GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

..:: Forumowa gra w 3 słowa - część XI ::..

16.08.2005
15:09
smile
[1]

Łyczek [ LeBron James ]

..:: Forumowa gra w 3 słowa - część XI ::..

Celem gry jest ułożenie jak najdłuższego wierszyka (może zostaniemy dodani do księgi rekordów Guinessa? :P). Aby Było Śmieszniej (ukłon w stronę CDA :P), wierszyk układamy razem. Każdy użytkownik forum dopisuje do już istniejącego myślotoku 3 wyrazy które będą:
a) sensownie brzmieć z poprzednimi postami
b) w miarę "wierszowate" ;)

**Zanim zaczniemy, garść zasad:
1. W poście można umieścić tylko i wyłącznie 3 słowa (chyba, że są to sprawy techniczne, wtedy trzeba to jakoś oznaczyć, na przykład pisząc kursywą, albo poprzedzając wypowiedź 4 slashami - "////").
2. Nie można pisać następnego posta nim zrobią to kolejne 2 osoby. Uwaga! Jeżeli 2 osoby napisały "odpowiedź" do naszej wypowiedzi, musimy poczekać na jeszcze jednego posta). Jeśli napiszemy "odpowiedź" do posta na który ktoś już odpowiedział (nawet jeśli był to ułamek sekundy), nasz post się nie liczy i możemy spróbować jeszcze raz, tym razem "odpowiadając" na aktualne 3 słowa.
3. Jeżeli przed nami znajduje się więcej niż 1 "odpowiedź" na 1 "temat", przy odpowiedzi wybieramy tą, która pojawiła się pierwsza. Wtedy i tylko wtedy możemy zacytować poprzedni post.
4. Gra trwa "ile się da", jednak po 200 postach przechodzimy do nowego wątku gdzie któryś z "doświadczonych" (udział w minimum 2 edycjach zabawy - pierwsza się nie liczy :P) umieszcza efekt naszej pracy w wątku poprzednim.
5. Nie wolno edytować postów!
6. "Wiersz" może wyjść biały i traktować o czymkolwiek. Byle miał resztki sensu ;)
7. Prawo do wycinania lub edycji wersów (jeżeli łamią któryś z powyższych punktów) ma jedynie zarząd.

** Zarząd karczmy:
WorldWideWeb - pomysłodawca i prezes
grish_em_all, Blond_Alex, Łyczek - samozwańczy zastępcy

Pytania i reklamacje należy zgłaszać do ww. osób

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------

logo by Wonski :)

** Dotychczasowe dzieło:

była tak bardzo, nieswoja i chora, była i moja, lecz kocha potwora,
wsadzi do wora, wszystko czym on, potem pod koła, a kiedy zawoła,
poleje się smoła, ucziec nie zdoła, fajnie tak będzie, gdy słońce wzejdzie,
dzień piękny nadejdzie, i zwała przejdzie, i lepiej będzie, i radość wszędzie,
oby tak dalej, życie szczęściem jest, wszyscy się kochają, albo tak pogardzają,
wiosna piękna nastanie, rozbiorą się panie, nieletni zamkną oczy, Blond_Alex nas zaskoczy,
nie jeden się zatoczy, gdy będzie w, jej ładnym pokoju, i się rozbierze,
zatańczy przy rurze, i sobie pójdzie, w tłoku ujdzie, może raz jeszcze,
przelecą ją dreszcze, może się odda, i będzie wsmaniale, o grzmiący cymbale,
odejdziesz w chwale, przejdźmy do rzeczy, zróbmy co trzeba, bo braknie chleba,
i będzie ulewa, będzie też mokro, szaro, buro i, bardzo ponuro, lecz,
złe myśli precz, chodźmy wszyscy wstecz, Blond_Alex ładna jest, każdy to wie,
lecz boi się, ale my nie, bo wiemy, że, ktos z nas
zdąży na czas, i będzie wtedy, bara bara i..., i wtedy znowu
padniemy na progu, w szponach nałogu, i ona nas, wszystkich, skubany chłystek
poniesie hen, daleko, tą wartką rzeką, miodem płynąca i..., i kwiatem pachnąca
spadająca gwiazdka lśniąca, co nad nami, walczy z wiatrakami, i ogólnie rzecz
biorąc, z cieniami, i z marchewkami, oraz z wielkimi, bardzo fajnymi kobietami
i ich koleżankami, które są lesbijkami, ale miłymi paniami, i tak jakoś
ktoś walnął klocka, odejdźcie od komputerów, bo na forum, daja żyć autorom
i też moderatorom, bo admin jest, więc staraj się, pisać ten wiersz
żeby długi był, nocami się śnił, i zagłuszy ciszę, teraz tylko słyszę
wrzaski w ciemności, łamiące siekości, mojej największej miłości, ryby bez ości
ku twej radości, aż ogarną mnie, jakieś dziwne mdłości, i obudzę się,
w pokoju bez, klamek, w nagości, brud dziś zagości, albowiem my tam
jesteśmy w nagości, i pełni miłości, w twojej osobowości, aż do końca
choć tacy prości, szukamy wciąż słońca, co nam przyświeca, ale nagle gaśnie
i znowu zaświeca, jak ksieżyc za, oknem się patrzy, i mruga do
nas lubieżnym okiem, dotykając lubieżnym wzrokiem, nie ogarnia mrokiem, a gdzieś za rogiem
rycerz ze smokiem, walczy zacięcie i, i noga kopie, robi mu zdjecie
i ma wzdęcie, spokojnie, niedługo przejdzie, gdy słońce wzejdzie, ono samo odejdzie
już cicho będzie, jak potwór przybędzie, atomówki go spiorą, godność mu odbiorą
ale on ucieknie, gdzie pieprz rośnie, bo honoru za, grosz nie ma
i się schowa, do kibla, a, do schowka pod, schodami miotły schowa
spuchnie mu głowa, i będzie bolała,, pójdzie do lekarki, szukać udarowej wiertarki
a jak znajdzie, ona mu da, prosto w łeb, aż mu spadnie
z głowy kapelusz, i odsłoni busz, upadając na podłogę, złamie mu nogę
założą mu gips, a potem zwolnienie..., wypłacą mu odszkodowanie, będzie miał radowanie
ale będzie chlanie, będzie miał banie, jak rano wstanie, a potem do
domu pójdzie bo, ma już dość, boli go kość, i nie tylko
chce mieć wyrko, a za wyrkiem, kilka flaszek z, napojem który potrafi
orzeźwić każdego zmęczonego, i napoić spragnionego, a także wyczerpanego, bowiem jest on
magiczny, zarazem izotoniczny, gdy wypijesz go, to odejdzie zło, i nadejdzie dobro
które będzie mogło, wzmocnić się piwem, wódką, winem i ginem, zagryzać będzie muffinem
zrazu też kawiorem, ale z tym, jest problem nielada, gęba jakaś blada
i oczy jakieś, takie jakby podkrążone, i lekko zaczerwienione, trzeba być człowiekiem
dojrzewać z wiekiem, zacząć wodę pić, przyjdzie się golić, lub się zabić
lub setę obalić, trochę się nawalić, lecz potem trzeba, iść do chlewa
ale niekoniecznie, brzmi to niedorzecznie, bowiem, mówiąc niegrzecznia, mam gdzieś wieprze
i życie równierz, jest w podpierce, i wszystko piep**ę, i co mnie
boli, gnębi, gryzie, taka bowiem ma, natura, cóż poradzę?, komuś tym wadzę?
i sobie wsadzę, taka ma wola, bo strzelę se, Zgubionego, Walniętego gola
albo zjem babola, podonie małego trolla, i pójdę spać, trudno będzie wstać
ale nic to, bo powiem wam, nie jestem sam, więc radę dam
gdyż wsparcie mam, Rycerza mego kochanego, bez konia jakiego, brzydkiego i zaniedbanego
ufajdanego w smole, bo siedział w stodole, i pił jabole, ale ów rycerz
zmienił szybko się, w prawdziwego żula, co tylko hula, została jeno koszula
a i ona, brudna i spocona, no i zabłocona, ale też zgnojona
pożółkła i styrana, koszula jego pana, żula się bała, ale go olała
i wnet wyjechała, do miasta wielkiego, z przesytu słynącego, Las Vegas je
nazwano i tak, ją tam pochowano, i wnet zapomniano, o tej legendzie
co tak naprawdę, wiecznie słynąć będzie, w bajce każdej, jest przecież morał
przecież nie koniec, to naszych hec, będzie się działo, i w-końcu się
stało coś dziwnego, bo ziemniak przemówił, gdyż był zmutowany, a gdy zrobił
podwójne salto mortale, podskoczyli mu do, gardła i zeskoczyli, a potem uciekli
gdzie pieprz rośnie, bo byli wściekli, że skoczył wyżej, znaczy się ziemniak
Nagle przyszedł Mikołaj, lubego nie wołaj, on prezent przyniósł, podarek się spodobał
długo go oglądała, w pysk mu, dała a potem, wróciła sama samolotem,
i się dowiedziała, że miliard wygrała, więc kupi sobie, fajne skórzane spodnie,
a potem buty, i super wóz, jest już szczęśliwa, bo rachunki zapłacone,
wszystkie sprawy załatwione, można więc do, diabła już iść, tam samo zło,
odejdzie z nią, daleko hen hen, do nieba bram, bo on cham,
włazi wszędzie sam, jest zupełnym egoistą, wszystko gdzieś ma, wszystkich nas zna,
to taka gra, toczy się dalej, więc idziemy wytrwale, nie patrząc na,
to co było, bo już było, już nie wróci, w każdym razie,
w świat popędzi, i zniknie gdzieś, w otchłani snu, wkładał członka mu,
paluszka swego małego, lecz jakże rozkosznego, zmieńmy lepiej temat, nie zmieniajmy go,
bo będzie dno, odpowiedziała więc na, pytania fajne dwa, które brzmiały tak,
zesrał się ptak, na łeb twój, co robisz człowiecze, bardzo miły mój,
świat będzie twój, cały stoi otworem, korzystaj z niego, szalej na całego,
bądź dobrym kolegą, daj w du**e, optymizm jest wskazany, dzień będzie udany,
wyjdą wszystkie plany, co do jednego, będziemy pić kolego, do rana białego,
aż do upadłego, a jak wstaniemy, znowu chlać będziemy, nigdy nie wytrzeźwiejemy,
lecz gdy wstaniemy, chętnie pierdzieć zachcemy, a potem zginiemy, gdy już zmartwychwstaniemy,
znowu żyć będziemy, gazy znowu zbierzemy, i sobie pójdziemy, na łączkę zieloną,
pachnącą trawką wyłożoną, odpoczniemy sobie troszkę, kanapeczek zjemy troszkę, wypijemy wódeczki też,
i kocyk rozłożymy, i trochę pośpimy, jak się obudzimy, to jeszcze potańczymy,
a jak skończymy, z dziewczynkami zabawimy, będziemy bardzo zmęczeni, jak trzech leni
lecz całkiem rozbawieni, wczesną wiosną orzeźwieni, i bardzo zadowoleni, i strasznie zaskoczeni,
lecz pozytywnie nastawieni, do jutrzejszego dnia, od samego rana, aż do wieczora,
wszak późna pora, i trochę upiorna, ale co tam, dziś jest lepiej,
jutro będzie gorzej, ale ktoś pomoże, i będzie dobrze, obyś miał rację,
już wkrótce wakacje, dalekie podróże i, takie po tacie, prane w herbacie,
takich nie macie, w żadnym sklepie, tego nie będzie, czekają na moment,
tak to jest, i już będzie, jak po kolędzie, tak jest wszędzie,
także u nas, zakładają sobie pas, bo najwyższy czas, wyluzować się trochę,
iść sobie zapalić, i piwko wypić, i się pobawić, i się załatwić,
wielki wodospad będzie, w siódmym rzędzie, kury na grzędzie, oglądani przy lamencie,
którym rządzić przyjdzie, to nie wyjdzie, bieda wtedy przyjdzie, żebrać będzie trzeba,
za kawałkiem chleba, zasmakuje nam gleba, lub deski drewno, to smakuje średnio,
lecz moze być, lepiej ziemię ryć, żeby nie przytyć, i frajerem być,
co tu kryć, dobrze jest żyć, ekstra tak super, bawmy się zatem,
wypijmy po piwku, nożem czołgiem granatem, rozwalmy wszystkich wokoło, by było wesoło,
śmiechu w około, krew się poleje, siedzę i kleję, i skręcam tuleje,
dlatego idę do, bo lubię go, bo to ziom, a nie złom,
nie sprzedasz go, on nie jest, żadnym jakimś sprzedawczykiem, handlowcem z naszyjnikiem,
cwaniakiem z bloków, bez żadnych skoków, prosto na banię, takie jego zadanie,
to tylko gadanie, w wannie śpiewanie, nie zawsze udane, sranie w banię,
ty głupi baranie, zaraz będzie kłótnia, pogodziła ich lutnia, nic nie wyszło,
i to wszystko, się magicznie rozprysło, i nieźle skisło, twoje siedzisko które,
tańczy na rurze, ma atuty duże, śpiewa w chórze, jak tylko chce,
lecz dobrze wie, odwiedź dziś mnie, po moim trupie, w samochodzie coupe,
albo w maluchu, w trakcie rozruchu, złap ten rym, bo będzie dym,
nie ma co, kto wiezie szkło, ten wali to, co ma TESCO,
idzie gdzie indziej, ale gdy przyjdzie, to się obejrzy, wzrok gdzieś skupi,
i banana kupi, zapamięta tę twarz, którą też znasz, gówno już masz,
ale już niedługo, bo idzie Hugo, i wypije frugo, i pół litra,
zakręci się wkoło, zarobi na goło, na odwyk pójdzie, i tak ujdzie,
masa martwych kukułek, i innych dziubdziułek, i dziwnych spółek, z ograniczoną odpowiedzialnością,
i nieskończoną bezsennością, przepojoną piękną nagością, zakończoną smutną starością, piękną straszną mądrością,
z wielką dojrzałością, okraszoną wielką miłością, z wielką odległością, za morzami górami,
jeziorami i rzekami, wzbogaconymi pięknymi zabytkami, beczkami ze śledziami, i wielkimi ogórkami,
kiszonymi bardzo zdrowymi, lub też marynowanymi, w "Biedronce" kupionymi, dawno już nieświeżymi,
fajne te supermarkety, z "Constara" kotlety, w wieprza atlety, już wyprzedane niestety,
bo miały zalety, i zaczęły bzdety, opowiadać coraz większe, właśnie wtedy kiedy,
szli razem do, miejsca gdzie zło, było a to, nikogo nie zadowoliło,
więc się wywaliło, mocno się dymiło, i byłoby zgniło, lecz się skończyło,
bo ziemię ryło, coś się rozwaliło, i światło zgasło, a w ciemności,
stare już kości, rozgrzane do białości, jadą do włości, i ja powróciłam,
a daleko byłam, ale już jestem, prawie się zgubiłam, lecz potem rozluźniłam,
urodzinki czyjeś były, wszyscy się opili, całkiem miło było, teraz trzeba odchorować,
żeby życia skosztować, i ponownie pobalować, sąsiada kota pocałować, ale niezbyt mocno,
żeby nie wyrosło, coś bardzo wielkiego, i okropnie szpetnego, do mnie podobnego,
i dosyć głupiego, główka boli dalej, dlatego mi polej, sobie też możesz,
przejdzie Ci może, byle klina zapodać, i ogórka obrać, pieniędzy trochę pobrać,
ale nie przepić, mandatu nie wlepić, kogoś się przyczepić, koledze kogoś polecić,
byle kogoś miłego, jak i wyrozumiałego, w czepku urodzonego, i duchem wielkiego,
byle tylko nieumarłego, nie całkiem sztywnego, oby był zdrowy, żył jeszcze długo,
życiem jak cudo, był kochany wszędzie, może wiele zdobędzie, szczęściarz z niego,
on wie dlaczego, każdy lubi jego, a zwaszna nagiego, lub też ubranego,
w nocną piżamę, ubierze piękną Hanię, Hania się cieszy, bo się zawiesił,
a Marian leży, potrzebny hard reset, aż się powieszę, albo się utopię,
ale będzie szkoda, brudna będzie woda, brudnej nie chcemy, bo się strujemy,
do lekarza pójdziemy, i sobie odpoczniemy, flaszkę mu damy, minut nie wygadamy,
kogoś nowego poznamy, do domu pójdziemy, swoją flaszkę wychlejemy, i pietruszkę oskrobiemy,
i sklep obrobimy, i pupę podetrzemy, tak dla ściemy, z kibla pijemy,
potem ją skonsumujemy, a jak nie, to będzie źle, to się popłaczemy,
Velvet se kupimy, i znów podetrzemy, to również zjemy, coca-colą popijemy,
w lustro spojrzymy, i się przestraszymy, chatę dobrze wywietrzymy, i dziewczynki zaprosimy,
jajko sobie usmażymy, na patelni Tefal, jajka bedą przypalone, a dziewczynki rozochocone,
wilgotne i spocone, ciepłą kąpiel zrobimy, i się pobawimy, znów coś wysadzimy,
a jajka spalimy, będzie wielki pożar, którego nie ugasimy, pójdzie z dymem,
powstanie wielkie ognisko, będzie wielkie pośmiewisko, któż to wie, znów będzie źle,
może jednak nie, to okaże się, w bliskiej przyszłości, na dalekiej posiadłości,
ktoś zbiera kości, świat bez miłości, ale nie cały, wcale nie mały,
a jednak niewielki, niczym misie żelki, które zaraz zjemy, i się napijemy,
pysznego kremu whisky, z zardzewiałej miski, potem wyjdziemy gdzieś, dobrze się najeść,
wypić i zapalić, jakiś numer odwalić, i kumla zabić, nie lubimy go,
dobić trzeba go, z ziemią zrównać, krater wielki zostanie, woda go zaleje,
wokół wszystko oszaleje, ogień go ogrzeje, głowa nie zaboleje, wszystko się wyleje,
on się śmieje, na cały głos, i wyprowadza cios, pada jak długi,
leży i kwiczy , na pomoc liczy, mu nie pomożemy, to nawet lepiej,
bo nie zasłużył, i się zadłużył, poszedł na dno, w samo bagno,
które było głębokie, i bardzo zdradliwe, dziwnie też kłamliwe, podejrzane to wszystko,
zalatuje z daleka, bardzo dziwi człeka, skomplikowane to zdeka, a droga daleka,
bo on kaleka, czas mu ucieka, musi się pospieszyć, bo pociąg ucieka,
z peronu czwartego, piątego i szóstego, pewnie nie zdąży, torba mu ciąży,
po peronie krąży, do sedna dąży, i się pogrąży, coś mu ciąży,
w zimnej otchłani, ma słaby organizm, dochodzi do granic, swej wytrzymałości psychicznej,
jak również fizycznej, wszystko mu jedno, tylko jedno zmartwienie, co dalej będzie,
to pytanie martwi, ale będzie dobrze, bo mama kupi, ulubiony samochód Porsche,
z zaczepistą klimatyzacją, jeśli ładnie poproszę, dostenę za grosze, gratis nowe kalosze,
tudzież nowe gumiaki, lub stare trzewiaki, czerwone jak maki, wąchająje ssaki,
i inne robaki, szerszenie i ptaki, też zwierzaki jak, jakiś rak nieborak,
w niebiosach niesie, ładne pyszne czereśnie, lubię jeść je, trochę za wcześnie,
dlatego we śnie, w dużych ilościach, pije wódę u, moich kumpli dwóch,
lata kilka much, i komary gryzą, i zawiewa bryzą, i pachnie bryza,
kostki toaletowej Domestos, pachnącej jak kokos, jej egzotyczna świeżość, daje Ci świadomość,
zbliżającego się końca, i wschodzącego słońca, choć niezwykle pachnąca, dużo spłukań wytrzymujaca,
a póżniej zmartwychwstała, długie życie miała, prawie nie spała, a mimo to,
poszłą na dno, odbiło od wieczka, potłukło się ciut, lecz to cud,
zesłany od Boga, prosto z nieba, co cenić trzeba, to coś pięknego,
ukrytego nie zglebionego, przy tym szalonego, i mocno podniecającego, równieżwodą ociekającego,
to takie urocze, po cichu mamrocze, opowieści dziwnej treści, mówi bez boleści,
co się mieści, w jej boleści, wszystko nam opowie, czego się dowie,
zaputa o zdrowie, jak leci panowie, przypatrzą się krowie, jej pięknej mowie,
w srebrnej podkowie, mućka się zowie, o trawce gada, i ją zajada,
deszcz ciągle pada, swoje mleko bada, a BSE odpada, radość ma wielką,
z premierem Belką, protestują przeciw serkom, z całym senatem, sejmem na czele,
księdzem w niedzielę, uderzają w żele, i żadne duperele, ani przystankowe menele,
piją z gwinta, mają gdzieś zasady, schowane do szuflady, wyciągnięte z kieszeni,
wymyślał je Lenin, strasznie się biedził, ale nie twierdził, że coś mądrego,
wnerwiasz mnie kolego, to coś złego, dla mojego znajomego, dlatego uważaj sobie,
ręce trzymaj obie, przy sobie pamiętając, kto mieczem wojuje, od miecza ginie,
ktoś mu zawinie, po łysej czuprynie, chodzi po minie, jest jak kamikadze,
ku jego odwadze, przybrał na wadze, przeszedł na dietę, i zobaczył metę,
dobiegł do niej, i wrzasnął głośno, "I jestem zwycięzcą!", wyścig ten wygrał,
dumny jest strasznie, i bardzo zmęczony, jego papieros skręcony, do połowy wypalony,
ale walczy dalej, mimo braku siły, nerwy mu puściły, załamał się całkowicie,
targnął na życie, zaklął sobie obficie, upadł na ziemię, bity w ciemię,
stracił swe mienie, ale nie całe, szanse miał małe, zebrał więc przyjaciół,
których miał wielu, dążył do celu, ale bez celu, uciekł w marzenia,
może się spełnią, a może nie, nie spełni się, lecz będzie lepiej,
choć biedę klepie, na piwo znajdzie, kupi w butelce, potem wsadzi widelce,
w rybę wędzoną, już jednak zjedzoną, stwierdziwszy fakt spożycia, nie nadawszy się,
już do niczego, teraz pije mleko, prosto z krowy, unijnej dodać warto,
z bułką tartą, i akcyzą naklejoną, wszystko nam opodatkują, i nas trują,
a ile obiecują, narzekał Wyborczą przeglądając, przy tym rozpaczając, i popijając kawą,
byle nie słodzoną, z odrobiną śmietanki, lekką nutką dekadencji, z wairą istnienia,
obroną swego mienia, zerkał na zegarek, jakiś nocny marek, ale dobrze chodzi,
nigdy nie zawodzi, na manowce wodzi, z humorem powiada, nosi buty Prada,
ściągnięte z gada, który rząd okrada, z nienacka skrada, z zaskoczenia działa,
armata taka mała, ale rozwali gada, ale gad niegłupi, jak go ukatrupić,
trzeba go przekupić, lub go upić, gadzina odważna była, pięciu wieśniaków zabiła,
życia ich pozbawiła, chociaż nie powinna, ależ była zwinna, zrobiło się widno,
jak w południe, było tak cudnie, ciepło i słonecznie, niech trwa wiecznie,
ta piękna sielanka, tylko bądźmy grzeczni, uzbrojeni i niebezpieczni, ale jacy pożyteczni,
aniołkami się zwiemy, i diabełki jemy, wodę święconą pijemy, z księdzem debatujemy,
i się lejemy, wodą od święta, wódą co dzień, w przechodnia przechodzień,
wychodzi w dzień, jak słońce wschodzi, i też zachodzi, Bóg się rodzi,
jak i nadzieja, wspólnej socjalistycznej przyszłości, oglądając wieczorne wiadomości, nie wiemy nic,
co się dzieje, na tym świecie, nic nie wiecie, ot, same śmiecie,
noooo, idzie nowe, jakieś takie kolorowe, od dawna oczekiwane, ale nie różowe,
nie, jasno różowe, lecz dosyć ciemne, to będzie świetne, nożem się tnę,
bo tego chcę, i boję się, lecz mam nadzieję, że walnie mnie,
on mieć zechce, święty spokój wreszcie, w supermarkecie jeszcze, wciągnie sobie ścieżkę,
i zerwie wywieszkę, chce poznać koleżkę, rzucić mu śnieżkę, i poderwać laseczkę,
i nakładając maseczkę, musiała ściągnąć czapeczkę, lśniącą w kropeczki, różowe jak flaming,
frunący za nim, puszczający kilka min, prosto w komin, i trochę bylin,
pan henio wychylił, i cuda uczynił, widząc te piękne, kobiety w negliżu,
"starość też radość", rzekł do mnie, i zabił psa, strzelbą od dziadka,
nie chciał tego, ale go korciło, żeby to zrobić, i teściową wrobić,
więc teściowa miła, gdy to zobaczyła, na policję zadzwoniła, i zięcia udupiła,
czyli była niemiła, później się opiła, i się cieszyła, i tak zaśpiewała,
"gdybym ja miała", bym ci dawała, całusa w usta, nie jestem pusta,
jak ta kapusta, mam swoje zdanie, panowie i panie, było ostre sranie,
i udane pranie, razem z namaczaniem, bardzo się zmęczyła, później się umyła,
potem wiele nabroiła, z niego kpiła, później się broniła, potem ziomka pobiła,
i prawie się, popłakała z żalu, ale źle zrobiła, była na balu,
więc się umówiła, była tam potańcówa, później dobra palcówa, potem mała rozróba,
bo miałem kaca, wstałem z materaca, poszedłem do łazienki, wpadła do wanienki,
stanął mój maleńki, ale miałem spodenki, znanej firmy adidas, to jednak wymiata,
tak mówi tata, i kolega brata, posiadacz małego fiata, udaje drogowego pirata,
zamęczył już fiata, niezbyt to trudne, lecz bardzo nudne, i bardzo brudne,
a wrecz paskudne, więc poszedł sobie, mówiłem o Tobie, w eleganckim grobie,
pochowamy Twe ciało, wrzucimy też kakao, ciągle mi mało, dlatego chcę więcej,
pazerny jestem wielce, trzeba to zajęcze, ale kiedyś zmartwychwstanę, przed Wami stanę,
pokażę postrzałową ranę, i chusteczki osmarkane, przez płaczącą mamę, i tatusia mego,
do zgonu ochlanego, na wątrobę chorego, i mocno nieogolonego, ale za to,
z sercem cieplutkim, od picia wódki, zrobił się malutki, ale bardzo wesolutki,
więc pewnego dnia, poszedł do sklepu, i kupił mleko, wypił je gekon,
i zjadł bekon, był nad rzeką, jak skakał Cecon, i myślał dalej,
i ciągle główkował, aż się schował, głęboko w norze, głębiej nie może,
aż nagle wyszedł, i znalazł kieliszek, z podpisem: Bazyliszek, więc go wywalił,
do kosza włożyli, kilka butelek wina, od pana Stalina, względnie od Lenina,
od wujka Adolfa, wino było smaczne, lecz Castro powiedział, że wolałby śledzia,
tak po staropolsku, kupionego w kiosku, za parę złotych, i groszy kilka,
ale śledzie owe, przypominają mi sowę, zgwałconą przez krowę, uwaga - wygłasza mowę,
i naśladuje niemowę, zmarnował czasu połowę, kiedy chciał połowę, myszek białych policzyć,
kotka na smyczy, który głośno beczy, jak pijana koza, to tylko poza,
wygląda jak zorza, nad brzegiem morza, wszystko to magiczne, jakby ciut romantyczne,
i dość sceptyczne, poszedł do tego, jak mu tam, zwanego czasem sexshopem,
tak dla żartu, a godziny upływały, lata wręcz mijały, nic nie zmieniały,
ale pewnego dnia, wypił ktoś łyk, (24.06 21:03 1051w)przyszedł pewien byk, który miał wtyki,
takie dwa smyki, smyki bardzo małe, nago chodzą całe, bo są złe,
rodem z UE, tym szczycą się, i cieszą też, że ukłuł jeż,
wierz, jeśli chcesz, trochę to bolało, z grzyba poleciało, się wam zebrało,
biczem, aż świstało, i ciało pocharatało, a potem polały, się im bimbały,
ale nie wytrzymały, dziwna to sprawa, więc wybuchła wrzawa, wszystkim bardzo znana,
zielona jak trawa, którą pali mama, a kupuje tata, skacze jak akrobata,
i bije brata, dostając z bata, jego owłosiona klata, którą teraz zamiata,
swojego starszego brata, odniesie sukces zobaczycie, chyba sobie marzycie, będziecie na szczycie,
że zabije brata, to ludzka szmata, ma swoje lata, a lata mijają,
i włosy wypadają, i ptaki śpiewają, a przechodnie podziwiają, w osiedlu wymiata,
zrobił go tata, przy pomocy kata, z kobietą zeswatał, potem miał brata,
tak się ciągnęło, nie mogło skończyć, ktoś to wyłączy, chciało ich wykończyć,
znalazł się rycerz, twardy jak dąb, cały ze stali, wszyscy się bali,
dlatego się rozbierali, i wesoło tańcowali, w piachu tarzali, i ciągle obiecywali,
że będą próbowali, i tak zadziałali, od razu zwymiotowali, jak mało co,
pobiegli do zoo, do klatki lwa, i tam zobaczyli, o czym marzyli,
lecz się przestraszyli, później długo gaworzyli, i szybko zmyli, i go odwiedzili,
aż pewnego razu, znacznie się pospieszyli, zaraz potem uwierzyli, że są kosmitami,
zaadoptowały ich dinozaury, zabrane w góry, za pomocą rury, mającej trzy dziury,
robiąca duże chmury, i spadnie deszczyk, spadnie tam mieczyk, w skupisko mleczy,
każdy się ucieszy, a potem pójdzie, w tłumie ujdzie, gdy nie wyjdzie,
to nie będzie, mieć już nic, dobrego na świecie, nie zaufali kobiecie,
o tym wiecie, czemu tak było, colę się nabyło, piwo się wypiło,
w głowie zamroczyło, i się przewróciło, tak miło było, rano trzeba wstać,
do pracy gnać, by wieczorem pić, i nocą śnić, potem znowu wstać,
by wreszcie wypoczywać, mna kiblu srać, i opróżnić się, zaraz będzie lżej,
aż że hej, gdy wbiegnie gej, groszek sobie posiej, ku radości naszej,
jedziemy na wakacje, tu mamy rację, że są operacje, czasem dosyć podejrzane,
są te fortyfikacje, Lepper ma rację, gra się dalej, unika się alej,
idzie sięchodnikami, z popękanymi płytami, i starymi matrycami, gdzie mało pikseli,
i dużo meneli, przez gówna brnęli, aż tam utknęli, i słodko zasnęli,
aż głośno pierdnęli, że wszyscy zemdleli, aż tu nagle, zaburczało w gardle,
wydostał siędźwięk, samotny cichy jęk, słychać zgrzyt szczęk, bardzo straszny bowiem,
nie było gorszego, od niego samego, trzeba się zbierać, patrzeć przed siebie,
leżąc na glebie, zauważył na niebie, bociana wrzasnął: uratowani!, zauważył statek tani,
był do bani, ale na chodzie, chciał go zwinąć, nie mógł zniknąć,
ani palcami pstryknąć, wpadł w depresję, ten statek oczywiście, miał jaskrawo błyszczeć,
aż strach pomyśleć, statek umiał myśleć!!!, kto by pomyślał?, to było niewiarygodne,
że aż niewygodne, były moje spodnie, więc odwiedziłem krawca, leżały na spodzie,
pudła po miodzie, aż nagle dojrzałem, że się zrzygałem, czy tego chciałem?,
myślę sobie dalej, może kogoś spalę, już wyciągam fire, więc to postanowiłem,
i tak zrobiłem, potem go zabiłem, nożem był pocięty, jak diabeł przeklęty,
w ogóle niepojęty, jest koń kopnięty, był bardzo wzdęty, może palił skręty?
stał jak zaklęty, ciagle był najarany, przez skinów skopany, przez slonie podeptany,
przez kruki podziobany, aż wszytkie rany, zaczęły szarpać kormorany , otrzewia zakrwawione wokól,
nad Cristal Lake , gdzie arabski szejk, harem swój miał, w gacie srał,
i wrzodu miał, na wakacje wyjechał, w zimne kraje, gdzie brak śniegu,
ale dużo powiewu, świeżej bryzy morskiej, powietrze takie szorstkie, ciągle tylko drapie,
się po swoim, mundurze ktory zzielenial, od tego pieniał, guzik się urwał,
I nie ma, ale może będzie, albo może ktoś, zrobi to za,
niego bo lubi, co robi dym, czyli dymorobiaczem mym, i wtedy mym,
pójdziemy bardzo daleko, uchyliwszy wcześniej wieko, dużej zabytkowej skrzyni , znalawszy tam mleko,
201 skrytych dyni, wtedy zakłopował się, i napił się, kaca później miał,
kac-kupe oddał, trochę mu waniało , w oczach pociemniało, ciągle mało, mało,
az sie zebralo, koło mnie wiatrzysko, latało wokół wszystko , trzaskały otwarte okiennice,
i rozbieraly dziewice, wychylając pełne szklanice, pokazując wszystkim cyce, faceci w zachwycie,
stali jak oniemiali, i je oglądali, tak się podniecali, i wszędzie tryskali,
swoimi ustnymi ślinami, gadali z pajacami, i wodnymi nimfami, z brudnymi zębami,
z połamanymi szczotkami, i krzywymi nogami, którymi ich kopali, i często bijali,
w wielkiej hali, jak na gali, wielkich mistrzów sportu, piłkarzy i koszykarzy,
Wrócili do portu, i kajak dorwali, i ziomków porwali, później się ochlali,
wszystkie fajki wyjarali, dlatego byli mali, i śmierzdzący cali, gdy ich wąchali,
to się porzygali, że aż zaśmierdziało, ale to mało, gdy się dotykało,
ciągle było mało, był pomysł taki, że unikną draki, więc poszli szybciutko,
trwało to krótko, migiem się zwinęli, w końcu odetchnęli, swieżym powietrzem morza,
na srodku loza, bzykac sie zaczeli, wtem wpadł ksiądz, i kazania prawil,
chciał się zabawić, swoją kuśkę postawić, i piwo nalal, ale wszystko zalal,
ależ on niezdara, przyszedł pan Siara, zadzwonił po dziewczyny, skombinowali też rurę ,
zrobili dymu chmurę, oskubali niejedną kurę, dziewczyny tańczące podziwiali, i niejedną poderwali,
i chamsko wykorzystali, zaraz tutaj przyjechali, i wszystko porozkradali, w pewnej chwili,
gdy sie obrocili , to ruskich zobaczyli, byli wielce zaskoczeni, zobaczyli rój szerszeni,
uciekli co tchu, wpadli do rowu, i nie wiedzą, na czym siedzą,
wszystko od nowa, muszą się uczyć, i świnie utuczyć, będzie dobre mięsko,
doda się ziemniaczków, rosnących pośród krzaczków, i udają świętych, choć naprawde są,
unurzani w błocie, o czarny kocie, myślisz o cnocie , siedząc na płocie,
w okolicznościach przyrody, zależnie od pogody, także od mody, zakładał siedmiomilowe buty,
idąc do chałupy, zobaczył tam kupy, góry, stosy, sterty, jakieś różne oferty,
oraz trochę reklam, długich i nudnych, więc je wyrzucił, hymn narodowy nucił,
gdy nagle wykoczył, beczkę piwa wytoczył, opróżnił ją szybko, padł jak zabity,
na szczęście wstał, kac go obudził, wodą się ostudził, sucho mu było,
trochę mózgu zgniło, i się przytyło, bo się nażarło, aż go zwarło,
tak bardzo mocno, że nie wytrzymał, i wyzionął ducha, tak smutny koniec,
czekał czarnego kota, przejechanego przez U-boota, U-boot ze zlotu, także z moczu,
i z piwa, tak to bywa, że kilogramów ubywa, jak się zmywa,
garów cała góra, nad nami chmura, pod nami rura, fi siedemdziesiąt pięć,
a może sześć , poszli coś zjeść, i otruli sie, boli bardzo mnie, pojawił się jeż, którego zjedli też, na szczytach wież, widok był ciekawy, choć trochę niemrawy, bo się nawdychali, dymu z fabryki, bez cennego filtru, mieli dziwne tiki, dym to narkotyki, nie wdychaj go, bo Ci zaszkodzi, i mało wchodzi, lepsza jest marycha, od wuja Zdzicha, najlepiej się wpycha, gdy się znika, ona rogi doprawia, i sex uprawia, i on powiada, ale bym sobie, pograł w piłkę, i w kosza, lecz nie teraz, może troche później, najlepiej późnym popołudniem, albo z wieczora, zjeść pizze knora, dobra brzozowa kora, rozpali wnet ognisko, zapali się wszystko, również kudłate psisko, gdy straż przyjdzie, i wódke przywiezie, będzie za późno, aby być trzeźwym, ach te promile, uprzyjemniają nam chwile, tylko za ile, stanowczo za drogo, jak na kogoś, z rynsztoka wyjętego, i nie mytego, kiedyś Pana Wielkiego, dobrze już oblekanego, lecz bardzo chamskiego, ale jak dzianego, niestety tylko wymyślonego, nie było jego, więc chciała innego, ale nadszedł czas, gdy wybuch gaz, i wszystko zasmrodziło, i chawire wysadziło, i im zaszkodziło, bo srali mało, i pili kakao, i jadali mało, i sikali mało, stojąc sobie śmiało, aż im wypadło, ich tłuste siadło, i prawie spadło, z dupy imadło, nagle zza krzaka, wypadła wieść taka, złapał mnie sraka, i groźna padała, jakaś ogromna paka, więc udałem junaka, on pokazał faka, i była draka, troche się pobili, nie byli mili, i krótko żyli, lecz za to, nadeszło piękne lato, po nim zima, niczego ni ma, niedźwiedź nieźle kima, na polu cima, która nieźle wcina, kapustę i buraki, i hoduje maki, z nich przysmaki, i dobre raki, we wrzątku gotuje, na talerze serwuje, później je zjada, potrawką z gada, i z kraba, do tego żaba, skacze jak szalona, gdy ją zjesz, to się otrujesz, że to jeż, którego szybko zjesz, się zdziwisz też, gdy przeleci nietoperz, przemknie iglasty jeż, albo inny zwierz, się boje też, wróble i stracha, słychać tylko wrzask, i nagle TRRRRACHHH, wróbel złamał nogę, ja mu pomogę, i laskę ofiaruję, nogę mu zagipsuje, ratować go spróbuję, on gumę żuję, i się kuje, w polu majsterkuje, ciągle latać próbuje, więc skrzydła kupuje, gdy są zepsute, pod pachami poprute, ze starym butem, sklejanym od lat, bez większych strat, stylem jak kat, mamy świetne logo, i jest błogo, niestety nie zawsze, ale bardzo często, bywa tak że, niewiadomo gdzie jest, chyba je keks, popijając go kawą, później mocną herbatką, gdy skończył popijać, poszedł se kimać, nie mógł wytrzymać, lecz zaczął wywijać, za lasem kutasem, stanął mu czasem, zegar za pasem, ale nagle opadł, i tak wisiał, jak stara huśtawka, nie miał siły, wróg nie miły, posiłki już przybyły, niestety już zapóźno, pomoc na próżno, w nogach luźno, skarpety śmierdziały mu, pora mycia nóg, pomoże nawet Bóg, ktoś dorwał łuk, to Robin Hood,


Mamy już 1532 wersów, czekamy na następne!!! :)

Obowiązujący wers: to Robin Hood

JAZDA !!!


poprzednia część:

16.08.2005
15:21
[2]

eHerbert [ Konsul ]

bierze więc strzały

16.08.2005
15:23
[3]

Łyczek [ LeBron James ]


/// sorry za końcowe posty, tak jakoś mi się wklejiły :/

16.08.2005
15:25
[4]

serphin [ Generaďż˝ ]

i opowiada kawały

16.08.2005
15:25
[5]

la fessée [ je ne taime plus ]

w groty zatrute

16.08.2005
15:26
[6]

Łyczek [ LeBron James ]

aż tu nagle

16.08.2005
15:27
[7]

serphin [ Generaďż˝ ]

łuk mu spadnie

16.08.2005
16:03
smile
[8]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

on nie kradnie

16.08.2005
16:07
smile
[9]

Harnas3D [ Pretorianin ]

ale tu ładnie

16.08.2005
16:08
[10]

Łyczek [ LeBron James ]

raczej bardzo brzydko

16.08.2005
20:33
[11]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

trzebia więc szybko ....

17.08.2005
08:52
[12]

Blond_Alex [ Nożowniczka ]

stąd się zmyć

17.08.2005
09:42
[13]

Łyczek [ LeBron James ]

nie pokazywać się

17.08.2005
10:08
[14]

Dr@cOniS [ hooligan ]

bo ktoś może

17.08.2005
23:42
[15]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

zadzwonić po policję

17.08.2005
23:54
[16]

Łyczek [ LeBron James ]

i będzie draka

17.08.2005
23:56
[17]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

ukradną Ci składaka

17.08.2005
23:57
[18]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

złapie Cie padaka

18.08.2005
00:21
[19]

Łyczek [ LeBron James ]

ale jak minie

bojan ---> dawałeś już takie podobnym rym w poprzedniej części (chodzi o padake) :|

18.08.2005
00:24
[20]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

łyczek --> myslisz ze pamietam wszystko co dodawalem?

18.08.2005
00:27
[21]

Łyczek [ LeBron James ]

bojan ---> akurat ja zapamiętałem... A ty masz skleroze :P

18.08.2005
00:30
[22]

Vegetan [ Leń ]

Mogę ja??


I dopadła go sraka :P

18.08.2005
00:31
[23]

Łyczek [ LeBron James ]


/// możesz ale dałeś 4 słowa :|

18.08.2005
00:34
[24]

Vegetan [ Leń ]

//// sorry, ale i tak sie nie zmieściłem w czasseie

wtedy w Lublinie

18.08.2005
00:40
[25]

Łyczek [ LeBron James ]

w starym kinie

18.08.2005
00:40
[26]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

poskacze na trampolinie

///juz mialem pisac dopadnie go padaka :P

18.08.2005
00:43
[27]

Vegetan [ Leń ]

i wyskoczy wysoko

18.08.2005
01:56
[28]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

zamknie lewe oko

18.08.2005
06:45
[29]

Łyczek [ LeBron James ]

wtedy mniej widzi

19.08.2005
16:55
[30]

grish_em_all [ Hairless Cobra ]

z niego szydzi

19.08.2005
22:01
smile
[31]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

Rysiek taxi Driver

19.08.2005
22:05
[32]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

sprzedał swój kaloryfer

19.08.2005
22:30
[33]

eHerbert [ Konsul ]

zainwestował w piec

19.08.2005
22:41
[34]

Łyczek [ LeBron James ]

bo zimno było

19.08.2005
22:43
[35]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

i śniegiem piździło

19.08.2005
22:44
[36]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

i ciemno wszędzie

20.08.2005
13:17
smile
[37]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

UP

20.08.2005
13:19
[38]

Łyczek [ LeBron James ]

co to będzie

20.08.2005
13:58
smile
[39]

Shilka the Red [ Konsul ]

opadly liscie z drzew

20.08.2005
14:01
[40]

Łyczek [ LeBron James ]

shilka ---> to są 4 wyrazy :|

20.08.2005
15:12
[41]

Shilka the Red [ Konsul ]

ups sorki:]
ale "z" to chyba nie wyraz jesli dobrze pamietam

20.08.2005
18:39
smile
[42]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

UP ludzie grajcie w to

20.08.2005
18:43
smile
[43]

OzOr [ Wrocław ]

Ciemno znow wszedzie

20.08.2005
18:45
[44]

OzOr [ Wrocław ]

ups sorry:P

20.08.2005
18:45
[45]

Śrubek [ Generaďż˝ ]

w dziurze glebokiej

20.08.2005
18:45
smile
[46]

OzOr [ Wrocław ]

Dzieci nie bedzie



////O Tak Moze byc

20.08.2005
18:46
[47]

Harnas3D [ Pretorianin ]

Oj co to będzie

20.08.2005
18:47
[48]

Śrubek [ Generaďż˝ ]

dzieci z pieca

20.08.2005
18:47
[49]

Harnas3D [ Pretorianin ]

Ale świeca

20.08.2005
18:47
[50]

OzOr [ Wrocław ]

szef kuchni poleca

20.08.2005
18:48
[51]

Harnas3D [ Pretorianin ]

Jajka po hiszpańsku

20.08.2005
18:48
[52]

Fabianos [ Legionista ]

Harnas to jest gra w 3 słowa

20.08.2005
18:50
[53]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

i naleśniki pyszne

20.08.2005
18:51
smile
[54]

OzOr [ Wrocław ]

kurczaki po taiwansku



////nie wiem co wymislic:D

20.08.2005
19:21
[55]

Fabianos [ Legionista ]

smakowało to każdemu

20.08.2005
19:30
smile
[56]

Harnas3D [ Pretorianin ]

a nie jemu

20.08.2005
19:38
[57]

Łyczek [ LeBron James ]

bo był inny

20.08.2005
19:42
[58]

OzOr [ Wrocław ]

jakos troche dziwny

20.08.2005
19:43
[59]

Harnas3D [ Pretorianin ]

kolor oczu piwny

20.08.2005
19:47
[60]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

od innych inny

20.08.2005
19:48
[61]

OzOr [ Wrocław ]

wogole jakis dziwny

20.08.2005
19:49
[62]

Łyczek [ LeBron James ]

miał krzywe zęby

krystian ---> trochę bez sensu, 3 posty wyżej jest prawie to samo :|

20.08.2005
20:04
[63]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

łyczek-> Sorki nie doczytałem

i bardzo brudne

20.08.2005
20:16
[64]

OzOr [ Wrocław ]

chaczyly o zieme

20.08.2005
20:57
[65]

golmann [ ogame ]

aż się zachaczyły

20.08.2005
23:44
[66]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

no i wyczyściły

21.08.2005
12:19
[67]

^_^czacha^_^ [ Don Corleone ]

i trochę ukruszyły

21.08.2005
12:53
[68]

Łyczek [ LeBron James ]

no ale niestety

22.08.2005
01:26
[69]

la fessée [ je ne taime plus ]

pojawiły się kobiety

22.08.2005
01:33
[70]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

aśka z Jolą

22.08.2005
07:27
[71]

Łyczek [ LeBron James ]

Henryk z Józefem

22.08.2005
22:30
[72]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

czyli jego szefem

23.08.2005
07:59
[73]

Łyczek [ LeBron James ]

up

24.08.2005
21:32
[74]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

ale nagle szef ...

24.08.2005
21:43
smile
[75]

Vegetan [ Leń ]

z bloku zbiegł,

24.08.2005
21:49
[76]

Łyczek [ LeBron James ]

nie pokazał się

24.08.2005
21:51
[77]

Vegetan [ Leń ]

już więcej tam

25.08.2005
00:02
[78]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

poszedł pod kram

25.08.2005
07:05
[79]

Marcin998 [ Pretorianin ]

chwyta łuk

25.08.2005
07:05
[80]

Marcin998 [ Pretorianin ]

albo bzyka łuk

25.08.2005
08:11
[81]

Zeur [ Centurion ]

ale tu nagle

25.08.2005
09:47
[82]

Łyczek [ LeBron James ]

nie wiadomo skąd

25.08.2005
10:20
[83]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

Ktoś sie pojawił

25.08.2005
10:24
[84]

Zeur [ Centurion ]

w morde zaprawił

25.08.2005
10:26
[85]

Łyczek [ LeBron James ]

nawet lekko dostał

25.08.2005
10:27
[86]

Miszczu -, [ Centurion ]

i upadł na ziemie

25.08.2005
10:30
[87]

Łyczek [ LeBron James ]


/// Miszczu ---> 3 słowa a nie 4 :|

25.08.2005
10:31
[88]

Miszczu -, [ Centurion ]

/// Łyczek ---> ok to bez i :D

25.08.2005
15:45
[89]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

zabolało go ciemie

25.08.2005
15:52
[90]

serphin [ Generaďż˝ ]

dopadło go zaćmienie

25.08.2005
15:55
[91]

Zeur [ Centurion ]

wyruchał daw koguty

25.08.2005
15:57
[92]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

trysnął na buty

25.08.2005
15:59
[93]

^_^czacha^_^ [ Don Corleone ]

zostal psami poszczuty

25.08.2005
15:59
[94]

serphin [ Generaďż˝ ]

i dzień zepsuty

25.08.2005
16:02
[95]

Zeur [ Centurion ]

takie to życie

25.08.2005
16:19
[96]

la fessée [ je ne taime plus ]

pozostało tylko picie

25.08.2005
16:21
[97]

OzOr [ Wrocław ]

lubia to niesamowicie

25.08.2005
22:34
[98]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

Wódke z Piwem

25.08.2005
22:35
[99]

Łyczek [ LeBron James ]

i smażonego kotleta

25.08.2005
22:58
[100]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

plus naga kobieta

25.08.2005
23:03
smile
[101]

OzOr [ Wrocław ]

i szybka mineta:D

25.08.2005
23:04
[102]

Łyczek [ LeBron James ]

po niej tylko

25.08.2005
23:05
[103]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

lizanie stóp spoconych

25.08.2005
23:07
[104]

serphin [ Generaďż˝ ]

i do Lizbony ;-)

25.08.2005
23:10
[105]

OzOr [ Wrocław ]

tylko gdzie lizbona

25.08.2005
23:11
[106]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

pyta grzecznie żona

25.08.2005
23:11
[107]

_bubba_ [ Konsul ]

zarobić trochę mamony

25.08.2005
23:26
[108]

Łyczek [ LeBron James ]

każdy bardzo chce

26.08.2005
00:32
[109]

la fessée [ je ne taime plus ]

nic nie wie

26.08.2005
00:34
[110]

OzOr [ Wrocław ]

kto, kiedy, gdzie

26.08.2005
07:36
[111]

Zeur [ Centurion ]

robić lody chce

26.08.2005
16:26
[112]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

ale nie umie

26.08.2005
21:59
[113]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

sie ma rozumieć

26.08.2005
22:01
[114]

Łyczek [ LeBron James ]

nie kumata jest

26.08.2005
22:15
[115]

^_^czacha^_^ [ Don Corleone ]

jak stary pies

26.08.2005
22:35
[116]

Zeur [ Centurion ]

który skomle śmiało

26.08.2005
22:36
[117]

Łyczek [ LeBron James ]

i wygina ciało :P

26.08.2005
22:40
[118]

^_^czacha^_^ [ Don Corleone ]

jakby było mało

26.08.2005
23:22
[119]

la fessée [ je ne taime plus ]

poszedł po gorzałę

26.08.2005
23:23
[120]

Łyczek [ LeBron James ]

do sklepu monopolowego

26.08.2005
23:53
[121]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

I zastał Maryśke

26.08.2005
23:57
[122]

serphin [ Generaďż˝ ]

gdzie ją wciśnie?

26.08.2005
23:57
[123]

Łyczek [ LeBron James ]

może w spodnie

26.08.2005
23:59
[124]

blackdragon2 [ Konsul ]

ale to niegodnie

27.08.2005
00:00
[125]

serphin [ Generaďż˝ ]

no i niewygodnie

27.08.2005
00:00
[126]

Łyczek [ LeBron James ]

bo mało miejsca

27.08.2005
00:02
[127]

serphin [ Generaďż˝ ]

może w chłodnie?

27.08.2005
00:30
[128]

la fessée [ je ne taime plus ]

zapalcie jakąś pochodnię

27.08.2005
00:37
[129]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

bo ciemno tu

27.08.2005
00:39
[130]

Łyczek [ LeBron James ]

w tej jaskini

27.08.2005
08:32
[131]

Zeur [ Centurion ]

za czwartym skalaknitem

27.08.2005
16:06
[132]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

Pierdzi znakomitym rytmem

28.08.2005
00:44
[133]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

podobnie jak Mandaryna

28.08.2005
00:48
[134]

Łyczek [ LeBron James ]

i jak Virgin :P

28.08.2005
08:19
[135]

Zeur [ Centurion ]

nieodparte to uroki

28.08.2005
09:55
[136]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

naszego polskiego kiczu

28.08.2005
12:58
[137]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

to nie dobrze

28.08.2005
20:04
[138]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

I znów UP

28.08.2005
20:37
[139]

grish_em_all [ Hairless Cobra ]

tak dla picu

/// krystian_| --> "niedobrze" pisze się razem, więc twój wers ma 2 słowa i naturalnie nie może być zaliczony

///Łyczek, Alex --> nich ktoś z Was podeśle mi na maila plik z wierszykiem (względnie aktualnym), przez problemy techniczne mój egzemplarz gdzieś wyparował. Dzięki z góry

28.08.2005
20:40
[140]

Zeur [ Centurion ]

yyy tego panowie.. nie to zebym coś sugerował ale... może ktoś z wyższych rangą założy podobny wątek lecz będziemy układać opowiadanie fantastyczne :P każdy mógłby wymyślić do 5 słów i co trzeci post coś napisać :) fajnie by było pamietam kiedyś gdzieś takie widziałem (ale nie na GOLu) fajna zabawa była :) tutaj mało ludzi się może wpisuje bo rymy trzeba a nie każdy czuje że rymuje ;-)

28.08.2005
20:43
[141]

Łyczek [ LeBron James ]

nie na prawde

28.08.2005
20:46
[142]

Zeur [ Centurion ]

ok sorry, chyba zawaliłęm sprawe realy sorry human

30.08.2005
10:50
[143]

Łyczek [ LeBron James ]


/// grish ---> ja miałem format i mi się skasował wierszyk :/

30.08.2005
11:10
[144]

grish_em_all [ Hairless Cobra ]

/// Łyczek --> no trudno, trzeba dorwać panią prezes i od niej wydębić :)

30.08.2005
12:21
[145]

Blond_Alex [ Nożowniczka ]

/// Grish --> też miałam format :P ale... sprawdź pocztę :)

30.08.2005
14:11
smile
[146]

grish_em_all [ Hairless Cobra ]

/// Łyczek --> "naprawdę" pisze się razem ;)

/// Alex --> Big dzięki :)

30.08.2005
15:13
smile
[147]

Blond_Alex [ Nożowniczka ]

/// Grish --> polecam się na przyszłość :P

31.08.2005
05:22
[148]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

aż tu nagle ...

31.08.2005
17:58
[149]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

znów up

31.08.2005
19:55
[150]

Marcin998 [ Pretorianin ]

pierdzi w próg

31.08.2005
22:35
[151]

grish_em_all [ Hairless Cobra ]

zwala z nóg

31.08.2005
22:37
[152]

Łyczek [ LeBron James ]

bo taki smród

01.09.2005
00:15
[153]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

nie ziemska woń

01.09.2005
00:18
[154]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

zesrał się koń

01.09.2005
00:27
[155]

darek_dragon [ 42 ]

aż się uśmiał

01.09.2005
00:30
[156]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

wysoko się pohuśtał

01.09.2005
01:21
[157]

la fessée [ je ne taime plus ]

i tak mało

01.09.2005
10:16
[158]

grish_em_all [ Hairless Cobra ]

by się zdawało

01.09.2005
14:01
[159]

Łyczek [ LeBron James ]

że wypić kakao

01.09.2005
17:00
[160]

Blond_Alex [ Nożowniczka ]

to żadna sztuka

01.09.2005
17:16
[161]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

zaczyna się nauka

01.09.2005
18:31
smile
[162]

grish_em_all [ Hairless Cobra ]

to już wrzesień

/// oooo, pani prezes :D Witamy po dwutygodniowej absencji :P

01.09.2005
23:04
[163]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

nadchodzi szara jesień

02.09.2005
01:13
[164]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

Wstawać rano trzeba

02.09.2005
12:25
smile
[165]

martwica mózgu [ Junior ]

do szkoły biegać

02.09.2005
12:36
[166]

Blond_Alex [ Nożowniczka ]

na wagary chodzić ;P

/// Grish --> a powitać, powitać :))

02.09.2005
18:10
[167]

grish_em_all [ Hairless Cobra ]

od budy uciec

02.09.2005
20:04
[168]

golmann [ ogame ]

na szabry pobiec


na serio chodze

02.09.2005
20:35
[169]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

daleko od owiec

03.09.2005
00:13
[170]

henio :P [ Konsul ]

i szarej rzeczywistości

03.09.2005
00:16
[171]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

daleko od wszystkiego

03.09.2005
10:19
[172]

grish_em_all [ Hairless Cobra ]

co nie jego

03.09.2005
10:42
[173]

Łyczek [ LeBron James ]

jest dziś moje

03.09.2005
14:35
[174]

la fessée [ je ne taime plus ]

taki, co daje

03.09.2005
14:59
[175]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

i także odbiera

04.09.2005
09:33
[176]

grish_em_all [ Hairless Cobra ]

w ofertach przebiera

04.09.2005
10:27
[177]

serphin [ Generaďż˝ ]

na głos wybiera

04.09.2005
14:50
[178]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

i et cetera
//czy jakos tak :P

04.09.2005
14:53
[179]

-=[HaCZyK]=- [ Chor��y ]

liczyc nie potrafi

04.09.2005
15:07
[180]

henio :P [ Konsul ]

bo zakonczyl szkole

04.09.2005
15:26
smile
[181]

^_^czacha^_^ [ Don Corleone ]

był strasznym matołem

////hi all po długiej przerwie (nie miałem weny żeby kontynuować historię :P)

04.09.2005
15:27
[182]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

większym niż beger

04.09.2005
15:39
[183]

qaq [ CCCP ]

i kolega, Lepper

04.09.2005
19:33
[184]

la fessée [ je ne taime plus ]

co udaje polityka

04.09.2005
22:51
[185]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

a przypomina komika

04.09.2005
23:18
[186]

Ze wsi [ Generaďż˝ ]

głupi on jest

05.09.2005
11:21
[187]

grish_em_all [ Hairless Cobra ]

myśli, że "best"

05.09.2005
15:23
[188]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

ale nie wie

05.09.2005
15:44
[189]

la fessée [ je ne taime plus ]

ma dla siebie

05.09.2005
16:49
[190]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

kanapkę z serem

05.09.2005
17:50
smile
[191]

grish_em_all [ Hairless Cobra ]

pan jest zerem

05.09.2005
18:32
[192]

bojan997 [ Parówkowy boss ]

mówi do niego

05.09.2005
18:34
[193]

krystian_| [ Stary Wyjadacz ]

drogi poczciwy kolego

06.09.2005
10:20
smile
[194]

grish_em_all [ Hairless Cobra ]

daj pan spokój

/// Next część:

© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.