VinEze [ Hasta la victoria siempre! ]
1 IV - Trybuna :))))
Zgoda, zgoda...
Inicjatywa spotkania wyszła od sekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta, szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Marka Siwca.
W ubiegłym tygodniu Siwiec przyjechał ze swego domu w Komorowie na obrzeża nieodległej Podkowy Leśnej, w której mieszka szefowa gabinetu politycznego premiera Aleksandra Jakubowska. Obydwoje znają się jeszcze z czasów, gdy Jakubowska prowadziła "Wiadomości". Na uboczu, wśród sosen i dębów, obydwoje uznali, że dalsza konfrontacja między Pałacami jest szkodliwa i wyniszczająca dla obu stron. Prezydent atakując premiera (przykład wywiadu dla "Rzeczpospolitej" z 22 marca, w odpowiedzi na który Miller ujawnił istnienie listu Rywina do Kwaśniewskiego), sam naraził na szwank swoją wiarygodność.
Jeszcze tej samej nocy Jakubowska poinformowała o inicjatywie Siwca premiera. Miller podjął natychmiast decyzję: - Zaprosimy prezydenta do Magdalenki. Przy okazji porozmawiamy z Urbanem.
FORPOCZTA URBAN
Najwcześniej do Magdalenki przyjechał samotny oliwkowy, z łososiową skórzaną tapicerką jaguar Urbana. Po godzinie przez ulice niewielkiej podwarszawskiej miejscowości przemknęła kolumna prezydenta. Otwierał ją radiowóz policyjny, za nim podążała ochrona. Prezydent wraz z Siwcem siedzieli w opancerzonym BMW. Za nimi kolejny radiowóz. Kwadrans potem pojawiła się podobna kolumna. Tym razem z premierem i Jakubowską. Przyjechali - podobnie jak prezydent - opancerzonym BMW. Kolumnę zamykał czarny jeep cherokee z "borowikami".
- Tu się dobrze rozmawia - powiedział Kwaśniewski witając Millera. W tym samym miejscu brali przecież udział, w 1989 r., w poufnych pertraktacjach z opozycją i Kościołem.
Próżno szukać jakiegokolwiek znaku wskazującego dojazd do pałacyku w Magdalence. Droga prowadzi przez las. Politycy u władzy - niezależnie czy z lewicy, czy z prawicy - niezmiennie wybierają to miejsce na dyskretne nocne rozmowy. Gdy do rezydencji zbliżają się goście, u wylotu ulicy funkcjonariusz ochrony obiektu daje znak latarką, gdzie skręcić, by VIP-owcy nie pomylili drogi. Asfaltowa droga biegnie wzdłuż siatki i kończy się bramą ze szlabanem i posterunkiem. Podjazd prowadzi pod samo wejście. Po wyjściu polityków kierowcy odprowadzają limuzyny na osłonięty drzewami parking.
PRZY KOMINKU
Gości Magdalenki powitał znajomy przestronny hol z szatnią. Wszyscy bezbłędnie orientowali się w rozkładzie pomieszczeń. Wiedzieli, że najlepiej rozmawiać w położonej po lewej stronie sali kominkowej. Jeszcze przed przybyciem Urbana pracownicy zadbali, by w kominku igrał ciepły płomień. W połączeniu z panoramą sosnowego lasu za przeszkloną ścianą wrażenie jest niepowtarzalne. Nikt, kto był w Magdalence, nigdy nie zapomni tego miejsca.
Po powitaniu i żartach w holu, w których starał się brylować Urban (wydawało się, że próbuje w ten sposób ukryć zdenerwowanie), wszyscy przeszli do sali kominkowej. Tu ustawiono stół. Goście zrezygnowali z kolacji w dużej sali bankietowej, by nie mącić intymnego nastroju rozmowy. Kelnerzy podali wyborne wędliny i ryby. Szczególnym powodzeniem cieszył się sandacz. Była czysta wódka. Na tę noc Kwaśniewski zrezygnował z diety.
Po kolacji Urban przeszedł do baru razem z Siwcem i Jakubowską. Między Millerem i Kwaśniewskim doszło do godzinnej rozmowy w cztery oczy, której przebiegu, rzecz jasna, nie znamy. Wiemy za to, że wcześniej, podczas wspólnej "kominkowej" kolacji prezydent i premier solidarnie upomnieli Urbana za "granie Polską". Padły patetyczne słowa o racji stanu, o nadrzędnym celu, jakim jest członkowstwo w Unii Europejskiej. Redaktor naczelny "Nie" złożył deklarację lojalności w stosunku do Kwaśniewskiego i Millera. W jego tygodniku - przynajmniej do czerwca - nie będzie publikacji prowokujących i podsycających konflikt między Dużym i Małym Pałacem. "Nie" będzie milczało na temat dymisji premiera i przedterminowych wyborów parlamentarnych. Po tych obietnicach jaguar odjechał do Konstancina.
JEDNOŚĆ POGLĄDÓW
W obecności Siwca i Jakubowskiej zapadły następujące ustalenia: wypełnić deklaracje ze spotkania z 25 lutego, gdy prezydent i premier manifestując absolutną jedność swoich ekip umówili się, że jeśli ktoś wykona ruch przeciwko drugiej stronie, zostanie wyeliminowany. Na pierwszy ogień pójdą - sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Dariusz Szymczycha, nazywany "słabym ogniwem" Dużego Pałacu oraz przewodniczący Klubu Parlamentarnego SLD Jerzy Jaskiernia, który rozgniewał Kwaśniewskiego określeniem "pozaparlamentarny organ władzy, którego kadencja dobiega końca". Ma to być poważne ostrzeżenie dla innych.
Kwaśniewski zrezygnuje z publicznej krytyki rządu. Deklarował wsparcie mniejszościowego gabinetu Millera. Z jego wypowiedzi znikną sugestie powołania do życia nowej partii. Co więcej - przed kongresem SLD prezydent będzie podkreślał wiodącą rolę lewicy w życiu publicznym i jej szczególną misję w okresie, gdy decyduje się wejście Polski do Unii, gdy rząd przygotowuje pakiet rozwiązań, które mają przyśpieszyć pokonanie recesji. Ze swej strony Miller zapewnił Kwaśniewskiego, że nie wykona żadnego ruchu godzącego w prezydenta. Obaj politycy mają manifestować jedność poglądów w zasadniczych sprawach.
Umacnianie autorytetu jest dla Kwaśniewskiego ważne z powodu jego przyszłych planów międzynarodowych. Mówi się o objęciu przez niego stanowiska sekretarza generalnego NATO. Wiemy jednak, że w grę wchodzi inne, znacznie bardziej prestiżowe stanowisko. Z tego względu przesłuchanie w charakterze świadka przed specrywinkomisją byłoby bardzo niekorzystne dla Kwaśniewskiego. Przecież prokuratorzy już raz byli w Dużym Pałacu.
O piątej kolumna prezydenta opuściła Magdalenkę. Premier chwilę się zdrzemnął, potem wziął prysznic, zmienił koszulę i wprost z pałacyku pojechał na cotygodniowy wywiad do "Sygnałów dnia" w publicznej Jedynce. Zmęczeniem można wytłumaczyć, że tym razem mówił wolniej i mniej dobitnie.