GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Forum CM: Żukow - pogromca Wehrmachtu ?

12.01.2005
12:28
[1]

Marder [ Konsul ]

Forum CM: Żukow - pogromca Wehrmachtu ?

Znalezione w sieci.

W latach dziewięćdziesiątych, gdy prawda o straszliwej cenie zwycięstwa
nad hitlerowskimi Niemcami doszła do świadomości rosyjskiego
społeczeństwa, pośmiertne rachunki za zastępy ofiar wystawiono również
Żukowowi. Na obronę nie miał szans, bo jego głos był niesłyszalny. Wielką
troską kolejnych rządzących w ZSRR było spychanie go na boczny tor.
Napisał co prawda wspomnienia, ale na zawarte w nich kłamstwa i
przemilczenia nałożyła się jeszcze gorliwość cenzury, czyniąc z nich
dzieło wprost karykaturalne. Tylko kto w takim razie pokonał Hitlera i
jego świetnych generałów? Mityczny „generał mróz"? A może przewaga
rosyjska na Froncie Wschodnim była tak wielka, że wodzem mógł być każdy?
Należy postawić pytanie - czy gdyby w roku 1941 nie istniał w ZSRR
człowiek o nazwisku Żuków, II wojna światowa skończyłaby się inaczej?

Otóż wbrew historycznym determinizmem, ZSRR mógł wojnę z Hitlerem przegrać
jeszcze do połowy 1943 roku. Obrona Moskwy, Leningradu, Stalingradu, a
nawet bitwa na łuku kurskim mogły się skończyć zupełnie nie tak, jak się
skończyły w rzeczywistości. Każda z tych bitew miała znaczenie przełomowe.

Czy w ZSRR był wówczas dowódca dysponujący podobną jak Żuków wiedzą,
talentem i prestiżem w armii, który byłby w stanie poprowadzić te bitwy
inaczej?

Stalin był militarnym analfabetą, Woroszyłow i Budionny okazali się
zupełnymi ignorantami. Siemion Timoszenko był bezbarwny. Nowe pokolenie
.sprawnych dowódców frontowych, jak Pawef Rotmistrow, Konstanty
Rokossowski, Wasilij Czujkow, Iwan Koniew, dopiero dorastało u boku Żukowa
i jeszcze nie potrafiło myśleć kategoriami strategicznymi. Innych
kandydatów na wodzów po prostu w ZSRR nie było, bo tych co kiedyś byli, w
roku 1937 Stalin postawił przed plutonem egzekucyjnym. Można zatem
dopuścić myśl, że gdyby nie fakt, iż na świat przyszedł Gieorgij Żuków, II
wojna światowa zakończyłaby się wygraną Hitlera…

Wojna i pragmatyzm

Trudno jest opisywać zachowanie ryby po wyciągnięciu jej z wody. Nie
sposób pisać o zwyczajach wilków na podstawie ich obserwacji w zoo.
Ocenianie działań historycznych postaci bez odwołania się do kontekstu
historycznego jest również bezsensowne a Żuków był produktem radzieckiego
wychowania, nowego pokolenia wojskowych, które miało zastąpić dawnych
bohaterów rewolucji: Tuchaczewskiego, Bluchera, Jegorowa. Frunzego, którzy
albo zostali rozstrzelani, albo zmarli w podejrzanych okolicznościach.
Trudno powiedzieć, czy był szczególnie pilnym komunistą, ale na pewno był
sługą radzieckiej idei imperialnej.

Gdy na przykład roztrząsamy jego wykrętne tłumaczenie w pamiętnikach,
dlaczego nie pomógł Powstaniu Warszawskiemu w 1944 roku, aż bije w oczy,
że jest to fragment kłamliwy, Zapewne jednak Żukow swojego postępowania
wcale się nie wstydził. Być może. że ten fragmencik został napisany
zgodnie z wytycznymi partii w imię ówczesnych „braterskich stosunków z
socjalistyczną Polską". Można przypuszczać, że w kwestiach strategicznych
wolał w sierpniu 1944 roku poczekać na dostawę paliwa do czołgów, które
utknęły pod Radzyminem, niż forsować atak na Warszawę. Z punktu widzenia
politycznego rozumował tak jak Stalin: powstanie to dar niebios, bo tych
przyszłych buntowników, których władza komunistyczna musiałaby wsadzić do
więzienia, wystrzelają Niemcy. Żuków był skrajnym pragmatykiem. Ale czy w
tej wojnie, na Froncie Wschodnim, miałby jakiekolwiek szansę filozof w
mundurze? Skończyłby na Łubiance.

Jak łajać dyktatora

Hugh Trevor-Roper - jeden z najwybitniejszych historyków drugiej wojny,
napisał, że w owym czasie toczyła się dziwna gra, w której Hitler i Stalin
rywalizowali, kto jest największym dyktatorem na świecie. Żuków był
zaledwie jedną z figur na tej szachownicy. Ale był hetmanem. Hitler miał
równie zdolnych generałów, jak Erich von Manstein, Heinz Gudcrian czy Kurt
Zeitzler (którego Hitler doprowadził do załamania nerwowego). Guderian
przewidywał, jak zakończy się ofensywa na Moskwę w roku 1941 i bitwa pod
Kurskiem w roku 1943. Manstein wiedział, że rozkazy Hitlera w czasie
ofensywy na Stalingrad są idiotyczne. Ale oni w ręku Hitlera byli
pionkami. Przewaga Żukowa. zapewne decydująca dla losów II wojny
światowej, polegała w tym, że żaden z tych mądrych niemieckich generałów
nie spełniał tej roli co on w otoczeniu naczelnego wodza. To, że Stalin
nie ma pojęcia o prowadzeniu operacji wojskowych, było jasne od roku 1920
i wojny z Polską. Jego lansowanie ofensywy pod Charkowem w roku 1943 dało
opłakane skutki i o mało nie zaprzepaściło sukcesu Stalingradu. Był
mistrzem w sztuce mordowania własnych obywateli. Miał jednak dostatecznie
dużo rozumu, aby uznać, że talent Żukowa jest bezwzględnie potrzebny. Co
więcej, Stalin miał do Żukowa pełne polityczne zaufanie. Wiedział, że
interesuje go wojna, a nie władza. To dzięki Żukowowi sztab Stalina, w
porównaniu ze sztabem wodza III Rzeszy, był od jesieni 1941 roku - wzorem
porządku. Żuków pełnił rolę zastępcy Stalina i równocześnie dowodził w
polu: obroną Leningradu, Frontem Zachodnim, 1 Frontem Ukraińskim.

Sztab Hitlera żył w stanie nieustannej improwizacji, szef Sztabu
Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu marszałek Wilhelm Keitel, zwany przez
innych generałów lokajtlem, zajmował się głównie tym, aby nie denerwować
Hitlera złymi wiadomościami. Nocne narady Hitlera z generałami były często
tyradami o teorii rasowej…

Nawet najwięksi przeciwnicy Żukowa przyznają, że był człowiekiem odważnym.
Nie była to wyłącznie odwaga żołnierza (co do tego nie było nigdy
wątpliwości, ponieważ Żuków badał odwagę swoich podkomendnych, każąc
prowadzić się na pierwszą linię, pod kule, dla „przeglądu sytuacji ). On
odważył się, i to wielokrotnie, powiedzieć „nie" Stalinowi. Generał
Andriej Biełow, dowódca 61. armii, napisał tak o swoim spotkaniu z Żukowem
i Stalinem: „Jeszcze bardziej zaskoczyła mnie postawa Żukowa. Mówił ostro,
rozkazującym tonem. Odnosiło się wrażenie, że panem jest tutaj Żuków.
Stalin w pełni to dostrzegał. Momentami na jego twarzy malowało się pewne
zakłopotanie".

Atak na pole minowe

Wojna, która toczyła się na Froncie Wschodnim, nie miała już nic wspólnego
z tzw. „obyczajem rycerskim”. Niektórzy generałowie niemieccy protestowali
przeciwko masowemu rozstrzeliwaniu jeńców przy drodze, ale ich koledzy na
niższych szczeblach robili to z upodobaniem. W niemieckich obozach dla
jeńców sowieckich widniały napisy: „kanibalizm będzie karany śmiercią", z
kolei ze 108 tys. niemieckich jeńców spod Stalingradu przeżyło pięć
tysięcy.

Największa w świecie bitwa maszyn, czyli bitwa pod Kurskiem, w ostatniej
fazie wyglądała tak, że niemieccy żołnierze mogli funkcjonować tylko
dzięki potężnym dawkom amfetaminy. Między spalonymi czołgami znajdowano
trupy czołgistów obu stron splecionych ze sobą w walce wręcz... Do tej
sytuacji dostosowany był pewien model dowodzenia. Aby zilustrować różnice,
warto posłużyć się przykładem. W roku 1943 amerykański generał George
„krew i flaki” Patton we włoskim szpitalu spoliczkował żołnierza,
wyzywając go od symulantów i tchórzy. Wywołało to protest armijnych
psychologów i gwałtowną reakcję amerykańskiej prasy. To wydarzenie o mało
nie zwichnęło kariery generała Pattona, jednego z najwybitniejszych
amerykańskich dowódców wojsk pancernych. Czy takie zachowanie generała w
Armii Czerwonej byłoby przez kogokolwiek krytykowane? Czy gdyby zastrzelił
tego żołnierza, ktoś by to w ogóle dostrzegł? Zapewne gdyby generał
Eisenhower opowiedział przypadek Pattona Żukowowi, ten przyjąłby to z
równym zdumieniem, jak Eisenhower opowieść Żukowa o atakach radzieckiej
piechoty przez pola minowe. Trudno obecnie powiedzieć, czy taktyka takiego
ataku piechoty była akurat pomysłem Żukowa, ale Armia Czerwona często ją w
czasie II wojny światowej stosowała. Już od jesieni 1941 roku z powodu
braku żołnierzy Niemcy nie byli w stanie obsadzić wszystkich odcinków
frontu - najłatwiej więc było zaradzić temu poprzez ustawianie szerokich
pól minowych. Radzieccy dowódcy mieli da wyboru: albo atakować przez pola
minowe, albo uderzać na przygotowanego, okopanego przeciwnika, z gotowymi
do strzału karabinami maszynowymi, Z punktu widzenia kalkulacji dowódcy,
atak przez pole minowe dawał jego żołnierzom większe szanse przeżycia. Po
raz pierwszy na większą skalę Armia Czerwona przełamała front niemiecki na
północnej Ukrainie 29 listopada 1941 roku nad rzeką Mius. właśnie atakując
wprost przez niemieckie pola minowe. Niemcy załatali dziurę we froncie z
największym trudem.

W czerwcu 1944 roku w trakcie wielkiej ofensywy rosyjskie wojska z rozkazu
Żukowa atakowały przez Błota Poleskie. Żołnierze budowali dziesiątki
mostków, poruszali się na drewnianych rakietach przypominających rakiety
śnieżne. Spowodowało to straty, ale zaskoczenie było zupełne. Wyrwa w
niemieckim froncie wynosiła 350 km. Żuków już podczas studiów w akademii
wojskowej dał się poznać jako pomysłodawca rozwiązań absolutnie
niekonwencjonalnych i co ciekawe, potrafił je obronić.

Zachodnich rozmówców ponoć zdumiewał inny charakterystyczny element
radzieckiej taktyki - rozpoznanie bojem: przed atakiem głównych sił
atakowały mniejsze jednostki, na przykład batalion. Taki atak był skazany
na niepowodzenie, a bywało, że kończył się olbrzymimi stratami
atakujących. Jednak powodował, że ujawniały się niemieckie punkty oporu -
chwilę później wykańczała je radziecka artyleria. Ale pamiętajmy też, że
desant aliancki pod Dieppe w 1942 roku został nazwany przez historyków
„rozpoznaniem walką przed inwazją w Normandii”, inaczej trudno było
uzasadnić, dlaczego z 6100 atakujących kanadyjskich żołnierzy wróciło na
okręty 1800.

Ani kroku w tył

Z radziecką kontrofensywą nad rzeką Mius w 1941 roku związany jest pewien
znamienny fakt. Otóż po panicznej niemieckiej rejteradzie Adolf Hitler
wydal w grudniu 1945 roku rozkaz: „nigdy więcej tchórzliwych odwrotów”. W
warunkach ataku i wojny manewrowej był to zupełny absurd. Tymczasem, co
więcej - Hitler ten rozkaz egzekwował. Generał Gerhard von Sponeck. który
uratował swoją dywizję z grożącego mu okrążenia na półwyspie Kercz, został
wyrzucony z armii, a dwa lata później stracony. Po ofensywie 1944 roku i
zamachu na Hitlera oddziały SS otrzymały rozkaz likwidowania na miejscu
wszystkich tych, którzy zamierzali się poddać. Rozkaz musiał być
wykonywany.

Rozkaz „ani kroku w tył” Stalin wydał przed obroną Stalingradu, w lipcu
1942 roku. Różnica między Hitlerem i Stalinem polegała jednak na tym, że
niemal zaraz po jego rozkazie, szef sztabu generał Aleksander Wasilewski
przekonał go, że konieczny jest odwrót sił dowodzonych przez marszałka
Siemiona Timoszenkę z przesmyku między Donem i Dońcem. Natomiast Hitler
zakazał swojej 6. armii von Paulusa odwrotu, przekonany, że uda się do
kotła przedrzeć posiłkom. Rezultat? Niemiecka kolumna pancerna, która
miała iść jej na odsiecz, utknęła 50 km od celu. 240 tysięcy ludzi przez,
trzy miesiące umierało z głodu i od kul. Hitler był zresztą przekonany, że
cała armia zginęła, a von Paulus popełnił samobójstwo. Niemcy wydali nawet
komunikat w tej sprawie. Gdy okazało się, że jest inaczej, nazwy
wszystkich dywizji zostały wymazane, oficerowie uznani za zdrajców, a
rodzina von Paulusa musiała się go wyrzec. Z militarnego punktu widzenia
skutki rozkazu „ani kroku w tył” okazały się pod Stalingradem dla Niemców
zgubne. Jak napisał o tym Manstein w swoich pamiętnikach, Hitler „miał
bardziej umysłowość brutala pragnącego widzieć u swoich stóp stosy
krwawiących trupów, aniżeli zmyślnego szermierza potrafiącego wykonać krok
wstecz, by potem zadać decydujące pchnięcie”.

Brutalny czy racjonalny

Czy Żuków popierał rozkaz „ani kroku w tył”, pod którym się podpisał?
Zapewne podpisałby się pod wieloma innymi rozkazami. Ale o tym, że starał
się, aby wojna była prowadzona w sposób „racjonalny”, świadczy następujący
przykład. Okrążenie w okolicy Kijowa latem 1941 roku 400 tysięcy Rosjan
nie było wynikiem przewagi Niemców, ale głupoty Stalina i Budionnego.
Stalin wydał wówczas decyzję, by bronić Kijowa za wszelką cenę. Żuków,
jako szef sztabu generalnego, podał się do dymisji, protestując właśnie
przeciwko tej fatalnej decyzji Stalina. Twierdził, że Kijów jest nie do
utrzymania i armia powinna rozpoczęć odwrót. Jakiej odwagi w warunkach
państwa stalinowskiego wymagało podanie się do dymisji, możemy się tylko
domyślać.

Z punktu widzenia wojskowego Żuków miał umiejętności dla dowódcy
najcenniejsze. Potrafił opanować panikę cofającego się wojska. Trafnie
przewidywał zamysły wroga. Potrafił również wyczuć najlepszy moment na
kontrofensywę, gdy przeciwnik był wyczerpany. Gdy obejmował komendę obrony
Leningradu, armia była w stanie absolutnego rozprzężenia. Dowódcy wojskowi
miasta nie wydali nawet rozkazu ewakuacji ludności cywilnej, co
spowodowało późniejszą klęskę głodu i kanibalizm w mieście. Zapasy zostały
spalone (prawdopodobnie dlatego, że uważano, iż miasto będzie stracone).
Nie zapewniono ochrony lotniska (utrzymano je w heroicznym boju). Zdobycie
Leningradu natomiast oprócz wymiaru symbolicznego oznaczałoby odcięcie
ZSRR od portów w Archangielsku i Murmańsku. Tamtędy zaś płynęły życiodajne
dostawy z Zachodu. Czy w takich warunkach poradziłby sobie ktokolwiek, kto
nie byłby brutalny?
Jedną z pierwszych decyzji Żukowa było zdymisjonowanie i rozstrzelanie we
wrześniu 1942 roku generała Szczerbakowa. który odmówił przeprowadzenia
ataku w okolicy Twierdzy Szlisselburskiej, oraz jego komisarza
politycznego. Szczerbakow twierdził, że taki atak byłby samobójstwem.
Atak, który poprowadził jego następca, był rzeczywiście samobójczy, ale
pozycje zostały odzyskane. Żuków wywieszał w mieście listy rozstrzelanych
za tchórzostwo, ale front wokół Leningradu nie został przerwany w żadnym
miejscu. W podobnych warunkach, w roku 1943 w czasie odwrotu spod Kurska.
von Manstein, którego nikt o specjalne okrucieństwo nie oskarżał,
zastanawiał się, czy dla opanowania paniki nie rozstrzelać co dziesiątego
żołnierza z uciekających dywizji.

Intuicja dowódcy

O tym, że Żuków miał niebywałą intuicję co do zamiarów wroga, świadczy
wiele przykładów. Już wiosną 1940 roku. gdy opromieniony sławą zwycięzcy w
wojnie z Japończykami został szefem szturm, przewidywał atak niemiecki.
Udało mu się wymóc wzmocnienie Frontu Zachodniego o 500 tys. żołnierzy.
Kiedy 21 czerwca przez linię przedarł się niemiecki podoficer,
antyfaszysta Alfred Lisko, podając nawet godzinę ataku - Żuków tłumaczył
Stalinowi, że nie jest to szpiegowska prowokacja, ale prawda. Bez skutku.

Oto inny przykład umiejętności oceny sytuacji - fragment meldunku z
inspekcji frontu, przekazanego 8 kwietnia 1943 roku Stalinowi przez
Żukowa:
„Najprawdopodobniej w pierwszej fazie operacji nieprzyjaciel spróbuje
skupić maksymalne siły, nawet od trzynastu do piętnastu dywizji pancernych
ze znacznym wsparciem lotnictwa. Jego grupa skoncentrowana w rejonie
Orzeł-Kromy okrąży Kursk od północnego wschodu, zaś grupa z rejonu
Biełgorod-Charków okrąży Kursk od południowego wschodu”.
To mniej więcej dokładny opis przyszłej bitwy pod Kurskiem, ale niemiecka
operacja „Cytadela” rozpoczęła się w lipcu. Plan tego najbardziej
brzemiennego w skutki zwycięstwa został opracowany przez trzech ludzi:
Żukowa, Aleksandra Wasilewskiego i Aleksego Antonowa.

Już w roku 1941, kierując obroną Moskwy - jak pisze Robin Cross, brytyjski
historyk wojskowości - Żukow pokazał to, czego nie potrafił dotąd żaden z
sowieckich dowódców. „Nie tylko dokładnie odczytał zamiary wroga, ale
potrafił umiejętnie gospodarować jak najmniejszymi siłami, przy
równoczesnym gromadzeniu rezerw na tyłach. Potrafił zaatakować dokładnie w
tym momencie, w którym wróg znajduje się u kresu sił”. To już jest kwestia
intuicji i talentu. To samo uczynił pod Stalingradem. Wbrew dyrektywom
Stalina żądał, aby zamiast wzmacniania obrony samego miasta, wzmacniać
rezerwy. Tutaj wcale nie miał przewagi, jak pod Kurskiem i w roku 1944. W
momencie rozpoczęcia operacji stalingradzkiej siły były wyrównane. W
chwili zajęcia przez Niemców południowej części miasta wydawało się, że
wynik jest przesądzony na korzyść Niemców. Żuków nalegał, aby miasta
broniły jednostki „wtorowo sorta”, czyli bataliony karne złożone w dużej
części z ludzi uznanych za niepewnych politycznie oraz oddziały
drugorzutowe. Zapewne ich niebywały heroizm wynikał z potrzeby
udowodnienia swojego patriotyzmu… albo mając karabiny NKWDzistów za
plecami nie mieli innego wyjścia, tylko ginąć w samobójczych atakach. Pod
wpływem Żukowa Stalin uczynił w tym czasie jeszcze inny gest wobec
obrońców Stalingradu, wycofał z oddziałów komisarzy politycznych, aby nie
dezorganizowali działań dowódców.

Przełomowe znaczenie bitwy pod Stalingradem wcale nie polegało na tym, że
udało się utrzymać miasto. Zimą z 1941 na 1942 rok udało się utrzymać
Moskwę, ale nie zmieniło to sytuacji na froncie. Od samej obrony miasta
istotniejsze było kontruderzenie.
Wbrew powszechnemu mniemaniu Żuków wcale nie uderzał na 6. i 4. armie
niemieckie. Radzieckie oddziały zaatakowały znajdujące się na skrzydłach
Niemców 3. i 4. armie rumuńskie. To było dla Hitlera absolutne
zaskoczenie. Nic miał pojęcia, że Rosjanie mogą rozpocząć tak szeroko
zakrojoną kontrofensywę. Dla niego informacje o tym, że Stalingrad broni
się ostatkiem sił, oznaczały, że siły Armii Czerwonej są na wyczerpaniu.
Dzięki temu kontruderzeniu okrążona i zniszczona została nie tylko 6.
armia niemiecka i część 4. armii, ale około 450 tysięcy wspierających ją
wojsk węgierskich i rumuńskich.

12.01.2005
12:52
[2]

FremenButcher [ Pretorianin ]

Tak naprawde to nie Żukow dowodzil tymi wszystkimi operacjami. Żukow byl tylko aktorem propagandy Stalina, Stalinowi potrzebny byl bohater narodowy zeby Rosjanie mieli w kogo wierzyc i za kim pojsc.
Jesli byla jakas wazniejsza bitwa to posylano tam Żukowa, a on spijal tylko smietanke.
Jednym z glownych autorow sukcesu byl Konstanty Rokossowski, jego ojcem byl Polak a matka Rosjanka. Dowodzil obrona Moskwy, na luku kurskim wydal rozkaz ostzalu artyleryjskiego na przygotowane do szturmu wojska niemieckie oraz na froncie bialoruskim.
Swego czasu jego pomnik stal obok pomnika Żukowa w Moskwie, zostal jednak zburzony.
Rokossowski mial o tyle pecha ze Polacy uwazali go za Rosjanina, a Rosjanie za Polaka i tak jego imie przepadlo gdzies w mrokach historii.
Rokossowski bedac oficerem zostal zeslany do gulagu, tak jak wszyscy polskiego pochodzenia zolnierze, Stalin uznawal ich za zdrajcow.

Wypuscil ich kiedy Niemcy zaczeli wdzierac sie wglab ZSRR, jego dowodcy nie mieli doswiadczenia, a potrzebna byla doswiadczona kadra oficerska.


Drugim punktem jest uzbrtojenie.
Rosjanie nie tylko produkowali duzo, ale ich sprzet nie odstawal az tak bardzo od niemieckiego.
T-34 byl zwrotniejszy od niemieckich czolgow i jego armata z latwoscia przebijala pancerz niemieckim panterom.
Jak byl mniejszy i zwrotniejszy od Messerschmittow, krolowal w powietrzu.

Trzecim punktem bylo zaopatrzenie.
Niemcy nie byli przygotowani na dluga wojne, Hitler zakladal zwyciestwo w 3 miesiace.
Dostawy byly przesylane wglab Rosji, daleka droga, a wraz z nadejsciem Zimy przejazd byl niemal niemozliwy.

12.01.2005
13:36
[3]

Viorne [ Centurion ]

To że Żukow był dowódcą wielce utalentowanym nie przesądza sprawy o jego decydującym wpływie na wynik walkna Froncie Wschodnim (FW), a przez to na losy II wojny światowej. Jego rolę ograniczyłbym do wymiaru taktycznego a nie strategicznego (Żukow nie odgrywał tu żadnej roli). Ograniczanie się do przypisania roli decydującej operacjom wojskowym na FW jest dużym uproszczeniem. Uważam że równie ważne, o ile nie ważniejsze okazała się strategia i wszystkie uwarunkowania, które z niej wynikają. Tym samym, nie nowatorstwo w koncepcjach Żukowa na polu walki przesądziły o losach FW, ale zmysł dyplomatyczny Stalina i jego świty, uległość rządów Wielkiej Brytanii i USA wobec "Joe'ego" - ogromne dostawy morskie,ciągła walka z Niemcami zachodnich Aliantów w tym utworzenie drugiego frontu, dalej: stosunki polityczne i społeczne w ZSRR (jakiż inny przywódca- system - mógłby tak lakką ręką pozwalać na zagładę setki tysięcy swoich obywateli, w tym żołnierzy); rosnąca produkcja przemysłu cięzkiego Sowietów, klimat, bezdroża,kwestia zaopatrzenia (problemy Niemców z dostawami związane z działalnością Ruchu Oporu na terenie Polski i ZSRR zajętych przez III Rzeszę), sukcesy wywiadu radzieckiego. Istniały też w końu czynniki niezależne od ZSRR (np. postawa Hitlera w decydujących mmentach kampanii roku 1941, w trakcie walk o Stalingrad).
I na koniec dwie sprawy: pierwsza, to nie uważam Budionnego za ignoranta - już nie chodzi tylko o wojnę roku 1920, ale o obiektywne spojrzenie na doktrynę panującą wtedy na świecie, ogólnie mówiąc niedowierzającą (za wyjątkiem Niemiec i państw pokonanych przez nie) decydującej rol szybkich, opancerzonych oddziałow, uzywanych w działaniach "makro" a nie "mikro" jak w wielu krajach przewidywano od zakończenia okresu wojen 1914-1920. Druga sprawa to traktowanie jeńców. Chcę przypomieć że tragedia obok gehenny jeńców rosyjskich, żołnierze Wehrmachtu przeżyli ją nie tylko po walkach pod Stalingradem (przez caly okres wojny oraz powojenny do poczatku lat piecdziesiatych - Kopalnie Donbasu, budowa dróg na Syberii, etc.. - to tak tytułem wyjaśnienia.

12.01.2005
14:20
smile
[4]

Wiggins [ SSiberian Tiger ]

Otóż po panicznej niemieckiej rejteradzie Adolf Hitler
wydal w grudniu 1945 roku rozkaz: „nigdy więcej tchórzliwych odwrotów”.


No comments.

12.01.2005
14:30
[5]

Holmes__ [ Konsul ]

FremenButcher --->

Tylko tak na marginesie dyskusji. Samoloty Jakowlewa (może z wyłączeniem ostatnich serii Jaka 3) w porównaniu do którychkolwiek liniowych maszyn myśliwskich Niemców, to były na szybko poskładane latadła, których olbrzymia masa użyźniła szerokie stepy Rosji po prostu rozsypując się w powietrzu.

Mówiąc w dużym skrócie - Jaki wszelkiej maści to były jedne z najgorszych samolotów myśliwskich produkowanych seryjnie w czasie II WŚ. Każdy myśliwiec niemiecki z odpowiednio wyszkolonym pilotem mógł narzucić pilotowi Jaka takie warunki walki (hit & run), przy których tamten ostatni mógł jedynie myśleć o ratowaniu życia. Tylko olbrzymia przewaga liczebna Rosjan pozwalała zwyciężać w starciu z niemieckimi JG.

Jedyny na prawdę dobry samolot radziecki z tamtego okresu, to Tu-2. Ale to już opowieść na długi zimowy wieczór...

12.01.2005
14:31
smile
[6]

Holmes__ [ Konsul ]

Wiggins ---> co się czepiasz? To juź działo się w Brazylii, a słowa skierowane były do przewodników, którzy w ścisłej tajemnicy prowadzili Hitlera do domku w górach, gdzie miał dożyć późnej starości.

12.01.2005
15:34
smile
[7]

Anoneem [ Melodramatic Fool ]

O Żukowie przeczytałem już tyle sprzecznych opinii że podchodzę do niego jak do nierozwiązywalnej zagadki. Sam Suworow był uprzejmy popełnić książkę pt. "Żukow - Cień Zwycięstwa" w której zrobił z niego bezmyślnego brutala lubującego się w hektolitrach przelewanej krwi, zrywaniu generalskich pagonów, biciu po mordach i przypisywaniu sobie nieswoich zasług (jako przykład podaje tu zwycięstwo Stalingradzkie które miałoby być w całości dziełem bodajże Wasilewskiego), a jako dowódcy - nieudolnego i niezdolnego do wyciągania wniosków (vide Rżew). Jednocześnie kilka(-naście ?) lat wcześniej wychwalał Go pod niebiosa w "Dniu M" (fakt że było to na marginesie głównego wątku). Kompletny miszmasz :)

12.01.2005
16:30
[8]

radykal [ Konsul ]

Zadatki na naprawde dobrego dowódce potrafiącego działac skutecznie i racjonalnie na poziomie operacyjnym ( według standardów ogólnowojskowych a nie lokalnych dla ZSRR ) był ...
....
....
....
gen. Andriej Własow

Gdyby nie niewola to zaszedłby wysoko
wszelki sukcesy Własowa do 1942 zostały przemilczane przez propagande bo nie wypadało aby zdrajca był geniuszem militarnym

12.01.2005
18:00
smile
[9]

mp [ Legionista ]

Z tego co wiem to Żukow nie był w cale dobrym dowódcą. Nie odniósł też jakiś wielkich sukcesów jeśli popatrzymy na siły jakimi dowodził i przeciw czemu atakował ( z tego co pamiętam to ponosił on horędalne (chyba dobrze :) ) straty podczas ofensyw a siłami którymi dysponował to każdy by sie przełamał) Pokusiłbym sie o określenie, iz był to zły dowódca.
Trzeba jednak przyznać, że jako "chwyt marketingowy" :) Stalina sprawdzał się całkiem dobrze.

2 Jeśli chodzi o sprzęt to uważam, iż Niemcy popełnili już na samym początku wielki bład. Mianowicie nie przestawili gospodarki na wojenną i opóżnili faze projektowania, a co za tym idzie wdrażania nowych modeli czołgów do wermachtu. Gdyby nie Ameryka to Rosjanie nie mieliby wogóle logistyki (chodzi mi tutaj o cięzarówki dostarczane przez USA) Zgadzam sie też z moimi przedmówcami jeśli chodzi o jakość sprzętu ZSSR. Ja pójde o krok dalej i stwierdze, żę ZSSR miało już na początku wojny lepszy sprzęt niż Niemcy.

To tyle na teraz.

14.01.2005
11:08
[10]

RMATYSIAK [ Konsul ]

FremenButcher ->T-34 byl zwrotniejszy od niemieckich czolgow i jego armata z latwoscia przebijala pancerz niemieckim panterom.
No jaki smiech na sali. JAK SIE NA CZYMS NIE ZNAM TO SIE NIE WYPOWIADAM ZEBY SOBIE WSTUDU NIE NAROBIC.
zreszta co ja tam będę pisał.
No comments.

14.01.2005
11:42
[11]

MANOLITO [ Generaďż˝ ]

mp ---> rolę żukowa nalezy rozpatrywać ze względu na jego skuteczność w wygrywaniu bitew, a nie ze względu na straty jakie w nich poniósł, ponieważ w ZSRR nikt z życiem żołnierzy się nie liczył, a i sprzętu było zawsze pod dostatkiem, poza tym dam ci przykład innego państwa które nie liczyło się z losem swoich poddanych, chodzi mianowicie o turków, podczas zdobywania konstantynopola w 1453r. przed generalnym szturmem rzucano do ataku nieregularną piechotę, tylko po to by zmęczyć obrońców ciągłymi atakami!, kolejny przykład ustawienie szyku pod nazwą "rogi byka" czyli centrum słabe, flanki silne, przeciwnik atakując na całej długości spycha (wybija) słabszy środek gdy tym czasem silne flanki przeciwnika zaczynają zamykać go w okrążeniu, tak więc potencjalne straty w ludziach mogą być istotnym elementem całości strategii .

© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.