Cubituss [ Komputer ŚWIAT GRY ]
[PS2] The Suffering - game over
(tytułem wstępu - wybralem kategorię "gry akcji", bo The Suffering zaraz pojawi się na pecety. W zasadzie brak spoilerów]
Wczoraj skończyłem The Sufferinga. Dziwna gra. Włączyłem ją na chwilę, żeby przekonać się, czemu nie przepadam za survival horrorami, a skończyło się na tym, że co ranek przechodziłem pół-jeden rozdział z coraz większym zachwytem.
Co mnie zachwyciło? Przede wszystkim niesamowita spójność całej opowiadanej historii. Żaden element układanki nie wystaje poza ramkę, wszystko jest logiczne, oczywiście metafizycznie logiczne, ale logiczne. Druga rzecz, która przyciąga do Sufferinga, to klimat. Klimat starego, zniszczonego więzienia o bardzo ponurej historii sprawia, że czasami aż ciarki przechodzą po plecach, nawet jeśli nikt nas nie atakuje. A atakują nas konkretnie wykręcone potwory, niesamowicie konsekwentnie zaprojektowane - każdy z nich jest personifikacją sposobu wykonywania kary śmierci. Brzmi dziwnie, ale się sprawdza i robi cholerne wrażenie.
Poza tym wreszcie miałem bohatera, który miałby realne szanse przeżycia w wykreowanym przez autorów świecie. Szczytem bzdury jest tu dla mnie Silent Hill 3, ale i James z dwójki to taka sympatyczna pierdoła, której sobie nie wyobrażam w roli gościa roztłukującego pałką łby potworków. Torque z The Suffering to dla odmiany prawdziwy twardziel, który bronią posługuje się nad wyraz sprawnie, a jucha zabryzguje go co chwila od stóp do głów (niezły efekt zmiany tekstur na głównym bohaterze). No i zajebiście przeładowuje shotguna (podrzucając go na jednym ręku :).
Nie byłoby jednak dobrej gry bez dobrego wątka prowadzącego i wątków pobocznych. Ten pierwszy wydaje się prosty - Torque zamordował (a może wcale nie zamordował?) swoją żonę i dzieci, których wizje teraz go nękają. W zasadzie do samego końca gry nie wiadomo, co jest jawą, a co rzeczywistością, oba światy przenikają się, a na dodatek świat mar sennych zniekształcany jest przez echa historii więzienia, w którym toczy się akcja gry. A to widzimy gościa z okresu II wojny światowej, a to dziewczynki, które umarły 200 lat temu, a to znienacka żonę Torque'a i dzieci w rozmaitych sytuacjach, a to psychopatycznego doktora Killjoya z początku XX wieku... każda postać ma tu swoją historię i swój, nierzadko całkiem spory (i zawsze przerażający) epizod. Na dodatek Torque wpasowuje się w tę mieszankę rzeczywistości i koszmarów, zmieniając się co pewien czas w ogromnego potwora uosabiającego mroczną stronę jego osobowości. Stronę, która bardzo często szepcze mu coś do ucha, gdy Torque musi podjąć decyzję czy kogoś zabić, czy temu komuś pomóc. Ten głos "sumienia" jest tak sugestywny, że gdy pierwszy raz go usłyszałem, zamarłem z wrażenia. Szczególnie, że od razu skontrował go głos "jasnej strony" sumienia. I szczególnie, że sumienie miało mi do powiedzenia "Fuuuuuuck hiiiiiiiiiim". Tak, gra jest od 18 roku życia, więc fucki, motherfuckery i kombinacje latają bez przerwy - a ma to swoje uzasadnienie.
Kolejna rzecz, która przekonała mnie do tej gry, to walki z bossami, a raczej ich brak. To znaczy nie do końca brak, ale też nie do końca obecność. Po prostu co jakiś czas toczymy trudniejsze starcia, ale najczęściej celem tych walk jest nie tyle przeżycie, ile uzdrowienie udręczonej duszy - czy to więźnia, czy to kata.
Ogólnie The Suffering zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Grywalność (i tak bardzo dobra) zepchnięta jest tu na dalszy plan przez klimat, podkreślany jeszcze naprawdę robiącymi wrażenie obrazkami, znienacka wyjeżdżającymi na pierwszy plan (z towarzyszeniem okropnego metalicznego odgłosu oczywiście) i delikatnie znikającymi z pola widzenia. Gdy idziemy przez jakiś ciemny, intensywny level i nagle pojawia się nam na ekranie wykrzywiona morda jakiegoś potwora... naprawdę można pada upuścić z wrażenia. Szczerze polecam. I nie zgadzam się z zarzutami, że gra pod koniec staje się bezmyślną jatką. Mnie trzymała w napięciu dokładnie do napisów końcowych.
Niebagatelnym bonusem do gry jest film The Making Of, w którym goście opowiadają naprawdę ciekawe rzeczy, oraz 20-minutowy dokument (troszeczkę zbyt amerykański jak dla mnie, ale zawsze) o starym więzieniu w Pensylwanii. Oby te filmy były w wersji PC. No i po skończeniu gry odblokowuje się jeden króciuteńki, ale za to naprawdę rewelacyjny level...