GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Dzień w życiu, w którym byliśmy najbliżej śmierci...

06.06.2002
21:32
[1]

jez [ Pretorianin ]

Dzień w życiu, w którym byliśmy najbliżej śmierci...

Hmm smutny to wątek... Ale pomyślcie. Bo ja dziś wpadłem w cholerny poślizg na drodze szybkiego ruchu, wybuchła mi opona, pękła felka, pokręciłem się kilka razy i tylo temu, że nic z naprzeciwka nie jechało zawdzięczam że jeszcze żyję i jestem (w miarę) zdrowy. Miałem sporo szczęscia, choćby dlatego, że nie wyleciałem za bardzo z ulicy - kilka metrów od pobocza był gwałtowny spadek terenu o dobre kilka metrów... Chyba nigdy nie byłem bliżej śmierci niż dziś... ale jakoś tego nie odczuwam specjalnie - może to przyjdzie w nocy...

06.06.2002
21:34
smile
[2]

korek [ Junior ]

ale niezla giera gta3 co o tym sondzicie]

06.06.2002
21:36
[3]

wysiu [ ]

korek --> tos wyskoczyl... jez --> Grunt, ze nic sie nie stalo... Trzymaj sie, nie rozpamietuj..

06.06.2002
21:43
[4]

jez [ Pretorianin ]

korek - no widzę że chyba nigdy nie prowadziłeś prawdziwego samochodu... gta3 może i jest spoko ale tam jak coś ci się z samochodem stanie (albo z tobą) to masz RESTARt. W realu tego nie ma niestety...

06.06.2002
21:47
smile
[5]

wolkov [ |Drummer| ]

ponizej cos co mi sie przytrafilo: Kiedy mialem 8 lat, bylem u swojej rodzinki na wiosce. Nieopodal ich domu jest bardzo ladny teren, polany i ladny mlody lasek, na ktory chcialem sobie popatrzec z lotu ptaka. W tym celu wspialem sie na betonowy slupek rozkraczny sredniego napiecia (taki z owalnymi dziurkami, latwo wejsc), linie elektryczne rozciagaly sie w koronie brzozy. W pewnym momencie kiedy znajdowalem sie juz "w koronie drzewa" cos przede mna drgnelo i w tej samej chwili moje rece zostaly przyciagniete do przewodu i zaczal kopac mnie prad, wylem wnieboglosy, a cale zycie stanelo mi przed oczami w ulamkach sekund, powaga. Calosc trwala zaledwie kilka sekund w ciagu ktorych zdazylem sie juz pogodzic, ze jestem dead :/, po czym prad przestal mnie kopac i nadal stalem na slupku, skore na rekach mialem biala. Byl wtedy ze mna jakis zapoznany kolega, glupi wiesniak, ktorego z tego co pamietam rozbawila ta sytuacja, on chyba myslal, ze ja udaje albo co...najgorsze bylo to, ze w ciagu tych kilku sekund targala mna mysl, czy zeskoczyc ze slupa, a to prawdopodobnie byloby tragiczne rozwiazanie. Historia jest autentyk wiec prosze bez sceptycznych uwag na ten temat.

06.06.2002
21:48
[6]

Riven [ infamousbutcher ]

Mysle, ze korek za duzo nagral sie w gta 3 i opowiadanie jeza na temat wypadku zinterpretowal w sposob troszke nieodpowiedni...

06.06.2002
21:48
smile
[7]

TAILEREKK [ Senator ]

3 razy : 1. Jak się urodziłem byłem chory ale fart sprawił że żyje...... 2.Gdy byłem w szpitalu w wieku 12 lat na ciężką chorobe sie siedziałem ( to dawali mi 20 % na przeżycie) 3. gdy wywaliłem się na roweże z prętkością około 40 km/h i przywaliłem w płot (przez kierownice się wywaliłem bo mi się hamulce zacieły) i tak fart że jakoś się odbiłem w płot a nie pod tira

06.06.2002
21:50
smile
[8]

Booshman™ [ Pretorianin ]

bardzo ciekawy temat :)) mialem kilka takich mniej lub bardziej groznych wypadkow : 1. zacznijmy od najwczesniejszego :) nie byl on raczej grozny ale zawsze : kiedys jak mialem chyba 6 albo i mniej lat jechalem z tata rowerem na cmetarz (on pedalowal a ja siedzialem na tzw bagzniku) gdy przejechalismy brame cmentarza cos mi odbilo i zaczolem zchodzic z bagaznika w czasie gdy jeszcze jechalismy ... skonczylo sie to tak ze spadlem na ziemie i co gorszego "wkrecilem" sobie obie nogi w szprychy tylniego roweru (do dzisiaj mam blizny na kostkach) 2. chyba dwa lata pozniej jadac juz na wlasnym rowerze niezdazylem wychamowac przed plotem efekt ... bardzo rozplatana reka (na szczescie nie zostaly mi zadne blizny) 3. gdy mialem 8 lub 9 lat pojechalem na moja pierwsza kolonie ;) bardzo lubilem wtedy kopac dziury i jaskinie w piasku - udalo mi sie wykopac taka dluga ze caly sie w niej miescilem naszczescie nikt nie wpadl na pomysl azeby zaczac chodzic po "dachu" mojej japy bo gdyby ktos wpadl na taki pomysl to bym tu dzisiaj nie pisal tego tekstu :) 4. znowu minelo pare lat kolejny oboz ide srodkiem ulicy gadam sobie z kumlem i nagle ... jeps o latarnie uliczna przez kolejne 4 dni bolala mnie glowa 5. stego co wiem ostatni dosc grozny wypadek z moim udzialem starsza wyslala mnie po dwie butelki octu do sklepu , do ktorego poszedlem z bratem (mlodszym odemnie) gdy juz mialem ocet w siatce zaczolem gonic bracha (poszlo o jakiegos resorka czy cos takiego) biegne za nim biegne az nagle ... gleba na srodku ulicy, ale to nie bylo najgorsze (butelki z octem oczywiscie sie zbily) ok wstaje potrze a tu mi po rece czerwona struga ciekinie okazolo sie ze mam przecieta do kosci skore w okolicy reki (pamietam ze od miejsca wypadku do domu zostawaly plamki krwi w odleglosci ok 10 cm od siebie) skonczylo sie na 24 (chyba) szwach, lekarze mowili ze mialem duzo szczescia bo gdybym upadl troche inaczej rozplatal bym sobie tentnice czy cos takiego :P a wtedy moglo byc duzo gorzej wiecej jakis takich wypadkow z moim udzialem nie pamietam, co prawrawda wszystkie powyzsze przypadki nie byly zbyt grozne ale chcialo mi sie akurat o nich napisac :) wszystkie so oczywiscie prawdziwe

06.06.2002
21:51
[9]

Schwarz [ Konsul ]

jak raz mi się jaskólka rozbiła na głowie to było straszne... naszczęscie oboje wyszliśmy cało z tej kraxy...

06.06.2002
21:59
[10]

Yoghurt [ Senator ]

Mnie kumpel już z 5 razy życie uratował. Kretyn jestem, częsgto aptrze pod nogi zamiast na boki albo lezę nie zważając na nic, bo mi się na różne kontemplacje zbiera..... Gdyby nie on chwytający mnie za fraki w ostatnim momencie, to już bym był rozsmarowany przez śmieciarkę albo autobus.... Raz dosłownie 2 cm przed czubkami butów mi jakiś tir przejechał, tylko podmuch poczułem... Dzięki Tyciu! A inny przypadek- prawie zleciałem na sarniej skałce w Tatrach (200 metrów w dół), bo wiało jak cholera.... Na szczęście tylko kumplowi zwiało kurtkę a mną rzuciło akurat na drzewo.... Nie łazić tam samemu ! Jak an razie tylko to mi groziło i miejm,y nadzeję, że nci więcej już nie będzie...

06.06.2002
22:00
[11]

Kuzi2 [ akaDoktor ]

Raczej nie mialem takich sytuacji, ale gdybym dal sie namowic na kieliszek, mogloby mnie tu nie byc. Nie bede opowiadac bo prawie nic nie pamietam pamietam tyle ze jechalem (byla 3 w nocy) i z naprzeciwka jechal trabant (w nim gosciu nawalony na maxa) bez swiatel, szczescie ze go zauwazylem i skrecilem, wpadlem do rowu (nie pamietam) obdzilem sie w szpitalu ze zlamana reka i szytym czolem. Gdybym wypil to bym trabiego nie zauwazyl i byly wypadek czolowy, a wtedy wiecie co.

06.06.2002
22:00
[12]

Kuzi2 [ akaDoktor ]

aha jeszcze nalezy dodac ze jechalem 80 km/h (dla was moze to malo ale nie znacie drog w gorach)

06.06.2002
22:03
[13]

Katane [ Useful Idiot ]

Mnie kiedyś potrącił samochód, o dziwo nic mi nie było, lekkie potłuczenia. Raz prawie wjechałem rowerem w Lanosa, wiecie jakie to uczucie walnąć kołem w drzwi jadącego 100 km/h samochodu? :) I taka ciekawostka: ostanio miałem inny wypadek na rowerze. Jadę, jadę - trzask, leżę (nawet nie pamiętam dlaczego sieknąłem :). No nic, podnoszę się, jade dalej. Dojeżdzam na miejsce - patrzę: cała rączka od roweru w krwi a mi z łapy leje się juch aż miło :)

06.06.2002
22:05
smile
[14]

Mastyl [ Legend ]

Mnie dawno temu na wakacjach koledzy uratowali jak się topiłem w Baltyku- podpłyneli materacem. Jak przpominam sobie te straszne chwile w zyciu to mi niedobrze- o maly wlos nie poszedłem na dno, całe zycie stanęło mi przed oczami. Brr, ciarki przchodza po plecach na samo wspomnienie jak blisko bylem smierci...

06.06.2002
22:24
smile
[15]

Nadhia [ Konsul ]

Jak byla mala kilka razy spadlam z trzepaka na glowe:) Tak poza tym to nic sobie nie przypominam... chociaz, zapomnialam!! W wakacje scigalam sie z kolega na koniach, wygrywalam, chwila nieuwagi a konik nagle sie zatrzymal z naprawde szybkiego galopu a ja wylecialam jak z procy:)))) Nawet nie zdazylam nic pomyslec, od razu bylam na ziemi. Na szczescie nic mi sie nie stalo:)) Oczywiscie to, ze spadlam to byla moja wina, nie trzymalam sie, w koncu kon to zwierze i trzeba byc przygotowanym na rozne dziwne rzeczy.. Ale musimy im to wybaczyc, bo to naprawde wspaniale zwierzeta..

06.06.2002
22:24
[16]

Azzie [ Senator ]

Ja tez sie topilem w Baltyku. Ocknalem sie na brzegu jak ratownik mnie niosl. Bylo spoko :) Od tamtej pory nie boje sie smierci :) Musze powiedziec ze dla mnie smierc ma wiecej tajemniczosci niz grozy.

06.06.2002
22:27
smile
[17]

cioruss [ oko cyklopa ]

oh Wy sadomacho - fajnie takie sytuacje powspominac, nie? ;) ja mialem takich chwil kilka, glownie jak prowadzilem auto. ... raczej byly to klasyki: wymuszenie pierwszenstwa przez innego kierowce.. raz tylko zrobilem cos, czego do konca sam nie potrafie sobie wytlumaczyc: jechalem po dlugiej prostej w ulewny wieczor/noc. dwa pasy, a po bokach - za kraweznikami - waska drozka dla rowerow, a za nimi, zapewne za dla zwiekszenia dramatyzmu sceny, dosyc gesto rozstawione drzewa. ... jechalem dosyc spokojnie, kiedy przedemna ktos zapragnal skrecic w boczna, lewa uliczke i zahamowal raptownie. w moim przypadku depniecie po hamulcach nic by nie dalo (czyt. wjechalbym w d... facetowi), wiec postanowilem, ze mine goscia z prawej po drozce dla rowerow. wjechalem przednim prawym kolem na kraweznik, ktory okazal sie byc wyzszy niz powinien :) i wybilem auto lekko do gory. lekko, ale wystarczajaco, zeby stracic przyczepnosc przednimi kolami. prawa tylnia opona juz sie znalazla na wspomnianej drozce i cale auto z duuuza predkoscia zblizalo sie do drzewa... kiedy nastapil cud: lewe tylne kolo zahaczylo o kraweznik i (jak po szynie) przeslizgnalem sie miedzy wymijanym autem a drzewami. dzieci - pamietajcie: kiedy pada deszcz, nie wolno jezdzic szybciej niz 40km/h na oponach typu slick (oczywiscie moje ogumienie nie bylo rajdowe tylko "lekko " wytarte).

06.06.2002
22:28
smile
[18]

cioruss [ oko cyklopa ]

oh Wy sadomacho - fajnie takie sytuacje powspominac, nie? ;) ja mialem takich chwil kilka, glownie jak prowadzilem auto. ... raczej byly to klasyki: wymuszenie pierwszenstwa przez innego kierowce.. raz tylko zrobilem cos, czego do konca sam nie potrafie sobie wytlumaczyc: jechalem po dlugiej prostej w ulewny wieczor/noc. dwa pasy, a po bokach - za kraweznikami - waska drozka dla rowerow, a za nimi, zapewne za dla zwiekszenia dramatyzmu sceny, dosyc gesto rozstawione drzewa. ... jechalem dosyc spokojnie, kiedy przedemna ktos zapragnal skrecic w boczna, lewa uliczke i zahamowal raptownie. w moim przypadku depniecie po hamulcach nic by nie dalo (czyt. wjechalbym w d... facetowi), wiec postanowilem, ze mine goscia z prawej po drozce dla rowerow. wjechalem przednim prawym kolem na kraweznik, ktory okazal sie byc wyzszy niz powinien :) i wybilem auto lekko do gory. lekko, ale wystarczajaco, zeby stracic przyczepnosc przednimi kolami. prawa tylnia opona juz sie znalazla na wspomnianej drozce i cale auto z duuuza predkoscia zblizalo sie do drzewa... kiedy nastapil cud: lewe tylne kolo zahaczylo o kraweznik i (jak po szynie) przeslizgnalem sie miedzy wymijanym autem a drzewami. dzieci - pamietajcie: kiedy pada deszcz, nie wolno jezdzic szybciej niz 40km/h na oponach typu slick (oczywiscie moje ogumienie nie bylo rajdowe tylko "lekko " wytarte).

06.06.2002
22:34
smile
[19]

cioruss [ oko cyklopa ]

grr. sorki za dubla :( cioruss

06.06.2002
22:35
[20]

kiowas [ Legend ]

Z serii wodne przeboje:) Majac kilkanascie lat plywalem sobie po jeziorku z kumplem (ja wplaw, on na pontonie). Postanowilem sobie zanurkowac i przeplynac dla draki pod nim (plynal naprzeciwko mnie). Ale ze jeziorko za czyste nie bylo nurkowalem z zamknietymi oczami. Kumpel nie widzac mnie na powierzchni przestal wioslowac, ja zle wymierzylem odleglosc, zadowolony zaczynam wynurzenie... i rabnalem w najlepsze glowa w dno pontonu. Momentalnie wypuscilem powietrze z pluc, otworzylem oczy i zaczynam sie miotac. Wokolo ciemno, powietrza zero, nade mna ponton kolorem zupelnie zlewajacy sie z ppowierzchnia wiec nie widzialem gdzie plynac. Pare sekund dluzej na takim bezdechu i zasililbym kompost na dnie. Szczesliwie jakos, nie mam pojecia jak, wyplynalem na powierzchnie. Od tego czasu nurkuje w okularkach:)

06.06.2002
22:36
[21]

Midgardsorm [ Generał ]

ja jak kazdy tez mialme ale pamietam szczegulnie jedna sytalcje na poczatku wogle nie grozna wraclem z brna autostarda jako pasazer vectra v6 ... jechalmisy tak 190-200 fajne autko oczywisce autostarda .... cos tak dziwnie stukalo ... ale nic podejzranegio wiecje tyle ze kolo 2 dni wczesniej zmienal gumki na letnie ale w pozadnym servisie .. i wsztko bylo ok nastepnego dnia juz bardzo cos mu stukalo jak zdjol oslonke na sruby na feldze z przodu 2 juz bly luzem .... a tak to to tak raz na 2 tygodznie jerzdze jako pasazer scigacza po miscie ale to jzu siwadomie i dla przyjemnosci ... szalony ja

06.06.2002
22:41
[22]

Faolan [ BOHEMA ]

Jak miałem 6 lub 7 lat pozwolono mi wsiąść za kierwonicę samochodu, ponieważ dorośli byli wtedy po zakrapianym, mój ekswujek włożył kluczyki do stacyjki, zapalił silnik i zmienił bieg... na wsteczny. Ruszyłem i przypieprzyłem samochodem w willę. Ponieważ nie byłem przypięty pasami przywaliłem głową w kierownicę. Następną rzeczą jaką pamiętam jest to, że obudziłem się w łóżku. Powiedziano mi potem, że byłem w śpiączce przez tydzień i miałem wstrząśnienie mózgu.

06.06.2002
22:43
[23]

Adi [ Pretorianin ]

Dokładnie pamiętam 3 takie wydarzenia, w których byłem „na zakręcie” 1. Miałem ok.12 lat, skoczyłem na główkę do wody, zawadziłem o dno i spanikowałem. Zachłysnąłem się wodą otworzyłem oczy i nie mogłem w żaden sposób wypłynąć. Jak przez mgłę pamiętam rękę, której złapałem się w ostatniej chwili, gdy już traciłem przytomność. 2. Już sporo starszy, zdrowo naprany postanowiłem z sobą skończyć (kolejna nieudana miłość). Wspiąłem się na poręcz wiaduktu nad torami i stałem gibając się to w przód to w tył przez całą wieczność (ok. 1 min.). Na szczęście kumple zdążyli z odsieczą. 3. Nieco później, wakacje nad jeziorem. Spożywam właśnie moje śniadanio-obiadowe pierogi ruskie z kefirem (bardzo ciężka noc była) przy stoliku na powietrzu w przydrożnym barze i czytam Top Secret. Do stolika przysiadła się jeszcze rodzinka z 2 dzieci, gdy zza zakrętu naprzeciw wyskoczył wóz (już nie pamiętam marki, ale to był jakiś sportowy) z zachlanym dresem w środku. Jechał z 200km/h wprost na nasz stolik, to była chwila, ale dla mnie trwało to wieki. Miałem wrażenie, że oglądam film w zwolnionym tempie, samochód zbliżał się cm po cm a przeze mnie przebiegało milion myśli. Wreszcie zerwałem się łapiąc w ręce siedzącą obok mnie dziewczynkę. Odskoczyłem w ostatniej chwili, oberwałem stołem po nogach, miałem całe pokrwawione i poobijane, ledwie mogłem chodzić. Dziewczynce nic się nie stało, pozostała trójka została odwieziona do szpitala, nie wiem czy przeżyli, byli nieprzytomni. Kierowca próbował uciekać, ale go złapali i trochę oberwał zanim przyjechała policja. Pierogów nie skończyłem a pokrwawiony Top Secret mam do dzisiaj.

06.06.2002
22:56
[24]

Fucker [ Centurion ]

adi--->niezłe ;)

06.06.2002
23:05
[25]

FoXXXMagda [ Pellamerethiel ]

Eh ja raczej nie mialam okazji przezyc czegos takiego, poza dwoma rzeczami: 1)jak mialam 4-5 latek, bralam inhalacje(wiecie, wrzatek, glowa nad nim przykryta recznikiem;)) i kiedy wrzatęk się robil, podeszlam do garnka i usilowalam go sciagnac z gaznika:P na szczescie mama zlapala garnek w powietrzu(sic!) 2)Jak mialam 7-8 lat, bylam ze starsza kuzynka na placu zabaw w Piwnicznej- ona hustala sie, ja bawilam sie patykami itp. i patyk wlecial mi pod hustawke... hustwką rąbnela mnie pomiedzy oko a skron..kilka milimetrow w jedna strone-stracilabym oko-w druga-może zycie:// mialam bandaze, zastrzyki...ble;)

06.06.2002
23:06
[26]

Fucker [ Centurion ]

ja jedyne co pamiętam to to że pożyczyłem od jakiegoś gościa rower(chyba po coś jechałem). Jak wracałem ,a było ostro z górki, zajażyłem że trochę za szybko jadę więc troszeczę przychamowałem . Okazało się że rower ma bardzo czułe hamulce , a jego właściciel jest leworęczny ;) . Wyszło na to że bardzo rozpędzony zahamowałem przednim hamulcem ,salto było cudowne ale wyszedłem z tego bez obrażeń.

06.06.2002
23:14
smile
[27]

astral [ Pretorianin ]

niebawcie sie pradem! cos podobnego przydazylo mi sie co wolkovi, tyle ze niebyl to slup N.N. to byl moj przelom w zyciu, pozniej pamietam juz tylko ze....... ......zostalem elektrykiem. :-)

06.06.2002
23:31
[28]

Vayacord [ Pretorianin ]

Skoro taki "smutny" watek to i ja cos napisze. Tyle, ze zaczne od konca. - Tydzien temu stojac na przystnaku autobusowym doznalem "rozkoszy" latania. W przystanek wjechal jakis maniak mercedesem no i trafil na mnie pierwszego. Skonczylo sie na spiaczce (dwu dniowej) i polamanej nodze. - Jak mialem 17 lat zachcialo nam sie ogniska w zimi. Ze nie bylo za bardzo gdzie, wiec wpadlismy zeby zrobic to na stawach. Tyle tylko, ze lod tego nie wytrzymal i sie pod nami zalamal. Kolege wylowili dopiero po 3 dniach. Ja z drugim qmplem spedzilismy w wodzi kilka godzin. - jak mialem 3 lata paradowalem po mieszkaniu z lyzeczka od herbaty :) No i jakto maly wedrowiec potknalem sie i wbilem sobie lyzeczke kolo oka. Zostala mi niezla blizna.

06.06.2002
23:35
[29]

massca [ ]

1. mialem jakies 6 lat. bylem na wakacjach z rodzicami gdzies w polsce w gorach. lato. codziennie wypoczywalismy nad gorska rzeczka. byla tam mala zatoczka w ktorej sie kapalismy. kilkaset metrow dalej byla tama na rzece i zbiornik wodny za nia - takie sztuczne jezioro. tama miala ogromne turbiny, ktore mielone przez wode dawaly chyba prad (nie pamietam dokladnie). pewnego dnia pozyczylem od kolegi materac na ktorym plywalem po zatoczce. niestety wypuscilem sie za daleko i porwal mnie prad rzeki. prezentujac typowo dzieciecy sposob myslenia balem sie zeskoczyc do wody, zeby nie stracic pozyczonego materaca - mimo ze w tym wieku plywalem bardzo dobrze. trzymalem sie kurczowo materaca i zmierzalem ku tamie, widzac przed soba spieniona wode wpadajaca w ciemny betonowy otwor. na szczescie cala sytuacje zauwazyl moj ojciec ktory puscil sie biegiem wzdluz brzegu , wskoczyl do wody i kilkanascie metrow przed tama zdazyl do mnie doplynac i wyciagnac mnie z rzeki 2. druga grozna akcja tez dziala sie na wodzie ale byla troche wiekszego kalibru. bylem tuz po maturze i razem z piecioma znajomymi z ogolniaka i kapitanem poplynalem jachtem w rejs dookola europy. sztormy lapaly nas cala droge, zaczynajac od baltyku, ale najgorszy sajgon byl oczywiscie na biskajach, kilaset kilometrow od najblizszego brzegu dorwal nas ciezki sztorm atlantycki... porwalo nam zagle, tony wody lecialy na glowe, ciemno jak w dupie, wiatr wyj jak opetany, my bylismy przemoknieci, zziebnieci, poprzypinani szelkami do relingow pelzalismy po pokladzie starajac sie cos zrobic z zaglami i rollerem na dziobie, ktory sie zablokowal. nic nie jedlismy od dwoch dni i staralismy sie po prostu przezyc. pamietam ze najgorszy moment to chwila kiedy kapitan kazal nam "na wszelki wypadek" spakowac w foliowe worki pieniadze i paszporty i powiesic sobie na szyji... na pokladzie nie mielismy zadnej szalupy ratunkowej a jedynie maly ponton ktory byl w tej sytuacji nic nie warty.... tak nas rzucalo z gory na dol przez kolejne dwa dni, silnik nie dzialal (zreszta bylby nieprzydatny w tej sytuacji), dopchalo nas na jednym foku do brzegow hiszpani po dwoch dniach ale to bylo kiepskie pocieszenie, bo jedyne co nas czekalo to roztrzaskanie sie o skaliste nabrzeze.... na szczescie pogoda sie uspokoila i dalismy rade jakos doczlapac sie do la corunii ... bylo naprawde kiepsko wtedy...

06.06.2002
23:47
smile
[30]

ronn [ moralizator ]

Brawo Adi!!, widac na kacu zmysly sie wyostrzaja. Ja sam nie mialem ekstremalnych sytuacji jedynie kilka niebezpiecznych -Jade sobie w miescie autem po malo uczesczanej drodze (przecholowalem 110) i nagle wyjezdza mi taksowka na "czolowke" , hamulce, poslizg, mijamy sie o centymetry (chyba z 70 cm!) -zbiegamy z gubalowki w stromym miejscu, oczywiscie ja glupi pedze z gubalowki ja oszalaly, az osiagam faze ruchu w ktorej nie moge sie zatrzymac jedynie przyspieszyc, zawadzam noga o korzen, lece glowa do przodu ze 3 m i spadam z ogromana sila plecami na korzenie, gdybym nie mial plecaka, to nie wiem czy moj kregoslup by wytrzymal :( -kilka razy prawie bym spadl z dzrzewa z duzej wysokosci -raz moglbym mocno okalaeczyc wlasnego ojca :(, jedziemy do babci ma chyba z 4 lata, ojciec postawil samochod na spadku przed wjazdem (40 stopni) i poszedl otworzyc brame, ja zwolnilem samochod z reczbego, momoentalnie stoczyl sie uderzyl w brame i mojego tate w glowe :(, nie wiedzialem wtedy dlaczego tak sie stalo!

06.06.2002
23:54
[31]

Rintintin [ Konsul ]

Ja raz prawie bym sie utopil dwa prad raz mnie niezle porazil i zaczelo mnie telepac i nie moglem nic zrobic i jeden koles mnie odczepil heeh fajne przezycie widzisz jak prad toba trzesie a nie mozesz sie ruszyc polecam :-) (zart oczywiscie) no i pare innych

06.06.2002
23:57
[32]

LooZ^ [ be free like a bird ]

1. Jak mialem jakies 6 lat poszedlem z rodzina na basen, przez przypadek wszedlem na slizgawke i dalem nura w wode, nabralem wody w usta i nie moglem wyplynac, cale szczescie wujek mnie wyciagnal za reke... 2. Jadac na rowerze jak mialem jakies 10 lat. Jechalem po chodniku i nie wiem czy jakas plytka sie obluzowala czy cos w kazdym razie wywalilem sie na bok prosto na maske przejezdzajacego obok auta. Wywalilbym sie sekunde wczesniej i byloby ciezko... 3. Moze nie utrata zycia, ale idiotyczna sytuacja w ktorej moglem stracic oko... Musze wspomniec ze nosze okulary... A wiec do rzeczy, stalem przy oknie, chcac odchodzic tak niefortunnie zachaczylem okularami o firanke ze jedna z oprawek przecialem sobie skore na dlugosci kilku centrymetrow. Nie byloby w tym nic groznego gdyby nie to, ze rana konczyla sie pol centymetra pod okiem. 4. Kilka tygodni przechodzac przez pasy kolo zakretu musnal mnie jakis psychol wjezdzajacy w zakret z duza predkoscia. Znowu ulamek sekundu i pewnie jezdzilbym na wozku...

07.06.2002
00:02
[33]

Annihilator [ ]

hmm jak narazie nie prypominam sobie nic co zagroziłoby miojemu życiu ale raz jak strzelaliśmy do siebie (z kolega) pistoletami na kulki (tak dla jaj) dostałem około 3mm (akbo nawet bliżej (sic!)) od oka... kolejny raz to tez z pistoletami na kulki - jeden odpalil sam z siebie i trafil prosto w czoło - cud że tylko w czoło we wszystkich tych sytuacjach byłem głupiutki i nie nosiłem okularów w celu ochrony przed kulkami... aha i jeszcze raz jechałem z rodzicami w górach i nagle zza zakrętu wyjechał TIR jadąc środkiem drogi... uff było ostro...

07.06.2002
00:06
[34]

Michmax [ ------ ]

Ja jak byłem mały (nie pamiętam tego) wbiłem sobie jakąś zabawkę do krtani, jakiś patyk, ale mnie odratowali, innym razem rok temu zanurkowałem tak głęboko że przez ogromne ciśnienie nie bardzo wiedziałem w którą stronę do góry, ale jakośudało mi się wypłynąć chociaż myślałem że już po mnie. Jeszcze wcześniej przebiegałem prowadząc rower przez drogę i nagle zza zakrętu wyskoczył jakiś gość Audi, ledwo zwiałem z drogi.

07.06.2002
00:11
[35]

Rakes [ Generał ]

W wieku 6 lat walnal mnie na przejsciu dla pieszych samochod. Bylo to o tyle szczescliwie ze uderzyl mnie jakos bokiem. Polezalem kilkanascie dni w szpitalu, ale skutki wypadku odczuwam do dzis :-( Inna sprawa ze mam taki charakter ktory jakos mi nie pozwala pakowac sie w niebezpieczne sytuacje. Jestem czasmi bardzo asekuracyjny ...kumple czasmi sie wtedy ze mnie nabijaja :-))

07.06.2002
00:11
[36]

skorek [ Pretorianin ]

ja moglbym stracic oko kiedy kolega strzelil mi z procy (srut) prosto w oko. pozniej lezaly 2 miechy w szpitalu

07.06.2002
00:26
[37]

Holgan [ amazonka bez głowy ]

Grozba smierci mnie nie przeraza - za to panicznie gorzba kalectwa ... Pierwsza grozna sytuacje przezylam jako pasazerka duzego fiata wepchnietego przez inny samochu pomiedzy dwa tramwaje. Zatrzymalismy sie grzecznie na swiatlach. Debil jadacy za nami nie wychamowal i walna w nas = sila uderzenia wypchnela nas na srodek skrzyzowania gdzie zaczepil o nas tramwaj jadacy z lewej. Pchal nas jakies 5 metrow az "przejal" nas drugi nadjerzdzajacy z prawej. Szczescie w nieszczesciu ze to bylo skrzyzowanie wiec predkosci tramwajow juz i jeszcze nie byly za duze. Drugi raz najadlam sie i napedzilam innym strachu gdzy podczas zawodow uszkodzono mi kregoslup. 3 miesiace scislego lezenia w kolnierzu ortopedycznym byly dla mnie katorga

07.06.2002
00:33
[38]

yosiaczek [ Generał ]

Nie narażenie życia ale prawie utrata oka: Jak byłam gnojek, to z nudów paliłam sobie wstążkę nad świeczką, jakoś tak się dziwnie topiła, że płonący kawałek prysnął i spadł mi pół cm pod okiem, blizna mi dwa lata znikała. Jak byłam jeszcze większy gnojek to wpadłam na stół i rozwaliłam sobie skroń (sama nie wiem czy to było groźne, ale rodzice mnie straszyli, że mogło mi się coś poważnego stać). Ze trzy lata temu wysiadałam z samochodu wujaszka i zamiast obejść go od tyłu to ja przeszłam sobie przed maską. Wujek przekonany, że pójdę tyłem i odwrócony w tamtą stronę ruszył. Dostałam zderzakiem po nogach, padłam na ulicę i gdyby nie krzyk siostrzyczki to by wujek po mnie przejechał, bo ja byłam tak sparaliżowana, że się ruszyć nie mogłam i jeszcze długo z siebie głosu wydać nie mogłam... W zimę wracałam sobie z poczty z walkmanem na uszach. Przede mną były tory tramwajowe, na które ja w ogóle uwagi nie zwróciłam. Zresztą jak słucham muzy to się wyłączam od świata. Tuż przed torami wypadła mi z ucha słuchawka, zatrzymałam się, usłyszałam dryndnięcie i krok przede mną przeleciał tramwaj. Szok jak sobie pomyśle co by było gdybym nie stanęła... Swoją drogą przez walkmana jeszcze kilka razy wpadłabym pod samochód, raz zatrzymał się przede mną autobus (najśmieszniejsze było to, że nawet go nie słyszałam i jak zobaczyłam, że się wszyscy na mnie gapią to się odwróciłam i zobaczyłam, że stoi, w strone kierowcy wolałam nawet nie patrzeć, jak najprędzej stamtąd umknęłam :>)

07.06.2002
02:04
[39]

Priest [ Generał ]

Coz sytuacje niebezpieczne mialem, ale bez specjalnych konsekwencji. No moze za wyjatkiem przeraznie. Najpierw gdy mialem gdzies 3 lub 4 latka podjerzalem jak tata wklada w gniazdko 2 druciki i swieci sie zarowka. Tak sie skada ze wtedy tez mialem kolejke na baterie i kiedy wysiadly postanowilem zrobic cos podobnego. Wlozylem te dwa druty do gniazdka i... buuum. Nie wiem do tej pory jak to sie stalo ze jestem caly i wogole mnie nie pokopalo (moze dlatego ze trzymalem sie izolacji). Doskonale to pamietam bo stalem po fakcie przez pare minut na bacznosc. Pozniej byla dluga przerwa spowodowana komputerem gdyz prawie nie wychodzilem poza dom oprocz drogi do szkoly. Dopiero od paru lat znowu mi sie przytrafiaja ostrzejsze sytuacje, ale to dlatego ze zaczalem duuuzo rowerem jezdzic. W sumie upadki, latanie przez kierownice stosunkowo czesto sie zalicza, z tym ze jakims cudem nic sobie jeszcze nie zlamalem a przykladowo raz kask mialem rozwalony na pol po tym jak babce jedacej samochodem za mna na waskiej drodze nie chcialo sie sie jechac za mna tylko postanowila mnie wyprzedzic pomimo jadacych z naprzeciwka samochodow. No i oczywiscie ciezko bylo sie jej zmiescic i jakims cudem tyrpla mnie lusterkiem. Nie mocno ale przy mojej niemalej predkosci (40 km/h) wystarczylo zeby stracic panowanie nad rowerem i sumie to dalej juz nie pamietam co sie dzialo. Z opowiesci wiem tylko ze przywalilem jakis duzy kamien. Z kasku wie nie zostalo, ale o dziwo wyszedlem z tego co prawda w szoku ale bez powaznych konsekwencji. Jakis rok temu natomiast jade rowerem na drodze szybkiego ruchu i dopadlem jakis jadacy w zolwim tepie konwoj ciezarowek. Przez jakis czas jechalem na rowni z jedno z nich, ale nagle cos mnie natchnelo ze zwolnilem i bardzo dobrze sie stalo gdyz przyczepe jednej z nich nagle zarzucilo i znalazla sie dokladnie w tym miejcu gdzie bylem jeszcze minute temu. Dla mnie to byl szok. Wprawdzie bylem w kasku ale on by wiele nie pomogl. Nastepe wydarzenie mialo miejsce niestety w tym roku i to juz spowodowane bylo z mojej glupoty. Padal deszcz, ja zadowolony jezdzilem rowerem i w pewnym momencie postanowilem skreci w lewo. Jednak zamiast zwolnic po prostu przechylilem rower i zaraz po tym tylne kolo ucieklo a ja znalazlem sie na asfalcie. To cud ze akurat nic z naprzeciwka nie jechalo bo byloby po mnie

07.06.2002
02:30
smile
[40]

Kłosiu [ Senator ]

Dlaczego smutny watek? Dla mnie on udowadnia, ze ludzie to w gruncie rzeczy bardzo fuksiarskie zwierzeta :-) z tych sytuacji, ktore pamietam : - kiedys mieszkalem w malym miasteczku. Ojciec rozbieral stara szope, jednak o bardzo solidnej konstrukcji z grubych belek, nakrytych lekkim dachem ze starych desek. Belki byly ulozone w kratownice o wolnej przestrzeni 1,5x1,5m. Bylem wtedy szkrabem 5 letnim i wlazlem do tej szopy, w momencie, gdy zaczela sie zawalac, gdy ojciec podcial belki nosne :-). Dach zawalil sie na mnie tak szczesliwie, ze znalazlem sie w "oku" kratownicy, a deski tworzace dach zlamaly sie na mnie. Gdyby spadla na mnie belka, to trup na miejscu, albo jeszcze gorzej - zlamany kregoslup. o tej pory pamietam przerazenie w oczach ojca, gdy sie wygrzebalem spod tego dachu... -druga sytuacja - kilka lat pozniej - zdarzyla sie gdy bylem na wakacjach w Bulgarii. Na 5-6 metrowym urwisku nad morzem zeslizgnalem sie ze sciezki i zaczalem zjezdzac po piargu w strone pionowej sciany o skalistym podnorzu. Widzialem juz wyraznie skalki na dole i nagle zwir, z ktorym zjezdzalem zatrzymal sie... Pamietam, ze o niczym wtedy nie myslalem, jednak ta chwila to jedna z tych ktore zawsze bede pamietac, tak wyraznie odcisnala sie w moim mozgu. Jak klisza. To chyba wszystko. Interesujace, jak wyraznie pamieta sie takie wczesne doswiadczenia. Pozniejszy wypadek samochodowy, liczne upadki na rowerze, siedzenie w oknie 8 pietra z nogami na zewnatrz, lazenie po Tatrach, to jest nic w porownaniu z moze 5 sekundowa chwila w Bulgarii... No moze jeszcze pierwszy seks to chwila warta zapamietania ;-)))

07.06.2002
03:32
[41]

Wujek Nolster [ Centurion ]

Kilka razy mialem mniej lub bardziej "zabawne" sytuacje: 1. Wyprzedzanie na drodze Krakow-Wieliczka prawym pasem, a tu nagle widze, ze zaczyna sie kraweznik. Prawa czesc samochodu niezdrowo podskoczyla do gory i zrobilo sie nie wesolo. Dobrze, ze tam zaczyna sie jednokierunkowa i spokojnie moglem odbic na lewo i wyjamowac. 2. Po milej imprezie doszedlem do wniosku, ze mam ochote na OS'a. Wsiadlem do auta (bylem trzezwy, troszke nastukany) i ruszylismy z kumplem na rajd. Niestety, w jednym miejscu wybudowali kraweznik po wewnetrznej stronie zakretu a ja zlapalem reczny majac zloty dwadziescia na liczniku. Na poczatku slide szedl ladnie, ale gdy lewe, przednie kolo wyskoczylo na krawezniku dowiedzialem sie jak to byc kaskaderem i jezdzic na dwoch kolkach. Nie udalo mi sie wyprowadzic, wyladowalem na boku i przejechalem tak z 5 metrow. Bylo ostro. 3. Raz moj mlodszy brat wpadl na swietny pomysl, zeby przywalic mi w glowe metalowym, zabawkowym autobusem (mialem moze z 7 lat), zeby odebrac ode mnie inna zabawke. Przywalil, rozwalil mi glowe, mialem wstrzas mozgu i moglem zostac kaleka do konca zycia:)

07.06.2002
06:09
[42]

Ashura [ Generał ]

Ja nie miałem dużo takich sytuacji, ale pare było: 1. Miałem wtedy 11 lat i byłem na obozie narciarskim w starej Czechosłowacji... jeździliśmy na stoku na który wwoziła nas kolejka krzesełkowa, trzyosobowa. Ponieważ obóz przygotował dupny Grand Tour, opieka była zerowa i każdy szwendał się samopas i jeździł kiedy i gdzie miał ochotę. Pamiętam, że stanąłem przed wyciągiem z dwoma Czeszkami po lewej stronie. Odwróciłem się i zobaczyłem, że część siedząca krzesełka jest podniesiona do góry. Spanikowałem bo nie wiedziałem, że wystarczy usiąść i 'klapka' sama się opuści tworząc trzyosobową 'kanapę'. Zacząłem szybko schodzić z toru przesuwania się krzesełka, lecz z nartami na nogach i przy ograniczonym miejscu z prawej strony nie było to takie proste. Krzesełko zawadziło mnie i przewróciło, a ja odruchowo złapałem się za część krzesełka. Pech chciał, że zaraz potem część siedząca na której usiadły Czeszki opadła mi na rękę którą złapałem się za krzesełko (dokładniej za dwa palce: wskazujący i środkowy lewej ręki). Rzecz jasna wyrwało mnie z ziemi i od razu powlokło za sobą. Chwilę później byłem już powietrzu, czapka, gogle i kijki wypuściłem i z zaklinowaną lewą ręką, a prawą trzymając się kurczowo siedzenia, wisiałem tak sobie 15 metrów nad ziemią, podczas gdy kolejka zaprowadziła mnie aż do trzeciego słupa wyciągu. Dlaczego tak się stało, do tej pory nie wiem, ale okazało się, że tumany w stróżówce zwyczajnie nie zauważyli, że cokolwiek się stało, kretyny patentowane. Dopiero Polka która zauważyła mnie ze stoku, zjechała i powiedziała idiotom co się dzieje. Zatrzymałem się więc przy trzecim słupie, a ręce zgrabiałe już miałem z zimna (pech chciał, że przed wejściem na krzesełko zdjąłem rękawiczki, żeby wyciągnąć z kieszeni karnet). Byłem zmęczony a szczególnie prawa ręka, która nie będąc zaklinowaną, strasznie mi zesztywniała od kurczowego trzymania się krzesełka. O dziwo nie czułem bólu od napierających na moje dwa palce zgrabnych tyłeczków Czeszek ;). Po pewnym czasie do słupa dobiegli ratownicy, wspięli się po nim, zeszli na krzesełko od góry ostrożnie stąpając po oparciach. Jeden z nich, człowiek-szafa, podniósł część siedzącą razem z dziewczynami, a drugi trzymając mnie za kurtkę wciągnął do góry (odpinając uprzednio narty). Usadowili mnie na krzesełku, a jedna z Czeszek dała rękawiczkę na 'poszkodowaną' rękę. Wtedy to spojrzałem na palce, które były dwa razy węższe niż zwykle, nie wiem czy miałem zmiażdżone kości, ale po paru dniach ręka mnie już nie bolała. Jednak chwilę po tym, jak założyłem rękawiczkę i odtajały mi palce, ból się nasilił tak, że ciężko było go wytrzymać. Po dojechaniu na górę zszedłem ze stoku i odebrałem rzeczy ze stóżówki i słyszałem tylko bluźnierstwa Polaków na 'kompetentnych' sąsiadów zza miedzy ;) 2. Był jeszcze lot przez kierownicę roweru po uderzeniu w bok hamującego samochodu, ale to też skończyło się szczęśliwie i bez (istotnych) obrażeń ;)

07.06.2002
07:31
[43]

garrett [ realny nie realny ]

tez sie dorzuce: 1) jako maly berbec bawilem sie w piaskownicy, obok byla taka mini karuzela. Gnany ciekawoscia podszedlem blizej, potem jeszcze blizej az wreszcie obracajaca sie karuzela uderzyla mnie w glowe, natychmiastowa utrata przytomnosci, wstrzas, krew i dlugo w szpitalu. To wiem z relacji rodzicow, ponoc mialem duzo szczescia ze z tego wyszedlem. Teraz tylko brat sie smieje ze cos mi sie poprzestawialo od tamtego czasu bo majac prawie 30 gram wg niego w jakies smieszne gry jak W40 :) 2) i samochod, jadac kolo 100 wpadlem w dosc gleboka koleine wypelniona woda, obrocilo mna, wyrzucilo na przeciwny pas ruchu, mialem szczescie ze nikt nie jechal z naprzeciwka a sam wyladowalem w koncu na poboczu i znaku drogowym

07.06.2002
08:06
[44]

Radaar [ Konsul ]

no to i ja cos powiem: 1) majac 6-7 latek przechodzilem przez ulice z tata, nie patrzac ani w prawo ani w lewo wyskoczylem na ulice...gdyby nie tata i jego refleks dzisiaj tego posta tutaj by nie bylo. dzieki tato :) 2)tez bedac malym jadlem obiadek w kuchni. dziadek mnie zawolal na program tik - tak, no to polecialem. niestety sie przwrocilem i wbilem sobie widelec w glowe (troche nizej i niemialbym oka) 3)wsadzilem druty (takie do szycia) do kontaktu... 4)i najgorsze - wracalem (bylem bardzo maly) z mama z przychodni. puscilem reke mamy i jakos tak pobieglem ze wpadlem do goracej smoly, ktora zostala nie tak dawno wylana na jakies podworze. na moje szczescie skonczylo sie tylko na poparzeniu reki (gorzej jak wpadlym tam na twarz...) to tyle...

07.06.2002
08:13
smile
[45]

Pijus [ Legend ]

przy Was to moj pojedynek z samochodem wyglada blado...... no coz - wtedy nie wygladal:)))))

07.06.2002
09:12
[46]

TAILEREKK [ Senator ]

Radaar ------>jak ty się w tą smołe wpakowałeś :-> ???

07.06.2002
09:27
[47]

thanatos [ ]

Od razu mówię że nie jest to żadna ściema. Będąc w wojsku mieliśmy coś takiego jak służba patrolowa na poligonie.Odbywało się ją zazwyczaj parami.I właśnie w trakcie jednego z takich patroli czekając na zmienników kumpel zaczął się bawić "kałachem".Odbezpieczał ,zabezpieczał i pociągał za spust. końcu mu się po**** i po przeładowaniu nie zabezpieczył giwery.Pociągnął za spust i puścił serię.Pierwszą kulę usłyszałem ,reszty już nie bo momentalnie ogłuchłem.Po fakcie policzyliśmy że wywalił 12 pocisków.A najciekawsze jest to że dopiero po jakieś półgodzinie uświadomiłem sobie że mogłem dostać tą serię w plecy i zacząłem się trząść.

07.06.2002
13:47
[48]

QbaX [ Baron Vladimir Harkonnen ]

Opisze tylko jedno zdarzenie bo nie bardzo mam czas. Kiedys kuzyn po pijaku wyciagnął mnie za fraki z ulicy jak właziłem pod samochód. Ale nie to chciałem opisać. Któregos dnia wyszedłem z domu aby wywalić do smieci kontownik stalowy z linkami, który był przytwierdzony do sciany w łazience i wisiało na nim pranie. takie metalowe gówno moze z 70 cm z dziurkami i jakimiś 7 linkami typu naciag do rakiety yenisowej. Na koncu kazdej z linek wisiało jeszze takie metalowe gówno. wsiadłem sobie spokojnie do windy plecami do drzwi. Linki swobodnie zwisały mi miedzy nogami. Trzymałem kontownik prze sobą przy puiesi. Dzwi windy sie zamknbęły i ruszyła. Cos mnie tknęło. momentalinie nacisnąłem stop i się odwróciłem. Wszystkie zasrane linki zostały na zawnątrz (przez te metalowe elementy na ich końcach!) Gdybym nie nacisnął przycisku stop kontownik przeorał bym mnie na pół, a w najl;epszywm wypadku zrobiłby ze mnie dziewczynkę. ufffffff. Poprostu mnie tknęło!

07.06.2002
14:11
smile
[49]

Aen [ MatiZ ]

Mi dawali trzy dni zycia jak sie urodzilem:((((( A w Grecji jak kapalem sie wokol jachtu zaatakowal mnie rekin:( Skubaniec szarpnal mnie za pletwe, rozerwal ja i zahaczyl o kostke. Bylem jakies 25 metrow od jachtu, ale zawalilem zyciowke, byle tylko bydle nie poczulo zapachu krwi:(((Moze nie byla to grozba smierci, ale okaleczenia na pewno Aha, i mowie od razu- mial ZALEDWIE poltorej metra....takie sa najgorsze...

07.06.2002
14:18
smile
[50]

KrysS [ Centurion ]

kiedy jadac samochodem, na skrzyzowaniu skrecalem w lewo a jakis ci#%^ mknac 100 chcial mnie wyprzedzic ale w koncu to on gryzie ziemie :-|

07.06.2002
15:08
[51]

abu [ Senator ]

Tak sobie czytam i czytam, po czym doszedlem do wniosku, ze niektórzy z Was (chyba wszyscy :P) maja BARDZO dużo szczescia... nigdy nie przezyłem nic takiego ani groznego ani niebezpiecznego, no i nie chcialbym, ale bardzo dobrze, ze mimo tego, iz mieliscie takie przygody, to jestescie tu dzisiaj :-) Z drugiej strony jednak, Ci, którzy nie mieli tyle szczescia, nigdy byc moze nie poznali czegos takiego jak forum GOL, z czego wynika fakt, iz nie oisza tutaj swoich sytuacji... :-((((

07.06.2002
15:46
smile
[52]

Praetor [ Generał ]

Witam ! A ja w lutym tego roku - wyszedlem wieczorem z knajpy zapalic i mialem takiego farta ze akurat miejscowe chlopaki nie mialy co robic. W zwiazku z tym njpierw dostalem butelka w glowe ( po czym zjechalem na baze na chwile ;)). Zeby nie psuc im zabawy dalem sie skopac w glowe i szyje. Najweselsza atrakcje chlopaki zostawili mi na koniec bo dostalem metalowa gazrurka w glowe na sztorc. Cala hitoria szkonczyla sie na neurologii, najpierw mialem podobno sie zawinac bo bylo podejrzenie uzkodzenia mozgu, ale skonczylo sie na trepanacji i 20 cm bliznie. Dzieki Bogu urosly mi juz wlosy ;)) i nic nie widac tylko w ze sportem musze uwazac niestety. Jez----->>> ja tez tego nie przezylem specjalnie, a tez myslalem ze powinienem - tylko nie moge teraz patrzec w telewizji czy gdzies jak bija kogos i troche sie jakam ;)). Pozdrawiam wszystkich szczesciarzy - oby nam nigdy tego szczescia nie zabroklo ps chlopaki juz nie beda bili ludzi ;)))...

07.06.2002
16:12
[53]

egnar [ Pretorianin ]

Jak byłem mały to razem z kumplem zrobiliśmy sobie naszyjniki ze sznurka. Potem łaziliśmy po drzewach, zdecydowałem się zeskoczyć z gełęzi, a nieszczeście podczas skoku sznurek się zaplątał. Prze pare chwil wisiałm na gałezi walcząco oddech, na szczszęście sznurek pękł. Po tej przygodzie przez pare tygodni miałem szrame do okoła szyi...

07.06.2002
16:18
[54]

Trapez [ ND4SPD ]

Ja jak miałem ok 6 lat jechałem na rowerze po osiedlu i wjechałem na żyłkę rozwieszoną pomiędzy dzrewami przez jakiegoś idiotę. Tak się złożyło że była na wysokości mojej szyi. Potem miałem rana na calutkiej szyi i takiegoż strupa.

07.06.2002
16:29
[55]

cycex [ Legionista ]

to bylo na obozie nurkowym we wloszech. ja i instruktor naurkowalismy 2 raz i dali mi wieksza niz zwykle butle, do ktorej nie bylem wywazony. zlozylem calysprzet , w wodzie ( dno bylo jakies 20 m nizej ) dopinalem jeszce jacket - kamizelke do ktorej przypina sie butle, a kiedy spuszczasz i napelniasz ja powietrzem regulujesz wyporonosc, od razu wlozylem automat do ust i zaczalem oddychac, zapielem kamizelke, i nagle sie zorientowalem ze sciaga mnie na leb, na szyje w dol. patrze do gory i z przerazeniem stwierdzam, ze jestem na jakichs 2-3 m , nadmuchalem kamizelke i ciagle spadam( butla wazyla stanowczo za duzo). na szczescie instruktor w pore to zauwazyl i mnuie zpalpal. mozecie zapytac jakie bylo zagrozenie zyci, skoro mialem butle i automat. otoz spadalem na tyle szybko, ze nie dalem rady wyrownac cisnienia w twarzoczaszce. jesli sciagneloby mnie na powiedzmy 10 m to cisnienie przebiloby mi blony bebenkowe, a wtedy nawet jezeli zdazonoby mnie dowiezc do komory dekompresyjnej, topewnie stracilbym blednik i zmysl rownowagi na reszte zycia.

07.06.2002
16:30
smile
[56]

Nyhos [ Droogie ]

To jest przykład jak można skręcić sobie kark w szkole. :) Na w-f mieliśmy skaknie na materac.No skaczemy i niźle to wychodzi,no ale mieliśmy skakać na "tygryska" z rękami do tyłu.Jakoś to zrobiłem,że upadłem pionowo.Całe ciało na kark.nie mogłem oddychać,ale szybko pomógł mi psor i mogłem oddychać znowu.Gdybym skoczył troszkę w bok,to kadłub skręcił by mi kark.Ale żyję. No ale mój tata raz cegłą dostał i żyje. :)

07.06.2002
16:44
smile
[57]

Nyhos [ Droogie ]

Raz prawie ością się udławiłem :)

07.06.2002
16:55
[58]

dudek101 [ Konsul ]

kiedys nad jeziorem zalozylem sie kto dalej przeplynie pod woda i poplynalem spory kawalek po dnie, troszke zle ocenilem odleglosc jaka przeplyne i w zwiazku z tym doplynalem praktycznie juz bez powietrza na sporawa juz glebokosc (cisnienie wody dalo sie juz we znaki), wyplywanie na powierzchnie zajelo mi wiecej czasu niz sie spodziewalem i przez moment myslalem ze nie zdarze, ale udalo mi sie :)

07.06.2002
17:04
smile
[59]

ShatteR [ Pretorianin ]

hm pare bylo takich sytuacji mniej lub bardziej groznych.... - podczas "bojki" dostalem siekiera w glowe... naszczescie nie ostra strona (skonczylo sie na szyciu) bylem mlody i glupi :P - raz malo mnie nie potracil samochod... moja wina, nieuwaznie przechodzilem przez ulie i myslalem ze zdaze... nim sie obejrzalem samochod byl 1 m. odemnie - samochod w ktorym bylem pasazerem wpadl w poslizg i na szczescie zatrzymal sie na toyocie a nie na slupie wysokiego napiecia - kapalem sie w rzecce ;) "podplynolem" :> pod mini tame i zaczelo mnie wciagac... ledwo wystawala mi glowa wkoncu tonee... w ostatniej chwili jakis obcy facet zlapal mnie za reke.. chwala mu za to wiecej sobie nie przypominam jak wiec widac jest za co dziekowac Bogu

07.06.2002
17:12
[60]

ShatteR [ Pretorianin ]

niektore posty sa naprawde szokujace..... chyba bede sie czesciej modlil :)

07.06.2002
17:29
[61]

mikhell [ Master of Puppets ]

Mni się nigdy takie coś nie przytrafiło, ale ostatniej zimy, widziałem jak babka jechała Fiatem CC około 50 km/h, nagle wpadła w poślizg, zrobiła obrót 360 stopni, a jak była w poprzek drogi, to jakieś 10 cm od auta przejechał TIR. Na szczęście nic się nie stało, ale przez szybę widziałem minę tej babki...

07.06.2002
17:32
[62]

anka111 [ Chorąży ]

Kiedyś gdy byłam jeszcze bardzo malutka(miałam ok 1,5 roku) dostałam lizaczka. Tak go wylizałam, że został z niego tylko cienki "płatek". Wpadł mi do gardła i odci ą dostę powietrza. ZAczęłam się dusić.......moja mama zaczęła mnie ratować" Udeżałą w plecy, potrząsała. A ja nic. Zrobiłam się sina, bezwładna. Ona w ostatniej chwili włożyła mi palec do gardła i przepchała tego durnego lizaka. Uratowała mi życie. Znam tą chistorię tylko z opowiadań, ale gdy to słyszę przechodzą mnie dreszcze i smutne myśli w stylu" Już mogłoby mnie tu nie być".

07.06.2002
17:39
smile
[63]

yautja [ Generał ]

dziwny zbieg okoliczności ale właśnie słucham MegadetH - 99 Ways To Die...

07.06.2002
18:01
smile
[64]

Paul12 [ Buja ]

1) W październiku '2001 byłem w Turcji. Byliśmy na spływie pontonowym górskim potokiem. Kilka pontonów (coś koło 6) dopłynęło na brzeg. W tym nasz. Prąd w tym miejscu był bardzo silny, woda cholernie zimna, głeboko na kilka metroof. I ochotnicy zaczęli skakać do wody. Oczywiście w kamizelkach. No to ja jako jedyny z rodziny, chciałem pokazać, że jestem odważny. No i skoczyłem. Prąd ciągnął mnie już kilka metrów, a ja miałem przydużą kamizelkę. Na powierzchni miałem tylko twarz. Starałem się jakoś dobrnąć do brzegu, ale nie mogłem. Przez głowę przeleciała mi myśl, że będę tak płynął i płynął, aż w końcu utonę.Pojawiły mi się łzy w oczach, krzyczałem coś do ordziców. Po kilkunatu metrach jakiś niemiec podał mi ręke z brzegu... 2) Jechaliśmy na wycieczkę do Bolkowa. Trochę padało, nawierzchnia była śliska. Jedziemy sobie prostą dwupasmówką, z obu stron rowy i drzewa... Mój tata odwrócił głowę na tylnie siedzenia rozmawiając z ciocią. Nagle z naprzeciwka nadjechał maluch, ale był jeszcze jakieś sto metroof od nas. Tata się odwrócił, zachamował, wpadł w poślizg. Walnęło nas na dach, obróciło o 360 stopni i wpadliśmy do rowu. Samochód do kasacji, ja miałem szkło w głowie, mama uszkodziła sobie na stałe kręgosłup, ciocia też, wujek bez większych obrażeń, a tacie rozcieło rękę szybą... A to działo się tak szybko !

07.06.2002
18:31
[65]

Laixon [ Centurion ]

byłem se na obozie. oznałem fajną dziewczyne która mieszkała pokój obok. po 22 musieliśmy spać a ja chciałem do niej przyjśc. chciałem do niej przejść dachem (robiłem to chyba tysiąc razy!). przechodze, a tu nagle rynna sie wygina i sie urwała, złapałem sie parapetu

07.06.2002
21:28
[66]

Radaar [ Konsul ]

Tailerekk-->nie zauwazylem jej:) bieglem sobie i wpadlem:)

© 2000-2021 GRY-OnLine S.A.