GRY-Online.pl --> Archiwum Forum

IPN

19.03.2010
00:12
[1]

Master BaraBaron [ Pretorianin ]

IPN

Jakie jest wasze zdanie na temat IPN?Czy jest upolityczniony?Czy powiniem zostać zmieniony czy wogole go nie być

Dzisiaj sejm przegłosowal ustawe według mnei jest upulityczniony i dlatego trzeba go zmienić ale nie usunąć

19.03.2010
00:26
[2]

rvc [ MORO ]

Z IPN sprawa jest taka że jak bada mordy komunistycznej partyzantki , to lewica drze jape . Gdy się bierze za NSZ prawicy się nie podoba. Badając sprawy z najnowszej Historii i demaskując agentów SB zagraża i lewym i prawym. Jak się nie odwrócisz dupa z tyłu . Zostawił bym jak jest , nawet jak jest upolityczniony

19.03.2010
00:42
[3]

eros [ Senator ]

Upolityczniony to dopiero teraz bedzie. Dzieki pomyslowosci kochanych poslow prezes IPN bedzie znacznie bardziej przyjazny i dostepny aktualnie rozgrywajacym, w zwiazku z czym nasza historia stanie sie o wiele bardziej milusinska i pelna milosci.

19.03.2010
14:30
smile
[4]

RazPuding [ Konsul ]

coraz pustsze te wątki. coś tak jakby ubywa?

19.03.2010
16:18
smile
[5]

Karrde [ Visual Effects Artist ]

Do pełni szczęścia brakuje już tylko byś i ty ubył.

19.03.2010
16:20
[6]

dranzer8 [ EXTERMINATE!!! ]

nvm

19.03.2010
18:35
smile
[7]

RazPuding [ Konsul ]

karrde - filistrze - nie wiem czy to dobrze świadczy o Forum gdy znikają posty bez żadnego uzasadnienia. zwłaszcza w takim drażliwym temacie jak orwell'yzm "jaśnie-Wam-panującej-platformy" :/

dla zainteresowanych polecam dogłębną analizę Aleksandra Ściosa:


Projekt zmian w IPN autorstwa PO, zmieniający zasady wyboru władz IPN i poszerzający dostęp do akt Instytutu, realizuje słuszne cele i służy nadrzędnemu celowi, jakim jest odpolitycznienie IPN „ – głosi komunikat rządu i nie przypadkowo treść oświadczenia przypomina bełkot propagandystów PRL.
Zapisy, jakie znalazły się w obecnym projekcie świadczą, że chodzi o całkowite zawłaszczenie instytucji historycznej oraz pozbawienie jej podstawowej roli śledczej i edukacyjnej.
Pod pozorem zapewnienia „neutralności politycznej” IPN, próbuje się wprowadzić do ustawy przepisy skonstruowane w taki sposób, by bez problemu móc odwołać szefa Instytutu zwykłą większością sejmowych głosów, a jego kompetencje scedować na rzecz Rady, formowanej pod dyktando władz największych polskich uczelni. Odtąd członkami rady IPN będą mogli być tylko doktorzy historii, prawa lub nauk społecznych. Włączenie w proces wyłaniania władz Instytutu środowisk uniwersyteckich, można tłumaczyć tylko skrajną niechęcią, jaką polskie uniwersytety wykazują wobec lustracji. Dlatego w nowelizacji przewidziano, że zespoły uczelniane wyłaniające kandydatów do Rady IPN nie muszą poddawać się lustracji. To zaś oznacza, że liczni współpracownicy policji politycznej PRL, pracujący w polskich uniwersytetach wyłonią do Rady IPN-u podobnych sobie agentów.


ps. ja wiem, że to tylko Forum o grach, ale mimo wszystko mam nadzieję, że ten post nie zaginie bez śladu...

04.04.2010
18:40
smile
[8]

Attyla [ Legend ]

Chyba szanowni Panowie nie rozumieją na czym polega problem z IPNem. Owszem - wszystko ujawnia się w chwili, gdy IPN bezpośrednio lub pośrednio zajmuje się UBecją lub UBecji "pieskami łańcuchowymi", których bolszewicy i quasibolszewicy z "liberałów" ukochali. Tyle że rzecz nie w tym. Przynajmniej na linii pisiory - platfusy. Pisiory to po prostu partia narodowa, dla której historia stanowi element samoidentyfikacji i samowiedzy narodu, a zatem ratio bycia takiej partii właśnie. Stąd bardzo wyraźne poruszanie się w ramach systemu wartości, w ramach których uczestnictwo lub współpraca z jakimikolwiek organizacjami uznanymi za wrogie wobec narodu traktowane jest za zło absolutne. Z tego punktu widzenia pisiory są spadkobiercą tradycji solidarnościowej, która wyrosła na identyfikacji narodowej w polskim stylu, czyli z bardzo silnym akcentem religijnym.

Z kolei platfusy - występując niemal otwarcie przeciwko takiemu traktowaniu historii, dążą do obalenia systemu wartości, które miały duże znaczenie instrumentalne w ramach keynesistowskiego systemu reprodukcji kapitału, a są całkowicie sprzeczne z systemem "wartości" neoliberalnych.
Czerwone szmaty dołączają się do każdego, kto - wprost lub przypadkiem - pilnować będzie nietykalności sowieckich kacyków - czyli nadal około 80% establishmentu partii postkomunistycznych.

Konflikt ma zatem podłoże czysto ideologiczne. Dlatego zresztą twierdziłem zawsze, że pomimo ewidentnych sympatii "wyborców" żądających połączenia idei solidarnościowych z parciem na bogactwo a la neoliberałowie - a zatem "popisu" - trwały sojusz między tymi dwoma partiami na gruncie ideologicznym nie jest możliwy.
Stąd zresztą słuszne zarzuty pisiorów o odrzuceniu ideałów solidarnościowych przez platfusów i częściowo słuszne zarzuty platfusów o komunistycznych sympatiach pisiorów (częściowo, bo pisiory są zwolennikami posfordowskiego etatyzmu a nie komunizmu).

04.04.2010
18:42
smile
[9]

ATV110 [ Chor��y ]

Powinno go nie być !


IPN - ATV110
04.04.2010
21:22
smile
[10]

Attyla [ Legend ]

Jeżeli zredukować całość do funkcji czysto utylitarnych... Ale ja widzę to nieco inaczej - nie jako ochronę interesów tych uczestników "kapitału", którzy się już dorobili na konformizmie a jako występowaniu przeciwko temu, co popierają pisiory.
Czyste partyjniactwo. Ludzie nie dostrzegają przepaści ziejącej między tymi dwoma ugrupowaniami i postrzegają obydwa jako dwie odsłony tego samego. Dlatego platfusy robią wszystko, by się odróżnić od pisiorów i robią to tak, by różnicy w ten sposób wykreowanej nadać pozory wartości normatywnej. Stąd dorabianie pisiorom gęby "wrogów" wszelkich wykreowanych w III RP "bohaterów antykomunistycznych" i występowanie przeciwko nim na tej samej zasadzie michnikowszczyzna już raz - skutecznie - utrąciła pozycję jej przeciwników - tj. definiowaniu i zwalczaniu "oszołoma". Innymi słowy walka ma charakter czysto propagandowy - nastawiony na najgorsze chwyty erystyczne z ad personam na czele. Tym samym wszelkie kwestie ideologiczne - "programowe" - są maskowane i wyrzucane poza nawias, dzięki czemu "dyskurs" wygląda tak jak wygląda - tj. jak kłótnia przekupek na bazarze. Wydaje się zresztą, że gawiedzi to odpowiada, więc ten typ "relacji" ulega utrwalaniu i usztywnianiu.
Zwłaszcza, że platfusy mają wyraźną przewagę w mediach.

ponieważ nie rozumiem po co reputacja komuś, kto z reguły nie trzyma się żadnych zasad moralnych i nigdy do tej pory nie dbał "co-ludzie-powiedzą" ?
Po pierwsze "ludzie powiedzą" to, co im media podyktują (wyraźne dowody na słuszność tej bardzo surowej oceny widać chociażby na tym forum.
Po drugie wirtualizacja mediowa dyskursu politycznego jest o tyle wygodna, że nie jest istotne to co jest a to, o czym się mówi.
Po trzecie przy wsparciu dyspozycyjnych, naiwnych lub stabloidyzowanych mediów (a wszystkie te zjawiska są silne w Polsce) bardzo łatwo największe draństwo przedstawić jako największe dobrodziejstwo a największe dobrodziejstwo jako największe draństwo.
Jak już napisałem, cała polityka posługuje się niemal wyłącznie propagandą, więc w zależności od nastawienia mediów, których przedstawiciele w większej części reprezentują żenujący poziom i prezentują bardziej "własne" poglądy niż informacje, nikomu nie zaszkodzi ani ochrona tow. gienierała, ani tłamszenie jakichkolwiek przejawów "fałszowania" historii (czyt. interpretowania wydarzeń w ramach innego systemu wartości niż ten głoszony przez michnika).

05.04.2010
11:53
smile
[11]

Lindil [ Lumpenliberal ]

Attyla

Z kolei platfusy - występując niemal otwarcie przeciwko takiemu traktowaniu historii, dążą do obalenia systemu wartości, które miały duże znaczenie instrumentalne w ramach keynesistowskiego systemu reprodukcji kapitału, a są całkowicie sprzeczne z systemem "wartości" neoliberalnych.

Masz tu na myśli to, iż określony system wartości [w tym przypadku oparty na powszechnej akceptacji i idealizacji koncepcji narodu i - niejako w konsekwencji - apoteozy państwa narodowego] jest niezbędny dla działania kapitalizmu w wersji Keynesa, czyli interwencji państwa mającej na celu wyeliminowanie defektów gospodarki wolnorynkowej? W tym przypadku jak rozumiem wspomniany system wartości będąc powszechnie uznanym legitymizowałby takie działania państwa?

05.04.2010
13:15
[12]

Attyla [ Legend ]

Masz tu na myśli to, iż określony system wartości [w tym przypadku oparty na powszechnej akceptacji i idealizacji koncepcji narodu i - niejako w konsekwencji - apoteozy państwa narodowego] jest niezbędny dla działania kapitalizmu w wersji Keynesa, czyli interwencji państwa mającej na celu wyeliminowanie defektów gospodarki wolnorynkowej? W tym przypadku jak rozumiem wspomniany system wartości będąc powszechnie uznanym legitymizowałby takie działania państwa?

Oho - widzę, że z tematu poczucia odrębności narodowej zbudowanego na pamięci i przekazywaniu przez nią systemu wartości normatywnych wchodzimy na temat ekonomii klasycznej jako jedynie słusznego nośnika wartości normatywnych:)
Na tym właśnie polega problem pomiędzy pisiorami i platfusami. Aby jakakolwiek odrębność mogła funkcjonować nez zakłóceń, wymaga spełnienia trzech warunków:
1. społeczną akceptację własnej odrębności;
2. uznanie tej odrębności przez inych - tj.tych, którzy nie aspirują do miana "my";
3. Uzyskanie więzi emocjonalnej, dzięki której przenoszenie i reprodukowanie systemu wartości normatywnych w ogóle jest możliwe.

Jak jest w Polsce?
Ano tak, że najpierw mieliśmy okres ideologicznego wymuszania na nas akceptacji odrębności wobec zachodu i bliskości wobec sowietów, co w okresie roku 80-81 zbudowało więź emocjonalną zbudowaną na akcentowaniu własnej odrębności od sowietów a teraz mamy wywołany michnikowską propagandą okres schizofrenii, w ramach którego wmawia się nam, że chcemy być europejczykami a nie polakami a tak w ogóle to jedno i drugie jest tym samym. Innymi słowy wmawia się nam, że powinniśmy być Polakami, którzy świadomie odrzucają wszelkie polskości atrybuty i "europejczykami" odrzucającymi świadomie kod kulturowy europejskości. I ile w miastach jak Londyn, gdzie ze 30% wszystkich to najogólniej rzecz biorąc obcy, jest to możliwe, o tyle w Polsce jest to wywoływanie masowych objawów schizofrenii i powszechnej nienawiści "europejczyka", czyli hindusa o wyznaniu islamskim i zainteresowaniach w egzystencjalizmie sartre'owskim:D, choć tak naprawdę chodzi po prostu o istotę, dla której jedynym nośnikiem poczucia więzi może być neoliberalny uniwersalizm kulturowy, czyli czysta ideologia, której jedynym symbolem jest odrzucanie i gwałcenie wszelkich kodów kulturowych poza własnym kodem antykulturowym. W każdym razie spotykam ostatnio coraz więcej ludzi, którzy uciekają z tego komuliberalnego "raju" do "ciemnej" i "zacofanej" Polski w tej nadziei, e tu są jeszcze normalni ludzie a następnie oddają dzieci do szkoły, którym wsącza się do głów tą samą truciznę, która wyniszczyła ze szczętem poczucie przynależności do kultury europejskiej wyrosłej z chrześcijańskiego fundamentu.
Platfusy to ci, którzy naciskają na usuwanie wszelkich odrębności wobec tego zachodniego kołchozu a pisiory - przynajmniej formalnie, okazują dla tradycji przywiązanie.

Stąd - i to jest odpowiedź na twoje pytanie - o ile państwo narodowe nie musi być z konieczności keynesistowskie, choć keynesizm trudno wyobrazić sobie bez akcentowania własnej odrębności ekonomicznej, postawienia wyraźnych granic i barier ekonomicznych, o tyle miraż konieczności, który odmalowałeś wynika z faktu istnienia konfliktu ideologicznego między pisiorami i platfusami a także z faktu medializacji procesu politycznego. ponieważ media ignorują stabilizację, spokój i sukces afirmując chaos, wojnę i wszelkiego rodzaju klęski, to ich "pupile" - w tym przypadku platfusy - dają im i chaos, i wojnę i klęskę. media dzięki temu utrzymują zainteresowanie sprzedawanym przez siebie szajsem a platfusy utrzymują nie tyle własną popularność, ile z wywoływanej przez media nienawiści do pisu płynącą rezygnację przekładającą się na postawę "wszystko dobre, byle nie PIS".

Ja chętnie przekonałbym się o potencjale drzemiącym w Prawicy Rzeczypospolitej, ale jest to awykonalne, ponieważ ta medialna eksplozja nuklearna pomiędzy pisiorami a platfusami absorbuje 99% sił witalnych polskiej "polityki".

05.04.2010
13:35
[13]

Lindil [ Lumpenliberal ]

Tak cofając się na początku o krok - zadając pytanie w poprzednim poście nie miałem zamiaru zajmować przeciwnej pozycji w dyskusji:D Może jestem sam sobie tutaj winien, bo przeważnie kiedy chce coś takiego zrobić, zaczynam identycznie;)
Kontynuując, wciąż z pozycji cofniętej o krok, muszę zauważyć, że piszesz często w sposób dość zawiły, dlatego jakkolwiek złapanie ogólnego przesłania danego posta bywa często satysfakcjonujące, to nierzadko okazuje się dla mnie niewykonalne:D
O ile więc rozumiem - i nawet się zgadzam - z [9] i [12] - to niestety o co chodzi w [14] już nie wiem:D Tzn. rozpatrując akapit po akapicie widzę rozumowanie z którym się po większej części mogę i zgodzić, ale ni cholery nie widzę odpowiedzi na moje pytanie, w którym - zaręczam jeszcze raz - polemicznego podtekstu nie było:D

PS
Ale wartości normatywne to tautologia:P

06.04.2010
10:52
[14]

Attyla [ Legend ]

Lindill
Zaakcentowałem ją:)
O ile dobrze zrozumiałem pytanie, to dotyczyło ono kwestii konieczności funkcjonowania nowoczesnego, narodowego i totalnego państwa w ramach ekonomii keynesistowskiej jak i keynesizmu w ramach totalnego państwa narodowego. I na to pytanie odpowiedziałem twierdząc, że o ile keynesizm może działać raczej tylko w ramach zamkniętego państwa narodowego, o tyle totalne państwo narodowe świetnie obywa się bez keynesizmu, który był traktowany jako polityczne remedium na problemy wywołane wielkim kryzysem, którego wystąpienie zostało potraktowane jako bankructwo systemu ekonomii klasycznej.
Nie uwypukliłem jednak tego, co było najważniejsze - mianowicie tego, że platfusy to partia na wskroś neoliberalna, w związku z czym każde wystąpienie przeciwko ekonomii klasycznej traktowane jest jako zamach na "wolność" (cokolwiek miałby ten fetysz oznaczać). Pisiory to partia wprost odnosząca się do dziedzictwa Solidarności, więc do ruchu powstałego nie jako odrzucenie fordowskich metod produkcji ale jako dążenie do ich "uczłowieczenia". Chodzi o to, że system fordowski to z grubsza sztywne warunki zatrudnienia i wynagradzania, przy czym pracownik jest kimś na kształt chłopa pańszczyźnianego, tj. służy za kogoś, kto ma być posłuszny i dyspozycyjny w godzinach pracy. Jednak jednocześnie system ten daje stosunkowo wysokie bezpieczeństwo zatrudnienia, wynagrodzenia a także zapewnia osobistą relację pracownik - pracodawca na dużo niższym poziomie urzeczowienia pracownika i wyabstrachowania pracodawcy niż w systemie neoliberalnym.
Neoliberalizm jest ideologią bazującą na własnym systemie "etycznym", gdzie z ulegania się abstrakcyjnym koniecznościom ekonomicznym czyni się cnotę a skupienie się na sobie, totalnej automobilizacji i zaangażowania w proces produkcyjny w ramach nieustającej rywalizacji z innymi - równie skoncentrowanymi na sobie jednostkami (wyścig szczurów).
Innymi słowy o ile fordowski system produkcji oferuje bezpieczeństwo kosztem oddania części własnej wolności o tyle, neoliberalizm przeciwnie - destabilizuje "rynek pracy", utrzymuje stały poziom wysokiego bezrobocia, które mają mobilizować do autoeksploatacji pracowników, dąży do zupełnego usunięcia osobistej relacji podległości i odpowiedzialności na linii pracodawca-pracobiorca, dzięki czemu podległość ludziom zamienia na podległość abstrakcjom i dąży do stworzenia warunków, w których pracownik "chce" być "kreatywny", "dyspozycjyny" bez jakichkolwiek granic (co ma doprowadzić do usunięcia sfery prywatności - czyli niezależności wobec miejsca pracy - która utrzymywała się mocno w systemie fordowskim).
Przeciw temu ostatniemu promowanemu przez media i korporacje międzynarodowe wzorcowi "etycznemu" ostro występuje Kościół i część sił konserwatywnych (w tym PiS).
I to tutaj właśnie znajduje się pole bitwy pomiędzy platfusom i pisiorom. I dlatego z dwojga złego wolę raczej kaczki niż kaczora. To też jest rdzeń wokół którego obracają się wszystkie "dyskusje" z moim udziałem na tym forum.
Całkiem niedawno - bodaj na wątku dotyczącym prześladowania Chrześcijan (choć powinien dotyczyć raczej prześladowania człowieczeństwa w ogóle. Byłoby to może bardziej czytelne, choć zafałszowane, bo człowieczeństwo bez odwołania do Boga nie może się utrzymać, co zresztą było nieuchronną przyczyną klęski humanizmu) toczyłem dyskusję t hs- dotyczącą min wyścigu szczurów, gdzie wszystkie te kwestie opisałem dosyć szczegółowo.

Duda
po takich konkluzjach nasuwa mi się kolejne pytanie - gdzie leży oś obrotu tej całej "wirującej karuzeli"? co pozostaje niezmienne i jednocześnie ukryte za ciągle zmiennym kalejdoskopem nazwisk, haseł i demonstracji ?
Wyżej przedstawiłem moją na ten temat opinię.

06.04.2010
19:33
[15]

Lindil [ Lumpenliberal ]

Ok, znaczy że dobrze się rozumiemy:) Pytałem tylko o zależność keynesizmu od państwa narodowego - w druga stronę to oczywiście nie działa, czego dowodzi fakt, że państwo narodowe radziło sobie całkiem nieźle przez dłuższy czas przed Keynesem. Pytałem generalnie dlatego, że konieczność istnienia takich struktur państwowych dla interwencjonizmu we wspomnianym stylu - jakkolwiek dość oczywista po namyśle - wydała mi się ciekawym spostrzeżeniem;)
W kwestii rozróżnienia między fordyzmem a neoliberalizmem jestem skłonny się zgodzić - chociaż fordyzm jako taki jest pojęciem nieco bardziej ograniczonym, i to co opisujesz jest jego połączeniem z jakimś konserwatyzmem czy innym komunitaryzmem - ale to w sumie zabawa w słówka, a skoro dyplom odebrałem, to znać się na tym już nie muszę:D
Pisząc to pozostaję zresztą po stronie neoliberałów i kaczora raczej, niż kaczek. Ze względów prakseologicznych głównie - jakkolwiek pewnie milej byłoby mieć owo stosunkowo wysokie bezpieczeństwo zatrudnienia i autonomię poza godzinami pracy, to wydaje się, że w w Polsce roku 2010 jest to zupełnie niemożliwe, zaś wyścig szczurów i wysoki poziom auto-motywacji pozostaje jedyna alternatywą.

06.04.2010
21:36
smile
[16]

Lindil [ Lumpenliberal ]

Dla kogo jasne, dla tego jasne, ja tam dalej nic nie rozumiem - tym razem z [19] ;)

06.04.2010
21:39
[17]

Attyla [ Legend ]

chociaż fordyzm jako taki jest pojęciem nieco bardziej ograniczonym, i to co opisujesz jest jego połączeniem z jakimś konserwatyzmem czy innym komunitaryzmem - ale to w sumie zabawa w słówka, a skoro dyplom odebrałem, to znać się na tym już nie muszę:D
Cóż.. Ja dopiero niedawno zapoznałem się z pracami Keynesa (nie dla dyplomu:D) i zgodzę się, że to co napisałem przekracza keynesizm. Przekroczenie po prostu odnosi się do konsekwencji nie mieszczących się w samej doktrynie Keynesa, w tym do równoległego stosowania tayloryzmu jako sposobu zarządzania "fabrykami fortecami" funkcjonującymi w ramach nie mniej obwarowanych państw narodowych:). Jednak nie można odnosić się do "czystego" keynesizmu w odniesieniu do pozycji, z jakich występują pisiory, bo dałoby to całkowicie fałszywy obraz.

Ma to tyle wspólnego z konserwatyzmem, ile odnosi się do wspólnego wszystkim konserwatystom idealizowania przeszłości i odnoszenia się do niej. Tyle, że pisiorom raczej idealizowania przeszłości przypisać się nie da, skoro ruch ten wyrósł z odrzucenia kompromisu z miejscowymi lokajami sowietów, jako możliwie trwale konserwującego pozycję komunistycznych "elit" oraz przedstawicieli resortów mających za zadanie represjonowanie wszelkich ruchów dążących do naruszenia czy choćby modernizacji w duchu "rozluźnienia" zależności wobec sowietów. Z tego punktu widzenia to platfusy wraz ze zdechłą unią "wolności", postkomuchami i całą resztą tej czeredy są konserwatystami odwołującymi się do komunizmu.

o wydaje się, że w w Polsce roku 2010 jest to zupełnie niemożliwe, zaś wyścig szczurów i wysoki poziom auto-motywacji pozostaje jedyna alternatywą.
O tym właśnie pisałem. Zniewolenie w ramach neoliberalizmu polega na wpojeniu przekonania o istnieniu abstrakcyjnych konieczności, którym nie sposób się opierać i się im przeciwstawiać. jest praktyczne rozwinięcie doktryny tego kretyna ruso, który twierdził, że poddawanie się prawu, które samemu sobie się przypisało (stąd fetysz "demokracji") jest wolnością. Przy czym prawo należy tu rozumieć jako zespół zewnętrznych konieczności (w tym prawno - administracyjnych, regulacyjnych czy ekonomicznych) uznawanych za środowisko, w którym wolność się rozwija i rośnie. Nie muszę chyba dodawać, że w ramach tej doktryny wolnym jest każdy - nawet sprzedany w niewolę, o ile będzie afirmował swoją kondycję i płynące stąd konsekwencje.

Duda
Oj - obawiałbym się postawienia tezy o tym, że neoliberalizm afirmuje - chociażby szczątkowo - liberalizm:) Wszak system mający w założeniu doktrynalnym dążenie do wolności od państwa przeszedł do dążenia do całkowitej mu podległości;)

07.04.2010
00:09
[18]

Lindil [ Lumpenliberal ]

Parafrazę wybaczam, chociaż w kwestii rozumienia to muszę dodać, że żadnych dyplomów to ja nie broniłem... Jeden co mam broni się sam:P

16.04.2010
08:38
[19]

Lutz [ Legend ]

no to poszlo szybciej niz mozna sie bylo spodziewac

© 2000-2026 GRY-OnLine S.A.