GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

"Warszawa - miasto bezpieczne" :)

08.11.2004
13:16
[1]

Szalony_Pelikan [ Konsul ]

"Warszawa - miasto bezpieczne" :)

Przeczytałem sobie ten artykuł i w całości podzielam zdanie autora. Od razu zaznaczam, że nie jestem z tych, co mówią, że jak to w Warszawie jest niebezpiecznie etc. chociaż często wracam od paru lat w nocy i nigdy mi się nic nie stało (może to zasługa mieszkania po lewej stronie Wisły i kwestia stosowania elementarnych zasad bezpieczeństwa - omijania po zmroku szerokim łukiem różnych grupek). Tym niemniej gratuluję tak jak autor dobrego samopoczucia komendantowi szczególnie, że jak wielokrotnie pisałem na tym forum Warszawa niedługo zamieni się w miasto gett, oj przepraszam zamkniętych, modnych osiedli:)

08.11.2004
13:25
smile
[2]

gladius [ Óglaigh na hÉireann ]

Nie wyobrażam sobie mieszkania w Warszawie w osiedlu innym niż zamknięte. Nie ma meneli, nie ma blokersów, samochód stoi bezpiecznie w garażu. Śmieszą mnie opinie, że osiedla strzeżone to getta, a zwłaszcza gdy takie opinie wygłaszają osoby mieszkające w obrzydliwych bloczyskach z wielkiej płyty, made in '70.

Pelikan - jeśli nie mieszkach w wielkiej płycie, twoja opinia śmieszy mnie nieco mniej.

08.11.2004
13:34
[3]

Swidrygajłow [ ]

to jest getto, ale zamknięci nie sa ci w środku, ale ci na zewnątrz

08.11.2004
13:37
[4]

oksza [ Senator ]

Mieszkałem na osiedlu zamkniętym i nie podobało mi się. To taka betonowa-kolorowa sypialnia, może ładna, ale pusto strasznie i mało sympatycznie. Może akurat takie mi się trafiło, nie wiem.

W Berlinie (choć ludzie tam są o niebo bogatsi) jest jedno strzeżone osiedle, w Warszawie 200!. I niech to świadczy o poczuciu bezpieczeństwa mieszkańców obu stolic.

To świadczy o poziomie paranoi warszawiaków, niekoniecznie przekładając się na poziom przestępczości. Tak samo nie jest argumentem to jakie ma zamki w drzwiach autor.

08.11.2004
13:39
smile
[5]

Szalony_Pelikan [ Konsul ]

gladius
Właśnie o to chodzi, ze nie mieszkam w wielkiej płycie. Mieszkam w kamienicy z lat 50-tych, bez płotu pod prądem z jednym domofonem i meneli jakoś nie mam na klatce. Nikt też nigdzie nie sika etc. Wystarczy mieć sprawnego ciecia, który raz na jakiś czas zadzwoni na policję i już chłopaki wiedzą, że nie mają czego szukać.

Niedługo to już wszyscy ufortyfikują się w swoich mieszkaniach. Osiedle z płotem pod prądem, firma ochroniarska, 3 domofony, osobisty strażnik przed każdym mieszkaniem, dodatkowo po jednym na każdym piętrze. A na spacer i gdziekolwiek poza getto wyjeżdżamy z dżipem z zamontowanym CKM:)))
Nie tędy droga. Od zapewnienia porządku jest policja, na którą płacimy, a nie armia ochroniarzy. Zatrudnianie ochroniarzy ma dwie podstawowe wady:
1. zwalniamy z tego obowiązku policję, a niby z jakiej racji skoro płacimy podatki?,
2. przyzwyczajamy policję do takich zachowań. Następnym razem może zwolnimy ją z dbałości o wykrywanie przestępstw. Jakie to proste, przecież każdego stać na zatrudnienie prywatnego detektywa?

08.11.2004
13:40
smile
[6]

Piotrasq [ Seledynowy Słonik ]

Mnie również się to nie podoba, chociaż będę mieszkał na takim osiedlu. W umowie kupna nie miałem punktu, że to będzie strzeżone osiedle. A teraz każą mi płacić za ochroniarzy, kamery, płot wokół bloku, który ustawili w odległości 2 metrów od muru... Paranoja !

A mieszkałem już na Żoliborzu, Targówku i Ursynowie bez krat, i jakoś nic mi się nie działo.

08.11.2004
13:41
[7]

gladius [ Óglaigh na hÉireann ]

Ja mieszkałem kiedyś na Ursynowie, w okolicach SGWW. Też mi się nie podobało, bo każdą ławkę okupowały bandy lujów w szerokich porach, pełno meneli się szwendało, na klatkach schodowych cuchnęło itp. A to jeszcze wcale nie są najgorsze okolice.
Wolę, żeby było pusto niż pełno drechów i hiphopowców. Jak mi jest za pusto, to jadę do miasta. Co w tym dziwnego, że niektórzy chcą oddzielić swoje miejsce zamieszkania od swołoczy? Wystarczy, że spotyka się ją (swołocz) będąc w mieście.

08.11.2004
13:43
[8]

gladius [ Óglaigh na hÉireann ]

Pelikan - na policję to bym nie liczył. I nie miałbym złudzeń, na co idą podatki. Jak myślisz, z czego ministra Jaruga-Nowacka jeździ na zagraniczne wojaże?

08.11.2004
13:48
[9]

a.i.n... [ Kenya believe it? ]

Czytałem artykuł, z którego cytat przytacza oksza i zgadzam się z tym Niemcem.

Czasem można poczuć się jak pod zakładem karnym, gdy przejeżdża/przechodzi się obok ciągu (a sa i takie miejsca) strzeżonych osiedli.

Sam mieszkam na osiedlu "otwartym", choć dość kameralnym (na skraju miasta) i z niewielkimi blokami (jak na Polskę). Osiedle jest na tyle na uboczu, że stanowi jakby małe miasteczko i taki tu jest klimat. Nie czuć anonimowości wielkich blokowisk. Co więcej - poszczególne wspólnoty w budynkach coraz bardziej się integrują.
Aż miło patrzeć, jak sąsiedzi dbają o (teoretycznie niczyj) trawnik przed blokiem czy sadzą żywopłoty przy klatkach.

Dawno nie słyszałem o kradzieży samochodu w mojej okolicy, a w łeb dostać można także tuż za bramą strzeżonego osiedla.

Może takie zamknięte osiedla dobre są dla młodych japiszonów, którzy nie mają czasu poznać swoich sąsiadów, ale to już lepiej chyba mieszkać w apartamentowcu z recepcją i podziemnym garażem niż w bloku za murem :/

08.11.2004
13:52
smile
[10]

Arczens [ Legend ]

Ja na policje nie narzekam, własciwie to widze patrol co 2-3 minuty, przynajmniej w mojej okolicy. Portier w bloku w zupełnie wystarcza do utrzymanai porzadku na korytarzach,a kosztuje to dodatkowo okolo 30 zł miesiecznie.

08.11.2004
13:52
[11]

oksza [ Senator ]

-->> Pelikan
To wcale nie jest takie śmieszne. Koło mnie na Sadybie jest ogrodzony blok w którym żeby wejść trzeba się zgłosić na dwóch domofonach - jeden przy bramie i jeden przy klatce. I jeszcze dzwonek, stalowe drzwi, ochroniarze z psami... A to taka spokojna dzielnica.

Najlepiej zbudować mini-bunkier, i już :)

08.11.2004
13:53
[12]

gladius [ Óglaigh na hÉireann ]

No nie wiem. Mieszkam blisko centrum (jakieś 6 km) i gdyby nie zamknięte osiedle, to napełzłoby sporo dresiarstwa/hiphopostwa z ul. Grójeckiej i okolic.
Co do sąsiadów to fakt, nie mam czasu ich poznać. Ale specjalnej ochoty też nie. Mam swoje grono znajomych i jakoś nie czuję potrzeby bratania się z sąsiadami.

08.11.2004
13:58
[13]

Szalony_Pelikan [ Konsul ]

gladius
Z tego samego co pani Grześkowiak :) Ale widzę, że strasznie nie możesz tego przeżyć.
Jak nie będziesz egzekwował swoich praw to tak jak napisałem coraz wiecej obszarów swoich nominalnych działań Policja (tak jak każda zresztą organizacja czy to prywatna czy państwowa) będzie zwalać na ciebie. Ja np. gdybym został napadnięty/okradziony itp. i chociażbym wiedział, że i tak kolesi nie złapią poszedłbym na komendę to zgłosić. Przynajmniej zepsujesz im statystykę. Nie będą potem powstawały takie gnioty jak "Warszawa - miasto bezpieczne". Mojej znajomej włamano sie do mieszkania. Wiadomo, że i tak nie wykryją i rzeczywiście po miesiącu przyszło umorzenie, ale od razu poszła zgłosić. Tylko tak da się coś zmienić.
A złe jest w gettach to, że po I wcale nie poprawiają bezpieczeństwa osobistego, bo wyjdziesz za płot i dostaniesz w łeb, no chyba, ze już w ogóle nie będziesz nigdzie wychodził,a jeździł tylko bryką, po II kanalizują przestępczość w miejscach wolnych od gett, co z kolei powoduje, że tam powstają getta itd. To z kolei powoduje, że zaczyna brakować przestrzeni publicznej, a taka jest potrzebna w każdym mieście (twoje wojaże do centrum właśnie). No chyba, że ktoś lubi spacerować pomiędzy swoimi wspaniałymi 4 blokami na małej przestrzeni:)))) Chyba mam klaustrofobię, ale ja dziękuję.

08.11.2004
14:00
[14]

a.i.n... [ Kenya believe it? ]

Niedawno mieszkańcy osiedla, na którym mieszka znajomy, postanowili ogrodzić się.
To osiedle na Saskiej Kępie, więc cały pomysł zalatuje paranoją.
Teraz nie dość, że całość wygląda ponuro (są i podwójne domofony), to "za murem" wcale nie widać życia.
Mieszkańcy dalej siedzą w swoich mieszkaniach, między budynkami hula wiatr i przemykają ludzie z psami. No, ale mają swoje "strzeżone osiedle".

08.11.2004
14:05
[15]

Szalony_Pelikan [ Konsul ]

gladius

Zapomniałem. Getta szkodzą także naturalnemu rozwojowi miasta i szpecą go architektonicznie. Często też np. zabijają całkowcie życie towarzyskie. Osiedla takie zazwyczaj są małe i ogrodzone. Brakuje przestrzeni na działalność użytkową. Nie ma gdzie zrobic knajpek, a przecież nie zrobi ich się na dole w pasażu jednego z bloków, bo to bez sensu - klientami musieliby być tylko mieszkańcy.

08.11.2004
14:12
[16]

gladius [ Óglaigh na hÉireann ]

Szalony_Pelikan - good point z Grześkowiak. Co do egzekwowania swoich praw, to jesteś na z góry straconej pozycji. Czy policja żyje z tego, że nie ma przestępczości? Czy lekarz żyje z tego, że ludzie są zdrowi? Czy prawnik z kolei miałby coś do roboty jakby prawo było proste jak konstrukcja cepa? Od ochroniarza czy ogrodnika na osiedlu jestem w stanie wyegzekwować jego obowiazki, bo mu za to płacę. Od policji - nie. Oni i tak będą brali swoje pensje, bez względu na to, czy sprawcę wykryją, czy nie. Czy zgłaszałeś coś kiedyś na komendzie? Widziałeś jak to się odbywa? Ja mam z tym trochę doświadczenia, wystarczająco, żeby się zniechęcić.
Getta, skoro upierasz się przy tej terminologii, dają poczucie bezpieczeństwa np. w takim sensie, że mogę zamknąć mieszkanie na klucz i wyjść spokojnie do miasta, czy wyjechać. Moi rodzice, mieszkający w domu wolnostojącym, nie mają takiego komfortu ponieważ w okolicy obrobiono kilka domów w ciągu paru dni. A to, że za płotem można dostać w łeb... no można. Ale w nie-gettcie też. Nawet niekoniecznie za płotem, a za drzwiami swojego mieszkania. I masz rację - jeżdżę bryką, bo to sposób na uniknięcie żulerni w komunikacji miejskiej, zwłaszcza w nocy.
Tu nawet nie chodzi o ochronę przed przestępczością - raczej o ochronę przed dresem/hiphopowcem siedzącym na ławce przed blokiem. Sam z siebie może i nie jest przestępcą, ale jego obecność powoduje pewien dyskomfort.
Ja widzę w strzeżonym osiedlu same zalety - bezpieczeństwo, o którym napisałem wyżej, porządek, brak dresów/szerokich portek oraz spokój i cisza. W sobotę miałem okazję słyszeć imprezkę na placu Narutowicza, około 1 w nocy. Nie zazdroszczę sąsiadom... U mnie coś takiego jest nie do pomyślenia.

08.11.2004
14:16
[17]

gladius [ Óglaigh na hÉireann ]

Szalony_Pelikan - nie wiem, co bardziej szpeci - apartemantowce czy slumsy w które obracają się blokowiska i stare kamienice na Pradze. Na życie towarzyskie nie narzekam - a z sąsiadami nie chcę mieć nic wspólnego, bo po co. Mam znajomych i bez tego. Co do knajpek - wolę pójść do parku do knajpki albo pojechać do miasta niż mieć knajpkę pod balkonem. Zresztą w Warszawie i tak z knajpkami jest średnio... albo powstają koszmarki w galeriach handlowych. Co do innej działalności użytkowej - mam pod domem sklep spożywczy, solarium, szkołę angielskiego, sklep z kosmetykami, fryzjera, aptekę, wypożyczalnię DVD... starczy.

08.11.2004
14:19
[18]

ILEK [ Plugawy Karzełek ]

a ja mieszkam na starej Woli...nie ma u nas strzezonych osiedli (moze za malym wyjatkiem przy Okopowej - ale tam maja problemy ze sprzedaniem mieszkania) nie odczuwam zadnego dyskomfortu tyle ze faktycznie to mieszkam tu od zawsze...niewiem jak czulaby sie osoba ktora wlasnie przeprowadzila sie z malej spokojnej prowincji...pewnie uwazalaby podobnie jak Gladius - ja tego nie neguje...sam czasem jestem wkur...y jak widze zaszczanego zula spiacego pod blokiem w ktorym miesci sie monopolowy...ale to tez trzeba zrozumiec...to taka dzielnica - stara Warszawa...

08.11.2004
14:20
smile
[19]

gladius [ Óglaigh na hÉireann ]

ILEK - ale dowaliłeś z tą prowincją. Prawdziwy warsiawiacek z ciebie. W którym pokoleniu?

08.11.2004
14:25
[20]

a.i.n... [ Kenya believe it? ]

gladius -> to znaczy, że i Ty i Twoi rodzice mieszkaja wśród obcych ludzi.

W sumie przestaję Ci się dziwić, skoro nie budujecie choćby szczątkowej "społeczności" sąsiedzkiej. Ja mogę spokojnie wyjechać z domu i wiem, że na mieszkanie rzucą okiem sąsiedzi.

Więcej - zostawiam im klucz, bo żyjemy na tyle dobrze, że podleją mi kwiaty, uratują przed zalaniem sąsiada z dołu (gdyby coś się stało z instalacją wodną w mojej łazience) itd...
Czy Twój ochroniarz albo ogrodnik robi takie rzeczy?
Pilnują Ci trawnika, ale wpuścisz ich do środka? ;)

Ostatnio mieliśmy przeciągający się remont łazienki - to właśnie dzięki sąsiadom miałem przez kilka dni gdzie brać codzienny prysznic.

Żule, menele, dresiki... Oczywiście, że mielismy z nimi problem. Trwało to jakieś dwa tygodnie, gdy upatrzyli sobie zagajnik nieopodal.
Stanowcze telefony na NASZ komisariat (nie na jakąś policję, ale na NASZ, lokalny komisariat oraz do NASZEGO dzielnicowego) i ziomale wiedzą, że tu miejscówki mieć nie będą.

A Ty znasz w ogóle swojego dzielnicowego?

Może takie zamknięte osiedle jest dla Ciebie wygodniejsze, ale na dłuższa metę...
Ja wolę za oknem otwarty trawnik i zagajnik, a nie mur.

[edit]
Chyba mylisz pewne pojęcia. Sąsiedzi nie są dla mnie "znajomymi", ale właśnie sąsiadami. Jesteśmy dla siebie od tego, żeby sobie pomagać w takich duperelach życia codziennego.
Znajomych, z którymi się spotykam na piwo czy wyjeżdżam w góry, mam zupełnie innych.

Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2004-11-08 14:27:43]

08.11.2004
14:29
[21]

ILEK [ Plugawy Karzełek ]

Gladius---->zle mnie zrozumiales...chodzi mi o to ze ja prawdopodobnie przywyklem do meneli pod sklepem, zajetych lawek (sam czasem lubie sobie na takowej usiasc), radiowozu co srednio 3 minuty czy tez glosnych imprez u sasiadow...wcale nie uwazam ze wszelaka prowincja mieszkajaca w Warszawie jest be...chodzi mi o to ze jezeli ktos wychowal sie w malym cichym, spokojnym miasteczku a na studia i po studiach zamieszkal w warszawie moze odczuwac dyskomfort widzac co sie dzieje...mi jakos ten widok nie przeszkadza (oczywiscie wszystko ma swoje granice) bo mam go przed oczmi od 24 lat...

Gladius--->moja Mama urodzila sie w Otwocku a Tatko w Wolominie:PPPP

08.11.2004
14:37
[22]

a.i.n... [ Kenya believe it? ]

Ja jeszcze odróżniłbym apartamentowce od strzeżonych osiedli.
Zamkniete osiedle to po prostu bloki (ładniejsze, mniejsze, ale bloki) otoczone ogrodzeniem z ochroną.

Apartamentowiec to budynek z niebanalną (a przynajmniej przyzwoitą) architekturą (no niestety w Polsce różnie z tym bywa), czesto z wyglądu bliżej mu do biurowca.
Przy drzwiach stoi doorman, albo/i/lub na dole jest recepcja, ale nie ma ogrodzenia.
To osobny, zamkniety budynek, który jednocześnie nie zamyka miejskiej przestrzeni.

08.11.2004
14:46
[23]

gladius [ Óglaigh na hÉireann ]

ILEK - ja akurat nie wychowałem się w cichym i spokojnym miasteczku chodź w dzielnicy uchodzącej za przyzwoitą. I taka była, póki w sąsiedniej podstawówce nie utworzono gimnazjum, gdzie lęgnie się hołota... A swoją drogą, niezłe masz korzenie. Aż strach :)))

ain.. - jedna cholera. Apartamentowce to to samo, tylko z reguły wyższe. A jak nie ma ogrodzenia, to i o grafitti łatwiej. Moje osiedle od razu budowane było jako chronione, nie jest to parę blokow, gdzie nagle mieszkańcom zachciało się postawić mur. Zresztą muru z drutem kolczastym też nie ma. Jest trochę racji w tym, co piszesz ale ja nie zamieniłbym się teraz na mieszkanie na blokowisku, nawet nowym np. takim jak Tarchomin.

08.11.2004
14:46
[24]

Attyla [ Legend ]

Poczucie bezpieczeństwa nie jest racjonalne. Właściwie już użycie słowa "poczucie" racjonalność wyłącza. Nie chodzi tu więc o faktyczne dopświadczenia każdego z nas (bo ja także nie mam - odpukać - negatywnych. Chodzi tu o "ogólny nastrój" i o to o czym się "mówi". Wielką rolę grają tu media i politycy. Co do mediów, to wiadomo, że "bad news is good news". Co do polityków, to niektórzy z nich na braku poczucia bezpieczeństwa żerują i je pogłębiają ( sztandarowy przykład to PiS).
Jeszcze jedno: odczucia nie są złe ani dobre. One po prostu są...

08.11.2004
14:49
[25]

ILEK [ Plugawy Karzełek ]

Gladius---->eee tam korzenie wydaje ci sie:))

Ale tak glebiej sie nad tym zastanawiajac to niewiem czy bede tak spokojnie ogladal sobie meneli pod sklepem i tolerowal burdy i imprezy u sasiadow jak bede mial zone i dziecko...

08.11.2004
14:50
[26]

Szalony_Pelikan [ Konsul ]


a.i.n...
gladius chyba nie rozumie podobnie jak większość warszawiaków, że taniej, bezpieczniej i wygodniej jest tworzyć po prostu lokalną społeczność - jak na zachodzie. Po prostu każdy ma w tym swój żywotny interes. Nie mówiąc już o tym, że często przecież ci ochroniarze sami coś kradną (nie dziwię się jak się płaci takiemu trochę sprytniejszemu drabowi z 1000 zł)

gladius

Chyba się nie rozumiemy. W sytuacji gdy każdy się odgrodzi oczywiste jest, że po I Warszawa przestanie być miastem w sensie europejskim. To będzie typowe "downtown". Czy tego chcemy? Po II twoje wojaże do centrum przestaną być po prostu możliwe, zakładając, że będzie jeszcze jakieś centrum, że ktoś się tam nie ogrodzi :), bo gdzieś ci przestępcy będą musieli grasować. Postaram się wyjaśnić bardziej obrazowo to o czym mówiłem wcześniej. Zakładamy, że liczba przestępców = const = 1000. Według ciebie na policję nie ma co liczyć. Mamy 10 dzielnic z czego 5 jest już ogrodzonych. Nominalnie przypada mniej więcej po 100 na dzielnicę, w sytuacji ogrodzenia się 5 dzielnic, przypada już 200 przestępców na każdą z pozostałych 5 dzielnic. To powoduje, że kolejne zaczynają się odgradzać... i automatycznie liczba przestępców na dzielnicę zaczyna rosnąć. To z kolei powoduje, że cale nagromadzenie przestępczości skupia się na przestrzeni publicznej. Pytanie. Gdzie jest twoje miejsce na centrum? Z karabinem na dyskotekę? Tego chcemy?

08.11.2004
14:53
[27]

a.i.n... [ Kenya believe it? ]

gladius -> Twój wybór. Każdemu wg. potrzeb :)

A co do apartamentowców... u nas developerzy nadużywają tego słowa (wiadomo - marketing) i apartamentowcami nazywają zwykłe, choć nowoczesne bloki z mieszkaniami.

Powiem tak - prawdziwy apartamentowiec ma w sobie więcej z dobrego (lususowego nawet) hotelu niż ze zwykłego mieszkania.
I takich prawdziwych apartamentowców jest u nas niewiele.
Bo i ludzi, którzy mogą sobie pozwolić na mieszkanie w takim apartamencie (penthousie?) jest stosunkowo niewielu.

08.11.2004
15:02
[28]

gladius [ Óglaigh na hÉireann ]

ain - penthouse to jest mieszkanie na poddaszu. Albo pisemko. ;-)

Szalony_Pelikan - Warszawa nie jest miastem w sensie europejskim... ale to temat na inny wątek.
Co do tworzenia lokalnej społeczności, to różnie to bywa. Dresy i hiphopowcy to jest część tej lokalnej społeczności. Oni nie biorą się ze zgniłej słomy tylko mieszkają na Twoim osiedlu. Mieszkają ich rodzice-pijaczki i inne żule. Z nimi nie da się tworzyć żadnej lokalnej społeczności, a jak dowiedzą się, że pucujesz na policji, to... sam wiesz.
Masz rację do przestrzeni publicznej, że jest jej coraz mniej. Ale to nie wina zamkniętych osiedli, a przynajmniej nie tylko. IMO bardziej "winne" są tu centra handlowo-rozrywkowe. Po co łazić po niebezpiecznym centrum miasta, skoro można iść do Galerii Centrum, dajmy na to, obejrzeć film, wypić szejka i zjeść hamburgera... A w centrum - zostają chronione i zamknięte biurowce.

08.11.2004
15:16
[29]

LuBeK [ Konsul ]

Ja mieszkam na niewielkim osiedlu na Mokotowie (rog Czerniakowskiej i Witosa), osiedle jest strzezone i mimo tego ze muru nie ma jest bardzo bezpiecznie. Cztery budki wartownicze rozmieszczone przy wiazdach na osiedle i stale dwa patrole po osiedlu definitywnie eleminuja caly element z mojego osiedla. Prawde mowiac nie zamienil bym tych ochroniazy na nawet najlepszych sasiadow, bo czy sasiad przypilnuje Ci samochod, poinformuje Cie ze zostawiles uchylone okno w samochodzie, albo odstraszy potencjalnego zlodzieja?? PRzynajmniej gdy w nocy wychodze z psem nie musze sie ogladac czy przypadkiem ktos nie bedzie chcial mnie okrasc. Niektorych ochroniazy znam dobrze bo pracuja na osiedlu kilka dlugich lat. Tak jak napisalem osiedle muru nie ma wiec gettem nie mozna je nazwac.

08.11.2004
15:45
[30]

Szalony_Pelikan [ Konsul ]

gladius


Co do centrów handlowych to bym się zgodził, ale jak mówię osiedla też są temu winne. Zresztą podobnież wreszcie ktoś się w W-wie opamietał i mają już nie witać z otwartymi rękoma każdego kto chce postawić supermarket w centrum miasta. Po prostu sukces ;)

08.11.2004
15:50
[31]

Garbizaur [ CLS ]

Hehe. Jak to dobrze, że mieszkam w domku jednorodzinnym i tygo typu problemy mnie nie dotyczą. :)

08.11.2004
15:52
smile
[32]

gladius [ Óglaigh na hÉireann ]

Ta... ciekawe gdzie JESZCZE w Warszawie da się postawić supermarket w centrum miasta. Mnie do głowy przychodzą 2 miejsca - okolice stadionu Polonii i... Powązki, po prywatyzacji.

08.11.2004
15:53
[33]

a.i.n... [ Kenya believe it? ]

LuBeK -> no pewnie, że poinformuje, i to za darmo :) Przynajmniej moi sąsiedzi.
Np. o zostawionych włączonych światłach, albo odniosą do domu zgubioną przed klatką przepustkę na parking.
Na moim osiedlu każdy "obcy" samochód jest natychmiast wychwytywany przez czujnych lokatorów - emerytów :D

BTW - moja Ania mieszka niedaleko: Powsińska/Gołkowska. Przyznam, że jej osiedle jest bardziej... typowe, ale nie boję się zostawić tam samochód.

Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2004-11-08 15:53:39]

08.11.2004
16:02
[34]

HopkinZ [ Senator ]

Gladius--->
odnosnie osiedl strzeżonych. Taka sytuacja:
ochroniarze wpuszczają przez szlaban na teren osiedla ciężarówkę. Po jakimś czasie wypuszczają tą ciężarówkę. Kumpel stracił rower, który został na owoą ciężarówkę załadowany, gdyż rowerki stały w klatce bez blokady, pod drzwiami do piwnicy.

:)

08.11.2004
16:25
[35]

Azzie [ Senator ]

NIe sluchajcie Lubeka. Ja z nim na jednym osiedlu mieszkam, to skejt i zul :)P

08.11.2004
16:38
[36]

Szalony_Pelikan [ Konsul ]

gladius
Wiesz fantazja urzędników miasta stołecznego Warszawy nie zna granic. Ostatnio dowiedziałem się np., że na placu Unii Lubelskiej, chcą postawić coś na miejscu Supersamu - jakby nie patrzeć już zabytku architektury. Sprzeciwił się temu konserwator, ale co z tego jak znam życie to postawią tam jakiegoś kloca i kuniec.
Puszczając dalej wodze fantazji. Np. co ty na to, aby właściciel Galerii Centrum zamarzyl sobie prawdziwe centrum handlowe na tym miejscu? Fajne by były korki. A pomyśl, że to tylko kwestia określonej kwoty.
Co dalej? Np. możemy już totalnie zdewastować to co akurat zostalo dobrze zrobione przez centralne planowanie, czyli zabudować tunele napowietrzajace miasto. Jedyne zresztą czym można się pochwalić w W-wie w stosunku do innych miast - duża powierzchnią zieleni (jeszcze) Jakiż świetny supermarket by powstał na polach Mokotowskich :) Zresztą już trochę jakiś apartamentowców pobudowano na polach mokotowskich.

"Bo fantazja, fantazja, jest od tego, aby bawić się bawić się, aby bawić sie na całego" :))))

08.11.2004
16:51
smile
[37]

guzol [ LEXUS ]

W moich snach wciąż Warszawa
Pełna ulic, placów, drzew
Rzadko słyszysz tu brawa
Częściej to drwiący śmiech
Twarze w metrze są obce
Bo i po co się znać
To kosztuje zbyt drogo
Lepiej jechać i spać
Wszystko było by inne
Gdybyś tu była, ja wiem
Nie tak trudne i dziwne
Gdybyś tu była, ja wiem
Noce są zawsze długie
A za dnia ciągły szum
Mało kto to zrozumie
Dokąd gna zdyszany tłum
Wszystko było by inne
Gdybyś tu była, ja wiem
Nie tak trudne i dziwne
Gdybyś tu była, ja wiem...

Jeśli miłość coś znaczy
To musi dać znak
Kiedyś też to zobaczysz
Powiesz mi tak:
Zniknie Warszawa
Tak jawa, jak sen
Życie to nie zabawa
Dobrze to wiem

W moich snach wciąż Warszawa
I do grosza wciąż grosz
Ktoś mi mówi: to Sprawa
A ja chcę uciec stąd
Wszystko było by inne
Gdybyś tu była, ja wiem....

08.11.2004
16:52
smile
[38]

Tlaocetl [ Dowódca Aliantów-Gazala ]

ja też mieszkam na starej Woli i co do żulerki sie nie będę wypowiadał, bo menele i bandziory są wszędzie, czy jest ich mniej czy więcej niż gdzie indziej to dyskusyjne, natomiast zaciekawiło mnie(i wprawiło w osłupienie) takie zjawisko, z którym się zetknąłem właśnie wysyłając córkę do pierwszej klasy podstawówki, otóż wśród rodzin z marginesu panuje swoista moda na nadawanie dzieciom imion typu: Blanca, Virginiia, Jessica :)

08.11.2004
23:06
[39]

Dagger [ Legend ]

A nie stawiają jakiegoś marketu niedaleko pałacu w Wilanowie?

A centrum handlowe w miejsce Domów Centrum jest moim zdaniem niestety nieuniknione :(

Co do bezpieczeństwa na osiedlach zamkniętych to główna różnica polega na tym czy dostaniesz w łeb za czy przed szlabanem ;)

08.11.2004
23:21
[40]

Paudyn [ Kwisatz Haderach ]

Mieszkam już blisko 24 lata w bloku z wielkiej płyty, choć wkoło powstają również zamknięte osiedla (szpecące okolicę straszliwie) i raczej nie spieszno mi do przeprowadzki za ogrodzenie, jakoś się tak już człowiek przyzwyczaił do pomieszkiwania w takich, a nie innych warunkach. Zwłaszcza jedno z tych osiedli przeraża mnie swoim wyglądem, no ale nie może być inaczej z blokami przypominającymi podłużny magazyn o oknach "jeden na jeden" :o))) Jakoś tak przyjemnie, gdy spojrzy się za okno, a tam sporo przestrzeni i zieleni, a sąsiedzi nie zaglądają ci w okno :o)) No i bawiące się dzieciary są znaaaacznie, znaaacznie dalej, przez co nie muszę słuchać tego jazgotu, który znosi mój kumpel :o))

Zresztą, odkąc postawili u nas komisariat i przeprowadzili kilka akcji najazdowych na miejscowe żulernie, od razu zrobił się na osiedlu spokój. Z kumplami spokojnie wychodzi się w środku nocy, siada na ławeczce, nawet obok innych ziomów i nie martwi się człowiek, że kogoś zaczepią. Podoba mi się ten komfort i nie odczuwam potrzeby izolacji... jeszcze :oP

08.11.2004
23:24
smile
[41]

Mazio [ Mr.Offtopic ]

Mieszkam na osiedlu strzeżonym na Tarchominie, kamery, obchód ochrony co pół godziny (konieczność logowania się ochroniarza w paru miejscach specjalną kartą), dookoła same chronione osiedla... potwierdzam - jest bezpiecznie...

08.11.2004
23:27
smile
[42]

ronn [ moralizator ]

Tez mieszkam na Tarchominie. Osiedle 'otwarte'. Czuje sie bezpiecznie.
Wczesniej mieszkalem w Plocku, juz sila rzeczy na 'otwartym' osiedlu, bo innych nie ma :) i w tym przypadku rozniez czulem sie bezpieczny. A musze dodac, ze lubie wloczyc sie po nocach :)

08.11.2004
23:58
smile
[43]

Paszczak [ Oaza Spokoju ]

Mieszkam w Bydgoszczy.
Osiedle otwarte - 80 tysięcy mieszkańców.
Czuję się bezpiecznie.
W moim mieście, jak podaje dziś wyborcza - ponad 30 strzeżonych osiedli.
Mnie do nich nie śpieszno.

09.11.2004
00:06
smile
[44]

Cainoor [ Mów mi wuju ]

Mieszkam na Bielanach. Bezpiecznie nie jest. Jednak co zrobić? Takie życie...

© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.