GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Karczma "Pod Poetyckim Smokiem" cz. 1347

14.02.2005
17:43
[1]

tygrysek [ behemot ]

Karczma "Pod Poetyckim Smokiem" cz. 1347

Witajcie!
Bufet jest czynny od 5:00 do 24:00 [dla potrzebujących non-stop, ale po godzinach obsługa we własnym zakresie]. Gościmy zbłąkanych, gdy tylko poczują, że na innych wątkach jest chwilowo podejrzanie cicho albo podejrzanie głośno. Za barem Holgan, Astrea (która okazała się doskonale nadawać do tej pracy i została postawiona za barem przez Szamana; należy także nadmienić, ze jest ona jedynym w swoim rodzaju Kryształowym Duszkiem i zgodziła się kolaborować z liczem Szamanem i służyć mu za kryształową kulę przepowiadającą przyszłość) i Szaman (uwaga: Szaman ma zawsze rację, nie może inaczej być!) mieszają magiczne drinki. Magini kręci się po sali, ale ostatnio bardzo rzadko wpada pochłonięta obowiązkami przy nowej klientce Karczmy (przewiduje jednak, że wkrótce sytuacja się unormuje i do lokalu wstawimy kołyskę ;-), MarCamper pilnuje porządku gwarantując bezpieczny odpoczynek, eros w kuchni miesza ... w kotle (na czas jakiś obowiązki jego przejął Mac, czym zaskarbił sobie wdzięczność tak gości jak i obsługi, która martwić zaczynała się faktem przedłużającego się urlopu erosa) i rothon - na zapleczu dba o interes oraz dokarmia świnkę, którą kiedyś przyniósł w darze.
W takim miejscu jak to nikogo zdziwić nie może obecność anioła. Ten nasz Anioł z Naderwanym Skrzydłem, jest o tyle wyjątkowy, że wiemy wszyscy, iż nie doje, nie dopije a będzie się interesował. AnankE wpada wieczorkiem, puka w szybkę i pije adamusowego grzańca, mi5aser - etatowy stały klient w koło opowiadający o EverQuest. Ostatnio rozgląda się trochę nerwowo wyczekując na moment, kiedy trzeba zmienić numerację. Adamus płaci za drinki wierszami sam przynosząc najlepsze alkohole świata i przygotowując doskonałego grzańca dla zziębniętych, a Gambit przynosi ze sobą świeczkę i koronkową chusteczkę. Zajmuje się także kominkiem, przed którym wygrzewa się z wyrazem błogostanu na twarzy tygrysek, co jakiś czas zerkając jednak nerwowo na mi5asera, gdyż ten próbuje go uprzedzić przy zmianie numeracji w przerwach pomiędzy swoimi powieściami. Pellaeon dba o czystość, kontrolując z sanepidowską dokładnością wszystkie zakamarki i regularnie wyprowadza Ósmego na spacery (ale nie dane mu jest zaznać spokoju od służby we Flocie z powodu Yoghurta, który regularnie raportuje mu o sytuacji w walce z Rebeliantami i aktualizuje Imperialną stronę Holonetową):-). Nick Grzecha sugeruje różne grzechy, ale osobnik ten wsławił się szczególnym upodobaniem do numeracji rzymskiej i c(_) ;-) Odwiedza nas Alver the Gnom, a po jego uprzejmej propozycji dotyczącej naszej Karczmy "a może to też mam rozpieprzyć?!?" umieściliśmy go w stopce papieru firmowego. Teraz doczekaliśmy się - powrócił do nas z wojska na białym koniu. Attyla, mnich pochodzący ponoć od smoka, przechodząc wstępuje na zimny prysznic, poza tym zawsze wie kiedy wstać i wyjść :). Tofu ponownie opuścił nas i udał się do Japonii, skąd, jak obiecują sobie wszyscy, przywiezie nam furę egzotycznych prezentów (nie tylko herbatę ;)!!! Można tu też usłyszeć pieśni Wędrownego Barda i gromkie okrzyki imć Dymiona, który broni honoru kobiet i naszej Karczmy. JRK przynosi różne ciekawe rzeczy i pije wapno. Ostatnio mamy nowego dostawcę szmuglowanego piwa - Mr.JackSmitha, który zaczął też parać się pracą barmana i jest w tym debeściarski :-) Wieczorami lub nocą przychodzi Kerever cierpiący na bezsenność, odkąd po raz pierwszy odwiedził Sosarię. Śni o tej krainie na jawie. Wieczory i noce to też ulubione pory gnoma Desera, który wpada na piwo zawsze z nieodłącznym worem pełnym artefaktycznych artefaktów (ale nie posiada największego skarbu naszego barmana - samonapełniającego się kufelka +5 ;). Rankiem zjawia się krasnolud Kastore, znany Zabójca Trolli, przychodzi opowiadać o swych wyprawach i walkach stoczonych rzeczywiście lub jedynie zmyślonych. Nemeda gdzieś tu się czai w mrocznym kątku, szukasz magii nekromanckiej, wypowiedz jej imię a pojawi się od razu. Jest także Shadowmage, który z uporem godnym lepszej sprawy czatuje na to, żeby być pierwszym i gotów jest się z każdym pojedynkować na Fireball`e... ;-) NicK próbuje w przybudówce zorganizować gorzelnię - zamarzyło mu się piwo własnej produkcji. Ostatnio zaniedbał trochę warzenie piwa, poświęcając swoją uwagę Duszkowi, którą za obopólną zgodą usidlił i zaprowadził przed ołtarz (gwoli ścisłości to nie jest pewne, kto kogo gdzie zapędził, ale tak to w opowieściach bywa, że cny rycerz damę serca swego przed ołtarz prowadzi, a nie odwrotnie... ;))). Yosiaczek wsławiła się tym, że w ogniu dyskusji postanowiła zademonstrować swoje zdecydowanie i użyła czołgu (pożyczonego od Admirała Pellaeona) jako argumentu i wjechała do Karczmy przez... ścianę, co zmusiło obsługę do jej późniejszego magicznego odbudowania... [ściany, nie Yosiaczka] :-) Cóż, poza tym łączy ją trochę niejasny związek z porucznikiem Yoghurtem ;-) AQA natomiast uczy się od Admirała Pellaeona za niebiańsko wysokie stawki (ale w końcu sam Wielki Admirał udziela korepetycji... ;)) obsługi Generatora Czasoprzestrzennego, co może mieć dla naszej Karczmy wiekopomne konsekwencje... :-). Zdarzają się także historie jak z telenoweli, czego przykładem jest Pijus, który podejrzewa (z bliżej nie skonkretyzowanych powodów), że jest dawno zaginionym bratem Szamana (o czym ten oczywiście nic nie wie i wszystkiego się wypiera... ;)). Pojawił się także w naszej Karczmie silny desant z Wielkiego Miasta Portowego Północy, wśród którego wyróżnia się Rogue, będąca, co wiedzą dobrze poinformowani, blisko związana z Gambitem... Obok wejścia stanął słynny sprzedawca kiełbasek w bułce Dibbler - zachwala swój towar Gardło Sobie Podrzynając ceną. Nikt jednak nie próbuje jego kiełbasek dwukrotnie - świadczy to o roztropności miejscowej klienteli. Od czasu kiedy w ekipie mafii gdańskiej pojawiać się zaczął Ingham konieczne stało się zainstalowanie spluwaczek oraz wyłożenie dyżurnych szmat. Panowie maja bowiem dziwaczny zwyczaj witania się poprzez plucie. Z tamtych regionów przybywają czasem Pasterka i Kane: Dzicy Barbarzyńcy z Dalekiej Północy, siedzą i popijają grog zrobiony według przepisu Mamy Muminka, siejąc przy tym ogólny zamęt i spustoszenie w karczmianych zapasach... Powiadają, że w puszczy żubr jeno występuje, ale okazuje się, że nie jest to do końca prawdą. Lechiander też występuje, tyle, że jako wielki spec od Half-life`a i Fallout`a, czym zwiększa znacząco nasz karczmiany potencjał wszechwiedzy... ;)
Jako że Karczma miejscem jest niezwykłym, niezwykłe są w niej także i najzwyklejsze zdawałoby się przedmioty. Ale w błędzie jest ten, kto tak będzie myślał - nawet nasze szafy maja swoje sekrety... Z takiej właśnie szafy (należącej nota bene do Holgan) wynurza się regularnie Puynny (z tego co udało się ustalić, jest to chyba skutek zabawy Generatorem Czasoprzestrzennym przez AQA... :)
Z żadnej szafy, ani innego wymiaru nie pochodzi Piotrasq, ale za to on sam przyprowadził do nas razu pewnego niezwykłego gościa: słonika koloru seledynowego, który od razu stał się naszą karczmianą tajemnicą... Magów dyżurnych u nas jak psów, ale tylko jeden sprawia szczególny kłopot :-) Zasłużył się Kanon przybytkowi, a ciągle: a to weny na zapis nie ma, a to skryba zwiał albo leży pijany. Jednak teraz błąd naprawiony i należne w stopce miejsce przyznajemy z przytupem! Nawet mniej uważny obserwator dostrzeże, że w okolicach szynkwasu kręcą się ostatnimi czasy jacyś podejrzani klienci. Jeden z jakąś kokardą? Gdy zapytać barmankę odpowie (po brzęknięciu monetą oczywiście), że to Osioł zwany KaPuhY, w pyszczku mający balonik, a na ogonku kokardkę. Kiedyś był Osłem pod ochroną, ale zmieniło się to w chwili kiedy wybrał nową drogę kariery - Kaloryfera Żeberkowego. Uważając na ostre zęby czterokopytnego na blacie baru cały czas próbuje przysiąść TrzyKawki. Hmmm, czyżby jedna kawa nie starczała? W razie czego przypomnijcie sobie Mazia. Tego Mazia, co to zimą chodzi w misiu. W swięto zawsze wkłada krawat pod kołnierzyk, krawat z gumka, trochę pije, lecz jak leży! Jednym słowem - pan poeta, wasz liryczny, zwiewny przyjaciel! [Tu ukłon w stronę dam]. Gilmar także pije, piwo Tychy, sam aromat... i podobno on właśnie mówił, że z ryb to tylko rypanie i walenie. Czy może z waleni to tylko ryby i... nie wiadomo. Zresztą, kto by to wszystko dziś pamiętał? Ważne, ze oto ostatni kowboj Rzeczpospolitej, co klamry jego ogłaszają :-)
Widziano tutaj nawet VIPów pijących kakao, ale o tym sza -jesteśmy znani z dyskrecji :-)

W sezonie jesienno-zimowym podajemy wszystkim zziębniętym grzańce najróżniejszego sortu i w dowolnych ilościach (bardzo potrzebującym i bardzo zasłużonym nawet za przysłowiowe "Dziękuję" ;-) Poza tym na pięterku można spędzić noc - oddano właśnie do użytku wyremontowane pokoiki (które, należy dodać, zimą są dobrze ogrzewane, a latem klimatyzowane) . "Więc niech umierają słowa nasze - na to są, przez to są."

[Bar jest ciemny; kilka postaci siedzi przy kontuarze pijąc w milczeniu; nie mówiąc do siebie i nie patrząc na siebie trwają w cichym porozumieniu ludzi uprawiających rozpustę i oddających się nałogowi, a barman o twarzy apostoła rozumiejącego słabość ludzkiej natury stoi w półcieniu brzęcząc kostkami lodu i porusza się bezszelestnie z jednego końca baru na drugi niby bóg niegodziwości, wyposażony przez naturę w twarz ascety]

Poprzednia część:

14.02.2005
17:45
smile
[2]

Shinoda [ Centurion ]

pierwsz\y :D

14.02.2005
17:45
smile
[3]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Pierszy! :-D

O masz! Trza wegla dosypac do internetu, bo zwalnia :-))

Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2005-02-14 17:43:24]

14.02.2005
17:47
[4]

Shinoda [ Centurion ]

rothon ----> mnie nikt nie pokona , a w mojim wegiel aż się wysypuje

14.02.2005
17:53
smile
[5]

tygrysek [ behemot ]

ja sobie zgrałem internet na dyskietkę na całe szczęście

14.02.2005
18:01
[6]

Shinoda [ Centurion ]

tygryske --> co zgraleś węgiel

14.02.2005
19:43
smile
[7]

TrzyKawki [ smok trojański ]

Dobry wieczór.

Dzienna bieganina zakończona, można siadać i pić.

14.02.2005
19:47
smile
[8]

Shinoda [ Centurion ]

trzy kawki ---> do picia się przyłącze ale dal mnie soczek marchwiowy tylko

14.02.2005
19:49
smile
[9]

TrzyKawki [ smok trojański ]

Co znaczy tylko? Ja się mineralną ostatnio kontentuję :-D A czemu marchwiowy? I dlaczego soczek?

14.02.2005
19:50
smile
[10]

Shinoda [ Centurion ]

za młody na piwo i ine alkohole

14.02.2005
19:54
smile
[11]

TrzyKawki [ smok trojański ]

To będziesz stał na bramce. I wyprowadzał nietrzeźwych :-D

Deser - Wróciłeś ty aby? Czy poznałeś jakąś atrakcyjną Krakowiankę? Albo Lajkonika? :-D

14.02.2005
19:55
[12]

Shinoda [ Centurion ]

ciekawe kto pierwszy poleci stawaimy zakłady :D

14.02.2005
21:01
smile
[13]

Deser [ neurodeser ]

Dobry Smoki :)

wróciłem *demoniczny śmiech*

14.02.2005
22:54
smile
[14]

Piotrasq [ Seledynowy Słonik ]

No i wszyscy pouciekali.

15.02.2005
00:01
[15]

Gilmar [ Easy Rider ]

Ufff... jeszcze zdążyłem przed pólnocą...
Ale... to był dzień... a zmiana...

15.02.2005
00:04
smile
[16]

Gilmar [ Easy Rider ]

Lipa... zegar Gola sie spieszy...???

Nie szkodzi... Zdrowia!!!

15.02.2005
06:39
smile
[17]

AQA [ Pani Jeziora ]

Dzień dobry Smoki !:))
Ślisko dzisiaj, że szok :)

Deser ---> i jak się Waści urlop udał ?:)

Gilmar ---> jakby to powiedzieć ... na GOLu czas szybciej leci :))

15.02.2005
08:17
[18]

Piotrasq [ Seledynowy Słonik ]

Puchy.

15.02.2005
08:18
[19]

Lechiander [ Wardancer ]

puch, puch...

15.02.2005
08:23
[20]

Piotrasq [ Seledynowy Słonik ]

marny...

15.02.2005
08:30
smile
[21]

Widzący [ Generaďż˝ ]

Witajcie Smoki

Siedzę i czytam "lider zysków" a Piotrasq niezadowolony. Czemu pytam?

15.02.2005
08:33
smile
[22]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Łufff, wreszcie sie poprawilo i sie zalogowac zdolalem. Ciekawe kiedy sie znowu spsuje! Dziń dybry! :-))

A ja na Onecie czytalem o klanie Giertychow :-)

Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2005-02-15 08:31:46]

15.02.2005
08:35
[23]

Piotrasq [ Seledynowy Słonik ]

Ja ? Niezadowolony ? A na jakiej podstawie tak twierdzisz ?

15.02.2005
08:41
smile
[24]

Holgan [ amazonka bez głowy ]

...dzieńdoberek...

rothon --> a nie dostaniesz niestrawności?? ??

AQA --> wczoraj z Kapuhym oglądaliśmy zdjęcia mi Mikołajek w T. Ludzie z szafy są cholernie fotograficzni ;-)

Piotrasqu --> pomarańcz koszulki i śpiwora nic a nic nie wyblakł ;-)

15.02.2005
08:43
smile
[25]

Shinoda [ Centurion ]

Dzień dobry Smoki . I kto ppierwszy poleciał wczoraj bo nie widziałem :D

15.02.2005
08:44
smile
[26]

Widzący [ Generaďż˝ ]

A kto mówi "puchy"?
Ty to powinieneś śpiewać i trele radosne wydobywać, etat u lidera, panie tego, to nie byle co;-)

15.02.2005
08:53
smile
[27]

AQA [ Pani Jeziora ]

Holgan ---> cześć :)) A nie masz tam gdzieś fotki seledynowego słonika ? Może by tak na Karczmianej tablicy ogłoszeń powiesić ?:P I pozdrów Kapuha od nas :))

15.02.2005
08:54
smile
[28]

Lechiander [ Wardancer ]

Shinoda ---> Tu kazdy odlatuje. W końcu smoki, nie? Może poza smoczętami, które jeszcze nie potrafia. :-)

15.02.2005
08:56
smile
[29]

AQA [ Pani Jeziora ]

Lechiander ---> e tam, nie potrafią :) Moje smoczę ma całkiem niezły odlot, jak mu się misia obok położy :)))

15.02.2005
08:57
smile
[30]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Holgan--> Eeeee, chyba nie. Glupote mam okazje podziwiac codziennie u siebie w kabarecie. Jestem, jak to mowia, uodporniony :-))

15.02.2005
08:59
smile
[31]

Piotrasq [ Seledynowy Słonik ]

Holgan ----> robiłaś sobie wieczór wspomnień ?

15.02.2005
09:12
smile
[32]

Lechiander [ Wardancer ]

AQA ---> Misia!!!??? To lipa jakaś! Piwo mu połóż, a nie jakieś szmaciaki! Bosze, co za wychowanie...
;-))

15.02.2005
09:14
smile
[33]

AQA [ Pani Jeziora ]

Lechiander ---> ale on je misie :))

15.02.2005
09:16
smile
[34]

Lechiander [ Wardancer ]

AQA ---> Jak to je??? A co one, z marcepanu, tudzież czekolady, te misie? :-))

15.02.2005
09:18
smile
[35]

AQA [ Pani Jeziora ]

Lechiander ---> no czy ja Ci muszę wszystko tłumaczyć ?:P Jedne Smoki jedzą owce, a drugie misie :)))) Boszzzz...

15.02.2005
09:25
smile
[36]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Jakieś 15 lat temu, gdy jeszcze nie byłem Szczurem Biurowym, lecz całkiem zwyczajnym studentem 5 roku, zobaczyłem, że, jeśli nic nie zrobię ze sobą, to perspektywy są marne. Przedtem jeździłem do reichu co rok - gdy nastał Balcerowicz moja siła nabywcza zmniejszyła się z dnia na dzień dziesięciokrotnie i głód zajrzał w oczy. Postanowiłem zaradzić temu zjawisku: wziąłem urlop dziekański, wysupłałem resztę dojczmarek i kupiłem komputer. 386, zegar 25 Mhz, dysk 120 MB. Cudo. Do tego drukarkę HP laser jet IIIp. I skaner ręczny, czarno - biały. Na giełdzie na Grzybowskiej kupiłem soft: Windows 3.0, Corela 2.0, czysto pirackie kopie na dużych dyskietkach. Najgorzej było z Corelem. Na początku nie wiedziałem jak się robi linie proste, i żeby je narysować, robiłem kwadrat, a potem ściągałem jego krawędzie tak, że wychodził odcinek. Ale tak było przez pierwsze parę dni. Nauka poszła szybko. Zarejestrowałem działalność gospodarczą i miałem klientów. Słodkie czasy! Jeszcze nie było VAT-u, podatek dochodowy dopiero raczkował, wszystko było przed nami, ten faszyzm biurokratyczny też. Swoją firmę trzymałem oczywiście w domu. W jednym pokoju byłem ja z komputerem i drukarką, a w drugim trwała żona z dzieckiem. Czasem przychodzili klienci, jeden wdepnął w nocnik - to było niezłe :-) Pierwszym moim klientem był Pan Czesio, który mnie znalazł z ogłoszenia, bo oczywiście na początku dałem je do Wyborczej. Pan Czesio miał gazetkę z ogłoszeniami. Zrobiłem mu skład, zapłacił, poszedł, pojawił się po dwóch tygodniach z następną porcją. Po następnych dwóch tygodniach spytał się czy nie znam jakiejś drukarni, bo ta, co ją miał zaprzyjaźnioną, jest za droga. Wtedy zaproponowałem, że może znajdę mu drukarnię, a najlepiej gdybym w ogóle przejął skład i druk, a Pan Czesio zająłby się tylko akwizycją i dystrybucją. Powiedział, że pomyśli. I że przyjdzie w przyszłym tygodniu. Ja przez ten czas szukałem drukarni.

Znacie te opowiesc? Jezeli nie i jezeli kogos zainteresuje opowiesc o poczatkach, do dzis jaskiniowego, kapitalizmu, o przekretach w stanie wojennym, o lapowach itd. to od czasu do czasu moge wrzucic ciag dalszy :-))

15.02.2005
09:29
smile
[37]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

O drukowaniu miałem pojęcie takie sobie, to znaczy wiedziałem, że jest, i dlatego nie chciałem iść do dużych firm. Jeszcze by się wydało, że jestem w branży od miesiąca. Pokręciłem się po naszym osiedlu - znalazłem drukarenkę w piwnicy starego budynku administracji. Wchodziło się tam po zniszczonych betonowych stopniach, obok węzła cieplnego, korytarzem, jaki budowano w komunistycznych blokowiskach - piwnice ze ścianami z cegieł ustawionych w ten sposób, że tworzy się ażurowa ściana z otworami. Na końcu korytarza była ta drukarnia. Pomieszczenie może ze 20 metrów kwadratowych, na środku romayor (taka maszyna drukarska) mnóstwo petów i Pan Zbyszek.

Nasze pierwsze spotkanie było dosyć dramatyczne - gdy wchodziłem do tej jego drukarni, Pan Zbyszek demonstrował pracownikowi 33 sposoby rzucania darta, czyli strzałkami do celu. Był właśnie przy 15, gdy drzwi służące za tarczę (a raczej zdjęcie Jaruzela w mundurze z baretkami orderów przypięte pinezkami do dykty) otworzyły się, no i pojawiłem się ja. Jaruzel był zupełnie posiekany, widać zawody odbywały się regularnie. Szpikulec strzałki przebiłby mi czaszkę gdybym był odrobinę wyższy. Tym razem udało się - przeniosło górą, odbiło się od półotwartych drzwi i wbiło we framugę.
Pan Zbyszek mógł drukować te pisemka - jakoś się dogadaliśmy. W trakcie dogadywania zużyliśmy trochę dogadywacza, bo bez tego się nie obeszło. Pierwszy nakład wyszedł dobrze, Pan Czesio był zadowolony z produkcji Pana Zbyszka.
Teraz ja musiałem nie dopuścić, żeby Pan Czesio poznał Pana Zbyszka, bo nie zarobię. W tym momencie moja humanistyczna i artystowska natura odebrała pierwszą lekcję kapitalizmu - zarabianie to pośredniczenie. Wszystko jedno, w czym, ale pośredniczenie.
Trudne to było wszystko. Parę razy klienci nie przyjęli mi nakładu czegoś tam, bo Pan Zbyszek coś spieprzył, ja byłem niedoświadczony i nie zauważyłem błędów, ale za to klient zauważył. Pewnego dnia, gdy stresujący kontakt z klientem zakończył się jednak sukcesem i dogadywaliśmy zapłatę za druk, a dogadywacz ulegał zużyciu, pracownik powiedział, że trzeba skoczyć po zagrychę, bo na sucho źle się dogaduje. To było jakieś pół roku po rozpoczęciu współpracy. Zaczynałem się poważnie obawiać o przyszłość mojej wątroby i o przyszłość w ogóle, bo jak tak dalej by szło, to wpadnę w dogadywanie, a nie w zarabianie. Właśnie wymyślałem fortel jak tu się wykręcić, gdy Pan Zbyszek szerokim gestem otworzył lodówkę, w której trzymał odczynniki do druku. Sięgnął do środka i wyjął zwój kiełbasy
- To jest zagrycha! Nie taką się woziło w stanie wojennym! Tym, kurwa - i tu pogroził w kierunku tarczy do darta - pierdolonym skurwysynom na złość.
Zastrzygłem uchem.

15.02.2005
09:37
smile
[38]

Holgan [ amazonka bez głowy ]

Piotrasqu --> ano Kapuhy z Majeczką przyjechali i edukowaliśmy ją co do spotkań GOLowych ;-)))

rothon --> niby tak, ale p. G. naprawdę powoduje u mnie niestrawność...

15.02.2005
09:42
[39]

Lechiander [ Wardancer ]

AQA ---> Owieczki to ja rozumiem, ale misie??? Jeżu kolczasty... :-)) :-P

rothon ---> Dawaj dalej! Ja czytam. :-) W międzyczasie, ale czytam. :-)

15.02.2005
09:43
smile
[40]

AQA [ Pani Jeziora ]

Lechiander ---> jak to "owieczki to ja rozumiem" ? A w czym owieczka jest gorsza od misia ? A co do rozumienia owieczek: meee me me meeemee ? :P

15.02.2005
09:47
smile
[41]

Lechiander [ Wardancer ]

AQA ----> Me me meeeeeeeeeee!!! ;-))
A misie szamać, to czyste barbarzyństwo! O! :-P :-))

15.02.2005
09:57
[42]

mi5aser [ Nawiedzający Sny ]

Dzień Bobra ! ; )


rothon ---> fajne fajne dawaj dalej ; )

15.02.2005
09:57
smile
[43]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Matko jedyna, pozostawimy na chwile pana Czesia i pana Zbyszka. Opowiem wam pewna historie. Moja, dla odmiany. Dzwoni telefon. Odbieram, odzywa sie sekretarka szefa, ktory wola mnie do niego natychmiast. W zasadzie do NIEJ, bo dyrektoraka finansowa mnie wzywa przy pomocy sekretarki naczelnego. Ki czort, sie zastanawiam, ale ide. Wlaze, siedzi Trojca: finansowa, kobita od inwestycji i facet od zabezpieczen obiektow. Siadam, a finansowa mowi:
- Strasznie nam pan potrzebny, bo nie wiemy co tu robic!
- Co jest? Pytam.
Finansowa: Pan Marek, wskazuje na tego od zabezpieczen ocenil, ze stan kilkunastu naszych obiektow jest taki, ze żuk i żaba moga tam wejsc o kazdej porze dnia i nocy i wyniesc wszystko razem z pracownikami.
- No to problem, a co mnie to obchodzi? Pytam.
Finansowa: Pan Marek opracowal odpowiedni material, w ktorym okreslil stan obiektow, nasze potrzeby oraz koszt doprowadzenia ich do wymaganego stanu.
Cudownie! mowie.
Finansowa: W zwiazku z faktem, iz koszt kazdego pojedynczego systemu zabezpieczenia przekracza wartosc 3,5 tysiaca mamy obowiazek finansowania tego ze srodkow inwestycyjnych firmy.
- Aaaaa, taki problem. Czyli nie macie tych srodkow i trzeba ukrecic kilkaset tysiecy? zapytuje.
Finansowa: Niiiiie, pan Marek zlozoyl w centrali w Warszawie odpowiednie wnioski i uzyskal niezbedne 300 tysiecy na ten cel z funduszy inwestycyjnych.
*Pani o inwestycji kiwa glowa*
- W czym wiec klopot?
Finansowa: Zorganizowano przetarg, otwarto koperty, wyloniono firme, ktora nam to zrealizuje. Tyle, ze taniej niz 3,5 tysiaca. A to oznacza, ze nie nalezy, ba, niewolno rozkazem centrali tego finansowac z puli inwestycyjnej, ale ze srodkow obrotowych. Tymczasem srodkow obrotowych na to nie ma zabezpieczonych w budzecie, a automatyczne przerzucenie tego z inwestycyjnych moze nastapic jedynie za zgoda centrali. Centrala da nam taka zgode za 2-3 miesiace. O ile da. Tymczasem mamy rozstrzygniety przetarg i nie mozemy tyle czekac, bo trzeba uniewaznic przetarg, a to nas bedzie sporo kosztowalo szmalcu wyplaconego w postaci kar. Nie wspominajac o tym, ze do tych obiektow, dalej bedzie mogl wejsc żuk i żaba. Co tu robic? Ratuj pan!

Widzieliscie, kurna?! Nie mozna zrealizowac projektu, bo kosztuje... za tanio! No to teraz nic, tylko powiedziec firmie, wez drozej, bo za tyle co deklarujesz to ja nie moge! Co za kraj!

Epilog.
Zradzilem sytuacji i zaproponowalem metode, ale czy to nie jest chore? :-))

15.02.2005
10:17
[44]

mi5aser [ Nawiedzający Sny ]

rothon ---> jest ... w takiej sytuacji firma powinna z pocałowaniem ręki wystawić zgodę w trybie "na wczoraj" ale kogo to obchodzi w firmie państwowej ; ) każdy robi od 7 do 15 i ma głęboko w nosie co się dzieje w innym departamancie ; )

15.02.2005
10:20
smile
[45]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Albo inna historia. Moj znajomy kieruje departamentem w pewnej instytucji. Departament sie wlasnie mebluje i stare meble ida na szrot. A sa calkiem dobre. Pomyslal wiec, ze odda je potrzebujacym. Zastanawia sie komu, zastanawia, i nagle jest. Milicji naszej! Byl ostatnio w resorcie i widzial, ze maja tam zbijane ze skrzynek po jablkach szafki i stere maszyny do pisania. Da bidulkom tych mebli, niech pracuja jak ludzie. A i wladzy sie przysluzy zachowujac jak porzadny obywatel. Udal sie na Milicje, zeby im powiedziec, ze ma te graty, tyle, ze trzeba je sobie przywiazc. Podstawic wiezniarke 'Stara' zwana dyskoteka raz czy ile tam trza i zabrac. A Dowodca Milicjantow mowi:
- Panie, my chetnie, z pocalowaniem, ale nie mozem.
- Jak to?
- Przyjac darmo nie mozemy, bo nam przepis zakazuje, a kupic nie mozem, bo nie mamy kasiory w skarbcu!
- To ja je przedam, te meble, po symbolicznej zlotowce!
- Nieeeee, musi byc 'rynkowo', a te meble, skoro jeszcze calkiem zdatne, to pewnie kosztuja wiecej, i nie bedzie nas stac.

Meble poszly na podpalke, a jak ja ostatnio bylem na Milicji, to sie pod jednym Aspirantem krzynka zalamala i byl potem miesiac na zwolnieniu lekarskim. Tiaaaa :-))

mi5aser--> Tak jak mowisz powinno byc, ale pani Jadzia z departamentu co to odpowiada za jedno jest na zwolnieniu, a pani Marysia z drugiego, to ma w domu księdza. I kupa! Tylko bombe podlozyc i fruuuuuu :-))

Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2005-02-15 10:21:51]

15.02.2005
10:23
smile
[46]

Deser [ neurodeser ]

Dobry Smoki :)
Budzę się po ciężkiej nocy i co widzę ? Widze urlop dalszy *oklaski i koziołki po pokoju*
Na fotce gnom w Krakowie. Rzeczonego gnoma oczywiście nie widać bo sie schował w chlebaku przeznaczonym do noszenia piwa :P

AQA - udał się udał... i tyle mam teraz do czytania, że ho ho :)

15.02.2005
11:11
smile
[47]

Widzący [ Generaďż˝ ]

rothon-> jak ty jesteś Szczurem Biurowym to ja dostanę pocztą czapkę kardynalską. Ty to jesteś Wielki Szczur Urzędowy ze Lśniącymi Bokami, ot co.
Te śmiwszne :-D historie co je opisujesz są proste jak konstrukcja tradycyjnego narzędzia omłotowego a wynikają z ogromnej pomysłowości rodaków i ich niezmierzonej inwencji korupcyjnej.
Kiedyś można było dać stare meble policji i co z tego wyszło, ano meble były stare bo gdańskie, policja też była, tyle że reprezentowana przez komendanta itd. starsze modele komputerów trafiały też do komend a te, a jakże, przymykały oko na wybryki darczyńcy. Mówię Ci to jest chory kraj, stąd trzeba zwiewać jak najprędzej

15.02.2005
13:48
smile
[48]

Gilmar [ Easy Rider ]

Witajcie Smoki!

Czy to w ogole jest możliwe, aby tak doświadczone Smoki zostały zawalone robotą...???

15.02.2005
13:49
smile
[49]

AQA [ Pani Jeziora ]

Gilmar ---> mi papierzyska przywaliły nawet ogon i skrzydła, o !:)

15.02.2005
13:56
smile
[50]

Gilmar [ Easy Rider ]

AQA --------> papierzyska to ciężkie są, ale nietrwałe, można spalić, nie powinno być problemu, wystarczy lekkie westchnienie. Można posegregować za pomocą wentylatora.... A kosza tam nie masz???

15.02.2005
14:02
smile
[51]

Gilmar [ Easy Rider ]

Dziś śmieję się, ale wczoraj to mialem taka zmianę jak nigdy... Wszystko, absolutnie wszystko szlo pod górkę... Papierzyska też.

15.02.2005
14:11
smile
[52]

AQA [ Pani Jeziora ]

Gilmar ---> widzisz, ze mnie taki Smok, który ma wszystkie papierzyska na wagę złota; i tak siedzi na tej kupie "skarbów" (a raczej pod):) Więc ani wentylator, ani wzdychanie, ani kosz najzwyklejszy nic tu nie pomogą... ot taki mój smoczy los :) A jak Ci Twoje papierzyska szły pod górkę, to wnioskuję, że magia jakaś być to musiała :))

15.02.2005
14:35
smile
[53]

Gilmar [ Easy Rider ]

Jako zywo magia... Mój poprzednik sporządzajac dokumenty musiał posługiwać się Czarną Magią, ktora zaowocowała rozmnozeniem się zleceń i numerów zasobnikow. Sprawdzanie tego dokumentacyjnie zajęło mi dwie godziny i przyniosło wniosek, że nic nie rozumiem i jestem jeszcze głupszy niż dwie godziny wcześniej. Zostawiłem dokumenty ozdabiając je licznymi czerwonymi ornamentami w kształcie pytajników. Jeżeli ten co to robił nie bedzie w stanie tego wyjaśnic to... bedzie draka.
W przyszły poniedziałek to akurat ja będę w oparciu o te dokumenty rozładowywał zasobniki i przekonam się jaka jest rzeczywistość.

15.02.2005
14:46
smile
[54]

Lechiander [ Wardancer ]

He he he, mnie tez przywaliło, ale nie papierami, na szczęście. :-) Nowy program, nowe problemy. :-P :-D

15.02.2005
17:23
[55]

TrzyKawki [ smok trojański ]

Na pozycji.

15.02.2005
18:29
smile
[56]

Widzący [ Generaďż˝ ]

Jak na pozycji to na pozycji.
Proszę jedną szybką lufkę pod Periera, herbatę z cytryną i drugą lufkę dla równowagi.

15.02.2005
18:41
smile
[57]

Gilmar [ Easy Rider ]

W odróznieniu od Widzącego, nie mogąc dostrzec pozycji TrzyKawki zapytam:
A jaka to pozycja???

15.02.2005
18:47
smile
[58]

Widzący [ Generaďż˝ ]

Gilmar -> za barem, za barem.

15.02.2005
18:49
smile
[59]

Deser [ neurodeser ]

jaka to lufka ? :P

15.02.2005
18:51
smile
[60]

Widzący [ Generaďż˝ ]

Pindziestka pod Periera, łyk herbatki i druga pindziestka pod Periera.

Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2005-02-15 18:49:00]

15.02.2005
18:54
smile
[61]

Deser [ neurodeser ]

patrz pan, te ludzie to wode piją... jak zwierzeta :D *rucił gnom spod ławy przezornie*

to ja lepiej na cos mokrego realnie ide.
Kawki3... do znalezienia jestem w Tawernie :)

15.02.2005
18:57
smile
[62]

Gilmar [ Easy Rider ]

Widzący --------> jak dobrze słyszałem, to TrzyKawki usiłuje przysiąść na blacie baru, a i to z narażeniem życia. Za bar wlazł...??? Od czasu jak mu pozwolili wisieć u powały, wielkie zmiany w Karczmie nastały.

15.02.2005
19:06
smile
[63]

Widzący [ Generaďż˝ ]

Gilmar-> jak nikogo niema w karczmie to jest w niej ktoś czy niema? Jak jest jeden na pozycji to może to być tylko barman. Logiczne, nie?
No jak to jest barman, to poda spragnionemu lufeczkę, nie?

15.02.2005
19:07
smile
[64]

Gilmar [ Easy Rider ]

Oooooooooo! Prosze, przez net (wirtualnie) zmówili sie na realne opilstwo. Wot tiechnika...a...

15.02.2005
19:13
smile
[65]

Gilmar [ Easy Rider ]

Widzący --------> nie będę się sprzeczać.... Napijmy się!

15.02.2005
19:15
smile
[66]

Shinoda [ Centurion ]

Gilmar --> przyłącze się

AQA --> znowu się spotykamy

15.02.2005
19:19
smile
[67]

Gilmar [ Easy Rider ]

Shinoda ???????
A mówiłes, żeś nieletni i ino soczek marchwiowy????
Klamstwo ma krótkie nogi!!!

15.02.2005
19:42
[68]

Shinoda [ Centurion ]

Ja szybko rosne

15.02.2005
20:55
smile
[69]

Widzący [ Generaďż˝ ]

Oj dzieci rosną szybko, ale chyba i tak wolniej niż wątek spada?

15.02.2005
23:51
smile
[70]

Meghan (mph) [ Tarzana przez Tarzana ]

Eee tam Widzący, czy szacowne angielskie kluby były umieszczone przy głównej ulicy i obwieszczane krzykliwymi neonami? Kto ma trafić, ten trafi, a o resztę nie należy się troszczyć :) W dodatku pinezką można przypiąć...

Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2005-02-15 23:49:06]

16.02.2005
05:35
smile
[71]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Co racja, to racja Meghan!
A od rana, sluchowisko! Kolejna czesc opowiesci o panu Zbyszku! :-))
Na czym sie skonczylo? Aaaa...

- To jest zagrycha! Nie taką się woziło w stanie wojennym! Tym, kurwa - i tu pogroził w kierunku tarczy do darta - pierdolonym skurwysynom na złość.
Zastrzygłem uchem.
Od zawsze był taksówkarzem. Gdzieś tak pod koniec 78 roku kupił fiata 125p, od milicjanta z drogówki, który handlował z nim walutą. Ten fiat miał same zalety, ale jedną wadę: nie chciał palić w zimie. Dla taksówkarza pewne utrudnienie. Akurat nadszedł sylwester, 1 stycznia, i Zima Stulecia (nam nie trzeba Bundeswehry, nam wystarczy minus cztery), gdy okazało się ze fiacina ma tę wadę. Po nieudanym sylwestrze Pan Zbyszek postanowił podejść do sprawy całościowo. Poszperał po znajomych (jeszcze wtedy nie było wizytowników) i dowiedział się, że pod Białą Podlaską jest facet, który potrafi naprawić fiata tak, ze chodzi jak zegarek i w dodatku mniej pali!
Pojechał tam. Warsztat był nic nadzwyczajnego, w stodole. Gdy przyjechał, akurat było świniobicie. A jak świniobicie to i świniopicie. Skończyło się na tym, że mechanik mógł się zabrać za robotę dopiero dwa dni po przyjeździe Pana Zbyszka na miejsce, a fiat zupełnie się rozkraczył i nie było ruchu ani w te ani we wte.
W końcu się udało go naprawić, ale Pan Zbyszek zamiast dwa dni, był poza domem prawie dwa tygodnie. Poznał całą rodzinę mechanika, wszystkich pociotków i krewnych, a na pożegnanie dostał świnię. W bagażniku nie zmieściła się cała, mimo rozebrania jej po kawałku, więc miał mięso zawinięte na tylnym siedzeniu i z przodu.
Tak się zaczęła mięsna epopeja Pana Zbyszka.

Akurat dostawaliśmy wszyscy w dupę - rozkwitał kryzys końcówki Gierka. Mięsa w normalnych sklepach nie było. Żona Pana Zbyszka zaniosła do pracy koleżankom, zleciało się całe biuro. Po dwóch dniach świni nie było.
Pan Zbyszek rozpoczął żywot wędrownego masarzo-rzeźnika i baby z mięsem w jednej osobie, bo jego żona już nie chciała więcej pośredniczyć. Może się wstydziła? W każdym razie Pan Zbyszek raz w tygodniu jeździł w kierunku Białej Podlaskiej, odbierał zamówione świnie, czasem pomagał zarzynać, a czasem rozbierać tusze według zamówień klientów. Zajmowało mu to dwa dni, resztę tygodnia sprzedawał stałym klientom, w niedziele przerwa i od poniedziałku - od nowa.
Tak zszedł mu cały 79 i 80 rok, z tendencją wzrostową. W 80 roku, jeszcze przed Solidarnością, jeździł już we dwa samochody, razem ze szwagrem. Interes się kręcił coraz szybciej - nie mieli w końcu konkurencji, bo w państwowych sklepach były tylko kolejki.
Aż nadszedł 13 grudnia.

16.02.2005
06:41
smile
[72]

AQA [ Pani Jeziora ]

Dzieńdoberek :))

Boszzzz, znowu napadało tego białego paskudztwa ...

Gilmar ---> musisz się naumieć czarów tak zwanych "translatujących" - jednym z mniejszych w tej klasie jest właśnie ów czerwony znak pytajnika:) O poziom wyżej są już wszelkiego rodzaju "tłumacze", jak wałek, kastet, gumowa dyscyplina, a mistrzowie umieją posługiwać się...madejowym łożem :))

Widzący ---> "Jak jest jeden na pozycji to może to być tylko barman. Logiczne, nie?" No, niekoniecznie. Może to być również dobrze wstawiony klient na pozycji ...straconej - dla świata - przynajmniej tego jednego wieczoru :)

16.02.2005
08:21
smile
[73]

Widzący [ Generaďż˝ ]

Witajcie Smoki Moje Kochane!!!

rothon-. nim się doczekam rozjaśniającego końca opowieści, to mnie skręci ciekawość. Dawaj, dawaj...!!!

AQA-> a ja tam w drodze mu nie stoję, może być i klient, byle lufeczkę nalał.

16.02.2005
08:24
[74]

AQA [ Pani Jeziora ]

Widzący ---> taki do nalewania się nie bardzo nadaje; raczej do rozlewania :) A to szkoda przecież tak lać po blacie no i nie wiadomo, czy "polytura" nie zlezie :)

16.02.2005
08:26
smile
[75]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Przed świętami Pan Zbyszek zebrał dużo zamówień, wiec zamiast ruszyć w poniedziałek 14 grudnia, ruszył wcześniej, w czwartek 10-go. W dodatku szwagrowi, który był listonoszem na poczcie, cofnęli urlop, wiec zamiast w dwa samochody pojechał sam. Chciał być w poniedziałek z powrotem, w dwa dni rozwieźć zamówienia i jeszcze przynajmniej dwa razy tak obrócić przed świętami. A potem do połowy stycznia urlop, bo ludzie po świętach nie będą mieli ochoty nic kupować.

Tak wiec załadował się i pojechał w czwartek rano. Odebrał towar, w sobotę wieczór wylądował na końcu łańcuszka dostawców u mechanika, od którego wszystko się zaczęło.
Skręcili litra i poszli spać. Był mróz, mięso w samochodzie miało się dobrze.
Bladym świtem w niedzielę wsiadł w samochód i pojechał z powrotem. Zwykle jeździł skrótem przez las, żeby dostać się do szosy siedleckiej i dalej do Warszawy. Las był uczciwy, wysokopienna sosna, w lecie grzyby i jagody, zimą zające.
Mniej więcej w połowie skrótu, na środku leśnego duktu stał czołg. Pan Zbyszek zatrzymał się przed nim i wysiadł ze swego fiata. W czołgu otworzyła się klapa kierowcy i wynurzyła się głowa ze skośnymi oczami i w hełmofonie. Cisza była zupełna, silnik czołgu milczał, a „fiacina chyba się z wrażenia zesrał - jak powiedział Pan Zbyszek, celując Jaruzelowi strzałką do darta w oko w ciemnych okularach.
- Kuda ty jediesz? - zapytała głowa.
- Na Berlin - odpowiedział Pan Zbyszek i ugryzł się w język.
- To my w Germanii? Rebiata - głowa zwróciła się do wewnątrz - my kalco ujechali i apiat w Berlinie!
„O kuuuuurwa - pomyślał Pan Zbyszek.
Na słowa Głowy-w-Hełmofonie otworzyła się klapa na wieży i ze środka czołgu wyskoczyła reszta pancernych. Nie było psa, zauważył Pan Zbyszek w podrygach spanikowanej świadomości.
Czołgiści otoczyli przybysza. Wszyscy oprócz jednego byli Azjatami. Dowodził Rosjanin. Zgubili się, a mieli prikaz dojechać do jakiegoś punktu i tam poczekać, aż przyjdą rozkazy przez radio. Problem polegał na tym, że czołg się zepsuł i właśnie mijał dzień, jak stali w tym miejscu bojąc się użyć radia i wezwać pomocy, bo zarządzona była cisza radiowa. Politiczeskij rukowaditiel opowiedział im o wyjątkowych niebezpieczeństwach, jakie czyhają na nich w Polszy, gdzie Amerykańcy robią powstanie przeciwko sajuzowi sowieckich respublik. No i wsio sekrietna.

cdn.

16.02.2005
08:28
smile
[76]

Holgan [ amazonka bez głowy ]

...dzieńdoberek...

Widzący --> lepiej uwierz na słowo doświadczonemu smokowi Gilmarowi, że za barem mało kto może się kręcić. Zaciekle bronię swojego królestwa. Gnom Deser, już kilka krotnie odczuł na grzbiecie moją magiczną szmatę barową +5 za włażenie za bar. TrzyKawki jest na tyle doświadczonym Pierzasty Potworem że raczej się by nie narażał... ;-)

Pierzasty --> nie wiem dlaczego, ale pewna Bestia kazała Cię pozdrowić... Myślę, że musisz się z nią skontaktować...

rothon --> będziesz codziennie wklejał kawałek?? ?? ;-)

16.02.2005
08:29
smile
[77]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Holgan--> Moge nie wklejac, jezeli takie masz zyczenie :-)

16.02.2005
08:34
smile
[78]

Piotrasq [ Seledynowy Słonik ]

16.02.2005
08:34
smile
[79]

Holgan [ amazonka bez głowy ]

rothon --> pomyślmy... ostatnio mówiłam, że mi się podoba, więc zapewne nie chcę żebyś wklejał ... hymm.... kobieca przewrotność?? ?? ;D *śmieje się* wklejaj, wklejaj - skoro poezji już się nie można doprosić ...

16.02.2005
08:43
smile
[80]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Holgan--> O poezje sie nikt nie prosil od czasow Krzysztofa Kolumba *smiech*

16.02.2005
08:45
smile
[81]

AQA [ Pani Jeziora ]

A czy taka "poezja" się nada ? :)

Poprzez wicher i słotę,
Przez bezkresną dal śnieżną,
Poprzez żar i spiekotę,
Przez pustynię bezbrzeżną,
Poprzez kry, poprzez lody,
Przez odwieczne zmarzliny,
Poprzez bagna i wody,
Nieprzebyte gęstwiny,
Poprzez leśne dąbrowy,
Poprzez stepy i knieje,
Poprzez wąskie parowy,
W których nigdy nie dnieje
I gdzie płoszą się sowy,
Gdy złe jęknie, lub strzyga,
A dźwięk słysząc takowy,
Serce w trwodze zastyga
Nie zrażony ciemności,
Który mrozi głusz dzika,
Sam na sam z samotności,
Co do szpiku przenika,
Pełen hartu i woli,
Podpierając sam siebie,
Mając zamiast busoli,
Krzyż Południa na niebie
Pokonując złe żądze,
Wietrząc wrogów w krąg wielu,
Ufny, iż nie zabłądzę
Idąc naprzód, do celu.
Drogi tej nie wytyczyły
Ni głos werbla, ni cytra,
Idę póki sił starczy,
Idę po pół litra...

16.02.2005
08:46
smile
[82]

Holgan [ amazonka bez głowy ]

rothon --> dzięki... znowu wyszło na jaw jaka stara jestem ;-) ;P

Piotrasqu --> sąsiedzi?? ??

16.02.2005
08:47
smile
[83]

Holgan [ amazonka bez głowy ]

AQA --> dobre ;D

16.02.2005
08:49
smile
[84]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

AQA--> To jeden z moich ulubionych kawalkow. Zbieram sie od dluzszego czasu, zeby go nawet na pamiec wyklepac, ale wciaz ucieka mi to z glowy :-)

16.02.2005
09:28
smile
[85]

Piotrasq [ Seledynowy Słonik ]

Nie. Walentynki.

16.02.2005
09:35
smile
[86]

Holgan [ amazonka bez głowy ]

Piotrasqu --> Walentynki były w poniedziałek a dziś mamy środę... jeszcze Cię trzyma??

16.02.2005
09:39
smile
[87]

Piotrasq [ Seledynowy Słonik ]

To wczoraj nie było 14 lutego ?

16.02.2005
09:40
smile
[88]

AQA [ Pani Jeziora ]

Piotrasq ---> łolaboga, chłopie, czegoś się opił ?:P
To tak, jak w tym dowcipie, co to się gościu trawy najarał i trzy dni w łazience siedział :)))

16.02.2005
09:43
smile
[89]

Widzący [ Generaďż˝ ]

Piotrasqowi, biedakowi wessało jeden dzień, to przez te nowe wynalazki, nie wiedzieć czego dosypują do gorzały, psiekrwie jedne.
Piotrasq, idź do domu i się połóż, może oddadzą złodzieje tego 15 lutego.

16.02.2005
09:49
smile
[90]

Meghan (mph) [ Tarzana przez Tarzana ]

AQA ---> A mnie się znowu "gimnastycznie" skojarzyło z tym kawałem, gdzie facet po udowodnieniu żonie, że może się kochać 5 razy jednego wieczoru wpada spóźniony godzinę do pracy i w progu natyka się na szefa:
- Szefie przepraszam, rura, woda, po prostu powódź, ja to odpracuję...
- Spokojnie, spokojnie, ta godzina to nic, powiedz lepiej gdzieś Ty był w poniedziałek, wtorek i środę?

16.02.2005
09:49
smile
[91]

Holgan [ amazonka bez głowy ]

Piotrasqu --> jakby Ci to powiedzieć... NIE ;-)

rothon --> looknij w linka! ;-) szczególnie pod literę D - dobranocka ;D

16.02.2005
10:27
smile
[92]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Hahahahaha, a moze Piotrasq wypil takiej rudej wódy na myszach? Takiego malego wypijesz i dwa dni nieprzytomny lezysz! :-D

Holgan--> Znam te strone! Dobranocki, czechoslowackie filmy, pistolet "Precyzja"... hahahahaha

Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2005-02-16 10:26:39]

16.02.2005
10:40
smile
[93]

AQA [ Pani Jeziora ]

"Długopisy w połowie przezroczyste* - z umieszczonym we wnętrzu płynem wraz ze statkiem, pajacykiem, etc. Po odwróceniu uwięziony w środku przedmiot, przemieszczał się. Ekskluzywna wersja posiadała tzw. "gołą babę", której spływało ubranko" :)
Nawet mam gdzieś jeszcze taki, jeno woda wyciekła :)))
A pamiętacie takie lizaki z plastikową figurką, np. Indianina ?:) Albo kolorowy ryż dmuchany ?:))

Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2005-02-16 10:37:53]

16.02.2005
10:51
smile
[94]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Lizaki? Pamietam! A pamietacie 'Adresy'? Moje ulubione haslo!
Adresy - przekazywana poufnym osobom baza danych zagranicznych firm, od których można było uzyskać prospekty. Najłatwiej było o hotele (Best Western), ale największym marzeniem były nalepki Coca - Coli, czy z firm samochodowych (STP, Burago), lub przynajmniej duże, okrągłe, żółte z Bumaru. Przy kopiowaniu adresów, a szczególnie listów motywacyjnych (prośby), dochodziło do nieprawdopodobnych wręcz przekłamań z powodu słabej znajomości odpowiednich języków obcych. Cud, że w ogóle jakiekolwiek nalepki przychodziły :-)

16.02.2005
10:57
smile
[95]

AQA [ Pani Jeziora ]

rothon ---> :))) A pamiętasz zbieranie kodów kreskowych z czwórką z przodu ? Ponoć jakieś wózki inwalidzkie miały za to być :P

*i łezka jej się zakręciła w oku na wspomnienie lat wczesnej młodości i tej paczki Radomskich w krzakach za szkołą* :)))

Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2005-02-16 10:58:17]

16.02.2005
11:08
smile
[96]

Gambit [ le Diable Blanc ]

Witam Smoczyce i Smoki...

No proszę, jaki wspomnieniowy odcinek.

AQA --> Whoa...Radomskich nie paliłem, ale kiedyś dziadkowi z szafki podciągnąłem coś co się Cosmos nazywało (pisane cyrylicą :P) Łobrzydlistwo, że świat nie widział.

Co do dobranocek (nie jestem pewien czy to była dobranocka), była taka krowa Matylda. Moja rodzicielka twierdzi, że okrutnie się owego bydlęcia strachałem. Ale tak czy inaczej patrzyłem na ekran przez palce :)

16.02.2005
11:23
smile
[97]

AQA [ Pani Jeziora ]

Gambit ---> żałuj :) nie wiesz, co Cię ominęło :)) A krowa Matylda, to nie była w takiej radzieckiej dobranocce "fabularnej" o szczeniaczku w gospodarstwie wiejskim ?:)))
Ja tam strasznie się bałam Tekli z "Pszczółki Mai"; to taka pajęcza Baba Jaga była - stara i podstępna :)))

Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2005-02-16 11:21:42]

16.02.2005
11:26
smile
[98]

Gambit [ le Diable Blanc ]

AQA --> Chyba nie, bo ona była sztuczna (podobno). Niestety była dla mnie tak traumatycznym przeżyciem, że mój umysł nie zachował żadnych wspomnień na jej temat :P
Tekla była super. Ja teraz znowu z dzieckiem Biene Maia oglądam. Rewelka.

16.02.2005
11:42
smile
[99]

AQA [ Pani Jeziora ]

Gambit ---> to może rothon będzie wiedział, gdzie krowa Matylda była :) Moje dziecko jeszcze bajek nie ogląda, ale jak zacznie, to na pewno polecą wszelkie Kreciki, Pszczółki Maje i inne Pomysłowe Dobromiry :))

16.02.2005
11:44
[100]

Gambit [ le Diable Blanc ]

AQA --> Maja teraz legalnie w telewizorni jest nadawana :) Nawet jakbym dziecka nie miał, to bym oglądał :)

16.02.2005
11:44
smile
[101]

Deser [ neurodeser ]

Dobry Smoki :)

Ja ostatnio oglądam tylko "Odlotowe Agentki" ;) A z traumatycznych bajek to Coralgol... strasznie nie znosiłem tego łamagi, nieudacznika i mazgaja :P
Kiwaczek był anemiczny z tym swoim "budowaliśmy, budowaliśmy... " za to jędza ze szczurem Ogryzkiem dawała niezły spektakl :)))

to ja jedno piwo poprosze :)))
i pocztówka pt. "od dzis mostu pilnuje nowa banda" :)

16.02.2005
11:57
smile
[102]

Kargulena [ ostatnio bez ości ]

Hello Smoki :)

Stała się rzecz bardzo zaskakująca, mam wolą chwlę w pracy i dobry nastrój , nie warczę przez telefon, nie trzaskam szufladami....chyba wiosna się zbliża ( ? ) ;P ;)

16.02.2005
11:57
[103]

Gilmar [ Easy Rider ]

Witajcie Smoki!

Retro, retro, retro...

A takie nazwiska jak: Jan Wilkowski i Adam Kilian mówią Wam coś...???

Moje ulubione spektakle teatru lalkowego z cudownymi bohaterami Guignolem i Nikodemem Nijakim. Oglądane nawiasem mówiąc na cudownej maszynie tamtych czasów.

16.02.2005
12:00
smile
[104]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Krowka Matylda, krowka Matylda... nie pamietam. Niestety. Ale pamietam krokodyla Giene, ktory z Kiwaczkiem, o ktorym Deser wspomnial, domy budowal :-))

A tych rzeczy, o ktorych Gilmar mowi, to ja nie zman w ogole. Nie slyszalem nawet :-)

Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2005-02-16 12:00:30]

16.02.2005
12:02
[105]

Gambit [ le Diable Blanc ]

A z czasów nieco bliższych współczesności, to była jeszcze czeska bajka o siedmiu wodnych smokach. Też rewelka :)

16.02.2005
12:04
smile
[106]

Kargulena [ ostatnio bez ości ]

A mnie dobijały te czarno-białe muminki, smutne i powolne...miałam po nich doła ;-D

16.02.2005
12:05
[107]

Kargulena [ ostatnio bez ości ]

Z czeskich bajek to najlepsi byli sąsiedzi .

16.02.2005
12:10
smile
[108]

Gilmar [ Easy Rider ]

A niejaki Smokofilamidanek - największy samochwała i najmilszy smok - cześć ich pamięci!!!

Wspominając o strachach z telewizji i dzicięcych przeżyciach przypomnieliście mi o najwiekszym moim stresie i przezyciu związanym z dawną telewizją.
1960 r. Walka Z. Pietrzykowskiego z Casiusem Clayem na olimpiadzie... płakalem cały dzień.
Mój bohater, mój ulubieniec... przegrywa... to było straszne!!!

16.02.2005
12:10
smile
[109]

AQA [ Pani Jeziora ]

Kargulena ---> czarno-białe Muminki ? Staraś jakaś :)))

A pamiętacie Makową Panienkę i, za przeproszeniem, gejowatego Emanuela ? A Żwirka i Muchomorka ? Pająka Chwata ? Wodnika Szuwarka ?:))) Był jeszcze taki królik, co wlatywał na uszach jak śmigła na dach, ale nie pamiętam tytułu bajki :)))

Gilmar ---> z teatrów lalkowych, to tylko warszawski Guliwer, a i konkretnych przedstawień nie pamiętam :) Musi troszkę młodsza "starszyzna" już na "tiwi" chowana była :)))

16.02.2005
12:11
[110]

mi5aser [ Nawiedzający Sny ]

lecą smoki !
nad obłoki !
Wiatr im plącze !
Smocze loki ! ;p

16.02.2005
12:18
smile
[111]

Gilmar [ Easy Rider ]

AQA --------> oj to, to... Jan Wilkowski był swego czasu szefem Guliwera. W teatrze to troche inaczej wyglądało, ale w TV to Wilkowski prowadzil narrację. Wchodził i wychodził za kurtynę a wtedy lalki przejmowały inicjatywę. Uwielbialem tego faceta za tembr głosu. Mógł z nim rywalizować tylko Bohdan Tomaszewski.

16.02.2005
12:19
smile
[112]

Kargulena [ ostatnio bez ości ]

AQA--> Moze i 'staraś' ale nadal 'jaraś' :))))
Tego z uszami co latał też pamiętam ale to debilna bajka była :) Ja lubiłam szpiega z krainy deszczowców, Bolka i Lolka i w piatki spotkania z Pankracym '...kto dogoni psa..kto dogoni psa..." hehe :)

16.02.2005
12:46
smile
[113]

Piotrasq [ Seledynowy Słonik ]

... może ty, może ja...

16.02.2005
12:57
smile
[114]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Hahahaha, stara sie, widze, Piotrasq do swiata zywych powrocic, ale... cienko spiewa, cieniutko :-)))

A psa dogoni babcia sasiadka! I dziadek podworkowy :-))

16.02.2005
13:11
smile
[115]

Meghan (mph) [ Tarzana przez Tarzana ]

A ja pamiętam, że na "Leśniewskich" mnie chrzestna na poranki do kina zabierała :) Oprócz Pankracego to popołudnia były pod znakiem "Nikogo nie ma w domu", natomiast z dobranocek najlepsi byli Sąsiedzi, a zaraz po nich Krtek. Zresztą trudno oceniać, wszystkie się lubiło właściwie, dobranocki wyznaczały rytm dnia :o)

Tak z innej beczki nie wiem czemu, ale nic nie ma o skodziakach. O maściakach jest, o skodziakach ani słówka. Czyżby to był koloryt lokalny jakiś? Żadnej skodzie nie przepuściliśmy w okolicy, eh to skradanie się dyskretne aby jednym zdecydowanym ruchem zerwać (ale nie zniszczyć!) klapkę osłaniającą wlew paliwa... Najlepsze kapsle z nich były, lekkie i równiutkie - jednym pstryknięciem przez pół korytarza leciały. Dosyć szybko towar stał się deficytowy i cena szła w górę ;)

16.02.2005
13:25
smile
[116]

Kargulena [ ostatnio bez ości ]

hehe Piotrasq to może jednak ja co ? Bo coś z Toba marnie :)

16.02.2005
18:28
smile
[117]

TrzyKawki [ smok trojański ]

Holgan - Informacja przyjęta. Proszę jej podziękować. :-]

Deser - Byłeś? I jak się Baśka sprawuje? :-D

16.02.2005
20:24
smile
[118]

AQA [ Pani Jeziora ]

Księżyc raz odwiedził staw,
Bo miał dużo waznych spraw.
Zobaczyły go szczupaki,
kto to taki ? kto to taki ?:)

16.02.2005
20:28
smile
[119]

Mysza [ ]

...bo dzik jest dziki, dzik jest złyyyyy... :P :D

16.02.2005
20:30
smile
[120]

AQA [ Pani Jeziora ]

A za dzikiem pomyka Golarz Filip - twórca Adolfa ludzika :P

16.02.2005
20:38
smile
[121]

Mysza [ ]

Bardzo trudno jest mi orzec, czy ten Adolf, to stworzenie boże... :P

16.02.2005
20:41
smile
[122]

AQA [ Pani Jeziora ]

Drogi Myszo,
Adolf jest to
przecież robotowe dziecko :P

16.02.2005
20:42
smile
[123]

Mysza [ ]

Temat rzeka... Terminatora też brali za człowieka... :P :)

16.02.2005
20:47
smile
[124]

AQA [ Pani Jeziora ]

Ba ! Się czasem spotyka za człowieka branego jamnika :P

16.02.2005
20:50
smile
[125]

Mysza [ ]

To nie to, że się spotyka... taka dżamnicza życia filozofia i polityka... :)

16.02.2005
20:50
smile
[126]

TrzyKawki [ smok trojański ]

Terminator blisko dzieci
Czuj duch! Kroczy już za miedzą
Czerwonymi oczy świeci
Nawet myszy o tym wiedzą

:-D

16.02.2005
20:51
smile
[127]

AQA [ Pani Jeziora ]

Mysza, jesteś dziś stronniczy, boś przecie przyjaciel jamniczy :P

16.02.2005
20:55
smile
[128]

Mysza [ ]

Nie będę ukrywał, AQA, że prawda właśnie taka... :)

16.02.2005
21:02
smile
[129]

AQA [ Pani Jeziora ]

Straszy nas tu nasz TrzyKawki
Wrzućmy drania do sadzawki
Co za Karczmą się zrobiła
Po roztopach wytopiła :)

A Ty, Myszo, Ty Myszorze
Mnie nie zbywaj słów potokiem,
Lecz mów wierszem, w końcu Karczma
jest pod Poetyckim Smokiem :)

16.02.2005
21:10
smile
[130]

Mysza [ ]

Ależ AQA,
żadne ci to jest zbywanie,
bo choć w linii jednej ułożone,
jednak zawsze zrymowane
każde zdanie dziś stworzone... :)

16.02.2005
21:14
smile
[131]

AQA [ Pani Jeziora ]

Nie o układ ni układy
Chodzi mi tu, lecz o temat
Nie myśl też, że szukam zwady
Bo powodu przecież nie mam :)

16.02.2005
21:21
smile
[132]

Mysza [ ]

Ale który, ale który?
Bo w tej chwili
(tak z wcześniejszych zdań lektury)
kilka ich już na nas czeka:
robotyka, czy dżamniory?
A też może, jak utopić smoko-człeka?
że podrzucę ten z przekory.. :)

16.02.2005
21:29
smile
[133]

AQA [ Pani Jeziora ]

Najlepsiejszy o topieniu
Ten do rozmów jest jak złoto
Potem możem dywagować
By TrzyKawki przeżył toto ? :)

16.02.2005
21:36
smile
[134]

Mysza [ ]

Lecz, by całej tej rozmowie,
ciut praktycznej wiedzy dodać,
urodziło mi się w głowie,
w wannie teraz się zwodować :)

16.02.2005
21:38
smile
[135]

AQA [ Pani Jeziora ]

Dobra Myszo ! Na to pora
Byś do wanny tej karczmowej
Pierzastego wziął potwora !
Zanurz mu pod wodę głowę :)

16.02.2005
21:41
smile
[136]

Widzący [ Generaďż˝ ]

Witam smoków liczne grono, smoki młode i te starsze
Powiem to co nie mówiono - Takie wyczyniacie harce
Iż jak żywe w mej pamięci, stają stwory co są w bajce

16.02.2005
21:49
smile
[137]

AQA [ Pani Jeziora ]

Uuu Widzący tu zawitał
Proszę Państwa, proszę siadać
Jak znam życie, dam mu krzesło
Pewnie zaraz zacznie gadac :P

16.02.2005
22:09
smile
[138]

Widzący [ Generaďż˝ ]

Wodo czysta, wodo zdrowa, czemu płyniesz tak zdradliwie,
nim cię poznam, tyś jest nowa. Gdy na powrót w nurt leniwie
chcę zanurzyć, ciało, głowę, poznać miękkość i ochłodę
inny walor Twój odkrywam, czy Cię poznam kiedy całą?

17.02.2005
05:10
smile
[139]

Widzący [ Generaďż˝ ]

Poranna witaj zmiano!

Widzący jako że robi w ruchu ciągłym, to już odrobinkę głupieje z tego wszystkiego. Hmmm.. może wcale nie o odrobinkę? Tylko tak całkiem poważnie.
Widzący jest jak imperium brytyjskie, słońce dlań nie zachodzi i takoż jest jak i ono wyliniały.
Hej przydałaby się jakaś perła w koronie a tu tylko kwas chlebowy.
Miało byś szampanskoje i frukty a jest wodka i ogórcy, ale to i tak dobrze że nikt w mordę nie tłucze.

17.02.2005
05:45
smile
[140]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Na roli, na roli
Chlop babe... ???... namawia
Zeby mu tanczyla
Przez caly karnawal!
Hej!

Hihihihi, to tak zakrzyklem, zeby sie w klimatach waszych nocnych komponowac nalezycie :-))
I dodam jeszcze, ze oto jest moj post numer dwadziescia dwa tysiace! Kopa czasu, panie! :-)

17.02.2005
06:32
[141]

AQA [ Pani Jeziora ]

Dziędobry :)

Nie mam nic mądrego do powiedzenia.

17.02.2005
07:22
smile
[142]

Widzący [ Generaďż˝ ]

rothonie-> ja bym się tak nie cieszył, zgodnie z dyrektywą UE osoby w bardzo podeszłym wieku, niedołężne i takie które wypostowały ponad 22 tysiące nikomu nie potrzebnych postów, zostaną uśpione dla zapewnienia im należytej opieki, na miarę sił i środków. W przypadku braku innych preparatów usypiających dopuszcza się stosowanie Pavulonu pod kontrolą lekarza pogotowia.

17.02.2005
07:27
smile
[143]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Widzący--> Tygrys bedzie pierwszy! Jak jego uspia, to ja wtedy uciekne i zaszyje sie w Tybecie :-))

17.02.2005
07:29
smile
[144]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Aaaaa, sluchowisko. Jedziemy dalej z tym spotkaniem z ruskimi!

Przede wszystkim byli głodni. Pan Zbyszek ulitował się nad nimi, wyjął z bagażnika kawał świni i dał im. Dalej wszystko potoczyło się szybko - Sowieci wydobyli z czeluści czołgu 20-litrową bańkę i blaszane kubki, ognisko zaczęło wesoło płonąć, brakowało tylko harmoszki i Marusi. W bańce był kazionnyj trzystuprocentowy spirt, po którego zażyciu włosy się prostowały na sztywno.
Po spotkaniu z sowietami Pan Zbyszek nie był w stanie jechać dalej. Odczuwał pewien niepokój związany z tym spotkaniem, niepokój, który kazał mu jak najszybciej wracać do Warszawy. Z drugiej jednak strony, gdy zasiadł za kierownicą i chciał ruszyć, okazało się, że nie wie, gdzie ma przód, a gdzie tył. Czołg był unieruchomiony, po bokach drzewa, nie ma jak zawrócić. Sowieci widząc ten kłopot otoczyli fiata, zaparli się, podnieśli go i obrócili w miejscu. Pan Zbyszek rozczulił się i postanowił sprowadzić im swojego mechanika, który naprawi im ten czołg - kurzasz jego w lufę kopana mać, ruskie barachło!
Pojechał z powrotem, a sowiecki samogon jak paliwo rakietowe napędzał jego skołatany mózg.
Gdy zajechał pod dom mechanika, ten właśnie kończył kopanie w ogrodzie, w zmarzniętej ziemi, dołu, do którego zamierzał wtoczyć metalowe beczki ze spirytusem, trzymane do tej pory w stodole. Uniwersalny środek płatniczy jest zbyt cenny żeby stać na wierzchu w czasie wojny - tak uczy doświadczenie pokoleń.
„Ruskie! - krzyknął otwierając drzwi, chciał wysiąść z samochodu, podejść do mechanika i namówić go, żeby pojechał z nim naprawić czołg. Zaplątał się jednak we własne nogi i legł jak długi w zamarzającej kałuży.
Rodzina mechanika zamarła, wstrząśnięta, a potem rozległ się okrzyk najstarszego, starca z siwą brodą.
- Kobiety i dzieci do piwnicy! Józek - na dach, patrzeć z której strony idą. Szybciej zakopywać ten spiryt. Stodołę zamknąć i cisza. Franek - krowy i konie do lasu, nosa nie wychylaj.

Gdy Pan Zbyszek pozbierał się z kałuży, na podwórku nie było żywego ducha, jedynie w ogrodzie mechanik kończył zakopywanie dołu. Pan Zbyszek był u szczytu możliwości napędowych paliwa, które wchłonął wspólnie z nowymi przyjaciółmi. Podszedł do mechanika i zaczął go ciągnąć do samochodu. Na ten widok z domu wyskoczyła reszta rodziny i zaczęła ciągnąć mechanika w przeciwną stronę. Wyglądali jakby przeciągali zwłoki nad świeżym grobem. W zupełnej ciszy słychać było zawzięte sapanie, gdy rozległ się wreszcie głos najstarszego, który nadszedł podpierając się kosturem wielkości maczugi Herkulesa.
- Spokój kurwa ma być!!!
W tym momencie przeciążony mózg Pana Zbyszka przestał przetwarzać informacje i nastąpił kaniec filma.

17.02.2005
07:46
smile
[145]

Deser [ neurodeser ]

Dobry Smoczyska :)

pozwolę cytatem ze starego filmu :) "... chcesz juz iść, jeszcze ranek nie tak blisko, słowik to a nie skowronek sie zrywa" :)))

tym optymistycznym akcentem wracam do baru :P

... łeb to dopiero bedzie bolał *mruknął gnom chichotając złosliwie*

17.02.2005
08:07
smile
[146]

Lechiander [ Wardancer ]

Witam!

rothon ---> Dawaj dalej. Nie wiem, jak innym, ale mnie się fajnie czyta. :-)

17.02.2005
08:30
smile
[147]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

Druga, ostatnia dzis czesc.
Powiem, ktoregos razu co to jest, skad to jest, kto jest tego autorem i w ogole cokolwiek wiecej o panu Zbyszku!

[...]
Obudził się w ciemnościach z piramidalnym kacem. Chyba był w piekle - słyszał głos Jaruzela, a nad głową pełgał odblask ognia. Pozbierał się i z jękiem stanął na nogi.

Mechanik z rodziną oglądał telewizję, a pod kuchnią paliły się brzozowe szczapy. Był wieczór i nikt nie wiedział, co będzie dalej.
Trzeba było jakoś wrócić do Warszawy. Narady trwały dwa dni. Wieści z kraju były niejasne - telewizornia pokazywała koksowniki, których pilnowali uzbrojeni wojacy, Ruskich ani śladu. Wolna Europa buczała, a Głos Ameryki wył. W ogóle nie było wiadomo co robić. W końcu Pan Zbyszek postanowił wracać bez względu na to, co się dzieje. Ci cholerni komuniści nie mieli kiedy robić tej wojny, tylko akurat teraz, gdy on miał pełno zamówień przed świętami! A klienci czekają! Przecież nie poprosi o azyl w Białej Podlaskiej! Karrwa!
Wsiadł we fiata i pojechał. Pod siedzeniem trzymał 10 butelek uniwersalnego środka płatniczego, na tylnym siedzeniu siedział młodszy brat mechanika (zawsze to we dwóch raźniej), bagażnik miał po brzegi wypełniony towarem strategicznym, czyli rąbanką. Pojechali.
Białą Podlaską minęli leśnym skrótem. Po czołgu został wygnieciony ślad, koleiny tak głębokie, że fiat szorował brzuchem po ziemi, momentami zawisając czterema kołami w powietrzu. Jakoś dotoczyli się do szosy siedleckiej i z duszą na ramieniu Pan Zbyszek skierował dziób swojego okrętu w kierunku Warszawy.
Pierwszą rogatkę zobaczyli przed Siedlcami. W poprzek szosy stał Skot, obok koksownik i czterech żołnierzy. Była 7 rano, grudzień, blady świt. Przez zaszronione oddechami okna fiata Pan Zbyszek usiłował dostrzec, jakie to szarże pilnują koksownika, a żołnierze ze zdumieniem patrzyli na warszawską taksówkę zbliżającą się do nich na włączonych długich światłach.
Podjechał i odkręcił okno. Zanim żołnierze zdążyli podejść bliżej Pan Zbyszek wystawił głowę i zaczął wołać.
- Panowie, zróbcie przejazd, żona rodzi, trzeba szybko do szpitala! - szturchając kijem brata mechanika, owiniętego kocem z poduszkami, w damskiej czapce i wyszminkowanego na różowo. Brat mechanika zaczął jęczeć rozdzierająco, przez otwarte okno słychać było go było wyraźnie. Żołnierze patrzyli na siebie niezdecydowani, jeden z nich podszedł do samochodu i chwycił za klamkę, wtedy Pan Zbyszek szturchnął mocniej kijem do tylu, brat wrzasnął, bo kij trafił w słabiznę.
- Widzi pan, panie sierżancie, już rodzi!
Żołnierze cofnęli się przerażeni. Pan Zbyszek dodał gazu i znikli w zaczynającej się zadymce.

17.02.2005
08:52
[148]

Piotrasq [ Seledynowy Słonik ]

150.

17.02.2005
08:54
[149]

Lechiander [ Wardancer ]

151

17.02.2005
09:02
smile
[150]

rothon [ Malleus Maleficarum ]

© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.