GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Ocencie prosze moze teraz moje wypociny ....

11.02.2003
02:16
[1]

deTorquemada [ Pamiętaj ]

Ocencie prosze moze teraz moje wypociny ....

"Opowieść o Alvinie Łowcy”

Alvin pochodził ze szlacheckiej rodziny Warentropów. Od małego dorastał się w rodzinnym mieście Minoc. Wychowywany na sztywnych zasadach rodowych, nie stronił jednak od zabaw i psot. Lubiany i szanowany w mieście za dobre serce i pomoc niesioną potrzebując, potrafił podkradać z kolegami, jabłka z sadu. Kiedy nadszedł odpowiedni czas, powędrował do stolicy, aby tam kształcić się na Uniwersytecie. Szybko zaaklimatyzował się i znalazł towarzystwo, studentów, z którymi często wyprawiali się na wycieczki poza miasto. Podobno tam pierwszy raz zetknął się Łowcą Zbiegów. Nie wiadomo dokładnie, kim był ów człek ( tajemnicy tej osoby nie rozwiązał nawet Spis gildii łowców), jedno jest pewne, wywarł on ogromny wpływ na dalsze życie młodzieńca.
Pierwszymi symptomami zmian, jakie dokonywały się w duszy młodego szlachcica, jest fakt, iż coraz częściej zaniedbywał przyjaciół. Z lubującego się w zabawach studenta, przeistoczył się w cichego ponuraka. Coraz rzadziej pisał do rodziny, a jeśli już, to pisał beznamiętnie, krótko i odwlekał w listach swój przyjazd do domu ( od autora: Listy, dostępne za uprzejmością Lady M.W. dołączone do zbioru w Wielkiej Bibliotece Brittani.). Zrozpaczona matka kilka razy próbowała zabrać syna z Uniwersytetu, jednak mąż jej, a ojciec Alvina, przeciwstawiał się temu, tłumacząc to tym, iż syn dorasta i trzeba zostawić go własnym przemyśleniom. Jak by nie było, młodzieniec pozostał w Britani.
Wiadomo, iż rozpoczął naukę fechtunku jak i strzelania z łuku. Dalej spotykał się z tajemniczym mężczyzna i całkowicie zerwał kontakt z przyjaciółmi ze szkoły. Dziwi jednak fakt, że nie porzucił nauki, dalej namiętnie studiował. Rodzi się teraz w naszych głowach pytanie, czy Alvin pod wpływem nowego znajomego chciał zostać łowcą? Wszystko już wtedy wskazywało, że tak, dziwi jednak fakt, iż życie takie mogło spodobać się, bądź, co bądź komuś, kto został wychowany na szlachcica a nie na zabijakę.
Po zakończeniu Uniwersytetu, Alvin poinformował rodzinę listownie, iż opuszcza Britanie, i prosi o to by go nie szukano. Ojciec, zrozumiawszy swój błąd, czym prędzej wyprawił się do stolicy, lecz niestety nie zastał już swego syna. Zrozpaczony i wściekły wydziedziczył młodego Werantropa, po czym wrócił do posiadłości w Minoc. Kochał on jednak swego syna, był po prostu impulsywnym człekiem. Przemyślawszy sprawę, godząc się na nalegania żony, wynajął Otto Trystena, prywatnego detektywa, aby ten odnalazł Alvina i doprowadził go do domu.
Kilka informacji o śledztwie, jakie prowadził, można znaleźć w jego Pamiętnikach ( od autora: Pamiętniki dołączone do zbioru w Wielkiej Bibliotece Brittani). Wynika z nich, że trafił na ślad człowieka, który stał się mentorem szlachcica. Z tego, co napisał, możemy wywnioskować, iż łowca ów, był jednocześnie członkiem kultu mrocznego boga. Śledził łowcę kilkanaście dni, ryzykując w pewnym momencie życiem, ale nie trafił na ślad młodzieńca. To Alvin trafił na niego. Otto stał się pierwszą ( formalnie ) ofiarą odmienionego chłopca. Śmierć tak znanej osobistości odbiła się echem po całej Sosarii. Rozpoczęto poszukiwania mordercy, wszędzie wisiały podobizny zarówno Alvina jak i jego nauczyciela. Nikt jednak nie mógł trafić na ich ślad. Plotkowano i odsunięto się od rodziny Werantropów. W połączeni z stratą syna, serce matki nie wytrzymało i pękło w rozpaczy. Ojciec zamknął się w swym dworze i już nigdy go nie opuścił.
Minęło kilka lat, pamięć o Alvinie zatarła się w wspomnieniach, nikt już nie pamiętał o mordercy detektywa. Lecz powróciła ona dotykając ponownie cały świat.
Żył wówczas człek święty, Wielki Kapłan Hrotgara, Atruman Sprawiedliwy. Piastując swój urząd, całą swą siłę przeznaczał na tępienie chaosu ( od autora: Słowem a nie jak to czyni się teraz, orężem). Wspaniałe były jego osiągnięcia, mordercy nawracali się, bestie i demony na jego widok pierzchały w strachu, żyjący w niezgodzie z prawami świeckimi jak i kościelnymi obawiali się go. Chwała mu po dziś dzień!
Jego to wówczas zaatakował Alvin. Odbywała się akurat uroczystość na cześć przyjęcia nowych kapłanów w stolicy. Zjechało się wielu ludzi, aby bawić się i radować na największym święcie w roku. Tłum bawił się i świętował wysławiając imię Hrotgara jak i Artumana Sprawiedliwego. Nic nie zapowiadało nieszczęścia. Jak odnotowały Dzienniki Brittani pierwszym znakiem, jakoby miało się stać coś złego, było pojawienie się na niebie czarnego smoka. Wiwatującemu tłumowi, umknął ten obraz, jednak kilkoro oczu ujrzało bestię. Nie ogłoszono jednak alarmu. Tłum się radował. Podobno chwilę później zauważono grupę orków za murami miasta, jednak również to zignorowano. Wtedy, z tłumu bawiących się ludzi, w kierunku Wielkiego Kapłana pomknęła ognista kula. Gdyby nie zmęczony umysł Artumana ( wszak starszym był już człekiem), może obeszłoby się bez ofiar.. Ten, bowiem, popełniając błąd w inkantacji, odbił czar w kierunku tłumu... Chaos, jaki zapanował w jednym momencie opiszę słowami zaczerpniętymi z Dzienników Brittani: „... kobiety i dzieci, starsi i młodzi, szlachta i kler, wszyscy jak zwierzęta jakowe w klatce zamknięte, wyć i krzyczeć poczęli. Tłum deptać począł się nawzajem nie zważając na nic. Niefortunnie odbity czar zabił kilkadziesiąt osób, które teraz spoczywały powykręcane na środku placu. Jęk rannych i zawodzenie tłumu zdawały się podgrzewać do większego okrucieństwa sprawcę tego wypadku, Alvina, który przedzierał się w kierunku Kapłana siekąc bez litości zastępujących mu drogę (...) „. Niech bogowie mają w opiece dusze niewinnych. Morderca przetoczył się przez tłum zostawiając za sobą pasmo śmierci i zniszczenia. Nikt nie umknął jego ostrzu. Walka była straszliwa. Kapłan przyzywał żywioł powietrza, aby ten rozprawił się z Alvinem, a sam odgrodził teren walki ( zostając w środku) niewidzialną barierą, aby nikt już nie ucierpiał. Począł wspomagać żywioł swą magią, lecz moc i potęga mordercy, była niesamowita. Rozproszył żywioł i ruszył w kierunku „ofiary”. Artuman dzielnie stawiał czoło coraz to nowym uderzeniom miecza, lecz coraz bardziej uginał się pod jego siła. Wszak pamiętajmy, że człek to już był wiekowy, a sam Alvin, siłą młodości tryskał. Zgromadzona ludność, nie mogąc w żaden sposób pomóc Kapłanowi, przyglądała się jeno. Wtedy to do miasta wdarły się orcze oddziały. Nawiązała się walka, której jednak nie będę tu opisywał, bo dokładny jej przebieg można znaleźć w wymienionych już przeze mnie Dziennikach Brittani. Zajmijmy się samym Alvinem i Artumanem.
Jak pisałem, pojedynek miedzy oboma był straszliwy. Morderca klnąc, uderzał mieczem-święty, modląc się odbijał ataki coraz to nowymi czarami. W pewnym momencie, szybkość postawiona przeciw latom modlitwy i ascezy, zwyciężyła. Alvin dosięgną swym orężem Kapłana. Z szyderczym uśmiechem zatapiał miecz coraz głębiej w słabnące ciało. Ostatkiem sił jednak, umierający wyszeptał słowa zaklęcia i blask jakowy uderzył w twarz niewiernego. Krzycząc z bólu, odstąpił do tyłu, zakrywając twarz rękoma. Kapłan oddał wtedy swego ducha. Otrząsnąwszy się, Alvin z grymasem bólu i wściekłości, rozejrzał się dookoła. Jego wyłupione oko spływało po twarzy. Zataczając się, na jego twarzy pojawił się grymas radości na widok rzezi, jakiej dokonywały wtedy orki. Spojrzał jeszcze raz w kierunku ciała i splunął nań. Wtedy to omdlał. Osłonięty przed razami magiczną barierą, która nadal otaczała miejsce walki jego i Artumana, nie widział jakich czynów dokonywały wtedy orki. Myślę jednak, że jego czarne serce radowałoby się na ten widok.
W końcu jednak orki zostały odparte, udało im się jednak zabrać ze sobą nieprzytomnego mordercę.
Straty były olbrzymie. Nie mówiąc o śmierci samego Artumana, w walce poległy prawie dwie setki ludzi, zniszczona została cześć miasta a druga część płonęła. Cały świat zatrząsł się w gniewie. „Oto narodził się demon piekielny!” -krzyczały gardła wszystkich. Szybko zorganizowano wyprawę mająca za cel pojmanie żywego lub martwego Alvina. Przeszukiwano ogrze forty jeden po drugim, wypierając bestie w coraz odleglejsze zakątki lasów. Walki trwały kilka lat, ostatecznie nie udało się zniszczyć ostatniego ich bastionu, jakim jest Cave. Tam to, sam sprawca okrutnych czynów wspomagał orki swą magią i siłą. W miejsce wyłupionego oka, zamocował szklaną kulę, która mieni się krwistymi kolorami. Powiadają, ze miała ona moc zmiany nieszczęśnika, który w nią spojrzał w kamień.
Pewnego dnia, świat obiegła wiadomość, iż Alvin został pokonany. Raniony przez jednego z żołnierzy, został w tajemnicy, odtransportowany w niewiadome miejsce. Kilka dni później, oficjalnie potwierdzono jego śmierć, lecz nigdy, nikt się nie dowiedział, co uczyniono z jego ciałem. W Sosarii zapanowała ogólna radość.
Wynikłe w tym czasie inne problemy natury politycznej i religijnej, doprowadziły do zakończenia walk z orkami. Pozostałe hordy, bez swego wodza nie stanowiły już poważnego zagrożenia, wycofano więc wojska z Cove.

Kiedy po kilku latach, doszło do kilku udanych zamachów na urzędników państwowych, nie uwierzono świadkom, którzy opowiadali o zamachowcy, który nie miał jednego oka. Do tej pory, nikt nie wierzy pogłoskom, jakoby Alvin był coraz częściej widywany podczas ataków orków.
Podobno, to jego widziano podczas zamachu na Lorda Britisha...

Jeśli to prawda... niech Bogowie mają nas w opiece.


------------------------------------------

No wiec ....

11.02.2003
02:23
[2]

măđţ®â©k™ [ Pretorianin ]

7O7

11.02.2003
05:48
[3]

eeve [ Patrycjószka ]

"Od małego dorastał się w rodzinnym mieście Minoc." - sam sie dorastal... i dlaczego rodzinnym, i czyim rodzinnym ...

" sztywnych zasadach " - moze ja sie nie znam, ale wydaje mi sie ze nie sztywnych a surowych...

" szanowany w mieście za dobre serce i pomoc niesioną potrzebując," - to on potrzebowal niesc ta pomoc, czy jak...

" potrafił podkradać z kolegami, jabłka z sadu" - byl szanowany... bla bla bla....lecz zdarzalo mu sie (?) podkradac te cholrene jablka... i z czyjego sadu...

"Kiedy nadszedł odpowiedni czas, powędrował do stolicy, aby tam kształcić się na Uniwersytecie." - odpowiedni czas??? to 'odpowiedn'i wydaje mi sie zbedne,ale to tylko moje skromne zdanie... i raczej udal sie, a nie powedrowal... powedrowac t mozna na wyprawe w gory tudziez inne ciekawe miejsce ;)

" Szybko zaaklimatyzował się i znalazł towarzystwo, studentów, z którymi często wyprawiali się na wycieczki poza miasto." - troche klocowate i sztuczne zdanie... zaaklimatyzowal sie? tak troche nie pasuje do 'klimatu'.. i to wyprawianie sie na wycieczki... '

" jedno jest pewne, wywarł on ogromny wpływ na dalsze życie młodzieńca. " - to zdanie pasuje na zakonczenie odcinka serialu, albo opowiadania, ktore bedzie mialo jakis ciag dalszy... mnie sie po tym zdaniu juz nie chce czytac dalej, bo nie mam ochoty czytac o wywieraniu wplywu na zycie glownego bohatera....

to byly moje skromne uwagi dotyczace pierwszego paragrafu... dalej pozwole sobie nie komentowac bo mam o 7 rano pociag i nie chce sie spoznic...

w kazdym razie dluga droga przed Toba jeszcze... powiem wiecej: baaaardzo dluga droga przed Toba

no jeszcze sie nie moge powstrzymac
"Kiedy po kilku latach, doszło do kilku udanych zamachów na urzędników państwowych, nie uwierzono świadkom, którzy opowiadali o zamachowcy, który nie miał jednego oka. " jakbys jeszcze napisal ze 'kilku urzednkom panstwowym', to bym zaliczyla ROTFLa... przeczytaj to zdanie na glos, to sam bedziesz wiedzial co z nim nie tak ... aaaa... i kto tym swiadkom nie uwierzyl? (moze "nikt nie chcial wierzyc")...

to na tyle, bo wyjdzie ze sie czepiam :)

11.02.2003
05:59
[4]

eeve [ Patrycjószka ]

ups

mialo byc kilku urzednikow panstwowych zamiast kilku urzednikom... :)

brakuje mi tu jeszcze Henryki - woznej z wielkim biustem, ktory przy kazdym kroku odbijal sie raz o kolana, to znow o plecy pani H. ywdajac przy tym donosne 'plask' ... a tak serio, proponuje nastepnym razem przeczytac trzykrotnie opowiadanie, wyspac sie, znowu trzy razy przeczytac, poprawic to i owo, znowu sie wyspac, przeczytac raz, poprawic... i dopiero pozniej publikowac...

11.02.2003
08:32
[5]

TzymischePL [ Senator ]

eeve ma stanowczo racje. Jak juz piszesz to jeszcze czytaj.....

Na razie 3+ w skali 10 stopniowej
Oczywiscie IMHO

11.02.2003
08:54
[6]

reksio [ Szerzmierz Natchniony ]

Wlasnie... Teraz, gdy tak sobie przeczytalem tego wątka, to przypomnaił mi się temat fajnego opowiadanie, które wczoraj w nocy w łóżku wymyśliłem...

11.02.2003
09:44
[7]

deTorquemada [ Pamiętaj ]

Hmmm ... to ja sie ciesze, ze porzucilem pisanie i nie doroslem do momentu w ktorym moglbym pomyslec .. "a co wy tam wiecie" .. ;)

Pozdrawiam.

11.02.2003
10:00
[8]

deTorquemada [ Pamiętaj ]

I kiedy to pisalem mialem na celu stworzenie opisu historycznego jakiegos nieistnielacego faktu ktory mozna niby przeczytac w jakiejs tam kronice ... hmm .. nie wyszlo ... Zgadzam sie z tym to pisze eeve z tym, ze ...to "sie" w ierwszym komentowanym zdaniu to pomylka, ale stalo sie. Zarzutu "czyim rodzinnym" nie rozumiem ... napisane jest dorastal w rodzinnym miescie Minoc .... co jeszcze dodac? Chyba ze ja w jakis spaczony sposob rozumuje slowo "rodzinny" ....

"sztywne zasady" no tu sie zgodze ...

"szanowany w miescie ble ble ble " ... no faktycznie karygodny blad ... powinienem czytac na glos bo blad jak byk. Mialo byc oczywiscie "potrzebujacym" ...

"potrafil podkradac ... " .. no czulem, ze kluci sie z poprzednim w trakcie pisania ... ale ... tez sie zgodze ...

"Kiedy nadszedl odopwiedni czas, powedrowal ... " No czemu nie ? Uniwersytet i daleko polozone miasto nie moze byc "ciekawym miejscem ?

"Jedno jest pewne ble ble ble ... " bo taki mialem zamysl w sumie. Autorem tego jest kronikarz ktory wykorzystuje takie zdania aby przyciagnac gawiedz do czytania .... Mialem po prostu nadzieje, ze czytajac to "cos" wczujemy sie w role postaci ktora odgrywamy w pewnej grze .... nie wyszlo .. no trudno ...

Dzieki za opinie.

11.02.2003
10:07
[9]

Misio-Jedi [ Legend ]

deTorquemada ---> Niezłe

11.02.2003
10:27
[10]

Piotrasq [ Seledynowy Słonik ]

Ni podoba mi sie. Wyglada, jak konspekt czegos wiekszego, albo wypracowanie w szkole na temat. Za duzo chaosu...

© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.