Co takiego mają w sobie starsze gry?

23.12.2010
15:53
[1]
COREnick [ Hunter ]
Co takiego mają w sobie starsze gry?

Ostatnio wspominałem sobie gry, w które kiedyś grałem i odkryłem coś ciekawego. (Przed dalszym czytaniem polecam przejść do PS.;))

Najlepiej wspominam czasy, w których grałem w starsze gry. I nie tylko dawne czasy, gdy miałem Commodore 64, NES Pegasus, pierwszego PC, albo grałem u znajomych, czy rodziny na konsolach PSX, czy Nintendo 64 (ach ten Golden Eye…) - czyli gdy to wszystko było nowością, albo czymś jeszcze świeżym. Tęsknotę wzbudzają też wspomnienia o chwilach, gdy z jakichś powodów komputer nie działał za dobrze i byłem skazany na starsze produkcje (co może się wydawać paradoksalne dla zwykłego gracza, zaliczającego po prostu nowe tytuły).

Na przykład kiedyś Windows „umarł” i z jakiegoś zapomnianego powodu nie mogłem go po prostu na nowo zainstalować. Wtedy został mi tylko DOS i to bez dźwięku - ścieżkę dźwiękową zastępowało mi radio. Pamiętam, jak świetnie bawiłem się, grając Grand Theft Auto, z głośnikami podpiętymi pod napęd CD, żeby mieć muzykę z gry. Albo godziny spędzone przy przechodzeniu po kilka razy Terminal Velocity, przy akompaniamencie muzyki z taśmy, odtwarzanej w boomboxie. Duke Nukem 3D również został wtedy przeze mnie odkurzony. Tak, jak Wolfenstein 3D, Doom, Doom 2, Command & Conquer, Test Drive, Test Drive 2... Aż się łezka w oku kręci.

Albo, gdy Winda przez jakiś czas dawała się odpalić tylko w trybie awaryjnym (jakiś problem z dyskiem twardym, czy coś w tym stylu). Wtedy również do łask wróciły gry DOS-owe, ale nie tylko – doszła możliwość uruchomienia niektórych nie-DOS-owych gier w okienku. I znów masa wspomnień z Sin, Shogo, Unreal Tournament…

Od jakiegoś czasu starsze gry po raz kolejny przeżywają u mnie swój renesans. Stacjonarny pecet umiera ze starości, więc pozostaje mi netbook, o mocy obliczeniowej nie wiele większej od mojego pierwszego peceta. Nadrabiam więc zaległości z tamtych czasów. Przeszedłem wreszcie System Shock II. Ponownie zaliczyłem Quake II i przechodzę dodatki do niego. Przeszedłem również Call of Cthulthu. Zacząłem właśnie Project IGI. Jestem w połowie Delta Force Land Warior. Odświeżam Unreal i Unreal Tournament. Zagrywam się we Freelancera. Znowu wciągnąłem się w świat Doliny Lodowego Wichru (Icewind Dale). Gram też w GTA 2. Z samochodówek gram w Colina 2.0, NFS Porsche i Hot Pursuit 2, Test Drive 4, Crazy Taxi oraz Midtown Madness. O, zapomniałbym o Age of Empires i Turoku. I wiecie co? Grając w same „starocie” stwierdzam, że od dawna się tak dobrze nie bawiłem i na razie nie zamierzam się przesiadać na lepszy sprzęt, bo wciąż mam mnóstwo świetnych tytułów na oku.

Wracając na główny tor tematu - z nowszych gier mało która zapewniła mi tyle radochy i mało którą wspominam tak dobrze, jak te starsze, mało która wciąż sprawia przyjemność w trakcie przechodzenia jej któryś raz. A i tak większość z tych nowych-fajnych gier jest już uznawana przez ogół graczy za stare…

Co więc takiego jest w tych grach? Może to, że dzisiaj stawia się na oprawę audiowizualną, a nie na samą treść? Może to, że kiedyś gry były robione z większą pasją, a dziś stają się po prostu maszynkami do zarabiania pieniędzy i niczym więcej? Może to przez to, że gry stają się pustą rozrywką, z której nic nie wynosimy i nie ma za bardzo co wspominać? Co sprawia, że w starsze tytuły zapisują się tak wyjątkowo w naszej pamięci, a nowe zaglądają tam na chwilę i gdzieś ulatują? Czy może tylko ja tak mam? Co o tym myślicie?

PS.: Właśnie słucham klimatycznej muzyki, w sam raz pod temat: wwwkohinacom
PS.2.: Zagadka. Co to za gra na screenie obok? Podpowiem, że wspomniałem o niej w tym tekście.

EDIT: Zjadłem przecinek. ;P
Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2010-12-23 15:58:00]
23.12.2010
15:59
[2]
pecet007 [ Fallout NV ]

Co sprawia, że w starsze tytuły zapisują się tak wyjątkowo w naszej pamięci, a nowe zaglądają tam na chwilę i gdzieś ulatują? Czy może tylko ja tak mam? Co o tym myślicie?

Nie tylko ty tak masz, taki sam efekt, jak mówienie starszych ludzi że za komuny było lepiej. Po prostu kojarzysz je z czasami swojej młodości i gloryfikujesz.
23.12.2010
16:04
[3]
COREnick [ Hunter ]

pecet007 ---> No właśnie to nie jest to, to nie takie proste. Bo gdy biorę teraz jakąś grę, którą dobrze wspominam ze starych czasów i gram w nią raz jeszcze, to wciąż sprawia mi ogromną frajdę. I, jak przecież napisałem, mowa nie tylko o starszych grach, w które grałem dawno temu, ale także o "starociach", w które grałem całkiem niedawno, bo np. komputer nie działał najlepiej i nowszych tytułów po prostu nie mogłem uruchomić.
23.12.2010
16:09
[4]
raziel88ck [ Legend ]

Dobra gra, zawsze pozostanie dobrą, a słaba słabą.

1 - Shogo? Eee... raczej nie.

Jeśli dana gra nie zachwycała w tamtych czasach to nie mam do takich produkcji sentymentu, jeśli zaś była świetna to jak najbardziej ją wspominam i wracam do niej. Z nowych gier z całą pewnością trafi na sentymentalne i zaszczytne miejsce trafią - Assassin's Creed 1,2 oraz Mass Effect 1 i 2.

To takie przykłady gier.
Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2010-12-23 16:13:40]
23.12.2010
16:13
[5]
kjx [ Nelson Tethers ]

Pecet ma rację. Ale tak w 50 procentach. A pozostałe 50? To jest właśnie to co sprawia, że w starsze tytuły zapisują się tak wyjątkowo w naszej pamięci. Tylko jak to coś zdefiniować? Dlaczego na PC nigdy nie grałem w żadną grę tyle co w amigowego Railroad Tycoona? Dlaczego zamiast grać w X3 nadal gram we Frontiera? Dlaczego wolę budować drogi w Transport Tycoon, zamiast w jakimś najnowszym tycoonie? Dlaczego wolę kolejny raz przejść Curse of Enchantia czy Beneath a Steel Sky niż coś z nowych przygodówek ale po raz pierwszy? Ciężko "to coś" nazwać. Sentyment, starość, przywiązanie, tęsknota za szczenięcymi latami... Nie wiem i (szczerze mówiąc) nie wnikam. Ważnie, że kocham starocie i nadal w nie gram. Lepszego okresu dla branży jak lata 1992-1998 nie było i nie będzie :)
23.12.2010
16:17
[6]
_agEnt_ [ Tajniak ]

Po prostu kiedyś robiono gry dla ludzi z pasją, dla geeków, dla ludzi ciekawych nowego doświadczenia, eksperymentowania, etc., a dziś się je robi dla zblazowanych nastolatków i ziemniaków kanapowych, którzy zwlekli swoje odwłoki na chwilę sprzed telewizora (wait - scratch that - niektórzy w ogóle nie musieli ich stamtąd podnosić).
Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2010-12-23 16:23:34]
23.12.2010
16:17
[7]
Chudy The Barbarian [ Legend ]

Nie tylko ty tak masz, taki sam efekt, jak mówienie starszych ludzi że za komuny było lepiej. Po prostu kojarzysz je z czasami swojej młodości i gloryfikujesz.

Z tym nie mogę się zgodzić. W niektóre stare tytuły, z którymi nawet nie miałem wcześniej do czynienia, grałem całkiem niedawno i mi się podobały nie mniej niż nowe gry. Na przykład takiego Metroida na NESa przechodziłem całkiem niedawno i uważam, że to świetna gierka :P
23.12.2010
16:19
[8]
zarith [ ]

pecet ma rację w 100%. ale są jeszcze inne czynniki - sentymenty i bariera interfejsu. sentymenty powodują że wolisz po raz setny przejsc bass zamiast pograc w gray matter:p, a bariera interfejsu sprawia że tak mało ludzi gra w starocie.
23.12.2010
16:25
[9]
COREnick [ Hunter ]

No to się zgadzamy, że coś w tych starszych grach jednak jest, ale co to? Właśnie to mnie nurtuje. Co takiego sprawia te gry wyjątkowymi? Jak dotąd najprawdopodobniejszą teorią jest to, że teraz po prostu nie robi się gier tak ambitnie, jak kiedyś, to że z dzieł zmieniają się w produkcje...

raziel88ck ---> Nie, to nie Shogo. ;P
23.12.2010
16:34
[10]
SwiXen [ Generał ]

Co takiego mają w sobie starsze gry?

Z grami może być jak z winem. Im starsze tym lepsze.
23.12.2010
16:45
[11]
Asmodeusz [ Legend ]

pecet nie ma racji. A tym bardziej "w 100%". Jest sporo gier z circa 1995 w ktore gralem niedawno i ktore byly o wiele bardziej grywalne niz "top 10 nowosci 2010". Liczy sie pomysl na gre + grywalnosc + dobre AI (tam gdzie trzeba) + dobry interface. Ot chociazby Transarctica (gralem w nia po raz pierwszy jakies 2 lata temu). Konia z rzedem temu kto poda NOWY tytul ktory jest rownie grywalny, ma rownie dobry pomysl na swiat i rownie ciekawe rozwiazania. O fakt... nie ma takiego, bo lepiej zrobic po raz dziesiaty "bohatiera ratujacego swiat" niz stworzyc cos nowegoniepowtarzalnego. Inna niepowtarzalna gra (tez gralem niedawno - chociaz tu mi szlo slabiej, musze znalesc jakis manual) - Storm Master.
23.12.2010
16:45
[12]
_agEnt_ [ Tajniak ]

I jeszcze jedno. Tak samo jak miało to miejsce z filmem. Kiedyś szukało się nowych pomysłów, teraz się powiela sprawdzone pomysły (bo po co ryzykować, skoro wystarczy powtórzyć).
23.12.2010
16:45
[13]
kefirek09 [ Senator ]

Przyznam Ci rację. Mnie na ten przykład wraca do starszych gier, gdy przypomnę sobie jak wspaniale bawiłem się np. w pierwszego Quake

spoiler start
Delta force
spoiler stop
23.12.2010
16:56
[14]
zarith [ ]

ależ pecet ma rację. owszem przytłaczająca większosc mainstreamowych tytułów jest bardzo mało 'odkrywcza', ale to nie znaczy, że to są złe gry. pieniądze potrzebne na stworzenie i wypromowanie 'pierwszoligowej' gry są tak duże że nie opłaca się ryzykowac, i jest to zupełnie zrozumiałe. jesli ktos ma po prostu zajebisty pomysł na grę i chęci nadal moze ją relatywnie tanim kosztem stworzyc i opublikowac, i nawet odniesc sukces - np popularny ostatnio super meatboy, recettear czy wiele innych tytułów z kategori 'indie'.
23.12.2010
17:02
[15]
Asmodeusz [ Legend ]

Oczywiscie ze nie ma racji. Chociazby tym stwierdzeniem:

Po prostu kojarzysz je z czasami swojej młodości i gloryfikujesz.

Co mialbym kojarzyc w takiej Transarctice z mlodoscia? Snieg? Czy moze mamuty? A moze pixele? Nie. Faktem jest ze jest to swietna gra obvojetne czy w AD1995 czy 2010 (nie, nie pamietam kiedy byla wydana, rownie dobrze moglo to byc ad1998).

Wiec jest to stwierdzenie nieprawdziwe = nie ma racji.

Zreszta kilku moich znajomych gra w gry z tamtych czasow (np. master of magic, XCOM) mimo, ze kompy maja od okolo 5 lat. Ciekawe co oni wspominaja? PRL? Przeciez ci ludzie nie maja zadnych wspomnien zwiazanych z tamtymi grami a jednak swietnie sie bawia. Prosze, wyjasnij mi to.
23.12.2010
17:16
[16]
Garak [ Szpieg ]

Asmodeusz --> Transarctica ma 17 lat - za rok bedzie pelnoletnia :-) Tez pamietam jak w nia gralem - swietny pomysl na swiat, swietna grafika i dzwiek (w grach Silmarils to wtedy zawsze bylo na wysokim poziomie)

A co do tematu: Jest wiele starych gier ktore oferuja wymagajacym graczom cos czego obecne produkcje po prostu nie maja. Przy dziesiejszej produkcji gier tak aby zadowolic jak najwieksza grupe docelowa nie mozna sobie pozwolic na eksperymenty - wszystko musi byc latwe i przystepne tak aby nawet najwiekszy glupek sobie poradzil i mogl powiedziec "Przeszedlem tą gierkę".

Czasem mam wrecz wrazenie ze dziesiejsze gry wszystkie wygladaja tak samo, sterowanie jest takie same - pamietam jak jakis czas temu w recenzji jakiejs gry (tytulu nie pamietam) recenzent jako wade wymienil ze przycisk odpowiedajacy za jakas akcje jest inny niz przycisk odpowiadajacy za ta sama akcje w Gears of War.

Jakis czas temu przeszedlem Chrono Trigger'a - jednego z kultowych i najlepszych jRPG jakie stworzono. Nie mialem z nia zwiazanych zadnych sentymentow (nigdy nie mialem SNES'a) a pomimo tego uwazam ze gra jest genialna
Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2010-12-23 17:25:44]
23.12.2010
17:19
[17]
zarith [ ]

faktycznie, nie ma racji, a raczej ma ją tylko częsciowo - co zresztą miałem na mysli w poscie numer 8, tylko ze jakims cudem pomyliłem peceta z [2] z razielem z [4]. przysięgam ze nic nie piłem, piwo otworzylem dopiero teraz:)
23.12.2010
17:20
[18]
kjx [ Nelson Tethers ]

wwwdotemucomendownload-game105transarctica

Od dawna mam ją na swojej liście życzeń :)
23.12.2010
17:21
[19]
Asmodeusz [ Legend ]

Ja gralem w nia po raz pierwszy tak jak pisalem - jakies 2 lata temu. Nie skonczylem (zablokowalem sie gdzies - juz nie pamietam gdzie), mialem toporny start (brak instrukcji), ale po pewnym czasie fajnie sie rozkrecala i az z przyjemnoscia dodawalo sie nowe wagoniki do skladu. Do tego pierwsze polowanie na mamuty czy pierwsza walka z Viking Union :) Mniam :)


zarith - zwracam honor :) Pod [4] Moge sie podpisac moimi wszystkimi konczynami (a przynajmniej tymi ktorymi umiem pisac)
Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2010-12-23 17:22:49]
23.12.2010
17:26
[20]
bloodvampire [ Legionista ]

Moim zdaniem stare gry po pierwsze nie odwracały uwagi swoją 'wypasioną' grafiką a po drugie, tak jak napisał _agEnt_ 'Po prostu kiedyś robiono gry dla ludzi z pasją, dla geeków, dla ludzi ciekawych nowego doświadczenia, eksperymentowania, etc.' - teraz coraz częściej gry robi sie po to, żeby byla z nich kasa..robi się je automatycznie, bo rynek chce nowych gier.eh


24.12.2010
08:10
[21]
SutiL [ Generał ]

kiedyś to były robione pod klimat, stary medal of honor, potem allied assault, hitman 2, Mafia, gta vice city i wiel by się znalazło, teraz to na szybko i może i efektowne graficznie itd... ale bez duszy.
Ostatnie naprawde trzymające poziom dobre, co za kilka lat będzie się wspominac z wtpiekami na twarzy wspominać dla mnie to dead space, modern warfare 1, i cisza...
24.12.2010
08:18
[22]
matmafan [ Alexander Degtyarev ]

Co takiego mają w sobie starsze gry?
To czego nigdy nie będą miały współczesne gry i nadchodzące.

Co więc takiego jest w tych grach? Może to, że dzisiaj stawia się na oprawę audiowizualną, a nie na samą treść? Może to, że kiedyś gry były robione z większą pasją, a dziś stają się po prostu maszynkami do zarabiania pieniędzy i niczym więcej? Może to przez to, że gry stają się pustą rozrywką, z której nic nie wynosimy i nie ma za bardzo co wspominać? Co sprawia, że w starsze tytuły zapisują się tak wyjątkowo w naszej pamięci, a nowe zaglądają tam na chwilę i gdzieś ulatują? Czy może tylko ja tak mam?

Nie tylko ty tam masz, ja jak sobie wspominam jak się kiedyś w gry grało to aż się łezka w oku kreci jakie to piękne gry były, pamiętam premiera gta 3 i mafi, kurde jak ja się w to zagrywałem, normalnie malinka, a chciałbym powrócić do tamtych czasów. :)
Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2010-12-24 08:21:52]
24.12.2010
08:28
[23]
meryphillia [ Forever Psychedelic ]

Dobra pamięć o jakiejś tam grze, to jakieś 7080% sukcesu. Reszta, to po prostu nie gasnąca zajebistość gry pomimo upływającego wieku.

Weźmy takie Combat Mission (dzień bez promocji CMika dniem straconym :D), które dorobiło się zarówno konkurencji, a same strategie rozwinęły się do poziomu oczojebnych tytułów nastawionych na ciągłą akcję (taki Company Of Heroes; nie mówię że gra zła, bo wręcz przeciwnie, to świetna rozrywkowa strategia akcji). Mimo wszystko w te stare crapy spod znaku CM gra nadal całkiem spora liczba ludzi. Pomimo rychłego wydania nowej edycji z wypasioną grafiką, ludzie chrząkają "to nie będzie to samo" i w dużej mierze mają rację.

A pecet oczywiście, że ma rację, bo spróbujcie sami sobie odpowiedzieć, kto z nowego pokolenia graczy gra w stare tytuły i na dodatek jeszcze nazywa je lepszymi od dzisiejszych 'pixelshaderoczojebus"...
Jakiś milionowy ułamek procenta? :)

Prawda jest taka, że to tylko ramole, którzy przed laty grali w te gry, grają w nie nadal i uważają za gry wszechczasów. Nowy narybek nie widzi w tej uroczej czasami pikselozie niczego godnego uwagi i rzadko kiedy trafia się jakiś młodociany oszołom, którego gry te zafascynują...
24.12.2010
08:41
[24]
chudy808 [ Junior ]

Starsze gry miały w sobie jakby urok , nie wiem jak to wyrazić ale były super dobra gra to dobra gra , a niedobra to niedobra
24.12.2010
08:43
[25]
Raistand [ Generał ]

SSDC
Przede wszystkim.

Poza tym gry dzielą się na złe i dobre a nie na stare i nowe.
24.12.2010
09:05
[26]
Likfidator [ Generał ]

Parafrazując słowa Sheldona z BBT, stare gry używały najlepszego układu graficznego jaki istnieje tj. naszej wyobraźni.

Mała moc ówczesnych maszyn dyktowała zupełnie inne zasady produkcji gier. Grafik miał paletę 32 kolorów w rozdzielczości 320x256 przy amidze 500. Muzyk musiał się zadowolić 4 kanałami (lub 3, gdy 1 był używany na efekty dźwiękowe) i 20-100 KB na sample, a do tego programista musiał zmieścić to wszystko w 512-1024 KB pamięci ram.

To były wręcz niewiarygodne ograniczenia z perspektywy naszych czasów, ale to właśnie dzięki nim powstały najlepsze gry wszech czasów. Jedyne co było nielimitowane, to wyobraźnia twórców. Mając takie skromne możliwości techniczne, przerobienie małego prototypu na grę wymagało bardzo mało pieniędzy.
Stworzenie ówczesnej gry AAA, wymagało 2-3 ludzi pracujących 2-3 miesiące.

Obecnie zaś potrzeba milionów dolarów, żeby stworzyć samą oprawę audiowizualną. Niestety bardzo cierpi na tym mechanika gier. O ile kiedyś to ona była najważniejszym elementem przy produkcji gry. Tak teraz bierze się po prostu "sprawdzony" pomysł i tworzy się grę wokół niego.

Z drugiej strony tworzenie nowych gier w starym stylu wcale łatwe nie jest. Twórcy indie cały czas eksperymentują z nowymi pomysłami, dzięki czemu powstają takie gry jak Braid, czy World of Goo.
Jednak tworzenie gry dla starych wyjadaczy to zadanie prawie nierealne, oni po prostu wolą stare gry i podchodzą do nowych produkcji bardzo nieufnie.

31.12.2010
04:22
[27]
temp2 [ ARET ]

W skrocie: Mlodosc, Milosc, Niepodleglosc.

,a w wiekszym skrocie: "Miodnosc","Marzenia","Niskie wymagania"
31.12.2010
08:21
[28]
U.V. Impaler [ Hurt me plenty ]

Twierdzenie, że kiedyś grafika nie była najważniejsza, to największa bzdura jaką w życiu słyszałem. Takie słowa może napisać wyłącznie ktoś, kto nie był świadkiem postępu, jaki cały czas dokonywał się w oprawie wizualnej. Na grafikę zawsze zwracało się ogromną uwagę, a produkcje oferujące nowe doznania w tym względzie od zawsze miały łatwiejszy start.
Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2010-12-31 08:27:07]
31.12.2010
08:44
[29]
gepetto66 [ Konsul ]

Szkoda że postęp ogólnie leży w tym samym miejscu od czasu pierwszego AC.Było parę fajnych produkcji, ale ogólnie czegoś naprawdę "niesamowitego" przez dłuższy time niestety nie budiet.A grafika też niespecjalnie idzie- najpierw trzeba sprzedać stare pomysły a później nowoczesność.
31.12.2010
17:44
[30]
Dzikouak [ Konsul ]

Syndrom Starych Dobrych Czasów. Też wydaje mi się, że wiążesz z grami emocje towarzyszące graniu dawno temu, kiedy człowiek był mniej doświadczony. Poza tym, dość istotną cechą SSDC jest porównywanie różnych okresów czasowych. Przykładowo, pewna część ludzi mówiąca, że "kiedyś to były gry" porównuje np.: okres 10 lat do ostatniego roku, nie zauwążając, że siłą rzeczy w tym pierwszym będzie 10 razy więcej dobrych gier (bo będzie ich co najmniej dziesięć razy więcej w ogóle). Poza tym, w wielu wypadkach pewne gry zatrzymują się w rozwoju, co oznacza, że ich przedstawiciele sprzed 15-20 lat nadal są najlepszymi reprezentantami w swojej klasie, bo innych po prostu nie ma.

Nieprawdą jest to, że "dzisiaj stawia się na oprawę audiowizualną, a nie na samą treść", bo dzisiejsze gry są zwykle dużo bardziej złożone pod względem fabularnym niż kiedyś. Współczesne cRPG w zasadzie dryfują w stronę gier filmowo-przygodowych (vide Mass Effect), podczas gdy 20 lat temu fabułę najczęściej byłą prymitywna (o ile była), a coś takiego, jak dialogi, było rzadkością. Poza tym, argument o tym, że "teraz się liczy grafika" pamiętam jeszcze z końca lat 80-tych, podobnie jak zarzuty, że "gry robi się tylko dla pieniędzy". Powiem więcej - na przełomie lat 80. i 90. normą było robienie dłuższych serii gier właśnie dla pieniędzy. Roberta Williams, Richard Garriott czy Al Lowe lubili swoją pracę i lubili pieniądze. A to jest najlepszy układ - twórca ma motywację do pracy, a konsument dostaje dobry produkt. Wszyscy są zadowoleni. A propos, z tą grafiką też bym się tak nie zapędzał, podobnie jak z gloryfikowaniem wyboraźni. Jedynymi grami wymagającymi napradę silnego zaangażowania wyobraźni były gry tekstowe z początku lat 80. (albo nawet starsze). W innych stosowano grafikę, często bardzo dobrą. Jakość wynika m.in. ze stopnia wykorzystania medium, więc wybitna grafika ręczna w grze z roku 1990 może być nadal lepsza niż słaby i odtwórczy render z gry wydanej w tym roku. Bardzo dobre widać to w grach z drugiej połowy lat 90., w których "nowoczesna" grafika trójwymiarowa nie mogła równać się jakością z dobrym ręcznym rysunkiem.

Czy dzisiejsze gry są "pustą rozrywką", cokolwiek to znaczy? Moim zdaniem nie bardziej i nie mniej niż kiedyś. Po prostu ludzie, którzy mają dwadzieścia-trzydzieści lat doświadczenia w graniu widzieli naprawdę dużo (znają setki gier, ksiażek i filmów), przez co zaskoczenie ich jest dużo trudniejsze, niż kiedyś. Typowym błędem popełnianym przez ludzi cierpiących na SSDC jest rzutowanie przypadków jednostkowych na ogólny obraz wybranego okresu. Czy istnienie świetnej gry "Transarctica" z 1992 roku oznacza, że w 1992 roku robiło się lepsze gry niż dziś? Nie. Oznacza tylko tyle, że w 1992 firma Silmarils zrobiła _jedną_ świetną grę, która dzięku swojemu pomysłowi pozostała dobra do dzisiaj.

Całkowicie zgadzam się też z Likfidatorem. Kiedyś zrobiebie gry wiązało się z mniejszymi kosztami. Patrząc na listy płac gier z lat 1988-1993 widać, że pracowało przy nich kilku ludzi, w porywach do dziesięciu. Przy dobrym podziale obowiązków i przypływie weny, grę przygodową czy handlową można było ukończyć nawet w dwa-trzy miesiące [nawiasem mówiąc, identyczne gry robi się też dzisiaj, vide seria "Ben Jordan" Gonzalesa czy w ogóle całe środowisko AGS]. Dzięki takiemu małemu ryzyku można było wypuszczać wiele tytułów (dzisiaj pamiętamy tylko te najlepsze). Obecnie, kiedy nowa gra to przedsięwzięcie nierzadko kilkuletnie i wymagające współpracy kilkudziesięciu osób oraz marketingu na skalę światową, ryzyko jest nieporównywalnie większe. Gier najwyższej klasy robi się mało, więc muszą one zdobyć popularność. A to oznacza, że miejsca na eksperymentowanie jest niewiele. Moim zdaniem okres ten powoli jednak się kończy, gdyż dzięki dystrybucji elektronicznej małe, eksperymentalne gry znowu zdobywają popularność ("Braid", "Trine", "World of Goo", "Crayon Physics", "Minecraft"). Za ciosem pójdą pewnie twórcy gier innych gatunków (całkiem ciekawie zapowiada się np.: projekt "Exploration of the Sigma Serpens Sector").

Oczywiście sporo zależy od gatunku. GoldBox odstrasza swoim prymitywizmem i sztampowością, podobnie jest z serią "Eye of Beholder" i pokrewnymi. Kidyś cRPG polegało głównie na chodzeniu po labiryntach i prostej walce. O dialogach, questach czy alternatywnych zakończeniach można było pomarzyć. Z serią "Ultima" jest lepiej, ale nie zamieniłbym jej na o ile przecież krótszą serię "Fallout". Nieco inna sytuacja zachodzi w grach o tematyce mało popularnej, które pomimo swojego wieku są nadal jedynymi reprezentantami swojej klasy (vide klasyczny steampunk i "Space 1889"). To samo dotyczy całych gatunków. Bardzo miło wspominam "Transarcticę" czy "Freelancera", ale głównie dlatego, że dzisiaj trudno o dobrą grę handlową. To samo z grami taktycznymi - do dziś nie wyszło nic lepszego niż "Jagged Alliance 2", a gier do niej podobnych jest jak na lekarstwo. Z drugiej strony, jeśli chodzi o strategie z mikrozarządzaniem, to ciężko mi sobie przypomnieć gry tak złożone, jak kolejne produkcje Paradox Entertainment, które pojawiły się raptem kilka lat temu.

Czy kiedyś robiono gry dla geeków? Nie sądzę. Dzisiejsze cRPG są dużo bardziej złożone i naprawdę premiują zgłębianie świata gry w celu wyszukiwania ukrytych smaczków (celuje w tym zwłaszcza seria "Fallout"). Tematyka gier też się dość mocno rozszerzyła - strzelankp-RPG w strefie anomalii pod Czernobylem? Proszę bardzo. Postapokaliptyczny, retrofuturystyczny cRPG w USA z mnóstwem nawiązań do kultury XX wieku? Najnowsza część wyszła w tym roku. Transhumanistyczny thriller konspiracyjny - ma wyjść za parę miesięcy. Kiedyś, owszem, wydawano gry dla wszystkich. Dzisiaj najwięcej jest gier przygodowych i zręcznościowych, być może ze względu na popularność konsol, na które raczej nie pisze się gier handlowych :o) Ale jak pisałem wyżej, może pojawią się niezależne gry należące do tego gatunku. Możliwości są.

Podsumowując - nie widzę żadnych dowodów na to, że "stare gry są lepsze". Po prostu i kiedyś, i dzisiaj robiono gry dobre. Wysoka jakość sprawia, że czas wydania przestaje się liczyć. Dokładnie tak jest z literaturą. Tematyka i styl ulegają pewnym zmianom, ale równie dobrze czyta się dobrą pozycję współczesną, jak i powieść napisaną 300 lat temu. Swoją drogą - wciąż jest miejsce na rozwój gier :o)
31.12.2010
18:05
[31]
AIDIDPl [ PC-towiec ]

"Co takiego mają w sobie starsze gry?"

W większości mają wartość sentymentalną. Kiedy wychodziły pierwsze Doom-y, StarCrafty, Warcrafty, Diablo itd i nie było tylu producentów którzy robili te gry, to człowiek brał co było i w to grał z uśmiechem na twarzy. Teraz jak ktoś sobie przypomni o tym to wracają mu wspomnienia z dzieciństwa i emocje związanymi z graniem (u kolegi, kolega u mnie, granie na zmianę, dobra zabawa itd). Daj teraz jakiemuś małolatowi grać w Doom-a to powie że jest głupie...
Wypowiedź została zmodyfikowana przez jej autora [2010-12-31 18:09:52]
31.12.2010
18:28
[32]
HUtH [ pr0crastinator ]

Wymieniłem ostatnio w kompie kartę graficzną na starszą, żeby sobie pograć w - nie aż tak starą - grę Medieval, bo na nowszych GF nie chodzi. Następne idzie Black Mirror, który tez się nie chciał mi uruchomić na nowszym sprzęcie... a potem biorę się za Deus Exy i System Shocki, które wreszcie trzeba poznać. I tutaj nie ma żadnej sentymentalnej wartości, bo nigdy w te gry nie grałem. Po prostu te stare gry są równie dobre jak np. dzisiejsze Mass Effecty, więc dlaczego miałbym w nie nie zagrać. To chyba jest tak jak ze starszymi filmami, bo czy nowy Tron jest lepszy od starego? Dla mnie nie.
wątek: Co takiego mają w sobie starsze gry?
© 2000-2017 GRY-OnLine S.A. game guide