
Już nie musisz się Bać [ Chor��y ]
Goethe umiał pisać z jajem.
Tak, to ten pan od "Faust":
Czyj galop tak tętni w wichrze i ćmie?
To ojciec z swym synem na koniu w cwał rwie,
to ojciec swe dziecię w czas wiezie spóźniony
i grzeje, ogarnia mocnymi ramiony.
-Mój synu, wciąż z lękiem twarzyczkę zasłaniasz
-Nie widzisz, mój ojcze, jak Elf nas dogania?
Król Elfów w koronie... i wlecze swój płaszcz...
-Mój synku, mgły wstają i wloką się, patrz!
"Pójdź do mnie, chodź do mnie człopczyno bez obaw!
Znam ślicznych gier mnóstwo, chodź pobaw się, pobaw!
I pełno mam kwiatów na brzegach mych wód,
a matka ma chowa złocistych szat w bród..."
-Mój ojcze, mój ojcze, czyś tego nie słuchał,
co Elf mi obiecał, naszeptał do ucha?
-Uspokój się synku, uspokój się mały,
to wiatr tak w olszynach liść rusza, liść stlały.
"Choć piękny mój chłopcze, w te olchy... choć ze mną!
Me córki troskliwie hołubić cię będą.
Me córy tam tańczą, nim zejdzie świt -
wśpiewają, whuśtają i ciebie w swój rytm..."
-Mój ojcze, nie widzisz, tam w cieniu, przy drzewie
Król Elfów mnie wabi do swoich królewien
-Mój synku... mój synku sokoli mam wzrok:
To stare trzy wierzby szarzeją przez mrok.
"Ja kocham się w tobie, twój wdzięk mnie zniewolił,
a będziesz oporny, to porwę wbrew woli ! "
-Tatusiu, tatusiu, ach jaki ból!
Już ciągnie mnie, ciągnie okrutny Król!...
Strach ojca porywa. Ostrogą spiął konia,
Wiatr ściga - a dziecko majaczy w ramionach.
I dopadł wrót domu, nim zeszedł świt.
Na rękach syn jego już nie żył, już stygł..

Coy2K [ Veteran ]
nie posiadam sie z radości, że byłeś tak uprzejmy dzieląc sie z nami tym jakże fascynującym faktem... a teraz umyj ząbki, zmów paciorek i zmykaj do łóżeczka

Już nie musisz się Bać [ Chor��y ]
Pójdź do mnie, chodź do mnie człopczyno bez obaw!
gladius [ Óglaigh na hÉireann ]
To nie Goethe. Goethe pisał po niemiecku.
cotton_eye_joe [ maniaq ]
no i co od tego wiersza chcesz?
cotton_eye_joe [ maniaq ]
gladius, mickiewicz to tlumaczyl jak sadze

Już nie musisz się Bać [ Chor��y ]
on coś nie ten teges
Deepdelver [ aegnor ]
Goethe teraz pewnie puchnie z dumy.
barejn [ Konsul ]
król olch. przerabiałem to. nawet moze byc
Coy2K [ Veteran ]
każdy to w podstawowce przerabial... to jest o ile sie do podstawowki chodzilo...
barejn [ Konsul ]
nie no to w liceum jest przeciez juz
Coy2K [ Veteran ]
ja to w podstawowce mialem...dla Was to bedzie juz pewnie gimnazjum
barejn [ Konsul ]
ja to miałem 2 tygodnie temu w liceum :]

Już nie musisz się Bać [ Chor��y ]
nie chodziłem do podstawówki, bo Anię dopadła grypa

cronotrigger [ Rape Me ]
ani w podstawówce, ani w gimnazjum, ani jak na razie w liceum tego nie omawiałem :D
KinSlayer [ Demon Hunter T ]
cronotrigger <- to moze na niemieckim w oryginale :)

gofer [ ]
w podstawówce to ja obrazy Muncha i Dali'ego przerabiałem ;)
gladius [ Óglaigh na hÉireann ]
gofer - po co? one są dobre i bez przerabiania.

p_e_p_s_i [ Legend ]
Cronotrigger ---> poczekaj na 2. klasę. :)
scourveson [ Pretorianin ]
Ja jednak wolę XIX-wieczną Rosję...
Np. Puszkina...
Np. "Biesy"...
PĘDZĄ CHMURY, WALĄ CHMURY,
NIEWIDOMIE KSIĘŻYC MŻY,
NA ŚNIEG LOTNY PRÓSZĄC Z GÓRY;
MĘTNE NIEBO, MĘTNE MGŁY.
JADĘ, JADĘ W DAL BEZBRZEŻNĄ,
DZYŃ – DZYŃ - DZYŃ DZWONECZKA DŹWIĘK,
STRASZNIE, STRASZNIE W TĄ NOC ŚNIEŻNĄ!
ROŚNIE PUSTKA, ROŚNIE LĘK.
„JAZDA STARY!” „DOBRODZIEJU,
KONIE LEDWIE ZIPIĄ JUŻ,
ZAMIEĆ MI POWIEKI SKLEJA,
DROGI ZMIOTŁO, ANI RUSZ”.
WOKÓŁ MROK, CHOĆ WYKOL OCZY;
CO TU ROBIĆ? BĘDZIE ŹLE!
BIES NAS, WIDAĆ, W POLU TOCZY
I KOŁUJE NAMI W MGLE.
WIDZISZ? WIDZISZ? W PUSTCE BIAŁEJ
WYJE, WIJE SIĘ I PLWA,
TERAZ KONIE OSZALAŁE
PROSTO W OTCHŁAŃ JARU PCHA.
TUTAJ SŁUPEM NIEBYWAŁYM
ŚMIGNĄŁ MI NA JEDEN MIG,
TAM ŚWIETLIKIEM BŁYSNĄŁ MAŁYM
I WE ĆMIE PRZEPASTNEJ ZNIKŁ”.
PĘDZĄ CHMURY, WALĄ CHMURY,
NIEWIDOMIE KSIĘŻYC MŻY,
NA ŚNIEG LOTNY PRÓSZĄC Z GÓRY;
MĘTNE NIEBO, MĘTNE MGŁY.
ZNÓW OD ROWU DO PAROWU,
SIŁ JUŻ BRAKNIE, DZWONEK ZMILKŁ,
KONIE STOJĄ ... „CÓŻ TAM ZNOWU?”
„KTO ICH WIE: CZY PIEŃ CZY WILK?”
ZAMIEĆ WYJE, ZAMIEĆ PŁACZE,
CZUJNE KONIE CHRAPIĄ, RŻĄ,
TERAZ JUŻ DALEKO SKACZE,
TYLKO ŚLEPIA BŁYSKIEM DRŻĄ.
KONIE ZNOWU SIĘ ZERWAŁY,
DZYŃ - DZYŃ - DZYŃ ŚRÓD ŚNIEŻNYCH WYDM;
WIDZĘ - NA RÓWNINIE BIAŁEJ
ZEBRAŁ SIĘ KOROWÓD WIDM.
NIEZLICZONE, UPRZYKRZONE,
W BLASKU MDŁYM MIESIĘCZNYCH MŻEŃ
BIESY KRĘCĄ SIĘ, SZALONE,
JAKO LIŚCIE W SŁOTNY DZIEŃ.
SKĄD ICH TYLE? DOKĄD PĘDZĄ,
ZAWODZĄCE STRASZNĄ PIEŚŃ?
CZY TO CZART SIĘ ŻENI Z JĘDZĄ?
CZY UBOŻE ZMARŁO GDZIEŚ?
PĘDZĄ CHMURY, WALĄ CHMURY,
NIEWIDOMIE KSIĘŻYC MŻY,
NA ŚNIEG LOTNY PRÓSZĄC Z GÓRY;
MĘTNE NIEBO, MĘTNE MGŁY.
PĘDZĄ BIESY RÓJ ZA ROJEM
W NIEPRZEJRZANY ŚNIEŻNY DYM,
ROZDZIERAJĄC SERCE MOJE ROZPACZLIWYM JĘKIEM SWYM.