mirencjum [ operator kursora ]
Zabrać innym, tylko nie nam, bo my sól tej ziemi...
Ile to się naczytałem i nasłuchałem, że konieczne jest cięcie przywilejów, policjantom, wojskowym, górnikom i innym. Jakie to mądrości ekonomiczne spływają ze szpalt gazet, a tu co? Jak obciąć przywileje dziennikarzom i twórcom kultury, to krzyk wielki.
"...Według związkowców wypowiedź premiera oznacza, iż "w najbliższym czasie rząd zamierza w sposób drastyczny ugodzić w podstawy egzystencji twórców kultury polskiej, polskiego świata nauki, dziennikarzy i wielu innych grup społecznych". "To oznacza kolejną podwyżkę podatków, tym razem dla ludzi tworzących polską kulturę narodową. Taka podwyżka podatków godzi wprost w interesy całego społeczeństwa"
Attyla [ Legend ]
mirencjum
No, tym razem nieco przesadziłeś.:) Ja rozumiem, że można nie lubić dziennikarskiej hałastry (czego sam za jednym, nadobnym wyjątkiem jestem przykładem:D), ale w odniesieniu do dochodówki, to sprawa nie jest taka prosta.
Podatek teoretycznie ma być dochodowy, tj. ma opodatkowywać kwotę przewyższającą wydatki poniesione w celu uzyskania przychodu. I w odniesieniu do działalności gosp. i zysków kapitałowych właśnie tak jest (z ponad setką wyjątków oczywiście:/). W odniesieniu do pozostałych rodzajów przychodu nasz wsopaniały ustawodawca "zlitował" się nad biednymi podatnikami i zryczałtował KUP (koszty uzyskania przychodu). Oczywiście ryczałt nie pokryje nawet dojazdu do pracy (ale to orzecznictwo NSA mówi wyraźnie, że dojazd do kup zaliczyć może tylko sędzia i inny prokurator). I ten ryczałt określony kwotowo jest powodem, dla którego podatek dochodowy jest bardziej przychodowy niż dochodowy ale tym nikt się w tym kraju nie przejmuje.
Zryczałtowane KUP dotyczą też tych tfu-rców (w tym i mnie po części:D). Tyle, że w odniesieniu do nic przyjęty jest ryczałt nie kwotowy jak w standardzie ale procentowy. I to w wysokości 50% uzyskanego przychodu. Możesz mi wierzyć lub nie, ale są bardzo poważne merytoryczne argumenty na utrzymanie tej wysokości.
Ja zatem oburzałbym się raczej nie tym, że dziennikarska hałastra + paru pisarzy, muzyków czy innych wynalazców może liczyć podstawę opodatkowania przez obniżenie jej o połowę ale tym, że podstawowa masa podatników płaci faktycznie podatek przychodowy (!!!), co jest szczególnie bolesne (choć z uwagi na cwaniacki system poboru - niezauważalne dla nich) dla osób zarabiających nieduże pieniądze.
mirencjum [ operator kursora ]
Attyla --> W porządku. Nie wypada mi się z tobą nie zgodzić, gdyż Twoja wiedza o sprawach podatkowych jest wielokroć większa od mojego pojęcia w tym temacie.
Bardziej mi chodzi o to domaganie i popieranie przez twórców i dziennikarzy likwidacji przywilejów innych grup pracowniczych, bo to socjalizm, ale nie tykać naszych ludzi.

Ogon. [ półtoraken fechten ]
Ja to nie rozumiem - w celu polepszenia sytuacji jednej grupy społecznej (ludzi biedniejszych) trzeba zwiększyć podatek (znieść ulgę) drugiej grupie społecznej? Jak to ma pomóc?
edit:
"Bardziej mi chodzi o to domaganie się likwidacji przywilejów innych grup pracowniczych, ale tylko nie tykać naszych ludzi. "
-> to ja mam na to świetne rozwiązanie - zlikwidować wszelkie, państwowo ustalane, przywileje dla wszystkich grup pracowniczych i zmniejszyć podatki... np zlikwidować dochodowy :)
edit2: swoją drogą gdzie jest napisane, że twórcy domagają/domagali się likwidacji czyichś ulg i przywilejów?

halfmaniac [ Dr. Freeman ]
Kiedyś władcy otaczali mecenatem i finansowali artystów czego skutkiem są wielkie dzieła sztuki. Teraz się tego nie robi, a największym artystycznym przekazem jest obecnie "Taniec z gwizdami"...

Jedziemy do Gęstochowy [ PAINKILLER ]
Dobrze rząd robi, ludzie którzy praktycznie nic nie robią ( wiem wiem nauka, prasa to ważne rzeczy, szczególnie nauka itp.) ale to jest siedzenia na tyłku wg. mnie i branie kasy za pierdoły.
do naukowców nic nie mam, pochwalam ich ale tacy dziennikarze, aktorzy, cała ta szopka zwana kultura to stanowczo za dużo kasy czerpie za swoje głupoty vide facet zarabiający miliony za namalowanie kilku kolorowych bazgrołów wywieszonych potem w Paryżu, lub inny za postawienie sedesu i nazwanie tego sztuką abstrakcyjną.
a tymczasem ludzie budujący domy, ciężko tyrający za marne pieniądze, niedoceniani muszą płacić coraz to wyższe podatki.
chore, wreszcie ktoś wpadł na świetny pomysł.
mackie majcher [ Konsul ]
halfmaniac <---- coś w tym jest ;)
Attyla [ Legend ]
mirencjum
I tu z kolei mi nie wypada nie zgodzić się z tobą:)
Bolesną prawdą jest to, że media zostały u nas niemal totalnie wypełnione bezmyślnymi neoliberałami, posługującymi się prostackimi hasłami propagandowymi dla głoszenia ze swej ambony tego, co być powinno. A to, co być powinno w ich wydaniu odpowiada w 100% neoklasycznej ekonomii uzupełnionej rawlsowskimi bredniami.
I choćby z tego powodu należałoby im porządnie dokopać. Być może odrobina traumy nakłoniłaby jednego z drugim bałwana do wyłączenia telewizora i włączenia rozumu (nie uwierzysz, ale nawet w PAP od rana do nocy chodzą telewizory na cały regulator z TVN24 na tapecie!). W 99% przypadkach to jest tłumek pozbawionych jakichkolwiek kwalifikacji i rzetelnej wiedzy kretynów z obowiązkową manią grandiosa i syndromem nastolatka (coś jak duża część tego forum):)
Ale - niestety - pogorszenie opodatkowania tych idiotów widziałbym tylko w wyodrębnieniu ich z grupy tfu-rców (co nie jest łatwe ale też nie jest chyba niemożliwe). Kłopot w tym tylko, że platfusy z całą pewnością się do tego nie wezmą, bo przecie tylko media utrzymują w stanie mobilizację tą armię zliberalizowanych półgłówków spijających z ich ust każde słowo jak ambrozję:D
JdC
Nie chcę cię straszyć, ale z tą swoją oceną "przydatności" zawodów jesteś niemal dokładną kopią Marksa (z tą różnicą, że on był zbyt wykształcony i dobrze wychowany, by zachowywać się jak królik w rui:D) i Comte'a (zanim trafił do wariatkowa:D)
el f [ RONIN-SARMATA ]
Attyla
Post 2 - mimo wszystko, nie bardzo rozumiem dlaczego dziennikarz pobierający pensję w redakcji ma być inaczej opodatkowany niż ktokolwiek inny.
"Możesz mi wierzyć lub nie, ale są bardzo poważne merytoryczne argumenty na utrzymanie tej wysokości." - a możesz je przedstawić? Chętnie bym się dowiedział, jakie to argumenty tłumaczą ten przywilej dla jednej grupy podatkowej a odmawiają go innym grupom.
Dzikouak [ Konsul ]
To jest jeszcze bardziej skomplikowane. Ten podatek to nie jest zwykła ulga, a rekompensata za przeniesienie praw autorskich. Innymi słowy, człowiek piszący coś na zlecenie zrzeka się swojego dzieła i nie może sam z niego później korzystać. Nawiasem mówiąc, niegłupim rozwiązaniem byłoby pozostawienie tej ulgi dla ludzi prowadzących własną działalność i samodzielnie opłacających skladki ubezpieczeniowe.
W sumie można by to było rozwiązać jeszcze lepiej - skoro ulga odnosi się do przekazania praw autorskich do dzieła, to powinna ona dotyczyć wyłącznie ludzi rozliczających się na zasadzie umowy o dzieło, zaś artyści-etatowcy dostający pieniądze m.in. za pierdzenie w stołek już by się na to nie załapali. I z grubsza o to chodziło pomysłodawcom ulgi.
Zresztą, porównanie jest średnio trafione, bo ulga podatkowa to coś zupełnie innego, niż wcześniejsza emerytura (mnie nie podoba się ten pomysł, ale nie mam nic przeciwko ulgom na dzieci, dodatkom mundurowym, dodatkom za pracę niebezpieczną - każdy zawód ma bowiem swoją specyfikę). Nie mam też nic przeciwko, żeby górnik był dobrze opłacany za swoją pracę, ale niech nie wciska kitu, że jego praca jest jakoś szczególnie cięższa i bardziej niebezpieczna od pracy rybaka morskiego czy budowlańca. To samo się tyczy np.: policjantów i ochroniarzy.
P.S. Ulga nie dotyczy tylko "artystów", gdyż obejmuje ona też tłumaczy, korektorów i redaktorów wszelkiej maści, a także np.: copywriterów, grafików, twórców serwisów internetowych, a także wielu <baczność!>twórców gier komputerowych!<spocznij!>.
Herr Pietrus [ Gnusny Leniwiec ]
"To jest jeszcze bardziej skomplikowane. Ten podatek to nie jest zwykła ulga, a rekompensata za przeniesienie praw autorskich."
Hmm... A tej teorii nie słyszałem.
No i przecież nikt nie przenosi praw autorskich za darmo, a zwykle chyba nei jest to jednorazowa opłata, tylko umowa na procent od zysku z późniejszej eksploatacji dzieła...
Racje merytoryczne też mnei ciekawią. Czyżby te 50% miało zrekompensować koszty prądu pochłonietego przez włączony komputer takiego pismaka? :D
Swoja drogą, myslałe że mirencjum wspomni o Tusku u Lisa i o tym, jak sie Lis zjeżył na słowa premiera o odbieraniu dizennikażom i publicystom zarabiającym xx tysiecy na miesiac i majacych "gęby pełne frazesów" :D
To było piękne, chyba sie Tomek takiego frontalnego ataku nie spodziewał...
Attyla [ Legend ]
Dzikouak
To jest zupełna nieprawda. Coś takiego może pisać, ktoś, kto zupełnie zna prawa autorskiego i praw pokrewnych.
Przede wszystkim zakłada to automatyzm, więc brak oświadczenia woli właściciela praw do przeniesienia tych praw. tymczasem aby przeniesienie praw autorskich było skuteczne, konieczne jest wyraźne oświadczenie woli.
Zresztą nie ma najmniejszego powodu, by za przeniesienie praw autorskich na pracodawcę płaciło państwo.
el f
Nie mam teraz czasu zabrać się za to. Postaram się opisać to w najkrótszym możliwym terminie.
Dzikouak [ Konsul ]
@Attyla Przede wszystkim zakłada to automatyzm
Przeczytaj jeszcze raz, co napisałem o umowie o dzieło i pomyśl, dlaczego ująłem to właśnie w taki sposób. I dlaczego nie mam nic przeciwko uldze wyłączniew przypadku umopwy o dzieło (bo też uważam, że ludzie zatrudnieni powinni wszędzie płącić takie same podatki).
Zresztą nie ma najmniejszego powodu, by za przeniesienie praw autorskich na pracodawcę płaciło państwo.
Państwo za nic w tym przypadku nie płaci.
No i przecież nikt nie przenosi praw autorskich za darmo
W przypadku tłumaczeń i redakcji tak to zwykle wygląda :o)
mirencjum [ operator kursora ]
Dzikouak --> Jesteś prawnikiem?
Attyla [ Legend ]
el f
Zgodnie obietnicą:
Jak wiesz ustawa o PIT zakłada równoległe funkcjonowanie kilku rodzajów przychodów, w odniesieniu do których obowiązują inne zasady opodatkowania. Między nimi znajduje się przychód z tytułu praw autorskich (tj. przychód należny w związku z udostępnieniem praw autorskich do określonego dzieła osobom trzecim.
I na początek należałoby zaznaczyć kwestię podstawową, związaną niemal wyłącznie z dziennikarzami. Otóż od pewnego czasu przyjęła się praktyka traktowania części przychodów uzyskiwanych z umowy o pracę jako przychodów z oddania praw autorskich. I prawdopodobnie o tym pisał Dzikouak, choć tego zupełnie pewnym być nie mogę.
Praktyka ta polega na tym, że umowa z dziennikarzem zakłada równoległe funkcjonowanie dwóch rodzajów umów: umowy dziennikarskiej i umowy sprzedaży praw autorskich z produktów powstających właśnie w ramach tejże umowy o pracę. W normalnych warunkach zatem całość przychodów dziennikarza (za wyjątkiem tych, którzy nie są zatrudnieni w ramach umowy o pracę) winna być traktowana jak przychody z umowy o pracę i opodatkowana jak np. praca tramwajarza. I słusznie, bo jeżeli pracę dziennikarza zredukuje się do zadań niedziennikarskich, okazuje się, że zarówno umowa o pracę jak i umowa sprzedaży praw autorskich są pozorne i w całości podlegają skrajnie sprzecznym interpretacjom.
Podobna sytuacja była w odniesieniu do osób pełniących funkcje zarządcze. Z tą różnicą, że w odniesieniu do nich władza nie bała się ustanowić przepisów, które mimo faktycznego wyodrębnienia tego rodzajów w ustawie o PIT, opodatkowują przychody z tego tytułu niemal dokładnie tak jak przychody z umowy o pracę.
Ale nie od dziś wiadomo, że media to nie to samo, co menedżment:)
Po pierwsze jest to grupa niemal totalnie zindoktrynowana neoliberalizmem, więc niezdolna do zrozumienia jakichkolwiek powodów formalnych skłaniających do wniosku, że praca dziennikarska jest pracą w celu wytworzenia produktu chronionego prawem autorskim, i że w przypadku, gdy wszystkie te prawa automatycznie i w całości przenoszone są na pracodawcę, powinny być traktowane tak, jak wytworzenie przez - dajmy na to - ślusarza - jakiejś części, która przecie teoretycznie umożliwiałaby równoległe opodatkowywanie jego pracy na zasadzie umowy o dzieło i umowy o pracę, choć i tu nie miałoby sensu z tego względu, że "nagle" praca jego stałaby się bezproduktywną, a zatem pozbawioną ratio (co ma miejsce w odniesieniu do dziennikarzy).
Z tego punktu widzenia praktyka stosowana przez koncerny wydawnicze jest bezprawna i winna być przedmiotem zainteresowania organów podatkowych a nie ustawodawcy.
A teraz ratio utrzymania 50% KUP:
1. zasada odnosi się do osób, które WE WŁASNYM ZAKRESIE tworzą dzieła chronione prawami autorskimi;
2. praca nad takimi dziełami często angażuje całość sił i środków twórcy,
3. nie jest możliwe określenie wydatków związanych z wytworzeniem takiego działa (głównie z uwagi na kretyńskie rozdzielenie w prawie podatkowym wydatków osobistych (np. pożywienia, czy literatury nie związanej bezpośrednio z przychodem - nie wiem - prac filozoficznych, które wpływają na rozwój sił twórczych poprzez zmianę horyzontów intelektualnych czy wiedzy) i wydatków związanych z uzyskaniem przychodów (innymi słowy w ramach tego absurdu ignorowana jest konieczność reprodukowania sił wytwórczych, czy jak tego nie nazwać)
4. Z uwagi na kwestię powyższą działalność ta stoi w punkcie podważenia ratio apriorycznych założeń Konwencji Ogólnej OECD.
Stąd dla zachowania prawomocności tych zasad i uchronienia ich przez nadmiernym - tj. destrukcyjnym relatywizmem - wprowadzono wyjątek.
simian-raticus [ Generaďż˝ ]
Akcyzę trzeba zwiększyć na alkohol, papierosy i dopalacze natychmiast!