Morbus [ TIR DRIVER_ SKYDIVE ]
Opowieści z Trasy - kurs przed długim weekendem PL , N,F, B, NL,
Cześć Golasy witam stałych jak i nowych userów czytających mój wątek. Dawno nic nie pisałem od ostatnich opowieści przybyło mi już pewnie kilkanaście tysięcy km jednak nie odwiedziłem żadnego innego kraju, z którym nie miałem jeszcze do czynienia… Przeważnie krzątałem się miedzy Francją a Niemcami.
W tydzień przed świętem wszystkich Świętych dostałem jak zwykle „szybki kurs” na bliską Francje. W tym fachu, jeśli coś jest „szybkie i bliskie” to znaczy, że zawsze coś się musi zdupczyć no, ale taki urok tej pracy.
W trasę musiałem wyjechać już w piątek tak, aby mieć pewność, że wrócę na 1 listopada do domu. Dla odmiany zabrałem ze sobą najlepszego kolege który też ma prawko ale jeszcze nigdy nie był w prawdziwej trasie – wiec wybrał się rekreacyjnie aby zobaczyć w jakie bagno chce się dobrowolnie wpieprzyć.
W piątek w południe pojechałem załadować się do stolicy wikliniarstwa na podkarpaciu. Mała wioska 10km od mojego miasteczka. Ogólnie znałem ten region bo kiedyś gdy nie miałem jeszcze prawka na tiry, to jeździłem u pewnego bizmesmena ;) multikarem i rozwoziłem węgiel aby móc zarobić sobie właśnie na prawko. Człowiek młody i głupi był.. Niestety nie było mi dane zrobić tego w wojsku ani z urzędu – taki los całe życie pod góre ;) no ale wróćmy do tematu..
Wioska jak wioska kilka domów mały ryneczek i to wszystko. Dojechałem do targu gdzie chodziło sporo osób wyskoczyłem z auta i poszedłem zapytać się gdzie mogę odnaleźć ulice z zakładem do którego jade. Piekna brunetka (pozdrawiam ;) ) stwierdziła ze musze jechać prosto przejechać przejazd kolejowy i w tej okolicy znajde firme. Wszystko było ok tylko jak się później okazało dziewczynie pomyliły się przejazdy kolejowe i musiałem wracać do rynku i pytać ponownie. No ale jak się ogląda za dupami a nie za znalezieniem firmy to tak to jest.. Tym razem nie pytałem już licealistki tylko starszej Pani i wyszło mi to bardziej na zdrowie gdyż ulice znalazłem bez problemu. Jak to często bywa znalezienie ulicy nie jest równoznaczne ze znalezieniem firmy – po kilkudziesięciu metrach wąskiej drogi miedzy domkami jednorodzinnymi wyrósł znak 3,5t. droga asfaltowa się skończyła i zaczął się lasek. Zatrzymałem mojego tupolewa i poszedłem zapytać mieszkańców gdzie jest firma bo ulica się skończyła a nic mądrego tu nie widać. Stary dziadeczek poinformował mnie że to jest jedyna droga i za laskiem który jest przedemna znajduje się zakład. Droga piaszczysta i wąska więc dla pewności zapytałem czy będę miał się gdzie obrócić do wyjazdu.. na co dostałem odpowiedź „ pppaaaaaaanie tam samoloty moga nawracać” No cóż taka informacja od rodowitego mieszkańca wioski mi wystarczyła. Przejechałem lasek i nic prócz domków jednorodzinnych i wąskiej drogi moje oczy nie zobaczyły. Po chwili zlokalizowałem gościa biegnącego w moja stronę który jak się okazało był właścicielem „firmy” i tu kolejna niespodzianka – właśnie przed nią stoje. Okazało się ze musze zaparkować mojego tupolewa na podwórku przed domkiem jednorodzinnym bo tam będzie obdywał się załadunek – na drodze stać nie mogę bo nikt już nie przejedzie.
Jak już wspomniałem droga była wąska a wjechać w brame pod kątem 90 stopni takim kolosem jest ciężko jeśli ma się w koło ogrodzenia od innych domków. W myślach przypomniałem sobie tekst dziadka odnośnie samolotów i stwierdziłem że chyba chodziło mu o nawracanie szybowców albo modeli kartonowych… miał chłopina poczucie humoru. Ucieszyłem się bo o dziwo cofanie poszło sprawnie a nie zawsze tak jest – w tym fachu można jeździć i 50 lat a i tak każdy podjazd pod załadunek jest inny i człowiek czasami się owqrwia ;)
Właściciel firmy poinformował mnie że załadunek będzie odbywał się z dwóch stron naczepy i będą ładowali ręcznie różne wyroby z wikliny wiec pasuje żeby to sprawnie poszło bo jest piątek a oni robia tylko do 15. Cóż otworzyłem szybko dwa boki i na tym moje rola w załadunku się zakończła. Po chwili wpadła ekipa do zadań specjalnych. Miałem 4 palety pod sam sufit które pospinałem pasami a następnie poszedłem zjeść sobie kanapeczki które miałem jeszcze z domu. Ogólnie załadunek trwał grubo ponad 3 godziny miałem na sobie różne cuda typu: koszyki, wózki itp. Itd. ładne rzeczy ktoś się musiał przy nich sporo napracować. Jak się okazało był to tylko częściowy załadunek bo resztę towaru musze odebrać w okolicach Rabki. Ogólnie nie wiedziałem czy jechać od razu czy wrócić na noc do domu przespać się i rano ruszyć w trase. Zdecydowałem jednak pojechać gdyż przedemną pauza 24h weekendowa która musze wykręcić w niedziele, wiec pasuje dojechać do stacji z internetem.
Właściciel godzine po załadunu doniósł mi papiery – trochę to trwało ale gość był w porządku wiec tak bardzo mnie to nie irytowało. Odpaliłem DAFika i pojechałem w strone mojego miasteczka. Na rondzie czekał na mnie mój tato który dowiózł mi rzeczy których zapomniałem wziąść z domu oraz dodatkowe jedzonko które przez ten czas moja mama zrobiła.Poupychałem wszystko do lodówki a w tym czasie dosiadł się do mnie kolega który chciał zobaczyć jak wygląda to wszystko „od kuchni” a nie tylko z rozmowy jakie często są przy piwku.
Pożegnałem się z rodzicami i ruszyłem w kierunku bazy. Dobrze się nie rozpędziłem a spaliła się żarówka – pech to pech. Stwierdziłem że do bazy jakoś się dojedzie jedyne 100km – więcej nie mogłem jechać gdyż kończył się mi czas pracy – gdyż wcześniej byłem na rozładunku z poprzedniej trasy której nie opisywałem. Trasa na baze przebiegała sprawnie – jakby nie było to moje rejony więc tupolew pędził jak lufhanza ;). Koło 20 wpadłem na baze, pozdawałem zaległe papiery CMRki, nabrałem wody oraz zatankowałem auto. Chciałem też dobrać się do żarówki ale niestety pompka od podnoszenia kabiny odmówiła posłuszeństwa i urwał się „cycek” do przekręcania kierunku podnoszenia kabiny. Dałem sobie spokój wkońcu przed nami cała niedziela to coś się wymyśli tymbardziej że na bazie nikt nam nie pomoże bo jest weekend. Koło 20 zasłoniłem firanki, wypiliśmy po browarku i kima do 5 rano.
Rano jak to zwykle rano.. wstawać się nie chce tymbardziej że jest sobota no ale co zrobić taki los kierowcy. Jakimś cudem zdarłem zwłoki z łożka i poszedłem się ogarnąć do łazienki. Zrobiłem kawe i pojechaliśmy – kierunek Kraków. Wczesna pora i sobota wiec ruch prawie zerowy naczepa do połowy pusta pogoda nam dopisywała wiec 90 z budzika nie schodziło. Telefonicznie ugadałem się z gościem gdzie mam przyjechać. Przejazd przez zakopiankę odbył się bez większych problemów i po 3 godzinach byliśmy na miejscu. Zaparkowałem auto na placu przed kościołem. Usłyszałem kilka strzałów kupe dymu i za zakrętu wyłoniła się ekipa górali w 6 zdezelowanych Żukach pędzonych jak na filmie z wyścigów szczurów. Przywiezli kolejne rarytasty dla żabojadów. Jak na górali przystało załadunek odbył się migiem czy też „pieeerunem” i nawet palcem nie ruszyłem bo wszystko sobie pozabezpieczali. Ekipa jak szybko wpadła tak szybko się i zwinęła więc pozostało tylko zrobić sobie śniadanie i jechć dalej. Po śniadanku zaczeła się walka z wymiana żarówki – bez podniesienia kabiny ciężko było się do niej dostać. Jakimś cudem zrobiłem to „po omacku” wkładając reke miedzy koło. Po udanej naprawie - kierunek Krakow, Katowice, Wrocław czyli autostrada a4. Cała droge nic ciekawego się nie działo po 4:30 jazdy zjechałem z autostrady na Bielany Wrocławskie aby wykręcić pauze i zrobić potrzebne zakupy. Pochodziliśmy po sklepach, kolega chciał sobie kupić buty ale nic ciekawego nie upatrzył i wylądowaliśmy w tesco. Kupiłem kilka chlebów, owoce, wode, masło, wędline, kilka chińskich zupek na czarna godzine musztardę itp. Itd. czyli wszystko to co najpotrzebniejsze z browarkiem na czele. Przed nami 24 pauza wiec materiału nie ma co załować.
Po godzinie wózek sklepowy był bardziej przeładowany niż naczepa i zrobił się dylemat jak się z tym wszystkim zabrać do auta. Coż dobrze że reklamówek w tesco pod dostatkiem. Po załadowaniu i zabraniu wszystkiego wyglądaliśmy jak cygański obóz wędrowny. ;) Pauza już zdążyła się wykręcić wiec dalej w droge. Wszystko szło zgodnie z planem i po kolejnych 2 godzinach byliśmy na Krzywej przy zjeździe z autostrady na przejście graniczne Zgorzelec. Zatankowałem 220l do Tuploewa na BP dostałem talon na obiad, parking i prysznic. Zawsze staram się stawać na Bp bo jest darmowy interent wiec do spędzenia weekendu lepszego miejsca dla mnie nie ma.
Do granicy mieliśmy jeszcze ze 100km wiec pauze 24g, czas zacząć. Standardowo laptopik piwko i internet. Przeglądaliśmy różne strony, przeważnie okupując allegro. Udało się mi zamówić wysokościomierz do skoków spadochronowych w jesiennej promocji ehm byle do wiosny... bo w tym roku sobie pewnie już nie poskacze. No ale sprzęt powoli trzeba kompletować żeby bliżej kwietnia być gotowym. Upatrzyłem sobie również kamerke która maja skoczkowie podczas skoku na amerykańskim ebay była za 260 dolarów a na nas za 1300zł wiec cena się troszkę różniła ehm czasmi chciałbym być w Ameryce Napisałem na facebooku do kolegi z Usa czy się nie wybiera do polski i po kilku chwilach miałem zapewnienie ze na świeta kamerka będzie w moich łapach. (ps. Może ktoś z gola jedzie do hhaaaameryki i ma trochę miesca w bagażu ? jeśli tak to proszę o kontatk potrzebuje jeszcze kasku ;) )
Blizej wieczora zmontowaliśmy kolacje a następnie, toaleta golenie prysznic i powrot do auta. Kolejne godziny z allegro tym razem pod lupe poszło moje kolejne marzenie czyli ścigacze. Od małego choruje na motory. Kolega ma Yamahe R6 ostatnio miałem okazje się nia przejechać i wróciły wspomnienia ile to ja się wytłukłem moterm po lasach u babci a teraz tak olałem tą sprawę gdyż nie mam warunków do trzymania TAKIEGO motoru bo mieszkam JESZCZE w bloku. Stwierdziłem że do wiosny musze nabyć garaż albo sobie go po prostu postawić na wiosce bo w przyszłym sezonie nie daruje i zakupie motor. Plany ambitne no ale czego się nie robi dla przyjemności nawet wtedy kiedy nie ma się na nie za wiele czasu ;) Ktoś pomyśli czubek jest w domu na weekend albo i nie i motor będzie się marnował tak jak i auto – no ale co poradzić wychodząc z takiego założenie to niemiałbym w życiu nic ani nic z życia. Taki dylemat kierowcy nie gdzie zarobić a kiedy stracić.
Allegro zajęło nam większość wieczora międzyczasie doszły rozmowy na gg ze wspólnymi koleżankami śmichy hihy i ugadywanie się na spotkanie po naszym powrocie. Ja międzyczasie poszedłem spać a kolega jeszcze walczył z laptopem.
Przebudziłem się bliżej niedzielnego południa trochę ogarnołem w tupolewie i poszedłem z kolega na obiadek do Baru. Po obiedzie zacząłem tonąć z papierkową robota uzupełniałem dokumenty. Dalsza część dnia upłynęła przy piwkowaniu i graniu w Womrs Word Party – to była jedna wielka rzeźnia. Wieczorem standardowo prysznic i koło 19 położyłem się do łóżka gdyż plan podróży zakładał przejechać ponad 700km za zmiane i wyjazd o 1 w nocy w strone niemiec – do przejechania jest sporo km a w nocy można zawsze więcej podgonić..
1 w nocy i kolejne problemy z wstawaniem.. jakoś nie przepadam za jazda w nocy – bo jak to mówia „nocna robota dla kur#y i kota”. Odpaliłem Dafa nabiłem powietrza i heja na przejście graniczne Zgorzelec. W nocy ruch zerowy jazda przez Niemcy nic ciekawego autostrada spanie męczy sama radość.. Z autostrady A4 kierujemy się na A38 Koło 5 rano stajemy na godzinna pauze. Zasłaniam firanki i kłade się spać gdyż nocka mnie troszkę zmordowała. Godzina jak to godzina mija szybko i trzeba jechać dalej w kierunku Kassel tym razem autostrada A44. Kolejne 4 godziny jazdy upływają w troszkę lepszym nastroju słonko powoli przebija się przez chmury i spanie już tak bardzo mi nie doskwiera. Koło 11 meldujemy się na parkingu. Mam wyjechane wszystkie godziny i musze robic 11 godzinna dobowa pauze. Wiec pora zrobić wkoncu jakieś jedzonko. Wyciągam z lodówki bigos i obiadek gotowy. Dalsza część dnia zlatuje na mordowni w Wormsach oraz na filmach. Wstaje koło 3 w nocy odpalam tupolewa i jazda dalej.. Dortmund przejeżdżam sprawnie udaje się mi uniknąć porannegro ruchu i gigantycznego korka który pewnie zaraz się utowrzy.
Powoli zbliżamy się do belgijskiej granicy wiec pora zjechać na stacje w celu zakupienia winiety na Beneluxy. Winieta kosztuje niewiele a jest z nia wielki problem gdyż po wieździe w Belgie Holandie czy Luxemburg nie ma gdzie jej kupić.
Po zakupieniu winiety w okolicach Achen wpadamy do Belgi. Autostrada prosta oświetlona wiec spanie tak nie męczy. Kolejne godziny mijaja szybko i pora na 45 minutowa pauze na granicy Belgijsko – Francuskiej. Firanki zaciągnięte spadam na godzine spać. Po godzinie wstajemy robie śniadanie i zwijamy się w głąb francji. Miejscowość do której jedziemy to zwykła wioska wiec ze znalezieniem adresu nie było problemu.
Koło 9 meldujemy się na firmie. Otwieram 2 boki i ekipa zaczyna rozładunek auta. Żabojady jak to żabojady zbytnio nie przykładają się do roboty i rozładunek idzie mozolnie. Oni zawsze maja czas. Sam szef starszy gośc jest operatorem wózka widłowego i naprawdę jestem pełen podziwu że jeszcze w firmie nie było ofiar w ludziach. Do końca nie wiedziałem czy on jeździ tym wózkiem czy wózek jeździ nim. Na efekty długo czekać nie trzeba było paleta koszykami ląduje na ziemi i rozwala się po placu.. Szefunio bierze koszyki rzuca nimi o ziemie i wychwala swoich pracowników że tak krzywo złożyli palete ;) hehe jeśli szef nie ma racji to i tak ma racje  ten to wyjątkowo nerwowy typ.
Francuzi oprócz handlu koszykami zajmują się też produkcją łapek na myszy. Gdy zobaczyłem rozmiary niektórych łapek to nie byłem do końca przekonany że to myszy mają się w nie łapać. No ale skoro oni maja tu takie zwierzaki to lepiej się zwijać z tej wioski ;) Co gorsza dochodziła 10 auto było rozładowane a ja nie miałem kolejnego miejsca załadunku. Na polu był mały przymrozek wiec odpaliłem webasto i kolejna partyjka w Wormsy.
Koło 14:30 moja spedycja się obudziła i znalazła ładunek z Francji do Holandi – cel Rotterdam. Wszystko ladnie pięknie ale po doczytaniu sms wychodziło ze mam być na 15 a do podjazdu jest 110km ;) masakra.. jako ze cudotwórca nie jestem to wykonałem telefon – okazało się że żabojady maja na mnie czekać. Co samo w sobie było podejrzane. Odpaliłem auto i gaz do spodu szkoda dnia i tak wiele czasu zmarnowałem.
Firme odnalazłem bez problemu gdyż była to jedyna firma miedzy polami buraków i innego dziadostwa. Wjechałem na wage i podstawiłem się pod rampe. Okazało się że ładuje smieci !?? tzn sprasowane bloki tektury .. hmm francuskie smieci do holandi na statek.. czego to ludzie nie wymyśla. Towar pospinałem gdyż był załadowany pod sufit i ważył ponad 24tony. Odebrałem papiery i mój czas pracy dobiegał końca. Oczywiście nigdzie nie było parkingu bo gdzie może on być w srodku pól. Przejechaliśmy kilka km i w ostatnich minutach czasu zaparkowałem auto naprzeciwko francuskiego Baru.
Nocka mimo że w totalnej ciemności minęła bez większych atrakcji nikt się nie pokusił na kradzież paliwa ani tymbardziej ładunku ;) Środa koło 1 w nocy palimy sprzęcik gdyż kolejny ładunek mamy mieć z Amsterdamu na śląsk o godzinie 14
.
Środek nocy a my przebijamy się przez francuskie wioski jedziemy landówkami w strone autostrady na której planujemy kupić winete. Po godzinie jesteśmy na przejściu graniczny Belgi i ZONK oznacza to że wjechaliśmy za późno na autostradę i nie przejeżdżaliśmy koło stacji z winieta na beneluxy. Kolejny dylemat co tu robić jest godzina 3:30 a na przejściu graniczny winiete można kupic ale od 8. Ryzyko jedziemy bez winiety na pierwszą stacje paliw z nadzieja że coś znajdziemy.. niestety stacja jest w remoncie i dalej nie decyduje się jechać bez pieprzonego kwitka. Wracam wiec na granice i spanie do rana. Oznacza to również że ciężko będzie wyrobić się z czasem na załadunek.
Koło 8 kupuje upragniony paragonik i pedze w strone Rotterdamu. Niestety co kilka km przytrafia się korek i więcej czasu trace niż jade. Dzwonie do spedycji że najprawdopodobniej nie zdaże załadować bo jest taka sytuacja a nie inna. Otrzymuje tylko info żebym się uwijał bo załadować musze dziś. Bliżej godziny 12 jesteśmy w Rotterdamie przejeżdżamy się wzdłuż portu i wypatrujemy firmy. Po kilku km mamy ja. Wjeżdżam na brame daje dokumenty i okazuje się że musze mieć buty robocze i kamizelke – kolega również. Jako że miałem jedna pare butów to kolega musi pozostać za brama a ja wjeżdżam do portu. Jak się okazuje wózkowi mają przerwę wiec pisze do kolegi że może iść na miasto a ja dam znać jak zaczną się do mnie dobierać.
Po około 40 minutach przyszedł Belg i pokazał mi gdzie mam jechać – choć tak naprawdę to nie miał na mnie pomysłu.
W porcie panował straszny ruch przy brzegu stało przycumowanych kilka promów towarowych do których w każdej minucie wjeżdżało wozidło bądź inna maszyna z towarem. Belg skierował mnie na magazyn „E” i kazał zajechać do niego z drugiej strony co też uczyniłem. Jak się okazało z drugiej strony stały zakotwiczone kontenerowce i wielke suwnice dokonywału rozładunku. Miałęm dylemat czy mam pod nimi przejeżdżać wkońcu są zajęci rozładunkiem a ja stoje na torach po których one jeżdżą. Zdecydowałem się jechać wkońcu to jedyna droga a jak kazał jechać to się jedzie. Zameldowałem się w magazynie pokazałem papiery i okazało się że nikt nie jest mna zainteresowany bo oni ładuja tu papier w balach a nie smieci i tektury. Wytoczyłem się spowrotem nad nabrzeże w okolice suwnicy zdala od torów i po paru chwilach wpadł za mna samochód na sygnałach.
Podprowadził mnie pod inny magazyn jednak tam też nie wiedzieli gdzie mam być rozładowywany. I tak jeździłem sobie pilotowany przez godzine zanim wymyślili co zemna zrobić. Okazało się że mam stanąć przed hala i rozpinać bok. Rozładunek wykonywany był przy pomocy wielkich wózków widłowych z dużymi szczypcami. Śmieci rozładowywali na wozidło które po zakończonej robocie wjechało na prom. Ja ogarnąłem naczepę bo troszkę dobroci na niej pozostało i szybko wyjechałem z zakładu. Przy wyjeździe czekał już na mnie kolega ustawiliśmy nawigacje i prędko kierunek Amsterdam. Po drodze mijamy zaajebiste lotnisko (coś na co choruje ;) ) Boing 757 z logo Pepsi na ogonie przejeżdża nad autostrada centralnie nad naszymi głowami.. coś pięknego wielka maszyna aż dziwne że tam nie ma wypatków widok niesamowity.
Lotnisko znika powoli w oddali a ja wracam na ziemie i wiem że będę spóźniony i w efekcie do Amsterdamu przyjeżdżamy o godzinie 15:30 a nie 14. Cieć na bramie informuje nas że firma pracuje ale nikt nas już dziś nie załaduje i musimy czekać do rana. Trudno tak to już jest.. w dodaktu zaczął padać deszcz – jedyny plus że mamy pozwolenie na nocowanie na firmie. Plany związane z wyjściem na miasto pokrzyżowała pogda wiec kolejne walki z Robalami w roli głownej. Po kilku rundach włanczamy film i ja trace kontakt ze światem i budze się rano. Rano kawka śniadanko i meldujemy się w biurze. Dostaje mape numer magazynu i jade pod załadunek. Odnajduje wózkowego jest nim starszy gość co z ostatniego doświadczenia dobrze nie wróży. Jednak ten osobnik radzi sobie z wózkiem jak kubica ;) i po 40 minutach mamy załadowane 24tony Big bagów z pyłem na elektrody spawalnicze. Cel – Świetochłowice.
Wytaczamy się na autosrade i jedziemy w strone niemiec. Niemcy przelatujemy góra tzn autostrada A2 – jest to jedna z równiejszych autostrad wiec warto nią jeździć z dużym ładunkiem. Ruch jest o dziwo niewielki biorąc pod uwagę że to czwartek przed dużym weekendem. Po kilku kalkulacjach stwierdzam że jeśli się uda to na 10 godzin jazdy dojade z Holandi do Polskiej granicy. A polska to wiadomo jak w domu ;) + internet. Całe Niemcy przelatujemy bez większych kłopotów – w hoanoverze był jedynie mały STAU. Ok 200km przed granica doganiam Rosjanina który jedzie raz 80 raz 70 i ciężko go wyprzedzić gdyż jest zakaz. Z taka predkościa na pewno nie uda się mi dojechać do granicy… Jade za nim kilkadziesiąt km ale nie wytrzymuje i przelanczam radio na jego kanał i zagaduje:
-Kolego z Rosji jesteś na radiu ?
= ja jestem
- słuchaj w naczepie na tylnej osi masz mało powietrza zjedz na parking i zobacz czy nie przebiłeś koła.
= no co ty piździsz !!!??! job twoja mać ! piździec! drugi raz ten tydzień..
Na efekty długo nie trzeba było czekać i jednego zawalidrogę mieliśmy z głowy ;) (oj kiedyś będę się smażył w piekle za to ;) ) Rosjanin zjeżdża na parking a ja wciskam gaz do spodu.
Dalsza droga jest bez niespodzianek i o 21 meldujemy się na naszej granicy. Odpalam laptopika nadrabiam zaległości co mnie ciekawego minęło po czym idziemy pod prysznic. Po powrocie do auta mam nieodebrane połaczenie telefoniczne od kolegi z firmy. Okazuje się że jedzie on tą sama trasa co my i rano nas dogoni. Bardzo dobrze wszystko się składa gdyż auto będę musiał porzucić na parkingu a na świeta wrócić z kolega.
Nocka mija bardzo szybko palimy Dafika i kierujemy się a4 w strone Katowic. Po 2 godzinach jazdy zajeżdżamy na Bielany Wrocławskie wykręcić 45 minutową pauze. Idziemy wiec do KFC na śniadanie.
Jedzenie z Kfc jakoś nie specjalnie mnie urzekło gdyż zamówiłem twistera i coś tam jeszcze jednak było bez rewelacji. Dla mnie z KFC liczy się tylko Hot Wings.
Czas pauzy dobiega końca wiec ładujemy się do auta i w droge.. Na śląsku mamy problem z odnalezieniem firmy – mało tego na radio cb nikt nie chce nam pomóc. Po około 20 minutach odnajdujemy ulice która wygląda jakby miała za sobą bombardowanie. Jednak firmy ani widu ani słychu. Pytamy przechodniów i właścicieli innych firm na tej ulicy jednak stwierdzają że całe życie tu mieszkają i pracują a o firmie nie słyszeli.
W oddali wypatruje listonosza – któż inny jak on może lepiej znać ten region. Okazuje się ze firma której szukamy jest pod naszym nosem udaje się więc do biura i mam zgodne na wiazd. Jak już wspomniałem ulica jest całkowicie w rozsypce wjeżdżam na zakład tyłem jednak koło wpada do dziury i śruba mocujaca bak ryje w ziemi. Dobrze że w pore to zauważyłem i obyło się bez większych strat. Rozładunek odbywa się na szczęscie jednym bokiem jednak wózkowy który się tym zajmuje jest taki niemrawy że nie wiem czy do końca załadunku starczy mi cierpliwości. Naprawde szanował on robote ale drygu do jazdy takim sprzętem to on nie miał – w jego oczach była to mozooolna niebezpieczna praca jakby conajmiej nitrogrycyline przewoził. Naprawde nie mogłem patrzeć na tą jego męczarnie stwierdziłęm żeby kolega doplinował rozładunku z wózkowym a ja ogarne sobie w aucie. Umyłem lodówke posprzątałem kabine a naczepa jeszcze nie była ściągnieta. Zabrałem się wiec za zwijanie z nudów pasów. Po około 2 godzinach hurra udało się nikt nie zginał nic nie odpadło i naczepa pusta – no normlanie Daivid Copperfild.
Zabrałem papiery i czym prędzej wyjechałem z firmy. Zaprowadziłem auto na parking strzeżony na którym już czekał na mnie kolega. Poprzerzucaliśmy graty do jego wozu i w droge.. tym razem na bocznym siedzeniu.. dlugi weekend czas zacząć…..
Trasa była nawet udana bez większych komplikacji o dziwo koledze się spodobało.. i niestety nie udało się mi go odciągnąć od myśli żeby nie pchać się w to bagno. Jak to mówia pieniądze to nie wszystko.. ale o tym się dopiero przekona jak zacznie jeździć.
Teraz gdy to czytacie to jestem w kolejnej trasie.. do auta wróciłem w środe z tym samym kolegą który zabrał nas do domu. Dostałem kurs do Belgi i zostałem udupiony w tym popieprzonym kraju. Trole tu już od piątku i jutro niby mam gdzieś ładować. Jest normlanie masakra nic w koło nie ma… stoje na gigantycznej strefie przemysłowej.Wczoraj byli tu jeszcze polacy którzy ładowali się maszynami ale ogólnie to żywego ducha w koło weekend ! no może poza stadami zająców które błąkają się wkoło mojego auta Rano wybrałem się po chleb to szedłem 2 godziny w jedna strone. Paranoja ! o dziwo na firmie jest prysznic i udało się mi złapać 200metrów od auta internet – 1 kreska zasięgu ale zawsze coś. Zaraz spadam do auta bo siedze na jakiemś ogrodzeniu firmy trochę wieje i już palców nie czuje.
Sorry za błędy co się dało to word po poprawiał a ja nie mam siły tego czytać od nowa ;) do zobaczyska w Polsce.. aha zdjęcia dam do tego wątku jak będę na granicy albo w domu bo tutaj zaraz będzie lał deszcz wiec musze się zmywac do autka…

kong123 [ Legend ]
Biorę się za czytanie ;)
gromusek [ keep Your secrets ]
jak zawsze rewelacyjnie sie czyta

mirencjum [ operator kursora ]
Szerokiej drogi! W tym Twoim DAF-ie do wymiany żarówki trzeba kabinę podnosić? Mądry tego nie wymyślił. Kiedyś jeździłem wozem z kabiną odchylaną i po każdym jej podniesieniu miałem bajzel jak po tornado.

miczek2008 [ Generaďż˝ ]
Jak zawsze bardzo przyjemnie się czyta.

buszmen33 [ Konsul ]
No w końcu się doczekaliśmy!

K4B4N0s [ Filthy One ]
Spytam o jedną rzecz. Bo tak coraz Cię czytam i czytam, i jedno mi pytanie gra w głowie. Skąd wiedziałeś na jakim rusek jest kanale?
Morbus [ TIR DRIVER_ SKYDIVE ]
mirencjum - niestety w nowych ciagnikach czesto trzeba polozyc kabine aby dostac sie do zarowki.. choc coraz czesciej stosuje sie pompki elektryczne wiec podnoszenie kabiny konczy sie na przycisnieciu jednego przycisku... co nie zmienia faktu ze burdel w aucie gwarantowany..
K4B4N0s --> polacy w polsce maja 19 zagranica 28 Rosja Ukraina siedzi przewaznie na 16 17 w tych rejonach nalezy ich szukac

Piotrek.K [ ... broken ... ]
>>> Do zdjecia z [8]
A mowiles, ze ciezarowkami jezdzisz!?
kulako [ pR0_g4m3r_pL ]
Narzekasz na żarówkę, i ruska bo poniżej 80 jedzie.
Ciekawe co byś powiedział gdybyś miał jechać Jelczem, Starem lub Kamazem; remonty kapitalne na trasach, opony dętkowe. I jechać takim NA Hiszpanię.
P.S. Tak mnie na wspomnienie minionej epoki wzięło, z wujkiem gadałem.

Morbus [ TIR DRIVER_ SKYDIVE ]
kulako .. -- nic bym nie powiedzial.. byly inne czasy inny sprzet i inna kasa podziwiam szoferow z tamtych lat bo kiedys to byl Pan kierowca a nie najlatwiej wymienialna czesc w aucie..
ale to bylo minelo i nie wroci teraz jest ciezko a co dopiero w dawnych latach

novi.. [ Senator ]
Wątek podwieszony, by nie zapomnieć. Na razie nie chce mi się czytać :)
Kłosiu [ Legend ]
Warning, wall of text! ... joke ;)
Bardzo ciekawie sie czyta twoje relacje, dobre teksty zaczynasz miec:
"Francuzi oprócz handlu koszykami zajmują się też produkcją łapek na myszy."
hehe bardzo dobre :).
Tupolew to jakis nowy slang? ;).
mariaczi [ One with everything ]
Z czystej ciekawości: Miałeś kiedyś załadunek lub rozładunek w Mittal Steel( stara Huta Katowice)?
Ok. Pytałem bo kiedyś pracowałem tam w biurze przepustek. Pamiętam, że kierowcy(zwłaszcza import-export) bardzo narzekali na to miejsce:) Ileż to skarg, obelg itd. musiałem się nieraz nasłuchać od kierowców jak stali po parę dni, ze względu na "funkcjonalność" tego miejsca:)
Morbus [ TIR DRIVER_ SKYDIVE ]
mariaczi -> nie raczej nie

mirencjum [ operator kursora ]
Jeździsz przez przejście w Jakuszycach lub przejeżdżasz przez Jelenią Górę do Zgorzelca? Jak tak to trąb, będę wiedział kiedy z drogi uciekać.

tygrysek [ behemot ]
nawet zwykłe opowieści czyta się z zapartym tchem

LU2864J [ Konsul ]
Mała wioska 10km od mojego miasteczka. - Hmmm... zgaduje... Bojanów? Zdziary? Wólka? Nowosielec?
Wioska jak wioska kilka domów mały ryneczek i to wszystko. - Nie sądzę że Rudnik.
Ciekawość nie daje mi spokoju z tą stolicą wikliny na Podkarpaciu ;D

Awerik [ Backpacker ]
Jak zwykle super się czyta. Pracuję obok papierni, codziennie z okna widzę jak TIRy wycofują po dość wąskiej drodze, żeby wjechać tyłem do bramy niewiele od nich szerszej... Gdyby ci kierowcy występowali w Mam Talent to chyba bym na nich zagłosował. ;)
Boing 757 z logo Pepsi na ogonie przejeżdża nad autostrada centralnie nad naszymi głowami.. coś pięknego wielka maszyna aż dziwne że tam nie ma wypatków widok niesamowity.
To logo było takie jak na obrazku obok? Jeżeli tak, to to nie było logo Pepsi, tylko Korean Air, takiej linii lotniczej. ;) BTW., jesteś pewien, że to był 757? To raczej średniej wielkości samolot. :)

-.- [ Centurion ]
Fajnie się czyta. :)
Czekam na więcej.

piokos [ 147 ]
Morbus => a nie udało Ci się odzyskać tego tekstu sprzed jakiegoś miesiąca?
Znowu świetne opowiadanie :)

kamykWRC [ Pretorianin ]
-Kolego z Rosji jesteś na radiu ?
= ja jestem
- słuchaj w naczepie na tylnej osi masz mało powietrza zjedz na parking i zobacz czy nie przebiłeś koła.
= no co ty piździsz !!!??! job twoja mać ! piździec! drugi raz ten tydzień..
:D
Kolejne świetne opowiadanie!

Jeremy Clarkson [ Prezenter ]
Jak zawsze świetnie się czyta.

Sizalus [ Senator ]
Dzięki za relację. Rusek załatwiony koncertowo.
Morbus [ TIR DRIVER_ SKYDIVE ]
mirencjum raczej jezdze na zgorzelec i olszyne od a4 w rejony poznania itp itd malo kiedy sie zapuszczam.. a jesli juz jestem to jade na świecko
LU2864J --> a od kiedy to bojanow tymbardziej zdziary bardziej zajmuja sie wiklina niz rudnik ?:) wiem ze rudnik jest znany i nosi takie miano.. jesli sie myle to sorry - bo wlasnie o rudnik mi chodzilo ;]
Awerik -- calkiem mozliwe ze masz racje.. to byl ten samolot :) wiesz czlowiek jedzie i patrzy to z podziwu wyjsc nie moze co ma nad glowa.. ogolnie to nie wiem czy to byl ten model bo az takim znawca to nie jestem ale napewno takie barwy.. i byl BIG zreszta takich maszyn bylo tam wiecej
piokos -> nie odzyskalem tego tekstu ale to moze i lepiej bo predko sie na taka 3 tygodniowa przygode nie wybiore.
wlasnie zjadlem sniadanie i czekam az sie moja spedycja wezmie za robote bo juz tu korzenie chyba zapuscilem.. zimno strasznie zaraz trzeba wracac do auta ehmm tak jakbym nie mogl stanac kilkadziesiat metrow dalej i miec zasieg... czlowiek zawsze madry po szkodzie
Mutant z Krainy OZ [ Farben ]
Historia ciekawa, zawód kierowcy zawsze mnie ciekawił, wydaje się być pracą pełną przygód. Brat rozwozi w firmie węgiel po okolicy, robota w jednym rejonie, a do opowiadania zawsze ma tyle, że mógłby mówić o tym przez 24 na dobę.
Jednak nie chciałbym spędzać życia za kółkiem tułając się bez przerwy daleko od domu.
Morbus [ TIR DRIVER_ SKYDIVE ]
Mutant z Krainy OZ --> tez bym nie chcial :) ale jak narazie jeszcze chwile moge..

LU2864J [ Konsul ]
Morbus --> Haha zmyliło mnie to Wioska jak wioska kilka domów mały ryneczek i to wszystko.
W sumie nie taka wioska ;)

kong123 [ Legend ]
Jak już jesteśmy przy samolotach to pewnie był taki jak ten na dole ------>
Swoją drogą szkoda Morbus, że kolega zdjęcia nie zrobił jak przejeżdżaliście ;)
EspenLund [ Senator ]
Jak zawsze fajnie się czyta.
Powiesz nam jak wyglądają Twoje zarobki? Sam chcę zrobić sobie C+E, a później może uprawnienia na żurawie samojezdne.

©®© [ Generaďż˝ ]
Po raz kolejny super sie czytało. Z niecierpliwoscia czekam na nastepna trase :)
Ps. Nie myslałes kiedys zeby załozyc album i fotografowac wszystkie jagodziary jakie mijasz po drodze? :) Był by miły dodatek do opowiadan :)
Morbus [ TIR DRIVER_ SKYDIVE ]
kong123 --> obaj z kolega robilismy zdjecia ale rozmazane wyszly.. ale to byl dokladnie taki samolocik
EspenLund --> powodzenia zycze.. chyba teraz troszke na prawko trzeba wydac.. a co do moich zarobkow to chyba grymasic nie moge :P w tym miesiacu tzn tamtym bylem kazdy weekend w domu i szczerze powiedziawszy dostalem jak za takie kursy wyplate zycia.. :) wiec jestem zadowolony
©®© --> strona juz jest w budowie :) napewno do konca roku ja uruchomie

Morbus [ TIR DRIVER_ SKYDIVE ]
a tak wogole to juz jestem w polsce :) w drodze do kraka.. niestety dlugi weekend nie jest mi pisany i jutro juz laduje do francji :) wiec moze skrobne jakas kontynuacje.... kto wie
Morbus [ TIR DRIVER_ SKYDIVE ]
a jednak zmiana planow :) jak to zwykle w takiej pracy bywa... wyladowalem w domku ale dlugo nie posiedze bo jutro juz wyjezdzam..
yasiu [ Legend ]
morbus - super :)
jakbyś kiedyś redaktorów potrzebował przy wydawaniu książki, daj znać :)
Morbus [ TIR DRIVER_ SKYDIVE ]
yasiu --> o ksiazce zapomnij ;) chyba ze ma byc ona za przestroge :P
chcialem www zalozyc no ale opornie mi to idzie..
Morbus [ TIR DRIVER_ SKYDIVE ]
:) czesc golasy a co powiecie na trase z hiszpani ? ;D pozdrowionka wlasnie wracam do domu..
--> mialem wystrzal gumki ;)
Peknieta gumka ;) zly znak dla kawalera.. ;D
"a trzeba bylo uczyc sie na ginekologa, bo to i forsy dużo i ręce cały czas w cieple " - mruczał pod nosem kierowca TIR-a zmieniając w mroźną noc koło w naczepie."

Dycu [ zbanowany QQuel ]
No to dajesz, wrzucaj historyję, bo już dawno nic nie było, a czytać się chce : )
Foks!k [ SunShine ]
uuu. Dobrze ze to tylko taka guma ;)
Szerokości i Wesołych. !

MajkelFPS [ Frag Per Second ]
[37] Ile jechałeś z takim ogumieniem?
Co za kolo.
Morbus [ TIR DRIVER_ SKYDIVE ]
strzelilo przy 90km/h a jechalem na nim tylko tyle zeby zatrzymac autko czyli max 10 sekund

Dycu [ zbanowany QQuel ]
To musiał być niezły adrenaline rush : )
Foks!k [ SunShine ]
ok. miesiąca temu też miałem podobną sytuację na drodzę, a mianowicie:
Warunki trudne, naszła mgła widoczność 40-50 metrów. no to jadę krajową E7 do domu. na liczniku 50 km/h a momentami mniej. no i tak jadąc dojechałem do tira no to mowie zaraz i tak zjeżdżam plus te warunki nawet nie bede sie zabierał żeby wyprzedzać. i za jakies 10-20 sekund po tym nagle wielki huk, kupa dymu przede mną. Tira ściągnęło na lewo ale jakoś udało się mu powrócić mniej więcej na środek jezdni. A co się stało ? urwało mu się całe kolo, od ośki.