GRY 03/2003  Czas Teraźniejszy « 13 »  

Mimo iż zdecydowana większość etapów polega na przebiegnięciu z jednego końca na drugi, gra nie wydaje się nudna. Poziomy zostały bardzo dobrze zaprojektowane i urozmaicone, tak więc jeśli w ostatniej planszy dużo skakaliśmy po platformach, to prawdopodobnie w następnej większy nacisk zostanie położony na walkę, a w kolejnej na przykład na wspinanie się po linach i przełączanie dźwigni. Mimo iż lista możliwości nie jest zbyt długa, to dzięki ich zmyślnemu wymieszaniu gracz ma wrażenie, że cały czas robi coś innego. Co więcej, ciężko oderwać się od przygód Indiany. Powtarzałem sobie: "Jeszcze tylko jeden etap i wyłączę. Jeszcze tylko zobaczę co jest za rogiem, etc" - i tak przez kilka godzin.

 


Kolejnym elementem, który buduje pozytywną ocenę gry, są znakomite walki. Tak dynamicznie i do tego efektownie ukazanych potyczek nie miałem przyjemności oglądać w żadnej grze przygodowej! Indy walczy z gracją zawodowego boksera, dysponując całym asortymentem przeróżnych ciosów, które można łączyć w zabójcze i efektowne kombinacje rodem z gier walki. Każde z uderzeń wykonuje się bardzo intuicyjnie, dzięki czemu nie trzeba uczyć się kombinacji na pamięć, pozostawiając sobie olbrzymie pole do improwizacji. W każdej z lokacji, która przyjdzie nam zwiedzić, napotkamy inny rodzaj przeciwników, od łowców począwszy, poprzez agresywnych Turków, wojowników Ninja, na wszechobecnych nazistach skończywszy. Każdy z nich walczy charakterystycznym dla siebie stylem, wykorzystując inne uzbrojenie. A skoro już o uzbrojeniu mowa, to w czasie gry będziemy mogli wykorzystać ponad 20 rodzajów broni, w skład których wchodzą przeróżne pistolety, ale także nie mniej skuteczne krzesła, szpadle i butelki! Aby zwiększyć swoje szanse w potyczce, warto na przykład połamać stół, chwycić jego nogę i efektownie zdzielić nią po łbie przeciwnika! I nie myślcie, że pozostanie on bierny, albowiem nasi wrogowie stosują identyczne metody, masowo wykorzystując znajdujące się w pobliżu uzbrojenie. W ten sposób dochodzimy do kolejnej kwestii: AI komputerowych przeciwników. Prezentuje się ono bardzo dobrze. Wrogowie starają się atakować grupami, wzywać pomoc i podczas pościgu wspinać się za nami na wyższe poziomy. Jeśli są uzbrojeni w broń strzelecką, to będą zachowywać dystans, kryjąc się za rogiem i co chwila wychylając, by nas ostrzelać.


Gra jest długa - łącznie czeka nas do przebycia ponad 50 etapów ujętych w 10 rozdziałach - nie jest to więc pozycja na wieczór, ani nawet na weekend. Na jej ukończenie trzeba przeznaczyć kilkadziesiąt godzin. Poziom trudności również jest wysoki i rośnie proporcjonalnie do postępów. Należy grać bardzo uważnie, dokładnie oglądając okolicę. W tym celu warto wykorzystać widok z perspektywy pierwszej osoby, czyli "z oczu", dzięki któremu łatwiej jest manewrować kamerą. Niestety, niektóre elementy zręcznościowe i pojedynki z "bossami" są szalenie trudne i wymagają wielokrotnego powtarzania, jednak taka jest specyfika tego gatunku.

Pod względem graficznym gra prezentuje się wyłącznie poprawnie. Właściwie wszystko jest w porządku. Tekstury wyglądają dobrze i świat gry wygląda dość realnie, a modele postaci zostały wykonane starannie. Nie podobają mi się za to tła (niebo i okolica) i - szczególnie - filmiki przerywnikowe, w których postaci wyglądają bardzo sztucznie, poruszając ustami co trzecie słowo. Gry akcji przyzwyczaiły nas do wyższego standardu, a lepszą grafikę niż w Indiana Jones widuje się obecnie nawet w grach RPG. Sprawa zadziwiająca, tym bardziej, iż gra do płynnego działania wymaga dość szybkiej maszyny.


Ścieżka dźwiękowa po prostu urzeka! W tle przygrywał nam będzie genialny motyw przewodni, skomponowany przez Johna Williamsa, który specjalnie na potrzeby gry został wykonany przez orkiestrę symfoniczną. Co tu dużo pisać - to po prostu mistrzostwo świata i sądzę, że to właśnie dzięki muzyce gra zachowuje klimat obecny w filmach o Indianie. Po wykonaniu w czasie gry trudniejszej czynności, "w nagrodę" również usłyszymy znajome "tam tada dam"- niby szczegół, a cieszy. Dialogi prezentują się poprawnie. Co ciekawe, głos Indiany nie został podłożony przez Harrisona Forda, ale pana o nazwisku David Esch. Facet wykonał znakomitą robotę, bo brzmi niemal dokładnie jak Harrison Ford, do tego stopnia, iż przez większość część gry niewprawne ucho nie wyłapie różnicy. "Ochów" i "achów" o oprawie muzycznej mógłbym napisać jeszcze wiele, jednak by nie przynudzać, ograniczę się do jednego stwierdzenia - za ścieżkę dźwiękową Indiana Jones and the Emperor's Tomb dostaje najwyższą oceną, jaką kiedykolwiek przyznałem!

 


Czas na podsumowanie i werdykt. Długo zastanawiałem się nad oceną Indiana Jones and the Emperor's Tomb. Z jednej strony gra nie wnosi do gatunku nic nowego, ma przeciętną grafikę i na domiar złego zawiera sporo denerwujących błędów. Z drugiej posiada znakomitą grywalność, dynamikę rozgrywki, szalenie efektowne walki i cudowną ścieżkę dźwiękową. Jeśli zainwestuje się trochę czasu i nauczy sprawnie sterować doktorem Jonesem, to przy grze można naprawdę świetnie się bawić. Stąd też, mimo wszystkich mankamentów, tak wysoka ocena. Dodatkowo podniosłem ją, robiąc ukłon w stronę fanów Indiany Jonesa, więc jeśli, czytelniku, nie zaliczasz się do tej grupy, odejmij od końcowej oceny przynajmniej pięć oczek. Trochę szkoda, że twórcy gry zdecydowali się zmienić Indianę Jonesa w szalonego akrobatę, który jest jednocześnie prawdziwą maszyną do zabijania, bo samych Klausów czy innych Hansów w tej grze ubijemy z pół tysiąca. Cierpi na tym klimat rozgrywki. Wolałbym - jak niegdyś - wcielić się w postać archeologa w typowych grach przygodowych, dlatego wciąż zdecydowanym numerem 1 wśród gier traktujących o przygodach Jonesa jest dla mnie nieśmiertelne Fate od Atlantis. Ta opinia nie ma jednak wpływu na końcową ocenę. Indiana Jones and the Emperor's Tomb jest dobrą grą zręcznościową i jako taka ma prawo się podobać!

 

Ocena 83% Artur "MAO" Okoń


 

 

 

Index GRY 03/2003   Magazyn Profesjonalnego Gracza « 13 »