GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

Rok 2011 rokiem Miłosza

31.07.2010
08:57
[1]

rvc [ MORO ]

Rok 2011 rokiem Miłosza




Pan Miłosz wywoływał kontrowersję już dawno. Nie jest to nic nowego.


Były poputczik Miłosz

Przeczytałem w "Kulturze" (nr 45/46) artykuł Juliusza Mieroszewskiego Sprawa Miłosza. Autor twierdzi, że Miłosz nie jest nawet oportunistą i że "tego rodzaju postawa [nieufność do "nawróconego" Miłosza] jest obelgą dla narodu polskiego". Jeśli uwzględnimy inne podobne głosy, okaże się, że postać tego dyplomaty Bierutowego zaczyna się powoli wywindowywać na piedestał bohatera narodowego.

Sprawa Miłosza świadczy, że wielu ludziom brak wyobraźni w ocenianiu rzeczywistości "na dystans", jak to często obserwujemy u ludzi Zachodu. Będą czule reagowali na krzywdę psa lub kota w zasięgu ich wzroku, lecz nie potrafią wczuć się w tragedię Polaka-patrioty, od wielu lat pozbawionego ojczyzny. Miłosz rozczula do łez swym strasznym losem aktualnego "samobójcy", który wybrał gorzki chleb emigracyjny, by tylko nie iść na kompromis z swym sumieniem poety. I znikła gdzieś w tumanie słów i frazesów istotna postać poputczika, który przez wiele lat reprezentował za granicą narzucony Polsce rząd bolszewicki jako prawowitą władzę, opartą na demokracji ludowej i prowadzącą Polskę w krainę socjalizmu. Jeśli "nawrócony" Miłosz ośmiela się pisać w czasopiśmie emigracyjnym (Nie w nr. 43 „Kultury” ): "...cieszyłem się, iż półfeudalna struktura Polski została złamana...", łatwo domyślić się, w jakim świetle i w jakich barwach jako dyplomata Bieruta ukazywał obcym swoją ojczyznę.

Warto na tym miejscu przytoczyć z książki znakomitego publicysty Stanisława Mackiewicza (Cata) Lata nadziei (Londyn [1946], str. 145) opinię jego o całej grupie wileńskiej: i "...Było mi smutno i wstyd, że bolszewizm w Wilnie szerzyła grupa utalentowanych młodych ludzi najautentyczniej wileńskiego pochodzenia, których same nazwiska przypominały stronice Pana Tadeusza lub Pamiętniki kwestarza . Bujnicki nazywał się Nieściuszko Bujnicki i był prawnukiem starego miłego grafomana, który tak rzewnie opisywał północną Białoruś . Putrament... nazwisko to figuruje w sienkiewiczowskim Latarniku jako symbol starej, tęsknej litewskości, «Putrament z Piktumą...» - czytamy w Panu Tadeuszu. Miłosz... I oto ci ludzie, którzy powinni byli najlepiej rozumieć miłość kraju, pierwsi sprowadzali na niego infekcję wroga, zdradzali go, sprzedawali, sprzedawali także siebie, bez godności, o ileż gorzej niż zwykła kurwa.

Jakaż silna jest ta infekcja i jakże wielką mieliśmy rację, gdyśmy z nią walczyli. Dzisiaj podobno niejeden z tych poetów chadza w cylinderku, zajmując dygnitarskie stanowisko, sprzedawszy kraj własny, sprzedaje państwo całe. Może kiedyś poczuje do samego siebie pogardę, gdy znajdzie się po jakiejś czystce na Kołymie lub w republice Komi”.

Ale Miłosz ani na Kołymie, ani w republice Komi się nie znalazł. Uniknął losu wielu innych poputczików i setek tysięcy uczciwych Polaków. Był dostatecznie rozsądny, by w porę zostać na Zachodzie. Co więcej, znalazłszy się wśród nas, zachował się bezczelnie, topiąc prawdę w powodzi kłamstw. Sięgnął nawet po uznanie dla swoich zasług. Powinniśmy wymierzyć mu je w pełni.


***


Gdy Miłosz porzucił stanowisko dyplomaty regime' owego, z miejsca rozpętał olbrzymią reklamę (technika bolszewicka) dokoła swego wyczynu i swej wielkości jako poety. Głos Ameryki i "Kultura" wołają, że to wielki poeta, a sam Miłosz nie szczędzi sobie pochwał wszelkiego typu. Wyliczył, kogo przekładał, lecz skromnie opuścił pozycje najciekawsze, np. Przekłady z poezji Chin Ludowych ("Twórczość" z września 1950). Na str. 83 zbiór tych ludowych perełek rozpoczyna wiersz Mao Tse-tunga Śnieg. Imponujące! Aleja nie mogę wpaść w zachwyt, skoro jako poeta Miłosz jest już starą kobyłą, bo łupi swe wiersze od dwudziestu lat, możliwości rozwoju miał rozległe, a nie napisał jeszcze nic takiego, co by dorównywało np. wierszom Łobodowskiego.

Gdyby Miłosz po zerwaniu z regimem wypowiedział się jasno, szczerze, skromnie, gdyby umiał splunąć na tamtą rzeczywistość tak jak inni, którzy ją zgłębili, jak setki intelektualistów różnych narodowości, którzy poznali komunizm w praktyce, gdyby bez pozy i blagi poświęcił swój talent, wiedzę oraz doświadczenie zwalczaniu zła, któremu służył i który też szerzył, moglibyśmy uznać, że trzeba milczeć i zapomnieć o jego przeszłości.

Miłosz istotę bolszewickiego "komunizmu" rozumiał i rozumie doskonale. Widać to chociażby z artykułu Ketman w nr. 45/46 "Kultury". Mimo to Miłosz napisał swoje Nie, które właściwie jest pochwałą obecnej potwornej rzeczywistości w Polsce. Miłosz pochwala reformę rolną i uniwersytety zapełnione przez młodzież robotniczą. A oto co pisze na ten sam temat w "Kulturze", nr 45/46, Roman Palester w artykule Konflikt Marsjasza:

"Jakże cieszyć się z wielkiej ilości młodzieży chłopskiej i robotniczej na uniwersytetach, jeśli celem tych uniwersytetów jest uformowanie umysłów całkowicie bezkrytycznych i posługujących się wyłącznie obiegowymi sloganami obowiązującej teorii? A wyrażanie radości z przeprowadzenia reformy rolnej jest chyba niezdawaniem sobie sprawy z tragicznego losu, jaki ta «reforma» gotuje milionom ludzi.

Program jest maksymalny i niszczy zarówno samego człowieka, jak i te wszystkie wartości, które dotychczas nadawały życiu ludzkiemu pewien obiektywny sens".

Miłosz pisze: "Pisarze w krajach Zachodu nie mogą mieć pojęcia o opiece, jaką zapewniają ich kolegom państwa rządzone według zasad leninizmu- stalinizmu". Twierdzi, że zarobki ich w porównaniu z zarobkami robotnika czy urzędnika są "niebotyczne". Miłosz ma rację, tylko nie dodaje, kto i za jakie zasługi ma te "niebotyczne zarobki". Aby je mieć, trzeba wyrzec się godności człowieka i Polaka.

Miłosz twierdzi: "Wielcy pisarze przeszłości rzadko byli za ich życia honorowani. Zdychali z głodu, wyganiano ich z republik, wyśmiewano, uważano za wariatów i maniaków". Miłosz rzucił to twierdzenie właśnie "propagandowo" - dla uzasadnienia dalszych wywodów, dla efektu. Tak jakby pisał ulotkę dla mieszkańców państwa totalnego, nie troszcząc się o prawdę i przechodząc do porządku nad faktami historycznymi. Nie ma tu miejsca na obszerniejsze rozważenie tej kwestii. Ale wystarczy, jeśli podam tylko jeden przykład na dowód, jak twierdzenie Miłosza jest fałszywe. Gorki za caratu miał w Rosji sławę i dobrobyt, mimo że był pisarzem dla ustroju wrogim i szkodliwym. A jak z punktu widzenia ustroju szkodliwym, można zorientować się z tego, że potrafił rozpętać za granicą (w Europie i Ameryce) akcję przeciwko udzieleniu przez Francję pożyczki Rosji, przekonując wszędzie opinię publiczną, że te pieniądze są potrzebne reżimowi carskiemu do tępienia ruchów postępowych i umocnienia tyranii. Mimo to mógł wrócić do Rosji i dalej tam żyć za tegoż cara i dalej go zwalczać. Dopiero Stalin się z nim rozprawił. W Rosji, od najdawniejszych czasów, istniało wielu innych pisarzy krytycznych, postępowych albo wręcz rewolucyjnych i nie spotkał ich tak potworny los, jak obecnie spotkałby każdego pisarza-opozycjonistę, gdyby się pojawił.

Interesujące jest zdanie Miłosza o Rosjanach: "Kontakt z obywatelami tego kraju jest trudny, wspomnienia, jakie zostawiła armia wyzwalająca, nadmiernie skłonna do grabieży, złodziejstw i gwałtów - niemiłe". Tylko "niemiłe"?! ... A armia - naturalnie "wyzwalająca". Grabież zaś, złodziejstwa i gwałty (wyzwolicieli) tylko dlatego są Miłoszowi niemiłe, że nadmierne. Co innego, jeśliby robili to umiarkowanie, według planu leninowsko-stalinowskiego. Gdyby dziś, na przykład, zgwałcili Putramenta , jutro Jędrychowskiego, potem Broniewskiego, później Gałczynskiego, następnie Miłosza, może by to nawet było miłe... A jeśli bolszewicki pułk rabuje pociąg repatriantów polskich, jadących na zachód, to jest to nadmierne czy umiarkowane, czy normalne? Czy armię, która dokonywa gwałtów i grabieży, można nazwać "wyzwalającą"?

Ktoś mógłby przypuszczać, że niektóre wypowiedzi Miłosza są zwykłymi lapsusami, ale zdarzają się między nimi takie, które rozwiewają wszystkie wątpliwości, ukazując całą potworność psyche tego bierutowca. "Czy szczęście ludzi - pisze Miłosz - których horyzont myślowy jest ograniczony do kopania swoich ogródków, picia wina w kafejce i uprawiania hobbies, nie jest szczęściem idiotów? Nie do takiego szczęścia dąży ludzkość poprzez śmierć i terror. Czy idiota będzie sadzić róże w swoim ogródku, czy rąbać las w karnych brygadach, jest właściwie wszystko jedno".

Czyż nie jest to filozofia zimnych gadów, takich jak Dzierżyński? Dla nich cichy kąt skromnego człowieka i jego spokój są nienawistne. Im jest właściwie "wszystko jedno", czy zwykły człowiek stworzy sobie cichą przystań życiową, czy gnije w łagrze. Ale o swoją osobę taki dialektyk jest bardzo troskliwy. Tak troskliwy, że nawet swe wylądowanie wśród nas nazwał "samobójstwem".

Spostrzegłem, że urokowi tego "samobójcy" uległo wielu ludzi, którzy naiwnie wytłumaczyli sobie jego zmianę frontu albo jako rezultat kryzysu w zapatrywaniach politycznych, albo jako bunt poety, który nie mógł pójść na kompromis z sumieniem. Zygmunt Zaremba np. ironicznie nazywa ("Kultura", nr 45/46) krytykujących Miłosza "emigracyjnymi Katonami" o "z góry powziętej niechęci, opartej na jedynej przesłance, że Miłosz służył regime'owi warszawskiemu. To kryterium - pisze p. Zaremba - dla oceny ludzi z kraju w żadnym wypadku wystarczyć nie może, wobec zaś Miłosza w szczególności się nie nadaje".

Lecz Miłosz nie jest człowiekiem "z kraju". Miłosz jest człowiekiem, który ze swojej zagranicznej placówki narzucony Polsce regime przedstawiał jako prawowitą władzę. Pan Zaremba pisze o grupie podobnych Miłoszowi typów: "Ludzie ci go prostu bałamucili się lewicowo, dziedzicząc po Żeromskim czy Strugu sympatię do świata pracy bez zadania sobie najmniejszego trudu zgłębienia jego życia i walk". Trzeba na to powiedzieć, że w gruncie rzeczy ludzie ci tylko innych bałamucili swą lewicowością, sami światem pracy pogardzali i przy najbliższej sposobności wzięli czynny udział w zaprzedaniu tego świata pracy obcemu najeźdźcy.

W związku z tym opowiem krótko, jak wyglądało "bałamucenie się lewicowe" na terenie Wilna niektórych przedstawicieli tej grupy w okresie okupacji. Henryk Dembiński przed wojną był prezesem katolickiego "Odrodzenia", stał się lewicowcem i przywódcą ruchu "wolnościowego" młodzieży uniwersyteckiej w Wilnie. Żadnego pionu nie miał. Komunizował lub reakcjonizował - zależnie od okoliczności. Gdy przyszli do Wilna bolszewicy, stał się pospolitym denuncjantem. Nawet wskazał bolszewikom tajne skrytki w archiwum miejskim, w których ukryto najcenniejsze dokumenty historyczne. Stefan Jędrychowski (drugi as grupy) od r. 1941 przebywał w Moskwie i tam tworzył "Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego", z którym się zjawił w lipcu 1944 w Chełmie. Przedtem też denuncjował i został skazany przez sąd tajny Armii Krajowej na śmierć. Teodor Bujnicki w piśmie bolszewickim "Prawda Wileńska" zamieścił wiersz Nasz kandydat, na cześć nie znanego nam kandydata do Wierchownego Sowietu, którego wilnianie musieli "wybrać", aby otrzymać pieczątki na paszportach - że głosowali.

W wierszu było takie zdanie: „Już się kończy łajdacko-kupiecko-szlachecka” ! Tak się cieszył polski poeta i "lewicowiec" z końca naszej niepodległości. Za swą denuncjatorską działalność został również skazany na śmierć, i wyrok wykonano. Ludzie ci byli oczami i uszami okupanta. Oni dopomagali wrogowi planować akcje przeciw nam. Oni wskazywali, gdzie są "reakcjoniści". Oni się zjawiali wraz z czołgami armii sowieckiej i znikali wraz z nimi lub konspirowali się wśród nas (aby przetrwać), nawet wciskali się do organizacji podziemnych.

Są dowody, że nawet wówczas potrafili denuncjować do gestapo tych patriotów polskich, którzy byli przeciwnikami Sowietów. Ich to zdrady, rady i pomoc umożliwiły potem bolszewikom stworzenie fikcji rządu polskiego z "woli narodu". Bez nich byłaby to tylko okupacja wojskowa obcego państwa. Nie była to "bałamucąca się lewicowo" grupka młodzieży, lecz banda podstępnych i bezwzględnych zdrajców.

Wówczas wpisałem do zeszytu wierszy młodego poety z konspiracji, uczciwego patrioty:

"Adamie, Adamie! Co się dzieje z poetami twego ukochanego Wilna? Nawet cwani enkawudziści nie umieją już odróżnić wierszoklety od bliadi i drogo płacą za stosunki z nimi. Biedne zaś kurwy płaczą zrozpaczone, widząc tak straszne pohańbienie swego fachu".

Ludzie ci jak szakale czyhali, kiedy Polska opadnie z sił i radowali się polskimi klęskami. A ponowna okupacja Polski przez wojska bolszewickie była dla nich radosnym dniem - ziszczała ich marzenia o władzy i karierach. I wiele dotkliwych dla Polski posunięć bolszewickich zawdzięczamy ich wpływom.


***


Przypadkiem trafiłem na jedną z drobnych usług poety Miłosza i nic w tym poetycznego znaleźć nie umiem. W "Dzienniku Polskim [i Dzienniku Żołnierza]" z 28 maja 1947 zamieszczono korespondencję z Waszyngtonu, pióra Vigila . Jest w niej taki fragment:

"Polonia Amerykańska sprowadziła dwie grupy sierot polskich z Indii oraz poważną grupę bezdomnych dzieci polskich z obozu Santa Rosa w Meksyku. Wszystkie te dzieci przeszły piekło zsyłki sowieckiej i ogromna większość z nich postradała rodziców na obszarach od Peczory , poprzez Kołymę do Kazachstanu.

Obecnie dzieci są w szkołach, pod znakomitą opieką, wiele z nich adoptowały rodziny amerykańskie, a kongresman Jan Lesiński, który jako przewodniczący kongresowej komisji imigracji i naturalizacji w poprzedniej kadencji Izby najwięcej napracował się nad sprowadzeniem dzieci - otoczony jest wdzięcznością zarówno ze strony małoletnich imigrantów, jak i ich opiekunów.

Inaczej rzecz się ma z p. Józefem Giebułtowiczem, pierwszym sekretarzem zespołu waszyngtońskiego, i p. Czesławem Miłoszem, który, jak Erenburg w «Prawdzie», w krakowskim «Przekroju» cierpliwie naucza Amerykanów demokracji.

Pewnego dnia obaj młodzi ludzie wmaszerowali do jednego z gabinetów Departamentu Stanu z interwencyjnymi wyrazami twarzy. Chodzi o te dzieci. Mają wrócić do Polski, szczególnie te z Indii, ale i te z Meksyku również. Rząd tego się domaga, bo rząd jest jedynym

31.07.2010
13:20
smile
[2]

Jedziemy do Gęstochowy [ PAINKILLER ]

Świetnie!

a PiS i Radio Maryja te dwa wrzodu na państwie Polskim za które mi teraz wstyd niech się wypchają!

Miłosz zasługuje na pomniki i lata swego imienia o wiele bardziej niż zdrajca Kłamczyński.

31.07.2010
13:27
smile
[3]

żbike [ Generaďż˝ ]

Brawo ciesze się bardzo.

31.07.2010
14:27
smile
[4]

Zenedon [ Burak cukrowy ]

Musi być jakaś przeciwwaga po roku Herberta.

31.07.2010
15:03
[5]

Hajle Selasje [ Eljah Ejsales ]

W ten sposób dojdziemy do punktu, w którym należałoby odpowiedzieć na ważkie pytanie, czy polska kultura ma być oparta o poczet wielkich twórców czy wielkich patriotów. Jeśli wielkich twórców, rok Miłosza nie powinien budzić wielkich wątpliwości. Jeśli wielcy twórcy mają być jednocześnie patriotami, będziemy się obracać w zaklętym kręgu kilku nazwisk. Możemy też promować Polskę przez przeciętniactwo, wybrać bezpieczną ścieżkę Jana Dobraczyńskiego.

Jeśli Polska chce być poważnym, silnym krajem to takich pisarzy jak Miłosz się bać nie może, zamiatać go pod dywan nie wypada. Taki rok Czesława Miłosza mógłby być świetny, pod warunkiem, że nie podeszłoby się do niego bałwochwalczo, tylko krytycznie, próbując odpowiedzieć na pytanie, czym dla Miłosza była polskość, skonfrontować myśl Miłosza z myślą Herbertowską, itp. itd. Jednym słowem powinien to być "Miłosz oczami Polaków", a nie "Miłosz oczami Gazety Wyborczej". Chociaż z tym może być ciężko :D

31.07.2010
16:53
[6]

Taven [ Generaďż˝ ]

Kolejny przykład schizofrenii religijnej pewnego nurtu katolickiej prawicy w Polsce, która w zadziwiający sposób "godzi" swoją wiarę z bezgranicznym oddawaniem hołdu swojemu ulubionemu złotemu cielcowi - państwu narodowemu. W mniemaniu jej przedstawicieli jakakolwiek próba polemiki z polskością, krytyki instytucji państwa jest niewyobrażalną i niewybaczalną zbrodnią, a nad czymś takim jak "estetyka" czy "walory artystyczne" góruje bliżej niezidentyfikowany "interes narodowy" i ocena wszystkiego przez pryzmat funkcji społecznej.

I choć nie lubię szafowania tym określeniem przez Wybiórczą - tak, są to zalążki faszyzmu :)

31.07.2010
16:56
smile
[7]

Jedziemy do Gęstochowy [ PAINKILLER ]

Ale wiecie co:

w sumie jak teraz patrze na to co się z Polską dzieje (PiS, afera z krzyżem, jego obrońcy, czczenie Lecha itp.) to mógłbym powtórzyć i podpisać się pod 90 % słów Miłosza na temat polaków (tych nieprzychylnych słów).

Chory kraj.

31.07.2010
17:00
[8]

N0wak [ Generaďż˝ ]

Nie lubie jego tworczosci, ale zwisa mi i powiewa czy bedzie to "jego" rok czy nie. Jak ktos go lubi to fajnie, ze uhonorowano jego tworczosc. Jak ktos go nie lubi to i tak nie powinen przeszkadzac mu "rok Miłosza".

31.07.2010
20:59
[9]

Bukary [ Generaďż˝ ]

Sprawa "roku Miłosza" pozbawiła mnie wszelkich wątpliwości: PiS to szkodliwa zbieranina zaślepionych ludzi. Wreszcie mogę to jasno powiedzieć.

A innym poszukiwaczom "mrocznych" kart biografii Miłosza również życzę powodzenia. I krzyżyk na drogę. (Aha, nie zapomnijcie przy okazji obalić kilku pomników Mickiewicza, Krasińskiego czy Słowackiego: to dopiero były typy spod ciemnej gwiazdy. Niechaj żyje wieszcz Rymkiewicz!).

31.07.2010
21:47
[10]

Hajle Selasje [ Eljah Ejsales ]

Chwila, chwila. Po pierwsze, protestująca grupka osób to tylko wąskie środowisko i utożsamianie go z PiSem jako całością jest oczywistą manipulacją. Nie sądzę, żeby taki Jan Ołdakowski szczególnie protestował, a i posłanka Sobecka to nie jest pierwszy garnitur posłów tej partii.

Po drugie, niemądrym jest odbieranie tym ludziom prawa do protestowania i automatyczne kwalifikowanie ich jako oszołomów. Śp. Czesław Miłosz nie jest świętą krową. Co więcej - jako osoba, która sama zajmowała wielokrotnie jednoznaczne i często kontrowersyjne stanowiska w sprawach publicznych, podlega z tej perspektywy normalnej krytyce, a gdy chodzi o dostępowanie zaszczytów, jakim niewątpliwie miałby być Rok Czesława Miłosza, podlega wręcz krytyce szczególnej.

W końcu byle kto nie może zostać postawiony obok postaci formatu np. Chopina. Oczywiście, możecie sobie życzyć, aby taki rzeczy stanowione były przez aklamację, ale każdy ma prawo do krytyki, o ile nie ucieka się do "Miłosz to Żyd!". Ja się z tą argumentacją nie zgadzam, co nie oznacza, że będę zaraz próbował całkowicie zdelegitymizować osoby ją wygłaszające i zakwalifikować jako oszołomów - odebranie tym ludziom prawa sprzeciwu niczym się w gruncie rzeczy nie rózni od prób wymazywania Miłosza z panteonu wybitnych polskich pisarzy XX wieku.

31.07.2010
21:56
[11]

Bukary [ Generaďż˝ ]

Daj spokój, Hajle. Nie rób "z szamba perfumerii". ;)

W końcu byle kto nie może zostać postawiony obok postaci formatu np. Chopina.

Trafiłeś kulą w płot. Że niby Chopin był taką kryształową postacią? Wolne żarty. A może Miłosz w dziedzinie poezji jest jakoś gorszy niż Chopin w muzyce? Ciekawe, jak to zmierzysz. A może jeszcze inaczej: Chopin wg Sobeckiej był "patriotą", a Miłosz - już nie? Jasne.

Był rok Gombrowicza. Tym bardziej może być rok Miłosza. Nikt nie wyklucza dyskusji. Ale niech będzie to dyskusja na poziomie. A nie jest, bo umiejętności interpretacyjne członków PiS-u szwankują (by nie powiedzieć: szwankuje w ogóle czytanie ze zrozumieniem).

31.07.2010
22:11
[12]

Hajle Selasje [ Eljah Ejsales ]

Jak się domyślam, nie chodzi tutaj o ogólną kryształowość postaci, ani tym bardziej o walory artystyczne, tylko o postawienie pytania, czy osoba o, jak najogólniej ujmując, takim, a nie innym stosunku do polskości, powinna być stawiana za wzór i propagowana. Są jeszcze ludzie, którzy uważają patriotyzm za wartość samą w sobie, co więcej, wartość nadrzędną. W dodatku patriotyzm ów definiują raczej węziej niż szerzej - mają do tego pełne prawo. To nie jest pytanie nieuprawnione, nikt nie wtrąca się w prywatne życie poety (do czego uciekł się np. Domosławski pisząc o Kapuścińskim), nie tropi jego żydowskości, krótko mówiąc - nie przekracza granic dobrego smaku. Ty tymczasem od razu rozprawiasz się z takimi ludźmi ad personam - to zwykli fanatycy i szkodnicy. Doskonale wiadomo dlaczego, wszak pada nazwa "Radio Maryja". Widać nadajesz z tymi ludźmi na podobnych falach, bo oni słysząc nazwisko Miłosza reagują analogicznie :D

Tak czy inaczej, szykuje się nam kolejny epizod wojny polsko-polskiej. Tym razem na odcinku kultury.

31.07.2010
22:59
[13]

Bukary [ Generaďż˝ ]

Ech, Hajle, jednak oprawiasz zwykłe gówno w ramki...

Za prostestami dotyczącymi ogłoszenia "roku Miłosza" kryje się taka argumentacja, jaka towarzyszyła manifestacji przeciwników pochówku Miłosza na Skałce. Już zapomniałeś? Oto kilka wyimków z "Naszego Dziennika" (podkreślenia moje):

W sobotę, 14 sierpnia 2004 r., telewizja podała wiadomość o śmierci Czesława Miłosza. Właśnie rozpoczęły się igrzyska olimpijskie w Atenach i ta wiadomość zeszła na drugi plan. Nie było też powszechnego poczucia straty, jak wiek wcześniej w Krakowie.

Najbardziej znany jest wiersz "Campo di Fiori", który zawiera historyczne kłamstwo, wielokrotnie wytykane przez historyków: na placu przy murze getta warszawskiego podczas jego likwidacji przez Niemców nie kręciła się żadna "polska" karuzela, na której wiatr "rozwiewał dziewczęce suknie" i wszyscy dobrze się bawili. (Oto świetny przykład braku umiejętności czytania na poziomie wyższym niż dosłowny).

wiadomość o literackiej Nagrodzie Nobla dla Miłosza przyjęliśmy z radością jako nagrodę dla Polski i dla "Solidarności". Nikt nie miał wątpliwości, że bez gdańskich robotników nie byłoby Nobla ani dla Miłosza, ani dla Wałęsy.

Mimo tych zastrzeżeń potraktowaliśmy z góry Miłosza - nieznanego wówczas w kraju poetę - jak wieszcza. (Pytanie brzmi: dlaczego wówczas nie publikowano Miłosza w Polsce i dlaczego pozostawał "nieznany"? Nie spodziewałem się, że "Nasz Dziennik" to organ bolszewicki).

Ojciec Jerzy Tomziński wspominał: "Witając się z Czesławem Miłoszem, zwróciłem się do niego z szacunkiem, ale bezpośrednio: 'Mistrzu! Napisz utwór o Matce Bożej!'. Powiedziałem to, co nosiłem w sercu!". Noblista nie spełnił jednak tej prośby. W księdze pamiątkowej zabytkowej biblioteki wymówił się frazesem: "wiersze nie są godne dostojeństwa Sanktuarium"...Ojcze Jerzy, zanurzony na co dzień w świętości i w polskości Jasnej Góry! Jakże ten poeta - pogardzający polskim "nacjonalizmem", wyrażający dziwaczne opinie o "polskim katolicyzmie" - miał napisać wiersz o Matce Bożej?!

Czego ten człowiek o małych stopach szuka na Skałce?

Szukam w myślach strof Miłoszowych, które po nim zostaną. Mam dobrą pamięć, czytałem chyba wszystko, co napisał. Pustka.

Jego możnym protektorem był sam Benjamin Goldberg, znany jako Jerzy Borejsza - szara eminencja, "administrator" od kultury pierwszych lat sowieckiego panowania w Polsce.

Zanim to nastąpiło, rozważał już ewentualność pozostania na emigracji. Nosił w kieszeni list polecający do amerykańskich masonów, który w 1945 r. otrzymał od Stanisława Stempowskiego" (wielkiego mistrza masonerii - przyp. Sz.S.). Czy on sam był "wtajemniczony"? Wiele mówią jego obsesyjne wręcz zainteresowania gnozą i manicheizmem, przy równoczesnej nienawiści do katolicyzmu...

I inne docinki ad personam (dotyczące m.in. znajomych Miłosza), których nie warto nawet wklejać. A więc mason, poplecznik Żydów, komunista, marny i nieznany poeta, który nienawidzi Matki Boskiej, a Nagrodę Nobla otrzymał za zasługi innych (to ostatnie było również sztandarowym hasłem komunistów).

Przestań więc udawać, Hajle, że mamy do czynienia z rzeczową krytyką, która "nie przekracza granic dobrego smaku". To raczej szczekanie bandy idiotów, których wiedza teoretycznoliteracka nie przekracza poziomu szóstoklasisty i którym brak elementarnych umiejętności interpretacyjnych oraz właśnie "dobrego smaku" (także w rozumieniu Herberta). Wstyd. A ty ich jeszcze broń, bo chodzi o "definicję patriotyzmu". Jaaasne. Gratulacje.

Nawet jeśli taka grupka ignorantów coś złego wskóra,

to jednak zostanie
Słowo raz obudzone przez nietrwałe usta,
Które biegnie i biegnie, poseł niestrudzony,
Na międzygwiezdne pola, w kołowrót galaktyk
I protestuje, woła, krzyczy.

A na koniec jeszcze jeden - gorzki i bardzo adekwatny - fragment z Miłosza:

Kto mówi o historii jest zawsze bezpieczny,
Przeciwko niemu świadczyć nie wstaną umarli.

Jakie zapragniesz możesz przypisać im czyny,
Ich odpowiedzią zawsze będzie milczenie.

Z głębi nocy wynurza się ich pusta twarz.
Nadasz jej takie rysy jakich ci potrzeba.

Dumny z władzy nad ludźmi dawno minionymi
Zmieniaj przeszłość na własne, lepsze, podobieństwo.

01.08.2010
00:34
[14]

rvc [ MORO ]

Przykro panowie że odebraliście mój wątek politycznie. link był podany jako info, reszta historia.

teraz polecam przeczytać komentarz pod linkiem i życiorys Sergiusza Piaseckiego .


tak moim zdanie to postać kontrowersyjna zarówno Miłosz jak i Piasecki . Jeden zdrajca drugi morderca .Z tym że znają jednego i polskie sławi jedni nazwisko ,

pozdrawiam

ps. przed dyskusją prosze o zapoznanie sie z tekstem z 1 postu i życiorysem SERGIUSZA

01.08.2010
10:16
smile
[15]

Jedziemy do Gęstochowy [ PAINKILLER ]

Najbardziej znany jest wiersz "Campo di Fiori", który zawiera historyczne kłamstwo, wielokrotnie wytykane przez historyków: na placu przy murze getta warszawskiego podczas jego likwidacji przez Niemców nie kręciła się żadna "polska" karuzela, na której wiatr "rozwiewał dziewczęce suknie" i wszyscy dobrze się bawili. (Oto świetny przykład braku umiejętności czytania na poziomie wyższym niż dosłowny).

hahhah, ale buractwo - sam Jurgen Stroop dowodzący akcją w getcie wydał rozkaz postawienia na placu karuzeli o której Miłosz pisał, sami powstańcy o niej mówili.

01.08.2010
16:13
[16]

Hajle Selasje [ Eljah Ejsales ]

Bukary---->

Cóż, pozostaniemy przy swoich zdaniach. W temacie Roku Miłosza nie wiadomo mi, żeby ktokolwiek użył do tej pory podobnej, niegodnej argumentacji. Odpowiedzialność środowiskowa i wkładanie ludziom w usta tego, co "zapewne mają na myśli" ma swoje granice. Ty zaś zdążyłeś tych ludzi obrazić już wielokrotnie, pisząc o szambie, gównie w ramkach i innych smakowitościach.

Jeszcze w temacie zwracam uwagę, że takie niewybredne ataki na Miłosza niektórych środowisk są w dużej mierze negatywną reakcją na wszystkie ataki, które śp. Miłosz kierował pod adresem "ciemnogrodu" i niebezpiecznych kato-endeków. Ktoś złośliwy powiedziałby, że takie teksty są pośmiertnym triumfem pisarza, dowiedzeniem jego tezy o istnieniu w Polsce niebezpiecznego, katolickiego i narodowego szowinizmu, przed którym tak lubił straszyć.

Pozdrawiam.

© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.