GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Przez moment myślałem, że to był tylko sen.

21.07.2005
10:55
smile
[1]

bartek [ ]

Przez moment myślałem, że to był tylko sen.

Wstając dziś o dziesiątej rano miałem nadzieję, że to co pamiętam się nie zdarzyło. Niestety w pokoju rodziców okazało się, że nikt na mnie nie szczeka, nie merda ogonem, nie prosi o spacer. Wczoraj w nocy zrobił się zimny i zaczął bardzo szybko, jakby przy wzmożonym wysiłku, oddychać. Na szczęście znalazło się w Olsztynie całodobowe pogotowie dla czworonogów, gdzie przyjęto go w środku nocy. Lekarz złapał się za głowę i początkowo nie wiedział co zrobić z siedmioletnim dobermanem, który nie może ustać o własnych siłach. Podejrzenie padło na kleszcza - psiak dostał serię zastrzyków: przeciwzapaleniowy, głupiego jasia. Dostał następny (witaminowy) i kroplówkę (250 ml w 10 minut!) kiedy okazało się, że krew nie napływa do strzykawki, a była niezbędna do postawienia jakiejkolwiek diagnozy. Dopiero kiedy mój tata z dużą siłą ścisnął mu ręką ścięgno w tylnej łapie krew popłynęła. Okazało się, że w krwi brakuje 30% wszystkiego czego mogłoby brakować. Psi lekarz kazał przybyć nazajutrz w godzinach porannych (w momencie kiedy to piszę), ściągnął psiego kardiologa (nawet nie wiedziałem, że taka profesja istnieje). Rodzice przywieźli go do domu ok. drugiej w nocy, a ja i mój młodszy brat zanieśliśmy łóżka w pobliże psa, który ruchem głowy pokazywał nam, że jest spragniony (miskę musieliśmy podstawiać mu pod sam pyszczek, bo jedyny wysiłek na jaki było go stać to maczanie w tej wodzie języka, a i tak bardzo go to męczyło). Nie chciał zasnąć, myśleliśmy, że jest przecież bardzo pobudzony i to jest głównym powodem, okazało się, że bał się zasnąć. W końcu mu się to udało, zasnęliśmy razem o czwartej nad ranem, bo do tego czasu ciągle przy nim byłem, rodzice musieli spać, bo mają swoje obowiązki, pracę itd. Przebudziłem się o piątej, język na wierzchu, nie oddycha. Wtedy nawet nie zapłakałem, już nie starał się panicznie łapać oddechu, wyglądał na spokojnego. Zanim to się stało zdążyłem wydrapać go w uchu (jego ulubione miejsce) i... i to wszystko. Przed zaśnięciem rozglądał się wokół, jego oczy były nienaturalnie malutkie, w zasadzie to nie rozglądał się, a wąchał. Myślałem, że chciał wody, bądź coś w ten deseń, ale on patrzył na mojego brata na mnie i śpiących rodziców. Sprawdził czy wszyscy są w porządku kilka razy i zasnął. Kiedy go zobaczyłem zrobiło mi się w jednym momencie tak zimno, aż dostałem drgawek. Za oknem padał pierwszy od dawna deszcz, było zimno, i jest nadal, jak nigdy tego lata. Pamiętam mojego tatę, który powiedział: "Bartek nie chodź, Gregus do szóstej sobie smacznie pośpi i o siódmej zawiozę go do weterynarza". Ja już wiedziałem, ledwo udało mi się to wydusić, później był płacz i ogromny żal. Odbyliśmy z nim wszyscy jego ostatni kurs w miejsce, które najbardziej kochał - las. Pochowaliśmy go na polanie, na której zawsze był wypuszczany, aby mógł poszaleć. Godzina między szóstą a siódmą zleciała mi jak nigdy w życiu, w mgnieniu oka.

Przepraszam, ale to mój pierwszy pies, mam siedemnaście lat, on był odkąd skończyłem dziewięć. Nie szukam pocieszenia na forum, bo nic nie może mi przywrócić zwierzaka, którego było wszędzie pełno, po prostu dziś bądźcie lepsi dla swoich psiaków, kotów i innych pociech domowych niż zazwyczaj. Bo bez nich dom, to nie ten sam dom.

I nie wierzcie, że istnieją zwierzęta, czy rasy, które są same w sobie złe.

21.07.2005
10:58
[2]

leszo [ Run for Fun ]

faktycznie, kiepska sprawa... to musiała być fajna psina .

21.07.2005
10:58
[3]

Paudyn [ Kwisatz Haderach ]

Bo bez nich dom, to nie ten sam dom.

Ano fakt. Teraz nie wyobrażam sobie naszego mieszkania bez czegoś pałetającego się pod nogami.

21.07.2005
11:02
smile
[4]

Regis [ ]

Przykra sprawa :(

21.07.2005
11:03
smile
[5]

Pvt. Creak [ Criav ]

ehh... współczuję... jak byłem mały też mi umarł (nie będę pisał 'zdechł', bo to głupio brzmi trochę) pies... może nie tak duży, jak doberman, ale mały - jamnik... a jak zginął? samochód go przejechał, najpierw po przednich łapach, później po tylnich i trzeba było go uśpić, żeby nie cierpiał :( od tamtego dnia minęło już dużo czasu (kilka lat), ale i tak mi go brakuje...

21.07.2005
11:06
smile
[6]

Madziara333 [ Królowa Potępionych ]

Musiales bardzo byc przywiazany do tego psiaka. Ja tez bym cierpiala gdyby jeden z moich kotków w taki sposób odszedl. Zal mi go troche ciebie zreszta tez przyjaciela straciles.

21.07.2005
11:06
[7]

Mack5 [ GENOC1DE ]

Wyrazy współczucia i pochwały za tak świetnie napisaną relację (aż łezka się w oku kręci, poważnie).

Nie mam psa, a moja siostra jest na wakacjach, więc nie mogę być dla niej lepszy.

Szacunek.

21.07.2005
11:07
smile
[8]

Dr@cOniS [ Generaďż˝ ]

współczuje ci, chociaż to i tak niczego nie zmieni

21.07.2005
11:14
smile
[9]

_zielak_ [ bamboocha ]

Przykro mi... Sam miałem kiedyś króliczka miniaturkę, który po trzech latach życia po prostu nie obudził się pewnego ranka... Wiem więc co to za ból.

Pewnie teraz czujesz spory smutek, ale nie martw się za bardzo bo za pewien czas to minie i nauczysz się żyć bez niego...

21.07.2005
11:17
smile
[10]

False [ Nie mam czasu ]

Szczerze współczuję... Sam mam psiaka i nie myśle nawet co by było jakby go nie było :(

21.07.2005
11:19
smile
[11]

Skype [ Konsul ]

szczerze współczucia, ja też swego czasu straciłem swojego przyjaciela, czworonoga tak więc wiem, co za okropne to uczucie

21.07.2005
11:20
[12]

hohner111 [ załamany życiem ]

dżizas to co w koncu się stało psiakowi...? czemu zmarł? jaka diagnoza? :|

21.07.2005
11:20
[13]

bartek [ ]

Dzięki. Do tych, którzy coś takiego przeszli - kupiliście nowego psiaka? Po jakim czasie? Ja już powoli wariuję, jak mnie przez pół życia pies budził, to ciężko będzie mi się odzwyczaić, a z drugiej strony, nie chcę zaraz szukać nowego domownika, bo jeszcze do końca nie ochłąnęłem.

Najgorsze jest to, że wczoraj minął dokładnie tydzień, odkąd wróciliśmy z dwutygodniowych wakacji, Gregus był w domu z dziadkami, którzy jako ludzie siedzący głównie sami - traktowali go praktycznie jak swoje dziecko. Zawsze kiedy nas nie było - przebywał z nimi, była to praktycznie jego druga rodzina. To są ludzie sercowi i nie wiem jak ja im o tym powiem :|

Pvt. Creak, wiem co czułeś, ja mojego musiałem znosić razem tatą, bo to bestia 60-70 kg była. Tak mu łapy posztywniały, że mieliśmy kłopoty z pokonaniem np. drzwi :(

Nigdy nie chorował, silny jak tur, a tu bach, kilka godzin i koniec. A kundelki, które były stare, kiedy on miał dwa tygodnie - nadal latają po podwórku, piją wodę z kałuż, żywią się odpadami ze śmietników i są okazami zdrowia. Nigdy więcej dobermana. Kochany, bystry, piękny, silny, ale ponoć prawie każdy odchodzi w wieku zaledwie 6-8 lat - słabe serca. Do tego bardzo się wszystkim przejmują.

21.07.2005
11:21
[14]

Andrewlee [ BFXXJ ]

Szkoda pieska, sam tez mialem kiedys jamnika, zdechl jak mialem 10 lat, byl moim rowiesnikiem.
Teraz mam 2 koty

21.07.2005
11:23
[15]

ILEK [ Plugawy Karzełek ]

Bartek--->juz kiedys o tym pisalem...moi rodzice bardzo przezywali strate psa i z siostra postanowilismy ze tak czy siak (pomimo ich protestow) musza miec psa. jak juz udalo nam sie ich przekonac postawili warunek ze musi byc ta sama rasa. Od poltora roku mam nastepnego Doga w domu...

21.07.2005
11:23
smile
[16]

MAROLL [ Hypnotize ]

Ech wspolczuje, sam nie wyobrazam sobie normlanego dnia bez mojego przyjaciela :(

21.07.2005
11:26
smile
[17]

W_O_D_Z_U [ SpamMajster ]

Bartek ---> wszpułczucia . Mi tez kiedyś jak byłem ały 5 lat zginął pies . Bernaryn . Przejechał go pociąg . Nie płakałem bo nie wiedziałem nawet jeszcze o co chodziło . Rodzice po jakimś tygodniu kupili nowego Bernardyna i tak się skończyło

21.07.2005
11:28
smile
[18]

snopek9 [ Legend ]

Naprawda ciezka sprawa...wydaje sie, ze to tylko pies, ale ja pamietam jak zdechl moj 11 letni pies...szkoda gadac...

21.07.2005
11:28
[19]

bartek [ ]

hohner111, najprawdopodobniej serce. U weterynarza miał problemy z krążeniem, weterynarz jeszcze nakazał, jak wcześniej pisałem, przybycie jutro. A pies wcale nie był chory, był umierający :| Nie mam do gościa żalu, bo pewnie zrobił co mógł, pełna kadra pracuje za dnia, on był takim "rozszerzonym lekarzem domowym". Później od razu do lasu. Nie chcieliśmy go ciągać o piątej nad ranem po lekarzach, żeby go cięli itd. bo to i tak niczego by nie zmieniło, a mi nie spałoby się lepiej, gdybym wiedział czy to serce, nerki czy zatrucie. Żadna różnica, i tak pustka i żal.

Sorki z góry za wszelkie błędy i nieścisłości, ale spałem dziś dwie godziny i wcale nie chcę więcej.

21.07.2005
11:34
smile
[20]

Sl@YeR [ Pretorianin ]

Az sie wzruszylem.Wielkie wspolczucia. Nic wiecej nie mam do napisania.

21.07.2005
11:37
[21]

Skype [ Konsul ]

Bartek --->> po stracie swojego psa, po jakiś 3 miesiącach kupiliśmy nowego, tą sama rasę, nie wyobrażaliśmy sobie, by mieć psa innej rasy

21.07.2005
11:45
[22]

EasyInternetCafe [ Konsul ]

Smutne :(
Wyrazy wspolczucia.

21.07.2005
11:52
smile
[23]

Mondragorn [ Lunar Dragon ]

Naprawdę bardzo Ci współczuję, wiem co czujesz. Kilka lat temu też mialem psa, także odszedł, i nawet teraz kiedy go sobie przypomnę łza się w oku kręci :(

21.07.2005
11:54
[24]

Dr@cOniS [ Generaďż˝ ]

bartek ---> jak byłem mały to miałem takiego fajnego psa (nie wiem ile miał lat, bo to była przybłęda), kiedyś rankiem wyszedłem na podwórko dać mu wody i spostrzegłem że nigdzie go nie ma (chyba nie muszę mówić co wtedy przeżywałem). Teraz mam owczarka szkockiego Colie (suczkę) i jak narazie jest dobrze.

21.07.2005
11:59
[25]

Dr@cOniS [ Generaďż˝ ]

bartek ---> jak byłem mały to miałem takiego fajnego psa (nie wiem ile miał lat, bo to była przybłęda), kiedyś rankiem wyszedłem na podwórko dać mu wody i spostrzegłem że nigdzie go nie ma (chyba nie muszę mówić co wtedy przeżywałem). Teraz mam owczarka szkockiego Colie (suczkę) i jak narazie jest dobrze.

21.07.2005
12:03
[26]

bartek [ ]

Skype, szczerze mówiąc dla mnie również inne psy nie istnieją. Tzn. uwielbiam wszystkie, ale nie chciałbym mieć innego. Tyle, że obawiam się, iż będę wymagał od niego tego samego, będę ciągle widział w nim mojego byłego psiaka, a to przecież całkiem inny :(

Jeszcze raz dziękuję wszystkim za słowa otuchy, przydały się.

Dr@cOniS, piękna sunia! Znajomi mają Colie, ale dwa samce i sądząc po zdjęciu - panie są ładniejsze z Twoją na czele :) Odnośnie Twojego byłego pieska - taka niepewność jest chyba najgorsza. Mi bardzo dawno temu zniknął ogromny żółw, był tak duży, że nie było szans, aby przecisnął się gdzieś na balkonie, nie mógł nawet wpaść do kibla, bo by się zwyczajnie zaklinował. Nie wiem co się z nim stało, ale z rok na niego czekałem :( Ale żółw to nie pies, czy kot. Z psem masz stały kontakt, przywiązujesz się, możesz się do niego przytulić, pocałować, wydrapać... :(

21.07.2005
12:03
[27]

gromusek [ Piwa dajcie ! ]

wyrazy wspolczucia :( czlowiek do psa przywiazuje sie jak by to byl czlonek rodziny... a pies do czlowieka jeszcze mocniej :(

To moj 4 miesieczny piesek na cale szczescie caly zdrowy i wesoly
https://www.republika.pl/x_lo/pies1.JPG
https://www.republika.pl/x_lo/pies2.JPG

21.07.2005
12:13
[28]

Przewodnik Syriusza [ Magazyn Grafik ]

Ja mam dwa czteroletnie śliczne psiaki (Pinczer Austriacki Średni, strasznie śmieszna psina, i Wyżel Weimarski Krótkowłosy, łobuz jakich mało) i mam nadzieję, że jeszcze długo im się nic nie stanie. Boże, uchroń...

21.07.2005
12:15
[29]

xmajorx [ Paper Master ]

Nic nie jest wieczne, to smutna prawda.

21.07.2005
12:23
[30]

Aen [ MatiZ ]

bartek - Mój pierwszy pies zdechł z powodu choroby, natychmiast w domu pojawił się nowy... W lutym zaczęła mieć nagłe drgawki, ledwo ją odratowano - Bardzo Ci współczuję, bo to po prostu strata członka rodziny :(. Na Twoim miejscu od razu przygarnąłbym następnego i dał mu dom i ciepło

21.07.2005
12:33
[31]

Dr@cOniS [ Generaďż˝ ]

ja również myślę że powinieneś przygarnąć nowego pieska

© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.