Gefreiter [ Konsul ]
MILITARIA: Listy z okopu, relacje z lini walk
W tym wątku, chciałbym poruszyć temat nieco żywszy i bardziej osobisty niż podręcznikowa historia. Mianowicie, chodzi o wspomnienia i relacje uczestników nie tylko II Wojny Światowej, ale i wszystkich konfliktów.
Wspomnienia te pozwalają patrzeć z innej perspektywy na wydarzenia które miały miejsce, ale tez pozwala wczuć się w klimat tamtych dni.
Proszę zatem o rozmowy na temat, bez zabarwienia politycznego.
Myslę, ze temat ciekawy i warty uwagi
Na początek wrzucam:
Listy Gefr. Alfonsa S.
O.U., 29.4.44
Kochana Mamo!
Dzisiaj mam znów wartę, to mam trochę czasu, żeby list pisać. Kochana Mamo, u mnie jest wszystko po staremu, roboty dużo i robimy już dienst [służbę] tak jak w Rathenow, ale przynajmniej mamy tu dość do jedzenia, bo w Rathenow to tylko człowieka tą zupą żywili. Ale za to tu teraz to sobie jem. Kochana Mamo, ja jem tylko ciastka ze śmietaną i mleko rano i wieczorem. Tak u mnie jest wszystko stare, ale nareszcie i B. z Feminy poszedł do wojska, na pewno teraz już dużo chłopaków nie ma w Grudziądzu. Kochana Mamo, napiszcie mi co tam u Was w domu słychać i w mieście. Teraz będę kończył, bo i papier się kończy. Serdeczne pozdrowienia i moc całusów zasyła do Kochanej Mamy syn Alfons
Pozdr.[owienia] dla wszystkich w domu i krewnych zasyła Alfons S.
O.U., 9 V 44
Kochana Mamo!
List Wasz otrzymałem, za który Wam serdecznie dziękuję. Kochana Mamo, ja już 2 razy pieniądze od Was otrzymałem i teraz spodziewam się 3 raz otrzymać. Wszystko idzie w porządku, tylko na ten list to czekałem bardzo długo. Kochana Mamo, ja jestem tylko z 7 chłopakami razem, co bylim w Rathenow, ci drudzy są w innej w kompanii. Tak mi idzie bardzo dobrze, tylko że teraz z urlopem, to tak prędko nie da. W Rathenow to się co miesiąc przyjechało, ale tu to jest gorzej. Ja jestem jeszcze na tym samym miejscu, gdzie byłem, i na razie nie ma widoku, żebyśmy przyszli gdzie indziej. Kochana Mamo, piszecie mi, żebym Wam napisał, co ja tu robię. Mnie nie wolno tego pisać, bo jakby [nieczytelne] ten list otworzyli to by było źle. Jak przyjadę, to Wam opowiem. Teraz kochana Mamo kończę ten list, bo go piszę na warcie, bo tak to nie mam czasu. Serdeczne pozdr.[owienia] dla wszystkich w domu, a extra Was Kochana Mamo. Dużo całusów.
Kochana Mamo, napiszcie mi, czy Trudka przychodzi często do nas do domu i jak się sprawuje. Zostańcie z Bogiem.
O.U., 12 VII 44
Kochana Mamo!
Ja piszę już trzeci list do Was i nie wiem, dlaczego jeszcze żadnego ode mnie nie macie, ja też czekam na list od Was jak Bóg na dobrą duszę. List z erkennungsmarką otrzymałem, teraz czekam tylko na medalik i krzyżyk, ja już w jednym liście pisałem, [nieczytelne] macie zrobić i tak też zróbcie. Kochana Mamo, ja jestem z mojego starego miejsca precz i tu gdzie teraz jestem tu jesteśmy tylko 18 pionierów, Leutnant i O[ber]felb.[webel] i parę fliegerów [lotników], bo jestem na lotnisku, ale żadnych ludzi. Daleko od wioski, około 12 km do najbliższej, ale za to pracuję w samych spodniach i się bardzo mocno opaliłem i co dzień wieczorem idę się kąpać. Jedzenie mamy tu prima, obiady bardzo smaczne i 3 razy w tygodniu ciepła kilkacja i 3 razy milch-zupę [zupę mleczną] rano. I ja też się już poprawiłem, bo apetyt mam niezły, co dzień idzie flaszka mleka i śmietany i w kantynie 5 jaj smażonych i bratkartofel. Kochana Mamo, trzeba jeść póki czas, bo kto wie, jak ja tu jeszcze długo będzie w tej Danii, bo bardzo dużo wysyłają precz. Teraz kończę i Was z całego serca całuje i przytula Wasz syn Graf Mały
Serd.[eczne] pozdr.[owienia] dla wszystkich w domu, dla Bronka, Luli, Antka, Antkowej i prędki odpis. Zostańcie z Bogiem.
O.U., 31.8.44
Kochana Mamo!
Ja teraz zaraz jadę dalej, ale chcę choć parę słów do Was skreślić i tak bedę robił i co dzień, choć parę słów do Was Kochana Mamo pisał. Deszcz pada i ja muszę na dworze list pisać, ale to nic nie szkodzi. Serd.[ecznie] Was całuje i ściska Wasz syn Alfons Mały
Serd.[eczne] pozdr.[owienia] dla wszystkich w domu i krewnych.
O.U., 13.9.44
Kochana Mamo!
Skreślam do Was kilka zdań, bo mam trochę czasu. Na razie mam trochę spokój, trochę fliegry, ale to za małe fische, takie, co już co inne się przechodziło. Dziś byłem w wiosce i wyszachrowałem 4 jajka i 2 menażki mleka i upiekliśmy sobie naleśniki. Prima smakowały, tylko trochę mało. Nas jest po sześciu w jednej grupie, to każdy dostał po 2 duże, a by się i 4, ale lepiej coś jak nic. My zostaliśmy wycofani i mamy przyjść gdzie indziej, bo tu Rusek dostał trochę po portkach i jest dość spokojnie. Jak przyjdę gdzie indziej to zaraz Wam napiszę. Teraz kończę i Was mocno całuje i uściska Wasz syn (Mały)
Serd.[eczne] pozdr.[owienia] dla wszystkich w domu i krewnych. Zostańcie z Bogiem.
Białe [nieczytelne], 16.9.44
Kochana Mamo!
Piszę do Was kilka słów, bo mam trochę czasu [nieczytelne] i piszę do mej Kochanej Mamy, żeby się nie martwiła. Mnie idzie bardzo dobrze i nie mogę narzekać i mogę dużo jeść, bo do jedzenia to mamy bardzo dużo, bo sobie sami zabijamy i smalec [nieczytelne] i kotlety pieczemy, że naprawdę jak sobie pomyślę, że w domu tak mało do jedzenia mają, a my tu tak sobie żyjemy i to co my wyrzucamy, to niejedna rodzina by drogo zapłaciła. Teraz kończę i Was Mamo [nieczytelne] całuje i ściska Wasz syn Mały
Serd.[eczne] pozdr.[owienia] dla wszystkich w domu i krewnych.
O.U., 20.9.44
Kochana Mamo!
Skreślam do Was kilka słów, że jestem przy najlepszym zdrowiu, czego i Wam wszystkim tego samego życzę. My jesteśmy teraz na wypoczynku i mamy spokój, tylko trochę fliegrów, ale to są wszystko kleine fische [małe ryby] dla nas. Już co innego się przechodziło. Zbudowalim sobie też bunkier 2 m wysoki 3 szeroki i 5 długi i mamy prima ciepło, tylko człowiek nie wie, jak długo tu zostanę, bo Rusek nas porządnie potłukł i teraz nas tu wzmacniają i rezerwy dają. Teraz będę kończył, bo i papier się kończy. Serd.[ecznie] Was całuje i ściska Wasz syn Mały
Serd.[eczne] pozdr.[owienia] dla wszystkich w domu. Zostańcie z Bogiem. Muszę kończyć, bo mamy antreten [objęcie służby].
O.U., 24.9.44
Kochana Mamo!
Bardzo Wam dziękuję za list, który od Was przy najlepszym zdrowiu otrzymałem, czego i Wam tego samego z całego serca życzę. Piszcie mi o wujku Bronu, Antku, Azorku i o wszystkim i że Jupek by chciał mnie zastąpić, jakby mógł. Niech on tylko siedzi tam, gdzie jest, ja już sobie radę dam na pewno prędzej jak on. Kochana Mamo, ja otrzymałem Wasze listy i te 20 papierosów i były bardzo dobre, a jedzenie to mam prima, bo my sobie sami organizujemy i gotujemy i my mamy wszystko. Ja jestem teraz jako tłumacz przy Polakach i mam prima, nic nie robię tylko z oficerem chodzę i ich doglądam przy budowie drogi i przy pracy w lesie. Teraz kończę i Was pozdrawiam i całuję z całego serca. Wasz syn Mały
Im Osten, 28.9.44
Kochana Mamo!
Piszę do Was kilka słów, że jestem przy najlepszym zdrowiu, czego tego samego i Tobie tego samego z całego serca życzę. Tak idzie mi dobrze, jestem teraz 10 km za frontem na wypoczynku i budujemy drogę i jestem jako tłumacz, bo u mnie Polaków do roboty ściągać z wiosek. Bardzo dobra robota, tylko człowiek się nazłości z tymi ludźmi, bo każdy narzeka. Ten ma to do zrobienia, ten ma to i tak w kółko, a najgorsze te baby, ale ja im zaraz gębę zamknę, trochę krzyknę i dam im strach, ale wcale tak źle nie myślę. Te chłopy to się teraz już śmieją, bo mnie poznali, bo ja to zawsze z głupotami w głowie. I oni mi do jedzenia wszystko przynoszą, co jest tylko w chacie, nawet co dzień inny. Specjalnie przez dzieci na obiad placki dają przynosić, bo ja raz mówiłem, że placki bardzo lubię i teraz co dzień mam placki zawsze od innego. Teraz kończę, bo i papier się kończy. Serd.[ecznie] Was całuje i ściska Wasz syn Mały
Serd.[eczne] pozdr.[owienia] dla wszystkich w domu i krewnych. Zostańcie z Bogiem. Piszcie do mnie dużo, co dzień jeden list, dobrze. Teraz jeszcze raz Was całuję i pozdrawiam, do zobaczenia. Tylko z Grudziądza nigdzie nie uciekajcie.
Im Osten, 30.9.44
Kochana Mamo!
Piszę do Was kilka słów, bo mamy sobotę i mam trochę czasu. Siedzimy w bunkrze, jeden ma małą harmonijkę jednorzędówkę i tak nam przygrywa przy listu pisaniu, to ja zaraz sobie przypominam te chwile w domu i tak jak chodziło do Feminy. Tam też muzyka grała, tylko trochę inna i lepsza, ale nam i ta wystarczy. Przynajmniej człowiek trochę innych myśli dostanie, bo tu w tym lesie to jak jaki pustelnik, ale to jeszcze mało. Pustelnik miał przynajmniej spokój, ale my to mamy co dzień Iwana na głowie, ale człowiek już tak przyzwyczaił [się], że sobie z niczego nic nie robi, bo Iwan nam też nic nie robi, bo mamy bunkier [nieczytelne]. Kochana Mamo, jak będziecie ten list czytali, to się do siebie śmiejcie, bo ja będę o Was myślał w tej chwili. Teraz dużo całusów jak nigdy i przytuleń zasyła Wam Wasz syn Graf Mały
Serd.[eczne] pozdr.[owienia] dla wszystkich w domu i krewnych. Zostańcie z Bogiem.
Im Osten, 30.9.44
Kochana Mamo!
Piszę do Was kilka słów, że jestem przy najlepszym zdrowiu, czego i Wam tego samego z całego serca życzę. Ja jestem tam, gdzie byłem i nic nowego u mnie nie ma. Kochana Mamo, papierosów też mi nie przysyłajcie, bo ja mam dość i wiecie, że ja tyle nie palę. To lepiej Jurkowi wyślijcie, tylko mnie żadnych nie przysyłajcie, bo będę się gniewał i Wam będę mało pisał, bo chyba na mnie narzekać nie możecie, że ja Wam mało piszę. Ja piszę prawie co dzień list do Was piszę i chyba jak listonoszka Wam list daje, to zaraz widzicie, od kogo on jest. Opiszcie mi też, co u Was nowego w domu słychać. Teraz kończę i Was z całego serca całuję i ściska Wasz syn Mały [nieczytelne].
Zostańcie z Bogiem. Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich w domu i krewnych i dla Antka, żeby on się nie przejmował.
Im Osten, 8 X 44
Kochana Mamo!
Piszę do Was kilka słów, że jestem zdrowy, cały i wesoły, czego Wam tego samego z całego serca życzę. Kochana Mamo, ja jestem już znowu na innym miejscu i tu jest trochę gorzej, ale można jeszcze wytrzymać. Nie wiem, czy jeszcze stąd jakiś list do Was napiszę, bo my na w każdej minucie spodziewamy [się] dalej jechać. Tak nie mam Wam nic nowego do opisania, bo i nic nowego tu nie ma, bo wiecie, jak na wojnie jest. Dziś jest niedziela, a człowiek siedzi w lesie w dziurze i nic nie wie, co na bożym świecie słychać, bo tu to tylko huki, ale jeszcze tak źle nie jest, bo przed 4 tygodniami było dużo gorzej. To, co teraz tu jest, to do tamtego jest zabawka. Teraz kończę i Was z całego serca całuje i mocno przytula Wasz syn Mały
Zostańcie z Bogiem.
Serd.[eczne] pozdr.[owienia] dla wszystkich w domu i krewnych. Napiszcie, czy dostaliście te 100 marek, co ja Wam wysłałem.
[Listy z frontu podlegały wojskowej cenzurze, która eliminowała z nich informacje, które uznawano za tajemnicę wojskową; formalnie zabronionym było podawanie nazwy jednostki, miejsca jej postoju etc.; nazwa miejscowości zastępowana była skrótem "O.U" ("Ort unbekannt" - miejsce nieznane), względnie zwrotami "Im Osten" (na Wschodzie) i "Im Westen" (na Zachodzie).]
Wspomnienia Gerarda Cieślika
Wezwanie nadeszło w grudniu 1944 roku. (...) Było podane miejsce zbiórki - dworzec kolejowy, ale na moim wezwaniu zabrakło daty i godziny. Co robić? Poszedłem razem z Ryszardem, ale na miejscu się rozmyśliłem i ostatecznie wróciłem do domu. Nie trwało długo, gdy do drzwi zapukali żandarmi wojskowi z karabinami gotowymi do strzału. Patrzę na nich wystraszony i mówię: - A kiedy miałem przyjść, jak na wezwaniu nic nie pisze? Popatrzyli na siebie zdumieni i wpisali datę. Musiałem stawić się w Cottbus. Tam miałem więcej szczęścia niż rozumu. Szef kompanii był nieprzychylny Hitlerowi, o czym mogłem się przekonać osobiście. Przez pięć pierwszych dni pobytu w jednostce, ani raz nie założyłem znienawidzonego munduru. Codziennie odbywały się tam apele, a ja - jako jedyny - stawiałem się na nich w cywilnym ubraniu. W końcu szef kompanii zapytał mnie, dlaczego? A ja, w swojej naiwności, wypaliłem: - Bo mnie Niemcy ojca zabili i nie założę tego munduru! W najlepszym razie po takich słowach groził obóz koncentracyjny, a w najgorszym pluton egzekucyjny na miejscu. Tymczasem szef kompanii poklepał mnie tylko po ramieniu i odszedł.
(...) Był 23 grudnia 1944 roku. Staliśmy na dworcu i czekając na transport, który miał nas zawieźć do naszej jednostki, zapowiedziano, że na peron wjedzie za chwilę pociąg do Katowic. Obaj byliśmy po cywilnemu i przez głowę przeszła mi gwałtowna myśl, żeby uciec tym pociągiem do domu. K. wybił mi to z głowy. Gdyby nas złapali, nic i nikt nie uratowałby nas przed egzekucją. W końcu dotarliśmy na miejsce przeznaczenia. Do miejscowości Schwedt nad Odrą.
[Po ukończeniu kursu rekruckiego w Schwedt, na początku 1945 r. Cieślik został przeniesiony do Danii.]
(...) Naszym podstawowym zadaniem było pilnowanie jednego z mostów. Mieszkaliśmy w kościele. W krótkim czasie poznaliśmy się z miejscowymi. Zaprzyjaźniłem się nawet z pewną rodziną. To byli starsi ludzie. Dogadałem się z nimi, że pomogą mi uciec. Było to możliwe, bo ojciec tej rodziny pracował na kolei i mógł mnie stamtąd wywieźć w dogodnej chwili. Zanim jednak taka nadeszła, wywieźli mnie Niemcy. Na front!
Staliśmy w okopach po kolana w wodzie. Jeśli ktoś przysnął, a pojawiła się kontrola - kula w łeb. Nie to jednak było najgorsze. Najgorsze były sowieckie katiusze. Jak Ruscy walili, to w trzy minuty człowiek był w stanie gołymi rękami głęboką dziurę w ziemi wykopać. Obojętnie jak mocno była zmarznięta. Bo na froncie nie karabin jest najważniejszy, a łopata, żeby można było dzięki niej zbudować sobie szybko schron. Wtedy człowiek o niczym innym nie myśli, tylko o tym, jak przeżyć. My dostaliśmy się do takiego kotła, że jak rano stanęliśmy do walki z Amerykanami, to wieczorem wokół siebie mieliśmy już Rosjan. Tak się front szybko zmieniał.
(...) Nie umiałem pływać, ale zrobiliśmy taką tratwę z opon i przedostaliśmy się jednej nocy przez rzekę Elbę do terenów, na których stacjonowały wojska amerykańskie. Nic z tego wszystkiego jednak nie wyszło, bo rano Amerykanie przekazali nas wszystkich z powrotem Rosjanom.
[W niewoli Cieślik z grupą 30 000 jeńców został skierowany kolumną marszową do obozu jenieckiego w Brandenburgu nad Hawelą.]
W Brandenburgu spotkałem się z Teodorem W. (...) Nie znaliśmy się wcześniej. Miałem wówczas 17 lat, on był o cztery lata starszy. Pierwsze co zrobił, to wybił mi z głowy palenie papierosów. Ćmiłem wtedy, aż miło! Pewnego razu podszedł Teo i stanowczo zarządził: - Od dzisiaj nie palisz smarkaczu! Ale nie za to pozostałem mu na zawsze wdzięczny. On krótko potem uratował mi życie. (...) Jeszcze dzisiaj człowieka przechodzą ciarki na samo wspomnienie. Rosjanie wybrali kolejnych 100 ludzi do wywiezienia. Mówili, że mamy jechać do pracy gdzieś dalej. Nie mówili gdzie. Jak daleko ujedziemy, nikt nie mógł się nawet domyślać. Bydlęce wagony już na nas czekały. Wtedy przyjechał Teo Wieczorek, który w lagrze jeździł z towarem. Ruscy go szanowali, bo w czasie wojny razem z rosyjskimi jeńcami pracował ciężko w kopalni Michalkowitz. Tam się też od nich trochę nauczył języka. Jak tylko się dowiedział, że wśród skazanych na zesłanie jest moje nazwisko, zrobił wielki szum. Krzyczał: - Co się tu dzieje! Zostawcie tego chłopaka! Nie wiem, jak to się stało, ale jego interwencja pomogła. Zostałem na miejscu, a wczesną jesienią 1945 roku zwolniono nas do domu. Po latach wiemy, że ze zsyłki na Sybir mało kto wrócił. (...)
Gerard Cieślik