GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Z cyklu "Bez echa": Potęga wiary, kruchość rozumu

03.03.2003
00:56
[1]

DeV@sT@toR [ Senator ]

Z cyklu "Bez echa": Potęga wiary, kruchość rozumu

Chciałbym w tym wątku poruszyć problem fenomenu "wiary". W dzisiejszym zmaterializowanym świecie coraz mniej osób dba o wartości duchowe, popadamy w skrajny egoizm, gonimy za pieniądzem, sławą, wysoką pozycją w społeczeństwie. Jednocześnie, jakgdyby w zastępstwie relgii, tworzymy nowe mity, lub zwarcamy się ku dawno zapomnianym. Każdy z nas wyznaje lub zna wyznawców filozofii epikurejskiej wypaczonej i zubożonej właściwie do jednego hasła "Carpe diem tempus fugit", obraca się wśród "stoików" itp. Ale właściwie nie o tym miałem mówić. Chciałem się Was zapytać co sądzicie o sile wiary w Boga, jakim cudem, uważana przez współczesnych za naiwność, okazuje się być wiara czymś silniejszym od rozumu??? Czy jest to jedynie przysłowiowe chwytanie się ostatniej deski ratunku??? Czy rzeczywiście jest tak iż człowiek postawiony w sytuacji ostatecznej traci zdolność do logicznego myślenia??? Jeśli nie to jak mamy rozumieć "Treny" J. Kochanowskiego gdzie po zawaleniu się gmachu całej życiowej filozofii, autor zdołał się podnieść właśnie dzięki wierze, jak mamy odbierać twórczość Cycerona któremu nie pomogły zasady kultywowane przez całe życie (klęska rozumu). Zachęcam do dyskusji - proszę nie ograniczać się do tego co tu napisałem, proponuję szersze ujęcie temtu np. jakie są granice ludzkiej wiary, dlaczego jednostka niewierząca w jednej chwili jest zdolna do zmiany swego światopoglądu (rozpacz???), czy da się zachować spkój ducha w każdej sytuacji (jak głosili stoicy), jakim cudem rzecz niepewna może dawać większe oparcie w nieszczęściu niż racjonalne myślenie??? etc.

03.03.2003
01:03
[2]

Arahno [ Senator ]

Czlowiek jest istota slaba, musi w cos wierzyc, by zyc, by podtrzymywac sie na duchu, gdy wszystko inne zawiodlo. Klamstwo czesto leczy zranione serce.

03.03.2003
01:08
[3]

DeV@sT@toR [ Senator ]

Arahno -----> Czyli nasza psychika broni się sama przed zatraceniem, odsuwając racjonalne myślenie gdzieś w głąb świadmości, i karmiąc się ułudą??? Czy w takich wypadkach człowiek w głębi duszy zdaje sobie sprawę iż wiara jest mżonką??? Jak w takim razie wytłumaczyć decyzje samobójców??? Czy są to ludzie którzy nie są w stanie oszukiwać samych siebie???

03.03.2003
01:11
[4]

Arahno [ Senator ]

Wiara czesto jest za slaba, w porownaniu do okrucienstwa swiata nas otaczajacego. Czlowiek zaczyna staczac sie, wszystko traci sens, zastanawia sie co daje mu to, ze wierzy w Boga. Jesli jest w takiej sytuacji sam i nikt mu nie pomoze 'nawrocic sie', czesto jest za pozno. Samobojstwo.

Najlepiej byc zaslepiony wiara. Wtedy nie nachodza cie watpliwosci, wszystko wytlumaczyc mozna tym, ze 'sila wyzsza' tak chciala. Latwiej pogodzic sie z losem.

03.03.2003
01:17
[5]

DeV@sT@toR [ Senator ]

Arahno ----> Zuważyłeś iż wiara może mieć różne oblicza, najgłębszą wiarę nazwałeś zaślepieniem. Jak to jest w takim razie, iż skrajni ateiści, ludzie śmiejący się Bogu w twarz, w obliczu nieszcześcia przeskakują wszystkie stopnie i odrazu doznają zaślepienia, całkowitego zatracenia się w wierze. A z pewnością tak się dziać musi, skoro wiara ratuje ich od samobójstwa. Czy mądrość życiowa może mieć siłe wiary??? Czy możliwe jest osiągnięcie takiej mądrości, iż żadne przeciwności nie niszczą naszej duszy???

03.03.2003
01:22
[6]

Arahno [ Senator ]

Madrosc zyciowa? Samobojstwa popelniaja ci, ktorych zycie nie uklada sie najlepiej - rzecz jasna. W takim razie o jakiej madrosci zyciowej moze byc tu mowa? O samych zlych doswiadczeniach? O swiecie ktory nie byl zbyt przychylny w swym istnieniu dla danej osoby?

Trzeba w takim wypadku wierzyc w cos, co jest ponad to wszystko. Cos - co chocby nawet nie istnialo - jest wszechmogace. Moze uchronic, moze byc oparciem. Trzeba wierzyc w cos, czego nie mozemy doznac na tym swiecie, ktory jest dla danej osoby po prostu perfidny.

03.03.2003
01:29
[7]

Paudyn [ Kwisatz Haderach ]

Jeśli chodzi o mnie to ja oddzieliłbym wiarę w Boga od wiary w ogóle. Często, gdy zawiedzie już wszystko, to właśnie wiara i nadzieja na lepsze jutro utrzymują człowieka przy życiu. Gdybyśmy nie wierzyli, że jutro będzie lepiej, to jaki byłby sens naszego istnienia? Po każdym większym niepowodzeniu powinniśmy popełnić rytualne seppuku. Ja na przykład wierzę, że po studiach uda mi się znaleźć pracę. Gdybym w to nie wierzył, to jaki sens miałyby wszelkie podejmowane przeze mnie wysiłki? Dla mnie wiara to coś tak naturalnego jak otaczające nas powietrze. A co do sił nadprzyrodzonych, to ktos kiedyś powiedział, że: jak trwoga to do Boga. Problem tylko w tym, że ludzie zazwyczaj siadają w miejscu i czekają na mannę z nieba, bo wierzą, że Bóg zapewni im lepsze jutro. A według m nie Bóg pomaga tym, którzy pomagają sobie sami. Przekładając to na nieco prostszy język Bog nagradza nasze wysiłki, a nie bezczynność. Dlatego wiara ma być podstawą działania, a nie bezczynności:))

03.03.2003
01:32
[8]

DeV@sT@toR [ Senator ]

Próbą osiągnięcia pełni spokoju ducha była np. filozofia stoików, którą zaadoptował J. Kochanowski i w którą wierzył (myślał iż można osiągnąć stan wewnętrznego spokoju zarówno w chwilach rozkoszy jak i wobec największych nieszczęść, pracował nad sobą w myśl tych założeń, wobec śmierci córki wszystko to okazało się być ułudą). Dlatego moje pytanie brzmi czy tym co nas ratuje w obliczu nieszczęścia nie może być rozum, czy człowiek może w takim stopniu kontrolować swe uczucia iż wytrzyma najgorsze (bez żadnych bożyszcz, czy innych nieracjonalnych punktów oparcia). W końcu intelektualnie rzecz ujmując wszelkie rozpaczanie jest głupie gdyż i tak nic nie zmieni, prowadzi jedynie do coraz głębszego zatracenia. W rozważaniach pomijam kwestie bólu fizycznego.

03.03.2003
01:35
[9]

DeV@sT@toR [ Senator ]

Paudyn -----> Wiara w to że po studiach znajdziesz pracę ma pewne racjonalne podłoże i jako taka może być właśnie elementem mądrości życiowej ("po nocy zawsze wschodzi słońce" itp.).

03.03.2003
01:46
[10]

DeV@sT@toR [ Senator ]

Paudyn ------> Czy nie uważasz, że wiara w Boga jest ułudą, a wszelkie korzyści z niej płynące wynikają jedynie z działania naszej psychiki, która gdy zostawimy troski Istocie Najwyższej, doznaje pewnego oczyszczenia. Czujemy się lżejsi na duchu przypisując ten fakt działalności Ducha Świętego, a nie zdajemy sobie sprawy, iż jest to jedynie zasługą owego oczyszczenia???

03.03.2003
02:03
[11]

Paudyn [ Kwisatz Haderach ]

Devastator---->Właśnie dlatego nazywamy to wiarą. Gdybyśmy znali prawdę, jakiż sens miałoby określenie tego takim mianem?? Wierzę, że coś zapocztkowało powstanie wszechświata i rozwinięcie nasej psychiki do takiego stopnia o kórym wspomniałeś. Dlatego nie uważam wiary w Boga za nieuzasadnioną.

© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.