GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Forum CM: Pojedynki pancerne - Wydanie specjalne

17.01.2006
00:43
[1]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Forum CM: Pojedynki pancerne - Wydanie specjalne

major x3 --> Ale cieszmy sie: Stirlitz obiecal kilka mocnych historii.
Majorze! Powinieneś pracować w reklamie. No cóż? Nie chcąc zostać posądzonym o niesłowność, niniejszym spełniam Twoje życzenie. Poniższy tekst oryginalnie miał być jedynie krótkim rozwinięciem opowiastki o tym, jak to pewien Sherman stuknął Tigera, ale jakoś niepostrzeżenie zwiększył objętość po tym, jak uznałem, że trzeba go osadzić w kontekście historycznym. Zasygnalizowane wczesniej zdarzenie z frontu zachodniego zdarzyło się 18 lipca 1944 w pierwszym dniu Operacji Goodwood. Tych, którym kryptonim Goodwood nic nie mówi odsyłam do źródeł, a w tym wątku skoncentruję się jedynie na działaniach jednostek, do których należeli bohaterowie w/w incydentu no i rzecz jasna na samym incydencie. Zaznaczam przy tym, że opieram się wyłącznie na dostępnych mi niezbyt licznych publikacjach, informacjach wyłuskanych z różnych internetowych dyskusji, własnej ograniczonej wiedzy i zdrowym (mam nadzieję) rozsądku. Czy efekt będzie mocny? Werdykt pozostawiam czytelnikom, a potencjalnych wydawców proszę o kontaktowanie się z moim agentem ;)

17.01.2006
00:44
[2]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Jak zapewne niektórzy z Was wiedzą, kluczowym punktem programu w Operacji Goodwood było natarcie trzech brytyjskich dywizji pancernych na pozycje niemieckie na południe i południowy-wschód od Caen. Zgodnie z planem w początkowej fazie operacji Dywizja Pancerna Gwardii oraz 7 DPanc miały podążać śladem 11 DPanc atakującej w ogólnym kierunku na Cagny. Z chwilą osiągnięcia w/w rubieży dywizje miały rozwinąć się w wachlarz. 11 DPanc miała skręcić na pd-wsch w kierunku na Soliers i Hubert Folie, 7 DPanc uderzać na Bourguebus i Tilly la Campagne, a Dywizja Panc Gwardii skręcić w lewo w kierunku na Vimont.

Goodwood zaczął się od mocnego uderzenia i to dosłownie. Najpierw o godzinie 5:30 zagrała artyleria 3 korpusów brytyjskiej 2 Armii. Wkrótce potem nadleciało ponad 900 ciężkich bombowców RAF Bomber Command szczodrze obsypując bombami niemieckie pozycje. Po Lancasterach i Halifaxach za obrabianie wyznaczonych stref zabrały się Maraudery z amerykańskiej 9th Air Force. Potem znowu zagrały działa 2 Armii wspierane dodatkowo przez artylerię okrętową (w tym 15-calówki z monitora Roberts). Jak by tego było mało połozone bardziej na południe pozycje niemieckie wzięły równocześnie w obroty Liberatory z 8th AF. Uwertura w iście wagnerowskim stylu - taki lotniczo-artyleryjski "Cwał Walkirii" obmyślony by jak najwięcej niemieckich wojaków wysłać do Walhalli.

17.01.2006
00:45
[3]

-Stirlitz- [ Konsul ]

11 DPanc ruszyła o godz. 7.30 napotykając jedynie lekki opór, po czym jadąc pełnym gazem pozostawiła Gwardzistów i Szczury Pustyni daleko z tyłu. Interesujący nas w szczególności 2 Batalion Gwardii Irlandzkiej pod dowództwem płk. C. K. Finlaya otrzymał rozkaz wymarszu dopiero o 8.15, kiedy to ze sztabu 5 Brygady Pancernej Gwardii przyjechał oficer z poleceniem wyruszenia na podstawy wyjściowe o godzinie... 8.00. Kwadrans później 2 Batalion był już w drodze. Rozkaz brzmiał następująco: "Batalion ma zająć pozycje na południe od linii kolejowej Caen-Troarn, gdzie ma pozostawać w gotowości do podjęcia działań po tym, jak 2 Batalion Grenadierów Gwardii zabezpieczy Cagny, a 1 Batalion Coldstream Guards skieruje się na Vimont". Do każdego z wyżej wymienionych trzech batalionów pancernych przydzielono po jednej kompanii z 1 Batalionu Grenadierów Gwardii (piechota zmotoryzowana).

Na mostach na Kanale Caen i rzece Orne oddziały DPanc Gwardii stłoczyły się wspólnie z 7 Pancerną, która także miała przeprawić się na drugi brzeg. Gdy w końcu udało się jakoś rozładować zatory i obie dywizje zdołały dogonić 11 DPanc, opóźnienie sięgało już dwóch godzin, przez co utracono element zaskoczenia, a natarcie 11 DPanc utknęło z uwagi na niezabezpieczone flanki. Co prawda w rejonie Cagny poranny nalot RAF-u zdemolował obronę npla, ale w chwili gdy dotarła tam 11 Pancerna wybity przez lotnictwo wyłom obsadzały już podciągnięte z drugiej linii doborowe jednostki niemieckie.

W pobliżu niewielkiej wioski Le Poirier Grenadierzy napotkali zaciekły opór i utracili pół szwadronu czołgów. Batalion Coldstream próbował zatakować z drugiej flanki, ale rezultat tego natarcia był podobny. Gdy na miejsce akcji dotatarła Gwardia Irlandzka, na okolicznych polach dopalało się dziewięć Shermanów z 2 batalionu Grenadierów.

Minąwszy Le Poirier i kontynuując marsz w kierunku na Cagny 2 batalion stracił pierwszy czołg, a po chwili kolejne dwa. Okazało się, że padły one ofiarą ognia flankującego trzech Panter zajmujących pozycje w sadzie sąsaidującym z wioską. Unikając walki czołowej z dobrze zamaskowanymi czołgami nieprzyjaciela batalion zmienił kierunek natarcia pozostawiając zneutralizowanie obrony niemieckiej w rękach Grenadierów i Coldstream Guards. Wkrótce pułkownik Finlay i jego zastępca major Giles Vandeleur otrzymali rozkaz objechania Cagny i uderzenia przez Frenouville na Vimont. W drodze na Vimont irlandzcy gwardziści napotkali niemieckie ciężkie czołgi i zaczęły się wzajemne podchody. O godzinie 21.30 ze sztabu nadszedł rozkaz wstrzymania natarcia mimo, że Irish Guards dotarli ledwie do obrzeży Frenouville.

Trudny chrzest bojowy batalionow pancernych Gwardii wynikał między innymi z faktu, iż przyszło jej walczyć z odddziałami 12 DPanc SS, 21 DPanc wzmocnionych dodatkowo Tygrysami z 503 batalionu czołgów ciężkich, którego 1 kompania jeszcze w czerwcu przezbrojona została w Tygrysy Królewskie. A cóż takiego porabiał sPzAbt 503 w pierwszym dniu Operacji Goodwood. Pora na retrospekcję.

17.01.2006
00:46
[4]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Dzień zaczął się dla sPzAbt 503 fatalnie od morderczego nalotu, jakiego załogom Tygrysów nigdy wcześniej nie dane było doświadczyć. Pełniący obowiązki dowódcy 1./sPzAbt 503 w zastępstwie chorego kpt. Waltera Scharfa, zaledwie 19-letni, lecz posiadający juz duże doświadczenie bojowe porucznik Richard Freiherr von Rosen tak oto po latach wspominał ten nalot:

Moje 12 Tygrysów z 1 kompanii 503 Batalionu Czołgów Ciężkich pozostawało w gotowości bojowej. Czołgi były dobrze dobrze zamaskowane i rozśrodkowane w parku w Manneville, jakieś 5 km na wschód od Caen. Tam właśnie znaleźliśmy się w samym środku trwającego ponad dwie godziny bombardowania. To było prawdziwe piekło i wciąż nie mogę się nadziwić, jakim cudem udało mi się je przeżyć. Znajdujący się 30 metrów ode mnie czołg otrzymał bezpośrednie trafienie i momentalnie stanął w płomieniach. Podmuch od wybuchu bomby wywrócił do góry kołami innego Tygrysa - 58-tonowy czołg! Wszystkie czołgi zasypane zostały ziemią. Przedziały silnikowe pełne były piasku. Zginęło 50 ludzi z mojej kompanii, dwóch odebrało sobie życie, a jeden postradał zmysły. Gdy wczesnym popołudniem wycofaliśmy się do rejonu Cagny w całym batalionie do walki zdolnych było tylko od 6 do 8 czołgów z początkowych 42.

W wywróconym przez podmuch bomby Tygrysie "313" st. sierż. Sachsa, straciło życie dwóch członków załogi. Z załogi bezpośrednio trafionego Tygrysa plut. Westerhausena nie ocalał nikt. Z ośmiu czołgów zdatnych do walki, tylko sześć zdołało zająć wyznaczone pozycje, przy czym w żadnym z nich przyrządy celownicze nie zostały skalibrowane! Pomimo to batalion nawet w tak szczątkowym składzie zdołał powstrzymać nieprzyjacielskie natarcie, tracąc jednak kolejne dwa Tygrysy (załogi sierż. Schonrocka - czterech zabitych, dowódca ranny oraz sierż. Mullera - los załogi nieznany), rzekomo trafione przez pomyłkę przez niemieckie 88-ki ppanc. W wyniku porannych walk w 3. kompanii do walki zdolny był już tylko jeden Tygrys.

Około południa, 1./sPzAbt 503 i I./Panzer-Regiment 22 (w składzie 21. Panzer-Division) znowu mają na chodzie kilkanaście czołgów. Wykorzystane zostają do przeprowadzenia kontrataku wzdłuż szosy Troarn-Caen w kierunku na Demouville, jednakże po początkowych sukcesach muszą wycofać się z tego miasteczka. Zniszczone zostają Tygrysy o numerach "101" i "111", a czołg dowódcy kompanii ("100") wpada do wielkiego leja po bombie i musi zostać porzucony. W międzyczasie 2./sPzAbt 503, która w czasie porannego nalotu szczęśćliwie uniknęła poważniejszych strat, kontratakuje na pn-zach od Troarn powstrzymując brytyjskie natarcie na tym odcinku.

Późnym popołudniem 1. i 2./sPzAbt 503 zostają ześrodkowane w pobliżu Maneville i skierowane do rejonu Frenouville, gdzie powstrzymują nieprzyjacielskie ataki w kierunku pd-wsch. wzdłuż szosy Cagny-Vimont. Jeden z uczestników tych walk, Hans-Joachim Thyssen wspomina:

Jeśli dobrze pamiętam, Anglicy zaatakowali o godz. 15.00. Do tego czasu zajmowaliśmy się głównie ocieraniem potu z czoła. Był upalny letni dzień. Niestety nie można było nawet na chwilę otworzyć włazów, bo bez przerwy waliła artyleria. Rozpoczęte około godziny 15 brytyjskie natarcie wspierane było przez całą masę czołgów. Nasza główna linia obrony została rozjechana w ciągu kilku minut. Przez nieco dłuższą chwilę opierały się nieprzyjacielowi jedynie nasza 1. kompania sPzAbt 503 oraz kilka dział ppanc. Wkrótce mieliśmy Brytyjczyków nie tylko przed nami, ale i między nami i za nami. Skutek tego był taki, że ani my ani Angole nie wiedzieliśmy tak naprawdę gdzie jesteśmy ani co się wokół nas dzieje. Jednocześnie pole walki okładały zaciekle zarówno niemiecka jak i angielska artyleria. Rzecz jasna brytyjska i niemiecka piechota też brały udział w tym przedstawieniu.

17.01.2006
00:47
[5]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Thyssen nie mógł wiedzieć, że jeszcze przed końcem dnia na jego drodze stanie, w dosłownym tego słowa znaczeniu, Sherman Mk V o wdzięcznej nazwie "Ballyragget" z 2 Batalionu Gwardii Irlandzkiej. Czołgiem tym dowodził porucznik John Gorman, bedący jednocześnie dowódcą 4 plutonu w Szwadronie B. Z dostępnych źródeł nie wynika to jednoznacznie, lecz można domniemywać, że choć "Ballyragget" należał do plutonu Gormana, nie był jednak oryginalnie jego czołgiem. Najprawdopodobniej Gorman przesiadł się do niego po tym, jak jego własny czołg został wytrącony z walki. Oddajmy głos Gormanowi:

18 lipca po południu prowadziliśmy natarcie w usianej żywopłotami okolicy na pn-wsch od Cagny. Przeciwnikami naszej Brygady były dwie, a może trzy niemieckie grupy pancerne, każda w składzie 4-5 Tygrysów, których załogi, umiejętnie wykorzystując walory terenu, mocno dawały nam się we znaki i przysparzały dotkliwych strat. Tygrysy pojawiały sie nagle, a gdy siłą całej kompanii próbowaliśmy je osaczyć znikały w ukryciu, by pojawić się w innym miejscu i zabawa zaczynała się od nowa. Pierwszy raz byłem w boju i odczuwałem z tego powodu swoiste podniecenie. Przejechałem przez strumień płynący z pn-wsch. w kierunku na Cagny, zostawiając z tyłu pozostałe czołgi z mojego plutonu, które miały pewne kłopoty z przeprawą. Nie zważając na to przez chwilę jechałem w pojedynkę, a że celów nie brakiowało zacząłem utwierdzać się w przekonaniu, że wojaczka nie jest wcale taka zła; mało powiedziane, zaczynałem dobrze się bawić. Nie trwało to jednak długo, bo spoglądając w lewo - o zgrozo! - nagle ujrzałem charakterystyczną sylwetkę Tygrysa Królewskiego, wyłaniającą się z żywopłotu niecałe 200 jardów ode mnie. Krzyknąłem do celowniczego: "Wieża obrót w lewo. Ognia!" Celowniczy oddał strzał, a ja z rosnącym przerażeniem mogłem tylko patrzeć jak pocisk z 75-ki rykoszetuje od pancerza Tygrysa. Kazałem oddać kolejny strzał, ale z wnętrza czołgu dobiegł mnie głos: "Coś się zacięło, sir!" Na kursie broni pancernej nie uczyli nas jak postępować w takich sytuacjach i nie miaałem pojęcia co robić. Zerkając w stronę Tygrysa widziałem jak jego długa lufa powoli obraca się w moim kierunku. Ktoś powiedział mi kiedyś, że w razie wątpliwości, najlepiej jechać do przodu, tak więc rozkazałem kierowcy dać pełny gaz i staranować Tygrysa. Sherman szarpnął do przodu i błyskawicznie nabrał prędkości. Po chwili z potężnym łoskotem rąbnęliśmy w Tygrysa mniej więcej w połowie jego kadłuba zanim zdążył wziąć nas na celownik. Tuż po zderzeniu obie załogi wyskoczyły z czołgów, a że dookoła gęsto padały granaty artyleryjskie wszyscy rzucili się szukać jakiegoś schronienia. Mój radiooperator dojrzał jakiś zachęcająco wyglądający rów i wskoczył do niego. Okazało się, ze siedzi w nim już załoga Tygrysa. Jednakże z uwagi na okoliczności jakoś wszyscy się pomieścili, starając się trzymać głowy jak najniżej. Ja tymczasem odczołgałem sie w stonę naszych pozycji, sprowadziłem mojego Shermana z 17-funtówką i zdołałem podpalić Tygrysa. Następnie zebrałem swoją załogę i załogę Tygrysa po czym wróciliśmy do naszych i dostaliśmy dla siebie inny czołg.

Czołgiem staranowanym przez "Ballyragget" był Tygrys Królewski, w którego wieży po lewej stronie, z okiem przyklejonym do okularu celownika siedział cytowany powyżej Hans-Joachim Thyssen:

Tygrys "112" [powinno być "122" - przyp. Stirlitz], w załodze którego byłem celowniczym, toczył pojedynek ogniowy z jednym Anglikiem, będąc jednocześnie celem dla kilku innych. Chyba to właśnie spowodowało, że mój dowódca (nowo przybyły do jednostki, bez doświadczenia bojowego) nieco spanikował i kazał kierowcy wrzucić wsteczny bieg. Cofając się przejechaliśmy przez jakiś żywopłot, jeden z tych, jakich wiele w tamtych okolicach. Najwidoczniej mój dowódca stracił głowę, bo przecież musiał widzieć, że za tym żywopłotem był jeszcze jeden czołg. W każdym razie dał się odczuć silny wstrząs i zderzyliśmy się z jakimś Angolem. Niemożliwe, żebyśmy zamierzali staranować nieprzyjaciela, tym bardziej, że wjechaliśmy w niego tyłem, a ja wciąż miałem uwagę skupioną na godzinie dwunastej, zajmując się Tommym, który nas ostrzeliwał. Ledwie najechaliśmy na tego Anglika, gdy najprawdopodobniej jakiś 7,5cm PaK strzelający do Angola zamiast w niego trafił w nas. Pocisk uderzył w lewą burtę gdzieś pomiędzy gąsienicą a kołami jezdnymi, przebił pancerz i jak nożem odciął krzesełko, na którym siedziałem. Wylądowałem na podłodze wieży. Równocześnie jakiś odłamek rozerwał łuskę jednego z nabojów i buchnęły płomienie. Nie było innego wyjścia - musieliśmy wysiadać. Pierwsi wyskoczyli radiooperator, ładowniczy i dowódca. Kierowca, Horst Becher (żyje do dziś i mieszka w Brunszwiku) zdołał jeszcze pochwycić pistolet i po wydostaniu się na zewnątrz zaczął strzelać do Anglików, których zobaczył wokół czołgu. To był niezapomniany widok, bo wciąż miał na głowie słuchawki, z których zwisały pourywane kable. Wyskoczywszy przez właz w dachu wieży wylądowałem na którymś z angielskich czołgistów, który najprawdopodobniej stracił orientację. Chyba myślał, że jestem z jego załogi. Przez moment patrzyliśmy na siebie w zdumienu. Potem naszły nas heroiczne myśli, bo obaj chwyciliśmy się za pas w miejscu gdzie powinna być kabura z pistoletem. Niestety brak śmiercionośnej broni sprawił, że o bohaterstwie równie szybko musieliśmy zapomnieć. Ponieważ mój czołg zaczynał się palić odczołgaliśmy się od niego, a że wokoło było gorąco ukryliśmy się w zagłębieniu za czołgiem Tommy'ego. Kuląc się po przeciwnych stronach naszego tymczasowego schronienia omiataliśmy się wzrokiem, gestami próbując wytłumaczyć jeden drugiemu, kto tu jest jeńcem. Jako że nie mogliśmy dojść do porozumienia, w końcu obaj wzruszyliśmy ramionami, uśmiechnęliśmy się do siebie i każdy z nas pognał w swoją stronę.

17.01.2006
00:49
[6]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Obydwie te relacje, choć spisane wiele lat po wojnie (Gormana bodajże na potrzeby wydanej w 1964 roku książki Alexandra McKee pt. "Caen, Anvil of Victory", a Thyssena stosunkowo niedawno w związku z publikacją książki "The Combat History of schwere Panzer-Abteilung 503") są zasadniczo zgodne, aczkolwiek różnią się pod pewnymi względami, które w licznych publikacjach książkowych i internetowych dyskusjach interpretowane są na różne sposoby w zależności od tego, czy dana osoba sympatyzuje z Niemcami, czy też Brytyjczykami. W owych debatach na temat tego, kto kogo taranował/zniszczył/wziął lub nie wziął do niewoli itp. itd. przewijają się niezmiennie te dwa cytaty, ewentualnie ich mniej lub bardziej ubarwione streszczenia. Szperając w archiwach brytyjskich lub choćby kontaktując się z historykami (choćby z muzeum w Bovington) zapewne można by znaleźc bardziej szczegółowy, a w każdym razie spisany na gorąco opis tego zdarzenia. W ostateczności można by też szarpnąć się na egzemplarz wspomnień Gormana (Sir John Gorman, The Times of My Life, Pen & Sword Books Limited, January 2003). Wszystkich chętnych zapraszam do podjęcia się tego zadania, ja jednak mając inne zajęcia ograniczę się tylko to podania relacji jeszcze jednego świadka i uczestnika opisywanej kolizji. Prawdę powiedziawszy nie jest to relacja w ścisłym tego słowa znaczeniu, mozna jednak sądzić, iż tekst ów w znacznej mierze opiera się na osobistych wspomnieniach Jamesa Barona, który był kierowcą Shermana "Ballyragget". Tekst ten, a konkretnie opublikowane 12 września 2002 roku na łamach "Daily Telegraph" wspomnienie pośmiertne o Baronie, zawiera przy tym informacje, które rzucają dodatkowe światło na niektóre z z aspektów tej historii.

18 lipca w godzinach popołudniowych, wyjeżdzając zza żywopłotu Gorman ujrzał w szczerym polu w odległości 300 jardów cztery czołgi - Tygrysa I, MkIV, Panterę i Tygrysa Królewskiego. Armata tego ostatniego wycelowana była w jeden z czołgów z plutonu Gormana znajdujący się bardziej z tyłu na lekko wznoszącym się terenie. 75-ka Shermana nie rokowała większych szans w pojedynku z Tygrysem Królewskim. "Kierowca! Taranujemy!" - krzyknął Gorman. Sherman ruszył do przodu rozjeżdżając gąsienicami cienki żywopłot i popędził w dół zbocza z prędkością 40 mil na godzinę. W odległości około 75 metrów od nieprzyjacielskiego czołgu celowniczy Scholes oddał w stronę Tygrysa strzał pociskiem odłamkowo-burzącym. Pocisk taki nie mógł zrobić Tygrysowi wielkiej krzywdy, ale Scholes liczył na to, że w ten sposób przynajmniej przysporzy Niemcom dodatkowego zmartwienia. Omijając długą lufę 88-ki, Sherman z impetem uderzył Tygrysa w prawą [sic!] gąsienicę na wysokości tylnych kół jezdnych. Obie załogi wyskoczyły z czołgów i rzuciły się w przeciwnych kierunkach z jednym wyjątkiem: przedni strzelec radiotelegrafista Agnew, mając zablokowany właz nad swoim stanowiskiem, zmuszony był opuścić czołg przez wieżę jako ostatni członek załogi. Zeskakując na ziemię ujrzał czterech ludzi biegnących w stronę pobliskiego rowu i postanowił do nich niezwłocznie dołączyć. Okazało się, że to załoga niemieckiego czołgu. Po wzajemnej wymianie wrogich spojrzeń, jako człowiek dobrze wychowany ładnie zasalutował, wyskoczył z rowu i skrył się w najbliższym łanie pszenicy, by po pewnym czasie dołączyć do swoich kolegów. W międzyczasie Gorman nakazał Baronowi i pozostałym pozostać na miejscu, a sam popędził zygzakiem przez okoliczny sad, gdzie napotkał Shermana Firefly. Wraz z załogą Firefly'a powrócił na miejsce zdarzenia, by dokończyć zniszczenia Tygrysa Królewskiego przy użyciu 17-funtówki. Tymczasem jego podkomendni znaleźli się pod ostrzałem artyleryjskim i dwóch z nich zostało rannych. Baron prowizorycznie opatrzył kolegów, nie opuszczając ich do czasu, gdy całą ich trójkę zabrał przejeżdzający obok czołg.

17.01.2006
00:50
[7]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Zanim przedstawię mój osobisty pogląd na rzeczywisty przebieg zdarzeń chciałbym wyjaśnić pewne sprawy, które nie wynikają jasno ze wspomnień weteranów, a także przestrzec przed zbyt dosłownym odczytywaniem tychże wspomnień.

1/ Po pierwsze nie należy pokładać zbytniej wiary w chronologię relacjonowanych wydarzeń. Naładowani adrenaliną i zmagajacy się z własnym strachem ludzie wielokrotnie doświadczają daleko posuniętej kompresji czasu. Niech świadczy o tym choćby to, że z cytowanych opisów wynikałoby, że do staranowania Tygrysa doszło w godzinach popołudniowych, podczas w istocie do incydentu tego doszło około godziny 21.00. W połowie lipca o godzinie dziewiątej wieczorem jest jeszcze jasno, ale już zaczyna się zmierzchać.

2/ Wspomniane przez Gormana zacięcie dotyczyło nie armaty, lecz mechanizmu obrotu wieży.

3/ Twierdzenie Thyssena, jakoby KT trafiony został przez niemiecki PaK należy uznać za mocno naciągane choćby z tego względu, że strzał taki musiał został oddany z kierunku, z którego nadjechał czołg Gormana i zapewne reszta jego plutonu, lub z rejonu, w którym znajdował się niezidentyfikowany czołg, z którym KT toczył pojedynek. Poza tym w Tygrysie celowniczy mógł obserwować to co się dzieje na zewnątrz jedynie przez celownik działa.

4/ Zderzenie z Shermanem nie mogło zdarzyć się tuż po wycofaniu się przez żywopłot. Świadczą o tym zdjęcia, które załączam poniżej. Od najbliższego żywopłotu do miejsca kolizji jest całkiem spory kawałek.

5/ Dziwnym trafem nigdzie nie pada nazwisko dowódcy KT.

5/ Anglikiem, na którego wpadł Thyssen wyskakując z wieży był niewątpliwie Agnew. Obaj opuszczali swoje czołgi jako ostatni (Agnew z uwagi na zablokowany właz na stanowisku strzelca-rtg; Thyssen z uwagi na to, że z uwagi na rozkład wnętrza wieży musiał się ewakuować po dowódcy i ładowniczym)

6/ Sherman Firefly sprowadzony przez Gormana w celu zniszczenia opuszczonego przez załogę Tygrysa nosił nazwę "Ballymena" i najprawdopodobniej był czołgiem z jego plutonu.

17.01.2006
00:51
[8]

-Stirlitz- [ Konsul ]

A teraz pora na materiał zdjęciowy
To zdjęcie już było.

17.01.2006
00:52
[9]

-Stirlitz- [ Konsul ]

KT en face

17.01.2006
00:53
[10]

-Stirlitz- [ Konsul ]

KT z drugiego profilu

17.01.2006
00:53
[11]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Butelka rumu dla tego, który pierwszy dojrzy jakiś ślad po penetracji pancerza.

17.01.2006
00:54
[12]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Widok z perspektywy konika polnego

17.01.2006
00:55
[13]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Ballyragget z profilu. Poza tym tu wreszcie widać, że okolica to nie tylko trawiastego przestwór oceanu ;)

17.01.2006
00:56
[14]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Jeszcze ciekawsze ujęcie. Na wrak samolotu na pierwszym planie (podobno FW190) nie muszę chyba zwracać niczyjej uwagi, natomiast radzę kolegom zakodować w wyobraźni przestrzennej słup energetyczny widoczny w lewym górnym rogu.

17.01.2006
00:57
[15]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Nie ma to jak zdjęcie lotnicze.
2) Tygys i Sherman
3) Wrak samolotu
4) Słup energetyczny
Dwie ciemnie kreski biegnące pod kątem prostym po lewej i u góry oraz taka sama kreska po prawej to najbliższe żywopłoty
Jasna krecha biegnąca po skosie (zgodnie z heraldyczną zasadą "z lewa w skos") to droga, a ta cieńsza dochodząca do niej w prawym górnym rogu to jakaś polna dróżka.

17.01.2006
00:58
[16]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Coś dla miłośników kartografii

17.01.2006
00:59
[17]

-Stirlitz- [ Konsul ]

(43) oznacza krzesełko celowniczego

17.01.2006
01:00
[18]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Wizja artystyczna

17.01.2006
01:01
[19]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Sir John Gorman CVO, CBE, MC, DL
O ile mi wiadomo żyje i ma się dobrze. 1 lutego bedzie obchodzić 83. urodziny.
John Baron zmarł w 2002 roku w wieku 87 lat.

17.01.2006
01:02
[20]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Wreszcie pora na podsumowanie. Moja prywatna teoria jest taka:
Gorman prawdopodobnie ujrzał Tygrysa "122" rzeczywiście w chwili gdy niemiecki czołg, przejechawszy na wstecznym biegu żywopłot po prawej, wycofywał się wzdłuż lub równolegle do szosy. "Ballyragget" niechybnie wyjechał zza żywopłotu widocznego na zdjęciu lotniczym po lewej. Dalsza sekwencja zdarzeń mogła wyglądać następująco:
- Sherman strzela, nawet trafia ale efekt z tego żaden.
- Niemiecka załoga zaabsorbowana strzelaniem do innego czołgu nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, ze pojawił się kolejny przeciwnik i dalej jedzie na wstecznym. Niewykluczone, że zaobserwowany przez Gormana obrót wieży KT nie miał nic wspólnego z pojawieniem się "Ballyragetta", a może nawet cały czas lufa KT skierowana była tak jak na zdjęciach i tylko Gormanowi wydawało się, że obraca się w jego stronę.
- Postawiony w sytuacji nie do pozazdroszczenia (zacięcie wieży, a niewykluczone, że również ze wzgledu na obecność innych czołgów npla) Gorman postanawia zaryzykować i daje komendę "z górki na pazurki".
- Sherman rusza na pełnym gazie w stronę KT (zapewne jakoś wtedy, z grubsza w połowie dystansu, celowniczy Scholes strzela odłamkowym, prawdopodobnie na własna rękę bez konsultowania się z dowódcą) i po krótkiej chwili uderza w toczącego się powoli Tigera.
- Zakładając, że Thyssen mówi prawdę, az prosi się zaryzykować twierdzenie, że mniej więcej w tym samym momencie KT obrywa w lewy bok od jakiegoś innego czołgu angielskiego, albo... Kto wie? Być może niemieccy pancerniacy biorą zderzenie za efekt trafienia pociskiem ppanc.
Tak czy owak obie załogi wyskakują - Thyssen i Agnew z wiadomych względów jako ostatni i wtedy też dochodzi do ich krótkiego spotkania oko w oko. Tymczasem Gorman na przemian czołgając się i biegnąc zakosami zmierza w stronę z której nadjechał w poszukiwaniu posiłków i z ulgą widzi nadjeżdżającą Ballymenę...
Co było dalej? Przypuszczam, że prznajmniej część załogi Tygrysa z Thyssenem na czele uniknęła niewoli, a jeńcy wzięci przez powracającego Gormana to prawdopodbonie jacyś piechociarze lub ktoś w tym rodzaju. W międzyczasie robi się coraz ciemniej i wieczorny show dobiega końca.

Tak czy owak, fakt pozostaje faktem: Tygrys "122" tego dnia zakończył służbę w armii niemieckiej, a por. Gorman i st. szer. Baron czymś jednak się zasłużyli, bo jakby na to nie patrzyć MC i MM dostali w trybie "immediate award" (tzn. w trybie przyspieszonym bez całej tej procedury papierkowej). Zresztą niech każdy z Was wyciągnie z powyższego własne wnioski.

17.01.2006
01:11
[21]

-Stirlitz- [ Konsul ]

ERRATA
W opisie do przekroju KT wkradł się błąd. Nie mam pojęcia skąd wzięło się to (43). Krzesełko oznaczone jest oczywiście nr 25. Na obrazku obok widać je jeszcze lepiej.

17.01.2006
01:19
smile
[22]

el f [ RONIN-SARMATA ]

Ciekawe, szkoda że w CMach nie ma taranowania :-)


Przy okazji - gramy ?

17.01.2006
01:20
[23]

Wozu [ Panzerjäger Raider ]

-Stirlitz- -> Czemu tego nie opublikujesz w jakiejś gazecie? Choćby w MXXw... Temat ciekawy i nie raz poruszany, bo zdjęcie (właśnie to pierwsze), często gości w Internecie.

17.01.2006
01:54
[24]

M_G_K [ Konsul ]

Czytam sobie właśnie o wojnie zimowej w finlandii i podobno dobrym sposobem wyeliminowania czolgow radzieckich (nawet największych) byl prosty taran - czyli uderzenie pniem drzewa w koła. Zawieszony bal byl uwalniany w momencie przejazdu czołgu i wgniatal mu kola ;-))
Tu prawdopodobnie zaszla podobna sytuacja z tym że balem byl sherman :-)

17.01.2006
02:17
smile
[25]

jiser [ generał-major Zajcef ]

Stirlitz ~~>
RE-WE-LA-CYJ-NY wątek :]

17.01.2006
12:12
smile
[26]

major major major [ Generał ]

Majorze! Powinieneś pracować w reklamie.
Przyznacie Panowie, ze reklamujac Stirlitza, otrzymalismy mocny kawalek.
Stirlitz >>> jestem pod wrazeniem!

17.01.2006
13:35
smile
[27]

gro_oby [ Generał ]

stirlitz! swietne! po prostu kawalk dobrej roboty:D

17.01.2006
13:51
smile
[28]

Wally [ Pretorianin ]

Miodzio!

17.01.2006
15:11
smile
[29]

faloxx [ Konsul ]

Muszę przyznać że sam bym lepiej nie potrafił :)

i proszę o jeszcze :D

18.01.2006
09:56
smile
[30]

nu_clown [ Pretorianin ]

Stirlitz----->bardzo fajny tekst. Jakbym mógł tylko jedno ale wtrącić - po nalocie na pozycje batalionu tygrysów ich przyrządy celownicze zostały "rozkalibrowane" na skutek bliskich wybuchów bomb a nie "skalibrowane" - bo to dotyczy ich regulacji i sprawdzenia. I nie żebym się wymądrzał - powtarzam za McKee i jego "Caen - droga do zwycięstwa".

18.01.2006
10:48
smile
[31]

Wlody [ Chorąży ]

Moje gratulacje Stirlitz....świetna robota:)))

18.01.2006
12:23
smile
[32]

major major major [ Generał ]

Idac za niewatpliwym sukcesem kolegi Stirlitza pozwalam sobie zamiescic relacje z innego zdarzenia, która wygrzebalem z pewnego niemieckiego forum:

Z góry: Wybaczcie ew. nieudolnosc tlumaczenia.



6. Marca 1945 r. okolo 14-tej, jednostki 3 Armii amerykanskiej przemieszczaja sie przez centrum Kolonii w kierunku Renu. Wsród zolnierzy jest korespondent wojenny Jim Bates, filmujacy sceny walki podczas zajmowania Köln.

Prowadzaca do Katedry ulica Komedii (Kömedienstraße), posuwaja sie czolgi i piechota amerykanska. Nagle jeden z Shermanów zostaje trafiony pociskiem ppanc. Czesc zalogi, czesciowo ciezko ranna, opuszcza rozbity czolg. Dowódca stracil noge i umrze za kilka godzin...

Na placu przed kolonska katedra stoi dobrze ukryta Pantera. Wóz, który dopiero co zniszczyl Shermana, nalezy do 9.Pz.Div, II./Pz.Rgt.33. Jest jednym z niewielu (czy moze nawet jedynym), jakie pozostaly w Kolonii, po tym gdy glówna masa niemieckiego wojska wycofala sie po stojacym tuz za katedra moscie. Wkrótce most wysadzono.

W dzielnicy bankowej miasta, na równoleglej do Kömedienstraße ulicy, o rzadkiej nazwie: „Unter Sachsenhausen und An den Dominikanern”, operuje T26 E3 Pershing. Czolg ten, dowodzony przez Sierz. Roberta Early´ego nalezy do E Company/32nd Arm.Rgt. 3.Arm Div. Wspólnie ze wspierajaca go piechota, Early niszczy stanowiska snajperów, ukrytych w gmachu urzedu pocztowego, kiedy otrzymuje polecenie wykrycia i wyeliminowania czolgu niemieckiego.
Early, w towarzystwie Jima Batesa, przeczesuja okoliczne ulice i w koncu odkrywaja Pantere, która przyczajona, stoi przed naroznym budynkiem na placu katedralnym. Early postanawia zaatakowac niemiecki czolg z Marzellenstraße, która dobiega prostopadle do placu. Nakazuje Batesowi filmowac cala akcje z naroznego budynku; sam wraca do swojego czolgu.

Jim Bates obserwuje zdarzenia, po chwili zaczyna filmowac. Widzi obracajaca sie wieze Pantery; najpewniej Niemcy wczesniej dostrzegli czolg amerykanski.
Celowniczy Clarence Smoyer obraca wieze Pershinga (oba czolgi sa w pozycji: bokiem do siebie) i widzi wylot lufy Pz.V. Nie czekajac az Pershing zwolni, strzela. Pocisk trafia Pantere z odleglosci ok.150 m prosto w wieze.
Nie zdolna do dalszej walki zaloga niemiecka stara sie opuscic unieruchomiony czolg, gdy trafiaja wen nastepne pociski.
Pierwszy uderza w bok kadluba na wysokosci stanowiska radiooperatora, drugi w kadlub pod wieza. Pantera zostaje wstrzasnieta eksplozja i pali sie. Walka jest skonczona.

Bates, Smoyer i Early sadza, ze wszyscy Niemcy zgineli. Zdaniem Batesa, dowódca Pantery stracil obie nogi juz po pierwszym strzale, a reszta zalogi zostala zabita podczas ewakuowania sie z plonacego czolgu.
Jednak material filmowy, nakrecony przez Batesa, pozwala rozpoznac co najmniej 3 osoby, którym udalo sie opuscic pojazd.
Dramatyczne ujecia filmowe Batesa pokazuja momenty trafien, plomienie ogarniajace Pantere, pózniej komendanta, który wyskakuje z luku, potem celowniczego (wzglednie ladowniczego) próbujacego daremnie wydostac sie z wlazu...
Sa podstawy przypuszczac, ze trójka niemieckich czolgistów byla opatrywana w niemieckim wysunietym punkcie opatrunkowym.
Porucznik Barthell Bortr ? (dowódca?) z trzema ranami nogi. Obergefreiter Otto Koenich (nieznana funkcja) ma poparzenia twarzy. Trzeci czlonek zalogi (nazwisko i stanowisko nieznane) zmarl z ran. Bortr i Koenich mieli twierdzic, ze czekali ze strzalem az Pershing sie zatrzyma. Amerykanie, majac stabilizowana armate, strzelili podczas jazdy, zaskakujac tym kompletnie Niemców.
Trzy tygodnie pózniej czolg Early´ego w podobnych okolicznosciach niszczy inna samotna Pantere w Paderborn.

Wieczorem, jesli zdarze, zamieszcze zdjecia (kadry z filmu) i mapki.

18.01.2006
17:20
[33]

Amizaurus [ Pretorianin ]

Fantastyczny wątek i opis Stirlitza ! Dzięki !! To jest w ogóle ciekawe zagadnienie jak niezgodne potrafią być wersje różnych świadków, nawet wzajemnie sprzeczne, a trudno też oskarżać kogoś o świadome kłamstwo nie mając pewności jak było naprawde. Tylko kilka niezależnych wzajemnie zgodnych relacji lub materialne dowody (zdjęcia, wraki) dają pewność że znamy prawdę. Ludzie czasem kłamią, a czasem wierzą w to co mówią, często wspomnienia zmieniają się z biegiem lat a czasem są zaburzone już bezpośrednio po zajściu... Ciekawa sprawa. Zbierając relacje 20 czy 50 osób wypadku samochodowego, trafią się wśród nich i takie gdzie nie będzie się zgadzał nie tylko (znany obiektywnie) przebieg ale nawet marka czy kolor pojazdów ;-).
Ja interesowałem się raczej lotnictwem i robiłem podobne "śledztwa" pare lat temu próbując zrozumieć jaki był prawdziwy przebieg nielicznych walk powietrznych nad Serbią, zbierałem daty i godziny zestrzeleń, relacje pilotów obu stron, zdjęcia wraków. Tam wmieszany był dodatkowo element propagandy, szczególnie w opisach Serbów (wywiad udzielony dla jakiejś lokalnej gazety) ale w najbardziej interesujących szczegółach relacje były często zgodne i pozwalały odtworzyć przebieg wypadków i co równie ciekawe to jak widziały, rozumiały i przeżywały je osoby siedzące w kokpitach po obu stronach... :-)

18.01.2006
17:22
[34]

Amizaurus [ Pretorianin ]

Chodzi oczywiście o walki powietrzne serbskich Migów-29 z samolotami NATO w 1999 roku, nie o drugą wojnę :-)

18.01.2006
22:04
[35]

major major major [ Generał ]

I dla uzupelnienia relacji: Pershing na ulicach Kolonii:

18.01.2006
22:06
[36]

major major major [ Generał ]

Ten sam czolg w zblizeniu en face

18.01.2006
22:06
[37]

major major major [ Generał ]

Korespondent wojenny Jim Bates:

18.01.2006
22:08
[38]

major major major [ Generał ]

Tak widziala Pantere zaloga Pershinga:

18.01.2006
22:10
[39]

major major major [ Generał ]

Zdjecie lotnicze miejsca akcji:
Punkt pomaranczowy - zniszczony Sherman przy Kömedienstrasse
Punkt czerwony - Pantera na placu przed katedra
Punkt zolty - Pershing

18.01.2006
22:12
[40]

major major major [ Generał ]

Zaloga Pantery ewakuuje sie. Czlowiek we wlazie ginie:

18.01.2006
22:13
[41]

major major major [ Generał ]

Ewakuacja. To zdjecie powinno byc nieco wczesniej.

18.01.2006
22:14
[42]

major major major [ Generał ]

Ucieczka:

18.01.2006
22:14
[43]

major major major [ Generał ]

Pantera w ogniu:

18.01.2006
22:15
[44]

major major major [ Generał ]

Wrak Pantery pod Kölner Dom: widoczny otwor po penetracji:

18.01.2006
22:16
[45]

major major major [ Generał ]

Inne ujecie:

18.01.2006
22:16
[46]

major major major [ Generał ]

I jeszcze jedno zdjecie wraku:

18.01.2006
22:17
[47]

major major major [ Generał ]

I na koniec ujecie, wykonane z wiezy katedralnej:

18.01.2006
22:22
[48]

major major major [ Generał ]

Ha! Zdjecie wypadlo:(

Zdjecie lotnicze miejsca akcji:
Punkt pomaranczowy - zniszczony Sherman przy Kömedienstrasse
Punkt czerwony - Pantera na placu przed katedra
Punkt zolty - Pershing

18.01.2006
22:24
[49]

Amizaurus [ Pretorianin ]

Czy sam film można znaleść w internecie ? Nie tylko zdjęcia z filmu ? Dla amatorów CM i walki pancernej IIWW rzecz okropnie ciekawa !

18.01.2006
22:28
[50]

-Stirlitz- [ Konsul ]

major x3 --> Well done! Dis jeszcze lub jutro dorzucę jeszcze a propos Pantery przed katedrą
Amizaurus --> mam nadzieję, że poniższy link jeszcze działa
https://rapidshare.de/files/1555514/tank2.avi.html

18.01.2006
22:35
smile
[51]

Amizaurus [ Pretorianin ]

https://www.wwiireenacting.co.uk/videos/panther.avi

rany jak wyraznie widac przestrzeliny jak sie czolg pali... ale to jest juz po dwóch lub trzech trafieniach, ewakuacja załogi, czy znajdę cały film albo w każdym razie od początku akcji z Panterą ?

18.01.2006
22:50
smile
[52]

Roko [ Generał ]

major --> mocna rzecz. Z przednich luków płomienie walą az strach

A teraz ciekawostka : zdjęcie z 22:14 : Pantera płonie, lufa na godzinie 14:30
drugie zdjęcie z 22:16 : Pantera juz wypaliła się, lufa na godzinie 14:30, turyści robią sobie fotki :)
pierwsze zdjęcie z 22:16 : Lufa zmieniła połozenie na godz 12:30, za tyłkiem Pantery widać główne wejście do katedry
zdjęcie z 22:15 : lufa na godz. 12:30, Pantera stoi bokiem do głównego wejścia

19.01.2006
10:19
smile
[53]

Shuter [ Centurion ]

To zdjęcie z katedry wygląda jak RTS :D

19.01.2006
11:24
[54]

Wozu [ Panzerjäger Raider ]

Zupełnym przypadkiem :D, natrafiłem na tę fotografię. To jest jakby rozwinięcie zdjęcia majora z postu 18.01.2006 z 22:16. Zrobiono je już jakiś czas później. Jeśli wierzyć opisowi, wykonano je czwartego kwietnia 1945r. Na zdjęciu widać żołnierza z 82 dpd czytającego, jak widać, mocno już sfatygowane ostrzeżenie, które głosi:
SIGHT SEERS
KEEP OUT!

Beyond this point you
draw fire on our
FIGHTING MEN
HE RISKS HIS LIFE
24 HOURS A DAY
DO YOU??
Z innych źródeł wiadomo mi, że ów żołnierz to Cpl. Luther E. Boger (z Concord, Północna Karolina). Ulica dalej prowadziła nad rzekę Ren, którą obserwowali Niemcy z umocnionego miejsca. Znak był ostrzeżeniem dla oficerów :) - sightseer z angielskiego to turysta.

19.01.2006
12:09
[55]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Roko --> Jeśli chodzi o wędrującą lufę, wyjaśnienie jest proste. Wieżę przekręcono na godzinę 12, bo lufa utrudniała ruch pojazdów. Zapewne z podobnego powodu Panterę przepchnięto później w inne miejsce na placu przed katedrą.

19.01.2006
12:10
[56]

-Stirlitz- [ Konsul ]

I jeszcze jedno zdjęcie

19.01.2006
12:11
[57]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Polecam wszystkim podany przeze mnie powyżej link do pliku avi na rapidshare, bo jest to chyba najlepszy dostępny w Internecie filmik dotyczący tego zdarzenia (fragment filmu dokumentalnego dla History Channel z komentarzem Smoyera)

Gorąco polecam też odwiedziny na stronie internetowej poświęconej amerykańskiej 3 DPanc
https://www.3ad.com/
WW2 --> Special Feature Section
dla leniwych bezpośredni link
https://www.3ad.com/history/wwll/feature.pages/bates.index.htm
gdzie znajdziecie wybrane klatki z filmu wraz z objaśnieniami. Możecie je sobie ściągnąć a potem zrobić slideshow w IrfanView czy innym programie ;)

19.01.2006
12:13
[58]

-Stirlitz- [ Konsul ]

Do wszystkich --> No cóż? Wypada mi tylko powiedzieć, że cieszę się, iż tekst o taranowaniu Wam się spodobał.

Wozu --> Czemu tego nie opublikujesz w jakiejś gazecie? Choćby w MXXw... Temat ciekawy i nie raz poruszany, bo zdjęcie (właśnie to pierwsze), często gości w Internecie.
A masz jakieś dojścia do redakcji? ;) A już tak na poważnie. Mam inny fajny temat związany z Normandią. W sumie dość znany epizod tyle, że bardziej w Kanadzie niż u nas. Potrzebuję jednak trochę czasu żeby to opracować.

nu_clown --> Jakbym mógł tylko jedno ale wtrącić - po nalocie na pozycje batalionu tygrysów ich przyrządy celownicze zostały "rozkalibrowane" na skutek bliskich wybuchów bomb a nie "skalibrowane" - bo to dotyczy ich regulacji i sprawdzenia. I nie żebym się wymądrzał - powtarzam za McKee i jego "Caen - droga do zwycięstwa".
Dzięki za konstruktywną krytykę. Chodziło mi jednak o to, że w żadnym z Tygrysów, które wyszły z bombardowania bez większego szwanku, przyrządy celownicze rozkalibrowane w wyniku bombardowania nie zostały na powrót skalibrowane, bo nie było na to czasu. Być może faktycznie z mojego tekstu niezbyt jasno to wynika. Zresztą gdy głębiej się w niego wczytać, łatwo zauważyć pewne niedociągnięcia, ale trudno - spieszyłem się trochę.

19.01.2006
12:21
smile
[59]

Roko [ Generał ]

Stirlitz --> tez się tak domyśliłem :)
I jeszcze dodam że jacyś huligani urwali panterze hamulec wylotowy ( juz po przekręceniu wiezy, ale przed przesunięciem pantery przed katedrę )

19.01.2006
12:27
[60]

Wozu [ Panzerjäger Raider ]

-Stirlitz- -> Dojść nie mam, ale znam osoby, które tam publikują lub coś kiedyś opublikowały. Raczej filozofii tu większej nie ma jak mail do redakcji z pytaniem czy nie potrzebują materiałów. Z tego co wiem, to są otwarci na współpracę. Zapewne ograniczeniem może być tylko kwestia finansowa ;).

19.01.2006
12:56
[61]

-Stirlitz- [ Konsul ]

major x3 --> Amerykanie, majac stabilizowana armate, strzelili podczas jazdy, zaskakujac tym kompletnie Niemców.
Drobna poprawka. Wydaje się, że o ile druga część powyższego zdania jest w 100% słuszna, o tyle wzmianka o stabilizatorze (bardzo często przytaczana) jest nadinterpretacją. R.P. Hunnicutt w swojej słynnej monografii Pershinga podaje, że wczesne wersje, w tym T26E3 (a własnie w takim czołgu wojowała załoga sierżanta - nomen omen - Early'ego ;) nie były wyposażone w stabilizator. W tym konkretnym przypadku nalezy pamiętać, że walka toczyła się na ulicach miasta posiadających w miarę równą nawierzchnię, strzał został oddany na niewielkiej prędkości (a zatem zmiany położenia lufy nie mogły być zbyt duże) i w dodatku z bliskiej odległości, a więc tak naprawdę spokojnie można było się obejść bez stabilizatora.

Wozu --> Zapewne ograniczeniem może być tylko kwestia finansowa ;)
Kurde! A już myślałem, że zbiję niezłą kasiorę ;)

19.01.2006
16:55
smile
[62]

major major major [ Generał ]

Stirlitz >>> Zgadza sie w zupelnosci. Autor tego opracowania tez mial watpliwosci dotyczace stabilizatora. Tak wiec to raczej niewielka odleglosc (150 m) pozwolila oddac celny strzal podczas jazdy. Ciekawe, ze zaloga Pantery nie próbowala obrócic jej "dziobem do fal".

Roko >>> Sokole Oko :)))

19.01.2006
19:58
[63]

major major major [ Generał ]

W nawiazaniu do Pz.V -> Pantera zniszczona w Poznaniu. Zwraca uwage przestrzelina. To chyba SU-100, bo co innego?

20.01.2006
22:12
[64]

Amizaurus [ Pretorianin ]

to pierwsze zjęcie przestrzelonego czołowego pancerza kadłuba Pantery jakie widzę :-) Wiem że na froncie zachodnim 90mm armata Pershinga miała amunicję która na to pozwalała ale zdjęć nie widziałem, a na froncie wschodnim mogła to zrobić chyba tylko Su-100 i no i czasem 122ki z tym że w przypadku 122ki płyta raczej pękała od uderzenia niż była przestrzeliwana...
152 też by pewnie zadziałała :-) Inne działa np. 85ka to chyba tylko cudem w przypadku trafienia w "weak point" czyli złączenie płyt, jarzmo MG itp. czy jakiś wyjątkowy defekt...

21.01.2006
11:15
smile
[65]

nu_clown [ Pretorianin ]

Stirlitz---->aha czyli teraz wszystko jasne :-) mam nadzieję że sie nie obraziłeś za takie wtrącanie sie ;-) A co do artykułu to ja właśnie coś skrobię dla MXXw. ale mam problem ze zdjęciami - a ściślej rzecz biorąc ze zgodą na ich wykorzystanie...a Twoje tematy można byłoby fajnie rozwinąć,szczególnie że MXXw. mają dział poswięcony broni pancernej.Zachęcam!

21.01.2006
11:36
[66]

Wozu [ Panzerjäger Raider ]

O proszę, siedzi jeden konspirant i się nawet nie udzieli w tej materii ;o)). [aż do teraz :P]

21.01.2006
11:40
smile
[67]

nu_clown [ Pretorianin ]

Wozu--->hehe nie chcę zapeszyć dlatego sie nie ujawniam ;-)

24.01.2006
22:43
smile
[68]

major major major [ Generał ]

Poniewaz watek jest specjalny, zdjecie tez takie jest; specjalnie dla Wozu.---->

25.01.2006
08:59
[69]

nu_clown [ Pretorianin ]

panzer IV z ekranami pancernymi typu "siatka" :)

25.01.2006
12:12
smile
[70]

Wozu [ Panzerjäger Raider ]

Ale to chyba nie była zagadka?

25.01.2006
12:18
[71]

major major major [ Generał ]

Wozu >>> jasne ze nie; pomyslalem: zdjecie jest ciekawe - zrobie Ci przyjemnosc :)
bo... nie ma chyba zbyt wielu zdjec Pz.IV J z fartuchami Thomy?

25.01.2006
12:26
[72]

Wozu [ Panzerjäger Raider ]

Zależy co i gdzie się szuka :).

25.01.2006
12:29
smile
[73]

major major major [ Generał ]

no to mamy raptem dwa; z tym, ze na "moim" zdjeciu wyrazniej widac.:))

25.01.2006
14:07
smile
[74]

Roko [ Generał ]

Fajne zdjęcia ! tym bardziej ze na obu jest ten sam czołg

25.01.2006
18:33
[75]

Wozu [ Panzerjäger Raider ]

major -> Roko zauważył, a Ty nie :). Poza tym widać że za stelaż robią rurki, a te stosowano tylko przy Thoma Schuerzen.

25.01.2006
22:36
[76]

major major major [ Generał ]

Wozu >>> bo Roko to... Sokole Oko, a la Maroko :))) Jak juz pisalem.
Na zdjeciach widac tez kólka nosne bez bandarzy gumowych. Niemniej, zdjec Pz.IV J jest stosunkowo malo. Myslalem, ze zrobie Ci, jako znawcy tematu, przyjemnosc... A ty mnie zbywasz. OK. Niech tak pozostanie.
I takie zdjecie Pantery --->

25.01.2006
22:55
smile
[77]

Roko [ Generał ]

major --> dzięki za dobre słowo ;))
Tak ładnego zblizenia na ekrany siatkowe dawno nie widziałem
Na twoim zdjęciu kołka miały gumowe bandaze ale zniszczył je ogień.
Między kółkami widać kupki jakby białego proszku - to jest spalona guma.
Widać ogien był naprawdę wielki bo ocalało tylko pierwsze przednie kółko

28.01.2006
22:59
[78]

major major major [ Generał ]

i specjalnie dla Was ----->

© 2000-2021 GRY-OnLine S.A.