
Lysack [ Przyjaciel ]
Claude Frederic Bastiat - Metafora zbitej szyby
Proszę przede wszystkim o zapoznanie się z metaforą zbitej szyby.
Rozumowanie Bastiata z reguły jest słuszne - zarówno w tej, jak i w innych jego publikacjach. Zastanawia mnie jednak, czy aby na pewno, powyższa metafora jest słuszna w każdej sytuacji.
Do przemyśleń pod tym względem skłoniła mnie ostatnia powódź. Woda w tym przypadku jest chuliganem, a zabudowania szybą. Piekarzem są obywatele. Największa różnica jest taka, że podczas powodzi Polska jako kraj jest szklarzem, a krawcem z reguły są inne kraje.
Inaczej mówiąc ludzie mieli pieniądze i zabudowania. Po odbudowie będą mieć już tylko zabudowania. Pieniądze które mieli zostały wydane na budowę tych zabudowań, jednak firmy budowlane i zdecydowana większość materiałów wykorzystanych do budowy jest polskiego pochodzenia.
Ludzie inwestują pieniądze w polskich firmach, podczas gdy przy braku powodzi wydaliby je na zakup telewizorów, samochodów, komputerów i innych, które są produktem zagranicznym, a Polska większego zysku ani gospodarczego kopa na tym nie ma.
Oczywiście rozumowanie psuje fakt pomocy poszkodowanym ze strony budżetu państwa, którego nie powinno być.
Mam wrażenie, że Bastiat nie rozważył w swojej metaforze (pisanej prawie 200 lat temu) przepływu towarów między krajami i interesów poszczególnego kraju lub grupy społecznej.
Czy moje spostrzeżenie jest słuszne? Czy może pominąłem jakiś ważny aspekt, który spostrzeżenia Bastiata czyni słusznymi niezależnie od okoliczności?
$ebs Master [ Profesor Oak ]
tak
MANOLITO [ Senator ]
Lysack, to samo dotyczy wojen (często się mówi że wojna napędza gospodarkę-co jest oczywistą bzdurą, no chyba że my sprzedajemy broń nie borąc udziału w walce;), zwykle bardzo rzadko przynosiły zysk, dla przykładu bizantyjczycy nawet po zdobyciu legendarnego skrabca bułgarów opłacili nim zaledwie małą część wydatków poniesionych na armię, zamiast tą kasę wtopić w rzemiosło itp. wydali ją na nie przynoszacą dochodów machinę wojenną;)
super game fan [ Generaďż˝ ]
Dobrze to raz opisął JKM - oczywiście, że takie coś ożywia gospodarke, tak samo, jak gdy włożysz kij w mrowisko, to mrówki są dużo aktywniejsze. Problem w tym, że jednocześnie cofa ją w rozwoju.
Dzikouak [ Konsul ]
Podstawowym problemem jest to, że materiały budowlane wcale nie muszą być polskie (tzn. mogą być produkowane w Polsce, ale przez firmy zagraniczne). Ponadto, piszesz o telewizorach, komputerach i innych urządzeniach produkowanych za granicą, ale chyba pominąłeś fakt, że kupując w polskim sklepie komputer składany w Malezji płacisz _Polakowi_, który zarabia cenę komputera minus koszty importu, a państwo dodatkowo zwykle dostaje procent od sprzedaży (podatek dochodowy) i zawsze dostaje podatek VAT. Tak więc zarobi Polak, Malezyjczyk i skarb państwa.
HUtH [ pr0crastinator ]
Kurczę, to dlatego Chiny są taką potęgą, bo jak tam jakaś rzeka wyleje, to od razu muszą cały region odbudować.
Zalejmy więc Polskę, a staniemy się europejskim tygrysem.
Lysack [ Przyjaciel ]
Dzikouak -> większość firm na rynku budowlanym jest polskich, a zatem zarabia:
Polski producent -> polski dystrybutor -> polski sprzedawca -> polska firma budowlana
Przy komputerze natomiast zarabia:
Malezyjski producent -> malezyjski dystrybutor -> polski sprzedawca
Pieniądze zostają wprawione w ruch w obrębie kraju, co można uznać generalnie za pozytywny skutek. Nie twierdzę natomiast, że powódź jest dobra, bo nie jest. Znacznie lepiej byłoby, gdyby powodzi nie było, a ci wszyscy ludzie zaoszczędzone pieniądze sami z siebie wydali na produkty pochodzenia polskiego.
Ptosio [ Legionista ]
Bastiat przede wszystkim nie bierze pod uwage postepu technicznego, co jest poniekad zrozumiale patrzac na czasy, w ktorych tworzyl.
Powodz moze byc o tyle korzystna, o ile odtworzone dobra sa lepsze jakosciowo/bardziej zaawansowane technologicznie, niz te zniszczone. Wtedy mozemy uznac ja za impuls do pozytywnych zmian: np. stary samochod palil mnostwo benzyny i byl niebezpieczny dla pasazerow i innych uzytkownikow drog, ale wlasciciel nie mogl sie zebrac w sobie, by go wymienic, bo przeciez wciaz jezdzil.
'Pieniądze zostają wprawione w ruch w obrębie kraju, co można uznać generalnie za pozytywny skutek'
A to niby dla kogo? Dla bankierow i fiskusa? Co jest wg ciebie celem gospodarki? Jak najwieksza wymiana dobr i uslug, czy moze to, by ludziom zylo sie wygodnie? I co to znaczy, ze 'Polska'(kto konkretnie?) na czyms zyskuje?
Zupelnie nie rozumiem tego watku i przedstawionego w nim rozumowania. Prezentujesz nam dwie sytuacje: w pierwszej ludzie maja duzo wolnego i duze telewizory, a w drugiej cholernie duzo roboty i brak kasy na chocby najmniejsze luksusy - a potem wmawiasz nam, ze ta druga jest w jakis sposob lepsza?
Prowokacja;p?
Lysack [ Przyjaciel ]
Ptosio ->
Przeczytaj to co napisałem w [8] do Dzikouaka. Każdy z elementów nie dość, że odprowadza podatki do budżetu, to jeszcze sam zyskuje pieniądze, które zapewne wyda dalej.
Pieniądze zamiast siedzieć w skarpecie są wprawione w ruch, a to jest zawsze pozytywnym aspektem.
Inną sprawą jest to, jak rząd zagospodaruje te wpływy do budżetu. W Polsce nie ma co liczyć na rozsądne ich zagospodarowanie, ale gdyby przykładowo za te pieniądze powstała duża państwowa firma przynosząca nie tylko zyski dla kraju, ale także dająca wiele miejsc pracy, to czy nie będzie można tego zaliczyć do pozytywnych skutków powodzi?
I wcale nie twierdzę, że druga sytuacja jest lepsza, a jedynie, że może przynieść w długoterminowej perspektywie pewne korzyści, których nie byłoby bez tego.
Można to przyrównać do sytuacji w rodzinie krawców, która od każdego zakupu 1/5 kwoty wrzuca do skarbonki. Osoba1 trzyma 2000zł w skarpecie i nie zamierza ich wydać. Osoba2 wpada na pomysł, żeby poplamić mu jedyny garnitur. Wtedy Osoba1 kupuje garnitur za 1500zł od kogoś z rodziny i 20% tej kwoty trafia do skarbonki. Ktoś z rodziny wtedy się wzbogaca i wyda te pieniądze dalej, także odkładając 20% przy zakupie każdej z tych rzeczy za te pieniądze. Tym sposobem traci jednostka, traci także osoba spoza rodziny, która mogła liczyć na wydanie tych 2000zł u niej. Zyskuje w rozrachunku ogólnym zyskuje rodzina jako całość.
Warunkiem powodzenia tej sytuacji jest pewność, że nowy garnitur zostanie zakupiony u członka rodziny, a także to, że pierwotna kwota nie zostałaby przeznaczona na przykład na drugi garnitur od tego członka rodziny.
Ptosio [ Legionista ]
Nadal nie rozumiem. Osoba1 zostaje obrabowana na 1500 zl, a rodzina krawcow zyskuje na tym 1500 zl - koszty robocizny i materialow. Pieniadze przechodza z rak do rak, ale gdzie tu zysk dla ogolu? Patrzac z szerszej perspektywy zostaje tylko zniszczone mienie i niepotrzebnie wykonana praca. Juz lepiej po prostu zabrac te 1500 zl osobie1 i rozdzielic to po czlonkach rodziny krawcow, wtedy straty beda mniejsze, a skurczysynstwo takie samo (panstwo tez moze przeciez bezposrednio podniesc podatki, zamiast generowac bezsensowna dzialalnosc gospodarcza).
Druga sprawa: skad pomysl, ze panstwowa firma bedzie dzialala lepiej od prywatnej?!:o
Widze tez, ze twierdzisz, ze bedzie o wiele lepiej, jesli towary kupimy w polskiej, a nie zagranicznej firmie. Uwazasz, ze nasz kraj by zyskal, jesli ustalaby wymiana miedzynarodowa?