TAK POWINNO BYĆ W NIEBIE!!!!

08.06.2002
04:07
[1]
griz636 [ Jimmi ]
TAK POWINNO BYĆ W NIEBIE!!!!


Cholera wie co się stało. Jakaś żyłka w mózgu, czy serce alkoholowe nie wytrzymało. Podczas "uniesienia" z Joasią, coś we mnie pękło, i pognałem przed siebie, słynnym już tunelem, w stronę światełka. Światełko jak światełko, białe i silne. Malutkie było, a ja gnałem jak oszalały.
Szybciej niż Polonezem Siwego.
Nie wiem ile czasu minęło, gdy światełko zaczęło się powiększać, a gdy było już rozpoznawalne okazało się, że to wielki neon z napisem ROZDZIELNIA nr 2 EUROPA. W owej rozdzielni zobaczyłem masę ludzi (ludzi?) stojących w kolejkach do jakiś recepcji, czy coś takiego. Ustawiono mnie w rządku krótszym za przemiłą grupką około 70 staruszków. Jak się okazało później, ofiar wypadku autobusowego w Pirenejach. Za biurkiem siedział gruby facet ze złotymi lokami, Cherubin, kurwa jego mać. Gdy nadeszła moja kolej spytał:
- Nazwisko ?
- C. , Ryszard C.
- Miejsce zamieszkania na Ziemi ?
- Kraków, Polska. Nowa Huta dokładniej.
- Co wy tak, jak Chopin, z Polski do Paryża umierać przyjeżdżacie ? A potem burdel w papierach...
Zimny pot mnie oblał. Więc jednak kurwa umarłem. To nie sen. Zrobiłem sobie szybciuteńki rachunek sumienia w myśli. Ja pierdole, dożywocie w Piekle, jak tra la la. Zrobiłem najżałośniejszą minę na jaka mnie było stać i cicho spytałem:
- Piekło ?
- Dupa tam, nie piekło. Nie ma Piekła, jest tylko Niebo. Piekło jest na Ziemi, tu jest tzw. RAJ. A czy się komuś podoba, czy nie to już jego sprawa. Udacie się teraz, jako Dusza z Polski, do korytarza 12567843, tam was skierują do sektora Krakowskiego. No szczęść Boże !
Obróciłem się na pięcie i idę do owego korytarza. Zatrzymał mnie krzyk Cherubina z recepcji:
- Halo, obywatelu ! Wróćcie tu na sekundkę. Zapomniałem wam wydać Aureole i skrzydła. Macie, i tu pokwitujcie. A tu macie instrukcje jak skrzydła dopinać. Aureoli nie zgubcie, bo następna wam będzie za wiek wydawana. No, żegnam.
Długo się ze skrzydłami męczyłem. Krzywo leżały. Aureola w miarę się prosto kołysała nad banią. Rozglądałem się dookoła. Od zajebania dusz. Koło mnie grupka Niemieckich dusz też sobie nie mogła poradzić ze Skrzydłami. Klęli jak fiks. Polazłem w swoja stronę do korytarza Polskiego, po drodze mijałem korytarze Włoskie, Francuskie, Niemieckie. Zacząłem żałować, że do Francuzów mnie nie przydzielono, dużo fajnych laseczek.
Zobaczyłem w końcu i mój korytarz. Chyba fajnie tu jest, siedzą goście na poboczu, ćmiki jarają. Zaraz też podszedłem do jednego, poczęstował. Okazało się, że to góral z Żywca, zamarzł po pijaku w lesie. Przyszedł tu przed godzinką. A ćmiki rozdaje św. Piotr Polski, przed bramą. Wpuszczą nas do środka za kilka godzin, bo jakaś inspekcja w środku czy coś. Zebrała nas się już spora grupka, staliśmy, siedzieli, i gwarzyliśmy jak tu który trafił. Ze mnie lali najbardziej, jak powiedziałem, że zaciupciałem się na śmierć. Ładny obciach.
Było dwóch zagryzionych przez psy, jeden zatłuczony przez żonę, czterech z wypadku pod Jasłem, piątka topielców z Sopotu. Niezła ekipka, wszyscy na bani tu przyszli. Okazało się, ze można prosić tu w ADMINISTRACJI o zmianę wieku. Np. jak ktoś wykitował mając 90 lat, to tu może mieć 20, 30 lat. Od nowa laseczki rwać których tu więcej niz na ziemi. Góralowi ćmiki się skończyły, więc teraz ja poszedłem do Piotra po szlugi. Stał tam pod bramą.
Mały chudy, taki wypłosz. Klepłem go w łopatkę i mówię.
- Dziadziuś, kopsnij paczuszkę, bo nam się jarać chce.
Ten wyciągnął ramkę HEAVENFIELDÓW i dorzucił zapałki. Uśmiechnął się, pokazując żółte od tytoniu zęby. Wróciłem do moich nowych znajomych i zapaliliśmy po całym.
- Kurwa, piwka bym się napił - powiedział Góral, okazało się, że piwko nam dadzą ale dopiero w środku. Bo tu nie wolno. Przyszły jakieś dziewczyny i zaczęły nam skrzydła poprawiać. U mnie było w sumie ok, a Górala ledwie się trzymały. Aureola mi błyszczała jak psie jaja, tylko nie mogłem się przyzwyczaić do tej sukienki, w której miałem łazić. Kieszenie są to łapy jest gdzie wsadzić, ale taka długa, pląta się między nogami. Otworzyli w końcu bramę. Zaczęliśmy się przepychać z Góralem jak najbliżej wejścia, żeby nas nie rozdzielili. Widać swój chłop, bo przypadliśmy sobie do gustu. W ADMISNISTRACJI skierowano mnie do bloku KRAKÓW, piętro 3499, pokój 21897 w skrzydle C. Miałem być sublokatorem niejakiego Mariana E. zmarłego w 1937 roku. Lat 89, zmienione na 35. Chujowo, Gienek (ten Góral) poszedł do Blockhausu ŻYWIEC, to kilka godzin na piechotkę od mojego. Obiecałem mu że się odwiedzimy za jakiś czas. Potem poszedłem do MAGAZYNU. Tam mi mieli wydać pościel, zapasowe suknie i Skrzydła Galowe, na Święta i specjalne okazje.
Kurwa, jak w wojsku... MAGAZYNIEREM był Żyd rozstrzelany przez Hitlerowców w Płaszowie w 1942. Ledwie mi wydał pościel już zaczął kombinować, że załatwić u niego mogę wszystko. Aureole jak zgubie, lub przepije, skrzydła, wygodniejsze suknie. Nawet tu kombinują. Z tobołem pojechałem windą na moje piętro, dużo wiary tu łazi.
Niektórzy maja skrzydła poodpinane, inni Aureole w kieszeniach. Luzik. Dość długo szukałem mojego skrzydła C i pokoju. Dobrze, że były tzw. szybkie chodniki, bo łaziłbym chyba całą wieczność. Marian E. okazał się szczupłym facetem z wąsami i łysą pałą. Uściskał mnie jak starego znajomego i wyciągnął z lodówki dwa piwka. Wpierw rozłożyłem swoje klamoty. Pościel na kojo, skrzydła i suknie do szafy. Skrzydła odpiąłem bo przeszkadzały i chwyciłem zimniutkie piwko.
Jeszcze zajaralismy po szlugu, i Marian zaczął mnie wtajemniczać w Życie Niebiańskie.
- Widzisz stary. Tu jest faktyczny RAJ, niczym się nie przejmujesz, głodny nie chodzisz, alkohol masz, fajek pod dostatkiem, dziewuchy latają. Nie chorujesz, nie umrzesz na nic bo już nie żyjesz. Zajebiście jest. Raz do roku tylko się wszyscy spotykają bo Główny przemawia i trochę to trwa, zanim wszystkich w ich językach nie pobłogosławi. A tak to robisz co chcesz. Chcesz pracować ? Idziesz do roboty, chcesz leżeć i chlać cały dzień? Leżysz i chlejesz cały dzień. Panienki lecą na chłopów, zwłaszcza Zakonnice, wpierw celibat na ziemi to tu się sypia jak choinka po 3 królach. Trzeba na pedałów uważać bo w sukience to czasami nie poznasz kto jest kto. Ja się naciąłem kilka razy, Podnoszę suknie a tu fujara, wystrzelałem po mordzie, skrzydła połamałem i wyjebałem z pokoju. Tacy to skurwiele przebierańcy. Jak chcesz się opić to co 100 pięter jest knajpa, wszystko za darmo, podchodzisz i bierzesz. Szwedzki stół. My mamy blisko, bo schodami możesz przeskoczyć piętro do góry, i na wprost schodów masz knajpę. Mordownia straszna, leja się często. Dwa lata temu Mickiewiczowi tam dojebano, tęgo. Chopin kuflem zarobił od górali, a pijanemu Wyspiańskiemu Aureole ukradziono. Na aureole trzeba uważać, stracisz to masz przejebane. Do raportu idziesz.
W każda niedzielę są organizowane wycieczki do innych Niebios, ja polecam Indonezje i Włochy, najlepsze panienki, lecą na Słowian jak cholera. AIDS nie złapiesz, więc stukasz na całego. Nie polecam wyjazdów do Niebios Arabskich, tacy sami pojebani jak na Ziemi, tu też maja Hamas i Hezbollah, złapią Cię i skrzydła z aureolą zajebią, a wtedy raport. Dużo znanych umarlaków możesz w podróżach poznać, od 1945 prawdziwym gwiazdorstwem cieszył się Hitler, od nas z Nieba Polskiego pojechało 30 milionów go oglądać, pecha miał jak poszedł do knajpy bodajże 10 lat temu. Grupka pijanych kolesi go przecweliła. Afera była na pół Nieba. Listy gratulacyjne nawet z Nieba Izraelskiego przychodziły. Kolesie do raportu poszli, a za Hitlerem do dzisiaj wszyscy Adolfina wołają. Potem w 1977, przyszedł Presley, to fani korytarz Amerykański zablokowali. Kilkaset milionów po autograf poleciało, pojebani. Tu jest tak, że możesz spotkać kogoś komu życie uprzykrzyłeś na Ziemi, rewanżyk gotowy. Ja zostałem w 37' powieszony za zabójstwo żony. Znalazła sobie jakiegoś gacha tutaj, z którym mieszka i ten gach mi dojebał. Nowiuśkie skrzydła mi połamał. Nie podałem go do raportu, żal mi chłopa. Z taka kurwą mieszka, że RAJ to dla niego piekło musi być. Sąsiad obok z pokoju to seryjny morderca z XVIII wieku. Boi się do knajpy chodzić, bo na niego polują. Już 200 lat na niego się sadzą, nawet raz mu wjazd do pokoju zrobili. wszyscy do raportu poszli. Znanych w Naszym Niebie jest też masa, Królowie mieszkają na niższych piętrach, ale nie warto tam łazić. Czasami możesz ich w knajpach na 200, i 300 piętrze spotkać. Dzikusy. Zwłaszcza Kazimierz, pije sam przy stoliku i nie odzywa się do nikogo. Rozrywek też mamy pełno, w TV lecą wszystkie kanały ziemskie, nawet te X. W wypożyczalni masz wszystkie filmy jakie na ziemi nakręcono.
Sport też jest tutaj szalenie popularny. Co 4 lata SA Mistrzostwa Nieba w piłce nożnej. Najlepsi byli Brazylijczycy, do 68'. Potem w wypadku zginęła ekipa Manchesteru Utd. i Anglicy mieli Mistrza przez 20 lat. W 88' piorun zabił na boisku 8 Zairczyków i teraz Zair to potęga niebiańska. Polacy też grają dobrze. Wpierw nas lali jak cholera wszyscy, ale odkąd doszedł Deyna to ćwierćfinały mamy na każdej imprezie. Mecz z Anglią oglądały 3 mld ludzi na stadionie, a przed telewizorami całe niebo. Przegraliśmy w karnych, Reyman bramki nie strzelił.
Żarcie nam dają o każdej porze. Otwierasz lodówkę i zawsze jest pełna. Kible czyściutkie, prysznice też. Przyzwyczaisz się. No, ja idę na karty do sektora D. Wrócę wieczorem, drzwi się nie zamyka.
Marian polazł, a ja zacząłem myśleć. Myślenie nie było moja najmocniejszą stroną, więc poszedłem się załatwić. Nawet nie wiecie, jak niewygodnie sra się ze skrzydłami, Odpiąłem je w cholerę i postawiłem obok.
Gdy spuszczałem wodę, zdarzyło się nieszczęście, schyliłem się żeby zobaczyć czy czysto zostawiłem, i aureola mi do klopa wpadła. Kurwa mać ! Poszedłem po jakiś przyrząd do wyłowienia, znalazłem wieszak od sukien i po chwili już suszyłem aureole w ręczniku Mariana. Co tu robić ? Idę się rozglądnąć, po sektorze Krakowskim, skoczę do knajpy, może jakieś laseczki będą. Czas się przyzwyczajać. Może niedługo Joasia ze smutku za mną wykituje i dołączy ?
Fajnie by było. Zapisałem sobie na kartce nr pokoju, żeby się nie zgubić i polazłem schodami do knajpy. Długo lazłem, co chwila spotykałem zawianych aniołów - znak że dobrze idę.
Wreszcie mym oczom ukazała się knajpa - no, to jest knajpa!! Wielkości Maracany, stoliki 4 -osobowe, bar cały z złota. Przyśpieszyłem kroku, wyminąłem grupkę najebanych w trupa aniołów śpiewających :
- NIECH ŻYJE NAM REZERWA !!!!
I już byłem przed ladą. Barmanem był Ogromny Anioł z wielkimi wąsami. Poprosiłem o setę i piwo, do żarcia wziąłem tatara i ogóreczki. Poszukałem wzrokiem miejsca, z którego mógłbym obserwować sale i siadłem przy stoliku oznaczonym nr 210. Koło mnie toczyła się zażarta kłótnia między kilkoma aniołami:
- Ty dupa jesteś nie Janosik !
- Ja nie jestem Janosik ?!! Ty chuju zajebany... Jak ja ludzi prałem w Ojcowie, to ty jeszcze w worze u starego hulałeś...
Tak to okazało się, że Janosik faktycznie żył. Po piwku lać mi się zachciało, więc poszedłem do klopa. Pod drzwiami spał jakiś siwy Anioł, bez aureoli, pewnie mu zajebali. Kopłem go w biodro i mówię:
- Dziadziuś, wstawaj bo Ci bachora podrzucą
Mruknął coś i obrócił się na drugi bok. Twarz jakaś znajoma. Ale nie kojarzyłem skąd go mogę znać. W kiblu wszystkie ściany zapisane, nad moim pisuarem widniał napis: PONIATOWSKI PEDAŁ, POLSKE SPRZEDAŁ
Niżej było: CRACOVIA MISTRZ POLSKI 1927 he, he... dopisałem: III LIGA - A.D. 2001.
Jak wróciłem do stolika to Janosik już spał na stole a jego kompan wylatywał właśnie z knajpy. Wpierw on, potem skrzydła. Powiedziałem barmanowi, ze jakiś dziadziuś śpi pod kiblem, możnaby go przenieść bo drzwi tarasuje. Barman machnął ręka:
- To Bierut, pije już tak od 20 lat jak go żona z Sobieskim zostawiła.Aureole zostawia w barze i chleje na umór. Wziąłem jeszcze raz to samo i oglądałem aniołów. Przeważnie młode chłopaki, skrzydła u niektórych żółte od dymu z fajek, cwaniacko aureole na bok założone, kufle w łapach i dyskutują o czymś. Zastanawiałem się czy swoich tu w Niebie nie poszukać, ale zdecydowałem, ze jeszcze nie czas. Może później. W drodze do pokoju wyrwałem fajną anielice, Marzena. Zmarła w dwa lata temu na raka. Śliczna dziewucha, umówiliśmy się na wieczór w knajpie. Mi się spać chciało, tyle emocji.... Obudziło mnie szarpanie i krzyk Mariana, bladego jak prześcieradło Mariana:
- wstawaj, cos ty narobił !! Wstawaj... chłopie coś ty wykręcił ?!
Nie wiedziałem o co mu chodzi. Okazało się, ze szuka mnie od godziny cała straż Niebiańska. Mają mnie doprowadzić do Głównego.... Przeraziłem się.
Kurwa, za co ? Za kopnięcie Bieruta ? A może za wyrwanie jakiejś szychy niebiańskiej ? Nie wiedziałem czy spieprzać do innego Nieba, czy poddać się. Po chwili było za późno, bo kilku blondynów wpadło do pokoju i pod ręce mnie wyprowadzili. Całą drogę nic nie mówili, wszystkie Anioły się za nami oglądały i coś szeptały. Pewnie myśleli, że do Raportu idę. Po kilku godzinach jazdy (jechaliśmy jakimś łazikiem) dotarliśmy pod drzwi z napisem: DYREKCJA - GŁOWNY SEKRETARIAT. Wprowadzono mnie do środka. Za biurkiem siedział mały chłop, z bokserskim nosem i grzywką ulizaną na lewy bok. Nad łbem mu hulała purpurowa aureola. A skrzydła miał błękitne. Ładnie to kolorystycznie wyglądało. Wskazał mi fotel, uśmiechnął się i poczęstował ćmikiem. Potem tak patrzył na mnie i powiedział do mikrofonu:
- Pani Zosiu, wprowadzić strażnika Rafała W.
Wlazł młody, przestraszony anioł. Nerwowo ugniatał palce i przestępował z nogi na nogę.
- No co tam, strażniku Rafale.. Popiło się na służbie ?! Co?!! - zagrzmiał Główny.
- Ale .. ja...
- Jakie, kurwa, JA... Jakie ja ? Opiliście się i nie tego sprowadzili co potrzeba. Chłopak miał jeszcze długo żyć, a wy mu taki kawał wycinacie. Pokoje żeście pomylili. Ryszard miał żyć, a obok w pokoju już tydzień staruszek na gruźlicę umierał. I dalej umiera. Zdegraduję was!!! - grzmiał dalej Główny.
Ja sobie ćmika jarałem i zacząłem co nieco kapować. Rafał się opił i pomyliło mu się. Może mnie cofną na Ziemie...
- I co my z panem, panie Rysiu zrobimy ? - popatrzył na mnie po ojcowsku - Musimy pana cofnąć, chyba, że chce pan zostać...
Kurna, nie wiedziałem. Zostawać, czy iść na Ziemie. Tu jest chyba fajnie. Za kilkanaście lat może chłopaki z osiedla dołączą, Polska gra w ćwierćfinałach, laski są świetne. ale znów na Ziemi, Lew, Joasia, chłopaki ze spirytusem, Polska w finalach, Legia mistrzem, Wisla z kazdym prawie dotaje..., Mamusia mi gotuje...
- Wracam. I tak tu trafię z powrotem, więc nic nie tracę.
Główny odetchnął z ulgą. Musieliby dziadka uzdrawiać, żeby przeżył moje życie, a plan cudów już wykonali na ten rok. Pożegnałem się z Głównym, Rafałowi dałem w pysk, wziąłem paczkę szlugów i odprowadzono mnie do recepcji. Cherubin z lokami jak mnie zobaczył to mu szczena opadła. Anioły na mnie z zazdrością patrzyły, jak mnie wrzucają do tunelu z którego wylatują co chwila kolejne dusze. Błysło, hukło i znalazłem się znów w mym ciele.
Spocony, ciężko oddychając leżałem na Joasi. Tak samo spoconej i ciężko oddychającej:
- Nie uwierzysz, Kochanie jaką miałem jazdę...
- Oooo, a jaką ja.....
08.06.2002
09:27
[2]
Misza [ Prefekt ]

<------ Griz, nie ma to jak mała rozrywka z rana :))
08.06.2002
09:43
[3]
Annihilator [ ]

<- wow!
08.06.2002
09:45
[4]
slowik [ Legend ]

skopiowalas to czy sam napisales bo duzo tego jest ;)
08.06.2002
09:58
[5]
Yoghurt [ Senator ]

BOSKIE:) Skąd to masz?
08.06.2002
10:07
[6]
yazz_aka_maish [ Legend ]

Hehehe niezłe :)))
08.06.2002
10:14
[7]
TAILEREKK [ Senator ]

o kurcze mało tego....... dopiero zaczynam czytać....... ;)
08.06.2002
10:15
[8]
Jake [ R.I.P. ]

niezłe skąd to masz
08.06.2002
10:19
[9]
TeadyBeeR [ Legend ]

Jest to czesc pamietnika Planktona.Adres powinien sie pojawic w linku.
08.06.2002
10:20
[10]
arthemide [ Prawdziwa kobieta ]

------> griz636 Text jest naprawde niezly. Mozesz podac autora i tytul? Jesli cala ksiazka jest w tym stylu, to warto przeczytac. ;)))
08.06.2002
10:24
[11]
FoXXXMagda [ Pellamerethiel ]

Niesamowite:P to niebo przypominało troche niebo z "FBI Hopkins":)))))
08.06.2002
10:29
[12]
griz636 [ Jimmi ]

nie jestem autorem tego textu, po prostu wpadlem rano z pracy do domciu i znalazlem to na joemonster.org :)) Historia poruszyla mnie na tyle, że postanowiłem ją wkleić, mam nadzieje, że troche się pouśmiechaliście :))
08.06.2002
10:30
[13]
yazz_aka_maish [ Legend ]

To chyba ten sam autor. Las... Co ja kurna robię w lesie ?! Pamiętam światła, poślizg i mocne pierdolnięcie w maskę naszego samochodu, ale to było na autostradzie, a nie w lesie. Gdzie ja jestem ? W dodatku jakieś frajerskie szaty mam na sobie i cosik mnie w łeb uciska. O w mordę, chyba już na dobre do Raju trafiłem... Ale jakiś inny ten Raj. Szaty jakieś mi nowsze chyba teraz dali, ze złotymi wstawkami. I aureolka nie hula nad banią, tylko taka ładna z liści laurowych ciasno na czajniku siedzi. O, ktoś idzie... - Konsulu ! Długo za potrzebą bawić będziecie ? Bo legioniści się niecierpliwią, stojąc w skwarze okrutnym. "Konsulu" ? Ki chuj... - Idę ! - odpowiedziałem na wszelki wypadek - jeno tyłek łopianem podetrę... Wyszedłem na polankę i po pierwszym spojrzeniu chciałem spieprzać z powrotem w las. Przede mną stało z 200 chłopa, ubranych jak z tego filmu coś my na nim z Siwym byli: "Quo Vadis" chyba. "Jakiś cyrk objazdowy pewnie" - pomyślałem, ale co w takim razie ja robię w tych ciuchach do cholery ?! Podbiegł do mnie jakiś grubas w lokach, zaczął się w pół zginać i do lektyki mnie zapraszać. - Konsulu, życzycie sobie czegoś ? Skwar niemiłosierny to i pragnienie męczyć was Panie musi okrutnie... Wody karzę podać zaraz. - Wody ? Wina mi dajcie, a żwawo. Wodą to ja mogę ... Zaraz też wylądowałem w lektyce z wielkim dzbanem kwaśnego wińska. Siury takie ze hej, ale trzeba było wszystko na spokojnie przeanalizować. "Hmmm, wypadek pamiętam. Akurat piwo dopijałem jak Jarek w TIR-a się wpakował, ale to była noc, a teraz jest dzień. Drogi nie widać, dookoła same cudaki w tych strojach z filmu. Gdzie ja jestem o cholery ? I jeszcze Konsulu do mnie ten grubas mówi. W Raju byłem Dusza, a tu Konsul... Może to jakiś inny Raj ?". Szybko tez to myślenie mnie znużyło, a i wypite wińsko dało znać o sobie, bo po chwili z lektyki zaczęło me chrapanie dochodzić. Ocknąłem się po zmroku, ale wciąż byłem w lektyce i kurczowo tuliłem do siebie pusty dzban po winie. Z zewnątrz dochodziły śpiewy żołnierzy i parskanie koni. Wychyliłem się z okienka: - Te, Gruby ! Daleko jeszcze ? - nie wiedziałem w ogóle gdzie mnie wiozą, ale czułem, że wydedukuję to z gadki z grubasem. - Już mury Rzymu majaczą w oddali, Panie. - Rzymu ?! Chono tu na chwilkę... - kiwnąłem na Grubego. - Kto ty kurwa, w ogóle jesteś ? Grubas popatrzył na mnie jak na UFO i rzecze: - Jestem Gajusz Inikos - wasz szambelan, Panie. Czy to moc wina ciemny całun na Wasz rozum, Wasza Wysokość, cisnęła ? - Tia.. - postanowiłem palić głupa. Skacowanego głupa - A po kiego grzyba, Inikosie Gajuszu, my do tego Rzymu zmierzamy ? - Na wasze zaręczyny, o Wielki i Czcigodny Konsulu Ziem Południowych. - To ja się żenię ?! A z kim Gajuszu.. Gajusz łypnął okiem, ze rozumie iż żartuję sobie z nim: - Z córką Senatora Flaviusza Romanikusa, cudowną Dorią - Aha, a skąd my w ogóle jedziemy ? - Z domu Waszego, z Acaccio, gdzie Villę ogromną macie i stu niewolników Wam usługuje. "Znaczy się jakaś szycha jestem, jak tylu niewolników posiadam" - pomyślałem. - Aha, czaję już wszystko. Daj mnie jeszcze coś winka, to się rozerwę do Rzymu. Po chwili tuląc dzban, zamyśliłem się. "To musi być jakiś sen, no bo jakże to inaczej... Jakaś Doria, Acaccio, niewolnicy. Kurwa mać, trza się budzić powoli". Nawet nie wiem kiedy zasnąłem. Obudził mnie zgiełk ulicy, jakieś chłopy się darły, konie też. Wychyliłem znów łeb z lektyki. Byliśmy w mieście. Jednak wciąż śnił mi sie ten sam sen. Podbiegł do mnie Gajusz: - Panie dojechaliśmy, jesteśmy pod Waszą Rzymską Villą, karzę bramy otwierać i ucztę szykować. Wnet rozległy sie trąby i wrzask Inikosa: - JEGO WYSOKOŚĆ KONSUL PLANKTONIUSZ PRZYBYŁ !!!! ******************* Z lektyki wypadłem na pysk, bo mi się nogi w szaty zawinęły. Nos rozbiłem i guza sobie zafundowałem. Moja Villa okazała sie niezłą chatką, lepszą niz. ta w Krakowie. I jeszcze jakie laseczki się mi tutaj kłaniają... Kazałem się do stołu prowadzić bo wino we mnie głód obudziło. I to co ujrzałem przeszło me najśmielsze oczekiwania. Powiem krótko: wpierdalałem pieczonego strusia i zagryzałem go świnią. Takiego żarcia nawet w telewizji nie oglądałem. Dookoła mnie łaziły kobiałki z cycami na wierzchu, jakaś kapelka przygrywała do kolacji a pod ścianami stało kilkunastu czarnuchów z pochodniami. Zajebka ! Jak narazie to nie chcę się budzić. Po kolacji bekłem donośnie i kopłem psa, który w poszukiwaniu resztek wałęsał mi się pod nogami. "Jak w domu" - Inikos! Wyro mi szykować. Pożarłem, popiłem, idę kimać. Nie budzić mnie przed południem, bo łeb zetnę. Jeszcze się zastanawiałem czy jakiejś bajaderki sobie do łóżeczka nie zgarnąć, ale... jutro też jest dzień ! ******************* Otworzyłem oczy. Nade mną jakieś kasetony, zero lampy, przy ścianach rzeźby, wazony bez kwiatków. Ściany w tapetę ze scenkami rodzajowymi. Ogólnie bogato, ale jakoś tak do dupy. Nieprzytulnie. "Ciekawe która godzina ?". Niestety, mój Timex zniknął, a innego czasomierza nie widziałem w pobliżu. Wylazłem z pokoju i prawie ataku serca dostałem: przede mną stał chłop zbudowany jak Pałac Kultury. Wielki jak słoń i trzymał łapę na jakiejś włóczni. - Co wy tak, kurwa, ludzi straszycie ?! Chcecie, żebym zawału baranie dostał ?! Koleś zbladł jak tynk i na czoło mu krople potu wystąpiły. Zaraz też wpadł do pomieszczenia Gajusz z bandą chłopów z mieczami. - Co się Panie dzieje ?! - Nic, do kibla szedłem, a ten się czai i ludzi straszy. Prawie mi serce stanęło. Jeszcze raz - tu zwróciłem się do olbrzyma - taki numer wytniesz, to jak cię jebnę... - Gajusz, gdzie kibel bo mnie ciśnie... Zaraz też mnie zaprowadzono do wychodka. Kurwa mać... Złoty dzban. Zastanawiałem się przez chwilę czy go nie gwizdnąć, ale... Problem był bo na darmo papieru szukałem. W końcu urwałem kawałek takiej firanki na ścianie, i dokończyłem jak cywilizowany człowiek. Za kiblem czekał już na mnie Gajusz: - Panie, kąpiel czeka. Życzysz sobie zażyć jej tutaj, w domu ? Czy karzesz wieść się do Term ? Termy - z tego co pamiętałem z podstawówki to chyba jakaś sauna była. Lepsze to na kaca. Do reszty mi wszystko wyparuje. Dali mi takie same prześcieradło jak wczoraj i dawaj do lektyki. Już bez winka, bo bym chyba wykorkował w tej saunie. Jechałem przez ten Rzym i oglądałem sobie przez okno. Nie znam się za bardzo na tym, ale ładnie tu było. Strasznie śmierdziało zgniłym żarciem, ale ogólnie ładnie. Do okoła chłopy w prześcieradłach i wojsko. Termy były w takim jebanym wielkim budynku, rozebrałem się na szybkiego i chopla na salkę. Wszyscy się na mnie patrzyli, bo jako jedyny wdefilowałem na waleta, z ręcznikiem na szyi. Kurcze ćmika bym zapalił... - Planktoniusz !!!!!! - rozległ się wrzask z jednego baseniku. Rozglądnąłem się dookoła kto tak ryja drze i ... oczom nie wierze. W basenie siedział Siwy. Ucieszyłem sie niezmiernie i lecę do Siwego. - Stary !! Ile mam Ci do opowiadania, zajebiście było w Paryżu, mówię ci Siwy.. - Siwy ? Planktoniuszu, to ja Siviusz Gajus. Nigdy do mnie Siwy nie mówiłeś... Wiesz jak skrótów nie lubię. Siviusz Gajus ??? To Siwy tez sfiksował ? Lepiej nic nie będę za szeroko opowiadał bo mnie za debila weźmie. Najpierw ja go wybadam: - Widzisz Gajuszu, miałem wypadek. Wypadłem po pijaku z lektyki i łbem wyrżnąłem okrutnie. Stąd mam tez zaniki pamięci. Wiele rzeczy nie pamiętam.. - Och, Planktoniuszu. Ten ciąg do wina i miodu kiedyś cię zgubi. Proś Jowisza, aby się Doria nie dowiedziała, wiesz jaki ona ma stosunek do opilstwa. Gotowa zaręczyny zerwać, a wtedy wyślą cię jak raz do Bretonii na czele armii Cezara. - Rozumiesz, Siviusz, problem jest w tym, że ja mam trochę większe zaniki pamięci. Na przykład w ogóle nie wiem jak wygląda ta moja Doria. I to jest problem. Ładna chociaż ? Siwy popatrzył na mnie jak Inikos dzień wcześniej i odparł: - TOBIE się podoba. Jest taka ORYGINALNA, po prostu... - Aha... Słuchaj, może gdzieś połazimy po mieście ? Kości rozprostuje i jakieś winko zrobimy, hę ? - Dobra, jeno się wybiczuje... Albo ty mnie po plecach pochlastaj Po 30 minutkach napierdalania Siwego gałęzią po plecach (potem on mi oddał) ledwo wyszedłem z Term. Gajusz Inikos już lektykę szykował. - Precz chamie, idę z Siviuszem do Senatu. - heh, dobry wybieg. Co chwile sie potykałem o prześcieradło i opaska mi z łba spadała. Siwy dumnie kroczył koło mnie. "Ale zważniał, penior jeden, no..". Doszliśmy do rynku. Forum Romanum ponoć. - Ty Planktoniuszu poważnie o tym Senacie mówiłeś ? Bo tu tawerna niedaleko, a wino dobre serwują... - Morda moja ! Jasne, że na winko. Obgadamy kilka spraw. Nagle mój wzrok przykuła pewna postać. Pod jednym z podcieni stał kurdupel z pióropuszem na łbie. Kurna... Gołota. Albo jego sobowtór. Machłem na niego. - Coś ty za jeden ? - spytałem groźnie - Centurion Golotininiusz Maximus. Na przepustce w stolicy. Czwarta kohorta, druga manipuła legionów w Tracji - zasalutował karzeł. - I co wy tak na przepustce się szwendacie sam w mieście. Jeszcze zginiecie w tłumie, he he - zarechotałem do Siwego - Pewnie kurtyzany szukacie ? - Tak panie, idę mój żołd wydać w ramionach pięknej pani. - To uważaj, mały, żeby cię nie wciągło - zaśmiał się Siwy. Rzuciliśmy centurionowi Golotiniuszowi dwa dukaty i poszli do tawerny. W środku mało ludzi, wszyscy w prześcieradłach przy dzbankach siedzą. Ogień w kominku wesoło tańczy. Przytulnie tu. Lepiej niz. w knajpach na Rynku w Krakowie. Dużo lepiej. Siwy wezwał karczmarza i cisnął mu w ryj pieniążkiem: - Zastawiaj stół chamie, Panowie się bawić będą. Zaraz też wylądowało na stole prosię z jabłkiem w pysku i dzbanior wina. Świnki ledwie skubnąłem, bo po wczorajszym obżarstwie smaku nie miałem. Siwy wpierdolił 3 golonka i zabraliśmy sie za wino i gadanie. Rozmawialiśmy o wszystkim, a raczej to Siwy mi odświeżał pamięć. I tak dowiedziałem się, że: Jestem Planktoniusz Sulla, pochodzę z północy, a mieszkam na południu, w Acaccio. Jestem malwersantem i przekupnikiem, handluję czym się da i biorę łapówki za łamanie obrad senatu. Ogólnie mnie nikt nie lubi, oprócz kilku kumpli z Akademii, a Juliusz Cezar uparł się, że mnie usunie z Senatu i Cesarstwa. Na moje szczęście zakochała się we mnie Doria, córka najbardziej wpływowego senatora, a z jego zdaniem liczy sie Cezar. Jeśli sie z nią chajtne to będę miał luzik do końca żywota. No to już przynajmniej wiem kim jestem. Jak się we mnie babeczka zakochała, na pewno fajna rura, to luzik. Ożenię sie, i będę połową cesarstwa rządził. No to siup, za pomyślność !! Piliśmy i piliśmy... Nagle zobaczyłem Joasie... Krzątała sie miedzy stołami, zbierała puste dzbany i zwinnie unikała dłoni biesiadników próbujących ją klepnąć w pupę. Czy to aby nie sen był ? Klepłem sie w pysk, aż z ławy spadłem, ale Joasia wciąż tam krążyła. Te włosy, ta sylwetka... wszędzie ją poznam. Wtem jakiś chłop ją złapał w pół i na kolana sobie sadza. Prawą ręką już za pierś łapie. Roześmiane, świecące oczy, osadzone w czerwonej nalanej mordzie. Joasia stara się wyrwać, ale pijak ją trzyma mocno. Nie zastanawiałem się długo. Doskoczyłem i dwa dzbany na łbie podrywacza rozkleiłem. Zaraz tez zaczęła się fest zadyma. Jak w góralskiej knajpie. Mnie furia zalała i napierdalałem wszystkich ławą, jak Zbyszko z Bogdańca w Krzyżakach. Z Siwym wyszliśmy z guzami z tej bójki. Towarzycho było napite i nie znało podstaw pięściarstwa, więc po odrzuceniu ciężkiej ławy, czarowałem wszystkich polską szkołą boksu. Podwójny lewy badający na głowę i korpus, i silny prawy prosty na głowę. Oponenci padali jak muchy. Gdy kurz awantury opadł, podszedłem do przerażonej dziewczyny: - Joasiu... i ty tutaj ? Dziewczę padło mi do kolan: - Panie... - nie zdążyła dokończyć bo przybiegł karczmarz, drąc ryja i trzymając się za głowę. Zamilkł jak mu cisłem dukatem i zdzieliłem w łeb. - Nie mów mi, Kicia, per Panie bo sie zjeżę... - uśmiechnąłem się do dziewczęcia. - Ktoś Ty ? Nadobna niewiasto... - Jestem Gioana, niewolnica pracująca w tej Tawernie. Mam usługiwać dostojnym panom. Wziąłem Siwego na bok: - Ty, słuchaj. Jak to niewolnica, to ją mogę kupić, nie ? - Nie wygłupiaj się, Planktoniuszu. 30 piękniejszych ci jutro za darmo przyślę. I lepszych... - nie dokończył bo zauważył błysk w mym oku. - Karczmarz !!! Prędzej bydlaku... Masz tu 5 dukatów, biorę tą niewolnice ze sobą. - Panie... to bardzo dobra niewolnica, gdzie ja kupię lepsza za 5 dukatów ? - Masz dychę.. - Panie czcigodny, równie dobre niewolnice to i z 15 kosztują, a nawet 20... Cisłem mu w pysk całą sakiewką, poprawiłem na obchodne z sandała i kazałem sobie wina podać. Podniosłem ławę i resztki świnki na ziemię zrzuciłem. W tym samym momencie wpadł do tawerny jakiś mikrus. - Słyszałem Panie, że bójka tu solidna .. No tak, Centurion Golotiniusz przybiegł. Jeszcze jego tu brakowało. Na szczęście Siwy pozbył się go szybko. Siedliśmy przy stole i pili milcząc. To znaczy Siwy coś mówił, ale ja go nie słuchałem. Patrzyłem w płonące oczy Joasi, na krwistoczerwone usta, falujące piersi... Czułem, ze żyję..... Ale czułem to tylko do 5 dzbanka, bo potem mi się film urwał. ******************* Gdy otworzyłem oczy ujrzałem Gajusza Inikosa. Patrzył na mnie z zaciekawieniem. - Co tak Inikos gały wybałuszacie... Skacowanego Konsula żeście nigdy nie widzieli ? - A bo Pan Konsul wrócił wczoraj do domu i obiecał mi 100 dukatów. Ciekawy jestem czy jeszcze Pan Konsul pamię.. - nie dokończył, bo pysk mu zamknąłem sandałem. - Idź przechero mi kąpiel szykuj. Bo śmierdzę chyba... czekaj, jak ja wczoraj wróciłem ? - Wasza wielebność został przyniesiony przez 6 legionistów. Wierzgał Pan, bluzgał i śpiewał o jakiejś Vistuli Cracoviensis... A potem Pan zwymiotował i tulił się do Brutnicusa - waszego centuriona. Następnie... - Dość ! Był ktoś ze mną ? Kobieta... - Ach tak ! Kazałem jej w kuchni pracować... Zdążył uciec, bo zaplątałem się w prześcieradło. Skurwysyn, Joasie do kuchni z czarnuchami cisnąć... Jak go dorwę.... Kąpiel była wyśmienita, do pełni szczęścia mi tylko szczoteczki do zębów brakowało. Odpachniony, odstrzelony (takie same prześcieradło co dzień) udałem się na śniadanko do ogrodu. Kazałem Joasie przyprowadzić... - Miłości moja. Jakiż szczęśliwy jestem, ze jesteś tu ze mną. Już nie chcę wracać do mego świata. Tu mam kasę, jest Siwy, Gołote widziałem... Joasia tylko ślepia rozszerzała: - Panie ja niegodna... - Godna, godna... czekaj tylko, mam problem. Podobno będę się żenić..... Ale to nic, Siwy jej wypadek załatwi i będziemy razem - pociągnąłem solidny łyk wina - do końca świata razem.. Nagle ujrzałem czającego się nieśmiało za kolumna Inikusa: - Panie czcigodni goście przybyli - Dawaj ich ! Od razu mi się morda uśmiechnęła jak zobaczyłem owych "czcigodnych". Palestyna, Gąska i Ryzy. Z tyłu człapał opuchnięty Siwy. - Chłopaki !!! Mordy kochane ! Inikos - wina !!!!!! Siwy zaprotestował, chłopaki też coś niechętnie do wina się odniosły. Oddelegowałem Joasię z sakiewką i służbą do miasta - niech sobie cos wybierze, jakiś ciuch. Bo chodzi obszarpana jak cyganka. Siwy przemówił: - Przyprowadziłem ich Planktoniuszu i wiedzą, że masz zaniki pamięci. Poprosiłem aby przypomnieli Ci o sobie. Pierwszy gadał Palestyna: - Jestem Palestynian, orator. Znamy się Planktoniuszu z Akademii. Razem byliśmy w Kartagenie i Aleksandrii na naukach. Kochałeś się w mej siostrze. Jestem Twym sąsiadem w Accacio. - Ja jestem Ryżeniusz Medina - senator z Północy. Też znamy się z Akademii. To ja sprzedawałem Twe winogrono na północy, co przyniosło nam fortunę. - A ja jestem Gąskiniusz - bankowiec. To dzięki mnie udało Ci sie zakupić tą okazałą Ville w Rzymie i dzięki mnie jesteś konsulem. Ja zawdzięczam ci poślubienie najwspanialszej kobiety w Cesarstwie - Glorii Pokemonii No to już wszystko czaję. Chłopaki odstawione, kasiaste. Tu jest lepiej niz. w moim świecie. Możemy zawojować Rzym !! Z taka ekipą ? heh... Tylko czegoś mi brakowało. No tak, a gdzie Jarek, Jacek, Bomba o Lwie nie wspomnę ? Ech, pewnie ich później spotkam. Na pewno... Słuchałem ich kilka godzin, Palestynian pierdolił o kłopotach Cesarstwa, Gąskiniusz o podatkach, Ryżeniusz i Siviniusz konsumowali kury. Przesiedzieliśmy tak do zmroku, postanowiłem za wiele się nie odzywać, bo moje opowieści mogłyby szok spowodować. Jakiś donos do psychiatryka by na mnie wystosowali, albo co. Poszli po wystawnej kolacji, na której dziwiłem się jak chudy Siviusz potrafił zeżreć pół świni. Ma chłop spust, nie ma co... Paka wyszła, wróciła Joasia. Szczęka mi opadła jak ją ujrzałem. Była uosobieniem piękna, w tych zwiewnych szatach, importowanych prawdopodobnie z Grecji. Cudna. Nieśmiało rzucała na mnie spojrzenia, rumieniła sie. Ach co to za frajda, po raz drugi zdobywać tą samą kobietę !!! ******************* Tą noc podobnie jak poprzednie spędziłem sam. Oka nie zmrużyłem, bo mnie nerwy zżerały. A zżerały mnie, bo wczoraj Inikos uświadomił mnie, ze me zaręczyny w Idy Marcowe odbyć się mają. Czyli ni mniej, ni więcej tylko jutro. Coś muszę wykombinować do tego czasu. Muszę. Cały Boży dzień łaziłem po Rzymie, a na mym czole żyłka wystąpiła - znak, że myślę intensywnie. W końcu pod Koloseum wpadłem na genialny pomysł. Jutro zebranie Senatu, ma być sam Cezar, więc pójdę do Niego i wszystko wyklaruję. On się ma ode mnie odczepić, spławić za mnie Dorie, a ja mu wykapuje wszystko co z historii i geografii pamiętam. Zmienię troszkę bieg historii, ale co tam.. Najważniejsze, żebym z Joasią był. Koło świątyni Westy usłyszałem chrapliwy głos: -Planktoniuszu-u !! U-uu..!! Mój kochaniutki.. Obróciłem się, i jednocześnie mi serce i żołądek do gardła podeszły. W moją stronę pędził ze świtą babsztyl, takie skrzyżowanie Violi Villas i Jana Himmilsbacha. Tragedia. Spierdolić już bym nie zdążył, przyjebać jej nie mogłem. Dorwała mnie... - Kochaniutki, co to nie poznajesz mnie ? Twojej kochaniutkiej, słodziutkiej Dorusi ? - Eeeee... - Jaki nieśmiały, czaruś... Mój złociutki, szaty i pachnidła byłam kupić na nasze jutrzejsze zaręczyny. Sam Cezar uświetni naszą uroczystość swym przybyciem. - Eeeee... - A jak tam w Accacio ? Dom przyszykowany na przybycie wybranki Twego serca ? Na pewno... Mój kochaniutki Planktoniuszek o wszystko zadbał... - Eeeee... - cos mało rozmowny Planktoniuszu jesteś, widzę, żeś zdenerwowany okrutnie. Jutro nasz wielki dzień. Te Idy Marcowe do historii przejdą, jako najwspanialsze zaręczyny w Cesarstwie. Nie zatrzymuję Cię już, idź odpocznij do swej Villi. Daj jeszcze buziaka słodziutki... No daj, nie wstydź się.. Poczułem przez chwilę jakby mi kto przetykaczke do kibla do ust przyłożył. Babsko swymi wargami prawie mi cały łeb objęło, a przy uścisku na pewno ze dwa żebra poszły się jebać. Pociemniało mi w oczach, a jak doszedłem do równowagi zobaczyłem jak Doria się oddala, zalotnie kręcąc dupskiem wielkości silnika Fiata 126p. Splunąłem z obrzydzeniem... "Prędzej się chlasnę nożem, niż tą krowę przytulę" Zbliżał się wieczór to postanowił coś przetrącić i jakiegoś winka się napić. Wybrałem Tawernę "Athena". Kuchcikowi dałem dukata, niech leci do mej Villi, powiedzieć, ze Pan się bawi. Wolałem tak to załatwić, bo idiota Inikos gotów mnie z całymi legionami po mieście szukać. Siadłem sobie w rogu knajpy i obserwowałem gości, rozbawione towarzycho, każdy z udźcem baranim w łapie i dzbanem wina. Moją uwagę przykuło dwóch kolesi, siedzieli na drugim końcu sali i tajemniczo o czymś szeptali. Po 3 dzbanku postanowiłem się do nich dosiąść. Co mi tam, samemu nic nie wykombinuję, a czasami od obcych przy gorzale można ciekawych rzeczy się dowiedzieć. - Czołem, chłopaki, można ? Popatrzyli się na siebie, na mnie i kiwnęli głowami na znak akceptacji. - Planktoniusz jestem.. - przedstawiłem się - Wiemy. Jesteś Panie konsulem. Znamy Cię z Senatu. Ja jestem Brutus, a to mój kompan Kasjusz. No, to chłopaków już znam. O tym Brutusie coś mi we łbie kołatało, że jakiś numer chyba wyciął Cezarowi. Ale dokładnie nie pamiętałem. W ruch poszły dzbany wina i świnia. Ja im się żaliłem, jakie to nieszczęście z tą Dorią. Wolałbym na trąd zapaść, niż z tym babskiem resztę życia spędzić. Płakałem. Oni też płakali nade mną. Fajne chłopaki. Po kilku "głębszych" postanowiliśmy zmienić lokal, na taki z fordanserkami. Kasjusz się postanowił szarpnąć i wsiąść nas na kurwy. Wszystko mi wisiało już... Kurwa, nie kurwa, ja kobity na razie potrzebuje. W burdelu źle zacząłem, zamiast od razu brać dziewczynkę, przystartowałem od mocnego wina. Finał był taki, że jak Kurtyzana sie rozbierała to ja już chrapałem... ******************* Obudziło mnie dobijanie się kogoś do drzwi. - Planktoniuszu !! Na Jowisza.. Już dawno świt. Do Senatu się spóźnimy, a Cezar już pewnie tam przybył... Ledwo co się wygramoliłem z łóżka. Szklankę winka hukłem, w celu lepszego kontaktu z rzeczywistością. Za drzwiami latał Brutus, a Kasjusz prawie włosy ze łba darł. - Spoko panowie, weźmiemy takse i w momencik w senacie będziemy. Zdążymy.. Drogę do Senatu myślałem. Mocno myślałem, ale z uwagi na wino w mej głowie szło mi opornie. "Muszę Cezara jakoś zagadać". W budynku już wszyscy siedzieli, wzrokiem wyszukałem Siviusza, siedział w środkowym rzędzie z Ryżeniuszem i jakieś znaki mi dawali. Nie było koło nich już miejsca to klapnąłem sobie z mymi kompanami - Brutusem i Kasjuszem. Jezuuu... jak mi się pić chciało... Jeszcze jakiś staruch mi machał ręką, ale olałem go. - JULIUSZ CEAZAR !!! - rozległ się głos i wszyscy wstali. Na sale wszedł siwy chudzielec ze złotą opaską na bani. Wstałem jak wszyscy i ryknąłem "AVE CEZAR!". Niech widzi, że też się udzielam... Przemówił. Pierdolił coś o Armii, Jowiszu. Większości rzeczy nie słuchałem bo drzemałem sobie. Jak się ocknąłem to chyba jakaś przerwa była. Wszyscy łazili po sali i o czymś żywo gadali. Siwego i Ryżego nie zobaczyłem, pewnie wyszli na dzbanek wina. Idę Cezara poszukać.... Od jednego kolesia się dowiedziałem, że Cezar teraz przyjmuje w swej sali. Walę do niego śmiało. Straż mnie puścić nie chciała, ale w końcu szycha jestem, to nie mieli chłopcy za wiele do gadania. Cezar siedział sam na krześle i o czymś rozmyślał. - O, sam Pan Konsul Planktoniusz... Witam - Mam sprawę, Cezar... - Słucham - Widzisz, pan. Jak pewnie wiadomo mam się ochajtać z tym pudłem, córką Flaviusza Romanikusa... - Pudłem ? Myślałem, że ją miłujesz... - uśmiechnął się krzywo, szczerząc popsute zęby. - Jak takie coś można miłować ? Kijkiem do nart bym tego nie dotknął... Inną kocham. I tu jest pies pogrzebany... - Nawijaj Zacząłem mu klarować o Joasi, o tym, że mam w dupie politykę i jak tylko Cezar się ode mnie odczepi i załatwi sprawę Dorii, to ja mu takie rzeczy opowiem, że świat przed nim otworem stać będzie. Chłop sie zaciekawił, więc nawijałem dalej. Wszystko wygadałem, że Marek Antoniusz stuka Kleopatrę (tu mi kiwnął głową, że Ameryki to ja nie odkryłem), że za Jakieś 50 lat chłop się urodzi co za syna Boga się będzie podawał, ale większego zainteresowania tym nie wzbudziłem. Nagle przypomniałem sobie, że ci melepeci sądzą że ziemia jest płaska. Zacząłem więc udawać mądrego i nawijałem o kształcie Ziemi. O Ameryce po drugiej stronie, Australii, Japonii. To go zaciekawiło... Wysypałem trochę piasku na posadzkę i wziąłem sztylet Cezara. Zaraz też zacząłem mu rysować mapę świata. Ze szczególnym umiejscowieniem Krakowa. Dziwił się jak to możliwe jest, aby ludzie po drugiej stronie kuli nie spadali, przecież są "pod nami". Rzucałem więc jabłkiem, jak Newton i gadałem o grawitacji. Juliusz krążył po sali i gadał: "Genialne, genialne...". Chyba łyknął naszą umowę. Zaraz też zakomunikował mi, ze idzie przemówić do Senatu, a ja żebym się niczym nie przejmował. Dorie załatwi, a ja będę Konsulem nowych ziem... No, panie dziejku !!! To się ustawie... Wyszedł, a mnie kał naparł. Poszedłem więc uskutecznić potrzebę fizjologiczną. Siedziałem na dzbanie i uzmysłowiłem sobie, że Cezar wyszedł zostawiając mi sztylet. Musze mu oddać, bo pomyśli, ze ja złodziej jaki jestem. Znów zdemolowałem kotarę w celu higieny. Co za kraj, żeby srajtaśmy nie posiadali?.. Wyszedłem z kibla ze sztyletem w ręce. Cezara ujrzałem na schodach, stał w towarzystwie Brutusa i Kasjusza, tych kolesi co z nimi piłem. Jak mnie zobaczył, od razu kiwnął ręką, żebym podszedł. Ja machłem mu sztyletem, że zapomniał i idę do niego. Nagle, noga mi się zaplątała w te pierdolone szaty, i runąłem wprost na Cezara ze sztyletem w wyprostowanej ręce... Kurwa, nadział sie... Brutus i Kasjusz zbledli, Cezar też... zdążył tylko wyszeptać coś w tym stylu : " ET TU, PLANKTONE CONTRA ME ?"... skonał. Ale, kurwa bigosu nawarzyłem... Wiele się nie zastanawiałem, tylko długą korytarzem puściłem. Szaty zawinąłem i zapierdalam. Tylko się obejrzałem i widzę jak żołnierze Brutusa i Kasjusza skręcają. "Ale jatka, ja pierdole..." Spieprzałem bardzo długo, nie wiedziałem gdzie się skryć. Już mnie pewnie wszyscy szukają, bo Brutus i Kasjusz mnie z pewnością zakapują.. "Co ja narobiłem?.. Miałem być konsulem nowych ziem, a jestem zwykłym mordercą... Joasia mnie znienawidzi". Od jakiegoś żebraka kupiłem jego zawszone łachmany, teraz jak się przebiorę nikt mnie nie pozna. Poszedłem do mej Villi, ale tam już masa legionistów czekała. Postanowiłem tak przesiedzieć w pobliżu mego domu w oczekiwaniu na Joasie, może na jakieś zakupy będzie szła, albo co ? Porwę ją i uciekniemy razem. Gdzieś się ustawimy, Egipt, Polska, albo Ameryka... Zgłodniałem, to wyszedłem z ukrycia jakiegoś żarcia poszukać. I wtedy....: - Tu jest, sukinkot jeden ! Dawać go ! - puścił się za mną cały oddział legionistów. Spierdalałem, ale czułem już oddech pościgu na plecach. Nagle się potknąłem (jak zwykle) i wyrżnąłem łbem o bruk.... ******************* - PANIE DOKTORZE ! PACJENT Z CZWÓRKI PRZYTOMNOŚĆ ODZYSKUJE !!!!! Otworzyłem oczy... Nade mną pochylali się jakaś babka i koleś w białym kitlu. - No witamy panie C. - powitał mnie doktor Nie wiedziałem, za bardzo gdzie jestem. Nagle zobaczyłem Joasie, podbiegła do łóżka i zapłakała. "Gdzie ja kurwa jestem ????" Znów zapadłem w ciemność... Oto link do strony.
08.06.2002
10:38
[14]
KANGUR [ Pretorianin ]

griz636--> naaprawdę dobre. Prosze o więcej pzdr
08.06.2002
10:52
[15]
TeadyBeeR [ Legend ]

Wiem,ze polska jezyk trudna,ale ja i yazz_aka_maish podalismy juz adresy wwwPLANKTON.PRV
08.06.2002
10:57
[16]
yazz_aka_maish [ Legend ]

Teady zapomniałeś tylko o pl na końcu :))
08.06.2002
11:01
[17]
TeadyBeeR [ Legend ]

Heh,moj blad :). Wiecej sie nie powtorzy :)
08.06.2002
11:52
[18]
Cracko [ Gladiator ]

zajebi**e
08.06.2002
12:03
[19]
DARKI [ Konsul ]

lol heh trochę czytania;) ale spox;)
08.06.2002
15:53
[20]
Lander1 [ Konsul ]

ZAWALISTE! przebija komiksy o Stefanie.
08.06.2002
16:37
[21]
yazz_aka_maish [ Legend ]

Wejdźcie na podaną przeze mnie i TeadyBeer`a stronę i poczytajcie pamiętnik - MegaLOL tylko trochę wkurza mnie sposób w jaki autor odnosi się do stolicy i jej mieszkańców (ale to zapalony kibic i chodzi mu o Legię...)
08.06.2002
17:18
[22]
bartek [ ]

Hehehe :)
08.06.2002
18:13
[23]
arthemide [ Prawdziwa kobieta ]

No to jest po prostu klimat ciasnej warszawki. Nie chce tu obrazac forumowiczow z Wawy, ale tak tam jest.
08.06.2002
19:56
[24]
James_007 [ Face of Destiny ]

które odcinki tu opublikowaliscie??
08.06.2002
20:16
[25]
LooZ^ [ be free like a bird ]

lol... Podalem adres do tego z pol roku temu i wtedy 80% forum zjechalo mnie ze jest to prostackie, glupie i wogole nie smieszne ;] No coz...
08.06.2002
22:24
[26]
SilentOtto [ Faraon ]

Looz^ ---> Bo to właśnie takie jest :o) Chętni podobnych natchnień mogą doświadczyć - 3 do 5 litrów wódy i dwie zgrzewy piwa na kaca. A potem opisać co się widziało ;o)
09.06.2002
01:33
[27]
Kojot__ [ Pretorianin ]

Całkiem fajowe te opowiadanka - pozdrowionka dla autora
wątek: TAK POWINNO BYĆ W NIEBIE!!!!
© 2000-2014 GRY-OnLine S.A. game guide