
perto1 [ Konsul ]
Slash- Nowy album tuż, tuż!
(Nie widziałem, by ktoś założył taki wątek wcześniej, więc... Co mi tam! :])
Nowy album slasha- rockowego gitarzysty- zbliża się wielkimi krokami! Jako fan Slasha i rocka w ogóle, nie mogłem Wam o tym nie opowiedzieć. :] Album będzie można kupić w Polsce oczym sam długo nie wiedziałem. :) Zachęcam do zapoznania się z tym tytułem. Na próbę polecam wysłuchać dema płyty:
Zrobiło to na mnie wrażenie, mimo dość kontrowersyjnej wersji "Paradise City", która nie każdemu fanowi rocka może przypaść do gustu.
Tak czy inaczej- ja już nie mogę się doczekać. :)

kubomił [ Legend ]
No, no. Zobaczymy.
faner [ Druid Ewenement ]
Eee tam... Wiedziałem już 2 tygodnie temu...
perto1 [ Konsul ]
Ja też nie widziałem go dopiero dzisiaj, ale robię o tym wątek. To dziwne? :]

Snakepit [ aka Hohner ]
No brzmi to całkiem całkiem, kawałek stricte rockowego grania :)
Todd Rusell [ Zly z Natury ]
Interesujące jest to że album Slash - Slash jest już dostępny gdzieś tam.
Ale to nie moja muzyka.
rog1234 [ Gold Cobra ]
Właśnie słucham, w Japonii wyszedł wczoraj. Jest genialny. Zdecydowanie najlepiej wypadli Lemmy, M. Shadows, Koshi Inaba (to że jego utwór nie trafi do wszystkich, tylko na edycje Japońską to jak okroić album z najlepszego utworu kurcze. Tyle że tych "najlepszych utworów" jest tu od cholery) i Fergie. Płyta jednak ogólnie zmiata, czekam na premierę australijską, tam będzie kawałek z Nickiem Oliverim :D Ozzy też nie najgorzej, o dziwo jego kawałek jest bardziej w stylu Ozzy'ego niż ostatnie płyty. Cornell się za to moim zdaniem nie popisał - fajne granie (i od Scream na pewno lepsze), ale mogło być lepiej.
BTW
Gitara w nowej wersji, ta którą lubię najbardziej, rytmiczna, riffy, itd. w nowej wersji Paradise City brzmi IMHO o klasę lepiej. Zaje*iste pier****cie ma.
Ok, teraz skoro w normalnej jakości mam te utwory mogę powiedzieć jedno - album przy genialnie. Mięsiste, bogate gitary, perkusja najwyższych lotów, wokaliści niezłomnie dają czadu utwór za utworem, tu nie ma słabego punktu. Są tylko dwa IMHO średnie (I Hold On z Kid Rockiem i Promise z Cornellem). Najfajniejsza płyta jaką słyszałem od Them Crooked Vultures. Pewnie później rozpiszę się bardziej :D Teraz wracam słuchać. Slash nie zrobił na mnie takiego wrażenia od premiery "Contraband".
Snakepit [ aka Hohner ]
a nie uwazasz ze za duzo jest balladowatych utworow?
Todd Rusell [ Zly z Natury ]
Jednak to nie moja muzyka.
Przesłuchałem te urywki z postu [1] gdzie jest link,
i mi się nie podoba.
Jednak wole Metallice :)
Snakepit [ aka Hohner ]
Todd - Slash i Metallica? Toż to 2 skraje "podobnej" muzyki :) Nie ma co porównywać :)
PS. Nothing To Say rwie d00pę :D
rog1234 [ Gold Cobra ]
Snakepit
Rzeczywiście jest ich dość sporo, ale nie męczą. Są też takie ot akurat żeby puszczali je w radiach (Promise zwłaszcza, jest aż do bólu radiowe, choć ja osobiście jeden taki kawałek na albumie nawet lubię usłyszeć, taki fajny "relaksator"). Wprawdzie wolałbym zamiast jednej czy dwóch ballad jakieś kawałki w tej fajnej "nowo-metalowej" estetyce jak Nothing to Say (czuć ducha Avenged Sevenfold, lecz gitary są u Slasha mniej "shrederskie" niż w A7X), ale nie będę zrzędził, bo w sumie nie ma na co. Mam tylko chrapkę na wspomniany utwór z Oliverim. 30-sekundowy sample brzmi zabójczo.
Ogólnie Slash uzyskał fajny efekt, w każdym kawałku czuć że tu gra nam Slash, ale każdy utwór jest inny, w każdym goście wprowadzają inną atmosferę. Dzięki temu albumu super słucha cię od początku do końca, nie nuży.
Snakepit [ aka Hohner ]
Jak dla mnie alb7um by sie mogl składać z samych utworów jak nic do powiedzenia :D wymiatacz :D
Snakepit [ aka Hohner ]
Ok po spokojnym przesluchaniu albumu 2x stwierdzam, że....NIESTETY JESTEM NA NIE :(
Czemu? Za spokojne, jeden czy dwa kawałki stricte slashowo-rockowe, reszta za wolna...nie tego oczekiwałem od ex gitarzysty GN'R ktory uciekł bo było za mało rocka a za dużo delfinów oraz VR gdzie grali stricte rocka...
ech ech ech
pooh_5 [ Czyste Rączki ]
Na album czekam już parę ładnych miesięcy. Jest dość mocno reklamowany, w ostatnim wydaniu Classic Rock nawet postawiono tezę że "album ma szansę zostać pierwszym wybitnym dziełem w tym wieku" :), ale po przesłuchaniu większości kawałków niestety mnie nie porwał. Utwór z Fergie ok, instrumental ok, Inaba ok, świetny "By the Sword" i zupełnie nijaka reszta. Kupić kupię, ale liczyłem na coś więcej...
Może ktoś rzucić link do kawałka z Oliverim?
rog1234 [ Gold Cobra ]
Nareszcie jest! Z jednej strony szkoda że to tylko "inna" wersja Nothing to Say, z drugiej strony... Oliveri to Oliveri, tego się po prostu zaje*iście słucha.
faner [ Druid Ewenement ]
Przesłuchałem cały, Slash w niezłej formie :).

Saul Hudson [ Legend ]
A ja jestem dość zadowolony choć przyznam, że liczyłem na więcej instrumentali. Dostałem jednego, ale za to rozpierdalacza jakich mało (mowa o "Watch This"). Slashowe solówki jak zwykle brzmią zajebiście, uszy aż same chcą klaskać :P. A czy za dużo jest ballad? Nie powiedziałbym. Wg mnie jest akurat.
Zauważyłem natomiast inną rzecz. Mianowicie - Slashowi chyba tęskno do współpracy z Axlem Rosem, bo wielu jego gości zaproszonych do nagrań śpiewa bardzo wysoko, przez co odniosłem wrażenie uzyskania efektu wokalisty G'nR (vide Fergie) :) Nie wiem czy Slash zrobił to umyślnie czy nie ale daje to do myślenia :P

pawcyk3 [ Prawie jak Steven Seagal ]
<<<< Lemmy
Póki co przesłuchałem tylko raz, ale wrażenia raczej pozytywne.

Saul Hudson [ Legend ]
Słucham już któryś raz z kolei tej płytki i jestem zmuszony stwierdzić, że kilka kawałków jest naprawdę przezajebistych! Z reguły jest tak, że 1, max 2 kawałki z krążka mnie rozwalają całkowicie. A tutaj jest kilka takich :D Slash jest wielki
Valem [ Makaron Shakaron ]
Ale to jest jeszcze wersja demo plyty?
Snakepit [ aka Hohner ]
[15] ale padaka, tego sie sluchac nie da :/
ech Slash cos Ty narobil...
rog1234 [ Gold Cobra ]
Mała rewelacja pośród bonus tracków - angielska wersja Sahara. Miły dodatek, fajnie się słucha. Ale i tak wolę oryginał :)
Ale to jest jeszcze wersja demo plyty?
Skąd ten pomysł? Płyta wyszła 31 marca oficjalnie, żadne dema ani nic.
ale padaka
Mnie tam się podoba, po prostu ryczący Nick.
dziadowski kawałek
A tego to już w ogóle nie rozumiem. Sahara zmiata wokalem (Inaba to Inaba - nie lubię j-rocka, ale ten to potrafi dać czadu), riffy to standard (pentatonika, bo co tu się rozpisywać), energiczne solo. Nie ma w tym ni krzty dziadostwa.
co to ma wspolnego z rockiem? nic...do tego dźwięk gitary i solo mega z dupy...
Bo to nie jest kawałek rockowy. To taki eksperymentalny bonus track na zasadzie (z bookletu wersji Australijskiej) "wypiłem z Nickiem parę piw i gramy". Miły dodatek, nic więcej.
Snakepit [ aka Hohner ]
[22] dziadowski kawałek, ale lepiej brzmi po angielsku i tak
rany ale sie zawiodłem :/
Mnie tam się podoba, po prostu ryczący Nick.
co to ma wspolnego z rockiem? nic...do tego dźwięk gitary i solo mega z dupy...
Podobaja mi sie 2-3 kawalki po X odsluchaniach plyty a reszta IMO na smietnik...
A tego to już w ogóle nie rozumiem
po prostu mi sie totalnie nie podoba, od rytmu poprzez wokal az do calej nijakości, nawet nie potrafie sie wyslowic, jakis taki slodki bueeee...OK MA DOBRE SOLO, totalnie slychac ze gra je Slash
Bo to nie jest kawałek rockowy.
no i wlasnie nie wiem co tam robi Slash...stracil w moich oczach i uszach dużo
Snakepit [ aka Hohner ]
ja po prostu czekałem na powiedzmy 10 kawałków z czego 7 stricte hard rock w najlepszym wydaniu połowy lat 80', ze 2 balladki i jeden porządny instrumentalny...a dostałem mix'a, coś jak jedzenie kurczaka z czekoladą, osobno wszystko ok, ale razem?
Saul Hudson [ Legend ]
Hohner --> tak z ciekawości - jak oceniłeś ostatni album G'n'R?
Snakepit [ aka Hohner ]
Najpierw mega podnieta, potem powolne dochodzenie do wniosków, a potem wnioski, że z rockiem to też ma nie wiele wspólnego i że tak na prawdę podobają mi się 3-4 kawałki i album powinien powstać pod innym szyldem.
tosiek2142 [ Black Dog ]
A mi się przynajmniej 80% piosenek podoba :)
Snakepit [ aka Hohner ]
BY NIE BYĆ GOŁOSŁOWNYM, PRZESADZIŁEM ZE ŚMIETNIKIEM DLA NIEKTÓRYCH UTWORÓW, ALE:
- Kill The Ghost - mocny punkt albumu, rytmiczny, dobry wokal, stricte slashowe solo
- Crucify The Dead - bez Ozziego nie brzmiało by to tak dobrze, na + ogólnie, w miare spokojne ale i troszke pieprznięcia, stonowanego ale jednak, solo grane na przetworniku przy gryfie, brzmi zbyt butelkowo IMO
- Beautiful Dangerous - no ja rozumiem, że Fergie może się podobać, mam mocno mieszane uczucia, fajny refren...reszta przypomina mi hmh, stricte popowy utwór z gitarami...solo na +
- Back From Cali - absolutnie nie podoba mi sie wokal, sam utwór bezpłciowy, nudny, choć przypomina mi dokonania VR...solo na minus, krótkie i nijakie
- Promise - dobry wokal, zmarnowany potencjał poprzez kolejne słodkie riffy, w połowie troszkę lepiej, rockowo-nostalgicznie i całkiem udane solo, ale za krótkie
- By The Sword - mocny punkt albumu, mimo, że kawałek dość spokojny to wpada w ucho a piszczący wokal przypomina wiadomo co/kogo...pasuje mi troszkę do jakiegoś nowocześniejszego westernu, nie potrzebne krzyki przed bardzo dobrym solo
- Gotten - powolne, dupny wokal, absolutnie nie "pociąga" mnie w żaden sposób...przypomina mi U2 połączone z jakimś bożyszczem 15 latek...pitu pitu z troszke zagubionym solo, nie wiem jak to ująć, nie pasuje tam IMO
- Doctor Alibi - walczę z myślami gdyż nie jestem wielkim fanem Lemmiego...nie potrafię się wypowiedzieć, muzyka prosta jak drut, wpadająca w ucho, i bdb solo, ocenę tego utworu pozostawię sobie na kiedyś
- Watch This Dave - jak na utwór z multiinstrumentalista z Nirvany to oczekiwałem czegoś więcej, te chwilowe przestoje absolutnie nie pasują a i sam mix taki, że ciężko się skupić na muzyce...po 2 minutach lekka zmiana i solóweczka spokojna przeradzająca się w coś ostrzejszego, jednak sam rytm i to co "pod" solówką psują jak dla mnie klimat...no i brak pomysłu na koniec utworu
- I Hold On - lalalalaaaaa I hold on, because I can't let go lalalaaaaaaa...I hold on....<so sweet> no nie podoba mi się i już, wokal mi się nie podoba, sama konstrukcja utworu też...jestem na nie (oprocz oczywiscie solówki), za "słitaśno", przypomina mi jakiś film gdzie zakochana para w deszczu biegnie do siebie i pada sobie w ramiona...
- Nothing To Say - KILLER! Nic dodać nic ująć...zajebisty utwór, tego oczekiwałem, mocne pieprznięcie i super solo
- Starlight - kolejne słodkie, nudne lekko rockowe granie...nic co by mnie porwało i kazało słuchać ponownie...nie ratuje go nawet solo bo jest takie sobie...
- Saint Is a Sinner Too - pitu pitu znowu...aczkolwiek gdy nie ma wokalu to jest w miarę ciekawie, mogłoby wokalu w ogóle nie być, i znowu problem z zakończeniem utworu
- We're All Gonna Die - ok mamy Iggiego, na wstępie to plusik...jemu dużo wybaczę. Ale na szczęście tutaj nie muszę nic wybaczać, podoba mi się (ale nie na tyle by powracać co 2 dzień na playliście) szkoda, że solo pod koniec tak mocno schowane pod wokalem i perkusją gdzieś na dole lewego kanału...
- (Paradise City @ Cypress Hill @ fergie) - przykład jak NIE nagrywać ponownie klasyków. Fergie jeszcze jako tako na +, o CH się nie wypowiem bo bym klął...no i to co mnie zbiło z nóg, zupełnie inne solo, i OCZYWIŚCIE SPIEPRZONY MASTERING, solo schowane głęboko pod perkusją i wokalem...ogólnie jednak...mały plusik z sentymentu?
Zły mastering całej płyty jak dla mnie, dźwięki się zlewają, słaba perkusja ogólnie na całym albumie. Ech, co mi się podoba to zaznaczyłem na grubo.
wolatren [ Pretorianin ]
SWIETNY ALBUM!