluszowy zleciał z biurka. > > > > NIEDZIELA > > Kapral Klucha grzebał coś pod biurkiem. Ponieważ się wypiął, dziarsko > > trzepnąłem go dłonią. Jakież było moje zdziwienie, kiedy spod biurka > > pojawiła się głowa montera, który przyszedł do nas naprawić telefon. > Siedzę > > w szafce z ubraniami, bo pan monter nie dość, że się do mnie uśmiechnął, > to > > jeszcze poprosił... nie, nawet mi to przez usta przejść nie chce. I > jeszcze > > chciał żeby go głaskać. > > > > PONIEDZIAŁEK > > Posterunkowy Paproch przybiegł do mnie i zaczął się skarżyć, że ma krótszą > > pałkę od kaprala Kluchy, a podobno długość pałki oznacza "długość". Spytał > > się, czy to prawda. Uspokoiłem go, mówiąc aby nie wierzył w bajki. Kiedy > > wyszedł, zmierzyłem swoją pałkę. Tak to same bujdy. > > > > WTOREK > > Pułkownik Żelazny wyglądał dziś przez okno i powiedział, że właśnie > "słońce > > zaszło". Takie świństwa?! I to tuż pod oknem naszej komendy?! Dziwię się > > pułkownikowi, że nie zareagował. Ale z drugiej strony wartości > > chrześcijańskie. Może i nie wypadało przeszkadzać w prokreacji? > > > > ŚRODA > > Ćwiczymy walkę pałką z manekinem. Kapral Klucha najwyraźniej traci wzrok, > bo > > nie odróżnił manekina od faceta z elektrowni. Nie zdziwiło go nawet to, że > > manekin zasłaniał się teczką. > > > > CZWARTEK > > Paproch przyznał się, że koleżanki zaczęły częściej odwiedzać jego > małżonkę. > > Podobno stało się to po tym, jak przyznał się, że w młodości grał na > > saksofonie. Widzę, że afera z Clintonem zatacza coraz większe kręgi. > > > > PIĄTEK > > W ramach akcji promocyjnej, jakaś firma przysłała nam puzzle o nazwie: > > "Policjant w negliżu". Ponieważ na opakowaniu było napisane: "Od lat 3", > > zaniosłem puzzle osobiście, skazanemu na 25 lat Grzegorzowi H. Skazany > > podziękował, poczym przyłożył mi pudełkiem w głowę. Nie ma wdzięczności > > wśród ludzi. > > > > SOBOTA > > Dzwonił komisarz Poducha. Odebrałem osobiście. Przyślą nam sekretarkę. > > Poinformowałem podwładnych i pułkownika Żelaznego. Potem się > wyperfumowałem > > i umyłem nogi. Paproch z wrażenia wypił całą butelkę płynu po goleniu a > > Klucha przetarł zęby pilnikiem. > > > > NIEDZIELA > > Przysłali sekretarkę. Automatyczną. > > > > PONIEDZIALEK > > Zbliza sie Wielkanoc. Pulk. Zelazny kazal nam pomalowac jajka. > > Pomalowalismy. Pulkownik nie byl zadowolony. Nasze zony tez. Jade do > > szpitala, bo tylko ja z braku plakatowek pomalowalem je > > olejna-szybkoschnaca. > > > > WTOREK > > Leze w szpitalu. Pacjent z lozka obok zazyczyl sobie kaczki. Wiec ja tez > > poprosilem, zaznaczajac aby byla dobrze wypieczona. Po wyjasnieniu tego > > nieporozumienia, nawet nie smialem prosic o recznik i czepek, kiedy sasiad > > poprosil o basen. Pewnie jakis uprzywilejowany?! > > > > SRODA > > Wypisali mnie ze szpitala i prosili abym wiecej jajek nie malowal. > Zgodzilem > > sie. Trudno, tradycja chyba zaginie. > > > > CZWARTEK > > Z Komendy Glownej przyslali nam wynalazce. Przyjechal do nas z nowym > modelem > > kamizelki kuloodpornej. Stwierdzil, ze teraz bedziemy juz zupelnie > > bezpieczni i zadna bron nas sie imac nie bedzie. Kapral Klucha w > podnieceniu > > wpakowal w niego caly magazynek swojej broni sluzbowej. Jak sie pozniej > > okazalo, wynalazca nie byl przygotowany na taka ewentualnosc, bo nie > zalozyl > > swojej kamizelki. Pulkownik Zelazny wyslal Kluche na dodatkowe szkolenie > > strzeleckie, bowiem tylko nasz kapral nie potrafi wcelowac w wynalazce z > > odleglosci 1m. > > Podobno od czasu tegoz incydentu, wynalazca przestal zajmowac sie > > wynajdywaniem. > > > > PIATEK > > Wpadl na inspekcje ks. Pistolet. Chcial sprawdzic, czy przestrzegane sa > > wartosci chrzescijanskie. Posterunkowy Paproch ze strachu zjadl cala > paczke > > prezerwatyw, co to je chowal w biurku. Niestety pudelko stanelo mu w > gardle > > i musielismy go reanimowac. Ja walilem go w plecy palka a kapral > > podtrzymywal go aby nie upadl. Paproch wypuscil trzy baloniki i zemdlal. > Ks. > > Pistolet pogratulowal nam sprawnosci ratowniczej. Baloniki zabral dla > > dzieci. Ciekawe co na to powiedza rodzice? > > > > SOBOTA > > Pulkownik Zelazny zakupil dla nas stol bilardowy. Powiedzial, ze > powinnismy > > podnosic nasza sprawnosc fizyczna, a poza tym jak bedziemy grac, to nie > > bedziemy myslec a to nam nigdy nie wychodzilo i tylko byly z tego > problemy. > > > > NIEDZIELA > > Bilard jest chyba popsuty. Albo niekompletny. Po srodku nie ma siatki a w > > zestawie nie było rakietek. Kulki co prawda sa, ale nie chca sie odbijac. > > Moze tez sa popsute?! Natomiast kije swietnie nadaja sie do rozwieszania > > prania.

© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.